...

 


 


Fiordy Norweskie na statku - maj 2018

60 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 4 dni 22 godziny temu
Rejestracja: 29 lip 2017
Fiordy Norweskie na statku - maj 2018

Przyznam szczerze, że na norweskie fiordy planowałem się wybrać statkiem od ładnych paru lat. Dotychczas albo nie pasował termin, albo cena albo najczęściej jedno i drugie. Sezon tutaj jest krótki a kierunek ten niestety w ogóle do najtańszych nie należy – i to bez względu na to, czy wybieramy się tam statkiem czy w inny sposób. Aczkolwiek z drugiej strony biorąc pod uwagę jakie ceny obowiązują w Norwegii, to wyprawa na statku wcale nie musi wyglądać od strony finansowej najgorzej. Tak, czy inaczej – po długich polowaniach znalazłem jakiś czas temu ofertę, którą w końcu uznałem za akceptowalną i zarezerwowałem rejs. Dzisiaj zszedłem ze statku a korzystając z tego, że lot powrotny mam dopiero za ładnych kilka godzin, zabrałem się za ten wstęp.

Rejs zaczynał się i kończył w Kopenhadze i poza dwoma portami obejmował wyłącznie stopy w Norwegii. Jego szczegółowy plan wyglądał następująco:

W zbliżonym terminie na Costa Favolosa było zresztą kilka możliwości do wyboru. Wynikało to stąd, że Costa oferowała ten rejs w wersji tygodniowej (Kopenhaga-Bergen) lub 2-tygodniowej (Kopenhaga-Kopenhaga) oraz dodatkowo – rozpoczynające się o jeden dzień później analogiczne wersje z Rostocku (Warnemunde) w Niemczech. Ja zdecydowałem się na wersję 2-tygodniową z Kopenhagi, do której łatwiej się jest dostać z Krakowa (bezpośrednie loty Norwegiana) a także dlatego, że z nieznanych mi powodów była o ona prawie 30% tańsza niż analogiczna wersja z Rostocku Smile

Tyle tytułem wstępu.

Zanim przejdę do właściwej relacji, niestandardowo zacznę od podsumowania.

Trasa okazała się rewelacyjna i każdemu ją polecam. Praktycznie każdy port to mniejsza lub większa perełka i miłośnikom natury (zresztą nie tylko) dostarczy niezapomnianych wrażeń – o czym postaram się napisać w kolejnych postach. Zapewne duży wpływ na to miała wspaniała pogoda, która towarzyszyła nam praktycznie cały czas. Poza powitalną, niezbyt uciążliwą mżawką w Kopenhadze na początku rejsu oraz bardzo intensywną ale krótką ulewą przy opuszczaniu Kristiansand praktycznie cały czas towarzyszyło nam słońce - a wręcz upały dochodzące do 30 stopni. Do tego morze było tak spokojne, że podczas przemieszczania się pomiędzy portami praktycznie nie miało się poczucia przebywania na statku.

A przyznam szczerze, że wcale nie byłem pewny tego, że tak będzie. Po przeczytaniu w sieci iluś relacji nt. wypraw do Norwegii (nie tylko na statku) i mając na uwadze, że jadę tam praktycznie na początku sezonu, przygotowałem się do wyjazdu niemal jak do wyprawy na biegun:-) Kurtka zimowa, czapka, rękawice, ciepłe ubrania…mało brakowało (ograniczeniem okazał się limit wagi dla bagażu w samolocie) a zabrałbym nawet buty zimowe – tymczasem na miejscu wszystko to okazało się zupełnie nieprzydatne.

W trakcie wizyt w kolejnych portach przemierzyłem pieszo w sumie prawie 200 km, z czego zdecydowaną większość po jakichś szlakach. Daje to całkiem niezłą średnią dzienną i z pełną odpowiedzialnością wszystkim wybierającym się w ten region zdecydowanie polecam aktywną formę zwiedzania tego pięknego kraju. Tego co można zobaczyć na szlaku nie da się w żaden sposób porównać z tym co można zobaczyć zza szyby autobusu, samochodu czy pociągu. Dodając do tego wiele godzin przez które statek płynął (bardzo powoli zazwyczaj) fiordami i towarzyszące temu wspaniałe widoki, ja byłem naprawdę w siódmym niebie.

Kolejna sprawa to język. Moje doświadczenia (ale może miałem szczęście) są takie, że 100% napotkanych osób znało angielski. Nie miał przy tym znaczenia ani wiek ani to, czy dotyczyło to osoby na szlaku, w sklepiku, kierowcy autobusu, dzieci w drodze do szkoły czy policjantów. Nieprawdopodobnie ułatwiało to podróżowanie, zasięganie informacji i generalnie dawało bardzo duże poczucie komfortu. Mówiąc krótko – translatory czy podręczne słowniczki są zbędne Smile

Co do waluty – nie wiem do tej pory jak wyglądają korony norweskie (duńskich zresztą również nie widziałem) i niewykluczone, że prędko się nie dowiem. Płatność kartami płatniczymi jest w tym kraju powszechna do tego stopnia, że niektóre punkty w ogóle nie przyjmują gotówki – lub w przypadku płatności gotówką, cena jest wyższa.

No i na koniec tego przydługiego wstępu i podsumowania w jednym, mała uwaga: dni w Norwegii nawet w maju są bardzo długie (jasno zaczyna być około 4, a zmierzch robi się po 23). To dla mnie też nowe doświadczenie Smile Jeśli ktoś wybiera się w miesiącach bardziej letnich albo bardziej na północ powinien przygotować się do tego, że nocy praktycznie nie będzie.

Trzeba uczciwie przyznać, że rejs był dość intensywny. Jak na trasę 2-tygodniową rzadko się zdarza tylko jeden dzień na morzu. Również postoje w portach (może poza Oslo) były jak dla mnie optymalnie dopasowane do tego co można w danym miejscu zobaczyć a przede wszystkim czemu można podołać kondycyjnie. Ale to nie transatlantyk – tutaj z góry było wiadomo, że niewiele będzie czasu na relaks i lenistwo:-)

Pomimo, że relacja dotyczy rejsu wycieczkowego, postaram się aby zawarte tutaj informacje okazały się przydatne również dla tych, którzy planują zwiedzanie Norwegii w bardziej tradycyjnej formie. Tak naprawdę statek to tylko forma przemieszczania połączona z noclegiem i wyżywieniem (z innych rozrywek na tym rejsie nie było za bardzo czasu, aby korzystać) – na lądzie bez względu na to jak się dostaniemy w dane miejsce czekają na nas te same atrakcje Smile

W kolejnej części napiszę kilka słów na temat statku oraz tego jak dotrzeć do portu w Kopenhadze. A tymczasem załączam parę zdjęć na zachętę dla zainteresowanych tematem i zapowiadających, czego można się będzie spodziewać dalej…

PS. Zdjęcia mają różne rozmiary ponieważ pochodzą z dwóch różnych urządzeń. Starałem się wybrać te, które po prostu były lepsze Smile

_Huragan_
Obrazek użytkownika _Huragan_
Offline
Ostatnio: 20 godzin 46 sekund temu
Rejestracja: 13 cze 2015

No coz-mnie do relacji o Norwegii zapraszac nie trzeba.Chetnie bede ja sledzil.Co prawda poza Haugesund znam wszytskie te miejsca,ale tych widokow dla mnie nigdy za duzo.

https://marzycielskapoczta.pl/

Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 5 godzin 17 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Greg , mega krajobrazy !! Yahoo

już się cieszę że ponownie popatrzę na Norwegie, szczególnie że część trasy zupełnie nie znam

No trip no life

mabro
Obrazek użytkownika mabro
Online
Ostatnio: 4 minuty 25 sekund temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Greg, cieszę się, że będzie relacja z Twojego rejsu. Marzę o powrocie do Norwegii i chętnie poczytam i pooglądam co widziałeś Biggrin

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Online
Ostatnio: 1 godzina 34 minuty temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Ja również czytam i oglądam.

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 4 dni 22 godziny temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Witajcie na pokładzie:-) Za chwilę ciąg dalszy.

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 4 dni 22 godziny temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Jak wspomniałem wcześniej, mój rejs zaczynał się w Kopenhadze.

Można się tam dostać z Polski stosunkowo łatwo – ja w obie strony wybrałem bezpośrednie połączenie lotnicze z Krakowa realizowane przez linie Norwegian. Samo dotarcie do lotniska w Kopenhadze nie zasługuje na jakiś większy komentarz – lot trwa nieco ponad godzinę i standardowo dla tej trasy (patrząc na statystyki flightradar24) jest opóźniony – ale w akceptowalnych granicach.

Lotnisko w Kopenhadze jest świetnie skomunikowane z miastem. To samo dotyczy portu, przy czym warto wspomnieć, że w Kopenhadze trudno powiedzieć o czymś takim jak "jeden port". Zwyczajowo przybywające do tego miasta statki wycieczkowe zatrzymują się w jednej z czterech lokalizacji – w sporej odległości od siebie:

W związku z tym warto wcześniej zorientować się skąd wypływa "nasz statek", aby potem nie tułać się po mieście. To, gdzie przypływa który statek można łatwo sprawdzić z kilkudniowym wyprzedzeniem na stronie http://www.cmport.com/ships-in-port/cruise-ships

Zazwyczaj w przypadku największych wycieczkowców wybierane są dwie lokalizacje o nazwach Oceankaj (Nordhavn) oraz Freeport. Costa Favolosa akurat była odprawiana z pierwszej w nich. Z tego co zorientowałem się w porcie jest to zwyczajowa lokalizacja dla statków Costy, które wykorzystują jeden z trzech dostępnych tam terminali.

Sama lokalizacja na pierwszy rzut oka położona jest "pośrodku niczego" co widać na poniższym zdjęciu wykonanym już z pokładu statku:

Punktem orientacyjnym jest olbrzymi budynek z logo UNICEF, obok którego zlokalizowany jest przystanek autobusowy linii 25 oraz 27, którymi można dostać się do miasta.

Jeśli chodzi o samo dotarcie do portu to proponuję każdemu zainteresowanemu pójść najprostszą ścieżką: zainstalować na telefonie aplikację DOT Mobilbilletter, która jest odpowiednikiem naszego serwisu https://jakdojade.pl dla Kopenhagi. Podpowiada ona jak dojechać z miejsca A do miejsca B a także umożliwia od razu zakup odpowiedniego biletu. Jest ona tym pomocna, że w Kopenhadze obowiązuje dość pokręcony jak dla mnie system stref miejskich i kupując bilet trzeba wiedzieć, w której strefie się znajdujemy oraz ile stref chcemy przejechać. Przykładowo z lotniska do terminali Oceankaj jest 3 strefy – ale nie trzeba o tym wiedzieć jeśli korzystamy z w/w aplikacji, która sama to rozpozna. Z moich doświadczeń wynika, że trzeba jedynie pamiętać, żeby bilet kupować stojąc na przystanku, z którego chcemy odjechać – tylko wtedy strefa startowa zostanie rozpoznana prawidłowo. Sam bilet z lotniska do Oceankaj kosztuje 36 koron i jest ważny 90 minut (obowiązuje zasada: im więcej stref, tym dłużej ważny jest bilet); można się na nim przesiadać między autobusami, pociągami, metrem itd. Dla tych, którzy wolą papierowy bilet, dostępne są automaty biletowe (aczkolwiek nie na wszystkich przystankach).

Z lotniska do terminala dostałem się właśnie korzystając z w/w aplikacji oraz mobilnego biletu. Aplikacja podpowiadała kilka kombinacji połączeń – ja wybrałem pociąg z lotniska do stacji Osterport a następnie autobus nr 27, który kończy swoją trasę obok wspomnianego budynku UNICEF.

Akurat w przypadku mojego rejsu złożyło się tak, że zdecydowana większość pasażerów (ok. 2700) rozpoczynało go w Warnemunde czyli dzień później niż ja. W Kopenhadze dotyczyło to tylko można powiedzieć "kameralnej" grupy ok. 500 osób w związku z czym sam proces przebiegł bardzo sprawnie.

A to pierwszy widok na statek w porcie:

Sam terminal portowy nie oferuje żadnych wodotrysków:

Prosta hala z ilomaś stanowiskami check-in, toalety, sprawne WIFI oraz stanowiska informacyjne – to wszystko czego można się tam spodziewać.

Odprawa rozpoczęła się tuż po 11 i praktycznie 15 minut później wszedłem na statek, mogłem się przywitać się z "moim" stewardem i udać do miejsca, od którego zaczynam każdy rejs czyli do bufetu Smile

Jeszcze kilka słów na temat statku.

Costa Favolosa jest jedną z 5 bliźniaczych jednostek klasy Costa Concordia, z których pierwsza (Costa Concordia właśnie) uległa katastrofie w 2012 roku i po podniesieniu z dna jest obecnie cięta na złom w porcie w Genui. Pozostałe jednostki tej klasy we flocie Costy to Pacifica, Fascinosa, Serena oraz właśnie Favolosa. Różnią się one minimalnie układem i ilością kabin oraz przede wszystkim wystrojem i wzornictwem, które zwyczajem Costy jest bardzo krzykliwe, charakteryzuje się niezliczoną liczbą kolorów, zdobień, lamp, lampek i lampeczek. Wszystkie te statki mają wyporność ok. 115 tys. ton i posiadają po 13 pokładów pasażerskich. Sama Costa Favolosa weszła do służby w 2011 roku i jest utrzymana w naprawdę przyzwoitym stanie. Od kilku lat statek ten miesiące od maja do września spędza w północnej Europie żeglując po jednej z tutejszych tras (oprócz Fiordów może to być również Bałtyk, rejsy po portach Holandii i W.Brytanii albo na Islandię) – według jakiegoś schematu podziału tras pomiędzy statki Costy. Warto przy tym dodać, że Costa Favolosa jest jednym z kilku (zazwyczaj 4-ech) statków Costy obsługujących latem region Europy Północnej. Z kolei zimą (od listopada do marca/kwietnia) Favolosa obsługuje trasy w Brazylii i Argentynie. Przez pozostałą część roku pływa głównie po Morzu Śródziemnym albo wykonuje jeden z rejsów repozycyjnych przemieszczając się pomiędzy tymi trzema regionami.

Akurat mój rejs w krainę norweskich fiordów był pierwszym jaki Costa Favolosa wykonywała w tym roku – do Kopenhagi przypłynęła po 2-tygodniowym rejsie repozycyjnym z Morza Śródziemnego.

Jeśli chodzi o standard statku oraz jego atrakcje dostępne dla gości to praktycznie niczym szczególnym nie odstaje on od pozostałych statków Costy i w zasadzie czytając dowolną relację nt. rejsu tą linią (może z wyjątkiem tych, które dotyczą najmniejszych statków) można spodziewać się, że kabiny, wnętrza statku, program dnia , codzienne atrakcje, rozwiązania dot. wycieczek, wyżywienia oraz wszelkich dodatków rozrywkowych będą zbliżone.

Poniżej zamieszczam kilka poglądowych zdjęć z Costa Favolosy – idąc od najwyższych pokładów w dół.

Również życie wieczorne na statku nie odbiegało specjalnie od "statkowej" normy:

A tymczasem około 17-ej zaliczyliśmy standardowe szkolenie na wypadek alarmu szalupowego. Zazwyczaj odbywa się ono na pokładzie szalupowym obok łodzi ratunkowych ale tym razem ze względu na niewielką liczbę osób, które wsiadały na statek w Kopenhadze odbyło się to w dużo bardziej komfortowych warunkach – nowych pasażerów podzielono na grupy językowe, wyznaczono miejsca zbiórki w różnych barach, gdzie obejrzeliśmy odpowiedni film. Poszło szybko, sprawnie i przyjemnie – tym bardziej, że tym razem nie trzeba było słuchać komunikatów w kilku wersjach językowych:-)

W kolejnej części napiszę co nieco nt. naszego pierwszego i jedynego (oprócz Kopenhagi oczywiście) portu w Danii – Aarhus.

PS. Jeśli chodzi o zwiedzanie Kopenhagi z perspektywy uczestnika rejsu wycieczkowego to polecam świetny przewodnik portowy dot. tego miasta. Można go znaleźć na stronie https://www.tomsportguides.com/port-guides.html

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 4 dni 22 godziny temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Miałem pisać o Aarhus ale zapomniałem o wcześniejszym Warnemunde. Jest to dzielnica Rostocku oraz jeden z najpopularniejszych portów wycieczkowców w Niemczech – obok Hamburga oraz Kilonii.

Sama miejscowość jest nieduża i ma charakter wypoczynkowy zbliżony do polskich miejscowości turystycznych nad Bałtykiem. W lecie jest tutaj pewnie masa turystów ale w czasie naszego pobytu nie był to jeszcze sezon, więc w samym miasteczku było sennie i spokojnie.

My zacumowaliśmy praktycznie w samym centrum Warnemunde – kilkaset metrów od stacji kolejki miejskiej skąd co ok. 10 minut kursują pociągi S-Bahn do centrum Rostocku (drogę tę można pokonać również regularnie kursującym stateczkiem). Z górnego pokładu można praktycznie bez problemu ogarnąć wzrokiem całe Warnemunde:

Główny cel pobytu w tym miejscu był związany z wymianą pasażerów – tutaj schodziła zdecydowana większość tych, którzy przypłynęli Costa Favolosą w ramach rejsu repozycyjnego z Morza Śródziemnego, miejsce których zajmowali nowi goście wybierający się na norweskie fiordy.

Trzeba szczerze powiedzieć, że w samym Warnemunde zbyt wiele do oglądania nie ma – ale chętni mogą łatwo i bardzo szybko dostać się do Rostocku, w którym oprócz kilku typowych atrakcji turystycznych jest masa sklepów i galerii handlowych, które jak zauważyłem cieszą się sporym powodzeniem.

Z racji tego, że w Rostocku miałem okazję już być wcześniej, tym razem potraktowałem pobyt w Warnemunde jako relaks przed fiordami i poza krótką przechadzką po mieście oddałem się błogiemu lenistwu.

Poniżej załączam kilka zdjęć z Warnemunde. Tuż obok portu w towarzystwie przyportowych barów można podziwiać rzeźby wykonane w piasku:

Centrum Warnemunde podzielone jest na dwie części wąskim kanałem portowym-zatoką, w której cumują małe jednostki turystyczne oraz różnego rodzaju bary i restauracje na wodzie:

Idąc wzdłuż brzegów kanału można zobaczyć zlokalizowane przy jego wejściu po obu jego brzegach dwie małe latarnie sygnalizacyjne oraz spotkać liczne cumujące tutaj łodzie rybackie:

Największy ruch turystyczny, różnego rodzaju knajpki, hotele itp. są zlokalizowane właśnie w tej okolicy – tym bardziej, że jest to praktycznie tuż obok końcowej stacji kolejki S-Bahn, z której kursują nie tylko wspomniane pociągi do Rostocku ale także do Berlina.

W okolicy tej jest również nieco starszych budynków, a nieco dalej najstarsza zachowana budowla Warnemunde – latarnia morska z końca XIX wieku. Obok niej w czasach DDR wybudowano oryginalny budynek Teepott, w którym zlokalizowane są przede wszystkim restauracje:

W tej okolicy można wejść również na bardzo szeroką i ciągnącą się po horyzont plażę, która w czasie naszego pobytu nie licząc spacerowiczów była praktycznie pusta. W oddali widać z niej budynek hotelu Neptun zdecydowanie dominujący nad tutejszą zabudową:

Cała wycieczka wokół Warnemunde spacerowym krokiem nie zajmuje więcej niż 2 godziny. Z mojego punktu widzenia było to leniwe i spokojne miejsce i tak naprawdę poprzedzające prawdziwy początek naszej wyprawy na fiordy – aczkolwiek w lecie zapewne jest tutaj zupełnie inaczej.

C.D.N.

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 16 godzin 36 minut temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Statek wypas, pewnie trudni się nudzić

Pstryki z Norwegii mocno słoneczne a w porcie wyjazdowym nie było chyba jeszcze takiej pięknej pogody ?

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 4 dni 22 godziny temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Statkowi trudno coś zarzucić chociaż przyznam szczerze, że na tym rejsie specjalnie z jego atrakcji nie korzystałem. Poza jednym nie było dni na morzu a pobytu w portach były na tyle długie, a po powrocie można było jeszcze podziwiać fiordy więc niewiele czasu zostawało. Pogoda była świetna cały czas. W Kopenhadze rano była mżawka a potem już w miarę przyzwoicie - ale nie słonecznie. Prawdziwe słońce zaczęło się od Aarhus i nie opuściło nas już do końca rejsu.

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 4 dni 22 godziny temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Aarhus przywitało nas prawdziwie letnią pogodą – i w zasadzie od tego miejsca do samego końca rejsu pozostała już ona bez większych zmian (nie uwzględniając tego, że bywało jeszcze cieplej). Jest to drugie co do wielkości miasto Danii i bardzo duży ośrodek akademicki – kampus uniwersytecki zajmuje zresztą sporą jego część.

Statek zacumował w miejscu, które trudno zdefiniować. Z jednej strony było to praktycznie centrum miasta, z drugiej zaś byliśmy otoczeni jakimiś industrialnymi obiektami, dźwigami itp. Z pomiędzy nich można było wypatrzyć pierwszą panoramę Aarhus:

Okolice nabrzeży portu są zresztą popularnym miejscem do opalania, placem zabaw dla dzieci a dodatkowo towarzyszy im kilka boisk do gier zespołowych. W godzinach popołudniowych miejsce zaroiło się od dzieci i nie tylko:

Akurat nasz pobyt w Aarhus przypadł na sobotę. Rano (około godz. 9), gdy schodziliśmy ze statku miasto było praktycznie wyludnione i senne. Odległość z portu do umownego centrum okazała się stosunkowo niewielka a samo miasto naprawdę interesujące. Co ciekawe, bardzo dużo pasażerów pojechało stąd (samodzielnie albo w wycieczkach organizowanych przez statek) do Legolandu w Billund (ok. 90 km).

Przez całe centrum miasta wije się niczym uciekający wąż rzeczka – imienniczka miasta. Do tego slalomu-giganta nieźle dopasowana została okoliczna, w większości bardzo współczesna zabudowa, deptaki i placyki miejskie, ciągi knajpek i sklepików, które co widać było szczególnie po południu-gdy wracałem na statek są centrum miejskiego życia. Tutaj też zlokalizowane są (przechodząc nie sposób ich nie zauważyć) kluby studenckie, które otwierają swoje podwoje praktycznie dopiero na noc. Zresztą powitalny napis przy wejściu do portu głosił, że statystycznie 1/3 osób napotkanych nocą w mieście – szczególnie w weekendy – to studenci Smile

Tak wyglądają okolice wspomnianej "wężowej" rzeczki:

Moim pierwszym celem w Aarhus było plenerowe muzeum-skansen Den Gamble By.

Po drodze minąłem obrzymią-sarkofagową wręcz bryłę muzeum Muzeum Sztuki ARoS (Aros to pierwotna nazwa Aarhus), na szczycie której zlokalizowany jest kolorowy przeszklony pomost w kształcie okręgu, z którego można podziwiać panoramę miasta:

Den Gamble By jest de facto ogrodzoną dzielnicą miasta, w skład której wchodzi kilka kwartałów ulic zabudowanych pochodzącymi z różnych okresów oraz regionów Danii oryginalnymi domami oraz innymi budowlami. Bilet wstępu kosztuje 135 koron duńskich dla osób dorosłych i 55 koron dla studentów (dzieci i młodzież do lat 17 mają wstęp za darmo) i moim zdaniem jest absolutnie wart swojej ceny. Wystarczy spojrzeć na mapę, żeby się przekonać, że jest to naprawdę spory kompleks około 75 budynków i towarzyszących im różnych dodatkowych budowli, pomiędzy którymi wytyczone są uliczki, ogródki, podwórka, oczywiście obowiązkowa rzeczka z kręcącymi się kołami młyńskimi itd. Całość jest utrzymana w świetnym stanie (chociaż część budynków była wyłączona ze zwiedzania w związku z prowadzonymi pracami konserwacyjnymi), a do zdecydowanej większości obiektów można wejść i zobaczyć jakie pierwotnie funkcje pełniły. Znajdziemy wśród nich domek krawca, aptekę, wytwórnię trumien, zwykłe domki farmerskie a także salony klasy średniej. Poczucie realizmu podnoszą odpowiednia aranżacja podwórek, gdzie można zobaczyć np. szwendające się ptactwo domowe czy suszące się pranie. Aptece z kolei towarzyszy z kolei ogródek z ziołami (tablica informuje pod którym numerem możemy znaleźć interesującą nas roślinkę – z ostrzeżeniem, że niektóre są trujące) itd.

Cały kompleks podzielony jest na trzy części poświęcone różnym okresom historycznym. Największa dotyczy okresu do 1864 roku, druga lat 1864-1927 a trzecia okresu już prawie współczesnego – tzn. po 1927.

Poniższe zdjęcia prezentują wybrane budynki tego kompleksu w porządku chronologicznym:

Mogę tylko dodać, że temu miejscu można poświęcić nawet kilka godzin czasu – w zależności od stopnia zainteresowania tematem. W razie potrzeby w Den Gamble By jest wszystko co potrzeba – od miejsc do odpoczynku, kafejek oraz restauracji zaczynając, na placach zabaw dla dzieci kończąc. Miejsce jak dla mnie jest naprawdę warte zobaczenia. Prawdziwa podróż w czasie.

W bezpośrednim sąsiedztwie Den Gamble By znajduje się ogród botaniczny oraz drewniany wiatrak:

Pomijając wspomniane na wstępie okolice rzeki Aarhus, warto również przejść się po uliczkach starego miasta, nad którym dominuje katedra (co ciekawe jest to w ogóle największy kościół w całej Danii), której początki sięgają XIII wieku:

Drugą wiekową świątynią w mieście jest były kościół św. Mikołaja, którego zachowana krypta pochodzi z XI wieku:

Jeden i drugi można swobodnie zwiedzać.

Dodatkowo w bezpośrednim sąsiedztwie katedry można zobaczyć teatr miejski:

Cokolwiek by nie powiedzieć, Aarhus jak dla mnie okazało się ciekawym i wartym zobaczenia miejscem chociaż charakter tej wizyty był zupełnie inny, niż większości miejsc na naszej dalszej trasie, gdzie głównym punktem programu była natura.

Co prawda kolejny port w norweskim Haugesund był dopiero wstępem do podziwiania cudów natury, ale dawał już szansę na poczucie pierwszych norweskich klimatów.

Ale o tym napiszę już w kolejnej części Smile

Strony

Wyszukaj w trip4cheap