.


 


Nepal i o co chodzi z tym trzęsieniem ziemi

5 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
MaLa
Obrazek użytkownika MaLa
Offline
Ostatnio: 9 miesięcy 1 tydzień temu
Rejestracja: 07 kwi 2014
Nepal i o co chodzi z tym trzęsieniem ziemi

Wiemy, widzieliśmy w tv, a może nawet są tu tacy którzy byli i mogą zweryfikować podawane nam informacje. Fakt że chwila już minęła ale jakoś wciąż wraca do mnie fala współczucia słysząc w radio znane głosy apelujące o kupno koszulek. Wszystko dla dzieci w Nepalu. A zakładam ten wątek bo właśnie wraca moja znajoma z tamtych stron. Samotna, daleka podróż. Przez ten czas śledziłam jej bloga i codzienne wpisy. I co mnie zdziwiło:

"Jeszcze trochę o skutkach trzęsienia ziemi. Jestem zaskoczona tak małą skalą zniszczeń. Gruzy widać raz na jakiś czas, ale tu budownictwo jest tak, khę, prowizoryczne, że dziwić może tylko to, że cała reszta jeszcze stoi. Zresztą sądząc po tym, jakie niektóre kopki cegłówek są porośnięte – tylko część zniszczeń została spowodowana trzęsieniem. Oczywiście wiem, że nie widziałam wszystkiego, że są wioski całe obrócone w pył. Ale jednak o Katmandu prasa pisała sporo, zginęła tu masa ludzi, a jednak niewiele skutków tego nieszczęścia widać na ulicach. A krążyłam sporo, wchodząc w różne zaułki i ciasne uliczki, nie uczęszczane przez turystów. Unesco apeluje o pomoc dla dzieci (pomoc pieniężną), bo szkoły poburzone, bo dzieci na ulicach płaczące… Mnie strasznie takie rzeczy ruszają, nawet pisałam do nich, czy nie mogłabym się jakoś przydać, może pomóc w namiotach, które ponoć zostały dla dzieci utworzone, by nie musiały cały czas płakać, tylko mogły się pobawić z wolontariuszami, kiedy rodzice odbudowują domy. Odmówili. Nie trzeba. Podano mi info, że ciężko się tu teraz poruszać (nie prawda), że grozi epidemia (nie prawda). Mimo to poprosiłam o adresy placówek pomocowych i czekam na odpowiedź, bo ciekawa jestem, co tam zobaczę. Póki co widziałam tabuny dzieciaków wracających ze szkół – setki pieszo, setki autobusami. Wszystkie pięknie uczesane – starannie zaplecione warkoczyki ze wstążkami; porządnie ubrane w mundurki z tarczami przeróżnych szkół i białe koszule, rajtuzki, spodnie na kantkę wyprasowane, buźki czyściutkie, roześmiane, plecaki załadowane, książki w oprawkach, woda w butelkach… no niczym się od naszych nie różnią, poza urodą i mundurkami (mundurki mają ładniejsze, niż przykładowo moje córy). Katmandu jest spore, może coś gdzieś dalej? Nawet gdyby, to informacje prasowe i tak były mylące."

"W drodze poznałam sympatyczną parę Hiszpanów żyjących w Nepalu od paru lat, zajmujących się zawodowo uczeniem nauczycieli języków obcych, czasem dodatkowo wolontariatem. Dziwili się, że tego lata tak mało europejczyków w Katmandu, więc zapoznałam ich z rewelacjami, jakie były przedstawiane w mediach na temat trzęsień ziemi. Sama bym odpuściła, gdyby nie kontakt z tubylcami i wiarygodne informacje na temat aktualnej sytuacji. A’propos trzęsień – akurat w trakcie tragedii ich tutaj nie było, jednak byli tuż przed nią i tydzień później; twierdzą, że nie zarejestrowali znaczącej różnicy."

"Jedząc kolację w restauracji mojego guest house’a poznałam fajną ekipę złożoną z Niemców, Australijczyków i Nepalczyków. Nepalczycy zajmują się trekkingiem, Australijczyków nie rozumiałam Wink , a Niemcy pracują tu w IT i przy okazji pozwolenia trekkingowe robią, by móc organizować wyprawy dla rodaków. Wszyscy biesiadnicy żyją tu od lat i byli w Katmandu w czasie trzęsień ziemii. Większość z nich je przespała. Jak się okazało – ja też zdążyłam już jedno przespać – pierwszej nocy, którą tu spędziłam. O 7:30 było trzęsienie – 5p. w skali Richtera. I rzeczywiście – tej nocy spałam wyjątkowo twardo, będąc wykończona podróżą, wstalam dopiero koło 10. Wracając – kolega z Niemiec wyjaśniał mi, że informacje idą do Europy drogą przez Indie. Indusi uwielbiają wszystko przerysowywać do skali, która zapiera dech w piersiach – u nich ponoć w mediach wszystko leci z niezłym impetem, by wywolać odpowiednie wrażenie… więc jak później gazety europejskie przejmują te informacje, jest o czym pisać. Powiedziałam im, że czytałam na pewnej stronie organizacji pomocowej, że 1,8 mln dzieci potrzebuje natychmiastowej pomocy; wyśmiali to twierdząc, że tu nawet nie ma tyle dzieci. A widzieli przedstawicielstwo pewnej takiej organizacji mieszkające w jednym z najdroższych hoteli w Katmandu, więc pieniądze nienwątpliwie są im potrzebne. No i co o tym wszystkim myśleć?"

No właśnie...co o tym wszystkim myśleć Więcej na blogu: https://zespokojem.wordpress.com/

Ciągle przed siebie...

Indy
Obrazek użytkownika Indy
Offline
Ostatnio: 3 tygodnie 6 dni temu
Rejestracja: 19 maj 2015

Ależ MaLa, nie od dziś wiadomo, ze dla mediów dobra wiadomość to żadna wiadomość, więc by przyciagnąć uwagę czytelników i widzów, szpalty gazet i ekrany telewizorów muszą spłynąć krwią i wszelkim nieszczęściami!

Oczywiście, że do tragedii w Nepalu doszło. Nikt temu nie zaprzeczy, ale jaka była prawdziwa skala zniszczeń? Dzis mówi się, że w Katmandu zostało zniszczone ok. 5% zabudowań. Czy to dużo?! Dla tych, którzy stracili dach nad głową pewnie dużo... Czy całe miasto zostało obrócone w perzynę? NIE! Jest, żyje, podnosi się z tragedii... ale taka informacja źle się sprzedaje!

Popatrzmy. Tak wygląda centrum historyczne miasta przed i po trzęsieniu:

Niestety zniszczenia dotknęły kilku słynnych budowli - Bhimsen Tower, Gaddi Durbar Palace i światynie obok, uszkodzony cudowny Swayambhunath itd...  Żal. Ogromny...

Co do dzieci i generalnie zbiórek pieniędzy w Nepalu, to bardzo ciekawie piszą o tym Rajscy [blog Rajscy w Azji], którzy przez jakiś czas pracowali w sierocincu w Katmandu.

Otóż pisza oni, że w Nepalu na dzieciach się zarabia! Sad A takie nieszczęście jakie dotkneło Nepal w kwietniu może być okazją do wyszarpania dodatkowej kasy. Trzeba przy tym pamiętać, że nikt nie kontroluje budżetów organizacji pozarządowych w Nepalu, nikt nie wie gdzie rozpływają się pieniądze od sponsorów czy z wolontariatu.

"Wstrząsające jest również, że właściciele sierocińców (piszą Rajscy) CELOWO zaniedbują dzieci, ponieważ nikt nie zlituje się nad zadbanymi dziećmi. A jak widzi się biedne, brudne, bose dzieci to wszystkim ‘białym’ serce się kraje a portfele łatwiej otwiera.

ZACHÓD  NAUCZYŁ  NEPAL  ŻEBRAĆ

Nepal to chyba jedyny kraj na świecie, który tak bardzo uzależnił się od pomocy finansowej innych. Nepalczycy nie tylko się uzależnili ale doskonale nauczyli  zdobywać te pieniądze. Niemal każdy polityk, policjant czy inny ‘ważny’, bogaty Nepalczyk korzysta z działania organizacji czy fundacji finansowanej przez Zachód. Każdy chce uszczknąć coś dla siebie. Nigdzie nie widziałam tak wielu szyldów informujących, że to organizacja pozarządowa finansowana przez... najczęściej Szwajcarię ale nie tylko. Skoro Zachód daje pieniądze na budowę dróg, ochronę zwierząt i środowiska, elektryfikacje wsi to jakby mógł nie dać na biedne dzieci. Więc biznes kwitnie."     Konkludując. Pomagać należy, ale pomagać mądrze! Więcej dla zainteresowanych tu:  

http://rajscy.blogspot.in/2015/05/sierocy-biznes-w-nepalu-kwitnie.html#more

marinik
Obrazek użytkownika marinik
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 6 dni temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Troche sie dziwie, ze na naszym forum taka znikoma ilosc chetnych do podyskutowania o tym temacie.

Zaprezentuje swoje stanowsko. Moje wizyty w jakimkolwiek kraju uwazam za zaledwie "lizniecie" danego kraju, a i nawet dluzszy pobyt nie daje wlasciwie pelnego obrazu bardzo skomplikowanych uwarunkowan. Skurwysynstwa na tym swiecie niestety nie brakuje i wszedzie znajda sie hieny (z calym szacunkiemk dla zwierza - hieny), ktore beda probowaly z czyjegos nieszczescia ukrecic biznes. Coz wiec znaczy "madre pomaganie"?

W swojej naiwnosci pomagam i wole przekazac kase na Unicef, na PAH niz kupic koszulke, ktorej wyprodukowanie tez jest przeciez jakims kosztem, czy wyslac smsa, z ktorego 23 % trafi do budzetu RP (niby k...wa dlaczego?). Nawet jesli po drodze sa posrednicy, ktorzy zgarna sporo dla siebie, to jednak sa organizacje (jak chocby te wymienione wyzej), ktore pozwalaja przypuszcac, ze pomoc zostanie wykorzystana w sposob najbardziej sensowny.

Ale problem jest niewatpliwie cholernie zlozony, tyle, ze odseparowanie sie od takiej pomocy jest wg mnie jeszcze bardziej kiepskie.

MaLa
Obrazek użytkownika MaLa
Offline
Ostatnio: 9 miesięcy 1 tydzień temu
Rejestracja: 07 kwi 2014

marinik :

Troche sie dziwie, ze na naszym forum taka znikoma ilosc chetnych do podyskutowania o tym temacie.

Zaprezentuje swoje stanowsko. Moje wizyty w jakimkolwiek kraju uwazam za zaledwie "lizniecie" danego kraju, a i nawet dluzszy pobyt nie daje wlasciwie pelnego obrazu bardzo skomplikowanych uwarunkowan. Skurwysynstwa na tym swiecie niestety nie brakuje i wszedzie znajda sie hieny (z calym szacunkiemk dla zwierza - hieny), ktore beda probowaly z czyjegos nieszczescia ukrecic biznes. Coz wiec znaczy "madre pomaganie"?

W swojej naiwnosci pomagam i wole przekazac kase na Unicef, na PAH niz kupic koszulke, ktorej wyprodukowanie tez jest przeciez jakims kosztem, czy wyslac smsa, z ktorego 23 % trafi do budzetu RP (niby k...wa dlaczego?). Nawet jesli po drodze sa posrednicy, ktorzy zgarna sporo dla siebie, to jednak sa organizacje (jak chocby te wymienione wyzej), ktore pozwalaja przypuszcac, ze pomoc zostanie wykorzystana w sposob najbardziej sensowny.

Ale problem jest niewatpliwie cholernie zlozony, tyle, ze odseparowanie sie od takiej pomocy jest wg mnie jeszcze bardziej kiepskie.

Szczerze mówiąc też myślałam że na forum o takiej tematyce będzie więcej głosów w dyskusji Wink

Niestety marinik nawet te wielkie organizacje (PAH nie wiem ale Unicef, Czerwony Krzyż itd) bazują na naszej naiwności i przekazując promil z tego co uzbierają. Reszta idzie na utrzymanie kadry. Wiem to akurat od przyjaciela który kilka lat mieszkał w Nairobi. Bywał, widział wille, piękne samochody osób z wielkich pomocowych organizacji. Widział też medialne ustawki pt "dzisiaj zapraszamy tv i robimy zrzut z helikoptera darów dla biednych wychudzonych czarnych". Z założenia wielkie organizacje się omija ponieważ zbyt dużo schodków po drodze do utrzymania.

Za to od naszego przyjaciela wiem i nawet na pewnym forum udaje się od kilku lat robić aukcje, zbiórkę i adopcję że można pomóc bezpośrednio, bez nabijania kieszeni pośrednikom. W Afryce nasz przyjaciel poznał sierociniec prowadzony przez Franciszkanów z PL. Po adopcji wysyłają rozliczenie każdej złotówki. Można dokonać adopcji imiennej jak i też po prostu wysłać pieniądze. Już nie pamiętam a muszę to sprawdzić ale roczne utrzymanie dziecka to naprawdę śmieszne pieniądze. Rocznie adoptujemy kilkoro dzieciaków. Dostaliśmy też jako formum list napisany przez dzieci w którym dziękują z całego serca a nam łezka zakręciła się w oku. Biggrin

Indy dzięki za głos i link. Chętnie poczytam.

Ciągle przed siebie...

momita
Obrazek użytkownika momita
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 03 wrz 2013

 Temat rzeka .....a nawet ocean!

Światem rządzi pieniądz i zarabiać trzeba na wszytkim, na biedzie też,ba! na tym zarabia się najlepiej. 

Pamiętacie Tsunami ? Kto najwięcej ucierpiał? Tajlandia? Nigdy w życiu. Sumatra! Która do dzisiaj nie podniosła się z kolan po tsunami, a cała pomoc, całe pieniądze poszły do Tajlandii. TAJLANDIA BYŁA była bardziej medialna, robiła lepsze "story" - a na co poszły pieniądze? Na nowe hotele, na naprawę plaż , na nowe lezaki, na nowe speed boaty dla turystów, tak nam opowiadął właściciel hoteliku na Krabi.

Napisałaś Indy, że świat nauczył Nepal żebrać, świat czyli my. Niestety nie ma co się oszukiwać, ale lubimy robić dobre uczynki, które nie kosztują nas wiele wysiłku, poprawiamy sobie tym nasze notowania u "Pana Boga" - mówiąc krótko i ogólnie. Taka nasza natura.

Nepal , Tybet, Dalai Lama to chodliwy temat i pewnie nawet gdyby im strumyk wylał, to zrobią z tego powódź stulecia.

I nie wierzę w to,  że powodem są Indusi i ich naditerpretacja - to jest sprytnie uknuty biznes plan, bo przecież ile lat można zbierać na głodne dzieci w Etiopii..:) 

Wyszukaj w trip4cheap