Papuas, dzięki za "wsparcie" w kwestii architektonicznych dziwactw stawianych "na siłę" w staromiejskim otoczeniu:) ; niech sobie i będą- bo to zawsze nowy look na architekturę, ale gdzieś w oddaleniu od zabytkowej zabudowy:))
noooo, średniowiecze to był istny koszmar dla niezamężnych i samotnych kobiet! w zasadzie to nawet do końca XIX wieku - kobitki łatwo nie miały; ale dzięki takim Beginażom- przynajmniej miały jakiś wybór (jeśli nie klasztor) a u nas beginaży nie było , więc jeśli nie pochodziły z zamożniejszych rodzin, które by je przygarnęły pozostawała ciężka harówa - w polu, jako praczki, pomywaczki, służki, itd, jeśli miały szczęście mieć taką pracę, bo w innych przypadkach to już .... albo ulica albo klasztor!
Nel, zarówno Antwerpia jak i Gandawa - oba miasta są zdecydowanie "warte grzechu" sporo tam jednak nie widziałam.... (o czym dowiedziałam się dopiero po dokładnym przeczytaniu przewodnika) ale i nawet to niewiele, co udało mi się tam zobaczyć - zachwyciło i przynajmniej chwilowo zaspokoiło mój ciekawski apetyt podróżniczy:)
dosłownie jeszcze tydzień wcześniej ta łączka tutaj tonęła we wczesno wiosennych kwiatach...; rosną tu bowiem liczne krokusikiżonkilki i narcyze, które normalnie o tej porze roku są w pełni swej urody! ; niestety w tym roku zrobiło się tam za gorąco i bardzo szybko przekwitły , tak jak i tulipany w Keukenhof, które ponoć padły w kilka dni po naszej wizycie ; no ale kwietniowych upałów do 30C w ciągu dnia to nawet holenderskie tulipany się nie spodziewały....
obok - zabytkowy już Dom Matki Przełożonej
na terenie tego Beginażu znajduje się skromny i dość prosty w formie kościół; To kościół św. Elżbiety , wzniesiony w 1584 roku, jednak w początku XVIII stulecia dość mocno przebudowany
jeszcze słowko o Beginażach w ogóle;
Największy ich rozkwit nastąpił w XIV wieku. Najbardziej znane które liczyły nieraz tysiące członków, to Mechlin, powstały w 1207roku , Bruksela (1245), Leuven (ok. 1232), Antwerpia (1234), Brugia (1244), i kolejne Lier, Kortrijk, Gandawa, Amsterdam (słynny Begijnhof); brugijski Beginaż został założony w 1245 roku przez księżną Flandrii Małgorzatę Konstantynopolską, córkę księcia Baldwina, który podbił Istambuł; W następnych wiekach zgromadzenia Beginek zostawały w większości rozwiązywane w ramach ruchów reformacji.; niestety jak to w dziejach historii - kościołowi "zawadzały" nico te wspólnoty ; zostały ostatecznie uznane przez Kościół katolicki za heretyckie! ; w 1311 roku papież Klemens V oskarżył nawet ruch beginek o rozprzestrzenianie herezji...;
ech ten Kler... od średniowiecza zawsze mącił.
opuszczamy już zabudowania Beginażu i dalej pieszo udajemy się w stronę staromiejskiej części Brugii, oglądając to co po drodze....
hej, Lasuchy, jesteście? - jest tu coś dla Was
jak w całej Belgii - i tutaj w Brugii panuje istne czekoladowe szaleństwo:)) ; ale o czekoladzie napiszę Wam więcej jak dojdziemy do Brukseli...
...ha,ha,ha "rozmontowała mnie"alternatywa: "ulica albo klasztor" ; ))))))))))
hi hi, ano sacrum i profanum od wieków już lubią "chadzać w duecie"
ale taka prawda... baba w tamtych czasach bez męża - to była dla jej losu prawdziwa katasfrofa (chyba że miała męskiego opiekuna w rodzinie (ojciec , brat, syn - ale Ci musieli być raczej zamożni, by utrzymać do końca żywota taką samotnicę) a nie każdy był bogatym rycerzem czy szlachciem:) więcej było chłopów i innych nędzników...którzy nie mieli często ani kęsa w gębie przez cały dzień; zatem wiec gdy familja nie miała dukatów - los takiej biedaczce stawiał najczęsciej tylko te dwa warianty:
albo nierządnica albo zakonnica:)))))))))) jakkolwiek to brzmi
ale dzisiaj zaserwuję Wam taki mały męsko-damski przerywnik od zwiedzania, ale bardzo belgijski
będzie o piwie i koronkach ....
każdy kto był w Brugii - z pewnością rozpozna w mig ten charakterystyczny półksiężyc - tutaj w formie uroczego szyldu
to znany brugijski Browar De Halve Maan, którego nazwę w możemy tłumaczyć właśnie jako "Półksiężyc";
położony jest w samiutkim centrum starego miasta Brugii; wejście ozdobione jest złotym półksiężycem,a wokół kłębi się tutaj tłum turystów - a raczej amatorów piwoszy
Pierwsze zapiski o tym browarze pochodzą z XVI wieku, a od XIX wieku do dziś jest on w rękach rodziny Maes;
wszyscy wiedzą, że charakterystycznym produktem dla Brugii i w ogóle dla całej Belgii - jest piwo
i to takie naturalne, bez żadnej chemii, warzone w okolicznych browarach według tradycyjnych domowych receptur; Piwosze (ale nie tylko) pewnie chętnie odwiedzą Muzeum Piwa, w którym można degustować poszczególne gatunki tegoż trunku
niesamowity gwar w browarze i przy Muzeum Piwa, ale niestety na to muzeum najzwyczajniej w świecie zabrakło tu czasu; no ja do koneserów piwa raczej nie należę..., jednak takie piwne muzeum chętnie bym odwiedziła, no szkoda... ale nie tym razem
jednak będąc w Brugii doprawdy nie sposób tutaj nie otrzeć się o piwne zakamarki:)
nawet gdybyśmy bardzo nie chcieli - to o piwo "otrzemy" się tu na pewno:)
jest tu nawet cała Piwna ulica - phi, też mi znowu wielkie halo! w Warszawie też jest Piwna:) choć bez takiej ilości piwa jak tutaj:)
a tam - cały piwny sektor!
na tej uliczce wszystko kręci sie wokół piwa i licznych piwiarni
he he, jest nawet skuterek w typie starej vespy cały w piwnych etykietach
na ścianach barów piwnych - stosowne sentencje:))) - słowa znanych ....
mnie najbardziej rozbawiła ta "piwna kroplówka"
Bruksela ma swojego Manneken Pis, a Brugia - miasto piwoszy ma nawet Manneken Bier
a w ramach zwiedzania Brugii i próbowania lokalnych smaczków należy jeszcze koniecznie przysiąść gdzieś w jednej z licznych knajpek i koniecznie spróbować sztandarowego lokalnego piwa: Brugse Zot - w wersji niefiltrowanej i niepasteryzowanej, która jest dostępna tylko tu w Brugii;
piwo to wg znawców i smakoszy jest ponoć jedyne w swoim rodzaju - doskonale, lekkie, smaczne i aromatyczne - nawet dla takiej "nie piwoszki" jak ja ale mnie tam jak jest gorąco - to smakuje każde:)
a potem po tym piwku "prześladują nas " tu upadłe Anioły"
to po piwnym przerywniku - jeszcze słowo o brugijskich koronkach ...
na początku relacji już wspominałam, że Brugia słynie z koronek wyrabianych tradycyjną klockową metodą;
z belgijskich koronek słynie w ogóle cała Belgia, ale szczególnie tu w Brugii - jest to mocno zaakcentowane; latem – przy odrobinie szczęścia – można spotkać tu na ulicy koronczarki pogrążone w swej misternej pracy, szczegółnie przy Kantcentrumm które słynie w Brugii z pokazów sztuki koronkarskiej
tutejsze koronki to tradycyjne belgijskie koronki - głównie klockowe, które rozwijały się w Brugii od XVI wieku, stając się częścią narodowej sztuki Flandrii
Koronki wyrabiane metodą klockową to szlachetna i niezwykle misterna technika tworzenia ażurowych wyrobów koronkowych , w której nici nawinięte na drewniane podłużne klocki są przeplatane na specjalnej "poduszce" z umieszczonym wzorem, przypominając pracę na krośnie. Technika ta, znana od XVI wieku i prawdopodobnie pochodząca z Flandrii, pozwala uzyskać delikatne, ornamentowe wzory, a główne materiały wykorzystywane do jej tworzenia ; materiałem są głównie nici lniane, bawełniane i jedwabne ;
Chociaż słynne brugijskie koronki były pierwotnie wykonywane techniką klockową, współcześnie termin ten bywa używany w odniesieniu do szydełkowych i maszynowych imitacji, które są znacznie tańsze i szybsze w produkcji, zachowując jednocześnie efektowny wygląd oryginału.
można tu nawet napić się kawki z "jadalną koronką" z cukru:) jako takie cukrowe serwetki kawowe - oczywiście serwowane w "koronkowych" knajpkach:) ;
ja generalnie lubię koronki, i czasami kupuje takie jakieś małe i zwożę do domu z wyjazdów; mam juz jedną z Cypru, z Krety i pewnie skąds jeszcze.... ale ich nie używam tak "użytkowo" :); tylko wstawiam w małe ramki , jak tą z Krety np:
no i z Brugii nie mogłam wyjechać przecież bez brugijskiej koronki
ale choć ta jest naprawde z cieniutkich, bardzo delikatnych nici i ładnie wykonana - to jednak za 15 E nie jest to z pewnością wyrób ręczny:)) , ale na pamiątkę może być:) ; tylko jeszcze nie mam dla niej stosownej ramki...
to po piwno-koronkowym przerywniku - dalej pokażę wam kolejne cuda zabytkowej Brugii...
hej Nel, miałaś na myśli chyba Brugię? czy jednak Gandawę? ; taaaa... te "filmowe tropy" to w turystyce XXI wieku - całkiem nowy i coraz bardziej popularny trend:)
*******
Brugia to też sieć niezwykle malowniczych kanałów... miasto leży bowiem nad rzeką Reie;
wprawdzie ta jest niewielka ale nazwa brugijskich kanałów (Bruges' reien) pochodzi właśnie od tej małej rzeczki, która przez wieki przyczyniała się tu do rozwoju handlu i dobrobytu miasta dzięki połączeniu z morzem; w obecnych czasach Brugię łączy z morzem kanał portowy w Zeebrugge, ale historycznie to własnie rzeka Reie była głównym połączeniem wodnym tego miasta
niektóre kanały są tu niezwykle malownicze, a pływanie po nich turystycznymi łódkami to nieomalże obowiązkowy punkt wizyty w tym mieście...
uroczy zakątek...
już samo spacerowanie wśród zabudowań Brugii po tych uliczkach i kameralnych placykach samo w sobie jest bardzo przyjemną atrakcją
Romantyczny Most św. Bonifacego mimo że wygląda na wiekowy, jest jednym z najmłodszych mostów w Brugii, gdyż powstał na początku XX wieku; został jednak zbudowany w taki sposób, aby swoim wyglądem pasować do istniejącego, średniowiecznego otoczenia, co zdecydowanie się tu udało.
Most jest raczej mały, w zasadzie to mosteczek ; wykonany został z cegły i kamienia. Cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów, którzy uwielbiają cykać sobie focie na jego tle ; często jest wykorzystywany przez młode pary jako foto plener przy sesjach ślubnych;
Nie wiem, które miasto w Belgii podobało Ci się najbardziej. Ja miałem okazję zobaczyć Brukselę, Antwerpię, Gandawę, Hoeilaart, Waterloo i Brugię i najbardziej do serca przypadła mi ta ostatnia...
Nel, nie, to fotki robione z mostków uroczego zakątka, tzw. Hof Arents;
Achernar, tak naprawdę to ja sama nie wiem które z odwiedzonych miast w Belgii podobało mi się najbardziej:):))))) wszystkie miały to "coś", a czego nie było w jednym - to było w innym
**********
fotki cykane ze spaceru po zakątkach Hof Arents
spacer po Hof Arents to głównie urocze drewniane domki nad kanałem, i wspomniany malowniczy mostek na kanale - St. Bonifaciusburg, który często pojawia się na zdjęciach w przewodnikach; jest to naprawdę urocze miejsce, gdzie można znaleźć chwilowy odpoczynek z dala od brugijskiego zgiełku , no moze oprócz samego tego mostku, na którym wszyscy się kłebią:)))
a tu ten "słynny mostek" Bonifacego
w pobliżu znajduje się znane i ponoć wspaniałe muzeum Gruuthuse.; w jego pięknych XV-wiecznych wspaniałych wnętrzach z epoki, zgromadzono imponującą kolekcję flamandzkiej sztuki użytkowej i dekoracyjnej.,, a prawdziwą perełką muzeum jest wykonana z dębowych płyt, ponad pięćsetletnia kaplica; niestety nie mieliśmy aż tyle czasu w Brugii by to zobaczyć; tylko przeszliśmy obok...
Papuas, dzięki za "wsparcie" w kwestii architektonicznych dziwactw stawianych "na siłę" w staromiejskim otoczeniu:) ; niech sobie i będą- bo to zawsze nowy look na architekturę, ale gdzieś w oddaleniu od zabytkowej zabudowy:))
noooo, średniowiecze to był istny koszmar dla niezamężnych i samotnych kobiet! w zasadzie to nawet do końca XIX wieku - kobitki łatwo nie miały; ale dzięki takim Beginażom- przynajmniej miały jakiś wybór (jeśli nie klasztor) a u nas beginaży nie było
, więc jeśli nie pochodziły z zamożniejszych rodzin, które by je przygarnęły pozostawała ciężka harówa - w polu, jako praczki, pomywaczki, służki, itd, jeśli miały szczęście mieć taką pracę, bo w innych przypadkach to już .... albo ulica albo klasztor! 
Nel, zarówno Antwerpia jak i Gandawa - oba miasta są zdecydowanie "warte grzechu"
sporo tam jednak nie widziałam.... (o czym dowiedziałam się dopiero po dokładnym przeczytaniu przewodnika) ale i nawet to niewiele, co udało mi się tam zobaczyć - zachwyciło i przynajmniej chwilowo zaspokoiło mój ciekawski apetyt podróżniczy:)
Piea
tutaj widok na domy brugijskiego Beginażu ;
dosłownie jeszcze tydzień wcześniej ta łączka tutaj tonęła we wczesno wiosennych kwiatach...; rosną tu bowiem liczne krokusikiżonkilki i narcyze, które normalnie o tej porze roku są w pełni swej urody! ; niestety w tym roku zrobiło się tam za gorąco i bardzo szybko przekwitły
, tak jak i tulipany w Keukenhof, które ponoć padły w kilka dni po naszej wizycie ; no ale kwietniowych upałów do 30C w ciągu dnia to nawet holenderskie tulipany się nie spodziewały....
obok - zabytkowy już Dom Matki Przełożonej
na terenie tego Beginażu znajduje się skromny i dość prosty w formie kościół; To kościół św. Elżbiety , wzniesiony w 1584 roku, jednak w początku XVIII stulecia dość mocno przebudowany
jeszcze słowko o Beginażach w ogóle;
Największy ich rozkwit nastąpił w XIV wieku. Najbardziej znane które liczyły nieraz tysiące członków, to Mechlin, powstały w 1207roku , Bruksela (1245), Leuven (ok. 1232), Antwerpia (1234), Brugia (1244), i kolejne Lier, Kortrijk, Gandawa, Amsterdam (słynny Begijnhof);
brugijski Beginaż został założony w 1245 roku przez księżną Flandrii Małgorzatę Konstantynopolską, córkę księcia Baldwina, który podbił Istambuł;
W następnych wiekach zgromadzenia Beginek zostawały w większości rozwiązywane w ramach ruchów reformacji.; niestety jak to w dziejach historii - kościołowi "zawadzały" nico te wspólnoty ; zostały ostatecznie uznane przez Kościół katolicki za heretyckie! ; w 1311 roku papież Klemens V oskarżył nawet ruch beginek o rozprzestrzenianie herezji...;
ech ten Kler... od średniowiecza zawsze mącił.
opuszczamy już zabudowania Beginażu i dalej pieszo udajemy się w stronę staromiejskiej części Brugii, oglądając to co po drodze....
hej, Lasuchy, jesteście? - jest tu coś dla Was
jak w całej Belgii - i tutaj w Brugii panuje istne czekoladowe szaleństwo:)) ; ale o czekoladzie napiszę Wam więcej jak dojdziemy do Brukseli...
Piea
...ha,ha,ha "rozmontowała mnie"alternatywa: "ulica albo klasztor" ; ))))))))))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
hi hi, ano sacrum i profanum od wieków już lubią "chadzać w duecie"
ale taka prawda... baba w tamtych czasach bez męża - to była dla jej losu prawdziwa katasfrofa (chyba że miała męskiego opiekuna w rodzinie (ojciec , brat, syn - ale Ci musieli być raczej zamożni, by utrzymać do końca żywota taką samotnicę) a nie każdy był bogatym rycerzem czy szlachciem:) więcej było chłopów i innych nędzników...którzy nie mieli często ani kęsa w gębie przez cały dzień; zatem wiec gdy familja nie miała dukatów - los takiej biedaczce stawiał najczęsciej tylko te dwa warianty:
albo nierządnica albo zakonnica:)))))))))) jakkolwiek to brzmi
Piea
to dalsze kroki po Brugii...
ale dzisiaj zaserwuję Wam taki mały męsko-damski przerywnik od zwiedzania, ale bardzo belgijski
będzie o piwie i koronkach ....
każdy kto był w Brugii - z pewnością rozpozna w mig ten charakterystyczny półksiężyc - tutaj w formie uroczego szyldu
to znany brugijski Browar De Halve Maan, którego nazwę w możemy tłumaczyć właśnie jako "Półksiężyc";
położony jest w samiutkim centrum starego miasta Brugii; wejście ozdobione jest złotym półksiężycem,a wokół kłębi się tutaj tłum turystów - a raczej amatorów piwoszy
Pierwsze zapiski o tym browarze pochodzą z XVI wieku, a od XIX wieku do dziś jest on w rękach rodziny Maes;
wszyscy wiedzą, że charakterystycznym produktem dla Brugii i w ogóle dla całej Belgii - jest piwo
i to takie naturalne, bez żadnej chemii, warzone w okolicznych browarach według tradycyjnych domowych receptur; Piwosze (ale nie tylko) pewnie chętnie odwiedzą Muzeum Piwa, w którym można degustować poszczególne gatunki tegoż trunku
niesamowity gwar w browarze i przy Muzeum Piwa, ale niestety na to muzeum najzwyczajniej w świecie zabrakło tu czasu; no ja do koneserów piwa raczej nie należę..., jednak takie piwne muzeum chętnie bym odwiedziła, no szkoda... ale nie tym razem
jednak będąc w Brugii doprawdy nie sposób tutaj nie otrzeć się o piwne zakamarki:)
nawet gdybyśmy bardzo nie chcieli - to o piwo "otrzemy" się tu na pewno:)
jest tu nawet cała Piwna ulica
- phi, też mi znowu wielkie halo!
w Warszawie też jest Piwna:) choć bez takiej ilości piwa jak tutaj:)
a tam - cały piwny sektor!
na tej uliczce wszystko kręci sie wokół piwa i licznych piwiarni
he he, jest nawet skuterek w typie starej vespy cały w piwnych etykietach
na ścianach barów piwnych - stosowne sentencje:))) - słowa znanych ....
mnie najbardziej rozbawiła ta "piwna kroplówka"
Bruksela ma swojego Manneken Pis, a Brugia - miasto piwoszy ma nawet Manneken Bier
a w ramach zwiedzania Brugii i próbowania lokalnych smaczków należy jeszcze koniecznie przysiąść gdzieś w jednej z licznych knajpek i koniecznie spróbować sztandarowego lokalnego piwa: Brugse Zot - w wersji niefiltrowanej i niepasteryzowanej, która jest dostępna tylko tu w Brugii;
piwo to wg znawców i smakoszy jest ponoć jedyne w swoim rodzaju - doskonale, lekkie, smaczne i aromatyczne - nawet dla takiej "nie piwoszki" jak ja
ale mnie tam jak jest gorąco - to smakuje każde:)
a potem po tym piwku "prześladują nas " tu upadłe Anioły"
to po piwnym przerywniku - jeszcze słowo o brugijskich koronkach ...
na początku relacji już wspominałam, że Brugia słynie z koronek wyrabianych tradycyjną klockową metodą;
z belgijskich koronek słynie w ogóle cała Belgia, ale szczególnie tu w Brugii - jest to mocno zaakcentowane; latem – przy odrobinie szczęścia – można spotkać tu na ulicy koronczarki pogrążone w swej misternej pracy, szczegółnie przy Kantcentrumm które słynie w Brugii z pokazów sztuki koronkarskiej
tutejsze koronki to tradycyjne belgijskie koronki - głównie klockowe, które rozwijały się w Brugii od XVI wieku, stając się częścią narodowej sztuki Flandrii
Koronki wyrabiane metodą klockową to szlachetna i niezwykle misterna technika tworzenia ażurowych wyrobów koronkowych , w której nici nawinięte na drewniane podłużne klocki są przeplatane na specjalnej "poduszce" z umieszczonym wzorem, przypominając pracę na krośnie. Technika ta, znana od XVI wieku i prawdopodobnie pochodząca z Flandrii, pozwala uzyskać delikatne, ornamentowe wzory, a główne materiały wykorzystywane do jej tworzenia ; materiałem są głównie nici lniane, bawełniane i jedwabne ;
Chociaż słynne brugijskie koronki były pierwotnie wykonywane techniką klockową, współcześnie termin ten bywa używany w odniesieniu do szydełkowych i maszynowych imitacji, które są znacznie tańsze i szybsze w produkcji, zachowując jednocześnie efektowny wygląd oryginału.
można tu nawet napić się kawki z "jadalną koronką" z cukru:) jako takie cukrowe serwetki kawowe - oczywiście serwowane w "koronkowych" knajpkach:) ;
ja generalnie lubię koronki, i czasami kupuje takie jakieś małe i zwożę do domu z wyjazdów; mam juz jedną z Cypru, z Krety i pewnie skąds jeszcze.... ale ich nie używam tak "użytkowo" :); tylko wstawiam w małe ramki , jak tą z Krety np:
no i z Brugii nie mogłam wyjechać przecież bez brugijskiej koronki
ale choć ta jest naprawde z cieniutkich, bardzo delikatnych nici i ładnie wykonana - to jednak za 15 E nie jest to z pewnością wyrób ręczny:)) , ale na pamiątkę może być:) ; tylko jeszcze nie mam dla niej stosownej ramki...
to po piwno-koronkowym przerywniku - dalej pokażę wam kolejne cuda zabytkowej Brugii...
ale to już wieczorkiem może, albo jutro
Piea
Gandawa zachwyca. A swoją drogą niesamowite jest, jaką reklamę danego miejsca potrafią zrobić filmy.
Ja też będąc w Nowej Zelandii skusiłam się na odwiedzenie Hobbitonu ha ha
No trip no life
hej Nel, miałaś na myśli chyba Brugię?
czy jednak Gandawę?
; taaaa... te "filmowe tropy" to w turystyce XXI wieku - całkiem nowy i coraz bardziej popularny trend:)
*******
Brugia to też sieć niezwykle malowniczych kanałów... miasto leży bowiem nad rzeką Reie;
wprawdzie ta jest niewielka ale nazwa brugijskich kanałów (Bruges' reien) pochodzi właśnie od tej małej rzeczki, która przez wieki przyczyniała się tu do rozwoju handlu i dobrobytu miasta dzięki połączeniu z morzem; w obecnych czasach Brugię łączy z morzem kanał portowy w Zeebrugge, ale historycznie to własnie rzeka Reie była głównym połączeniem wodnym tego miasta
niektóre kanały są tu niezwykle malownicze, a pływanie po nich turystycznymi łódkami to nieomalże obowiązkowy punkt wizyty w tym mieście...
uroczy zakątek...
już samo spacerowanie wśród zabudowań Brugii po tych uliczkach i kameralnych placykach samo w sobie jest bardzo przyjemną atrakcją
Romantyczny Most św. Bonifacego mimo że wygląda na wiekowy, jest jednym z najmłodszych mostów w Brugii, gdyż powstał na początku XX wieku; został jednak zbudowany w taki sposób, aby swoim wyglądem pasować do istniejącego, średniowiecznego otoczenia, co zdecydowanie się tu udało.
Most jest raczej mały, w zasadzie to mosteczek ; wykonany został z cegły i kamienia. Cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów, którzy uwielbiają cykać sobie focie na jego tle ; często jest wykorzystywany przez młode pary jako foto plener przy sesjach ślubnych;
Piea
Oczywiście miałam na myśli Brugię ha ha .
Mosteczek pięknie pasuje do otoczenia. Szkoda ,że unas rzadko to wychodzi
Czy te pierwsze fotki to właśnie z rejsu po Brugii ?
No trip no life
Nie wiem, które miasto w Belgii podobało Ci się najbardziej. Ja miałem okazję zobaczyć Brukselę, Antwerpię, Gandawę, Hoeilaart, Waterloo i Brugię i najbardziej do serca przypadła mi ta ostatnia...
Nel, nie, to fotki robione z mostków uroczego zakątka, tzw. Hof Arents;
Achernar, tak naprawdę to ja sama nie wiem które z odwiedzonych miast w Belgii podobało mi się najbardziej:):))))) wszystkie miały to "coś", a czego nie było w jednym - to było w innym
**********
fotki cykane ze spaceru po zakątkach Hof Arents
spacer po Hof Arents to głównie urocze drewniane domki nad kanałem, i wspomniany malowniczy mostek na kanale - St. Bonifaciusburg, który często pojawia się na zdjęciach w przewodnikach; jest to naprawdę urocze miejsce, gdzie można znaleźć chwilowy odpoczynek z dala od brugijskiego zgiełku , no moze oprócz samego tego mostku, na którym wszyscy się kłebią:)))
a tu ten "słynny mostek" Bonifacego
w pobliżu znajduje się znane i ponoć wspaniałe muzeum Gruuthuse.; w jego pięknych XV-wiecznych wspaniałych wnętrzach z epoki, zgromadzono imponującą kolekcję flamandzkiej sztuki użytkowej i dekoracyjnej.,, a prawdziwą perełką muzeum jest wykonana z dębowych płyt, ponad pięćsetletnia kaplica; niestety nie mieliśmy aż tyle czasu w Brugii by to zobaczyć; tylko przeszliśmy obok...
Piea