.

 


 


Motocyklem po środkowej Azji-Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan

125 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
megizak
Obrazek użytkownika megizak
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 28 paź 2013

Dzień 17

Poranek wspaniały, cudowny, przejrzystość taka jakiej nie było od dawna. Majestatyczne góry, które górują nad Sary Tash, wyglądają nieziemsko i te odległe 

przestrzenie. Nie wierzę, że tutaj jestem, że udało mi się spełnić kolejne marzenie. I nawet najlepsze fotografie nie oddają klimatu Pamiru. Acute

Już wiem, że jedno z moich marzeń się nie speni, nie możemy podjechać i dojść do bazy pod Pik Lenina. To wielka strata, być w takim miejscu i nie móc.

Poskładało się na to kilka spraw. Nasz motocykl, który często odmiawiał posłuszeństwa, awaria samochodu Wojciecha, który już o 5 rano ruszył do Osh celem jego naprawy,

i pozostała część ekipy, która już marzyła o wypoczynku nad jezioerem Isyk-kul.

No cóż na pewne rzeczy nie mamy wpływu. A nie ma co ryzykować i jechać samemu, bo z Kotliny Ałajskiej w razie awarii, ciężko byłoby się wydostać samemu. Sorry 2

Zaraz po śniadaniu, i po naprawie moich okularów przeciwsłonecznych które się złamały, a bez nich jazda na motocyklu byłaby sporym utrapieniem, ruszamy w stronę

jeziora Isyk-Kul. Dirol

Wcześniej jednak podjeżdżamy do rozwidlenia dróg, skąd przepięknie rozpościera się piękna panorama na Pamir. Pik Lenina który wznosi się na wysokość  7134 m widać

jak na dłoni, to niesamowite uczucie zobaczyć siedmiotysięcznik.

Zdjęcia niestety nie oddają tego co łakniemy swoimi oczami. Shok

Pik Lenina to ten na wprost naszej drogi. Wink

Wracamy i jedziemy przez przełęcz Pass Taldyk, którą już pokonaliśmy jadąc w tą stronę. Pomimo, że jechaliśmy już tą drogą, mam wrażnie jakbym w ogóle tutaj nie była.

Krajobraz z tej strony wygląda zupełnie inaczej. Po drodze mijamy część naszej ekipy, ustalamy punkt zbiorczy w Gulczo. Tam zdzwaniamy się z resztą i ustalamy

kolejny punkt spotkania. Ogólnie kierujemy się w stronę Isyk Kul. W Gulcze postanawiamy odbić od głównej drogi, bo asfalt trochę zaczął nas nudzić. Shok

Tak, to aż niemożliwe ale jazda po asfalcie wcale nie sprawia nam radości. Wszystko dzieje się za szybko, a mnie często ogarnia śpiączka. Ogólnie w tym dniu

do punktu noclegowego pokonujemy około 350 km, różnymi drogami.

Z Gulczo jedziemy szutrową drogą, pomiędzy pięknymi zielonymi łąkami. Skończyły się surowe, księżycowe krajobrazy. Mijamy wioski, w których tętni życie. 

Ludzie nam machają, dzieci chcą przybić piątkę, cieszą się na nasz widok. Jedziemy przez rozciągające się w nieskończoność pagórki, góry, przełęcze, które usłane są

jurtami i końmi – coś niesamowitego!

Następnie jedziemy w region Dżalalabadu, tam doprowadzamy do motocykl do jakiego takiego wyglądu. Jeszcze sama gdybym mogła wskoczyć w tym ubraniu

motocyklowym do jakiejś myjni, to by było cudnie. Zebrany kurz po dobrych dwóch tygodniach jazdy, wbił się tak głęboko w ubranie motocyklowe, że spodnie po ich

ściągnięciu mogą same stać w pionie. Yes 3

Po drodze kupujemy pysznego kurczaka z grilla, który wieczorową porą smakuje wyśmienice. 

Dojeżdżamy do miejsca biwakowego, które nie łatwo było nam znaleźć. Droga wiedzie wąską przełęczą. Szybko robi się ciemno i bardzo zimno. Samochodu z naszymi

bagażami nie ma, gdzieś po drodze zaginął. Czekamy ponad póltorej godziny. Okazuje się, że zatrzymali się na obiedzie. Namiot rozbijamy po ciemku, i rozgrzewamy się

koniaczkiem. Wink

megi zakopane

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 5 godzin 27 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Megi krajobrazy aż nie do uwierzenia !! coś fantastycznie wyjątkowego. I nie ma tłumu turystów..

Ale wyprawa bardzo trudna, wymagająca i wyczerpująca .Z pewnościa nie dla każdego . Powiedz ile było kobitek ? Czy przysnęłaś ze zmęczenia w czasie jazdy ? aha i jeszcze czy nie mieliście problemów na wysokościach ?

No trip no life

megizak
Obrazek użytkownika megizak
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 28 paź 2013

Nelcia :

Megi krajobrazy aż nie do uwierzenia !! coś fantastycznie wyjątkowego. I nie ma tłumu turystów..

Ale wyprawa bardzo trudna, wymagająca i wyczerpująca .Z pewnościa nie dla każdego . Powiedz ile było kobitek ? Czy przysnęłaś ze zmęczenia w czasie jazdy ? aha i jeszcze czy nie mieliście problemów na wysokościach ?

Nelciu, ja byłam jako jedyna kobieta na motocyklu, a ogólnie było nas 6 kobiet i dwie dziewczynki. Na tych trasach nie miałam drzemki, aczkolwiek kiedyś jak wracaliśmy na motocyklu z Czarnogóry, to miałam trzy drzemki. Strach się bać. Co do wysokości to prawie naokrągło jechaliśmy na aspirynie. Rozrzedzała krew i lepiej się oddychało. Mieliśmy oczywiście tabletki wysokościowe, ale tylko raz się przydały kumplowi. Wink

megi zakopane

megizak
Obrazek użytkownika megizak
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 28 paź 2013

Dzień 18

Nocleg spędzamy przed przełęczą Toguz-Toro. Rozbijamy sie nad rzeką nieopodal kirgijskiej rodziny,  która od od samego rana wypasa bydło i owce.

Młodziutki pies z przyciętymi uszami głośno ujada. Widać, że nie ufny jest wobec obcych ludzi.   Emo smileys-dogs- 586854

Fundujemy mu poranną ucztę, kości z kurczaka, którego zjedliśmy wczoraj wieczorem. Zjada wszystko, i z radości merda przyciętym ogonkiem. Pewnie poraz

pierwszy ma okazję zjeść takie pyszności.

Zapraszamy naszych sąsiadów na poranną kawę, to starsze małżeństwo o wielkim sercu. Ssun-Flower4You

Opowiadają nam o swoim wcale nie łatwym życiu, bo jak może był łatwe, skoro mieszkają na totalnym odludziu. Nie uprawiają ziemi, bo w tym surowym klimacie

nie rosną zboża ani warzywa. Ich życie zależy od hodowanych przez nich zwierząt, kóz, owiec, krów, które dają im pożywienie. 

 

Po miłej pogawędce w języku rosyjskim ruszamy w drogę. Mijamy namioty, z których wylatują dzieciaczki i machają do nas. Przejeżdżąmy przez malowniczą

przestrzeń, która daje poczucie takiej wolności. Tutaj naprawdę człowiek może odpocząć nawet od własnych myśli, wystarczy przysiąść i odetchnąć, spojrzeć na góry

i znów się nimi zachwycić. Wink Przed nami kolejna dawka emocji, droga biegnie serpentyną po zboczach gór, widoki obłędne. Wyjeżdżamy na przełęcz Toguz-Toro, na

wysokość 2800 m n.p.m. Droga jest dość wymagająca i skupiająca uwagę. Na przełęczy spotykamy młodego Kirgiza na koniu, który proponuje nam przejażdżkę na

koniu. Co poniektórzy korzystają z tej oferty i próbują jazdy konnej. Wink

Za przełęczą tereny robią się już bardziej łagodne, a okolice Kazarman to bardziej podnóża gór niż prawdziwe góry.

Na googlach oczywiście nie ma drogi przejazdowej, więc trasę zrozbiłam jako pieszą. Przejeżdżamy w tym dniu około 220 km. 


   

Zjeżdżamy z przełeczy


  

Tak robi się drogę we wsi. Buduje się specjalne nasypy w środku którego, umieszczany jest asfalt, potem rozprowadzany na przygotowanej powierzchni.

A drogę budują tubylcy, mieszkańcy wsi, nawet kobiety z łopatą można było przyuważyć. Sad Zatrzymujemy się nad rzeką, aby zarzyć kąpieli i zjeść obiadek. 

Następnie kierujemy się w stronę Son-Kul, po drodze mamy mały sklep i jurtę, w której się zatrzymujemy. Zamawiamy sobie kawę i piwo Wink

     


Do Son Kul pozostało nam jeszcze sporo kilometrów po szutrowej drodze, więc postanawiamy zatrzymać się nad rzeką na nocleg. Rozpalamy ognisko i miło spędzamy 

ten wieczór.

megi zakopane

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 3 godziny 43 minuty temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...heee, ten "zielony szrańczak" zarąbiasty !!! ; )

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

megizak
Obrazek użytkownika megizak
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 28 paź 2013

Dzień 19

Poranek ciężki, źle się czuje, głowa pęka i na nic nie mam ochoty. Na domiar tego, siadam tyłkiem na talerz jajecznicy. ROFL Przez kilka sekund było mi wyjątkowo

miękko i ciepło, ale co za pomysł kłaść talerz z jedzeniem na siedzenie, jak był na to stolik. Nie chcielibyście widzieć mojej miny, a reszta ekipy miała niezłą polewkę.

Tego dnia przejeżdżamy około 260 km. Trasa zaznaczona jako piesza, bo na mapach google, nie każda droga jest z możliwością przejazdu. Kierujemy się w kierunku

jeziora Song - Kul. Droga do przełęczy to już tylko szutry, po których nie da się jechać szybciej niż 40 km/h. Kilometry ubywają wolno, ale powolna jazda pozwala nam

podziwiać zapierające dech w piersiach górskie krajobrazy. Kilkoma serpentynami dojeżdżamy do przełęczy o nazwie Moldo Ashuu, która znajduje się na wysokości 3346 m n.p.m.

Clapping Na przełęczy oblega nas stado baranów, których pilnuje kirgiski baca ze swoimi psami. 

 


Zjeżdżamy z przełęczy i dojeżdżamy do Jeziora Song-Kul położonego na wysokości 3.016 m n.p.m. które wraz z okolicą tworzy prawdopodobnie największy region

pasterski w Kirgistanie. Yes 3

W okresie od połowy maja do połowy września Kirgizi, rozstawiają tutaj swoje jurty i przez 4 miesiące wypasają zwierzęta. Można tu napotkać liczne stada koni, krów,

owiec, a nawet jaków. Nad jeziorem nie ma żadnej infrastruktury, nocować można zatem, albo pod namiotem, albo u lokalnych pasterzy, którzy w swoich jurtach

spędzają tu kolejne sezony w okresie gdy Song-Kul nie jest zamarznięte. 

W promieniu 50 kilometrów nie ma żadnych miejscowości. Jezioro otoczone jest górami Song Kol i Mołdo. Wokół jeziora nie ma ani jednego drzewa, ani stałych budynków. 

Jezioro jest piękne, jedak ze względu na pogarszającą się pogodę, nie zatrzymujemy się nad nim. 

Po drodze niestety dołapuje nas deszcz, temperatura gwałtownie spada w dół, ubieramy przeciwdeszczowe ubranie. Na szczęście po zjechaniu z przełęczy deszcz ustaje,

jedziemy przez cudowne pustynne stepy, i góry przypominające te z Maroka. Po kilkunastu kilometrach jeżdżenia po górach i przełęczach dojeżdżamy do asfaltu, 

i do Sary Bulak. Kilkanaście baraków oferuje co tylko może. 

To pierwsza mała mieścina w której znajduje się hotel, kafejki, stacja benzynowa i jadalnie z pyszną smażoną rybką. Zatrzymujemy się na dłuższą chwilę, bo tutaj 

mamy punkt zbiorczy całej ekipy. Zamawiamy rybkę, która smakuje wyśmienicie, szczególną uwagę, zwaracamy, że obsługuje nas malutka dziewczynka,

która na nasze oko ma z 10-11 lat. Swoją pracę wykonuje perfekcyjnie, nawet zaopatruje nas w serwetki. Pleasantry

W między czasie przechodzi potężna ulewa, jak dobrze, że udało się nam tutaj dotrzeć, bo tym sposobem unikamy przemoczenia. Clapping

Kiedy jesteśmy już wszyscy razem, udajemy się w dalszą drogę.

Tankujemy naszego rumaka, i jedziemy w stronę Kochkor. To duża wieś w północnym Kirgistanie, od której około 25 km na północny wschód wzdłuż autostrady

znajduje się zbiornik na rzece Chu, Orto-Tokoy. To rezerwat wodny i doskonałe miejsce do wędkowania.

Cmentarz i obrządek - ciekawostka

Po drodze mijamy cmentarze z pięknymi grobowcami. Wyglądają na opustoszałe, ale Kirgizi, starają się nie odwiedzać grobów bliskim im osób i bardzo rzadko bywają

na cmentarzu. Dla nich – to niepokojenie dusz. W Kirgistanie cmentarze znajdują się w górzystych miejscach, koniecznie poza miastem. Kirgizi przejeżdżając lub

przechodząc przez cmentarz wykonują charakterystyczny ruch dłońmi. Unosi się je na wysokości twarzy i łączy w odpowiedni sposób. 

Ten gest przypomina mycie twarzy. Podczas wykonywaniu tego ruchu wymawiane jest słowo omin, muzułmański odpowiednik słowa amen

Jeśli chodzi o tradycje pogrzebowe, to w odróżnieniu od Polaków, Kirgizi chowają zmarłych trzeciego dnia, żeby wszyscy krewni z dalekich stron mogli dotrzeć na pogrzeb i

rzucić garstkę ziemi na grób. Przygotowania do pogrzebu rozpoczynają się od rozstawienia jurty, na której wywieszają zdjęcie zmarłego. W jurcie pod specjalną zasłoną

kładą nagie, przykryte tylko grubą tkaniną ciało zmarłego. W jurcie, przy szczątkach zmarłego, mogą znajdować się wyłącznie kobiety, które wyrażają ból po utracie

bliskiego człowieka. 

Pożegnanie zmarłego jest moralnym obowiązkiem nawet najdalszego znajomego, więc przed pogrzebem, wszyscy goście zapraszani są do domu, gdzie czeka na nich

zastawiony stół. Dopiero tam ustalany jest termin pogrzebu krewni dowiadują się o tym, w jaki sposób zmarł członek rodziny. Zgodnie z tradycją, należy koniecznie

spróbować każdej potrawy, która znajduje się na stole. Kirgizi wierzą, że dzięki temu dusza zmarłego dotrze szczęśliwie do raju.

W dniu pogrzebu ciało jest myte i zawijane w białą tkaninę. W ceremonii tej uczestniczą tylko kobiety. Zgodnie z tradycją, wszyscy przybyli na pogrzeb goście,

otrzymują kawałek tkaniny lub chusteczkę na pamiątkę po zmarłej osobie. Zwykle w południe przychodzi imam z meczetu. Po jego modlitwie ciało zabierane

jest na cmentarz. W ostatniej drodze zmarłemu towarzyszą wyłącznie mężczyźni. Tylko oni mogą brać udział w pochówku. Warto nadmienić, że w naszej kulturze

nie używamy trumny – nagie ciało zmarłego jest grzebane wyłącznie w kepinie. Dopiero następnego dnia kobiety mogą pójść na grób, nie odsłaniając włosów.

Kirgizi zbierają się na cmentarzu dopiero siedem bądź czternaście dni po śmierci bliskiej im osoby. Pomnik na grobie można ustawić w pierwszą rocznicę śmierci,

do tego czasu na grobie znajduje się tabliczka z danymi osoby zmarłej. 

Dalej jedziemy w kierunku największego jeziora tego kraju, Issyk Kul, położonego na wysokości 1609 m n.p.m. ale wpierw uderzamy nad małe słone jezioro Salt Lake.  

Zjeżdżamy z głównej drogi i około 12 km jedziemy po żwirowej drodze, wzdłuż Issyk Kul, dojeżdżając do punktu poboru opłat.

W miejscu tym znajduje się mnóstwo jurt, które oferują noclegi. Płacimy za wjazd 150 som, ale nie dostajemy żadnego pokwitowania. Na parkingu zostawiamy motocykl i 

idziemy nad jezioro. Woda w jeziorze jest tak zasolona, że kiedy się w nim pływa, to całe ciało stale utrzymuje się na powierzchni wody. Wink

Nad brzegiem jeziora i na jego dnie znajduje się błoto lecznicze, gdzie można zafundować sobie kąpiel błotną. Z nad Salt Lake, zjeżdżamy nad Issyk Kul,

bezodpływowego słonego jeziora, drugiego co do wielkości jeziora górskiego na świecie, zaraz po Titicaca w Ameryce Południowej. Tutaj rozbijamy obozowisko i zostajemy 

na dwie noce. Jezioro leży na wysokości 1609 m n.p.m., temperatura wody jest porównywalna do naszego Bałtyku w okresie letnim. Może nawet ciut cieplejsza. Yahoo

Mieszkańcy Azji Centralnej spędzają tutaj swoje wakacje, wylegując się na plażach otoczonych ośnieżonymi szczytami górskimi. Jezioro wygląda jak morze, szum fal, 

wielkość i brak widoczności drugiego brzegu pozwala poczuć się jak w nadmorskim kurorcie. Rozbijamy nasz ukochany namiocik poraz enty......Biggrin , robimy pranie,

i delektujemy się po ciężkim dniu. Piwko nieźle smakuje w takim klimacie. Drinks

megi zakopane

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 5 godzin 46 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Megi tęsknisz do tych krajobrazów?

Długo jeździsz na motorze, jaki by ł początek?

megizak
Obrazek użytkownika megizak
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 28 paź 2013

Asia-A :

Megi tęsknisz do tych krajobrazów?

Długo jeździsz na motorze, jaki by ł początek?

Oj tak zaczynam tęsknić, nie długo jeżdżę dopiero 7 lat Wink

megi zakopane

megizak
Obrazek użytkownika megizak
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 28 paź 2013

Dzień 20

Przed nami kolejny słoneczny dzień. Wstaje wcześnie rano, jezioro jeszcze śpi, nie ma fal ani wiatru. Sun-smilie water  001

Koło samochodów krąży tylko Artur, reszta gdzieś tam jeszcze zanurzona w swoich śpiworach. Do dobra okazja na poranną kąpiel. To ostatni dzień, gdzie wszyscy

jeszcze jesteśmy razem. Pomalutku dobiega końcówka naszej wyprawy. Piotr już dzisiaj udaje się do Biszkeku w związku ze złym samopoczuciem. My natomiast

chcemy jeszcze coś pozwiedzać. Po porannej kąpieli i śniadaniu, ruszamy na podbój w jeszcze wyższe pasma masywu Tien Szan. Przed nami zaplanowa przełęcz

Tossor Pass położona na wysokości 3880m npm. Tym razem motocykl pozostawiamy przy brzegu jeziora i rozbijamy się na dwa samochody. Ja jadę z Arturem i 

dziewczynami, a Marek tylko z Puszkiem. Na posterunku pozostaje Wojtek z Moniką i Jolą. Plan jest taki, aby trasę zrobić w ciągu 5 godzin. Biggrin

Droga najpierw prowadzi ślicznym wąwozem, mijamy wspaniałe kolory formacji skalnych, ale widoczność z samochodu mam ograniczoną. Jednak jadąc na motocyklu

widać 100 razy lepiej. Shok

Mijamy licznie usiany wrzos, który dodaje uroku tym różnobarwnym skałom. Wink Po szutrze lądujemy na afalcie, i dalej jedziemy w kierunku Tosor, by znowu po

kilku kilometrach wjechać na szuter. Droga pomału wznosi się ku szczytom. Zatrzymujemy się jeszcze w dolnej części doliny na posiłek. Jednak pogoda zmienia się

z godziny na godzinę, chmury obejmują całe pasmo górskie. 

Z trudem dopatrujemy się szczytów w chmurach. Kontrastem jedynie jest to, że są ośnieżone i bardziej rzucają się w oczy. Im wyżej tym więcej śniegu i droga staje

się coraz bardziej wymagająca. Robi się zdecydowanie zimniej, to jeden z trudniejszych odcinków drogi. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie znajduje się małe jeziorko

powstałe w wyniku lodowca. Zatrzymujemy się w tym miejscu celem zrobienia kilku zdjęć. W końcu wyjeżdżamy na przełęcz osiągając wysokość około 4 tys.

metrów n.p.m. Miejsce jest niezwykłe, bo będąc tutaj niewyobrazałam sobie, że jeszcze zobaczę tak przepiękne widoki. Clapping

 

Nasza wycieczka trwała zdecydowanie dłużej niż wstępnie była zaplanowana. Około godziny 20 docieramy na miejsce, ale mamy problem z wjechaniem na teren naszego

obozowiska, bo na punkcie poboru opłat ponownie domagają się od nas zapłaty za wjazd. Nie pomagają rozmowy, i że dzień wcześniej już uiściliśmy opłatę. Niestety

nie posiadamy żadnego pokwitowania, bo go nie dostaliśmy.

Próbujemy przedostać się od strony jeziora Issyk Kul, ale Kirgizi nie dają za wygraną. Lecą za nami rzucając kamieniami w koła samochodu. Wiedzieliśmy, że nie 

wygramy tej walki i zawróciliśmy do punktu poboru opłat. Wacko Nie są to duże pieniądze, ale chodzi o zasadę i uczciwość. Płacimy i wjeżdżamy, wieczór jest 

krótki ale za to w miłym towarzystwie. Wink

megi zakopane

megizak
Obrazek użytkownika megizak
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 28 paź 2013

Dzień 21

Kolejny słoneczny dzień przed nami, i ostatni w takim składzie. Puszek z Arturem pojutrze mają samolot do Polski, więc już dzisiaj jadą do Biszkeku odstawić sprzęt.

A my te ostatnie trzy dni postanawiamy spędzić tylko we dwójkę. To taki psychiczny reset. Wstępnie gdzieś tam ustalamy spotkanie z Wojtkiem i Moniką, ale 

spotykamy się dopiero w trzecim dniu w hotelu w Biszkeku. Opuszczamy to magiczne miejsce, gdzie woda ma kolor błękitno-turkusowy, a majestatyczne szczyty gór

tworzą bajkowy krajobraz. To jedno z tych miejsc, gdzie potężne góry Kungej Ałatau oraz Terskej Ałatoo występują tutaj razem z wodą. Yes 3

Zatrzymujemy sie przy cudownej plaży z oryginalnym czerwonym piaskiem, i drobnymi kolorowymi kamyczkami. Ostatnio taką plażę widziałam na Krecie, chociaż

piasek był drobniejszy, a kolor nie tak intensywny. To jedno z piękniejszych miejsc w okolicach jeziora Issyk Kul. Clapping

 

Kolejny szlak zrobiony jako pieszy. 

Następnie jedziemy w kierunku Tosor, miasteczka, stanowiącego bazę wypadową do pobliskiego kanionu Skazka. Pogoda jest obłędna, bowiem aby w pełni podziwiać

niezwykłe kolory skał kanionu Skazka, potrzebne jest słońce. Na szczęście tym razem docieramy bez problemu do kanionu, bo wcześniej próbowaliśmy zwiedzić

kanion Ak-Sai i niestety nie udało się go nam znaleźć. Mało tego pomimo tablicy informującej, nikt o nim nic nie wiedział. Lol

Jedziemy wąskim przesmykiem, pomiędzy czerwonymi skałami dojeżdżając do punktu poboru opłat. Opłata wynosi 50 Som od osoby.

Na parkinku zostawiamy motocykl, i ubrania motocyklowe. 

Kanion Skazka to malownicze miejsce i największa atrakcja po południowej stronie jeziora Issyk Kul. Widoki są kosmiczne, chociaż bardziej przypominają planete Mars, 

a nawet jakieś baśniowe miejsce. Fantazyjne kształty, a przede wszystkim wspaniałe kolory i różne formacje skalne, które przez wieki kształtowane są przez wiatr. 

Niektóre mają nawet konkretne nazwy jak np. Wielki Mur Chiński. Oprócz tego znajdziecie hipopotama, węża, sowę, oraz wielkiego giganta. Biggrin

Przez blisko godzinę wspinamy się na nie i wędrujemy ich grzbietami. Ożywione słonecznymi promieniami skały, mienią się wszystkimi odcieniami czerwieni, oraz żółtego

i pomarańczowego koloru. Niektóre skały dosłownie mienią się kolorami tęczy! 

Tutejsza toaleta nie zachęca zupełnie do skorzystania. 

Tak wygląda cmentarz, przed upływem roku za nim nie powstaną tutaj pomniki. Z Tosor lecimy do doliny Siedmiu Krwawych Byków w kierunku Yeti Oguz.

Po mniej więcej 10 kilometrach, zaczynają wystawać góry o niesamowitych, czerwonych kolorach. Im bardziej oddalamy się od wsi, tym więcej takich skał w krajobrazie.

Naszym oczom ukazuje się imponująca formacja skalna, olbrzymia góra, która wygląda jaby była przecięta na pół. Tutejsze skały to piaskowiec, a ich chropowata

faktura wygląda niczym warstwy ułożone jedna na drugiej. Zachodzące słońce nasyciło kolory formacji skalnych, przez co miejsce zrobiło się jeszcze bardziej klimatyczne.

Na miejscu są jurty i hostele, w których można przenocować, dlatego postanawiamy tutaj zostać. Wynajmujemy jurtę, którą mamy w całości tylko dla siebie. Biggrin

Nocleg kosztuje nas 900 som, czyli 45 złotych. 

megi zakopane

Strony

Wyszukaj w trip4cheap