fotki z "opustoszałym basenem"były...mocno z rana. Właziliśmy do wody w godzinach południowych. Częściej zamiast "pływać" spijaliśmy drinki z przybasenowgo baru.Fotki na dowód ; )
basenowe podsumowanie: "miejsca w wodzie" naprawde dużo.Ręczniki wydawane "na kartę". Można je było pobrać dopiero o godzinie dziewiątej. Z jakiego powodu...można się domyślić ; ) Temperatura wody..."posezonowa". Mogła by być "ciut" cieplejsza. Codzienny aerobic dla..."zuchwałych" ; )))
Tyle o pływalni.Aha,byłbym zapomniał,hotel miał też basen wewnętrzny. Nie tak duży jak tan na powietrzu ale i nie "oczko". Nie byliśmy ani razu ; )))
Oczywiście nie zabrakło Spa i Gym,u. Do tego ostatniego przybytku zawitaliśmy.Z ciekawości ; )))
a jutro.Jutro..."coś zjemy" ; )
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...o ile standard hotelowego pokoju można było uznać za "lekko rozczarowujący" to jedzenie (wersja All) była...bardzo rozczarowujaca ; )
zdawać by sie mogło że "wszystkiego było pod dostatkiem" ale...tylko pozornie. Np. na śniadaniu nie można było "skomponować" omleta. Znaczy kucharz przyrzadzał je (omlety) wedle swego uznania. Codziennie takie same !!! Rzecz niespotykana w "hotelowych piątkach" !!!
Na fotkach widać ilość ale i..."bezjakość" serwowanych produktów...
seciki zarówno śniadaniowe jak i pozostałych posiłków były niemal codziennie...niezmienne ; )
ciekawie podawano jedynie...ryby...
raz JEDEN zaserwowano małże !!!
desery były także "z matrycy"...
jestem "łasuch" ale słodkości były "niezwykle podobne w smaku" ; ) Również "RAZ JEDEN zaserwowano "cuś" takiego...
a tak wygladał typowy,codzienny talerzyk z deserem ; )
na stołówce dostepne było "piwo z kega" ; ) Nalać je trzeba było sobie samemu...
w podsumowaniu hotelowego jedzenia: głodni nie chodziliśmy ale monotonia posiłków przytłaczała. Nie wiem jak sobie radzili goście przebywający dłużej niż tydzień !???
Do tego personel na stołókach sprawiał wrażenie..."z łapanki".Zero uśmiechu,wszystko wykonywane wręcz "mechanicznie". Były to soby bardzo młode,prawdopodobie,zatrudnione za "minimalne pieniadze" na umowach sezonowych. Smutne...
jutro..."wyjdziemy na promenadę"...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...hmmm, "na mieście" jedliśmy dwukrotnie. Raz w Słonecznym Brzegu i raz w Nessebar. Były to potrawy które wybraliśmy "ze zdjęcia". Powiem tyle,smakowały tak siermiężnie jak wygladały. Do tego surówki (sałatki !???) podane jak...dla zwierząt. Pomidor,nieogradowany,przeciety na ćwiartki. Reszta warzyw podobnie elegancka ; ) Pomyślicie "że sie czepiam" ale najnormalniej w świecie "nie trawię" takich potraw (dań). Stąd awersja do większości potraw kuchni bałkańskiej. Wyjątek: wszelakie zapiekanki.
Całości nieszczęścia dopełniaja ceny w knajpach. Pamiętam że były..."mocno nad wyraz". Za piwo (0,5l) przyszło zapłacić niemal 10 EURO. To i tyle o jedzeniu. Wspominam (y) je bardzo źle.
Zdjęcia ze wspomnianych knajpek. Pierwsza w Słonecznym Brzegu,druga Nessebar.
teraz słow kilka o lokalnej plaży. To długa na kilka kilometrów piaskownica. Im bliżej centrum miasta tym...ładniejsza ; ) Odcinek przy hotelu sprawiał wrażenie..."ziemistego". Byliśmy najwyżej dwa razy. Zejście na przyhotelowy odcinek dostepne dla każdego (kołowrotek) ale powrót na teren hotelu jedynie dla osób z kartą -kluczem...
Kilka fotek.
teraz zdjęcia "ze środkowego odcinka". Tak wody jak piasku kolorek znacznie fajniejszy...
na całej długości ,oprócz leżaków,sporo knajpek,barów itp. W czasie gdy byliśmy trwał "posezonowy spokój" ale w miesiacach letnich musi być tłoczno ; )
na zakończenie tego tematu,ciekawostka. W jednym ze sklepików zaintrygowała nas ekspozycja słodyczy. Chcieliśmy zrobić zdjęcia. W pierś się biję że nie zauważyłem tabliczki zakazującej wykonywania fotek. Robiłem zdjęcia gdy sprzedawca wyskoczył zza lady próbujac zasłonić towar. Na szczęście ,nie próbował zabrać mi aparatu ; ) Zdjęcie na dowód "lwiej obrony" ze strony personelu...
w następnej odsłonie,"przejdziemy się" promenadą...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Fajny basen, szkoda że nie było kąpieli, opustoszały. Czy woda nie była w ogóle podgrzewana ? czy za mało ?
No trip no life
...heee, "pozory mylą",choć...nie do końca ; )))
fotki z "opustoszałym basenem"były...mocno z rana. Właziliśmy do wody w godzinach południowych. Częściej zamiast "pływać" spijaliśmy drinki z przybasenowgo baru.Fotki na dowód ; )
basenowe podsumowanie: "miejsca w wodzie" naprawde dużo.Ręczniki wydawane "na kartę". Można je było pobrać dopiero o godzinie dziewiątej. Z jakiego powodu...można się domyślić ; ) Temperatura wody..."posezonowa". Mogła by być "ciut" cieplejsza. Codzienny aerobic dla..."zuchwałych" ; )))
Tyle o pływalni.Aha,byłbym zapomniał,hotel miał też basen wewnętrzny. Nie tak duży jak tan na powietrzu ale i nie "oczko". Nie byliśmy ani razu ; )))
Oczywiście nie zabrakło Spa i Gym,u. Do tego ostatniego przybytku zawitaliśmy.Z ciekawości ; )))
a jutro.Jutro..."coś zjemy" ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Hallo, mnie chce się jeść a nie pić
...No dobra poczekam jeszcze 
...o ile standard hotelowego pokoju można było uznać za "lekko rozczarowujący" to jedzenie (wersja All) była...bardzo rozczarowujaca ; )
zdawać by sie mogło że "wszystkiego było pod dostatkiem" ale...tylko pozornie. Np. na śniadaniu nie można było "skomponować" omleta. Znaczy kucharz przyrzadzał je (omlety) wedle swego uznania. Codziennie takie same !!! Rzecz niespotykana w "hotelowych piątkach" !!!
Na fotkach widać ilość ale i..."bezjakość" serwowanych produktów...
seciki zarówno śniadaniowe jak i pozostałych posiłków były niemal codziennie...niezmienne ; )
ciekawie podawano jedynie...ryby...
raz JEDEN zaserwowano małże !!!
desery były także "z matrycy"...
jestem "łasuch" ale słodkości były "niezwykle podobne w smaku" ; ) Również "RAZ JEDEN zaserwowano "cuś" takiego...
a tak wygladał typowy,codzienny talerzyk z deserem ; )
na stołówce dostepne było "piwo z kega" ; ) Nalać je trzeba było sobie samemu...
w podsumowaniu hotelowego jedzenia: głodni nie chodziliśmy ale monotonia posiłków przytłaczała. Nie wiem jak sobie radzili goście przebywający dłużej niż tydzień !???
Do tego personel na stołókach sprawiał wrażenie..."z łapanki".Zero uśmiechu,wszystko wykonywane wręcz "mechanicznie". Były to soby bardzo młode,prawdopodobie,zatrudnione za "minimalne pieniadze" na umowach sezonowych. Smutne...
jutro..."wyjdziemy na promenadę"...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Coś wam posmakowało ?
A próbowaliście coś na mieście ,tak dla ciekawości,żeby choćby porównać smaki i ofertę ?
No trip no life
ja nie wiem na co ty tak narzekasz Radek?
; ja tam zawsze staram sie wyszukiwac same pozytywy:)
a poczekam na to, co pokażesz jak wyjdziecie z hotelu....
Piea
...hmmm, "na mieście" jedliśmy dwukrotnie. Raz w Słonecznym Brzegu i raz w Nessebar. Były to potrawy które wybraliśmy "ze zdjęcia". Powiem tyle,smakowały tak siermiężnie jak wygladały. Do tego surówki (sałatki !???) podane jak...dla zwierząt. Pomidor,nieogradowany,przeciety na ćwiartki. Reszta warzyw podobnie elegancka ; ) Pomyślicie "że sie czepiam" ale najnormalniej w świecie "nie trawię" takich potraw (dań). Stąd awersja do większości potraw kuchni bałkańskiej. Wyjątek: wszelakie zapiekanki.
Całości nieszczęścia dopełniaja ceny w knajpach. Pamiętam że były..."mocno nad wyraz". Za piwo (0,5l) przyszło zapłacić niemal 10 EURO. To i tyle o jedzeniu. Wspominam (y) je bardzo źle.
Zdjęcia ze wspomnianych knajpek. Pierwsza w Słonecznym Brzegu,druga Nessebar.
teraz słow kilka o lokalnej plaży. To długa na kilka kilometrów piaskownica. Im bliżej centrum miasta tym...ładniejsza ; ) Odcinek przy hotelu sprawiał wrażenie..."ziemistego". Byliśmy najwyżej dwa razy. Zejście na przyhotelowy odcinek dostepne dla każdego (kołowrotek) ale powrót na teren hotelu jedynie dla osób z kartą -kluczem...
Kilka fotek.
teraz zdjęcia "ze środkowego odcinka". Tak wody jak piasku kolorek znacznie fajniejszy...
na całej długości ,oprócz leżaków,sporo knajpek,barów itp. W czasie gdy byliśmy trwał "posezonowy spokój" ale w miesiacach letnich musi być tłoczno ; )
na zakończenie tego tematu,ciekawostka. W jednym ze sklepików zaintrygowała nas ekspozycja słodyczy. Chcieliśmy zrobić zdjęcia. W pierś się biję że nie zauważyłem tabliczki zakazującej wykonywania fotek. Robiłem zdjęcia gdy sprzedawca wyskoczył zza lady próbujac zasłonić towar. Na szczęście ,nie próbował zabrać mi aparatu ; ) Zdjęcie na dowód "lwiej obrony" ze strony personelu...
w następnej odsłonie,"przejdziemy się" promenadą...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Zakaz robienia fotek słodyczy? – też bym nie pomyślała że może być zabronione. Co tam było takiego co nie wolno udostępniać?
A jaki to jest pomidor nieogradowany ?
No trip no life
No i się doczekałem wreszcie jedzonka
Powiem tak....fajnie dla oczu i to by było na tyle 
10 ojro za pół litra płynu do mycia okien?!?!?
Osz kurrrr .....Dlatego Bułgaria nigdy nie była na mojej nawet zakopanej pod płotem zapasowej liście.