a to ci dopiero ciekawostka z tą wełną! ; wprawdzie o wełnie z wołów piżmowych słyszałam, ale że jakaś naturalna wełna sie nie filcuje i inie mechaci - to już mnie zaskoczyłaś! no nie wiedziałam, że taka istnieje! ; a kupiłaś jakis sweterek? albo chociaż skarpetki czy rękawiczki?
Wełna wołów piżmowych nazywana jest skarbem Grenlandii ( i Alaski) , jest najmniej znaną wełną na świecie, a jednoczęsnie najcieplejszą. Nazywa się kiwiut i quiviut i ma współczynnik izolacji 10 razy wyższy niż wełna. Co tez ciekawe ubranie z tej wełny się nie filcują i nie kosmacą.
Woły piżmowe udało się nam zobaczyć w pełnej okazałości , potem więc pokażę fotki
A widziałaś tam w sprzedaży taką wełnę w wersji do robótek lub gotowe wyroby – pewnie są dość drogie.
Piea, Asia z zakupami w tej częsci Grenlandii jest słabo, ale do tego jeszcze dojdziemy ..jak dopłyniemy do małej osady
Wczesnym rankiem następnego dnia Hondius wpływa do Hurry Inlet , który jak poprzednie fjordy jest częścią Scoresby Sund. Ten fiord otrzymał swoją nazwę na początku XIX wieku .Pan Scoresby złożył w ten sposób hołd Nicholasowi Hurry, właścicielowi ich statku, Baffin.. A my po zjedzeniu pysznego śniadania lądujemy zodiakami na lądzie. Krajobraz i piękna, słoneczna pogoda zachęca na poranne wędrówki.Pomimo słońca jest jednak chłodniej niż w poprzednie dni, jest lekko poniżej 0. Obserwujemy mroźną tundrę i małe zbiorniki wodne pokryte pierwszym lodem . Spacerujemy też wzdłuż rzeki, choć z góry wygląda jeszcze ładniej. Siadamy na ziemi , Ja się trochę rozbieram, bo wejście pod górę dało mi sie we znaki. Oj będę tego póżniej żałować.. Mamy czas ,aby chwilę podumać i w ciszy popatrzeć na okolicę.
Świetna podróż. Cudowne krajobrazy. Szczerze zazdroszczę tych wspaniałych wschodów słońca, zorzy i miśków.
Ja byłem na zachoniej Grenlandii podczas dnia polarnego, gdy słońce w ogóle nie zachodziło, z tej racji nie mogłem podziwiać takich widoków, ani zorzy polarnej (zobaczyłem ją dopiero podczas zimowego pobytu na Szpicbergenie). A miśki w tamtych rejonach Grenlandii są rzadkością, więć też nie miałem okazji ich oglądać. Za to gór lodowych było tam znacznie więcej, niż na wschodzie wyspy. Jeszcze raz gratuluję wspaniałej podróży.
Achernar, też byłam w zachodnich regionach Grenlandii, to był mój pierwszy kontakt z wyspą. To prawda, góry lodowe są tam wspaniałe., bardzo mi się podobały. Za to ja na Spitzbergenie zorzy nie widziałam,ale też nie byłam w okresie zorzowym
Huragan, i mnie zaskoczyła obfitość barw, róznych kwiatków , czy obecność nawet grzybów. Ale najbardziej barwnie było na mojej tegorocznej, wrześniowej wyprawie..
Jesssu!!!, Nel..... no wiem, wiem, że się w kółko powtarzam, bo ileż mozna pisać, że pieknie, że cudnie, że oczy z orbit wyskakują! - no ale tu trzeba! lepiej sie powtarzać niż milczeć i udawać, że zachwytu nie robi; bo u mnie robi i to do potęgi e-ntej!!! - dałabym sie pokroić za taką podróż! .... gdybym tylko znalazła chętnego na te bieguny???? w moim gronie niestety większość osób jest ciepłolubna, a ci co nienawidzą upału i lubią słonko umoiarkowane - nie znosza też zimy, zimna i urlopów w kurtkach i czapkach he he; ja jestem jakims ewenementem chyba:)
Po obiedzie odwiedzamy jedną z najbardziej odizolowanych wiosek na ziemi-to osada Ittoqqortoormiit. Kolejna przedziwna i nie do powtórzenia dla nas nazwa . W lokalnym języku oznacza miejsce z dużymi domami.
Już z pokładu ,widać małe, kolorowe domki usytuowane na zboczu gór. To jedyne miasteczko jakie odwiedzamy w czasie tego rejsu, więc jestem bardzo go ciekawa a szczególnie jak wygląda w zestawieniu z miasteczkami w zachodniej Grenlandii, które widziałam pare lat wcześniej.
Domy są nieduże i bardzo barwne:, niebieskie, żółte, brązowe, zielone, granatowe, czerwone. Chyba tylko czarnych nie widzę. .Dominują niebieskie i brązowo czerwone.
Przed zejściem na ląd otrzymujemy mapę miasteczka. Jest tu jeden sklep, kościół, poczta, sklep spożywczy i z pamiątkami , muzeum, knajpka , dom noclegowy., hoteli brak.Reszta to domy mieszkalne.
I jeszcze jedna ważna rzecz. Nasi liderzy na zodiakach przypominają nam, aby bez zgody mieszkańców , pod żadnym pozorem nie robić im fotek, bo nie akceptują tego. Mieszkańcy to w większości myśliwi polujący na piżmowce, niedźwiedzie, lisy, foki i wieloryby i rybacy. Niewielka część pracuje w usługach, głównie w sezonie.
Już w porcie słyszymy pieski husky. Uwiązane , kręcą się przy swoich budkach.
Chodząc po miasteczku rzuca mi się w oczy .. pustka. Nie ma ludzi ,poza nami podróżnikami z Hondiusa. Ulice i domostwa są opustoszałe. Widać ,że mieszkańcy specjalnie pochowali się w domach, aby przypadkiem się na nas nie natknąć. Szczerze mówiąc jestem zaskoczona, nie spotkałam się z taką postawą w zachodniej Grenlandii. No, ale tutaj turystyka jest znacznie słabiej rozwinięta, jest w powijakach.
Z domów dobiega muzyka, nieraz całkiem głośna a szczególnie tam gdzie są otwarte okna a nawet drzwi. No właśnie , jest zimno , poniżej zera a oni otwierają okna czyli wcale nie marzną. Zimny chów ha ha ..Na tarasach stoją stoły, krzesła czyli przesiadują na zewnątrz. Brrr..
doczytane, bo zostawiłem na deser świetne te wszystkie kolorowe krzewinki i kwiatki wiem jak wyglądają woły piżmowe, ale ciekawostki o użytkowych walorach ich wełny to już całkowite zaskoczenie zawsze tak jest, że dopiero będąc w jakimś miejscu dowiadujemy się od opowiadacza nieznanych nam szczegółów plenery i foto super przy odpowiednim ubraniu i ekwipunku temperatury około zera niestraszne - byle tylko słonko świeciło, bo jednak w deszczu foty trudno się robi (cały czas trza chronić obiektyw) tak, tego typu wyprawa już nie dla mnie, bo grupa nie może czekać na kogoś, kto męczy się na każdym podejściu i poci już przy oddychaniu każdy wiek swoje prawa ma i też kiedyś lekko ubrany śmigałem po górach
a to ci dopiero ciekawostka z tą wełną! ; wprawdzie o wełnie z wołów piżmowych słyszałam, ale że jakaś naturalna wełna sie nie filcuje i inie mechaci - to już mnie zaskoczyłaś! no nie wiedziałam, że taka istnieje!
; a kupiłaś jakis sweterek? albo chociaż skarpetki czy rękawiczki?
Piea
A widziałaś tam w sprzedaży taką wełnę w wersji do robótek lub gotowe wyroby – pewnie są dość drogie.
Piea, Asia z zakupami w tej częsci Grenlandii jest słabo, ale do tego jeszcze dojdziemy ..jak dopłyniemy do małej osady
Wczesnym rankiem następnego dnia Hondius wpływa do Hurry Inlet , który jak poprzednie fjordy jest częścią Scoresby Sund.
Ten fiord otrzymał swoją nazwę na początku XIX wieku .Pan Scoresby złożył w ten sposób hołd Nicholasowi Hurry, właścicielowi ich statku, Baffin..
A my po zjedzeniu pysznego śniadania lądujemy zodiakami na lądzie. Krajobraz i piękna, słoneczna pogoda zachęca na poranne wędrówki.Pomimo słońca jest jednak chłodniej niż w poprzednie dni, jest lekko poniżej 0.
Obserwujemy mroźną tundrę i małe zbiorniki wodne pokryte pierwszym lodem . Spacerujemy też wzdłuż rzeki, choć z góry wygląda jeszcze ładniej. Siadamy na ziemi , Ja się trochę rozbieram, bo wejście pod górę dało mi sie we znaki. Oj będę tego póżniej żałować..
Mamy czas ,aby chwilę podumać i w ciszy popatrzeć na okolicę.
A poniżej jeszcze mapki gdzie jesteśmy
No trip no life
Świetna podróż. Cudowne krajobrazy. Szczerze zazdroszczę tych wspaniałych wschodów słońca, zorzy i miśków.
Ja byłem na zachoniej Grenlandii podczas dnia polarnego, gdy słońce w ogóle nie zachodziło, z tej racji nie mogłem podziwiać takich widoków, ani zorzy polarnej (zobaczyłem ją dopiero podczas zimowego pobytu na Szpicbergenie). A miśki w tamtych rejonach Grenlandii są rzadkością, więć też nie miałem okazji ich oglądać. Za to gór lodowych było tam znacznie więcej, niż na wschodzie wyspy. Jeszcze raz gratuluję wspaniałej podróży.
Piekne fotki porobilas.Ciekawe tez ile tam roznych kolorow tych mchow i krzewow na wyspie,ktora wiekszosci kojarzy sie tylko z lodem
https://marzycielskapoczta.pl/
Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci
Achernar, też byłam w zachodnich regionach Grenlandii, to był mój pierwszy kontakt z wyspą. To prawda, góry lodowe są tam wspaniałe., bardzo mi się podobały. Za to ja na Spitzbergenie zorzy nie widziałam,ale też nie byłam w okresie zorzowym
Huragan, i mnie zaskoczyła obfitość barw, róznych kwiatków , czy obecność nawet grzybów. Ale najbardziej barwnie było na mojej tegorocznej, wrześniowej wyprawie..
No trip no life
Jesssu!!!, Nel..... no wiem, wiem, że się w kółko powtarzam, bo ileż mozna pisać, że pieknie, że cudnie, że oczy z orbit wyskakują! - no ale tu trzeba! lepiej sie powtarzać niż milczeć i udawać, że zachwytu nie robi; bo u mnie robi i to do potęgi e-ntej!!! - dałabym sie pokroić za taką podróż! .... gdybym tylko znalazła chętnego na te bieguny???? w moim gronie niestety większość osób jest ciepłolubna, a ci co nienawidzą upału i lubią słonko umoiarkowane - nie znosza też zimy, zimna i urlopów w kurtkach i czapkach
he he; ja jestem jakims ewenementem chyba:)
Piea
Piea, ślicznie dziękuję , to takie miłe co piszesz...
A jeśli chodzi o towarzystwo w zimne klimaty to faktycznie nie jest łatwo. W moim otoczeniu też raczej wszyscy preferują ciepłe kierunki.
No trip no life
Po obiedzie odwiedzamy jedną z najbardziej odizolowanych wiosek na ziemi-to osada Ittoqqortoormiit. Kolejna przedziwna i nie do powtórzenia dla nas nazwa . W lokalnym języku oznacza miejsce z dużymi domami.
Już z pokładu ,widać małe, kolorowe domki usytuowane na zboczu gór. To jedyne miasteczko jakie odwiedzamy w czasie tego rejsu, więc jestem bardzo go ciekawa a szczególnie jak wygląda w zestawieniu z miasteczkami w zachodniej Grenlandii, które widziałam pare lat wcześniej.
Domy są nieduże i bardzo barwne:, niebieskie, żółte, brązowe, zielone, granatowe, czerwone. Chyba tylko czarnych nie widzę. .Dominują niebieskie i brązowo czerwone.
Przed zejściem na ląd otrzymujemy mapę miasteczka. Jest tu jeden sklep, kościół, poczta, sklep spożywczy i z pamiątkami , muzeum, knajpka , dom noclegowy., hoteli brak.Reszta to domy mieszkalne.
I jeszcze jedna ważna rzecz. Nasi liderzy na zodiakach przypominają nam, aby bez zgody mieszkańców , pod żadnym pozorem nie robić im fotek, bo nie akceptują tego. Mieszkańcy to w większości myśliwi polujący na piżmowce, niedźwiedzie, lisy, foki i wieloryby i rybacy. Niewielka część pracuje w usługach, głównie w sezonie.
Już w porcie słyszymy pieski husky. Uwiązane , kręcą się przy swoich budkach.
Chodząc po miasteczku rzuca mi się w oczy .. pustka. Nie ma ludzi ,poza nami podróżnikami z Hondiusa. Ulice i domostwa są opustoszałe. Widać ,że mieszkańcy specjalnie pochowali się w domach, aby przypadkiem się na nas nie natknąć. Szczerze mówiąc jestem zaskoczona, nie spotkałam się z taką postawą w zachodniej Grenlandii. No, ale tutaj turystyka jest znacznie słabiej rozwinięta, jest w powijakach.
Z domów dobiega muzyka, nieraz całkiem głośna a szczególnie tam gdzie są otwarte okna a nawet drzwi. No właśnie , jest zimno , poniżej zera a oni otwierają okna czyli wcale nie marzną. Zimny chów ha ha ..Na tarasach stoją stoły, krzesła czyli przesiadują na zewnątrz. Brrr..
Zaprazam na spacerek
słabo widać,ale to jest boisko koszykówki
w oddali widać nasz statek
jedyna noclegownia w miasteczku
No trip no life
doczytane, bo zostawiłem na deser
świetne te wszystkie kolorowe krzewinki i kwiatki wiem jak wyglądają woły piżmowe, ale ciekawostki o użytkowych walorach ich wełny to już całkowite zaskoczenie zawsze tak jest, że dopiero będąc w jakimś miejscu dowiadujemy się od opowiadacza nieznanych nam szczegółów plenery i foto super przy odpowiednim ubraniu i ekwipunku temperatury około zera niestraszne - byle tylko słonko świeciło, bo jednak w deszczu foty trudno się robi (cały czas trza chronić obiektyw) tak, tego typu wyprawa już nie dla mnie, bo grupa nie może czekać na kogoś, kto męczy się na każdym podejściu i poci już przy oddychaniu każdy wiek swoje prawa ma i też kiedyś lekko ubrany śmigałem po górach
papuas