Zobaczyc zorze,to juz jest szczescie,ale zobaczyc tak od razu przy pierwszym kontakcie z ladem niedzwiedzie polarne,to juz prawie jak wygrana w totka.Pewnie bylo wiele takich rejsow,gdzie podrozujacy na calym rejsie nie mieli tyle szczescia.I uwazam,ze te zdjecia zorzy zrobione fonem calkiem niezle,bo focenie zorzy naprawde latwe nie jest.Szczegolnie na statku,gdzie jeszcze buja.Zreszta najwazniejsze i tak ja zobaczyc na wlasne oczy.Tego sie juz nie zapomina.
—
https://marzycielskapoczta.pl/
Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci
Huragan, masz rację. Miałam olbrzymiego farta. I zorza i miśki i piękny wschód . Jak byłam na Spitsbergenie w zeszłym roku to niestety żaden się nie trafił i przecież niczyja to wina. To matka natura pisze scenariusz
Asiu,ciekawe skojarzenie .. ja tego ciasteczka nie widzę ha ha
Jest dość zimno, tylko 1 C. Na zodiaku wiadomo, ruchu nie ma ,można się tylko obracać i to delikatnie, żeby nie wejść komuś w kadr. Ten brak ruchu tylko potęguje odczucie zimna. Najszybciej marzną mi ręce , choć oczywiście mam rękawiczki. Podpływamy teraz zodiakami pod piękne, "tańczące" kolumny bazaltowe . I własnie te cuda natury wewnętrznie tak rozgrzewają ,że nie czuć tak bardzo zimna
Na skałach widać wiosnę , zaczynają rosnąć kolorowe roślinki
Widoki zapierają dech w piersiach
Zmarznięci ,ale szczęśliwi wracamy na statek na ciepły lunch . To jeszcze nie koniec wrażeń tego dnia .
Po południu , po lunchu mamy drugi stop. Dopływamy do Danmark Island , też w Scoresby Sund. Nazwa wyspy pochodzi od jej odkrywcy , duńskiego badacza Carla Rydera.który w latach 1891-92 zimował na wyspie, aby rozpocząć swoje ekspedycje do Scoresbysund. Na pokładzie swojego statku Hekla pracował nad stworzeniem mapy fjordu Scoresbysund i podobno całkiem nieźle mu poszło. Tym razem " lądujemy " na wyspie tzn. zodiakami dopływamy do brzegu. Przy takim mokrym lądowaniu bardzo przydają się wypożyczone na statku wysokie, nieprzemakalne buty, bo z zodiaka wskakujemy po kostki do wody przy brzegu, inaczej się po prostu nie da. Są dwie opcje spaceru : krótszy i łatwiejszy oraz dłuższy. Oczywiście dołączamy do grupy z dłuższym spacerem , aby jak najwięcej zobaczyć i dłużej sie delektować pieknymi krajobrazami. Wyspa ma podłoże kamieniste, ale kiedyś cała była pokryta lodem. Nasz trek trwa kilka godzin i jest bardzo ciekawy. Jest nawet o dziwo trochę roślinności więc korzystam z okazji i robię zdjęcia makro. Niestety , jak pisałam wcześniej kartę z aparatu mi wcięło ,więc fotek nie ma, szkoda.
O 18.30 jest spotkanie wszystkich z grupą liderów.
Najpierw jest podsumowanie , gdzie bylismy, co widzieliśmy, fotki a potem wstępny plan na dzień następny. Będzie sie działo...
Następnego dnia budzimy się bardzo wcześnie. Ok 6 rano zrywa nas pobudka.. trochę wcześnie, Jednak warto .
Wita nas kolejny, cudowny wschód słońca, mieniący się wieloma barwami. Stoimy na pokładzie i patrzymy na to co nas otacza jak zahipnotyzowani Pogoda znowu nam dopisuje , niebo prawie bez chmur. Trzeba przyznać, że na tym wyjeździe mamy farta , szkoda ,że nie zawsze tak jest. No , ale wiadomo w tych rejonach , z pogodą to jest totalna loteria . Wpływamy do Rode Fjord , który znajduje się w części znanego nam już trochę Scoresby Sound.
noo, widokowo, niesamowicie i pięknie w tym drewnianym domu coś się obecnie dzieje??? - trochę dziwi, że nie popadł w ruinę przez zamarzanie i odmrażanie widać drewno najbardziej odporne no są na foto jakieś czerwonawe krzewinki tak, przyroda w tym rejonie musi się spieszyć fajnie, że TO wszystko pokazujesz, bo mało kto obejrzy na własne oczy
Miśki super, a ta paskowa góra jak ciasteczko. Co ta natura potrafi stworzyć!
Zobaczyc zorze,to juz jest szczescie,ale zobaczyc tak od razu przy pierwszym kontakcie z ladem niedzwiedzie polarne,to juz prawie jak wygrana w totka.Pewnie bylo wiele takich rejsow,gdzie podrozujacy na calym rejsie nie mieli tyle szczescia.I uwazam,ze te zdjecia zorzy zrobione fonem calkiem niezle,bo focenie zorzy naprawde latwe nie jest.Szczegolnie na statku,gdzie jeszcze buja.Zreszta najwazniejsze i tak ja zobaczyc na wlasne oczy.Tego sie juz nie zapomina.
https://marzycielskapoczta.pl/
Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci
Huragan, masz rację. Miałam olbrzymiego farta. I zorza i miśki i piękny wschód . Jak byłam na Spitsbergenie w zeszłym roku to niestety żaden się nie trafił i przecież niczyja to wina. To matka natura pisze scenariusz
Asiu,ciekawe skojarzenie .. ja tego ciasteczka nie widzę ha ha
Jest dość zimno, tylko 1 C. Na zodiaku wiadomo, ruchu nie ma ,można się tylko obracać i to delikatnie, żeby nie wejść komuś w kadr. Ten brak ruchu tylko potęguje odczucie zimna. Najszybciej marzną mi ręce , choć oczywiście mam rękawiczki.Podpływamy teraz zodiakami pod piękne, "tańczące" kolumny bazaltowe . I własnie te cuda natury wewnętrznie tak rozgrzewają ,że nie czuć tak bardzo zimna
Na skałach widać wiosnę , zaczynają rosnąć kolorowe roślinki
Widoki zapierają dech w piersiach
Zmarznięci ,ale szczęśliwi wracamy na statek na ciepły lunch . To jeszcze nie koniec wrażeń tego dnia .
No trip no life
Po południu , po lunchu mamy drugi stop.
Dopływamy do Danmark Island , też w Scoresby Sund. Nazwa wyspy pochodzi od jej odkrywcy , duńskiego badacza Carla Rydera.który w latach 1891-92 zimował na wyspie, aby rozpocząć swoje ekspedycje do Scoresbysund. Na pokładzie swojego statku Hekla pracował nad stworzeniem mapy fjordu Scoresbysund i podobno całkiem nieźle mu poszło.
Tym razem " lądujemy " na wyspie tzn. zodiakami dopływamy do brzegu. Przy takim mokrym lądowaniu bardzo przydają się wypożyczone na statku wysokie, nieprzemakalne buty, bo z zodiaka wskakujemy po kostki do wody przy brzegu, inaczej się po prostu nie da.
Są dwie opcje spaceru : krótszy i łatwiejszy oraz dłuższy. Oczywiście dołączamy do grupy z dłuższym spacerem , aby jak najwięcej zobaczyć i dłużej sie delektować pieknymi krajobrazami.
Wyspa ma podłoże kamieniste, ale kiedyś cała była pokryta lodem. Nasz trek trwa kilka godzin i jest bardzo ciekawy. Jest nawet o dziwo trochę roślinności więc korzystam z okazji i robię zdjęcia makro. Niestety , jak pisałam wcześniej kartę z aparatu mi wcięło ,więc fotek nie ma, szkoda.
O 18.30 jest spotkanie wszystkich z grupą liderów.
Najpierw jest podsumowanie , gdzie bylismy, co widzieliśmy, fotki a potem wstępny plan na dzień następny. Będzie sie działo...
No trip no life
RODE FJORD
Następnego dnia budzimy się bardzo wcześnie. Ok 6 rano zrywa nas pobudka.. trochę wcześnie, Jednak warto .
Wita nas kolejny, cudowny wschód słońca, mieniący się wieloma barwami. Stoimy na pokładzie i patrzymy na to co nas otacza jak zahipnotyzowani
Pogoda znowu nam dopisuje , niebo prawie bez chmur. Trzeba przyznać, że na tym wyjeździe mamy farta , szkoda ,że nie zawsze tak jest. No , ale wiadomo w tych rejonach , z pogodą to jest totalna loteria .
Wpływamy do Rode Fjord , który znajduje się w części znanego nam już trochę Scoresby Sound.
No trip no life
noo, widokowo, niesamowicie i pięknie w tym drewnianym domu coś się obecnie dzieje??? - trochę dziwi, że nie popadł w ruinę przez zamarzanie i odmrażanie widać drewno najbardziej odporne no są na foto jakieś czerwonawe krzewinki tak, przyroda w tym rejonie musi się spieszyć fajnie, że TO wszystko pokazujesz, bo mało kto obejrzy na własne oczy
papuas
...niby wiedziałem ,że "część nabrzeżna" bywa "odsłonięta od śniegu" ale i tak zaskoczony jestem !!!
gdyby mnie zapytano,pokazując fotki "gdzie to",nie postawiłbym na Grenlandię ; )))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Papuas, nic sie nie dzieje w tym domu. To jedyny , który pozostał i słuzy jako "muzeum"
Radek, a na co byś postawił ?
Dalsze fotki ze wschodu słońca
No trip no life
...heee, albo na "północ Norwegi lub Islandię " !??? ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
powiem więcej, taki obrazek to mogłaby byc też i Antarktyda
No trip no life