.

 


 


Namaczanie w Jadranie

17 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 22 godziny 5 minut temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Perejra bardzo ciekawe zdjęcie 

perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 19 godzin 49 minut temu
Rejestracja: 10 lip 2016

Kupari - zatoka umarłych hoteli

Dziś spacerujemy do mieścinki obok, Kupari. Z portu idzie ścieżka wzdłuż brzegu. Widoczki piękne, aż chce się zostać gdzieś na skrawku plażyczki. Ale niestety o 10 rano wszystkie "prywatne" miejscówki są już zajęte. Spacer trwa 10 minut.

Plaża jest bardzo długa, ma ogromny, darmowy parking, knajpe i wc. Rozkładamy majdan na samym końcu, jest najmniej ludzi, za to są pieski, pewnie dlatego ludzi mało. Nam psy nie przeszkadzają, zwłaszcza, że trzymają się bardzo grzecznie właścicieli. Woda jak zwykle boska. Jemy śniadanko, wylegujemy się i przyglądamy się "wypasionym" hotelom.

Jest to nieczynny ośrodek turystyczny, który przed wojną był najlepszym i najbardziej luksusowym w całej ówczesnej Jugosławii. Zbudowany został na potrzeby oficerów Jugosłowiańskiej Armii Ludowej, ich rodzin i najwyższych jugosłowiańskich oficjeli. Pierwszy hotel powstał w 1920r, następne miedzy 1950 a 1970 rokiem. Swoją prywatną rezydencję miał tu również Tito, przywódca Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii. W skład kompleksu wchodziło sześć hoteli i całkiem spory, wciąż działający kemping. W 1991r. ośrodek został ostrzelany z morza, a następnie opanowany przez siły serbskie i czarnogórskie. Hotele splądrowano i zdewastowano. Po wojnie Chorwaci przejeli kompleks. Obecnie od kilku lat trwają przetargi i planowanie co z tych hoteli zrobić, niby inwestor jest, ale wieść gminna niesie, że kasy nie ma.

Po pierwszym przysmażeniu plecków idziemy na zwiady do hoteli. Fotki będą troche przemieszane, ale w sumie wszędzie wrażenie niesamowitości, lekkiej grozy i innego wymiaru rzeczywistości nam towarzyszy. 

Ale widoki z pokojowych balkonów powalają

    

     

Stojak na broń jeszcze z nazwiskami wojaków

    

Ciekawe kto tu zamiata 

    

   

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 22 godziny 5 minut temu
Rejestracja: 03 mar 2016

 Tylko duchów brakuje . Ten holel dla oligarchów , musiał byc kiedyś pieknym budynkiem

perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 19 godzin 49 minut temu
Rejestracja: 10 lip 2016

Plaża Pasjaća

Niecałe 20km na południe od Mlini leży przepiękna plaża Pasjaća, przy miejscowości Popovići. Dojechać tam transportem publicznym jest w zasadzie niemożliwe. Swój transport wskazany, ewentualnie autostop, jednak ruch tam nie jest za duży, poza główną drogą znikomy.

No to jedziemy.

Na miejscu jest całkiem spory parking. Poza nami tylko dwa inne samochody.

Szukamy plaży. Jak to onegdaj w kabarecie mówiono: plaża bardzo blisko, 100m, urwiskiem w dół.

     

Ale całe szczęście ścieżka jest.

    

    

Plaża oczywiście kamienista. Przed południem jeszcze da się wcisnać do cienia gdzieś pod skałami, potem już jest problem z cieniem. A słońce praży w tym osłoniętym miejscu. Ludzi jest mało, 10 osób, każdy znajduje ciche miejsce dla siebie. Woda jest krystaliczna, ale pod wodą szału nie ma. Na dużych kamulcach wystających z wody całe stada małych krabów i ślimaków.

    

    

Im wyżej słońce na niebie, tym kolory intensywniejsze.

  

   

Po plażowaniu zjadamy zakupione rano w piekarni burki. Burek to okrągle coś: kilka cienkich plastrów ciasta pierogowego, przełożonego tłuszczem i nadzieniem z twarogu lub mięsa mielonego. W piekarni było też nadzienie z cukinii. Jest dość tłuste, ale bardzo smaczne i idealnie nadaje się na szybkie co-nieco.

perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 19 godzin 49 minut temu
Rejestracja: 10 lip 2016

Jesteśmy prawie na samym końcu Chorwacji. Czarnogóra jest rzut beretem,więc jedziemy na krótką wycieczkę zobaczyć co tam się dzieje. Cel to Herceg Novi.

Opuszczamy UE, więc na obydwu granicach kontrola dokumentów naszych (można na dowodzie) i samochodu (dowód i zielona karta).

Herceg Novi to małe miasto, ok. 20tyś. Ale nie wygląda jak małe miasta chorackie. Są bloki!!!

Parkujemy na większym parkingu. Nie ma parkomatu, jest tablica informacyjna z jakimiś numerami telefonów. Chyba trzeba przez sms zapłacić, ale trudno się rozczytać. Więc nie płacimy i liczymy, że się uda. No i udało się. 

Idziemy troche za znakami na stare miasto, troche po prostu w dół, do plaży. Starego miasta nie udaje się odnaleźć, ale też intensywnie nie szukamy.

Po drodze dwa kościółki na jednym dziedzincu.

Kościół Wniebowstąpienia jest otwarty. Jego starszy brat niestety zamknięty.

A nad nimi góruje cmentarz z dostępem tylko dla zdeterminowanych Wink

Truptami dalej. Jest bardzo kolorowo. Krzewy obsypane kwiatami, a drzewa owocami.

    

Jest i promenada. Bardzo długa, dużo knajp i stranagów. Mało plaży właściwej, raczej wybetonowane miejsca do leżenia.

Rozkładamy się na małą sjeste po czujnym okiem pani na skale.

Z promenady widać sam koniuszek Półwyspu Prevlaka z pozostałościami fortu obronnego. Jest to najbardziej na południe wysunięty punkt Chorwacji.

No to jedziemy tam. Wybieramy oczywiście drogę najkrutszą, wzdłuż wybrzeża. Jest tam małe przejście graniczne. Niestety, po krótkiej pogawędce z czarnogórskimi celnikami okazuje się, że przejście jest czynne przez pół roku, od lipca do grudnia. Jest czerwiec. Nie puścili nas. Szkoda. Wracamy na główną drogę i wracamy do Chorwacji głównym przejściem granicznym. A tam piękne, ogromne krzewy, a może to drzewa. Zgaduje, że to jest ablicja jedwabna.

perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 19 godzin 49 minut temu
Rejestracja: 10 lip 2016
 

Konavoski Mlini na rzece Ljuta

Po drodze do domu skręcamy jeszcze nad małą rzeczkę, Ljute. Znajduje się tam kompleks młynów wodnych. Jest już po 17:00 i na miejscu nie spotykamy przewodnika, ani otwartych budynków. Wciąż można się przespacerować w góre rzeczki. Wciąż jest spektakularnie i wciąż warto tam się tam zatrzymać.

Powstały po 1550 roku kompleks Konavoski Mlini mieści się w miejscowości Ljuta, w dolnej części rzeki Ljuta. Składa się on obecnie z 15 obiektów wzdłuż kanałów i akweduktów. Lokalizacja kompleksu nie jest przypadkowa. Rzeka Ljuta jest jedyną rzeką w okolicy, która dostarcza wodę przez cały rok. W 1427 roku, w górnej części rzeki istniały cztery młyny. Kiedy tereny te wraz z młynami zostały wykupione przez Republikę Dubrownicką, konieczna była rozbudowa kompleksu o dolną część rzeki. W XVI wieku młynów było już trzykrotnie więcej. W dolnej części Ljuty, gdzie nurt nie był już tak silny, należało stworzyć system doprowadzający wodę do młynów. Tak właśnie powstała sieć akweduktów i kanałów, które zachowały się do dzisiaj. W czasach Republiki Dubrownickiej miejsce to było centrum młynarstwa. Na rzece Ljuta zachowało się jeszcze kilka „wyciskarek” oliwy, które również oparte są na energii wodnej.
Młynarstwo na tych terenach upadło w latach 70-tych. Od ponad 400 lat młyny są własnością rodziny Iva. W tamtych czasach rodziny młynarzy należały do bogatych, mieli prawo do 5% wytworzonej w ich młynach mąki. Obecnie Ivo poświęca każdy swój wolny czas i pieniądze na odrestaurowanie tego miejsca. To bardzo miły człowiek, musicie go poznać. Jego ciężką pracę widać na każdym kroku. W planach, Ivo ma produkcję organicznej mąki. Po uprzednim umówieniu się na wizytę, Ivo przywita Was w tradycyjnym stroju konavolskim, nawiązującym do związków biznesowych Konavli z carstwem otomańskim. Zostaniecie również poczęstowani słodkościami własnej produkcji oraz pysznymi likierami.

Bardzo fajny opis zaczerpnięty z blogu crolove.pl.

Przy dolnych młynach jest ogromny parking, sklep z pamiątkami (troche drogo) i restauracja z malowniczym tarasem na wodzie.

    

     

W połowie drogi jest restauracja. Szum wody jest dośc głośny, więc obiadek w sielskiej ciszy nie wchodzi w gre, haha.

A na "grilu" peki. Peka to równocześnie naczynie do zapiekania jak i potrawa. Peka to ziemniaki, warzywa i mieso lub owoce morza, bardzo popularna jest cała ośmiornica. Wszystko surowe zamyka się w naczyniu i piecze w żarze przez kilka godzin. Nie każda knajpa serwuje pekę, a te co serwują mają zapisy. Przeważnie dzień wcześniej trzeba zrobić rezerwacje, by knajpa miała czas przygotować danie. 

Strony

Wyszukaj w trip4cheap