dalej wracamy prze słynną galerię Św. Huberta, przez ktorą przechodziliśmy rano...
tym razem wchodzimy od innej strony jednej z 3 Galerii - Królewskiej
w środku wokół same ekskluzywne sklepy i kawiarnie - jak to w tego typu zabytkowych galeriach ...; ceny raczej nie dla kieszeni turysty
np. złoty Rolexik wysadzany diamentami...
(limited edition:))
czy np. taka damska torebka (no, torebunia, bo jej wymiary tylko na telefon, szminkę, puderniczkę i flakonik perfum:)) za bagatelka 3,800.00 Eurasków:)
oczywiście to rzecz gustu, ale moim zdaniem ani o ładne, ani praktyczne ; no ale to marka! wszak to Delvaux ! czyli luksusowa belgijska firma specjalizująca się w produkcji wysokiej jakości torebek i galanterii skórzanej; założona w 1829 roku przez Charlesa Delvaux w Brukseli; jest uznawana za najstarszą na świecie luksusową markę skórzaną i chyba stąd TA "przyjemna" cena!:)
a królują tu głównie "Świątnie Czekolady" jessuuu, ile tu tego! dziesiątki czekoladowych sklepów, jeden przy drugim....
belgijska czekolada (zwłaszcza w tych wymyślnych czekoladkach) jest doprawdy przewspaniała!
oczywiście nie ma jednej "najlepszej" czekolady na świecie! , ponieważ jej smak jest kwestią indywidualnych preferencji; jednak wiele światowych rankingów i czekoladowych konkursów podkreśla jakość tej belgijskiej i stawia ją na najwyższym podium (na zmianę z tą szwajcarską);
Belgijscy mistrzowie czekolady przykładają ogromną wagę do każdego etapu produkcji – od wyboru ziaren kakao, poprzez proces ich prażenia, aż po tworzenie wyrafinowanych wyrobów czekoladowych;
tutaj wielopokoleniowe tradycje przekazywania wiedzy sprawiają, że belgijska czekolada wciąż zachowuje swoją wyjątkowość; w Belgii istnieją prawdziwe "świątynie "czekolady - sklepy tak piękne, wymyślne i wyszukane - jak i czekoladowy asortyment w nich sprzedawany , to wszystko wygląda tak jak czekoladowe pałace a w nich.... - oczywiście najlepsza czekolada na świecie!!!
tu ciekawa historia... niejaki Jean Neuhaus - mistrz czekolady, założyciel słynnej firmy Neuhaus, który wczesniej, zanim stal się czekoladowym guru - w 1857 roku założył w Brukseli aptekę w prestiżowej Galerie de la Reine (własnie tej w której jesteśmy) .; i pewnego dnia wpadł na "genialny pomysł" - żeby otoczyć leki czekoladą, (zamysł był taki, żeby leki były po prostu smaczniejsze, łatwiej przyswajalne... i bardziej kusiły dzieci:)
i tak to sie wszystko zaczęło...., ot milowy pomysł! a potem apteka zamieniła się w czekoladową wytwórnię i dalej już poleciało....
tutaj sam, czekoladowy mistrz Jean Neuhaus:))
byłysmy tu kilka dni po Wielkanocy, więc czekoladowych jajeczek nie brakowało....
w czekoladowym "obłędzie" Belgii....
kazdy kolejny czekoladowy sklep- coraz bardziej wymyślny....
smakowałam, próbowałam, doprawdy ich czekoladki są wyśmienite! do domu sporo tego nawiozłam:) na szczęście kupowałam je w innych sklepach, poza ta galerią:))))
he he, na jednej z wystaw popitalał dookoła pociąg pełen czekoladek
ja swoje czekoladowe łupy kupowałam w sklepach "na mieście" po bardziej przystepnych cenach niż w tej Galerii:) , np. tutaj...
to moze już wystarczy o tej czekoladzie, bo aż mnie zaczęło mdlić na samą myśl....
i rzut okiem na zupełnie inny asortyment (coś w stylu a la Gaudi:)) i wychodzimy
Doczytałam, przepiękna Bruksela, ryneczek , kamieniczki i to czekoladowe szaleństwo. Sklepy na bogato pięknie podane aby przyciągnąć oko i sięgnąć do portfela. Na pewno pyszne.
...jako łasuch z pewnością "bym się skusił" na czekoladki ; ) choć moje ,niewielkie,doswiadczenie z belgijskimi słodyczami jest "sobie takie".tamtejsze "praliny" są,jak dla mnie,zbyt słodkie...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Hej Nel, Asia, jasne że się skusiłam; sporo nawiozłam do domu tych "czekoladowych rozkoszy":); trochę tego pokonsumowaliśmy w domu... , reszta poszła do rodzinki, przyjaciół i znajomych...
Radek, zapewniam Cię, że skusiłbyś sie szybciej niż przypuszczasz:)) ; tamtejsze czekoladki są w wariantach dla każdego! i właśnie te wszelkie "dark chocolate" były najlepsze... po prostu to jakiś smakowy obłęd!!! słodka rozkosz schowana w otoczkę z gorzkiej czekolady posypana obficie mieloną czekoladą z wysokiej jakości ziarna kakaowca... no po prostu to jak jajko z niespodzianką.... wkładasz do ust, a tam dzieje się magia.... lekko sie wszystko rozpuszcza.. uwalniając smak i aromat taki, że ciężko nie stać sie czekoladowym nałogowcem:)) ręka sama sięga po następną... i kolejną... ach.....
**************
kończąc juz Brukselę, odbylismy jeszcze krótką wizytę w dzielnicy europejskiej, w której znajduje się większość instytucji Unijnych takich jak Parlament Europejski, Komisja Europejska i Rada Europejska
Jest to miejsce z nowoczesną architekturą, więc niczego się tu nie zwiedza/podziwia, wszak to tylko beton i szkło, ale jak ktoś lubi - to tutaj ma okazję do podziwiania współczesnej, szklanej architektury biurowców (to biurowe zagłębie jest otoczone miejscami zielonymi i parkami)
ponad dekadę temu odwiedziłam juz Parlament Europejski, ale ten w Strassburgu, ale tu w Brukseli byłam po raz pierwszy (mimo, że byłam juz 3-ci raz w tym mieście) ;
pamiętajmy że ta instytucja (PE) ma aż trzy siedziby: w Strasburgu, tu w Brukseli i w Luksemburgu, a ich główna działalność jest podzielona między te poszczególne miasta;
oficjalną siedzibą Parlamentu Europejskiego jest Strasburg, gdzie odbywają się comiesięczne sesje plenarne, natomiast większość prac legislacyjnych i spotkań komisji parlamentarnych odbywa się właśnie tu w Brukseli; (natomiast w Luksemburgu znajduje się sekretariat i całe zaplecze administracyjne);
jest też polski akcent...
i inne smutne ....
polskie biuro w Brukseli z widocznym logiem (fota kiepska z autokaru; w dodatku tu w czasie jazdy)
jest to logo polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, która ma miejsce w 2025 roku;Polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej trwała od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 roku; samo logo prezydencji zostało wybrane w drodze konkursu i symbolizuje Polskę w centrum Europy; Szyld znajduje się na budynku Stałego Przedstawicielstwa Rzeczypospolitej Polskiej przy Unii Europejskiej
i to tyle kochani z Brukseli...ja się "zakochałam" w tym mieście dopiero teraz:) ; jakoś wcześniej aż tak mnie nie porwało (przy dwóch poprzednicj wizytach); może to kwestia wiosny i pogody? a może przez inne podejście do zwiedzanych miejsc? z wiekiem człowiek nabiera doświadczenia i zwraca uwagę na inne aspekty niż w młodości...:)) dalej jedziemy do ostatniego hotelu na terenie Belgii, w miasteczku Hasselt , co pokażę w kolejnej, ostatniej już odsłonie tej relacji ....
macie rację.. ciężko dostać ta w/w, ale na allegro są dostępne:)
(dostałam niedawno w prezencie; gorzką czekoladę (89%) "Krakowski Kredens" z nutą wiśni....; tez bardzo dobra! ale nie chcę być "ksenofilem" ale moim zdaniem żadna z "naszych" nie bije smakiem tych gorzkich belgijskich! (mimo, że jestem patriotką, to w tym temacie stoję murem za czekoladą z Belgii )
********
i dobrnęliśmy do końa Belgii, został już tylko Hasselt - nie, nie zwiedzaliśmy tego miasteczka, tylko mielismy tu nocleg, ale tak jak w Namur - hotel usadowiony w samym miasteczku pozwolił na wieczorny spacer...
Hasselt to niewielka miescina na terenie Limburgii; miasto tyleż nieznane, bo zupełnie nieturystyczne;
my tutaj w Hasselt po prostu śpimy w hotelowej sieciówce "B&B"; i też podobnie jak jego poprzednicy: znakomity standard (jak na objazdówki)
spacerkiem przez miasto...
tu "Srebrny" pomnik okularów przed biblioteką w Hasselt ; to sporych rozmiarow "dzieło" belgijskiej artystki Liliane Vertessen;
mury beginażu w Hasselt
beginaż w Hasselt to mocno historyczny kompleks; mieści się w nim obecnie m.in wystawa sztuki.; Początki tego beginażu sięgają roku AD 1245 ! zatem mocno wiekowy!
belgijskie "multi-kulti"
gotycka Katedra Świętego Kwintyna (Sint-Quintinuskathedraal) w Hasselt, Jej historia sięga VIII wieku, jednak obecna budowla pochodzi z XIV i XV wieku; do środka nie wchodziłyśmy bo było zamknięte o tej porze, ale z przewodniku wyczytałam, że wewnątrz znajdują się cenne dzieła sztuki, w tym freski i rzeźby; Jest to główna świątynia diecezji Hasselt.
w jednej z części kościoła znajduje się Beiaardmuseum - Muzeum Karylionów;
w Belgii knajpy wszelakie mają się świetnie; czy to kwiecień, czy lipiec, czy świątek-piątek czy niedziela...
knajpkę "The Blossom Alley"poleciła nam pilotka jeszcze w hotelu (dla chetnych na spacer); chciałysmy tu wstąpić na jakis koktail, czy piwko; niestety bez wczesniejszej rezerwacji - nie było szans ; knajpa prezentowała się świetnie, reklamując się że to taki "Wiosenny lokal w sercu Hasselt, który rozkwita z każdym łykiem" wierzę na słowo, niestety nie było nam dane, a szkoda...
to spacerujemy dalej...
dochodzimy do głównego rynku (Grote Markt) a tu jakaś impreza! ba! prawie parada:)
mnóstwo ludzi...
jest orkiestra, muzyka, tańce i rózne występy i jakies wielgachne kukły....
okazało się że to coroczne, lokalne święto "de Oude Man" (Stary Człowiek); jest to spalana na rynku Kukła, co symbolizuje pokonanie zimy i śmierci; tzw. Wypędzanie Zimy i Witanie Wiosny!
przyszłyśmy kilka minut juz po spaleniu:) ale jeszcze się dymiło i śmierdziało:)
he he ale przy tej pogodzie i temperaturach to aż dziw, że dopiero teraz wypędzali tą zimę i witali wiosnę:) powinni przywitać tu już lato!
siedzą jacyś notable w "historycznych" ubrankach
i inni "odświętni"
postałyśmy w tym tłumie, popatrzyłysmy trochę i wracamy do hotelu...
przy marinie w Hasselt
obok naszego "B&B" stoi inny hotel zainstalowany w murach dawnego Klasztoru... ;
a na drugi dzień pojechaliśmy do Luxemburga i wrócilismy do Holandii - zwiedzaliśmy jeszcze Maastricht, co juz Wam pokazałam w Relacji z Niderlandów; potem nazajutrz już kierunek lotnisko w Eidhoven i powrót do domciu; i to jest już wszystko z Belgii ( i w ogóle z Niderlandów zawarte w dwóch osobnych Relacjach);
mam nadzieję, że pokazałam wam wszystko co widziałam i nie zapomniałam o niczym a wy sie zaq bardzo nie wynudziliście ;
jak ktoś jest ciekaw "tych stron" - to bardzo szczerze polecam te "Kwitnące Niderlandy"; ale obowiązkowo wiosną jak obłędnie kwitną tu tulipany:)
serdeczne dzięki za relację wczoraj na Tripku był jakiś nieprzeciętny tłok i pewnie trzy razy podchodziłem bez skutku do tej Belgii to się Wam trafiło - impreza pożegnania zimy; takie miejscowe ciekawostki to zawsze super sprawa piękna ta Belgia w Twoim wydaniu coś se przypomniałem, czegoś nowego się dowiedziałem ryneczki, kamieniczki, pomniczki, a jeszcze kanały i urokliwe knajpki naprawdę zachęcają i gdybym wcześniej tam nie był to z pewnością zaraz pojechał pomimo, że jesienią tulipany nie kwitną
dalej wracamy prze słynną galerię Św. Huberta, przez ktorą przechodziliśmy rano...
tym razem wchodzimy od innej strony jednej z 3 Galerii - Królewskiej
w środku wokół same ekskluzywne sklepy i kawiarnie - jak to w tego typu zabytkowych galeriach ...; ceny raczej nie dla kieszeni turysty
np. złoty Rolexik wysadzany diamentami...
(limited edition:))
czy np. taka damska torebka (no, torebunia, bo jej wymiary tylko na telefon, szminkę, puderniczkę i flakonik perfum:)) za bagatelka 3,800.00 Eurasków:)
oczywiście to rzecz gustu, ale moim zdaniem ani o ładne, ani praktyczne ; no ale to marka! wszak to Delvaux ! czyli luksusowa belgijska firma specjalizująca się w produkcji wysokiej jakości torebek i galanterii skórzanej; założona w 1829 roku przez Charlesa Delvaux w Brukseli; jest uznawana za najstarszą na świecie luksusową markę skórzaną i chyba stąd TA "przyjemna" cena!:)
a królują tu głównie "Świątnie Czekolady"
jessuuu, ile tu tego! dziesiątki czekoladowych sklepów, jeden przy drugim....
belgijska czekolada (zwłaszcza w tych wymyślnych czekoladkach) jest doprawdy przewspaniała!
oczywiście nie ma jednej "najlepszej" czekolady na świecie! , ponieważ jej smak jest kwestią indywidualnych preferencji; jednak wiele światowych rankingów i czekoladowych konkursów podkreśla jakość tej belgijskiej i stawia ją na najwyższym podium (na zmianę z tą szwajcarską);
Belgijscy mistrzowie czekolady przykładają ogromną wagę do każdego etapu produkcji – od wyboru ziaren kakao, poprzez proces ich prażenia, aż po tworzenie wyrafinowanych wyrobów czekoladowych;
tutaj wielopokoleniowe tradycje przekazywania wiedzy sprawiają, że belgijska czekolada wciąż zachowuje swoją wyjątkowość; w Belgii istnieją prawdziwe "świątynie "czekolady - sklepy tak piękne, wymyślne i wyszukane - jak i czekoladowy asortyment w nich sprzedawany , to wszystko wygląda tak jak czekoladowe pałace a w nich.... - oczywiście najlepsza czekolada na świecie!!!
tu ciekawa historia... niejaki Jean Neuhaus - mistrz czekolady, założyciel słynnej firmy Neuhaus, który wczesniej, zanim stal się czekoladowym guru - w 1857 roku założył w Brukseli aptekę w prestiżowej Galerie de la Reine (własnie tej w której jesteśmy) .; i pewnego dnia wpadł na "genialny pomysł" - żeby otoczyć leki czekoladą, (zamysł był taki, żeby leki były po prostu smaczniejsze, łatwiej przyswajalne... i bardziej kusiły dzieci:)
i tak to sie wszystko zaczęło...., ot milowy pomysł! a potem apteka zamieniła się w czekoladową wytwórnię i dalej już poleciało....
tutaj sam, czekoladowy mistrz Jean Neuhaus:))
byłysmy tu kilka dni po Wielkanocy, więc czekoladowych jajeczek nie brakowało....
w czekoladowym "obłędzie" Belgii....
kazdy kolejny czekoladowy sklep- coraz bardziej wymyślny....
smakowałam, próbowałam, doprawdy ich czekoladki są wyśmienite! do domu sporo tego nawiozłam:) na szczęście kupowałam je w innych sklepach, poza ta galerią:))))
he he, na jednej z wystaw popitalał dookoła pociąg pełen czekoladek
ja swoje czekoladowe łupy kupowałam w sklepach "na mieście" po bardziej przystepnych cenach niż w tej Galerii:) , np. tutaj...
to moze już wystarczy o tej czekoladzie, bo aż mnie zaczęło mdlić na samą myśl....

i rzut okiem na zupełnie inny asortyment (coś w stylu a la Gaudi:)) i wychodzimy
Piea
Ło matko... ależ niesamowity ten czekoladowy świat. Same sklepy jakie dostojne, piękne.
Pomysł leku w czekoladzie ,aby dzieciaki zachęcic do łykania ciekawy. Chyba jednak nie przetrwał..
Czy skusiłaś się na coś ?
No trip no life
Doczytałam, przepiękna Bruksela, ryneczek , kamieniczki i to czekoladowe szaleństwo. Sklepy na bogato pięknie podane aby przyciągnąć oko i sięgnąć do portfela. Na pewno pyszne.
...jako łasuch z pewnością "bym się skusił" na czekoladki ; ) choć moje ,niewielkie,doswiadczenie z belgijskimi słodyczami jest "sobie takie".tamtejsze "praliny" są,jak dla mnie,zbyt słodkie...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Hej Nel, Asia, jasne że się skusiłam; sporo nawiozłam do domu tych "czekoladowych rozkoszy":); trochę tego pokonsumowaliśmy w domu... , reszta poszła do rodzinki, przyjaciół i znajomych...
Radek, zapewniam Cię, że skusiłbyś sie szybciej niż przypuszczasz:)) ; tamtejsze czekoladki są w wariantach dla każdego! i właśnie te wszelkie "dark chocolate" były najlepsze... po prostu to jakiś smakowy obłęd!!! słodka rozkosz schowana w otoczkę z gorzkiej czekolady posypana obficie mieloną czekoladą z wysokiej jakości ziarna kakaowca... no po prostu to jak jajko z niespodzianką.... wkładasz do ust, a tam dzieje się magia.... lekko sie wszystko rozpuszcza.. uwalniając smak i aromat taki, że ciężko nie stać sie czekoladowym nałogowcem:)) ręka sama sięga po następną... i kolejną... ach.....
**************
kończąc juz Brukselę, odbylismy jeszcze krótką wizytę w dzielnicy europejskiej, w której znajduje się większość instytucji Unijnych takich jak Parlament Europejski, Komisja Europejska i Rada Europejska
Jest to miejsce z nowoczesną architekturą, więc niczego się tu nie zwiedza/podziwia, wszak to tylko beton i szkło, ale jak ktoś lubi - to tutaj ma okazję do podziwiania współczesnej, szklanej architektury biurowców (to biurowe zagłębie jest otoczone miejscami zielonymi i parkami)
ponad dekadę temu odwiedziłam juz Parlament Europejski, ale ten w Strassburgu, ale tu w Brukseli byłam po raz pierwszy (mimo, że byłam juz 3-ci raz w tym mieście) ;
pamiętajmy że ta instytucja (PE) ma aż trzy siedziby: w Strasburgu, tu w Brukseli i w Luksemburgu, a ich główna działalność jest podzielona między te poszczególne miasta;
oficjalną siedzibą Parlamentu Europejskiego jest Strasburg, gdzie odbywają się comiesięczne sesje plenarne, natomiast większość prac legislacyjnych i spotkań komisji parlamentarnych odbywa się właśnie tu w Brukseli; (natomiast w Luksemburgu znajduje się sekretariat i całe zaplecze administracyjne);
jest też polski akcent...
i inne smutne ....
polskie biuro w Brukseli z widocznym logiem (fota kiepska z autokaru; w dodatku tu w czasie jazdy)
jest to logo polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, która ma miejsce w 2025 roku; Polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej trwała od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 roku; samo logo prezydencji zostało wybrane w drodze konkursu i symbolizuje Polskę w centrum Europy; Szyld znajduje się na budynku Stałego Przedstawicielstwa Rzeczypospolitej Polskiej przy Unii Europejskiej
i to tyle kochani z Brukseli... ja się "zakochałam" w tym mieście dopiero teraz:) ; jakoś wcześniej aż tak mnie nie porwało (przy dwóch poprzednicj wizytach); może to kwestia wiosny i pogody? a może przez inne podejście do zwiedzanych miejsc? z wiekiem człowiek nabiera doświadczenia i zwraca uwagę na inne aspekty niż w młodości...:)) dalej jedziemy do ostatniego hotelu na terenie Belgii, w miasteczku Hasselt , co pokażę w kolejnej, ostatniej już odsłonie tej relacji ....Piea
Ja uwielbiam właśnie gorzką czekoladę, gdzie czuć prawdziwy smak kakao. Oj miałabym tam wyżerkę ha ha , bo na pewno bym testowała różne wyroby.
A z naszych czekolad to najbardziej mi smakuje gorzki Wawel, choć ostatnio ciężko dostać czekoladę tej firmy. W mojej ocenie jest najlepsza
No trip no life
...popieram opinię Nel , 90-cio procentowa z Wawel,u jest jedną z najlepszych wśród "zgorzkniałych". A i "na wyspie" oststnio trudniej ja kupić ; ))))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Też uwielbiam gorzką , chętnie z orzechami. A Wawela muszę poszukać w sklepach aby sprawdzić wasze polecenie.
macie rację.. ciężko dostać ta w/w, ale na allegro są dostępne:)
(dostałam niedawno w prezencie; gorzką czekoladę (89%) "Krakowski Kredens" z nutą wiśni....; tez bardzo dobra! ale nie chcę być "ksenofilem" ale moim zdaniem żadna z "naszych" nie bije smakiem tych gorzkich belgijskich! (mimo, że jestem patriotką, to w tym temacie stoję murem za czekoladą z Belgii
)
********
i dobrnęliśmy do końa Belgii, został już tylko Hasselt - nie, nie zwiedzaliśmy tego miasteczka, tylko mielismy tu nocleg, ale tak jak w Namur - hotel usadowiony w samym miasteczku pozwolił na wieczorny spacer...
Hasselt to niewielka miescina na terenie Limburgii; miasto tyleż nieznane, bo zupełnie nieturystyczne;
my tutaj w Hasselt po prostu śpimy w hotelowej sieciówce "B&B"; i też podobnie jak jego poprzednicy: znakomity standard (jak na objazdówki)
spacerkiem przez miasto...
tu "Srebrny" pomnik okularów przed biblioteką w Hasselt ; to sporych rozmiarow "dzieło" belgijskiej artystki Liliane Vertessen;
mury beginażu w Hasselt
beginaż w Hasselt to mocno historyczny kompleks; mieści się w nim obecnie m.in wystawa sztuki.; Początki tego beginażu sięgają roku AD 1245 ! zatem mocno wiekowy!
belgijskie "multi-kulti"
gotycka Katedra Świętego Kwintyna (Sint-Quintinuskathedraal) w Hasselt, Jej historia sięga VIII wieku, jednak obecna budowla pochodzi z XIV i XV wieku; do środka nie wchodziłyśmy bo było zamknięte o tej porze, ale z przewodniku wyczytałam, że wewnątrz znajdują się cenne dzieła sztuki, w tym freski i rzeźby; Jest to główna świątynia diecezji Hasselt.
w jednej z części kościoła znajduje się Beiaardmuseum - Muzeum Karylionów;
w Belgii knajpy wszelakie mają się świetnie; czy to kwiecień, czy lipiec, czy świątek-piątek czy niedziela...
knajpkę "The Blossom Alley"poleciła nam pilotka jeszcze w hotelu (dla chetnych na spacer); chciałysmy tu wstąpić na jakis koktail, czy piwko; niestety bez wczesniejszej rezerwacji - nie było szans
; knajpa prezentowała się świetnie, reklamując się że to taki "Wiosenny lokal w sercu Hasselt, który rozkwita z każdym łykiem"
wierzę na słowo, niestety nie było nam dane, a szkoda...
to spacerujemy dalej...
dochodzimy do głównego rynku (Grote Markt) a tu jakaś impreza! ba! prawie parada:)
mnóstwo ludzi...
jest orkiestra, muzyka, tańce i rózne występy i jakies wielgachne kukły....
okazało się że to coroczne, lokalne święto "de Oude Man" (Stary Człowiek); jest to spalana na rynku Kukła, co symbolizuje pokonanie zimy i śmierci; tzw. Wypędzanie Zimy i Witanie Wiosny!
przyszłyśmy kilka minut juz po spaleniu:) ale jeszcze się dymiło i śmierdziało:)
he he ale przy tej pogodzie i temperaturach to aż dziw, że dopiero teraz wypędzali tą zimę i witali wiosnę:) powinni przywitać tu już lato!
siedzą jacyś notable w "historycznych" ubrankach
i inni "odświętni"
postałyśmy w tym tłumie, popatrzyłysmy trochę i wracamy do hotelu...
przy marinie w Hasselt
obok naszego "B&B" stoi inny hotel zainstalowany w murach dawnego Klasztoru... ;
a na drugi dzień pojechaliśmy do Luxemburga i wrócilismy do Holandii - zwiedzaliśmy jeszcze Maastricht, co juz Wam pokazałam w Relacji z Niderlandów; potem nazajutrz już kierunek lotnisko w Eidhoven i powrót do domciu; i to jest już wszystko z Belgii ( i w ogóle z Niderlandów zawarte w dwóch osobnych Relacjach);
mam nadzieję, że pokazałam wam wszystko co widziałam i nie zapomniałam o niczym a wy sie zaq bardzo nie wynudziliście
;
jak ktoś jest ciekaw "tych stron" - to bardzo szczerze polecam te "Kwitnące Niderlandy"; ale obowiązkowo wiosną jak obłędnie kwitną tu tulipany:)
Dziękuję
THE END!
Piea
serdeczne dzięki za relację wczoraj na Tripku był jakiś nieprzeciętny tłok i pewnie trzy razy podchodziłem bez skutku do tej Belgii to się Wam trafiło - impreza pożegnania zimy; takie miejscowe ciekawostki to zawsze super sprawa piękna ta Belgia w Twoim wydaniu coś se przypomniałem, czegoś nowego się dowiedziałem ryneczki, kamieniczki, pomniczki, a jeszcze kanały i urokliwe knajpki naprawdę zachęcają i gdybym wcześniej tam nie był to z pewnością zaraz pojechał pomimo, że jesienią tulipany nie kwitną
papuas