Tak sobie myśle, w wielu krajach byłam, a teraz jak czytam twoją Belgię czy poprzednio Holandię to widzę jak mnóstwo faktów , czy miejsc zupełnie nie znam . A to niby tak blisko nas
Nel, pewnie że o wielu faktach nie wiemy, nawet gdy gdzieś jesteśmy, zwiedzamy, oglądamy, słuchamy przewodnika, to i tak nie jesteśmy w stanie przyswoić wszystkiego...
********
to dalej zanurzamy sie w brukselskie uliczki...
Poechenellekelder - na tej kamieniczce wiszą … rowery, a właściwie to cała masa korowych jednośladów:)) Ot taki zamysł artystyczny przyciagający wzrok ...
taka muszelka w bruku informuje nas, że znajdujemy się na jakubowym szlaku...
przy niewielkim placyku Place de la Vieille Halle aux Blés zatrzymujemy się przy pomniku ulicznym przedstawiający belgijskiego piosenkarza Jacques'a Brela; pilotka sporo nam o nim opowiada; Pomnik odsłonięto w 2017 roku; figura przedstawia Brela śpiewającego przed mikrofonem, który z pasją rozkłada ramiona ; był bardzo znanym belgijskim piosenkarzem, autorem tekstów piosenek, aktorem i reżyserem, który komponował i wykonywał piosenki, które zyskały rzeszę oddanych fanów, uwielbiany był zwłaszcza przez kobiety (ponoć , oprócz śpiewania słynął też z urody jako prawdziwy przystojniak:)) , choć jego wizerunek na pomniku kompletnie tego nie oddaje (nieudany ten pomnik:))
Znany był ze swych tekstów, pełnych pasji, a nawet humorystycznych furii; Nacjonaliści, urażeni stosunkiem Brela do narodowych przywar Flamandów, zabronili mu występów w wielu miastach rodzinnego kraju;
zmarł młodo (w wieku 49 lat na raka płuc); pochowany jest na tej samej wyspie w Polinezji Francuskiej, co paul Gauguin;
Dziś uważany jest e Belgii za mistrza współczesnej chanson ( Brel jest trzecim najlepiej sprzedającym się (płyty) belgijskim artystą wszech czasów.
spacerkiem dalej...
na słynne belgijskie gofry pójdziemy jeszcze później:))
dalej , meandrując brukselskimi uliczkami idziemy do kolejnego pomniczka -"przyciągaczka"
może nie wszyscy wiedzą, ale W Brukseli, oprócz słynnego Manneken Pis (siusiającego chłopczyka), znajduje się także jego żeński odpowiednik – Jeanneke Pis – czyli "sikająca dziewczynka":))
a stosowne "drogowskazy" nie pozwolą Wam ominąć tego miejsca:)) ;
naprawdę trudno jej nie znaleźć
Jeanneke Pis ma jednak zupełnie inną historię swoich losów; nie ma tu bowiem żadnej legendy, bo do jej powstania potrzeba dziesięcioleci, albo i wieków, Dziewczynka jest sporoo młodsza od chłopca, bo pojawiła się w mieście raptem 38 lat temu w roku 1987;
właściciele knajpek, pubów piwnych i restauracji znajdujących się w pobliżu ulicy Beenhouwersstraat aby przyciagnąć większą ilość klientów i zwrócić uwagę turystów wpadli na "genialny" pomysł i postanowili stworzyc taki "feministyczny odpowiednik" dla słynnego sikajacego malca:)
niektórzy widzą w tym pomniczku symbol równości płci, ale prawda jest taka, że to tylko kolejny "przyciagacz" który miał za zadanie przyciągnąć turystów do tej części miasta i to i jak widać po okolicy- znakomicie im się to udało, bo tutejsze knajpki doprawdy pękały w szwach
dziewczynka oczywiście również wyposażona jest w ubranko; ale chyba nie ma tu czegoś takiego jak pobliski "Garderobe Manneken Pis" ? a może gdzieś jest, ale nie znalazłysmy ... (ale i nie szukałyśmy wcale)
he he, a jak juz jesteśmy przy sikaniu, to Belgowie poszli jeszcze o krok dalej:) i wymyślili sobie - Zinneke Pis, czyli małą figurkę uliczną sikającego psa ;
nie wiem jaka była idea jego powstania, ale ponoć ten naturalnej wielkości kundelek ma symbolizować wszechobecną tu wielokulturowość miasta, bo wszelkiego multi-kulti Ci tu naddostatek! :):)))))
Kundelek ten jest obecny na ulicach Brukseli od 1999 roku;
ale SIKAJĄCEGO KOTA już tu nie znalazłam:)):) kto wie? czy ktoś w kolejnym roku odwiedzjąc Brukselę nie natknie się tu na jakiegoś mruczka z sikającego z fontanny:))
to po brukselskich "sikaczach":) dalej spacerkiem po stolicy....
Brukselska Giełda Papierów Wartościowych (Le Bourse) - to dość okazały, eklektyczny budynek zbudowany w latach 1868–1873 ; na tarasie górnym znajduje się tutaj polecany piwny ogródek; jednak budynek giełdy nie jest zbyt wysoki więc dla samych spodziewanych widoków raczej nie nalezy oczekiwać tam view na całą Brukselę:)
w budynku La Bourse podobno miała powstać Światynia Piwa" - miejsce gdzie oprócz muzeum poswięcone chmielowemu trunkowi, miało się odbywać odkrywanie tego rodzimego, lokalnego trunku, ale póki co oprócz baru z widokiem na dachu są tu tylko sklepiki, jakas galeria i biura; urządza sie tu równiez rózne wystawy cykliczne;
nieopodal Giełdy stoi dość niepozorny (architektonicznie) kosciół ; tzn jest spory, ale ze skromną, nie rzucającą się w oczy frontową elewacją;l
jednakże to ważna światynia w Brukseli
to katolicki Kościół św. Mikołaja -Sint-Niklaaskerk (tego z Bari); nie ma jakiejś specjalnie urodziwej tej fasady, ale to obiekt założony około 1125 roku, jest jednym z czterech pierwszych kościołów w Brukseli i najlepiej zachowanym ; jednakże większa część jego obecnego wyglądu to wynik niedawnej przebudowy (w 1 poł XX wieku)
tego kościoła w programie wycieczki nie zwiedzaliśmy,; to wizyta w naszym czasie wolnym...
zaraz przy wejściu widoczna jest w ścianie kula armatnia z bombardowania Brukseli;
W roku 1695 ostrzał, prowadzony przez wojska francuskie, spowodował wielkie zniszczenia, dewastując kościół , podobnie jak dużą część budynków przy Rynku Głównym. W roku 1714 ponownie zawaliła się wieża kościoła, której nigdy już nie odbudowano;
byłysmy tu kilka dni po śmierci papieża Franciszka, więc przy bocznej nawie takie miejsce pamięci...
ładna ambona
istotnym (chyba najciekawszym) elementem tej świątyni jest piękny relikwiarz, w którym spoczywają relikwie 19 kapłanów i zakonników, którzy zostali zamordowani przez protestantów z nienawiści do wiary katolickiej w dniu 9 lipca 1572 r
w holenderskim mieście Brielle protestanccy kalwiniści powiesili wspomnianych 19 duchownych katolickich podczas holenderskiego powstania przeciwko Hiszpanom ; są znani jako Męczennicy z Gorkum, od nazwy miasta, do którego pierwotnie pochodzili;
wychodzimy a przy wyjściu stoi spora "szopka miejska" przedstawiająca tutejsze życie z poprzedniej epoki ; jest dość pokaźnych rozmiarów; zajmuję całą słusznej wielkości ścianę kościelną
na makiecie widać owy kosciół i rzekę, której dziś juz tu nie ma ;
Bruksela leżała kiedyś nad rzeką Senne i chociaż rzeka ta nadal przepływa przez miasto, to jednak tu w w centrum jest już schowana pod ziemią, ponieważ została częściowo zasypana i skierowana do podziemnych kanałów na przełomie wieków XIX/XX ;
do bocznej fasady tego kościoła "przykleiły się" małe. urocze kamieniczki
tutaj uroczy domek „De Goude Huyve”
gęba wprawdzie zadowolona ze zwiedzania, ale głód nas nieco już ciśnie... zatem idziemy na jedzonko....
a knajpy wokół kuszą zapachami i zapraszają na lokalne specjalności ....
mamy sporą przerwe lunchową wiec idziemy w poszukiwaniu jakiegoś jedzonka:) a w zasadzie to już obiadokolacji , bo jest już dość późne popołudnie, postanawiamy więc najeść się tu do syta, żeby potem po przyjeździe do hotelu nie szukać już knajp w okolicy i nie jeść zbyt późno
a z "szukaniem" knajp nie ma tu najmniejszego problemu; są tu w zasadzie jedna obok drugiej
no to gdzie by tu przysiąść??? ...
he he ja się rozglądam w poszukiwaniu jakiejś klimatycznej miejscówki .. a kumpela ukradkowe fotki mi cyka
znajdujemy w końcu dość "zaciszne" miejsce w bocznej uliczce z dala od rynku i postanawiamy skosztować lokalnych specjałów:)
najpierw zamawiamy belgijską zupę Waterzooi (generalnie pod tą nazwą kryje się bardziej znana zupa rybna ), ale w karcie mają tylko wersję z kurczaka (pod ta samą nazwą); zupa blendowana jest w całości jako krem; bardzo dobra, choć grom wie co tam zblendowali?
jako przystawkę serwujemy sobie małże-mule; tutaj w Brukseli to bardzo popularne danie ; były pyszne, świezutkie i świetnie przyrządzone
szukając w karcie dania głównego, pytamy czy w zestawie są jakieś warzywka? - nie ma ; tutaj zieleninę zamawia się osobno
zatem bierzemy sałatkę Cesar (spora porcja, więc jedna na spółkę) i zamawiamy tutejszy gulasz wołowy;
to takie popularne clou w belgijskiej kuchni - czyli Carbonade flamande - duszone w ciemnym piwie i zagęszczane sosem... piernikowym!:)
porcje nie są duże, ale sycące, a pachnie to obłędnie korzennymi przyprawami i piwem; miesko jest mięciutkie i rozpływa sie w ustach, smakuje też wyśmienicie:) do tego oczywiście tutejsze belgijskie frytki (jeśli wierzyć kelnerowi- smażone na gęsim smalcu) ; faktycznie były inne, bardzo chrupiące ; obie uwielbiamy odkrywać lokalne smaki... a na wyjazdach jest sporo ku temu róznych okazji:)
na koniec jeszcze obowiązkowo węglowodany dla lepszego trawienia:) pod postacią tutejszych gofrów
no i uffff... zdecydowanie przesadziłyśmy tu z tym "żarciem" :):)))) bo ledwo się wytoczyłyśmy stamtąd ; ale to poza śniadaniem było jedyne nasze jedzonko tego dnia, więc jak same sobie to wytłumaczyłyśmy to jakoś lżej nam sie zrobiło na duszy (i żołądkach he he:))
wychodzimy jeszcze na zewnątrz do ogródka popić to obżarstwo
ale na tym się jeszcze nie skończyło...
kumpela zauważa, że przed knajpą reklamują się tu z deską różnych lokalnych piwek :), które oczywiście focę (te atrapy:))
no to co? - mamy jeszcze trochę czasu wolnego do zbiórki..... , to zamawiamy sobie taką "deseczkę" po 3 mini kufelki dla każdej:):)):))))
i po tym obżarstwie i "obchlajstwie" wracamy na rynek na zbiórkę i dalej z pilotką i grupą kontynuujemy dalszy spacer po Brukseli....
pomimo, że nic nie piszę, to jednak czytam na bieżąco, a teraz taki grupowy wpis o ile o siusiającym chłopczyku każdy wie, to o dziewczynce nie wiedziałem, a tym bardziej o kundelku bezwieżowy kościół ciekawy relikwiarz - niewątpliwie dzieło sztuki, a i szopka ze scenami dawnego życia ciekawa tak czasem, nie wiem gdzie ty to wszystko mieścisz, te posiłki od przystawki po desery no i jeszcze cała deska piw przecie wyglądasz normalnie, to albo tasiemiec, albo wyjątkowa przemiana materii potwierdzę - carbonade flamande warte spróbowania jadłem na północy Francji
Papuas, hehe.. "normalnie" to ja juz dawno nie wyglądam niestety:) ale tasiemca u mnie nie odnotowano:) tu i ówdzie mam zdecydowanie za dużo... , ale przecież nie przez ten brukselski lunch:))))
jak się tak na spokojnie zastanowić, to wcale nie było to jakieś mega obfite żarcie, choć mogło tak wyglądać:))))), bo:
- kokilka do zupy wielkosci filiżanki od cappucino:)
- małże - to tylko wygląda na cały talerz, a to same skorupy a jedzonka garstka jak na lekarstwo..:)))
- sałatka - to tu porcja była stosowna, ale to 95% sama zielenina:))
- danie główne naprawdę nie było ogromniaste: słuszna garść frytek i kilka (dosłownie) kawałeczków wołowiny
- z tego wszystkiego najbardziej zgubny w kalorie był ten deser:)
ale podsumowując - wcale nie wyszłam stamtąd jakaś przejedzona:) było tak akurat , choć przesadziłyśmy z tym w sensie, że rachunek wyszedł nam ciut za spory od spodziewanego
*****************
to dalej idziemy po Brukseli.... powoli już wracając w stronę parkingu gdzie czeka na nas autokar....
Drug Opera- bardzo znana restauracja w Brukseli słynąca z doskonałej kuchni rzemieślniczej
wokół sporo tu pubo-knajp... tu brukselski Guinness
przechodzimy na wylot na drugą stronę ulicy przez jakąś galerię handlową
z fajną spiralną klatką schodową
i wychodzimy na placu Św. Katarzyny przy kościele Sw. Katarzyny
Świątynia powstała w miejsce starego kościoła, wybudowanego w XV wieku;
prace budowlane (jak na budowę koscioła) przebiegały w zawrotnym tempie; w 1854 roku rozpoczęto budowę a już po raptem po 20 latach, w roku 1874, miała miejsce konsekracja kościoła; można?- można:) ... jak widać nie każdy kosciół budowali 300 lat!:)
jednak kościół miał "małego pecha"; w styczniu 2012 roku - brak środków na utrzymanie kościoła zmusił księży do zamknięcia świątyni na klucz; Ratusz nosił się nawet z zamiarem przerobienia tego zabytku na… targ rybny! i o mało nie doszło do tego pomysłu, ale finalnie udało się „wskrzesić” ten kościół i przywrócić go do dawnych funkcji . ; ale to tylko "kropla w morzu" bowiem w najbliższym czasie może dojść do desakralizacji kilkudziesięciu "ledwo działających" świątyń z powodu braku funduszy, które podzielą los innych zostając zamienione w bary, targi rybne czy hale wspinaczkowe (jak np. brukselski kść św. Antoniego Padewskiego); zatem św. Katarzynie póki co "się udało"....
Św. Katarzyna z drugiej strony, od strony kanału św. Catherine z napisem Bruksela
kanał Śant Catherine
tuż obok "Czarna Wieża" - (Tour Noire) będąca zachowanym fragmentem XII-wiecznych murów obronnych;
Czarną Wieżę pozostawiono, nie burząc ostatniego fragmentu tych zabytkowych murów, ale "ciasno wpasowano" ją w nowy projekt brukselskiego Novotelu; przechodząc tu , można by jej nawet nie zauważyć...
i dochodzimy do Giełdy, ale z jej drugoiej strony którą pokazywałam wcześniej
pałac Giełdy (ten z ogródkiem piwnym na dachu z drugiej strony ) - teraz Palais de la Bourse od frontu- przy Boulevard Anspach (dawny targ maślany) tutaj widać jak majestatyczny i eklektyczny jest to budynek ; sporo tu zapożyczeń z neorenesansu z bogactwem ozdób i rzeźb znanych artystów, m.in Auguste'a Rodina
Tak sobie myśle, w wielu krajach byłam, a teraz jak czytam twoją Belgię czy poprzednio Holandię to widzę jak mnóstwo faktów , czy miejsc zupełnie nie znam . A to niby tak blisko nas
No trip no life
Nel, pewnie że o wielu faktach nie wiemy, nawet gdy gdzieś jesteśmy, zwiedzamy, oglądamy, słuchamy przewodnika, to i tak nie jesteśmy w stanie przyswoić wszystkiego...
********
to dalej zanurzamy sie w brukselskie uliczki...
Poechenellekelder - na tej kamieniczce wiszą … rowery, a właściwie to cała masa korowych jednośladów:)) Ot taki zamysł artystyczny przyciagający wzrok ...
taka muszelka w bruku informuje nas, że znajdujemy się na jakubowym szlaku...
przy niewielkim placyku Place de la Vieille Halle aux Blés zatrzymujemy się przy pomniku ulicznym przedstawiający belgijskiego piosenkarza Jacques'a Brela; pilotka sporo nam o nim opowiada; Pomnik odsłonięto w 2017 roku; figura przedstawia Brela śpiewającego przed mikrofonem, który z pasją rozkłada ramiona ; był bardzo znanym belgijskim piosenkarzem, autorem tekstów piosenek, aktorem i reżyserem, który komponował i wykonywał piosenki, które zyskały rzeszę oddanych fanów, uwielbiany był zwłaszcza przez kobiety (ponoć , oprócz śpiewania słynął też z urody jako prawdziwy przystojniak:)) , choć jego wizerunek na pomniku kompletnie tego nie oddaje (nieudany ten pomnik:))
Znany był ze swych tekstów, pełnych pasji, a nawet humorystycznych furii; Nacjonaliści, urażeni stosunkiem Brela do narodowych przywar Flamandów, zabronili mu występów w wielu miastach rodzinnego kraju;
zmarł młodo (w wieku 49 lat na raka płuc); pochowany jest na tej samej wyspie w Polinezji Francuskiej, co paul Gauguin;
Dziś uważany jest e Belgii za mistrza współczesnej chanson ( Brel jest trzecim najlepiej sprzedającym się (płyty) belgijskim artystą wszech czasów.
spacerkiem dalej...
na słynne belgijskie gofry pójdziemy jeszcze później:))
słoneczny, wiosenny, kwietniowy dzień...
cdn...
Piea
No proszę.. kolejna nauka . Oczywiście pamietam Brela, ale byłam pewna,że to Francuz
No ale te rowery na budynku to szok.. co oni nie wymyślą ha ha . Ale fakt, wygląda, to bardzo oryginalnie
No trip no life
dalej , meandrując brukselskimi uliczkami idziemy do kolejnego pomniczka -"przyciągaczka"
może nie wszyscy wiedzą, ale W Brukseli, oprócz słynnego Manneken Pis (siusiającego chłopczyka), znajduje się także jego żeński odpowiednik – Jeanneke Pis – czyli "sikająca dziewczynka":))
a stosowne "drogowskazy" nie pozwolą Wam ominąć tego miejsca:)) ;
naprawdę trudno jej nie znaleźć
Jeanneke Pis ma jednak zupełnie inną historię swoich losów; nie ma tu bowiem żadnej legendy, bo do jej powstania potrzeba dziesięcioleci, albo i wieków, Dziewczynka jest sporoo młodsza od chłopca, bo pojawiła się w mieście raptem 38 lat temu w roku 1987;
właściciele knajpek, pubów piwnych i restauracji znajdujących się w pobliżu ulicy Beenhouwersstraat aby przyciagnąć większą ilość klientów i zwrócić uwagę turystów wpadli na "genialny" pomysł i postanowili stworzyc taki "feministyczny odpowiednik" dla słynnego sikajacego malca:)
niektórzy widzą w tym pomniczku symbol równości płci, ale prawda jest taka, że to tylko kolejny "przyciagacz" który miał za zadanie przyciągnąć turystów do tej części miasta i to i jak widać po okolicy- znakomicie im się to udało, bo tutejsze knajpki doprawdy pękały w szwach
dziewczynka oczywiście również wyposażona jest w ubranko; ale chyba nie ma tu czegoś takiego jak pobliski "Garderobe Manneken Pis" ? a może gdzieś jest, ale nie znalazłysmy ... (ale i nie szukałyśmy wcale)
he he, a jak juz jesteśmy przy sikaniu, to Belgowie poszli jeszcze o krok dalej:) i wymyślili sobie - Zinneke Pis, czyli małą figurkę uliczną sikającego psa
;
nie wiem jaka była idea jego powstania, ale ponoć ten naturalnej wielkości kundelek ma symbolizować wszechobecną tu wielokulturowość miasta, bo wszelkiego multi-kulti Ci tu naddostatek! :):)))))
Kundelek ten jest obecny na ulicach Brukseli od 1999 roku;
ale SIKAJĄCEGO KOTA już tu nie znalazłam:)):) kto wie? czy ktoś w kolejnym roku odwiedzjąc Brukselę nie natknie się tu na jakiegoś mruczka z sikającego z fontanny:))
Piea
to po brukselskich "sikaczach":) dalej spacerkiem po stolicy....
Brukselska Giełda Papierów Wartościowych (Le Bourse) - to dość okazały, eklektyczny budynek zbudowany w latach 1868–1873 ; na tarasie górnym znajduje się tutaj polecany piwny ogródek; jednak budynek giełdy nie jest zbyt wysoki więc dla samych spodziewanych widoków raczej nie nalezy oczekiwać tam view na całą Brukselę:)
w budynku La Bourse podobno miała powstać Światynia Piwa" - miejsce gdzie oprócz muzeum poswięcone chmielowemu trunkowi, miało się odbywać odkrywanie tego rodzimego, lokalnego trunku, ale póki co oprócz baru z widokiem na dachu są tu tylko sklepiki, jakas galeria i biura; urządza sie tu równiez rózne wystawy cykliczne;
nieopodal Giełdy stoi dość niepozorny (architektonicznie) kosciół ; tzn jest spory, ale ze skromną, nie rzucającą się w oczy frontową elewacją;l
jednakże to ważna światynia w Brukseli
to katolicki Kościół św. Mikołaja -Sint-Niklaaskerk (tego z Bari); nie ma jakiejś specjalnie urodziwej tej fasady, ale to obiekt założony około 1125 roku, jest jednym z czterech pierwszych kościołów w Brukseli i najlepiej zachowanym ; jednakże większa część jego obecnego wyglądu to wynik niedawnej przebudowy (w 1 poł XX wieku)
tego kościoła w programie wycieczki nie zwiedzaliśmy,; to wizyta w naszym czasie wolnym...
zaraz przy wejściu widoczna jest w ścianie kula armatnia z bombardowania Brukseli;
W roku 1695 ostrzał, prowadzony przez wojska francuskie, spowodował wielkie zniszczenia, dewastując kościół , podobnie jak dużą część budynków przy Rynku Głównym. W roku 1714 ponownie zawaliła się wieża kościoła, której nigdy już nie odbudowano;
byłysmy tu kilka dni po śmierci papieża Franciszka, więc przy bocznej nawie takie miejsce pamięci...
ładna ambona
istotnym (chyba najciekawszym) elementem tej świątyni jest piękny relikwiarz, w którym spoczywają relikwie 19 kapłanów i zakonników, którzy zostali zamordowani przez protestantów z nienawiści do wiary katolickiej w dniu 9 lipca 1572 r
w holenderskim mieście Brielle protestanccy kalwiniści powiesili wspomnianych 19 duchownych katolickich podczas holenderskiego powstania przeciwko Hiszpanom ; są znani jako Męczennicy z Gorkum, od nazwy miasta, do którego pierwotnie pochodzili;
wychodzimy a przy wyjściu stoi spora "szopka miejska" przedstawiająca tutejsze życie z poprzedniej epoki ; jest dość pokaźnych rozmiarów; zajmuję całą słusznej wielkości ścianę kościelną
na makiecie widać owy kosciół i rzekę, której dziś juz tu nie ma ;
Bruksela leżała kiedyś nad rzeką Senne i chociaż rzeka ta nadal przepływa przez miasto, to jednak tu w w centrum jest już schowana pod ziemią, ponieważ została częściowo zasypana i skierowana do podziemnych kanałów na przełomie wieków XIX/XX ;
do bocznej fasady tego kościoła "przykleiły się" małe. urocze kamieniczki
tutaj uroczy domek „De Goude Huyve”
gęba wprawdzie zadowolona ze zwiedzania, ale głód nas nieco już ciśnie...
zatem idziemy na jedzonko....
a knajpy wokół kuszą zapachami i zapraszają na lokalne specjalności ....
Piea
To mnie zaskoczyłaś z tymi pomnikami sikających...oryginalny chwyt marketingowy ha ha
No trip no life
mamy sporą przerwe lunchową wiec idziemy w poszukiwaniu jakiegoś jedzonka:) a w zasadzie to już obiadokolacji , bo jest już dość późne popołudnie, postanawiamy więc najeść się tu do syta, żeby potem po przyjeździe do hotelu nie szukać już knajp w okolicy i nie jeść zbyt późno
a z "szukaniem" knajp nie ma tu najmniejszego problemu; są tu w zasadzie jedna obok drugiej
no to gdzie by tu przysiąść??? ...
he he ja się rozglądam w poszukiwaniu jakiejś klimatycznej miejscówki .. a kumpela ukradkowe fotki mi cyka
znajdujemy w końcu dość "zaciszne" miejsce w bocznej uliczce z dala od rynku i postanawiamy skosztować lokalnych specjałów:)
najpierw zamawiamy belgijską zupę Waterzooi (generalnie pod tą nazwą kryje się bardziej znana zupa rybna ), ale w karcie mają tylko wersję z kurczaka (pod ta samą nazwą); zupa blendowana jest w całości jako krem; bardzo dobra, choć grom wie co tam zblendowali?
jako przystawkę serwujemy sobie małże-mule; tutaj w Brukseli to bardzo popularne danie
; były pyszne, świezutkie i świetnie przyrządzone
szukając w karcie dania głównego, pytamy czy w zestawie są jakieś warzywka? - nie ma
; tutaj zieleninę zamawia się osobno
zatem bierzemy sałatkę Cesar (spora porcja, więc jedna na spółkę) i zamawiamy tutejszy gulasz wołowy;
to takie popularne clou w belgijskiej kuchni - czyli Carbonade flamande - duszone w ciemnym piwie i zagęszczane sosem... piernikowym!:)
porcje nie są duże, ale sycące, a pachnie to obłędnie korzennymi przyprawami i piwem; miesko jest mięciutkie i rozpływa sie w ustach, smakuje też wyśmienicie:) do tego oczywiście tutejsze belgijskie frytki (jeśli wierzyć kelnerowi- smażone na gęsim smalcu) ; faktycznie były inne, bardzo chrupiące ; obie uwielbiamy odkrywać lokalne smaki... a na wyjazdach jest sporo ku temu róznych okazji:)
na koniec jeszcze obowiązkowo węglowodany dla lepszego trawienia:) pod postacią tutejszych gofrów
no i uffff... zdecydowanie przesadziłyśmy tu z tym "żarciem" :):)))) bo ledwo się wytoczyłyśmy stamtąd
; ale to poza śniadaniem było jedyne nasze jedzonko tego dnia, więc jak same sobie to wytłumaczyłyśmy to jakoś lżej nam sie zrobiło na duszy (i żołądkach he he:))
wychodzimy jeszcze na zewnątrz do ogródka popić to obżarstwo
ale na tym się jeszcze nie skończyło...
kumpela zauważa, że przed knajpą reklamują się tu z deską różnych lokalnych piwek :), które oczywiście focę (te atrapy:))
no to co? - mamy jeszcze trochę czasu wolnego do zbiórki..... , to zamawiamy sobie taką "deseczkę" po 3 mini kufelki dla każdej:):)):))))
i po tym obżarstwie i "obchlajstwie" wracamy na rynek na zbiórkę i dalej z pilotką i grupą kontynuujemy dalszy spacer po Brukseli....
cdn...
Piea
pomimo, że nic nie piszę, to jednak czytam na bieżąco, a teraz taki grupowy wpis o ile o siusiającym chłopczyku każdy wie, to o dziewczynce nie wiedziałem, a tym bardziej o kundelku
bezwieżowy kościół ciekawy relikwiarz - niewątpliwie dzieło sztuki, a i szopka ze scenami dawnego życia ciekawa tak czasem, nie wiem gdzie ty to wszystko mieścisz, te posiłki od przystawki po desery
no i jeszcze cała deska piw przecie wyglądasz normalnie, to albo tasiemiec, albo wyjątkowa przemiana materii potwierdzę - carbonade flamande warte spróbowania jadłem na północy Francji
papuas
Deska z kufelkami świetnie wygląda i też by mnie zachęciła .
Gulasz w sosie piernikowym też brzmi bardzo ciekawie.
No trip no life
Nel, piwna deska wymiatała!
Papuas, hehe.. "normalnie" to ja juz dawno nie wyglądam niestety:) ale tasiemca u mnie nie odnotowano:) tu i ówdzie mam zdecydowanie za dużo... , ale przecież nie przez ten brukselski lunch:))))
jak się tak na spokojnie zastanowić, to wcale nie było to jakieś mega obfite żarcie, choć mogło tak wyglądać:))))), bo:
- kokilka do zupy wielkosci filiżanki od cappucino:)
- małże - to tylko wygląda na cały talerz, a to same skorupy a jedzonka garstka jak na lekarstwo..:)))
- sałatka - to tu porcja była stosowna, ale to 95% sama zielenina:))
- danie główne naprawdę nie było ogromniaste: słuszna garść frytek i kilka (dosłownie) kawałeczków wołowiny
- z tego wszystkiego najbardziej zgubny w kalorie był ten deser:)
ale podsumowując - wcale nie wyszłam stamtąd jakaś przejedzona:) było tak akurat
, choć przesadziłyśmy z tym w sensie, że rachunek wyszedł nam ciut za spory od spodziewanego
*****************
to dalej idziemy po Brukseli.... powoli już wracając w stronę parkingu gdzie czeka na nas autokar....
Drug Opera- bardzo znana restauracja w Brukseli słynąca z doskonałej kuchni rzemieślniczej
wokół sporo tu pubo-knajp... tu brukselski Guinness
przechodzimy na wylot na drugą stronę ulicy przez jakąś galerię handlową
z fajną spiralną klatką schodową
i wychodzimy na placu Św. Katarzyny przy kościele Sw. Katarzyny
Świątynia powstała w miejsce starego kościoła, wybudowanego w XV wieku;
prace budowlane (jak na budowę koscioła) przebiegały w zawrotnym tempie; w 1854 roku rozpoczęto budowę a już po raptem po 20 latach, w roku 1874, miała miejsce konsekracja kościoła; można?- można:) ... jak widać nie każdy kosciół budowali 300 lat!:)
jednak kościół miał "małego pecha"; w styczniu 2012 roku - brak środków na utrzymanie kościoła zmusił księży do zamknięcia świątyni na klucz; Ratusz nosił się nawet z zamiarem przerobienia tego zabytku na… targ rybny! i o mało nie doszło do tego pomysłu, ale finalnie udało się „wskrzesić” ten kościół i przywrócić go do dawnych funkcji . ; ale to tylko "kropla w morzu" bowiem w najbliższym czasie może dojść do desakralizacji kilkudziesięciu "ledwo działających" świątyń z powodu braku funduszy, które podzielą los innych zostając zamienione w bary, targi rybne czy hale wspinaczkowe (jak np. brukselski kść św. Antoniego Padewskiego); zatem św. Katarzynie póki co "się udało"....
Św. Katarzyna z drugiej strony, od strony kanału św. Catherine z napisem Bruksela
kanał Śant Catherine
tuż obok "Czarna Wieża" - (Tour Noire) będąca zachowanym fragmentem XII-wiecznych murów obronnych;
Czarną Wieżę pozostawiono, nie burząc ostatniego fragmentu tych zabytkowych murów, ale "ciasno wpasowano" ją w nowy projekt brukselskiego Novotelu; przechodząc tu , można by jej nawet nie zauważyć...
i dochodzimy do Giełdy, ale z jej drugoiej strony którą pokazywałam wcześniej
pałac Giełdy (ten z ogródkiem piwnym na dachu z drugiej strony ) - teraz Palais de la Bourse od frontu- przy Boulevard Anspach (dawny targ maślany) tutaj widać jak majestatyczny i eklektyczny jest to budynek ; sporo tu zapożyczeń z neorenesansu z bogactwem ozdób i rzeźb znanych artystów, m.in Auguste'a Rodina
cdn...
Piea