Glasmuseum Weißwasser mieści się w dawnym domu właściciela huty szkła Edmunda Gelsdorfa (21 kwietnia 1838- 3 lutego 1908). Willa została zbudowana w latach 1924/25. Rodzina Gelsdorfa przybyła do Weißwasser z miejscowości Schlegel (Słupiec/Nowa Ruda) na Dolnym Śląsku w 1877 roku. Rodzina Gelsdorf prowadziła prężny biznes hutniczy w łużyckim mieście, które przez prawie 150 lat znajdowało się administracyjnie na Dolnym Śląsku. W Weißwasser nie tylko produkowano szkło użytkowe o wysokich walorach artystycznych, ale i funkcjonalne wyroby techniczne i przemysłowe, jak kineskopy, żarówki, słoiki czy innego rodzaju wyroby szklane.
To wchodzimy do środka.
Muzeum założono w 1996 roku, aby udokumentować tradycje produkcji szklą w mieście, którego rola była wiodąca w europejskiej produkcji szklą w poprzednich dekadach.
W klimatycznych wnętrzach starej willi zgromadzone są bardzo ciekawe i różnorodne wyroby ze szkła i eksponaty związane z produkcją szkła.
Na początku lat trzydziestych w Weißwasser zaprojektowano i wyprodukowano szklane kineskopy do pierwszych odbiorników telewizyjnych. Miasto było też związane z przemysłem oświetleniowym.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam ilością zdjęć. Zbiory muzeum bogate i ciekawe. Szkiełka produkowali różnorodne i bardzo ciekawe.
W muzeum można było przeczytać o historii rodziny, hutnictwa w okolicy - bo dużo się szkła robiło, o tym co zostało, a na parterze była też duża wystawa gościnna. Opisana niestety tylko po niemiecku. Ja szprecham, więc teoretycznie to nie problem, ale były dwa ale
Po pierwsze cały wyjazd byłam chora i tego dnia głosu nie miałam ani trochę, więc tyle co mogłam to skrzypiałam,
Po drugie: ostatnie 10 lat porozumiewam się po niemiecku często, ale tylko i wyłącznie w tematach księgowo-finansowych, więc słownictwo związane z techniką i hutnictwem nie jest mi znane. Starałam się jak najwięcej i najlepiej tłumaczyć rodzicom, ale na pewno nie były to pełne informacje. Na całe szczęście, w takich muzeach najważniejsza są walory wizualne, a te były naprawdę duże.
Co do biletów, to jeśli się nie mylę, to było coś około 4-6 euro za osobę, więc jak najbardziej w porządku. W muzeum znajdowało się nieduże biuro, gdzie można było te bilety zakupić, a oprócz tego był mały gift shop, z jakimiś własnorecznie zrobionymi magnesami, ołówkami, pocztówkami. W gablotce też były różne szkła, wazoniki itp. Wychodząc i dziękując za gościnę zapytałam czy to też jest na sprzedaż i okazało się, że tak. Ceny były bardzo atrakcyjne bo po 5-10-20 euro za większe okazy.
Dowiedziałam się od pani pracującej tam, że oczywiście okoliczni mieszkańcy mają/mieli sporo wyrobów z miejscowych hut i odkąd otworzyło się to muzeum, to często dostawali pytania, czy przypadkiem nie chcą tych wyrobów, gdy ktoś likwidował mieszkania, przeprowadzał się czy zmieniał wystrój. Stwierdzili że chcą, a pieniądze za sprzedane suveniry utrzymują te muzeum. Nie są to jakieś bardzo cenne wyroby pokroju np szkła z huty Sudety, ale wdzięku im nie można odmówić.
Ja z mamą wybrałyśmy sobie po wazoniku. Jak wsiadłyśmy do samochodu, tato stwierdził że chce karafkę i musiałam się po to wracać
Tego dnia też zjedliśmy obiad w Zgorzelcu, w barze Cent Kuchnia Polska, jak pierwszego dnia. Wszystko co zamówiliśmy było smaczne, więc polecam.
Następnego dnia opuszczamy apartament i wracamy do Wrocławia. Ale zanim ruszymy w drogę do domu jeszcze raz idziemy na spacer do Görlitz. Chcemy zobaczyć sklepik charytatywny, taki sklep z rzeczami z drugiej ręki, w którym są nie tylko ubrania ale i inne przedmioty typu porcelana, szkło itp. Wcześniej zaglądaliśmy tylko przez okno, bo był zamknięty i wyglądało, że można coś ciekawego wypatrzyć. I faktycznie Basia wygrzebała bardzo ładny haftowany obraz w ramie za szekłem za całe 10 euro.
Jeszcze idziemy do sklepu, w którym cały rok są święta Bożego Narodzenia. Cala kamieniczka różności. Tutaj powstrzymaliśmy się od zakupów choć byłoby co wybrać.
I to już koniec naszego krótkiego urlopu.
Mimo słabej pogody wróciliśmy bardzo zadowoleni. Atrakcji nie zabrakło.
W tamtym rejonie jest jeszcze wiele ciekawych miejsc do zobaczenia więc może jeszcze kiedyś wrócimy.
bardzo przyjemny wypadzik thanks za relację nie wiedzieć dlaczego, ale to pogranicze skojarzyło mi się z Parkiem Mużakowskim i trochę na niego czekałem ale przecie to znacznie wyżej trochę jeździliśmy rodzinnie po pograniczu polsko - niemieckim: były dawne dolnośląskie pałace, niektóre odnowione, inne w ruinie myślę, że było by dla Was ciekawe również muzeum porcelany w Miśni, które razem z Dreznem odwiedziliśmy mieszkając w okolicy Świeradowa
he he, znając wasze upodobanie do skorup, rozumiem, że w kolejnym odkrytym miejscu - nabyłyście z Basią jakies kolejne szklane łupy?
Piea
Oczywiście, że tak ale o tym będzie dalej
Glasmuseum Weißwasser mieści się w dawnym domu właściciela huty szkła Edmunda Gelsdorfa (21 kwietnia 1838- 3 lutego 1908). Willa została zbudowana w latach 1924/25. Rodzina Gelsdorfa przybyła do Weißwasser z miejscowości Schlegel (Słupiec/Nowa Ruda) na Dolnym Śląsku w 1877 roku. Rodzina Gelsdorf prowadziła prężny biznes hutniczy w łużyckim mieście, które przez prawie 150 lat znajdowało się administracyjnie na Dolnym Śląsku. W Weißwasser nie tylko produkowano szkło użytkowe o wysokich walorach artystycznych, ale i funkcjonalne wyroby techniczne i przemysłowe, jak kineskopy, żarówki, słoiki czy innego rodzaju wyroby szklane.
To wchodzimy do środka.
Muzeum założono w 1996 roku, aby udokumentować tradycje produkcji szklą w mieście, którego rola była wiodąca w europejskiej produkcji szklą w poprzednich dekadach.
W klimatycznych wnętrzach starej willi zgromadzone są bardzo ciekawe i różnorodne wyroby ze szkła i eksponaty związane z produkcją szkła.
Na początku lat trzydziestych w Weißwasser zaprojektowano i wyprodukowano szklane kineskopy do pierwszych odbiorników telewizyjnych. Miasto było też związane z przemysłem oświetleniowym.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam ilością zdjęć. Zbiory muzeum bogate i ciekawe. Szkiełka produkowali różnorodne i bardzo ciekawe.
W muzeum można było przeczytać o historii rodziny, hutnictwa w okolicy - bo dużo się szkła robiło, o tym co zostało, a na parterze była też duża wystawa gościnna. Opisana niestety tylko po niemiecku. Ja szprecham, więc teoretycznie to nie problem, ale były dwa ale
Po pierwsze cały wyjazd byłam chora i tego dnia głosu nie miałam ani trochę, więc tyle co mogłam to skrzypiałam,
Po drugie: ostatnie 10 lat porozumiewam się po niemiecku często, ale tylko i wyłącznie w tematach księgowo-finansowych, więc słownictwo związane z techniką i hutnictwem nie jest mi znane. Starałam się jak najwięcej i najlepiej tłumaczyć rodzicom, ale na pewno nie były to pełne informacje. Na całe szczęście, w takich muzeach najważniejsza są walory wizualne, a te były naprawdę duże.
Co do biletów, to jeśli się nie mylę, to było coś około 4-6 euro za osobę, więc jak najbardziej w porządku. W muzeum znajdowało się nieduże biuro, gdzie można było te bilety zakupić, a oprócz tego był mały gift shop, z jakimiś własnorecznie zrobionymi magnesami, ołówkami, pocztówkami. W gablotce też były różne szkła, wazoniki itp. Wychodząc i dziękując za gościnę zapytałam czy to też jest na sprzedaż i okazało się, że tak. Ceny były bardzo atrakcyjne bo po 5-10-20 euro za większe okazy.
Dowiedziałam się od pani pracującej tam, że oczywiście okoliczni mieszkańcy mają/mieli sporo wyrobów z miejscowych hut i odkąd otworzyło się to muzeum, to często dostawali pytania, czy przypadkiem nie chcą tych wyrobów, gdy ktoś likwidował mieszkania, przeprowadzał się czy zmieniał wystrój. Stwierdzili że chcą, a pieniądze za sprzedane suveniry utrzymują te muzeum. Nie są to jakieś bardzo cenne wyroby pokroju np szkła z huty Sudety, ale wdzięku im nie można odmówić.
Ja z mamą wybrałyśmy sobie po wazoniku. Jak wsiadłyśmy do samochodu, tato stwierdził że chce karafkę i musiałam się po to wracać
Zdjęć gablotki z przedmiotami „z drugiej ręki”.
Mój ten czerwony, Basia niebieski, ale chyba byl już wyęty z gabloty do kupna. Karafka to ta „kulka”. Po lewo z poziomym paskiem
Ciekawa też była toaleta, fotkę zrobił mąż, chyba męska bo my byłyśmy w innej,
no ta męska toaleta "na wyżynach" ! he he, po schodach do samego tronu!
musi byc na wysokości dla Jego Wysokości

Piea
Tego dnia też zjedliśmy obiad w Zgorzelcu, w barze Cent Kuchnia Polska, jak pierwszego dnia. Wszystko co zamówiliśmy było smaczne, więc polecam.
Następnego dnia opuszczamy apartament i wracamy do Wrocławia. Ale zanim ruszymy w drogę do domu jeszcze raz idziemy na spacer do Görlitz. Chcemy zobaczyć sklepik charytatywny, taki sklep z rzeczami z drugiej ręki, w którym są nie tylko ubrania ale i inne przedmioty typu porcelana, szkło itp. Wcześniej zaglądaliśmy tylko przez okno, bo był zamknięty i wyglądało, że można coś ciekawego wypatrzyć. I faktycznie Basia wygrzebała bardzo ładny haftowany obraz w ramie za szekłem za całe 10 euro.
Jeszcze idziemy do sklepu, w którym cały rok są święta Bożego Narodzenia. Cala kamieniczka różności. Tutaj powstrzymaliśmy się od zakupów choć byłoby co wybrać.
I to już koniec naszego krótkiego urlopu.
Mimo słabej pogody wróciliśmy bardzo zadowoleni. Atrakcji nie zabrakło.
W tamtym rejonie jest jeszcze wiele ciekawych miejsc do zobaczenia więc może jeszcze kiedyś wrócimy.
Dziękuję za uwagę.
bardzo przyjemny wypadzik thanks za relację nie wiedzieć dlaczego, ale to pogranicze skojarzyło mi się z Parkiem Mużakowskim i trochę na niego czekałem
ale przecie to znacznie wyżej
trochę jeździliśmy rodzinnie po pograniczu polsko - niemieckim: były dawne dolnośląskie pałace, niektóre odnowione, inne w ruinie myślę, że było by dla Was ciekawe również muzeum porcelany w Miśni, które razem z Dreznem odwiedziliśmy mieszkając w okolicy Świeradowa
papuas
Asiu, pięknie dziękuje za ciekawa jak zawsze relację;
he he dużo szkła było
a pokażesz nam ten haftowany obraz Basi?
Piea
Piea - mówisz i masz
I jeszcze mój suwenir