...

 


 


Powsinoga w Słowenii

34 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 24 wrz 2015
Powsinoga w Słowenii

Hej. Dawno (bardzo dawno) mnie tutaj nie było. Ze dwa lata będą Wink W międzyczasie dużo się działo, rodzina nam się powiększyła, i z podróżowaniem bywało różnie, jak to przy ciąży i maluchu czasem bywa. Okazuje się jednak, że nasza najmłodsza pociecha (trzecia, dla jasności) jest świetnym kompanem na wakacyjne szlaki podróżnicze. Podobnie zresztą jak jej starsze rodzeństwo, które trochę już z nami (i nie tylko z nami) się napodróżowało. Ale do rzeczy.

Mała w październiku skończy rok. Plan więc na te wakacje miał być Wink spokojny. Zostaniemy w Polsce, pojedziemy może w Bieszczady, gdzieś na łono natury. Co by blisko było (mała przez pierwsze miesiące nie była w stanie z nami spokojnie samochodem 20 minut do dziadków przejechać), co by swojsko było. Taki był plan. Do kwietnia...

Od roku mamy miejscówkę w Helu, gdzie nasze dzieci starsze dość często bywają na weekendy, a i my się czasem załapiemy. I w taki oto piękny sobotni, jeszcze kwietniowy, poranek, gdy spacerowaliśmy sobie z mężem i najmłodszą po helskim lesie, w którym za dzieciaka z kolegami bazy budowaliśmy i wojny urządzaliśmy, wpadłam (bo jak zwykle to ja) na szalony pomysł, że może by jednak wyjechać gdzieś dalej. Może by jednak z namiotem. Może by jednak... Mąż próbował jakieś racjonalne argumenty podrzucać, ale się nie dało Wink Padło więc na to, że wsiadamy w samochód, bierzemy namiot, nie rezerwujemy nic i jedziemy przed siebie. W kierunki Słowenii. Jak się uda dojechać i coś zwiedzić, to będzie fajnie. Jak się nie uda, to będziemy spędzać urlop np. w Czechach. Też spoko. A tu się okazało, że nie tylko Słowenię udało nam się zwiedzić, ale i o Chorwację i o Włochy zahaczyć.

Ale po kolei.

Planu przed wyjazdem, jak już wspomniałam, nie było. Co udało nam się zobaczyć?

dzień 1 - przejazd przez Polskę (my z Gdyni, więc to faktycznie przejazd przez całą Polskę), dojazd w okolice czeskiego Brna na nocleg (spacer po miasteczku, w którym się zatrzymaliśmy)

dzień 2 - dojazd do austriackiego Grazu (ostatecznie nocleg pod Grazem), relaks nad jeziorem, zwiedzanie Grazu

dzień 3-13 - dojazd do Słowenii. Na miejsce noclegu wybraliśmy Lublanę, bo na środku Wink i wszystkie drogi prowadzą do stolicy Wink tu spędziliśmy 10 nocy, zwiedzając po kolei różne zakątki Słowenii. Ale o tym stopniowo.

dzień 14-16 - pobyt w Chorwacji

dzień 17-19 - pobyt we Włoszech

dzień 20-21 - powrót do domu z noclegiem w Niemczech.

Tak z grubsza wyglądał nas wyjazd. Udało nam się zobaczyć dużo, szczególnie jak na wyjazd z niemowlakiem. Słowenia nas oczarowała. Chorwacja wymroziła. Włochami nigdy się nie znudzimy. To chyba teraz przyjdzie czas na większe szczegóły Wink

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 5 godzin 7 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Joasia witaj Yahoo

Gratulacje kolejnego potomkaGood i to takiego wspaniałego podróżnika !!! widać ze twoja krew..

ciekawa opowieść się zapowiada, więc jestem w pełnej gotowości Smile

No trip no life

joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Cześć Nelcia. Dziękuję i zapraszam na dalszą część. Tak zrywami będzie, w rzadkich wolnych chwilach Wink

Jak już wspomniałam, pierwszy postój, pierwszy nocleg, to Czechy. Miało być Brno. Szukaliśmy kempingu gdzieś blisko. Trafiliśmy w miejsce, które wydawało się pośrodku niczego. Plan był taki, że się rozbijemy na polu namiotowym i podjedziemy do Brna. I tu już pierwszy raz korygowaliśmy te niewielkie fragmenty planu na wyjazd, które w ogóle mieliśmy. Wokół Brna remontowali autostradę, więc korki były ogromne. Darowaliśmy sobie więc pchanie się w nie na nowo. A po całym dniu (a nawet więcej, bo z domu ruszyliśmy koło 3 nad ranem i 3/4 drogi nam lało) mieliśmy z lekka dość siedzenia w samochodzie Wink

Postanowiliśmy za to pójść na spacer do pobliskiego miasteczka.

Droga była przyjemna, na uboczu, wzdłuż rzeczki.

Po jakiś 10 minutach dotarliśmy do centrum miasteczka. Choć to szumna nazwa. I to oba jej człony Wink co nie zmienia postaci rzeczy, że było naprawdę urokliwe.

 

 

Miasteczko nazywa się Veverska Bityska (pomijając czeskie diakrytyki). 

Spędziliśmy w nim leniwy wieczór na placu zabaw, żeby po całym dniu jazdy dzieci się porządnie wyszalały. Potem nocleg, rano szybkie pakowanie i w dalszą drogę.

Pogoda po drodze była przepiękna, mijaliśmy śliczne miasteczka, piękne jeziora... Aż kusiło, aby tam zostać. I to kusi i to nęci. Jednak jechaliśmy dalej.

W końcu dojechaliśmy do austriackiego Grazu. Wiem, że jest osobny wątek na relacje z Austrii, ale że to w sumie tylko kilka godzin było, przejazdem i po drodze, to nie będę nowego otwierać, jeśli pozwolicie. A tu skrobnę dwa słowa.

W pierwszej kolejności zaczęliśmy szukać kempingu. Namiary gps mamy, znaki prowadzą nas w to samo miejsce. Dojeżdżamy bez większych problemów, ale niestety. Tylko dla kamperów. Szukamy więc alternatywy. Szybkie wbicie w gpsa "szukaj najbliższego kempingu" i jedziemy tam, gdzie nas prowadzi. Kawałek pod Grazem. Jakieś 10 min jazdy. Dojeżdżamy pod jakiś ogromny ośrodek. Na bramie siedzą dwie osoby, za nimi ogromna pusta przestrzeń w dali wielki budynek. Chyba jakiś basen. Ale wielkością jak aquapark. W głębi jezioro. Gdzie to pole namiotowe? K. (mój mąż) idzie zapytać. Faktycznie, jest pole, są miejsca. Za chwilę ktoś nas tam poprowadzi. Przyjeżdża chłopak samochodem, mamy jechać za nim. Ok, jedziemy. Okrążamy jezioro. Jedziemy i jedziemy. Teren piękny, rekreacyjny. W końcu dojeżdżamy na pole. Głównie stoją na nim kampery. Ale nie takie, co to właśnie przyjechały. Nieee. Te to tu na stałe. Każdy ogrodzony płotem, niektóre kamiennym. Każdy z ogródkiem, niektóre z kamiennymi grillami, z placami zabaw dla dzieci. Wszystkie obowiązkowo z tv. Niektóre na furtce z dzwonkiem (elektrycznym). Normalnie osiedle do zamieszkania. Ale wszystko uporządkowane. Grunt, że znajduje się kawałek trawy pod namiot. Jest dobrze. Rozstawiamy się. Przejazd samochodem był krótki, mamy więc jeszcze sporo czasu. Idziemy nad jezioro. Dzieci zachwycone. Jes plac zabaw, są miejsca do uprawiania sportów wodnych, można też popływać. Czego dusza zapragnie. Jest też dość szybko dość głęboko, więc trzeba uważać. Przynajmniej w miejscu, gdzie my się rozstawiliśmy. A że jezioro (a w sumie dwa, połączone przesmykiem) naprawdę duże, to z innych stron mogł być inaczej.

Zdjęcia są tylko z jednego jeziora. Z drugiego korzystają naturyści.

Po kąpieli jedziemy jeszcze do Grazu na krótki spacer. Miasto nas oczarowało. Zadbane, czyste, czego można się było spodziewać. A do tego przepiękne, kolorowe, zdobione kamienice. Liczne zaułki i podwórka kryjące niespodzianki. Tunel, który miał służyć za schron, a stanowi obecnie miejsce imprez oraz przejście skrótowe pod górą. Wieża zegarowa, która z dołu prezentuje się okazale, a jak się do niej podejdzie już na wzgórzu, to wygląda, jakby ją ktoś wdepnął w ziemię Biggrin

Kolejnego dnia z rana spakowaliśmy namiot i dojechaliśmy do Słowenii. Założenie było takie, że szukamy sobie jednego kempingu, gdzieś w trójkącie Lublana-Postojna-Bled i stamtąd robimy wypady, żeby kraj pozwiedzać. No i tak jedziemy, jedziemy, minęliśmy Lublanę i stwierdziliśmy, że chyba czas w końcu wybrać jakiś kemping i się na niego skierować. Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy się na kemping w Lublanie. Nie był on tani, ale (jak się okazało) dogodnie położony, bo niedaleko wylotu na autostradę. Wróciliśmy więc do Lublany, udaliśmy się na kemping. Wieczorową porą jeszcze na spacer wokół kempingu. Pierwsza noc w Lublanie, na wymarzonych wakacjach, a tu... ulewa. Nie jedyna podczas tego wyjazdu... Lało od mniej więcej 23 do 8:30 rano. I to tak lało, że baliśmy się, że nam się woda do namiotu wleje. Nie, nie że namiot przecieknie. Tylko że z kałuż wokół namiotu nam się przeleje. Na szczęście nic takiego się nie stało, choć kałuże były ogromne (największa i najdłużej się trzymająca na całym kempingu była tuż przy naszym namiocie. Wiecie, taki prywatny basen ;)). Dzień zapowiadał się niepewnie, o pogodzie różnie mówili. Postanowiliśmy więc pojechać tam, gdzie pogoda przy zwiedzaniu miała mniejsze znaczenie. Na pierwszy ogień poszła więc Postojna.

basia35
Obrazek użytkownika basia35
Offline
Ostatnio: 6 godzin 18 minut temu
Rejestracja: 24 gru 2013

CzytamBiggrin

basia35

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 5 godzin 7 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Asiu zdjęć nie ma. CZy wstawiasz fotki z Google?

No trip no life

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 8 godzin 26 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Ja tez zdjęć nie widzę, ale czytam! Biggrin

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Online
Ostatnio: 1 godzina 20 minut temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...ja "z czytaniem" poczekam na fotki ; ))

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Hej wszystkim. Nelcia, tak, google. Od czasu jak wprowadzili zmiany w zdjęciach, nie mogę się w nich połapać. Tzn w różnych miejscach działają różnie :/ Teraz lepiej? Tzn zaczyna być widać?

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Online
Ostatnio: 1 godzina 20 minut temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...teraz widzę WSZYSTKIE fotki !!! : )

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

joasiamac
Obrazek użytkownika joasiamac
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 24 wrz 2015

Oooo, to bardzo mnie to cieszy. Czyli możemy lecieć dalej z tematem Biggrin Pogoda na zewnątrz była średnia, wciąż groziło deszczem, więc tym razem zejdziemy, a raczej zjedziemy, pod ziemię...

Basia A.
Obrazek użytkownika Basia A.
Offline
Ostatnio: 5 godzin 34 minuty temu
Rejestracja: 15 lip 2017

wow, kolejka w podziemiu - czad!

Strony

Wyszukaj w trip4cheap