to idziemy jeszcze oglądać te klompeny, których w całej Holandii jest zatrzęsienie!
tradycyjne klompeny, czyli po prostu chodaki (czasami mylnie nazywane sabotami, które są drewniakami francuskimi) są w Holandii nie tylko symbolem czy miłą, chętnie kupowaną pamiątką, bo wciąż są zwolennicy ich noszenia, mimo, ze odchodzą juz trochę do lamusa
sklepów z klompenami jest tu doprawdy bardzo dużo i wszystkie pękają w szwach od ich ilości! ale w Amsterdamie nie ma już tych dawnych, tradycyjnych fabryk chodaków; mimo, że te drewniaki wciąż są ważnym elementem holenderskiego dziedzictwa i nadal są chętnie noszone głównie na wsiach; a ich produkcja na większą skalę przeniosła się poza miasto.
Obecnie w Holandii znajduje się około 20 skomputeryzowanych wytwórni chodaków, które rocznie produkują około 1,5 miliona par chodaków do noszenia i 3 miliony par jako pamiątki
ale istnieją tu też małe, przydomowe warsztaty, gdzie produkuje się te buty wciąż tradycyjnie przy użyciu starych maszyn bez komputeryzacji:) i my właśnie taką mała faktorię odwiedziliśmy nazajutrz:) co pokażę jutro
ich ceny nie są niskie; i rosną wraz z rozmiarem:) ; zależą też od wzoru malunku, te proste, z widocznym wzorem drewna i tylko lakierowane są tańsze , te bardziej wymalowane są droższe, a te z wymyślnym , dośc skomplikowanym wzorem są najdroższe; generalnie wahają się od 28-35 E za małe dziecinne całe drewniane bez wzorów do 100 E za wymalowane w wiatraki lub tulipany w największym rozmiarze 46!
sprzedają zawsze parę, nie ma takich "pojedyńczych " na sztuki do postawienia:) bo to są klompeny do chodzenia,, ale moja psiapsiółka uparła się że chce taki mieć jako pamiatkę do postawienia właśnie na jakieś drobiazgi, czy jakąś świeczkę ozdobną ;
ja już mam jeden taki zwieziony z Holandii 20 lat wcześniej (ale mój był surowy, nie malowany, nawet nie szlifowany , tylko taki "odrzut" za jakieś grosze i sama go sobie wyczysciłam papierem ściernym i pomalowałam w łączkę:) , wiec po co mi kolejny?
ale tak mnie "drążyła" że w końcu napuściła:) i kupiłyśmy parę na spółkę a potem podzieliłyśmy się w drodze losowania; ja wylosowałam lewy:) o taki:
zatem teraz mam juz dwa klompeny:) duży i mniejszy, własnoręcznie "obrobiony" i malowany na gotowo + do tego ceramiczna świeczka w kształcie chodaka z Delft + magnesik i chodakowa przywieszka - to mam juz tych klompenów po kokardki:) starczy mi ich do końca życia:)))
i wracamy przez ciekawy skwerek "jaszczurkowy" przy Leidseplein
"Le Jean Bleu" – to nazwa tej ciekawej instalacji artystycznej przy Leidseplein d'Amsterdam przedstawiającej 14 duzych waranów wygrzewających sie w słońcu; Instalacja ta ma symbolizować pokój na ziemi – ale dlaczego wybrano jaszczurki? bo ponoć jaszczurki symbolizują ciągłość i stabilność i żyją na ziemi już od tysięcy lat...
fajnie to wygląda, bardzo realistycznie
i to tyle Kochani z Amsterdamu... bo opuszczamy juz to ciekawe i huczne tego dnia miasto; a wieczorem wskakujemy w tramwaj , potem w autobus i wracamy na Schiphol do hotelu
Te drewniane chodaki to muszą być ciężkie tak do chodzenia. Kiedyś pamiętam i u nas były modne,ale góra nie była z drewna tylko skóry więc łatwiej się chodziło.
To masz ich teraz niezłą kolekcję ha ha. Ten malowany przec ciebie jest super , fajnie go pomalowałaś
Nel, "Te drewniane chodaki to muszą być ciężkie tak do chodzenia(...)" a to się zdziwisz tak jak i ja ale do tego dojdziemy za chwilę...
***********
kolejny ranek zmiana klimatów; porzucamy chwilowo atrakcje miejskie - na te wiejskie:)
jedziemy do chłopa do jego gospodarstwa rolniczego...
po drodze podziwiamy te "prawdziwe" wiatraki, które "porozrzucane" są po wsiach i widoczne tu i ówdzie....
widzieliśmy już jeden wcześniej w Keukenhof, ale tamten był przeniesiony skądś tam....., a te tutaj to są autentyki stojące tu od zawsze....
lubię patrzec na wiatraki, mają w sobie jakąś "magię"....
docieramy na miejsce, gdzie odwiedzamy najpierw taką małą, niekomercyjną farmę serowarską
a na wsi - jak to na wsi : sielskie smaczki obrazki
"nasi" gospodarze zajmują się głównie hodowlą krów i produkcją sera; pracująca tu ta rolnicza rodzina składa się z seniorów, i ich dzieci : synów i córkę - z synowymi i zięciem; wnuki jeszcze są za małe i nie pracują przy serach:)
najpierw gospodarz pokazuje nam całe obejscie i opowiada o serach....
w pomieszczeniach, gdzie sery leżakują i dojrzewają jest dośc ciemno , ale tak podobno musi być
nasz przesympatyczny i wesoły gospodarz farmy przeciekawie opowiada o powstawaniu jego serów; powstaje tutaj głównie ten wiejski Boerenkaas
posmakowaliśmy tu kilku wersji tych smakowitości serowych; gospodarz chętnie częstował, kroił i do tego jeszcze wesoło wrzucał "polskie słówka" wzbudzając tym nasz niekłamany uśmiech:))
kupiłam i przywiozłam do domu sporo różnych serów z Holandii; ale ten prosty, wiejski ser kupiony tu u tego chłopa przebił smakiem te wszystkie inne słynne Edamy, Goudy, Ementalery i Old Amsterdamy....:))
najbardziej przypadł mi smakiem ten z dodatkiem gorczycy i drugi z czosnkiem; te kupiłam i przywiozłam do domu gdzie zrobiły prawdziwą "furorę"
a to sympatyczne "sprawczynie" tych wszystkich serowych pyszności:)); he he; u nas mamy Mućki, Łatki i Kropki a tam samae Gertrudy, Margherity i Wilhelminy:))
holenderskie krowy na wsi też mają swoje imiona:))
Wycieczka nie tylko ciekawa ale i smaczna. Serki lubię , więc też pewnie bym kupiła. Chodaki przepiękne ale z racji tego, że góra też jest drewniana – raczej nie mogą być wygodne, nawet takie dopasowane do stopy na specjalne zamówienie. Te wymalowane przez Ciebie – niepowtarzalne.
Nel też pisała wcześniej, że są ciężkie i pewnie nie wygodne; otóż wcale nie!
nie są ani ciężkie (produkuje sie je głownie z leciutkiej topoli) ani nie są nie wygodne! :); sama bardzo byłam zdziwiona jak zamierzyłam.... leciutkie, wygodne, idealnie wyprofilowane....; wyglądają mocno "toporne" a wcale takie nie są
(moja kumpela też mierzyła i stwierdziła, że jej "źle leżą", ale jej większośc normalnych butów też nie pasuje (ma problem z haluksami) ; ja na szczęscie nie mam haluksów (jeszcze):), i mnie leżały idealnie:) ale z powodu ceny nie zdecydowałam się na ich zakup - do chodzenia:) zresztą u nas nie ma zakorzenionej takiej tradycji jak u nich; w miastach już tam raczej też nikt ich nie używa (nie widziałam na ulicach), ale na wsiach wciąż ludzie noszą to na nogach:))
***********************************************
no to "jedziemy dalej"
nasi gospodarze od serów, oprócz ich tworzenia zajmują sie też wytwarzaniem tych chodaków; mają obok pomieszczeń z serami - kolejny warsztacik, gdzie sami produkują klampeny starymi, tradycyjnymi metodami
okazuje się, że te drewniaki są obuwiem jeszcze używanym tu na co dzień; jak pisałam- juz tylko na wsiach ; a statystyki twierdzą, że w 18 milionowej Holandii - około miliona osób w Holandii nadal nosi je codziennie, zachowując przy tym jednocześnie tąpiękną tradycję; Są to głównie rolnicy, rzemieślnicy, ogrodnicy, rybacy, i inni robotnicy ;
Chodaki są obecne w Holandii od wielu stuleci...; podczas prac wykopaliskowych na Nieuwendijk w Amsterdamie znaleziono drewniane buty z drewna olchowego z 1230 roku!!! ;
kiedys holenderscy rolnicy wyrabiali w zimie chodaki dla siebie i swoich rodzin; takie drewniane buty były tanie i nadawały się idealnie do pracy. W XVIII wieku sztuka tworzenia drewnianych butów zaczęła coraz szybciej się rozwijać, a do XIX wieku stała się już profesją. Po pierwszej wojnie światowej w Holandii było około 4 000 producentów tego drewnianego obuwia
Ręczne wykonanie takiej pary chodaków może trwać 3 - do nawet 5 godzin!, dlatego wielu producentów zaczęło używać maszyn; ale z powodu ostrej konkurencji liczba fabryk zmniejszyła się gwałtownie i z tych 4 tysiecy istniejących po I wojnie wytwórców w 1975 roku zostało ich na rynku tylko 150
nasz gospodarz prezentuje nam jak się robi taki klompen; uzywa do tego celu jeszcze starych maszyn własnego ojca...
W 1997 roku te drewniane buty zostały oficjalnie przyjęte jako obuwie ochronne ze znakiem CE (znak "Zgodności Europejskiej" oznaczajacy, że dany produkt spełnia wymogi unijne dotyczące bezpieczeństwa i zdrowia).
ale zanim to nastapiło, poczatkowo Instytut Bezpieczeństwa Pracy w Holandii zabronił używania tych drewnianych butów, stwierdzając, że nie są one odpowiednie ze względów bezpieczeństwa, wtedy wytwórnia chodaków Nijhuis (najbardziej znana) wykonała testy bezpieczeństwa, w którym uczestniczył sam Paul Nijhuis (własciciel największej na świecie fabryki obuwia drewnianego) ;
na czym polegały te testy? sam ów pan Paul Nijhuis założył te buty na nogi i .... no sporo ryzykował bo kilkakrotnie zrzucano mu na nogi w tych drewniakach kamienny krawężnik o wadze 50 kg ! ; powtarzenie tego testu nie spowodowało zniszczenia chodaka, a stopy pana Paula pozostały nietknięte:)); ten test udowodnił, że te drewniane buty są całkowicie bezpieczne i ostatecznie doprowadziło to do uzyskania znaku CE
zatem holenderskie klompeny zostały zatwierdzone przez Unię Europejską jako obuwie robocze – bo są tanie, wytrzymałe i bezpieczne a do tego wygodne i niezwykle lekkie!
Klopmeny wytwarzane są głównie z drewna topoli które jest łatwe w obróbce i słynie wlaśnie z lekkości.
a topola jest dość szybko rosnącym drzewem, dającym aż 1,5 metra sześciennego drewna w ciągu 20 lat; z takiej ilosci drewna można wyprodukować 60 par butów w rozmiarze "dorosłym";
nasz gospodarz ma na nogach oczywiście własne trepy wyprodukowane przez siebie samego:)
a tutaj wersja "na bogato" czyli ażurowe klompeny w misternie wycinanymi wzorkami; jest to tzw. wersja ślubna - uzywana na wsiach jeszcze do niedawna
znacznie bogatsi o wiedzę na temat historii, tradycji i produkcji tych drewnianych butów - idziemy do rodzinnego sklepiku prowadzonego przez jedną z synowych naszego gospodarza; mieli tu najlepsze ceny na wszystko! (grupa dość obficie zaopatrzyła się tu na wsi we wszelkie sery, chodaki i inne pamiątki...:))
my nasze klompeny kupiłyśmy dzień wcześniej w Amsterdamie; szkoda... bo tutaj były sporo tańsze
para klopmenów, które zakupiłyśmy dzień wcześniej w Amsterdamie - to właśnie te z tej znanej, wspomnianej firmy Nijhuis; byc może dlatego były droższe niż z warsztaciku naszego gospodarza?
mój młynek do pieprzu który tutaj kupiłam; znacznie tańszy od tych które widziałam w miastach (najczęściej ceny w granicach 10-15E za drewniany i 15-20E za ceramiczny)
Asia, celowo "odwróciłam" młynek z ceną do zdjęcia:)
******
ze wsi jedziemy prosto do Rotterdamu - zatem kolejne spore holenderskie miasto przed nami....
przed II wś Rotterdam wyglądał bardzo podobnie jak Amsterdam przypominając to miasto architekturą i kliematem....
niestety historia nie była łaskawa dla Rotterdamu , bowiem średniowieczny Rotterdam został zmieciony z mapy Holandii w czasie II wojny podczas nalotów dywanowych Lufftwafe ; ; władze Holandii po wojnie zdecydowały jednak o nie odbudowywaniu miasta do jego pierwotnego wyglądu; dlatego dziś Rotterdam to zupełnie nowa metropolia wyrosła na zgliszczach średniowiecznego miasta...; poza kilkaoma dosłownie obiektami - nie zachowało się tu nic z dawnego miasta... dziś to całkowicie nowoczesna metropolia
rotterdamski Euromaszt - zbudowany w latach 1958-1960 jako najwyższy punkt widokowy w mieście; obecnie ma 186 metrów wysokości. Początkowo jego wysokość wynosiła 101 metrów ale konkurencja nie śpi i zbudowała coś wyższego, więc architekci wpadli na pomysł rozbudowy wieży o 85 metrów, co łącznie daje 186 metrów. W słoneczne dni widok z wieży roztacza się nawet do 30 kilometrów
Wieża składa się z dwóch kondygnacji. Na pierwszym poziomie, zwanym potocznie "gniazdo kruka", znajduje się restauracja; drugi poziom to kolejna część wieży widokowej; jest to kabinowa platforma w kształcie koła, do której wchodzi się i siada na specjalnych ławkach, następnie kabina zostaje zamknięta i powoli, jednocześnie obracając się wokół własnej osi, wjeżdża na szczyt wieży odsłaniając przed nami widok zza szyby; nie można z niej wyjść dopóki nie zakończy cyklu obrotu; całość przez cały czas się kręci nawet wtedy, gdy osiągnie już ostateczną wysokość. Przy zjeździe w dół wciąż się przekręca, co daje możliwość zobaczenia wszystkiego dookoła dość dokładnie
to co? - jedziemy do góry ?
najpierw jest wjazd szybka windą na poziom tarasu widokowego (na który wrócimy później) a potem przesiadka do specjalnej ruchomej kapsuły obrotowej
w kabinie wewnętrznej na poczatku jest ciemno...; jak nasza kapsuła wprawia się w ruch, to zaczyna sie "dyskoteka" wszystko gra i błyszczy, migajaca iluminacja daje czadu:))
i za chwillę Voila! są widoki
Rotterdam położony jest w delcie Renu i Mozy, nad Nową Mozą, połączony z Morzem Północnym 30-km kanałem Nieuwe Waterweg ;
mozna się tu zes....traszyc od wysokości zwłaszcza że podłoga pod nóżkami jest szklana:))
Rotterdam to największy port w Europie i jednocześnie jest jednym z największych portów na świecie, który może przyjmować największe jednostki oceaniczne.; żeby móc sobie w ogóle wyobrazić jak wielki jest ten port, trzeba wiedzieć, że obecnie posiada on takie zaplecze handlowe, które jest w stanie dostarczyć towary do 100 milionów konsumentów dziennie.
po wyjsciu z ruchomej platformy wychodzimy na niższy poziom, gdzie znajdują sie tarasy widokowe i wspomniana restauracja
Ahoj!
restauracja Euromasztowa jest fajnie urzadzona; gdziekolwiek nie usiądziesz\ - masz fantastyczne widoki!
no w takim miejscu z widokiem jest obowiazkowy mus wypić jakąś kawusię:))
obie uwielbiamy na wyjazdach te "kawkowe momenty" ...
a za plecami kawiarnianego stoliczka mamy taką uroczą wiosennie ukwieconą ściankę:)
po atrakcjach z rotterdamskiego Euromasztu - odwiedzamy oblicze tego miasta z dołu
mijamy rzeźbę "Cascade" autorstwa Atelier Van Lieshout składajacej się z wieży zbudowanej z osiemnastu beczek ropy; łączy je około dwudziestu postaci ludzkich; razem tworzą lepką masę, przypominającą olej kapiący z beczek...
uliczkami Rotterdamu...
budynek Beurs-World Trade Center; główne centrum biznesowe w Rotterdamie, liczące około 200 biur
Pomnik Gijsberta Van Hogendorpa (1762-1834) - holenderskiego hrabiego, zajmującego się głównie polityką - autorstwa rzeźbiarza Josefa Geefsa (1808-1885);
dochodzimy do Ratusza; Ratusz Miejski wybudowany został w latach 1914-1920. Jest jednym z nielicznych budynków, które przetrwały bombardowania w 1940 roku. Ratusz uznany jest za zabytek narodowy; w środku znajduje się wysoka na 71 - metrów dzwonnica, na której szczycie mieści się posąg złotego anioła pokoju. Sam budynek jest otoczony wielkim dziedzińcem ale do środka nie wchodzilismy
przed Ratuszem stoi pomnik z postacią Hugo de Groot'a ( Hugo Grocjusz, człowiek o istnieniu którego nie miąłam dotad pojęcia!) ) ten żyjacy w latach 1583-1645 mieszkaniec Delft , był prawnikiem , filozofem i dyplomatą znanym jako "Ojciec Prawa Miedzynarodowego" ; ale zanim osiągnął wiek dorosły był postrzegany jako "genialne dziecko" , bowiem juz w wieku 8 lat pisał elegie po łacinie a mając 11 lat byl juz studentem Uniwersytetu w Lejdzie! ; doktorat z Prawa uzyskał mając 15 lat no prawdziwie "Cudowne Dziecko" ; ciekawe co na to nasze współczesne 15-latki? :):)):)))
współczesny Rotterdam to dosyć dynamicznie rozwijające się miasto, pełne "świeżej energii" i róznych innowacji. Tutaj Holandia nabiera zupełnie innego znaczenia: czekają tu na odwiedzających drapacze chmur o bardzo niecodziennej architekturze, imponujący port, modne restauracje i urocze targowiska (w tym niesamowita hala targowa Markthal, i różne dziwności architektoniczne jak, domy kubiczne Petera Blooma, czy znany dom "Ołówek" - Blaaktoren;
malownicze osiedle nad kanałem w dzielnicy Blaakse Bos
przyznać muszę, że pogoda nas cudownie rozpieszczała i cały czas dopisywała zupełnie odmiennie jak 20 lat wcześniej... gdzie zwiedzałam niektóre z tych miejsc w deszczu i ponurych czarnych chmurach, brrr.... tym razem słoneczna aura wynagrodziła tamte "szaro-bure i ponure wspomnienia":)
Wieża w Rotterdamie była fajnym punktem w programie zwiedzania miasta. Aż poszukałam na necie filmików, aby wyobrazić sobie lepiej jak się wjeżdża na szczyt.
to idziemy jeszcze oglądać te klompeny , których w całej Holandii jest zatrzęsienie!
tradycyjne klompeny, czyli po prostu chodaki (czasami mylnie nazywane sabotami, które są drewniakami francuskimi) są w Holandii nie tylko symbolem czy miłą, chętnie kupowaną pamiątką, bo wciąż są zwolennicy ich noszenia, mimo, ze odchodzą juz trochę do lamusa
sklepów z klompenami jest tu doprawdy bardzo dużo i wszystkie pękają w szwach od ich ilości! ale w Amsterdamie nie ma już tych dawnych, tradycyjnych fabryk chodaków; mimo, że te drewniaki wciąż są ważnym elementem holenderskiego dziedzictwa i nadal są chętnie noszone głównie na wsiach; a ich produkcja na większą skalę przeniosła się poza miasto.
Obecnie w Holandii znajduje się około 20 skomputeryzowanych wytwórni chodaków, które rocznie produkują około 1,5 miliona par chodaków do noszenia i 3 miliony par jako pamiątki
ale istnieją tu też małe, przydomowe warsztaty, gdzie produkuje się te buty wciąż tradycyjnie przy użyciu starych maszyn bez komputeryzacji:) i my właśnie taką mała faktorię odwiedziliśmy nazajutrz:) co pokażę jutro
ich ceny nie są niskie; i rosną wraz z rozmiarem:) ; zależą też od wzoru malunku, te proste, z widocznym wzorem drewna i tylko lakierowane są tańsze , te bardziej wymalowane są droższe, a te z wymyślnym , dośc skomplikowanym wzorem są najdroższe; generalnie wahają się od 28-35 E za małe dziecinne całe drewniane bez wzorów do 100 E za wymalowane w wiatraki lub tulipany w największym rozmiarze 46!
sprzedają zawsze parę, nie ma takich "pojedyńczych " na sztuki do postawienia:) bo to są klompeny do chodzenia,, ale moja psiapsiółka uparła się że chce taki mieć jako pamiatkę do postawienia właśnie na jakieś drobiazgi, czy jakąś świeczkę ozdobną ;
ja już mam jeden taki zwieziony z Holandii 20 lat wcześniej (ale mój był surowy, nie malowany, nawet nie szlifowany , tylko taki "odrzut" za jakieś grosze i sama go sobie wyczysciłam papierem ściernym i pomalowałam w łączkę:) , wiec po co mi kolejny?
ale tak mnie "drążyła" że w końcu napuściła:) i kupiłyśmy parę na spółkę a potem podzieliłyśmy się w drodze losowania; ja wylosowałam lewy:) o taki:
zatem teraz mam juz dwa klompeny:) duży i mniejszy, własnoręcznie "obrobiony" i malowany na gotowo + do tego ceramiczna świeczka w kształcie chodaka z Delft + magnesik i chodakowa przywieszka - to mam juz tych klompenów po kokardki:) starczy mi ich do końca życia:)))
i wracamy przez ciekawy skwerek "jaszczurkowy" przy Leidseplein
"Le Jean Bleu" – to nazwa tej ciekawej instalacji artystycznej przy Leidseplein d'Amsterdam przedstawiającej 14 duzych waranów wygrzewających sie w słońcu;
Instalacja ta ma symbolizować pokój na ziemi – ale dlaczego wybrano jaszczurki? bo ponoć jaszczurki symbolizują ciągłość i stabilność i żyją na ziemi już od tysięcy lat...
fajnie to wygląda, bardzo realistycznie
i to tyle Kochani z Amsterdamu... bo opuszczamy juz to ciekawe i huczne tego dnia miasto; a wieczorem wskakujemy w tramwaj , potem w autobus i wracamy na Schiphol do hotelu
ale cd holenderskich atrakcji - jutro....
Piea
Te drewniane chodaki to muszą być ciężkie tak do chodzenia. Kiedyś pamiętam i u nas były modne,ale góra nie była z drewna tylko skóry więc łatwiej się chodziło.
To masz ich teraz niezłą kolekcję ha ha. Ten malowany przec ciebie jest super , fajnie go pomalowałaś
No trip no life
Nel, "Te drewniane chodaki to muszą być ciężkie tak do chodzenia(...)" a to się zdziwisz tak jak i ja
ale do tego dojdziemy za chwilę...
***********
kolejny ranek zmiana klimatów; porzucamy chwilowo atrakcje miejskie - na te wiejskie:)
jedziemy do chłopa do jego gospodarstwa rolniczego...
po drodze podziwiamy te "prawdziwe" wiatraki, które "porozrzucane" są po wsiach i widoczne tu i ówdzie....
widzieliśmy już jeden wcześniej w Keukenhof, ale tamten był przeniesiony skądś tam....., a te tutaj to są autentyki stojące tu od zawsze....
lubię patrzec na wiatraki, mają w sobie jakąś "magię"....
docieramy na miejsce, gdzie odwiedzamy najpierw taką małą, niekomercyjną farmę serowarską
a na wsi - jak to na wsi : sielskie smaczki obrazki
"nasi" gospodarze zajmują się głównie hodowlą krów i produkcją sera; pracująca tu ta rolnicza rodzina składa się z seniorów, i ich dzieci : synów i córkę - z synowymi i zięciem; wnuki jeszcze są za małe i nie pracują przy serach:)
najpierw gospodarz pokazuje nam całe obejscie i opowiada o serach....
w pomieszczeniach, gdzie sery leżakują i dojrzewają jest dośc ciemno , ale tak podobno musi być
nasz przesympatyczny i wesoły gospodarz farmy przeciekawie opowiada o powstawaniu jego serów; powstaje tutaj głównie ten wiejski Boerenkaas
posmakowaliśmy tu kilku wersji tych smakowitości serowych; gospodarz chętnie częstował, kroił i do tego jeszcze wesoło wrzucał "polskie słówka" wzbudzając tym nasz niekłamany uśmiech:))
kupiłam i przywiozłam do domu sporo różnych serów z Holandii; ale ten prosty, wiejski ser kupiony tu u tego chłopa przebił smakiem te wszystkie inne słynne Edamy, Goudy, Ementalery i Old Amsterdamy....:))
najbardziej przypadł mi smakiem ten z dodatkiem gorczycy i drugi z czosnkiem; te kupiłam i przywiozłam do domu gdzie zrobiły prawdziwą "furorę"
a to sympatyczne "sprawczynie" tych wszystkich serowych pyszności:));
he he; u nas mamy Mućki, Łatki i Kropki a tam samae Gertrudy, Margherity i Wilhelminy:))
holenderskie krowy na wsi też mają swoje imiona:))
Piea
Wycieczka nie tylko ciekawa ale i smaczna. Serki lubię , więc też pewnie bym kupiła. Chodaki przepiękne ale z racji tego, że góra też jest drewniana – raczej nie mogą być wygodne, nawet takie dopasowane do stopy na specjalne zamówienie. Te wymalowane przez Ciebie – niepowtarzalne.
Hej Asia, a propos tych chodaków:
Nel też pisała wcześniej, że są ciężkie i pewnie nie wygodne; otóż wcale nie!
nie są ani ciężkie (produkuje sie je głownie z leciutkiej topoli) ani nie są nie wygodne! :); sama bardzo byłam zdziwiona jak zamierzyłam.... leciutkie, wygodne, idealnie wyprofilowane....; wyglądają mocno "toporne" a wcale takie nie są
(moja kumpela też mierzyła i stwierdziła, że jej "źle leżą", ale jej większośc normalnych butów też nie pasuje (ma problem z haluksami) ; ja na szczęscie nie mam haluksów (jeszcze):), i mnie leżały idealnie:) ale z powodu ceny nie zdecydowałam się na ich zakup - do chodzenia:) zresztą u nas nie ma zakorzenionej takiej tradycji jak u nich; w miastach już tam raczej też nikt ich nie używa (nie widziałam na ulicach), ale na wsiach wciąż ludzie noszą to na nogach:))
***********************************************
no to "jedziemy dalej"
nasi gospodarze od serów, oprócz ich tworzenia zajmują sie też wytwarzaniem tych chodaków; mają obok pomieszczeń z serami - kolejny warsztacik, gdzie sami produkują klampeny starymi, tradycyjnymi metodami
okazuje się, że te drewniaki są obuwiem jeszcze używanym tu na co dzień; jak pisałam- juz tylko na wsiach ; a statystyki twierdzą, że w 18 milionowej Holandii - około miliona osób w Holandii nadal nosi je codziennie, zachowując przy tym jednocześnie tąpiękną tradycję; Są to głównie rolnicy, rzemieślnicy, ogrodnicy, rybacy, i inni robotnicy ;
Chodaki są obecne w Holandii od wielu stuleci...; podczas prac wykopaliskowych na Nieuwendijk w Amsterdamie znaleziono drewniane buty z drewna olchowego z 1230 roku!!! ;
kiedys holenderscy rolnicy wyrabiali w zimie chodaki dla siebie i swoich rodzin; takie drewniane buty były tanie i nadawały się idealnie do pracy. W XVIII wieku sztuka tworzenia drewnianych butów zaczęła coraz szybciej się rozwijać, a do XIX wieku stała się już profesją. Po pierwszej wojnie światowej w Holandii było około 4 000 producentów tego drewnianego obuwia
Ręczne wykonanie takiej pary chodaków może trwać 3 - do nawet 5 godzin!, dlatego wielu producentów zaczęło używać maszyn; ale z powodu ostrej konkurencji liczba fabryk zmniejszyła się gwałtownie i z tych 4 tysiecy istniejących po I wojnie wytwórców w 1975 roku zostało ich na rynku tylko 150
nasz gospodarz prezentuje nam jak się robi taki klompen; uzywa do tego celu jeszcze starych maszyn własnego ojca...
W 1997 roku te drewniane buty zostały oficjalnie przyjęte jako obuwie ochronne ze znakiem CE (znak "Zgodności Europejskiej" oznaczajacy, że dany produkt spełnia wymogi unijne dotyczące bezpieczeństwa i zdrowia).
ale zanim to nastapiło, poczatkowo Instytut Bezpieczeństwa Pracy w Holandii zabronił używania tych drewnianych butów, stwierdzając, że nie są one odpowiednie ze względów bezpieczeństwa, wtedy wytwórnia chodaków Nijhuis (najbardziej znana) wykonała testy bezpieczeństwa, w którym uczestniczył sam Paul Nijhuis (własciciel największej na świecie fabryki obuwia drewnianego) ;
na czym polegały te testy? sam ów pan Paul Nijhuis założył te buty na nogi i .... no sporo ryzykował
bo kilkakrotnie zrzucano mu na nogi w tych drewniakach kamienny krawężnik o wadze 50 kg !
; powtarzenie tego testu nie spowodowało zniszczenia chodaka, a stopy pana Paula pozostały nietknięte:)); ten test udowodnił, że te drewniane buty są całkowicie bezpieczne i ostatecznie doprowadziło to do uzyskania znaku CE
zatem holenderskie klompeny zostały zatwierdzone przez Unię Europejską jako obuwie robocze – bo są tanie, wytrzymałe i bezpieczne a do tego wygodne i niezwykle lekkie!
Klopmeny wytwarzane są głównie z drewna topoli które jest łatwe w obróbce i słynie wlaśnie z lekkości.
a topola jest dość szybko rosnącym drzewem, dającym aż 1,5 metra sześciennego drewna w ciągu 20 lat; z takiej ilosci drewna można wyprodukować 60 par butów w rozmiarze "dorosłym";
nasz gospodarz ma na nogach oczywiście własne trepy wyprodukowane przez siebie samego:)
a tutaj wersja "na bogato"
czyli ażurowe klompeny w misternie wycinanymi wzorkami; jest to tzw. wersja ślubna - uzywana na wsiach jeszcze do niedawna
znacznie bogatsi o wiedzę na temat historii, tradycji i produkcji tych drewnianych butów - idziemy do rodzinnego sklepiku prowadzonego przez jedną z synowych naszego gospodarza; mieli tu najlepsze ceny na wszystko! (grupa dość obficie zaopatrzyła się tu na wsi we wszelkie sery, chodaki i inne pamiątki...:))
my nasze klompeny kupiłyśmy dzień wcześniej w Amsterdamie; szkoda... bo tutaj były sporo tańsze
para klopmenów, które zakupiłyśmy dzień wcześniej w Amsterdamie - to właśnie te z tej znanej, wspomnianej firmy Nijhuis; byc może dlatego były droższe niż z warsztaciku naszego gospodarza?
mój młynek do pieprzu który tutaj kupiłam; znacznie tańszy od tych które widziałam w miastach (najczęściej ceny w granicach 10-15E za drewniany i 15-20E za ceramiczny)
Piea
Faktycznie, na tym zdjęciu widać, że ceny niewysokie
Asia, celowo "odwróciłam" młynek z ceną do zdjęcia:)
******
ze wsi jedziemy prosto do Rotterdamu - zatem kolejne spore holenderskie miasto przed nami....
przed II wś Rotterdam wyglądał bardzo podobnie jak Amsterdam przypominając to miasto architekturą i kliematem....
niestety historia nie była łaskawa dla Rotterdamu
, bowiem średniowieczny Rotterdam został zmieciony z mapy Holandii w czasie II wojny podczas nalotów dywanowych Lufftwafe ; ; władze Holandii po wojnie zdecydowały jednak o nie odbudowywaniu miasta do jego pierwotnego wyglądu; dlatego dziś Rotterdam to zupełnie nowa metropolia wyrosła na zgliszczach średniowiecznego miasta...; poza kilkaoma dosłownie obiektami - nie zachowało się tu nic z dawnego miasta... dziś to całkowicie nowoczesna metropolia
rotterdamski Euromaszt - zbudowany w latach 1958-1960 jako najwyższy punkt widokowy w mieście; obecnie ma 186 metrów wysokości. Początkowo jego wysokość wynosiła 101 metrów ale konkurencja nie śpi i zbudowała coś wyższego, więc architekci wpadli na pomysł rozbudowy wieży o 85 metrów, co łącznie daje 186 metrów. W słoneczne dni widok z wieży roztacza się nawet do 30 kilometrów
Wieża składa się z dwóch kondygnacji. Na pierwszym poziomie, zwanym potocznie "gniazdo kruka", znajduje się restauracja; drugi poziom to kolejna część wieży widokowej; jest to kabinowa platforma w kształcie koła, do której wchodzi się i siada na specjalnych ławkach, następnie kabina zostaje zamknięta i powoli, jednocześnie obracając się wokół własnej osi, wjeżdża na szczyt wieży odsłaniając przed nami widok zza szyby; nie można z niej wyjść dopóki nie zakończy cyklu obrotu; całość przez cały czas się kręci nawet wtedy, gdy osiągnie już ostateczną wysokość. Przy zjeździe w dół wciąż się przekręca, co daje możliwość zobaczenia wszystkiego dookoła dość dokładnie
to co? - jedziemy do góry ?
najpierw jest wjazd szybka windą na poziom tarasu widokowego (na który wrócimy później) a potem przesiadka do specjalnej ruchomej kapsuły obrotowej
w kabinie wewnętrznej na poczatku jest ciemno...; jak nasza kapsuła wprawia się w ruch, to zaczyna sie "dyskoteka"
wszystko gra i błyszczy, migajaca iluminacja daje czadu:))
i za chwillę Voila! są widoki
Rotterdam położony jest w delcie Renu i Mozy, nad Nową Mozą, połączony z Morzem Północnym 30-km kanałem Nieuwe Waterweg ;
mozna się tu zes....traszyc od wysokości
zwłaszcza że podłoga pod nóżkami jest szklana:))
Rotterdam to największy port w Europie i jednocześnie jest jednym z największych portów na świecie, który może przyjmować największe jednostki oceaniczne.; żeby móc sobie w ogóle wyobrazić jak wielki jest ten port, trzeba wiedzieć, że obecnie posiada on takie zaplecze handlowe, które jest w stanie dostarczyć towary do 100 milionów konsumentów dziennie.
po wyjsciu z ruchomej platformy wychodzimy na niższy poziom, gdzie znajdują sie tarasy widokowe i wspomniana restauracja
Ahoj!
restauracja Euromasztowa jest fajnie urzadzona; gdziekolwiek nie usiądziesz\ - masz fantastyczne widoki!
no w takim miejscu z widokiem jest obowiazkowy mus wypić jakąś kawusię:))
obie uwielbiamy na wyjazdach te "kawkowe momenty" ...
a za plecami kawiarnianego stoliczka mamy taką uroczą wiosennie ukwieconą ściankę:)
i po kawusi zjeżdżamy na dół ....
Piea
Ciekawa historia tych holenderskich chodaków. Nawet skusiłabym się żeby je przymierzyć i sprawdzić jak to jest z ta ich wagą i wygodą.
No trip no life
po atrakcjach z rotterdamskiego Euromasztu - odwiedzamy oblicze tego miasta z dołu
mijamy rzeźbę "Cascade" autorstwa Atelier Van Lieshout składajacej się z wieży zbudowanej z osiemnastu beczek ropy; łączy je około dwudziestu postaci ludzkich; razem tworzą lepką masę, przypominającą olej kapiący z beczek...
uliczkami Rotterdamu...
budynek Beurs-World Trade Center; główne centrum biznesowe w Rotterdamie, liczące około 200 biur
Pomnik Gijsberta Van Hogendorpa (1762-1834) - holenderskiego hrabiego, zajmującego się głównie polityką - autorstwa rzeźbiarza Josefa Geefsa (1808-1885);
dochodzimy do Ratusza; Ratusz Miejski wybudowany został w latach 1914-1920. Jest jednym z nielicznych budynków, które przetrwały bombardowania w 1940 roku. Ratusz uznany jest za zabytek narodowy; w środku znajduje się wysoka na 71 - metrów dzwonnica, na której szczycie mieści się posąg złotego anioła pokoju. Sam budynek jest otoczony wielkim dziedzińcem ale do środka nie wchodzilismy
przed Ratuszem stoi pomnik z postacią Hugo de Groot'a ( Hugo Grocjusz, człowiek o istnieniu którego nie miąłam dotad pojęcia!) ) ten żyjacy w latach 1583-1645 mieszkaniec Delft , był prawnikiem , filozofem i dyplomatą znanym jako "Ojciec Prawa Miedzynarodowego" ; ale zanim osiągnął wiek dorosły był postrzegany jako "genialne dziecko" , bowiem juz w wieku 8 lat pisał elegie po łacinie a mając 11 lat byl juz studentem Uniwersytetu w Lejdzie!
; doktorat z Prawa uzyskał mając 15 lat
no prawdziwie "Cudowne Dziecko"
; ciekawe co na to nasze współczesne 15-latki? :):)):)))
współczesny Rotterdam to dosyć dynamicznie rozwijające się miasto, pełne "świeżej energii" i róznych innowacji. Tutaj Holandia nabiera zupełnie innego znaczenia: czekają tu na odwiedzających drapacze chmur o bardzo niecodziennej architekturze, imponujący port, modne restauracje i urocze targowiska (w tym niesamowita hala targowa Markthal, i różne dziwności architektoniczne jak, domy kubiczne Petera Blooma, czy znany dom "Ołówek" - Blaaktoren;
malownicze osiedle nad kanałem w dzielnicy Blaakse Bos
przyznać muszę, że pogoda nas cudownie rozpieszczała i cały czas dopisywała
zupełnie odmiennie jak 20 lat wcześniej... gdzie zwiedzałam niektóre z tych miejsc w deszczu i ponurych czarnych chmurach, brrr.... tym razem słoneczna aura wynagrodziła tamte "szaro-bure i ponure wspomnienia":)
Piea
Wieża w Rotterdamie była fajnym punktem w programie zwiedzania miasta. Aż poszukałam na necie filmików, aby wyobrazić sobie lepiej jak się wjeżdża na szczyt.