Madera - dlaczego warto tam jechać?

69 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013
Madera - dlaczego warto tam jechać?

W lipcu 2008 roku byłam na Maderze - teraz zamierzam skopiować swą relację ze starego forum, wzbogacając ją zdjęciami, których wówczas nie umiałam wklejać. Może komuś się przyda...

Madera – dlaczego warto tam jechać?

Decyzję o spędzeniu wakacji na Maderze podjęliśmy na początku maja. A zatem trzeba się teraz zdecydować jaki wybrać hotel i w jakim rejonie wyspy. Ponieważ kierunek ten nie był jeszcze zbyt popularny w Polsce, sięgnęłam do niezawodnego TRIP ADVISORA. Jednocześnie poprosiłam o oferty w biurze pośredniczącym w sprzedaży wycieczek niemieckich touroperatorów, z którego już kilkakrotnie korzystaliśmy. W ciągu dwóch dni dostaliśmy pełną listę ofert na interesujący nas okres.

Wybraliśmy hotel Golden Residence położony na obrzeżach stolicy wyspy - Funchal. Wprawdzie hotel jest zupełnie nowy - zaledwie rok w eksploatacji - ma sporo bardzo dobrych opinii zarówno na Trip Advisorze, jak i na Holidaycheck. A zatem decyzja zapadła. ...

Sprawne załatwienie wszelkich formalności i oczekiwanie na wyjazd. Na szczęście było jeszcze dużo czasu - do lipca - na zebranie najpotrzebniejszych informacji i zaplanowanie tras wycieczek

W końcu nadchodzi upragniony dzień wyjazdu. Musimy się dostać do Berlina, jedziemy więc najpierw pociągiem do Szczecina, a stamtąd mamy darmowe wouchery otrzymane z TUI na przejazd pociągiem od polskiej granicy do miasta niemieckiego skąd następuje wylot.. Podróż mija względnie szybko i bez opóźnień. Nieco po 22 - giej jesteśmy na miejscu.

W Berlinie mamy na szczęście znajomych, u których przeczekamy noc. Mąż był wprawdzie przeciwny zwalaniu się komuś na głowę o takiej dziwnej porze, ale jakoś go przekonałam. Na sympatycznych pogaduszkach przy smacznej kolacji mija prawie cała noc. Potem odwożą nas na godzinę 4 - tą skoro świt na lotnisko Tegel. Nasz samolot - linii Air Berlin - startuje jako pierwszy o godzinie 6 - tej. Wśród oczekujacych pasażerów jest wielu Polaków.

Po blisko pięciogodzinnym locie lądujemy na Maderze, która wita nas piękną, słoneczną pogodą i temperaturą 27 stopni. Już schodząc do lądowania widzimy zielone górskie zbocza opadające do morza, małe wioski przycupnięte w dolinkach, na tle granatowego bezmiaru Oceanu Atlantyckiego. Pas startowy częściowo wybudowany jest na lądzie, a częściowo na potężnej estakadzie wychodzącej w morze, tuż obok stromy stok góry – ojjjj, piloci nie mają łatwego zadania....

Lotnisko niewielkie, ruch nieduży, sprawna odprawa paszportowo – bagażowa. I już po chwili rezydenci rozprowadzają nas do kilku busów, które zawiozą nas do różnych hoteli.

Mamy do przebycia około 25 km. Jedziemy autostradą, mijając po drodze liczne kurorciki nadmorskie. Zabudowa dość gęsta, przeważają domy w pięknych ogrodach, na razie nie widać wielkich hoteli. Co chwilę autostrada wpada w dłuższy, bądź krótszy tunel wydrążony w twardej bazaltowej skale opadającej aż do morza, by chwilę później znaleźć się na wysokim wiadukcie przerzuconym nad przepaścią.

Jak oni w tak ciężkich warunkach budowali tę drogę trudno sobie wyobrazić - nam Polakom - gdzie wielkim osiągnięciem jest wybudowanie w ciągu kilku lat w płaskim terenie kilkunastu kilometrów autostrady?

Nagle wypadamy z tunelu i oczom naszym ukazuje się amfiteatralnie opadające ku morzu miasto. To stolica wyspy - Funchal. Autostrada, zwana Rapidą, biegnie zboczem góry ponad miastem.

Wspaniały widok rozciąga się na całą zatokę. Na horyzoncie widać ocean, nieco bliżej port i basen jachtowy, promenadę wysadzaną palmami, od czasu do czasu strzela w niebo wieża kościoła, a poza tym głównie czerwone dachy domów w otoczeniu zieleni.

Zostawiamy w dole stare centrum miasta i widok zmienia się radykalnie. Niestety na niekorzyść....

To już współczesne betonowe blokowisko. Setki hoteli i apartamentowców. I to jeszcze nie koniec - widać dźwigi, spychacze, buldożery, a zatem betonowanie Madery będzie kontynuowane. Wprawdzie nowoczesna architektura jest ciekawa, ale dla mnie beton zawsze pozostanie betonem.

Po niespełna pół godzinie zjeżdżamy z autostrady i wąskimi krętymi uliczkami spadamy ku morzu.

Na szczęście nasz hotel znajduje się na obrzeżach tego blokowiska. Jest nowy, oddany do użytku w lutym ubiegłego roku, ale już widać, że wkrótce i on obudowany zostanie ze wszystkich stron.

Golden Residence jest bardzo nowoczesny, wręcz designerski. Składa się z trzech brył budynków A, B i C. Budynek A stoi najwyżej na wzgórzu, a zarazem najbliżej dość ruchliwej drogi. Budynek B, w którym jest recepcja znajduje się w środku, a od najniżej położonego nad samym morzem budynku C oddziela go mało uczęszczana, lokalna droga.

Dostajemy pokój w budynku C. Chyba TUI ma najlepsze pokoje, albo po prostu mamy szczęście. Ponieważ przyjechaliśmy przed południem, nasze pokoje jeszcze nie są posprzątane. Oczywiście nie mamy pretensji, doba hotelowa rozpoczyna się od godziny 14 - tej.

Zostawiamy walizki w recepcji i idziemy na wstępny rekonesans terenu. Najbardziej interesuje nas najbliższe otoczenie naszego budynku C. Jest tu chyba centrum życia hotelowego. Budynek stoi prostopadle do morza, a więc wszystkie pokoje mają boczny widok na ocean, z wyjątkiem sześciu uprzywilejowanych pokoi, które mają bezpośredni widok na morze.

W hotelowym ogrodzie jest basen, nie za duży, ale bardzo czysty, a wokół niego parasole i łóżka do opalania, przebieralnie i prysznic. Na parterze jest restauracja z barkiem i kawiarnią na tarasie. Na klifie opadającym stromo do morza znajduje się taras widokowy z ławeczkami.

Teren obsadzony jest ładnymi roślinami i ma dobrze utrzymany ogród, ale widać, że jest on jeszcze dopiero co zagospodarowany, a zatem roślinność nie jest zbyt okazała. Z pewnością w tym klimacie wkrótce będzie tu bujna zieleń.

 

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Po niespełna godzinie szuka nas recepcjonistka i wręcza kartę magnetyczną, nasz pokój jest już gotowy, a w nim czekają na nas bagaże.

Pokój jest funkcjonalny, nowocześnie i gustownie urządzony z marmurowa łazienką i balkonem. A z tego balkonu widok....istna bajka....

W dole pod nami dwukilometrowej długości plaża Formosa, a w dali drugi co do wielkości w Europie klif Cabo Girao - 580 m wysokości, no i ten granatowy ocean.

Mąż bierze prysznic, a ja w tym czasie rozpakowuję walizki, wieszając ciuchy w przestronnej szafie znajdującej się w pokoju. Nawet nie zauważyłam drugiej takiej samej w przedpokoju, tak byłam zaaferowana tym widokiem z balkonu. Mąż tymczasem otwiera drzwi tej drugiej szafy w korytarzu, chcąc ją zaanektować dla siebie .....i ze śmiechem woła mnie. Jestem zaskoczona, po diabła nam tyle szaf w czasie wakacji, ta pierwsza nawet nie jest zapełniona. Okazuje się, że nie jest to zwyczajna szafa, jest tu ukryta nowocześnie wyposażona kuchnia. Znajdują się w niej wszelkie najpotrzebniejsze przedmioty, takie jak: lodówka, kuchenka mikrofalowa, dwupłytowa kuchnia elektryczna, suszarka do naczyń. A w szafkach: garnki, patelnie, czajnik, sztućce, talerze, kilka rodzajów szklanek i kieliszków do wina, a nawet ściereczki i rękawice do chwytania gorących garnków.

Bomba, tego się nie spodziewaliśmy!

Były również w ofercie apartamenty i tam było wspomniane o aneksie kuchennym, a przy zwykłych pokojach - ani słowa. Miłe zaskoczenie na plus. Jak się później okazało parę razy skorzystaliśmy z tych udogodnień, choć wcześniej nie planowaliśmy pichcenia na własną rękę.

W łazience znajdujemy kapcie i szlafroki, ale najbardziej z tego wszystkiego podoba mi się non stop podświetlone lusterko powiększające. Gdy się w nocy korzystało z łazienki nie trzeba było palić światła, wystarczała w zupełności taka intymna poświata wokół tego lusterka.

Po krótkim odpoczynku postanawiamy przejść się nadmorskim bulwarem do centrum. Zaczyna się on tuż obok naszego hotelu. Teraz widzimy, że po drugiej stronie naszego hotelu jest plantacja bananów, a nieco dalej zaczyna sie już typowa dzielnica hotelowa. Jak się później dowiedzieliśmy jeszcze parę lat temu były tu tylko pola uprawne, głównie nieduże plantacje bananów i winorośli oraz małe domki ich właścicieli.


Niedaleko hotelu znajduje się kąpielisko " Doce do Cavanas", gdzie naturalnie ukształtowane skały wulkaniczne tworzą baseny. Woda w nich jest spokojna, bez fal i nieco cieplejsza. Można wynająć leżak, parasol, a także coś przekąsić.


  • Idąc bulwarem ( tylko dla pieszych ) mijamy hotele. Jedne piękne, z dużymi basenami w cudownych ogrodach, jak np. Pestana Grand Hotel, inne starsze, z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku - trochę mniej okazałe. A tak w ogóle to wszystkie cztero i pięciogwiazdkowe. Po drugiej stronie bulwaru skarpa porośnięta bujną roślinnością spada do morza.
    Co kilkaset metrów są kąpieliska. Niestety Madera nie jest wymarzonym miejscem dla osób lubiących się wylegiwać na złotych piaszczystych plażach. Jest wprawdzie taka jedna plaża z piaskiem przywiezionym z afrykańskiego lądu w miejscowości Calheta, ale jak dla mnie wygląda ona w tym wulkanicznym otoczeniu sztucznie...


  • Na szczeście lokalne władze zdają sobie sprawę z tego, że turyści spędzający wakacje na wyspie, chcą się również kąpać. Dlatego, nie tylko w rejonie Funchalu, ale prawie w każdej nadmorskiej miejscowości są większe lub mniejsze kąpieliska. W samym Funchal jest ich kilkanaście. Z reguły opłata za wejście wynosi 3 E, o ile wiem, to tylko w okolicy fortecy Sao Tiago jest mała, zatłoczona bezpłatna plaża publiczna. Natomiast w mniejszych miejscowościach kąpieliska są na ogół bezpłatne.


  • Jeszcze nie mamy rozeznania jak daleko jesteśmy od centrum, a że zbliża się pora lanczu, a my już trochę zgłodnieliśmy, zachodzimy do nadmorskiej knajpki. Ale niezbyt dobrze trafiliśmy, więc nazwy nie podaję. Jest to taki raczej fast food z sałatkami, kanapkami i tostami, jakich w każdym kraju pełno. Ale za to z pieknym widokiem....
    W każdym razie z pełnymi żołądkami ruszamy w dalszą drogę. Słońce trochę przypieka, choć temperatura jest całkiem przyjemna. Nie to co Grecja, Turcja, a szczególnie Egipt o tej porze roku...
    Nagle nadmorski bulwar odbija od morza i boczna uliczka doprowadza nas do dość ruchliwej drogi, którą jeżdżą również autobusy.

Świerszczyk...
Obrazek użytkownika Świerszczyk...
Offline
Ostatnio: 2 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 06 wrz 2013

PIERWSZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Dance 4FoolAir kiss

Świerszcz "Biegnąc nie skracasz odległości...."

Świerszczyk...
Obrazek użytkownika Świerszczyk...
Offline
Ostatnio: 2 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 06 wrz 2013

Dzięki Apiskowi wyjechałam na Maderę zaopatrzona w wiedzę, maile, atmosferę i "doświadczenie". Do dzisiaj Ci dziękuję Apisku za pouczenie mnie bym zabrała plecaczek na te "wyboiste" ścieżki!!!!

Świerszcz "Biegnąc nie skracasz odległości...."

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Witaj Świerszczyku - tak mi się wydaje, że byłaś na Maderze....

  • Nowoczesne hotele ustąpiły miejsca wspaniałej kolonialnej architekturze. Stoją tu domy budowane w XIX wieku i w I połowie XX wieku.Wówczas to na wyspę zaczęli przybywać pierwsi turyści, mieszkali tu również bogaci lokalni kupcy oraz właściciele winnic i producenci słynnych maderskich win.
    Podziwiamy piękne, stylowe wille w zadbanych starych (czytaj:bujnych) ogrodach. Panuje tutaj przyjemny chłodek, gdyż ulica obsadzona jest platanami i jakarandami z liliowymi kwiatami podobnymi do naszych akacji.
    W eleganckich starych domach mają również swoje siedziby banki. Od strony morza nadal przeważają hotele, choć nieco starsze, budowane w innym, bardziej klasycznym stylu.

Taka perełką stylu kolonialnego jest najstarszy na wyspie i dotąd uchodzący za najbardziej luksusowy hotel Reids Palace. Zlokalizowany jest on na półwyspie nad samym morzem i składa się z kilku stylowych budynków otoczonych wspaniałymi ogrodami tarasowo schodzącymi do morza. Roztacza się z niego piękny widok na całą zatokę oraz miasto.

Założyciel hotelu William Reid przybył na Maderę w 1836 roku i zorganizował coś na wzór agencji turystycznej dla pierwszych przybywających na wyspę gości. Wówczas uważano, że Madera ma bardzo korzystny klimat, sprzyjający leczeniu chorób płucnych i sercowych. Reid początkowo był właścicielem jednej willi, w której wynajmował pokoje gościom z chłodnych i deszczowych krajów Europy Zachodniej. W miarę bogacenia się dokupywał następne wille. Wkrótce dorobił się na tyle, że wybudował ten okazały hotel, w którym do dziś wypoczywa międzynarodowa śmietanka towarzyska, znani politycy, celebryci i biznesmeni.

Z okolic Reids Palace już niedaleko do portu, w którym cumują wielkie wycieczkowce, promy, stateczki turystyczne i luksusowe jachty. Tu również rozpoczyna się piękna, wysadzana palmami promenada nadmorska. Z jednej strony jest port, a nieco dalej kamienista plaża, z drugiej zaś centra handlowe, zabytkowe budowle oraz oficjalne siedziby lokalnych władz autonomicznych Madery. Od strony morza ciągną się niezliczone ilości knajpek, a środkiem - dwupasmową arterią - jeżdżą niestety liczne samochody i autobusy. Tak, że jest dość gwarnie.

Promenadą suną tłumy turystów, słychać różne języki z przewagą angielskiego i niemieckiego. Ku naszej radości słyszy się również, choć niezbyt często, naszych rodaków. Jest stosunkowo mało Rosjan, choć i oni się zdarzają. Wypoczywa tu także sporo mieszkańców kontynentalnej Portugalii.

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Online
Ostatnio: 4 minuty 37 sekund temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Apisku, ja też bardzo lubię wyspiarską Portugalię , wiec z przyjemnościa kibicuje ponownie  Smile

No trip no life

marinik
Obrazek użytkownika marinik
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 5 dni temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Mmmmmmmmm...... jak cudnie, jak sie ciesze i dziekuje apisku. Widze, ze pomoc nie potrzebna, ze i fotki do wspanialego tekstu dolaczaja.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Nelcia, Marynik - dzięki.

Nelcia, wiem -Ty jesteś specjalistka od Azorków, ale nie piesków....

Dochodzimy do stacji kolejki linowej Teleferico, którą można wjechać na górę Monte, wznoszącą się na północ od miasta. Ale na tę wyprawę juz dziś nie mamy siły...

Musimy odespać nieprzespaną noc, dobrze, że jest tylko godzina różnicy czasu w stosunku do Polski, bo to prawie niezauważalne dla organizmu.

Jeszcze tylko króciutkie zagłębienie się w uliczki Starego Miasta i wracamy na Avenide do Mar, z której odjeżdżają autobusy w różnych kierunkach. Bilety można kupić w budce lub bezpośrednio u kierowcy. Jeden bilet kosztuje 2 E., w każdym razie taka była cena do naszego hotelu ( około 3,5 km jazdy). Lepiej mieć drobne, żeby kierowca nie musiał wydawać, raz odmówił nam wydania reszty z banknotu 20 E. Bilet kupiony u kierowcy on sam kasuje, a jeżeli kupi się w budce, trzeba skasować samemu.

Autobusowe przystanki są na żądanie, trzeba machnąć ręką,by się zatrzymały. Pojazdy te mają nieprawdopodobny zryw, tak że trzeba się mocno trzymać ( oczywiście jeśli się stoi ) w trakcie ruszania. Chyba mają jakieś wzmocnione silkniki na te strome górskie drogi.

Wysiadamy na przystanku i około 100 m zbiegamy stromą uliczką do naszego hotelu.

Jeszcze tylko kąpiel w basenie. Dobrze, że się woda nagrzała w ciągu dnia, bo od morza wieje chłodna wieczorna bryza i w sumie woda jest cieplejsza niż powietrze. Aż się nie chce wychodzić.

Jest jeszcze dość wcześnie - przed ósmą - postanawiamy wypróbować hotelową kuchnię. Mamy wykupioną opcję tylko ze śniadaniem. W "cywilizowanych" krajach już niejednokrotnie stwierdziliśmy, że lepiej jest jadać posiłki ( oczywiście oprócz śniadań ) w lokalnych knajpkach, niż w hotelowych garkuchniach (sorry, nie wszystkie to garkuchnie ), gdzie posiłki z reguły są "międzynarodowe", żeby dogodzić gustom wszystkich gości.

Oczywiście w takich egzotycznych krajach jak Sri Lanka, Kenia, Meksyk czy Dominikana zawsze bierzemy ALL z obawy przed ewentualnymi problemami żołądkowymi. Na Malediwach nie było w ogóle możliwości jadania poza hotelem (jedynym na wyspie ), a w Tajlandii zrobiliśmy się "na szaro", gdyż wzięliśmy ALL, a potem się okazało, że 90 % gości chodzi na pyszne jedzonko do lokalnych knajpek, gdzie na ogół za niewielkie pieniądze można świetnie zjeść i nie słyszałam by ktoś miał kłopoty z żołądkiem.

I okazało się, że mieliśmy rację. Kolacja, jak kolacja - żadna rewelacja, już tam więcej nie poszliśmy. Potem jadaliśmy w małych knajpkach naprawdę smacznie przyrządzone dania.

Wracamy do pokoju i prosto na balkon. Jest już prawie dziesiąta, słońce zaszło za klif, ale wokół niego utrzymuje się różowo - pomarańczowa poświata, na zboczach zatoki zapalają sie pierwsze swiatełka w domkach i wzdłuż ulic. Cicho szumią fale, uderzając o kamienistą plażę Formosa. Z kawiarni na tarasie dobiegają dyskretne dźwięki spokojnej muzyki granej "na żywo" przez dwóch grajków.

Żyć... nie umierać.

Madziarra-M1 (nieaktywny)
Obrazek użytkownika Madziarra-M1

Madera jest piękna. Chciałabym tam wrócić kiedyś Biggrin

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 3 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Madzia, czyżbyś Ty statkiem na Maderze była? Prawie codziennie widywaliśmy w porcie jakieś pasażery.

Nazajutrz rano budzę się gdy dochodzi siódma i oczywiście najpierw biegnę, żeby odsłonić szczelne kotary i spojrzeć z balkonu na ten cudowny widok...

I tu zaskoczenie...jest szaro, czyżby było tak pochmurno? Po bliższym rozeznaniu okazuje się, że to słońce tak późno wstaje nad Maderą, a my w dodatku mamy widok na zachód.

Zawsze na wakacjach kąpię się w morzu ( w ostatecznośći w basenie ) przed śniadaniem. Schodzę nad basen przebrana w kostium, ale jakoś nie mam ochoty na kąpiel. Jest dość rześko, woda też nie taka ciepła jak wczoraj wieczorem. Nikogo nad basenem, tylko z tarasu restauracji dochodzą dźwięki nakrywania stołów do śniadania.

No, ale tradycji kąpielowych niech się stanie zadość. Szkoda tylko, że to nie kąpiel w oceanie, my jednak lubimy cieplejsze wody, choć wiemy,że takowych na Maderze nie uświadczymy.

Śniadanie jemy na tarasie.. Stoliki nakryte czarnymi obrusami, kelnerzy w czarnych fartuchach - naprawdę designersko. Obfity bufet, choć przez dwa tygodnie niewiele się zmieni.

Najpierw cztery rodzaje soków, kawa, różne rodzaje herbat. W następnym pomieszczeniu na gorąco kiełbaski, jajecznica, pieczone pomidory, smażone pieczarki. fasolka w sosie pomidorowym i angielska owsianka ( brrrrr). Na życzenie jajka sadzone i omlety z różnymi dodatkami. Duży wybór smacznego pieczywa, croisanty. Pyszne bułeczki z różnymi ziarenkami, orzechami i pestkami z dynii.

Pomidory, ogórki, sałata, dobry twarożek, kilka rodzajów żółtych serów i wędlin. Ciasta w rodzaju naszej babki piaskowej i piernika. Zawsze sałatka ze swieżych owoców ( papaja, pomarańcze, grejfruty, melon, arbuz, kiwi, winogrona ), a także jogurty.

Nie można narzekać, wszystko porozkładane na dużej powierzchni, więc nie ma tłoku ani kolejek. No może czasem do omletów.. Jak półmisek z czymś był w 3/4 opróżniony, to już przynoszono nowy.

Po śniadaniu robimy szczegółowy obchód hotelowych włości. W naszym budynku C jest w podziemiu basen kryty, SPA, mała siłownia ( duża jest w budynku A ), sauna, jaccuzi. Na parterze jest fryzjer i salon kosmetyczny.

W budynku B jest na najwyższym piętrze - obok tarasu widokowego - salka internetowa, z dwoma komputerami – za free. Nigdy nie czekaliśmy, a bywało, że oprócz nas nie było nikogo.

W budynku A jest duża siłownia i punkt medyczny, a także biblioteka i sala konferencyjna.

Cały hotel jest przystosowany dla osób niepełnosprawnych. Z pewnością nigdzie nie napotkają problemów z poruszaniem się. Nawet do basenu jest możliwość zjechania na wózku inwalidzkim.

 

Hotel jest bardzo nowoczesny, minimalistyczny - niby nie w moim stylu, ale trzeba przyznać, że ma w sobie to COŚ, tak że w sumie jesteśmy zadowoleni, że go wybraliśmy. 

Dziś o jedenastej mamy spotkanie z rezydentką w tym pięknym hotelu Pestana Grand . Rezydentka nie jest nam potrzebna do szczęścia, ale idziemy, żeby przyjrzeć się hotelowi od wewnątrz.

Rzeczywiście robi wrażenie. Jest nawet kilka apartamentów na parterze, każdy z własnym ogrodem i niedużym basenem.

My nie potrzebujemy takiego luksusu, bo i tak mało przebywamy w hotelu. Wystarczy nam w zupełności nasz, tymniemniej przyjemnie jest zobaczyć takie piekne miejsce.

Na spotkaniu degustacja wina madera i typowych tutejszych ciast w rodzaju piernika, a także trochę ogólnych informacji i propozycje wycieczek. Jest nas kilka osób z Polski, choć wszyscy przylecieli z niemieckim TUI. Biuro i o tym pomyślało. Choć jest równolegle rezydent polskiego TUI, który obsługuje grupy polskie, to jednak Niemcy zatrudnili z myślą o takich jak my, naszą rodaczkę.

Czyż to nie jest właśnie prawidłowa troska o klienta? Chyba zdają sobie sprawę, jak duży udział wśród ich klientów stanowimy. Nota bene – turyści z polskiego TUI mieli gorsze pokoje, bez widoku na morze, tylko na sąsiednie apartamentowce....

 

 

 

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Online
Ostatnio: 4 minuty 37 sekund temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

[quote=apisek]

Nelcia, Marynik - dzięki.

Nelcia, wiem -Ty jesteś specjalistka od Azorków, ale nie piesków....

Apisku, dobre z tymi Azorkami i pieskami he he  Smile . Pieski tez bardzo lubie  Dance 4

No trip no life

Strony

Wyszukaj w trip4cheap