...

 


 


Indie i Nepal z Rainbow Tours

337 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 3 godziny 38 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 3 godziny 38 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Na koniec zwiedzania Delhi jeszcze rzut oka na Birla Mandir

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 3 godziny 38 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

I na zakończenie dnia obrazki z hotelu „Blue Berry”

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 3 godziny 38 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

8 III 2014 (sobota)

  Pobudkę mieliśmy tym razem „w środku nocy”, bo już o godzinie 0:30. Po wykwaterowaniu przed godziną 1-szą w nocy wyruszyliśmy autokarem na lotnisko. Dotarliśmy do niego w pół godziny. Przy wejściu na lotnisko skontrolowano nam paszport i bilet lotniczy. Potem była odprawa bagażowa i otrzymaliśmy karty pokładowe. Następnie musieliśmy wypełnić karty wyjazdowe i przejść kontrolę paszportową (tam oddawaliśmy wypełnione karty wyjazdowe, dostawaliśmy stempelek w paszporcie i na karcie pokładowej). Dalej była kontrola bezpieczeństwa i kolejne stempelki (na karcie pokładowej i przywieszce przy bagażu podręcznym). Przed wejściem do gate-u  skontrolowano jeszcze raz bilet i czekaliśmy na odlot. Planowy wylot miał nastąpić o 4:35, faktycznie samolot oderwał się od ziemi o 5:01. Lecieliśmy ponownie liniami Qatar Airways, ale tym razem Dreamlinerem (Boeingiem 787-800). Wyposażenie było analogiczne do poprzednich lotów tymi liniami. Podczas lotu podano jeden większy posiłek. O 5:58 czasu katarskiego (czyli 8:28 czasu indyjskiego) wylądowaliśmy na lotnisku w Doha. Po wylądowaniu musieliśmy przejść kontrolę bezpieczeństwa. Planowo wylot z Doha mieliśmy mieć o 9:05, niestety samolot miał opóźnienie i faktycznie oderwał się od ziemi dopiero o 10:19. Lecieliśmy ponownie Airbusem A320 (oczywiście też należącym do linii Qatar Airways). Tradycyjnie podczas lotu zaserwowano jeden większy posiłek. Na lotnisku w Warszawie wylądowaliśmy o 13:38 czasu polskiego (czyli 13:38 czasu katarskiego). I tak moja zagraniczna podróż dobiegła końca.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 3 godziny 38 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

   Na koniec kilka uwag ogólnych. Pogoda była ogólnie rzecz biorąc była niezła (opady przytrafiły się nam właściwie tylko podczas przejazdów, ale na szczęście nie w trakcie zwiedzania), zazwyczaj (pomijając ranki i wieczory) było dość ciepło, ogólnie w Indiach było cieplej (czasem nawet gorąco) niż w Nepalu. Nocowałem w sumie w 7 różnych hotelach. Miały one zróżnicowany standard. Najbardziej obszerne pokoje miałem w hotelu „Glitz” w Jaipurze i hotelu „Parkside” w Sauraha (za to tu po pokoju grasowała mi jaszczurka Biggrin ). Inne były mniejsze. Wyposażenie może nie było zbyt bogate, ale zawierało wszystko to, co niezbędne. Pościel  nie zawsze było śnieżnobiała (podobnie ręczniki), ale ogólnie w pokojach i łazienkach było w miarę czysto. Ogólnie poziom zakwaterowania oceniam jako średni, ale że w hotelach spędzaliśmy niewiele czasu nie stanowiło to większego problemu. W niektórych hotelach były czajniki, więc można było sobie przygotować herbatę czy kawę. Czasem w cenie była też woda mineralna (niezależnie od tego otrzymywaliśmy też litrową butelkę wody dziennie w autokarze – było to już wliczone w cenę wycieczki). Jeśli idzie o wyżywienie, to zazwyczaj mieliśmy w cenie wycieczki zagwarantowane dwa posiłki dziennie (śniadania i kolacje). Jedynie w Sauraha mieliśmy zagwarantowane 3 posiłki (dochodził lunch). Poza uroczystą kolacją na koniec pobytu w Nepalu, gdzie kolacja była serwowana, na wszystkich pozostałych posiłkach obowiązywał „szwedzki stół”. Dominowały miejscowe dania, było zatem dużo ryżu, warzyw strączkowych, ziemniaków, samosy, dal, ser paneer, czy różne placki i desery. Jeśli idzie o dania z mięsem, to zazwyczaj był kurczak, rzadko pojawiały się jakieś kiełbaski, a wędlin praktycznie nie było wcale.  Ogólnie jedzenie jak dla mnie było całkiem smaczne (mimo, że niekiedy dość ostre). Bywały też różne surowe warzywa i owoce, ale tych pilotka zalecała unikać, aby nie nabawić się problemów żołądkowych. Dzięki stosowaniu się do tych zasad i myciu zębów w wodzie mineralnej bądź przegotowanej kranówce udało mi się uniknąć tego typu problemów. Nic mi też nie wiadomo, żeby je mieli (przynajmniej w poważniejszym stopniu) inni uczestniczy wycieczki. Grupa liczyła 29 osób (czyli nie była bardzo liczna, co ułatwiało zwiedzanie czy kwaterowanie). Autokary zmienialiśmy kilka razy, były w miarę wygodne, problem stanowiła czasem klimatyzacja, której nie dawało się ustawić na jakieś pośrednie temperatury, więc na zmianę było w autokarze albo bardzo ciepło albo zimno, co wiele osób przypłaciło różnymi formami przeziębienia (ja na szczęście się od tego jakoś ustrzegłem). Jeśli  idzie o naszą polską pilotkę, to nie mam do niej poważniejszych zastrzeżeń. Była  kompetentna, dobrze przygotowana merytorycznie (miała dużo wiedzy na temat zwiedzanych krajów) nieźle zorganizowana. Przewodnik nepalski był młodym, sympatycznym człowiekiem (świetnie mówił po angielsku, ponoć studiował w Indiach i tam się dobrze nauczył tego języka), przewodnicy indyjscy też nie wzbudzili we mnie jakichś specjalnych zastrzeżeń.

cienkibolek
Obrazek użytkownika cienkibolek
Offline
Ostatnio: 3 godziny 38 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

 Prawdziwym wyzwaniem jest tamtejszy ruch uliczny (dodam też w tym miejscu, że stan wielu dróg jest opłakany, nie ma tam zazwyczaj żadnych pasów dla pieszych czy sygnalizacji świetlnej, a przejście drogi przez pieszego jest nie lada wyzwaniem, bo nikt się dobrowolnie nie zatrzyma, żeby go przepuścić). Po drogach poruszają się pojazdy napędzane siłą własnych mięśni (np. riksze), pojazdy zmechanizowane (skutery, motocykle, samochody, tuk-tuki, autobusy czy ciężarówki, pojazdy ciągnięte przez zwierzęta, a do tego piesi i samodzielnie spacerujące zwierzęta (krowy, psy). Nikt tam raczej nie przestrzega zasad ruchów drogowego do jakich jesteśmy przyzwyczajeni u nas (co sprawia, że ten ruch uliczny wywołuje w nas wrażenie jakiegoś ogromnego chaosu), natomiast kierowcy notorycznie używają klaksonów (żeby zasygnalizować jakiś manewr czy spowodować określoną reakcję innych użytkowników drogi), co  powoduje, że panuje tam wielki hałas. Bywa, że trzeba się zatrzymać, bo drogę tarasują „święte” krowy. A propos zwierząt nawet w miastach można spotkać małpy (harcujące np. po dachach domów czy drutach wysokiego napięcia), a np. w Sauraha normalnym widokiem są też spacerujące ulicami miasteczka słonie (z „kierowcami”). Oprócz hałasu kolejną nieprzyjemną rzeczą w Indiach i Nepalu są ogromne ilości śmieci walające się po drogach, poboczach czy korytach rzek. Po zapadnięciu zmroku poruszanie się jest utrudnione, bo nie ma oświetlenia ulicznego (nie było go nawet w Katmandu czyli bądź co bądź stolicy ponad dwudziestomilionowego kraju), do tego trzeba dodać, że zamiast chodników często są jakieś wertepy, więc lepiej się nie wypuszczać na wieczorne spacery bez latarki. W parku narodowym w Nepalu dokuczliwe były także komary, byłem tam mocno pogryziony (choć nie wiem czy dokonały tego komary czy jakieś inne żyjątka). Niezbyt przyjemnym zwyczajem jest w Indiach również załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie (panowie robią to często bez żadnego skrępowania publicznie), jeśli dodamy do tego, że i np. zwierzęta (szczególnie krowy) też często wydalają odchody na drogach, poboczach czy chodnikach (jeśli takowe są), to trzeba bardzo uważać po czym się stąpa. Nie zapomnę chyba sytuacji z dworca kolejowego, gdzie na peronie czekaliśmy na pociąg (nawiasem mówiąc po peronie też przechadzała się krowa J). W pewnym momencie na stacji zatrzymał się jakiś inny pociąg, wysiadł z niego na chwilę jakiś wojskowy (sądząc po mundurze, w który był ubrany) i po prostu publicznie zaczął sikać między wagony (choć były oczywiście toalety w wagonach), a po wszystkim wsiadł z powrotem do pociągu. Kolejny problem, z którym się tam stykaliśmy, to zastępy żebraków i sprzedawców, którzy chmarami opadają turystów chcąc od nich coś wyciągnąć  czy coś im sprzedać. W niektórych miejscach potrafili być naprawdę bardzo natarczywi i mocno zatruwać życie. Niezależnie od tych niedogodności kraje te są warte zwiedzenia, wiele zabytków jest oszałamiająco pięknych i można je zaliczyć do najwyższej klasy światowej. Co ważne zabytki te są dobrze utrzymane i wysprzątane.

Podsumowując, wycieczka mimo drobnych niedociągnięć czy problemów komunikacyjnych była ogólnie bardzo udana i dostarczyła mi wielu niezapomnianych wrażeń.

Strony

Wyszukaj w trip4cheap