...heh, Toyota ALPHARD to wersja "zwyczajna" dla tego modelu auta. W wydaniu "lususowym" nosi nazwe LEXUS LM ; ) Można go spotkać w ROI (ALPHARD,a),choć sporo kosztuje. Natomiast LEXUSA w tym wydaniu nie widziałem "na żywo" nigdy !!!
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Po drodze do hotelu , który jest blisko Narity jedziemy jeszcze do knajpy.
Jest taka..śmieszna i bardzo japońska. Siadamy przy stoliku i cały proces zamawiania odbywa sie przy stole przy pomocy monitorów. Trzeba wybrać dania które nam odpowiadają za pomoca dotyku i przesuwania ekranu. Niby to takie proste , ale nie nie wcale takie nie jest . Na szczęscie jest też wersja angielska ale i tak mamy trochę problemów z wyborem.
Do tego goni nas czas. Mielśmy godzinę opóznienia a knajpę niedługo zamykają. Musimy więc szybko i sprawnie zamówić ,zjeść i do tego zmieścić się w określonej przez pilota kwocie.
Nie ma za bardzo czasu na rozmowy z dwoma wycieczkowiczami, którzy się do nas dosiadają. Nie spikają za bardzo, musimy więc im pomóc w obsłudze.
Siadamy przy takim stoliku
Skupiamy sie na ekranie . Jest mega kolorowo aż bije po oczach
W międzyczasie robimy sobie zieloną harbatkę. Ja nie przeapdam za zieloną i w domu jej nie pije,ale w Japonii to inna bajka. Piję i mi smakuje
Kranik z wodą zamontowany jest przy stole, można więc sobie zrobić słabszą czy mocniejszą
Na taśmie zaczynają "spływać" do nas talerzyki z jedzeniem i napitki.
Nie ma potrzeby kelnera , wszystko samoobsługa ha ha
Najadamy się po pachy .
Ja głównie postawiłam na sushi sashimi , które bardzo lubię. Panowie zamówili jeszcze zupę.
Okazuje się ,że nawet nie zbliżyliśmy się do limitu kolacyjnego,
Z knajpy do hotelu już blisko. Hotel spoko, pokoje jak na Japonię olbrzymie, bo generalnie jeśli chodzi o Tokio to standardem są mikroskopijne pokoje. Zresztą nie tylko w hotelach , w mieszkaniach też.
Jedyny problem jaki mamy, to nie potrafimy zgasić światła ha ha .
Aha , jeszcze 2 rzeczy. Idziemy do hotelowego sklepu na mały rekonesans. Są rózne ciekawostki dla naszego europejskiego oka
Lubicie Kit Katy ? Tu są nietypowe smaki bo ...matcha i wasabi
Herbata Latte ? a to ciekawe..
W hallu hotelu jest ważna machina. To automat do wymiany pieniędzy.
Super sprawa, kurs jest bardzo dobry i nie trzeba płacić żadnej prowizji. Trzeba korzystać z okazji, bo potem wcale nie tak łatwo będzie znależć takie miejsce
Śniadanko wcianamy w hotelu. Jest bufet zarówno po europejsku jak i po japońsku.
Po śniadaniu pakujemy sie do busika i jedziemy .Przed nami ładny kawałek drogi. Niby idealny moment ,aby poopowiadać nam turystom o Japonii. Niestety ani słowa, cisza jak makiem zasiał. Trochę to dla mnie dziwne i nietypowe.
W czasie jazdy mamy stopa i wychodzimy na stacji. Kupujemy sobie w maszynie kawkę. Wybór wcale nie jest prosty, bo jest kilka automatów do kawy.
Po drodze mijamy ciekawą budowlę. Pytam sie pilota co to za budynek. Okazuje się,ż to siedziba jakiejś znanej sekty
Według programu naszym celem miało być miasto i zamek w Matsumoto ,ale w trakcie jazdy okazuje się,że jedziemy do Nagano.
Wjeżdżamy do prefektury Nagano. Jest jedną z największych prefektur w Japonii, położoną w centrum wyspy Honsiu.
Otoczona jest przez Alpy Japońskie więc piękne widoczki zapewnione. Co ciekawe to już drugie Alpy, kttóre widzę poza Europą...
Zanim zaczniemy zwiedzanie miasta Nagano , podjeżdżamy na szybki lunch.
Podobnie jak w dniu poprzednim , w knajpie nie ma kelnerów i zamawiamy przez tablety. Co ciekawe przy kasie pieniązki wkładamy do automatu i reszta sama wyskakuje. Oryginalna kasa ha ha
Pracownicy są w maseczkach
Nagano jest miastem z bogatą historią, ale współcześnie najbardziej kojarzy się z Igrzyskami Olimpijskimi zimą w 1998 roku.
Jedziemy na stadion olimpijski , gdzie usytuowane jest muzeum związana z olimpiadą. Ja wybieram spacer dookoła stadionu
Przy stadionie jest park z pięknym widokami na góry
Na parkingu dominują oczywiście kanciaste autka
Wspinam się jeszcze na wiadukt, popatrzeć na okolicę
he he, nie wiem czy bym się tam odnalazła... tablety zamiast kelnerów... reszta kasy wyskakująca z automatów..., sedesy jak komputery... itd... tam same automaty
Asiu, to w tych właśnie górach będziemy " przez kilka dni szusować
Piea, te sedesy to pamietam z mojego pierwszego wyjazdu ( zeszłe stulecia ha ha ) i wtedy wywołały u mnie szok. A te automaty w knajpach to i dla mnie nowość...
Jedziemy przez miasto do serca Nagano . Tak nazywana jest Świątynia Zenkoji , która powstała w połowie VII wieku kiedy nie było jeszcze Nagano. Wokoło światyni zaczeła dopiero powstawać mała osada.
Światynia uchodzi jednak za jedną z najważniejszych i najbardziej popularnych w Japonii. Przechowuje pierwszą statuę buddyjską, jaką kiedykolwiek przywieziono do Japonii. Historia Zenkoji zatem jest więc powiązana z początkami japońskiego buddyzmu. Obecnie jest miejscem pielgrzymkowym, co roku przybywajątu miliony Japończyków.
Idziemy w kierunku świątyni a głowy nam latają na wszystkie strony, bo wszystko dla nas ciekawe: ludzie, budynki, ulice,sklepy..
Idziemy więc oglądać świątynię i jej włości.Bedziemy stąpać po drózkach , którymi przez wieki chodzili samurajowie..
Ze śwątynią wiąże się znane, japońskie przysłowie „nawet jeśli przyjedziesz tu tylko po to, by popatrzeć, zyskasz zbawienie” . Wygląda więc na to ,że już się nie muszę więcej starać, niebo mam zapewnione ha ha .
Po przejściu przez bramę dochodzimy do Hondo – głównej świątyni. Jest to ogromny budynek, uznany za Skarb Narodowy. Zbudowano go z 60 tyś drewnianych belek. Wewnątrz świątynia jest pięknie ozdobiona, znajduje się tu również kilka posągów Buddy.
Jednak najważniejszy posąg Buddy jest niedostępny , nie wolno go nikomu oglądać . Pododno jest to pierwszy posąg Buddy, jaki kiedykolwiek został przywieziony do Japonii. Powstała jednak replika , która jest wystawiana publicznie raz na sześć lat.
Do świątyni można wejść,ale nie można robić fotek.
Przy wejściu do świątyni widać znaki swastyki.
W Japonii ten znak nazywa się manji i często widnieje jako oznaczenie świątyń, ma wydżwięk absolutnie pozytywny, co nam się oczywiście wydaje dziwne, bo kojarzy się niezbyt dobrze
Na przystanku stoii sie grzecznie w kolejce.
Nikt nikogo nie pogania i sie nie przepycha.Nikt się też nie spieszy
Zwróćcie uwagę ile te dziewczyny mają poprzyczepianych makotek do plecaków. jest to bardzo poszechne
...heh, Toyota ALPHARD to wersja "zwyczajna" dla tego modelu auta. W wydaniu "lususowym" nosi nazwe LEXUS LM ; ) Można go spotkać w ROI (ALPHARD,a),choć sporo kosztuje. Natomiast LEXUSA w tym wydaniu nie widziałem "na żywo" nigdy !!!
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Po drodze do hotelu , który jest blisko Narity jedziemy jeszcze do knajpy.
Jest taka..śmieszna i bardzo japońska. Siadamy przy stoliku i cały proces zamawiania odbywa sie przy stole przy pomocy monitorów. Trzeba wybrać dania które nam odpowiadają za pomoca dotyku i przesuwania ekranu. Niby to takie proste , ale nie nie wcale takie nie jest . Na szczęscie jest też wersja angielska ale i tak mamy trochę problemów z wyborem.
Do tego goni nas czas. Mielśmy godzinę opóznienia a knajpę niedługo zamykają. Musimy więc szybko i sprawnie zamówić ,zjeść i do tego zmieścić się w określonej przez pilota kwocie.
Nie ma za bardzo czasu na rozmowy z dwoma wycieczkowiczami, którzy się do nas dosiadają. Nie spikają za bardzo, musimy więc im pomóc w obsłudze.
Siadamy przy takim stoliku
Skupiamy sie na ekranie . Jest mega kolorowo aż bije po oczach
W międzyczasie robimy sobie zieloną harbatkę. Ja nie przeapdam za zieloną i w domu jej nie pije,ale w Japonii to inna bajka. Piję i mi smakuje
Kranik z wodą zamontowany jest przy stole, można więc sobie zrobić słabszą czy mocniejszą
Na taśmie zaczynają "spływać" do nas talerzyki z jedzeniem i napitki.
Nie ma potrzeby kelnera , wszystko samoobsługa ha ha
Najadamy się po pachy .
Ja głównie postawiłam na sushi sashimi , które bardzo lubię. Panowie zamówili jeszcze zupę.
Okazuje się ,że nawet nie zbliżyliśmy się do limitu kolacyjnego,
No trip no life
Z knajpy do hotelu już blisko. Hotel spoko, pokoje jak na Japonię olbrzymie, bo generalnie jeśli chodzi o Tokio to standardem są mikroskopijne pokoje. Zresztą nie tylko w hotelach , w mieszkaniach też.
Jedyny problem jaki mamy, to nie potrafimy zgasić światła ha ha .
Aha , jeszcze 2 rzeczy. Idziemy do hotelowego sklepu na mały rekonesans. Są rózne ciekawostki dla naszego europejskiego oka
Lubicie Kit Katy ? Tu są nietypowe smaki bo ...matcha i wasabi
Herbata Latte ? a to ciekawe..
W hallu hotelu jest ważna machina. To automat do wymiany pieniędzy.
Super sprawa, kurs jest bardzo dobry i nie trzeba płacić żadnej prowizji. Trzeba korzystać z okazji, bo potem wcale nie tak łatwo będzie znależć takie miejsce
No trip no life
DZIEŃ 2
Śniadanko wcianamy w hotelu. Jest bufet zarówno po europejsku jak i po japońsku.
Po śniadaniu pakujemy sie do busika i jedziemy .Przed nami ładny kawałek drogi. Niby idealny moment ,aby poopowiadać nam turystom o Japonii. Niestety ani słowa, cisza jak makiem zasiał. Trochę to dla mnie dziwne i nietypowe.
W czasie jazdy mamy stopa i wychodzimy na stacji. Kupujemy sobie w maszynie kawkę. Wybór wcale nie jest prosty, bo jest kilka automatów do kawy.
Po drodze mijamy ciekawą budowlę. Pytam sie pilota co to za budynek. Okazuje się,ż to siedziba jakiejś znanej sekty
Według programu naszym celem miało być miasto i zamek w Matsumoto ,ale w trakcie jazdy okazuje się,że jedziemy do Nagano.
Parę widoczków z trasy
No trip no life
Ciekawy ten las, te nie iglaste tworzą taką „chmurkę – mgiełkę’
Wjeżdżamy do prefektury Nagano. Jest jedną z największych prefektur w Japonii, położoną w centrum wyspy Honsiu.
Otoczona jest przez Alpy Japońskie więc piękne widoczki zapewnione. Co ciekawe to już drugie Alpy, kttóre widzę poza Europą...
Zanim zaczniemy zwiedzanie miasta Nagano , podjeżdżamy na szybki lunch.
Podobnie jak w dniu poprzednim , w knajpie nie ma kelnerów i zamawiamy przez tablety. Co ciekawe przy kasie pieniązki wkładamy do automatu i reszta sama wyskakuje. Oryginalna kasa ha ha
Pracownicy są w maseczkach
Nagano jest miastem z bogatą historią, ale współcześnie najbardziej kojarzy się z Igrzyskami Olimpijskimi zimą w 1998 roku.
Jedziemy na stadion olimpijski , gdzie usytuowane jest muzeum związana z olimpiadą. Ja wybieram spacer dookoła stadionu
Przy stadionie jest park z pięknym widokami na góry
Na parkingu dominują oczywiście kanciaste autka
Wspinam się jeszcze na wiadukt, popatrzeć na okolicę
No trip no life
Duża różnica wysokości między miastem i szczytami, piękne widoki na ośnieżone szczyty
kapitalna ta Twoja Japonia
he he, nie wiem czy bym się tam odnalazła...
tablety zamiast kelnerów... reszta kasy wyskakująca z automatów..., sedesy jak komputery...
itd... tam same automaty 
no ale te widoki zacne!
Piea
Asiu, to w tych właśnie górach będziemy " przez kilka dni szusować
Piea, te sedesy to pamietam z mojego pierwszego wyjazdu ( zeszłe stulecia ha ha ) i wtedy wywołały u mnie szok. A te automaty w knajpach to i dla mnie nowość...
Jedziemy przez miasto do serca Nagano . Tak nazywana jest Świątynia Zenkoji , która powstała w połowie VII wieku kiedy nie było jeszcze Nagano. Wokoło światyni zaczeła dopiero powstawać mała osada.
Światynia uchodzi jednak za jedną z najważniejszych i najbardziej popularnych w Japonii. Przechowuje pierwszą statuę buddyjską, jaką kiedykolwiek przywieziono do Japonii. Historia Zenkoji zatem jest więc powiązana z początkami japońskiego buddyzmu. Obecnie jest miejscem pielgrzymkowym, co roku przybywajątu miliony Japończyków.
Idziemy w kierunku świątyni a głowy nam latają na wszystkie strony, bo wszystko dla nas ciekawe: ludzie, budynki, ulice,sklepy..
Świątynia już przed nami
No trip no life
Idziemy więc oglądać świątynię i jej włości.Bedziemy stąpać po drózkach , którymi przez wieki chodzili samurajowie..
Ze śwątynią wiąże się znane, japońskie przysłowie „nawet jeśli przyjedziesz tu tylko po to, by popatrzeć, zyskasz zbawienie” . Wygląda więc na to ,że już się nie muszę więcej starać, niebo mam zapewnione ha ha .
Po przejściu przez bramę dochodzimy do Hondo – głównej świątyni. Jest to ogromny budynek, uznany za Skarb Narodowy. Zbudowano go z 60 tyś drewnianych belek. Wewnątrz świątynia jest pięknie ozdobiona, znajduje się tu również kilka posągów Buddy.
Jednak najważniejszy posąg Buddy jest niedostępny , nie wolno go nikomu oglądać . Pododno jest to pierwszy posąg Buddy, jaki kiedykolwiek został przywieziony do Japonii. Powstała jednak replika , która jest wystawiana publicznie raz na sześć lat.
Do świątyni można wejść,ale nie można robić fotek.
Przy wejściu do świątyni widać znaki swastyki.
W Japonii ten znak nazywa się manji i często widnieje jako oznaczenie świątyń, ma wydżwięk absolutnie pozytywny, co nam się oczywiście wydaje dziwne, bo kojarzy się niezbyt dobrze
Na przystanku stoii sie grzecznie w kolejce.
Nikt nikogo nie pogania i sie nie przepycha.Nikt się też nie spieszy
Zwróćcie uwagę ile te dziewczyny mają poprzyczepianych makotek do plecaków. jest to bardzo poszechne
No trip no life