zaczynamy spacer wśród plątaniny amsterdamskich kanałów....
jest ich tu kilometry.... ich łączna długość wynosi ponad 100 kilometrów.
ta ponad 100-kilometrowa sieć XVII-wiecznych kanałów tworzy gęstą sieć wodną, która jest integralną częścią miasta. tutaj popularne są tzw: domy na wodzie i mieszkalne barki, a same kanały są dziś "domem" dla około 2,5 tysiąca łodzi mieszkalnych
Dawniej kanały służyły głównie do transportu, ale obecnie pełnią funkcję turystyczną i rekreacyjną ale i też są bardzo ważnym elementem systemu odwadniającego w Holandii;
Trzy główne kanały – Herengracht, Prinsengracht oraz Keizersgracht – zostały wykopane w XVII wieku i tworzą koncentryczne pierścienie wokół miasta, znane jako Grachtengordel;
W 2010 roku kanały zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO
Keizersgracht „Kanał Cesarza” - to jeden z trzech głównych kanałów w Amsterdamie , które razem tworzą Grachtengordel , czyli pas kanałów leżąchych między wewnętrznym Herengracht a zewnętrznym Prinsengracht
Prinsengracht to kanał o długości 3,2 kilometra , biegnący równolegle do kanału Keizersgracht w centrum Amsterdamu . Kanał, nazwany na cześć księcia Orańskiego , jest jednym z głównych kanałów należących do pasa kanałowego;
tzw. Singel jest typowo holenderską nazwą fosy otaczającej miasto, natomiast gracht- to kanał transportowy w mieście; zatem to co my nazywamy amsterdamskimi kanałami, Holendrzy nazywają grachten. Kanały natomiast są w pojęciu Holendrów dużymi sztucznymi drogami wodnymi, które łączą rzeki i morza poza miastami; więc tak naprawdę samych Kanałów w Amsterdamie nie ma, są tylko grachten. ale ja bedę jednak uzywac słowa "kanał"; grachten jakoś mi nie pasuje w mowie potocznej
rano kanały były jeszcze w miare luźne, później z każdą godziną ruch na kanałach zaczął sie korkować:) Impteza urodzinowa Króla - kumuluje tu setki łodzi pełnych rozbawionej młodzieży; a ta młodzież po prostu od rana chla i pali zioło:); wieczorem po całym Ansterdami słychac karetki na sygnale rozwożące "denatów" po szpitalach ; niektórzy przedawkolwali to, co jest tutaj dozwolone; a inni trafili po prostu do izb wytrzeźwień ; generalnie ta impreza to jedna wielka sodoma i gomora! wszędzie przez cały dzień huk muzyki i tłumy ludzi!
korek na kanałach Amsterdamu!
na ulicach miasta z każdą chwilą coraz bardziej się "zagęszczało" ludźmi w domunującej barwie pomarańczowej
dymy na ulicach różne- od zwykłych po kolorowe i generalnie wszechogarniający zapach palonego haszu i marychy
taki oto pomarańczowo-zatłoczony Amsterdam zastaliśmy
poczatkowo byłam "przerażóna" ; potem mi nawet przeszło... zawsze to jakaś odskocznia od codzienności ... ; zwiedzałam w życiu dziesiątki "grzecznych" miast na spokojnie; jedno może być "grzeszne" i głośne:))
O rany, ależ trafiła ci się gratka. Pewnie nie był to idealny dzien do zwiedzania ,ale z drugiej strony to też rodzaj atrakcji
No nie wiem, dla mnie chyba nie atrakcja, raczej utrudnienie zwiedzania. Jednak jest to niecodzienna sytuacja pozwalająca zobaczyć na własne oczy jak Holendrzy świętują. Ciekawe, czy biuro celowo wybrało ten termin?
hej Asia, w sumie to jakoś specjalnie nam to w samym zwiedzaniu nie przeszkadzało; (w kościołach, muzeach, w szlifierni - było cicho i spokojnie:) poza tym, że mocno dekoncentrowało, bo jednak ta głośna muzyka zewsząd...., itd... ; ale na ulicach i w czasie rejsu łódką po kanałach - tutaj mocno czuło się imprezę w kosciach!
zdarzyło nam się nawet zatańczyć na ulicy kilka piruetów:)); jakieś chłopaki porwali do tańca parę kobitek z naszej grupy, jak akurat przeciskaliśmy się w tłumku młodzieży:)) ; ale w sumie to oceniam zwiedzanie tego dnia jako spory pozytyw; zawsze to inne, nowe doświadczenie; wszystkie inne miasta zwiedzaliśmy już normalnie, na spokojnie... Amsterdam był "imprezowym" wyjątkiem:)
(nie było celowej zmiany terminu; tak po prostu akurat wypadło zgodnie z programem)
Hej Radek, ja choć generalnie za tłumami nie przepadam (takich w sensie: "overturism" jak w Rzymie, Barcelonie, Wenecji, itd... ale takie "atrakcje" jak ta w Amsterdamie - to czasami nawet fajnie czegoś takiego doświadczyć:):))
*********
Amsterdam, to jak wiecie - miasto uchodzace za najbardziej liberalne na świecie!
tu wiele wolno! sporo tego co jest zakazane w innych krajach - tutaj w Holandii jest dozwolone: rzeczy takie jak: aborcja, eutanazja, prostytucja, miękkie narkotyki - to wszystkie stoi "otworem dla ludzi"
czy to dobrze, czy niekoniecznie? - nie mnie to oceniać, ale w sensie swobód i demokratycznego podejścia do szeroko rozumianej wolności - zdecydowanie bliżej mi do Holandii niż naszej "zaściankowej i średniowiecznej" Polski
Hello Amsterdam! Are you having fun?
"Marysia" rośnie tu sobie swobodnie publicznie na ulicach... każdy może miec na parapecie w swoim okienku
he he, a takie "kosmiczne ciasteczka" sprzedaje się tu normalnie w biały dzień na ulicach
Space Cake... no.... po takich ciasteczkach to można doprawdy odlecieć w kosmos .... :):))
takie rzeczy w Amsterdamie - to normalka i codzienność! wszak to najbardziej liberalne miasto świata!!! , totalna wolność obyczajowa i swoboda;
panujący tu narodowościowy mix , multi-kulti, gender, transwestytyzm, niebinarność, transgenderyzm i wszyskie "dziwności i dziwolągi"- tego swiata - są rzeczami tak normalnymi jak oddychanie:)
fajne ceramiczne pamiątki np. solniczka i pieprzniczka :))- idealny prezent dla jakiejś "rozrywkowej" cioci:))
słynne Muzeum Narkotyków: Haszyszu, Marihuany i Konopii i disc-jockey-raper który wali basami po okolicy wygrywajac różne kawałki muzyki wolności....
niedaleko jest też Muzeum Seksu i Erotyki ; ot Amsterdam:)))
Love is Love ; Amsterdam is Amsterdam:)
jak już jesteśmy przy "TYM" temacie, to w Amsterdamie niezwykle popularne są tzw. Coffeeshopy; nie nie o kawę chodzi...
tutaj wlaśnie w takich Coffeeshopach kupicie wszelkie ziele:) ; ja w życiu niczego takiego jeszcze nie próbowałam nawet, ale może na stare lata zapalę sobie kiedys jakiegoś takiego "rozweselającego" skęta? :):)):))),
he he, sa nawet stosowne tabliczki od razu z cenami:))
Holandrzy uważają, że lepiej nie karać za sprzedaż i palenie marihuany w niewielkich ilościach i w ten sposób mieć ten temat pod kontrolą, niż zabraniać ze świadomością, że ludzie nie przestaną i tak palić, a będą kupować narkotyki od nielegalnych dealerów, z niepewnych i być może niebezpiecznych źródeł. Władze obawiają się, że nielegalni dealerzy będą robić wszystko, by użytkowników miękkich narkotyków namówić na twarde narkotyki, które uzależniają w znacznie większym stopniu i z których mafie narkotykowe mają większe zyski. W myśl ustawy z 1976 roku narkotyki w Holandii nie są legalne, a jedynie nie kara się za zażywanie miękkich narkotyków w niewielkich ilościach. Także oficjalnie władze nie popierają palenia marihuany, ale ją tolerują;
no jak zwał tak zwał, ale wiadomym jest nie od dziś, że zakazany owoc smakuje lepiej, zatem marihuana, która nie jest zabroniona, nie kusi już tak bardzo:)) , jak w przypadku, gdyby była zabroniona.
Dowodem na to mogą być wyniki badań; mimo liberalnego podejścia do palenia „trawki”, według badań spożycie marihuany w Holandii wcale nie jest wyższe niż w innych krajach a wyniki tych badań pokazują, że styczność z marihuaną ma dużo mniejszy odsetek mieszkańców Holandii, niż np. mieszkańców Stanów Zjednoczonych - kraju, który zaciekle przecież walczy z legalizacją narkotyków miękkich;
z innej beczki: tutaj słynna uliczka "Czerwonych Latarni" tego dnia stała się uliczką czerwonych zasłon...
witryny z panienkami stały puste; bo dziewczynek ni ma:)
dziś Urodziny Króla! - panienki mają wolne i świetują ze wszystkimi
ciekawostka:
w Amsterdamie - na koszt Państwa raz w roku każdemu niepełnosprawnemu mężczyźnie funduje się Panią z tej dzielnicy Czerwonych Latarni:) oczywiście taki inwalida ma prawo odmówić jeśli nie czuje takowej potrzeby ; ale Holandia w tej materii dba o swoich niepełnosprawnych!
w czasie wolnym idziemy via amsterdamskie uliczki... gdzie nas oczy poniosą....
"tu wiele wolno! sporo tego co jest zakazane w innych krajach - tutaj w Holandii jest dozwolone: rzeczy takie jak: aborcja, eutanazja, prostytucja, miękkie narkotyki - to wszystkie stoi "otworem dla ludzi"
czy to dobrze, czy niekoniecznie? - nie mnie to oceniać, ale w sensie swobód i demokratycznego podejścia do szeroko rozumianej wolności - zdecydowanie bliżej mi do Holandii niż naszej "zaściankowej i średniowiecznej" Polski.
Cóż. Kwestia jest dyskusyjna. Dla mnie takie "swobody" jak aborcja, eutanazja, prostytucja, miękkie narkotyki itp. nie są wcale wyznacznikiem postępu i cywilizacyjnej wyższości nad - jak to piszesz - "zaściankową i średniowieczną (sic!) Polską". Pozdrawiam:)
Kiedyś byłam w Oslo i też przypadkiem trafiłam na jakieś ich ważne swięto . Nie pamietam już co to było, ale objawiało sie przede wszystkim wysokim poziomem aloholizacji narodu ha ha . I my wstąpiliśmy do pubu ,aby poczuć ten klimat , choć gleby nie zaliczaliśmy
Piea, ale obfita ta kolekcja ale nie tylko piasku ale i buteleczek. Każda inna, ozdobione sznureczkami, koronkami ,śliczne są
No trip no life
dzięki Neluś;
*******
zaczynamy spacer wśród plątaniny amsterdamskich kanałów....
jest ich tu kilometry.... ich łączna długość wynosi ponad 100 kilometrów.
ta ponad 100-kilometrowa sieć XVII-wiecznych kanałów tworzy gęstą sieć wodną, która jest integralną częścią miasta.
tutaj popularne są tzw: domy na wodzie i mieszkalne barki, a same kanały są dziś "domem" dla około 2,5 tysiąca łodzi mieszkalnych
Dawniej kanały służyły głównie do transportu, ale obecnie pełnią funkcję turystyczną i rekreacyjną ale i też są bardzo ważnym elementem systemu odwadniającego w Holandii;
Trzy główne kanały – Herengracht, Prinsengracht oraz Keizersgracht – zostały wykopane w XVII wieku i tworzą koncentryczne pierścienie wokół miasta, znane jako Grachtengordel;
W 2010 roku kanały zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO
Keizersgracht „Kanał Cesarza” - to jeden z trzech głównych kanałów w Amsterdamie , które razem tworzą Grachtengordel , czyli pas kanałów leżąchych między wewnętrznym Herengracht a zewnętrznym Prinsengracht
Prinsengracht to kanał o długości 3,2 kilometra , biegnący równolegle do kanału Keizersgracht w centrum Amsterdamu . Kanał, nazwany na cześć księcia Orańskiego , jest jednym z głównych kanałów należących do pasa kanałowego;
tzw. Singel jest typowo holenderską nazwą fosy otaczającej miasto, natomiast gracht- to kanał transportowy w mieście; zatem to co my nazywamy amsterdamskimi kanałami, Holendrzy nazywają grachten.
Kanały natomiast są w pojęciu Holendrów dużymi sztucznymi drogami wodnymi, które łączą rzeki i morza poza miastami; więc tak naprawdę samych Kanałów w Amsterdamie nie ma, są tylko grachten. ale ja bedę jednak uzywac słowa "kanał"; grachten jakoś mi nie pasuje w mowie potocznej
rano kanały były jeszcze w miare luźne, później z każdą godziną ruch na kanałach zaczął sie korkować:) Impteza urodzinowa Króla - kumuluje tu setki łodzi pełnych rozbawionej młodzieży; a ta młodzież po prostu od rana chla i pali zioło:); wieczorem po całym Ansterdami słychac karetki na sygnale rozwożące "denatów" po szpitalach ; niektórzy przedawkolwali to, co jest tutaj dozwolone; a inni trafili po prostu do izb wytrzeźwień ; generalnie ta impreza to jedna wielka sodoma i gomora! wszędzie przez cały dzień huk muzyki i tłumy ludzi!
korek na kanałach Amsterdamu!
na ulicach miasta z każdą chwilą coraz bardziej się "zagęszczało" ludźmi w domunującej barwie pomarańczowej
dymy na ulicach różne- od zwykłych po kolorowe i generalnie wszechogarniający zapach palonego haszu i marychy
taki oto pomarańczowo-zatłoczony Amsterdam zastaliśmy
poczatkowo byłam "przerażóna" ; potem mi nawet przeszło... zawsze to jakaś odskocznia od codzienności ...
; zwiedzałam w życiu dziesiątki "grzecznych" miast na spokojnie; jedno może być "grzeszne" i głośne:))
Piea
O rany, ależ trafiła ci się gratka. Pewnie nie był to idealny dzien do zwiedzania ,ale z drugiej strony to też rodzaj atrakcji
No trip no life
No nie wiem, dla mnie chyba nie atrakcja, raczej utrudnienie zwiedzania. Jednak jest to niecodzienna sytuacja pozwalająca zobaczyć na własne oczy jak Holendrzy świętują. Ciekawe, czy biuro celowo wybrało ten termin?
tak Nel, to była atrakcja sama w sobie:)) ;
hej Asia, w sumie to jakoś specjalnie nam to w samym zwiedzaniu nie przeszkadzało; (w kościołach, muzeach, w szlifierni - było cicho i spokojnie:) poza tym, że mocno dekoncentrowało, bo jednak ta głośna muzyka zewsząd...., itd... ; ale na ulicach i w czasie rejsu łódką po kanałach - tutaj mocno czuło się imprezę w kosciach!
zdarzyło nam się nawet zatańczyć na ulicy kilka piruetów:)); jakieś chłopaki porwali do tańca parę kobitek z naszej grupy, jak akurat przeciskaliśmy się w tłumku młodzieży:)) ; ale w sumie to oceniam zwiedzanie tego dnia jako spory pozytyw; zawsze to inne, nowe doświadczenie; wszystkie inne miasta zwiedzaliśmy już normalnie, na spokojnie... Amsterdam był "imprezowym" wyjątkiem:)
(nie było celowej zmiany terminu; tak po prostu akurat wypadło zgodnie z programem)
Piea
...ja tam lubię takie "uliczne spędy",COOL !!! ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Hej Radek, ja choć generalnie za tłumami nie przepadam (takich w sensie: "overturism" jak w Rzymie, Barcelonie, Wenecji, itd... ale takie "atrakcje" jak ta w Amsterdamie - to czasami nawet fajnie czegoś takiego doświadczyć:):))
*********
Amsterdam, to jak wiecie - miasto uchodzace za najbardziej liberalne na świecie!
tu wiele wolno! sporo tego co jest zakazane w innych krajach - tutaj w Holandii jest dozwolone: rzeczy takie jak: aborcja, eutanazja, prostytucja, miękkie narkotyki - to wszystkie stoi "otworem dla ludzi"
czy to dobrze, czy niekoniecznie? - nie mnie to oceniać, ale w sensie swobód i demokratycznego podejścia do szeroko rozumianej wolności - zdecydowanie bliżej mi do Holandii niż naszej "zaściankowej i średniowiecznej" Polski
Hello Amsterdam!
Are you having fun? 
"Marysia" rośnie tu sobie swobodnie publicznie na ulicach... każdy może miec na parapecie w swoim okienku
he he, a takie "kosmiczne ciasteczka" sprzedaje się tu normalnie w biały dzień na ulicach
Space Cake... no.... po takich ciasteczkach to można doprawdy odlecieć w kosmos .... :):))
takie rzeczy w Amsterdamie - to normalka i codzienność! wszak to najbardziej liberalne miasto świata!!! , totalna wolność obyczajowa i swoboda;
panujący tu narodowościowy mix , multi-kulti, gender, transwestytyzm, niebinarność, transgenderyzm i wszyskie "dziwności i dziwolągi"- tego swiata - są rzeczami tak normalnymi jak oddychanie:)
fajne ceramiczne pamiątki
np. solniczka i pieprzniczka :))- idealny prezent dla jakiejś "rozrywkowej" cioci:))
słynne Muzeum Narkotyków: Haszyszu, Marihuany i Konopii
i disc-jockey-raper który wali basami po okolicy wygrywajac różne kawałki muzyki wolności....
niedaleko jest też Muzeum Seksu i Erotyki ; ot Amsterdam:)))
Love is Love ; Amsterdam is Amsterdam:)
jak już jesteśmy przy "TYM" temacie, to w Amsterdamie niezwykle popularne są tzw. Coffeeshopy; nie nie o kawę chodzi...
tutaj wlaśnie w takich Coffeeshopach kupicie wszelkie ziele:) ; ja w życiu niczego takiego jeszcze nie próbowałam nawet, ale może na stare lata zapalę sobie kiedys jakiegoś takiego "rozweselającego" skęta? :):)):))),
he he, sa nawet stosowne tabliczki od razu z cenami:))
Holandrzy uważają, że lepiej nie karać za sprzedaż i palenie marihuany w niewielkich ilościach i w ten sposób mieć ten temat pod kontrolą, niż zabraniać ze świadomością, że ludzie nie przestaną i tak palić, a będą kupować narkotyki od nielegalnych dealerów, z niepewnych i być może niebezpiecznych źródeł. Władze obawiają się, że nielegalni dealerzy będą robić wszystko, by użytkowników miękkich narkotyków namówić na twarde narkotyki, które uzależniają w znacznie większym stopniu i z których mafie narkotykowe mają większe zyski. W myśl ustawy z 1976 roku narkotyki w Holandii nie są legalne, a jedynie nie kara się za zażywanie miękkich narkotyków w niewielkich ilościach. Także oficjalnie władze nie popierają palenia marihuany, ale ją tolerują;
no jak zwał tak zwał, ale wiadomym jest nie od dziś, że zakazany owoc smakuje lepiej, zatem marihuana, która nie jest zabroniona, nie kusi już tak bardzo:)) , jak w przypadku, gdyby była zabroniona.
Dowodem na to mogą być wyniki badań; mimo liberalnego podejścia do palenia „trawki”, według badań spożycie marihuany w Holandii wcale nie jest wyższe niż w innych krajach a wyniki tych badań pokazują, że styczność z marihuaną ma dużo mniejszy odsetek mieszkańców Holandii, niż np. mieszkańców Stanów Zjednoczonych - kraju, który zaciekle przecież walczy z legalizacją narkotyków miękkich;
z innej beczki: tutaj słynna uliczka "Czerwonych Latarni" tego dnia stała się uliczką czerwonych zasłon...
witryny z panienkami stały puste; bo dziewczynek ni ma:)
dziś Urodziny Króla! - panienki mają wolne i świetują ze wszystkimi
ciekawostka:
w Amsterdamie - na koszt Państwa raz w roku każdemu niepełnosprawnemu mężczyźnie funduje się Panią z tej dzielnicy Czerwonych Latarni:) oczywiście taki inwalida ma prawo odmówić jeśli nie czuje takowej potrzeby
; ale Holandia w tej materii dba o swoich niepełnosprawnych!
w czasie wolnym idziemy via amsterdamskie uliczki... gdzie nas oczy poniosą....
Piea
"tu wiele wolno! sporo tego co jest zakazane w innych krajach - tutaj w Holandii jest dozwolone: rzeczy takie jak: aborcja, eutanazja, prostytucja, miękkie narkotyki - to wszystkie stoi "otworem dla ludzi"
czy to dobrze, czy niekoniecznie? - nie mnie to oceniać, ale w sensie swobód i demokratycznego podejścia do szeroko rozumianej wolności - zdecydowanie bliżej mi do Holandii niż naszej "zaściankowej i średniowiecznej" Polski.
Cóż. Kwestia jest dyskusyjna. Dla mnie takie "swobody" jak aborcja, eutanazja, prostytucja, miękkie narkotyki itp. nie są wcale wyznacznikiem postępu i cywilizacyjnej wyższości nad - jak to piszesz - "zaściankową i średniowieczną (sic!) Polską". Pozdrawiam:)
ja jestem za...otwartościa na rzeczy rózne" ale bez narzucania "zwyczajów odmiennych" jako..."bardziej człowiecze" ; )
...czasem mam wrażenie że "ukierunkowani normalnie" będą za niedługo ukrywać swe preferencja aby nie być wyśmiewanymi
ale...Holandia to Holandia," ; )))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
To ja jeszcze dwa słowa o tych tłumach..
Kiedyś byłam w Oslo i też przypadkiem trafiłam na jakieś ich ważne swięto . Nie pamietam już co to było, ale objawiało sie przede wszystkim wysokim poziomem aloholizacji narodu ha ha . I my wstąpiliśmy do pubu ,aby poczuć ten klimat , choć gleby nie zaliczaliśmy
No trip no life