Bali - dlaczego warto tam jechać ?

104 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Coś mi się z fotkami porobiło, a nie wiem jak te zbędne wykasować,sorki!!!!!

Po powrocie do pokoju rozpakowujemy nasze walizki, przebieramy się i czas na kolację.

Postanawiamy wybrać się do pobliskiej galerii handlowo - usługowej Bali Collection.
Przechodzimy przez hotelowe lobby i miły akcent - recepcjonista, u którego meldowaliśmy się podbiega do nas i z uśmiechem pyta czy pokój OK,czy podoba się hotel i otoczenie. Później okaże się jak wielu jest tu sympatycznych i życzliwych pracowników począwszy od ręcznikowego, poprzez kelnera do szefa kuchni, który codziennie w czasie śniadania chodził od stolika do stolika i wysłuchiwał opinii i życzeń na temat żarełka. Pewnie część robiła to z premedytacją z myślą o napiwku, ale u niektórych wyglądało to na pełen spontan.

Wychodzimy głównym wyjściem na podjazd i teraz mamy okazję przyjrzeć się tej części włości hotelowych dokładniej. Wszystko bardzo zadbane, krzewy przystrzyżone,na trawie nie leży nawet jeden listek, trawniki i klomby zraszane, jezdnia i chodniki czyściusieńkie. Tereny sportowe też super utrzymane.
Niedaleko bramy wjazdowej ogromny parking, a na nim samochody do wynajęcia razem z kierowcami. Kierowcy grzecznie (czytaj niezbyt nachalnie) oferują swoje usługi. Na razie dziękujemy

Do BC jest niedaleko, nie więcej niż 10-15 minut spokojnym spacerkiem. Pomimo, że galeria położona jest w ND, a zatem na zamkniętym terenie, wszyscy do niej wchodzący są ponownie kontrolowani. Komuś czytającemu, te kontrole mogą się wydać uciążliwe, ale to po prostu przejście przez bramkę jak na lotnisku, typowa formalność. Takich wejść do BC jest kilka, z różnych stron.

Bali Collection zajmuje duży teren, wśród pięknej roślinności stoją parterowe, nowoczesne pawilony, niektóre z akcentami architektury balijskiej. . Nie ma tam monotonnej zabudowy, są uliczki z ławkami, fontanny, stawki, skwerki i placyki oraz stare ogromne drzewa, w tym moje ulubione figowce bengalskie tzw banyan tree.


Całość na wysokim poziomie, wszędzie jest bardzo czysto i schludnie.

W sumie jest tu ponad 100 różnych obiektów, w tym samych knajpek i restauracji z 30. Każda z nich ma od frontu ukwiecony ogródek, w którym stoją stoliki, można także usiąść w klimatyzowanej części zadaszonej. Restauracje są przytulne i kameralne, gustownie urządzone, a nie jakieś wielkie molochy.
Jest kilka dużych sklepów z wyrobami artystycznymi, w których można kupić oryginalne pamiątki, takie jak: rzeźby, obrazy, maski, biżuterię, wyroby z masy perłowej, plecione tacki i koszyki, no i oczywiście sarongi, chusty, suknie, bluzki z jedwabiu lub bawełny . I wiele, wiele innych rzeczy, których nie sposób tu wymienić.
Większość wyrobów jest naprawdę autentyczna i interesująca, można tam spędzić mnóstwo czasu podziwiając zdolności lokalnych rzemieślników. Oczywiście wśród tej olbrzymiej ilości suwenirów sporo jest także tandety i kiczu. Ale, jak widać, wszystkie te rzeczy - drogie i tanie, ładne i brzydkie - znajdują w końcu swych amatorów.
Nas w szczególności zachwyca sklep z oryginalnymi balijskimi meblami. I tu również szeroka oferta asortymentowa. Są bogato rzeźbione monumentalne komplety gabinetowe lub jadalniane, lekkie mebelki rattanowe. Mnie jednak najbardziej podobają się proste, postarzane meble w stylu rustykalnym wykonane z grubych pni. Są katalogi, fotografie, można zamówić meble z dostawą do domu klienta. Nierzadko transport może się okazać droższy niż meble.

Jeśli chodzi o działalność usługową to królują tu salony SPA, w których można poddać się masażom, kąpielom w kwiatach, pilingom, a także aromaterapii czy refleksologii. Pewno jeszcze wielu innym, ale się za bardzo na tym nie znam.
Ciekawostką, bardzo tam popularną ,są akwaria z niepozornymi rybkami, które obgryzają martwą skórę z nóg amatorów tej ryboterapii ( nie wiem jak się ten zabieg fachowo nazywa). Trwa on 20 minut i podobno wpływa bardzo relaksująco na nasze kończyny dolne. Być może - nie próbowałam...
W salonach kosmetycznych można też zrobić sobie tatuaż lub zapleść cienkie warkoczyki,

Dla zakupoholików jest tu mnóstwo interesujących sklepów i butików. Począwszy od ekskluzywnych marek jak np. DG, poprzez butiki lokalnych projektantów, gdzie ceny są również bardzo wysokie, ale kreacje naprawdę super. Na drugim biegunie są sklepiki z ogólno - azjatycką masówką, przy czym asortyment podobny jest do tego sprzedawanego na plaży znacznie taniej. No, ale liczy się jakość obsługi, klimatyzowane wnętrze i eleganckie otoczenie.
Są tu również supermarkety spożywcze, gdzie można dostać napoje, słodycze, kawę, zarówno lokalne wyższej jakości, jak i produkty międzynarodowych koncernów.
Zamożni turyści mogą tu kupić drogą unikatową biżuterię wykonaną przez balijskich jubilerów, perły, markowe zegarki i okulary przeciwsłoneczne.
Można bezpiecznie wymienić pieniądze w oficjalnych kantorach, skorzystać z bankomatów, wynająć samochód z kierowcą, zamówić wycieczkę czy kupić bilety lotnicze w przedstawicielstwie indonezyjskich linii lotniczych Garuda.

No, ale my przyszliśmy tu na kolację, więc skupmy się na restauracjach....
Jest ich tutaj spory wybór.
Chyba każdy turysta znajdzie tu coś dla siebie.
. Oprócz wszechobecnej kuchni balijskiej można zjeść dania tajskie, japońskie, koreańskie, chińskie i indyjskie. Są również restauracje nam bliższe jak włoska Uno, rosyjska Slavyanka, hiszpańska Churasceria Pica Tapas, czy Prada w stylu fusion, czyli mieszanką kuchni Wschodu i Zachodu.
Wraz z tłumem różnojęzycznych turystów zatrzymujemy się przy kolejnych knajpkach. Prawie wszędzie na zewnątrz stoją kelnerzy zapraszający do swego lokalu. Zachęcają do obejrzenia ryb i owoców morza, leżących w gablotach na lodzie wśród kolorowych dekoracji z sałat i warzyw.. Wabią także darmowym bufetem sałatkowym.
Decydujemy się na jedną z knajpek, bo taka ładna Balijka zapraszała, że mąż dał się skusić. Siedzimy w ogródku przy chłodnym piwku Bintang. Ja tam bym wolała przy winku, ale jak chyba wszędzie w Azji, jest ono stanowczo zbyt drogie. Cóż, trzeba się zadowolić piwem....
Zamawiamy mia goreng na przystawkę i polecane przez kelnerkę rybki red snapper (nawet nie wiem jaka jest polska nazwa). W oczekiwaniu na jedzonko idziemy do bufetu sałatkowego. Wybór nie za duży: ogórki, sałata, pomidory, papryka, plus różne sosy
Obsługa przemiła, uśmiechnięta, przynoszą na stół ciepłe ręczniczki do rąk, lampiony, sztućce i pieczywo czosnkowe.
Przystawka i danie główne - smakowite, ryż do grillowanej rybki, warzywa i kilka rodzajów sosów, niektóre ostre. Oj jakby się tą rybę popiło białym winkiem!!!
W zamian jeszcze jeden Bintang.
Kelnerka co chwilę z uśmiechem pyta się czy wszystko OK., czy smakuje, czuje się wielką troskę o klienta, a może tylko starania o wyższy napiwek?
W głębi widać zaplecze kuchenne, trzeba przyznać, że jedzenie przygotowują w bardzo higienicznych warunkach. Toaleta ? takaż.
Trzech muzyków gra międzynarodowe standardy. Takie raczej evergreeny dla starszego pokolenia spokojne, melodyjne piosenki.
Atmosfera fajna, wszystkie stoliki zajęte, migają świeczki i lampiony rozwieszone na drzewach kołysanych wieczorną bryzą. Z knajpek rozbrzmiewa spokojna muzyka grana na żywo, woń kadzidełek miesza się z zapachami grillowanych potraw, a nad tym wszystkim dominuje wieczorny zapach typowych dla tego rejonu kwitnących drzew plumerii zwanych tu frangipani.

Po kolacji spacerujemy pomiędzy knajpkami i butikami, aż żal opuszczać to miejsce. Tym bardziej, że w rejonie hoteli rzadko coś się wieczorami dzieje o czym będziemy mieli okazję później się przekonać.
BC oferuje wprawdzie darmowy transport dla swoich gości - autobusy jeżdżą wzdłuż nadmorskich hoteli - my jednak wolimy się przejść, szczególnie po takim obżarstwie.
Jest spokojnie, mały ruch, nawet w dość ciemnych alejkach czujemy się bezpiecznie. Przed naszym hotelem w ogromnej misie płonie żywy ogień - bardzo romantyczny widoczek.
Cymbaliści wystukują cichą, monotonną melodyjkę, pięknie ubrane tancerki czekają na powracających gości, by wpiąć im we włosy kwiaty plumerii.
Wychodzimy jeszcze na chwilę na balkon. Choć godzina jeszcze nie jest późna, widać tylko nieliczne osoby siedzące w barze przy plaży. Basen pięknie podświetlony, lekko szumią palmy, szemrze woda spływająca z wodospadu.
Dyskretni ochroniarze spacerują wzdłuż alejki oddzielającej hotelowy ogród od plaży. We wszystkich hotelach nie ma żadnych płotów, ale każdy ma swoją bardzo liczną ochronę.
I tak dobiegł końca nasz pierwszy dzień pobytu...

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Następnego dnia budzę się bardzo wcześnie. Jest jeszcze ciemno, ale to nic dziwnego, bo tu słońce wschodzi dopiero o 6.30 ( w pełni lata!!!). Ja zawsze mam problemy z tymi strefami czasowymi. Zazdroszczę mężowi, on na to nie reaguje..
Gdy robi się jasno schodzę do ogrodu. Lubię tak sobie pochodzić po plaży i koło basenu, jak turyści jeszcze śpią, nie ma ruchu i gwaru, można sobie pogadać z personelem i odetchnąć rześkim powietrzem.

W hotelowym obejściu już praca wre. Ciemnowłosi chłopcy czyszczą baseny, inni myją kamienne ścieżki , odkurzają stoliki i łóżka do opalania, rozkładają na nich materace.
Ogrodnicy przycinają krzewy, zbierają leżące liście i kwiaty plumerii, włączają systemy zraszające.

Na plaży jest już przypływ. Morze jest spokojne, tylko małe falki uderzają o brzeg. Plaża leży w zatoce, którą od pełnego morza osłania rafa koralowa, stanowiąca naturalny falochron. Nawet małe dzieci mogą się tu kąpać bezpiecznie, bo oprócz braku fal jest tu również dość daleko płytka woda z piaszczystym dnem. Nieco głębiej pojawiają się resztki rafy i trochę wodorostów, ale tam już można płynąć, więc wg mnie żadne buty do wody nie są potrzebne.
Tu również robi się poranne porządki, Chłopcy grabią wodorosty na granicy z wodą, zbierają liście pod drzewami, gdzie ustawione są łóżka do opalania. Plaża jest bardzo czysta, gdyż takie czynności powtarzane są parokrotnie w ciągu dnia.
Każda ekipa ma innego koloru służbowe ubranka, wszyscy pracownicy z uśmiechem wołają "hallo"na powitanie.

Śniadanie jemy w otwartej restauracji, tuż przy stawie z kolorowymi rybami. Te ryby to tu mają farta, bo dzieciarnia namiętnie je dokarmia.

Jest mnóstwo różności do jedzenia dla wszystkich możliwych nacji gości hotelowych. Nie chce mi się tego wszystkiego opisywać. Dla mnie grunt, że jest dużo owoców i świeżo wyciskanych soków warzywnych i owocowych.

A teraz będzie relacja pt: CODZIENNOŚĆ PLAŻOWA , bo tak naprawdę dzień podobny był do dnia.
My nie przyjechaliśmy na Bali z zamiarem wylegiwania się na plaży, ale jednak trochę czasu i tu się spędzało.

Po śniadaniu plaża się zapełnia, choć w porównaniu z większością kurortów europejskich i tak jest tu pustawo - pomimo szczytu urlopowego. Sporo gości hotelowych zalega nad basenem.
Mając do wyboru basen czy plażę, zawsze wybieramy tę ostatnią. I choć nie jest jeszcze zbyt gorąco lokujemy się w cieniu gęstych drzew liściastych. Bardzo mi odpowiada możliwość leżenia w naturalnym cieniu, przez co plaża nie jest upstrzona kolorowymi parasolami. Gdy ktoś chce się opalać, w każdej chwili chłopcy z serwisu plażowego przesuną łóżko na słońce. Faktem jest, że te liściaste drzewa są mniej romantyczne niż wysmukłe palmy, których na plaży jest niewiele. Ciekawe, bo w ogrodach hotelowych jest mnóstwo palm i to w różnych gatunkach.

Przebywanie na plaży - oprócz lekkiego wiaterku od oceanu i szumu fal - ma jeszcze duży plus, a mianowicie szeroką perspektywę widokową.
Wprawdzie nie ma tu typowych lazurków, tak uwielbianych przez niektóre forumowiczki, ale i tak jest na czym oko zawiesić. Z lewej strony widoczne jest za lekką mgiełką lub czasami wynurzajace się z gęstych chmur najwyższe pasmo górskie z wulkanem Agung. Naprzeciwko naszej plaży znajdują się trzy małe wysepki, na które można się wybrać stateczkiem. A z prawej strony wcina się w morze skalisty półwysep porośnięty krzakami z małą balijską świątynką. Na plaży jest cicho i spokojnie, odpoczynku nie zakłócają żadne animacje ani muzyka. Dla chętnych animacje są, choć dość ograniczone, wyłącznie nad basenem.

Wkrótce pojawiają się miejscowi prowadzący działalność usługowo - handlową. Jest ich na szczęście niewielu i nie są tak nachalni, jak później doświadczymy tego w rejonie Kuty.
Proponują wycieczki łódkami z przeszklonym dnem na pobliską rafę koralową (skromniutka!!!),wyspę z żółwiami czy połów ryb.
Inni zachęcają do obejrzenia sarongów i innych ciuszków, wyrobów z masy perłowej, obrazów, rzeźb, latawców i wielu innych rzeczy. Nie są nachalni, wystarczy krótkie " No, thank you".

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Dzięki, Marinik

Po kilku dniach mamy już "swoich" zaprzyjaźnionych handlarzy, z którymi codziennie rozmawiamy na plaży. W większości to naprawdę sympatyczni ludzie, którzy przybyli tu "za chlebem", nierzadko z odległych rejonów wyspy i są jedynymi żywicielami wielodzietnych rodzin.
Jeżeli się chce coś od nich kupić trzeba się targować, nawet z tymi zaprzyjaźnionymi - choć to tym bardziej trudne.
Poznajemy Anę, która siada przy nas z olbrzymim koszem pełnym naszyjników, bransoletek, klipsów i kolczyków, wisiorków i spinek do włosów. Jest zmęczona, z trudem oddycha, ociera spoconą twarz chusteczką....
Wiele z tych wyrobów wykonano z pereł hodowlanych.
Nie znam się na perłach, ale nawet dla takiego laika jak ja, jasne jest, że nie są one najwyższego lotu. Nie są idealnie okrągłe, mają ryski, różne odcienie w jednym naszyjniku. Widać, taki odrzut eksportowy...
Ale w przeddzień wyjazdu i tak kupuję od niej kilka naszyników i bransoletek, bo jak tu nie dać zarobić dobrej znajomej. Będą fajne prezenty z podróży dla przyjaciółek, sobie też coś zostawię.
Ana przyniosła wówczas perły luzem w pudełku, ja przeglądałam je i wybierałam, a ona nawlekała dla mnie te, które chciałam. Długość też na konkretne życzenie Mnie zresztą fakt, że perły nie są zbyt idealne zupełnie nie przeszkadza, tym bardziej świadczy to o tym, że są naturalne, choć hodowlane.
Dzień w dzień plażą drepcze wiecznie uśmiechnięty, mały zasuszony staruszek, chodzi z trudem, chyba ma jakiś problem ze stawami biodrowymi. Próbuje sprzedać ułożone w płaskim koszyku piękne, opalizujące muszle. Ale któż od niego kupi te muszle, skoro nigdzie chyba nie wolno ich wwozić?
Obserwuję go przez dwa tygodnie i stale ma ten sam asortyment, chyba interes nie idzie mu zbyt dobrze?
Z nim też rozmawiam codziennie, choć trudno to nazwać rozmową. Zna tylko parę słów po angielsku. Przynoszę mu codziennie wodę mineralną, a on mnie nauczył po balijsku słowa "terima kasih" czyli "dziękuję".
Natomiast duże wzięcie wśród turystów mają różnego rodzaju latawce. Skonstruowane są z cienkich listewek bambusowych i materiału podobnego do ortalionu. Są duże i małe, mają bajeczne kształty i kolory. Sprzedawcy prezentują w powietrzu latawce w kształcie motyli, smoków, ptaków, żaglowców czy diabłów. Latawce kupuje się oczywiście nie rozłożone, wraz z instrukcją montażu, ale i tak te większe trzeba wieźć jako bagaż podręczny. Trochę z tym było zachodu, ale obdarowane nimi dzieci były zachwycone,, bo to rzeczywiście oryginalne prezenty.

Cały dzień po plaży krążą hotelowi kelnerzy, proponując zimne drinki, a w porze lanczu coś konkretniejszego do zjedzenia.
Po południu zaczyna się odpływ. Plaża pustoszeje, większość ludzi przenosi się w okolice basenów.
Odpływają w siną dal łódki wożące turystów po morzu, znikają zmęczeni handlarze.
Ocean cofa się coraz bardziej, pozostają jedynie zagłębienia z wodą, ukazują się kępy wodorostów, szczątki rafy. Gdy poziom wody obniża się jeszcze bardziej, przychodzą rybacy z długimi wędkami. Wchodzą w ubraniu do wody sięgającej im do pasa, na głowach mają charakterystyczne stożkowane (a la chińskie) kapelusze. Lubię ich obserwować. Od czasu do czasu udaje im się złowić jakąś rybkę, wpatrują się w dno morskie skąd wyciągają czasem jakiegoś ślimaka, kraba czy ośmiorniczkę.
Nawet gdy zapada zmrok oni dalej próbują coś złowić na wieczorny posiłek, używając latarek.

Któregoś dnia, wracając dość późno z kolacji, spotkaliśmy na brzegu Balijczyka. Składał swoją wędkę, połów na dzisiaj zakończony. Zagadałam go, żeby mi pokazał co złowił. Trochę się ociągając pokazał mi trzy małe, może 15 cm rybki trzepoczące się w zrobionej ze sznurka siatce. Marny połów, jak na kilka godzin stania w wodzie....
Wieczorem, po kolacji, nadmorskim bulwarkiem spaceruje trochę osób. Od czasu do czasu organizowane są na plaży ogniska lub występy lokalnych zespołów tanecznych i muzycznych, palą się pochodnie, kelnerzy roznoszą drinki....Trzeba przyznać, że tutejsza muzyka nie porywa do tańca, za to jak się pojawi zespół grający rytmy latynoskie, bo wszyscy ruszają w tany...

Tak właśnie wygląda codzienne życie na plaży Jedni ciężko pracują, inni wypoczywają. Ale przecież i my też musimy się napracować, żeby później leżeć do góry brzuchem....

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Po południu mamy już dość plażowania. Idziemy na spacer bulwarkiem wzdłuż morza, by poznać bliższą i dalszą okolicę.

Chcemy się przyjrzeć hotelom zlokalizowanym w pasie nadmorskim w ND.

Hotele w tym rejonie zaczęły powstawać jakieś 40 lat temu. Ówczesne władze Bali zadecydowały, że dobrze będzie utworzyć taką zamkniętą enklawę dla turystów, w której będą mieli do dyspozycji luksusowe hotele otoczone tropikalną roślinnością, czyste plaże, zadbane tereny rekreacyjne z elementami lokalnej architektury oraz centrum handlowo - usługowo - gastronomiczne. Chyba uważali, że co poniektórzy w ogóle stąd się nie będą ruszać.
I rzeczywiście, na południowym krańcu wyspy - półwyspie Bukit- udało się stworzyć idylliczny zakątek dla wymagających turystów.


Nazwa miejscowości Nusa Dua ( Dwie Wyspy) pochodzi od dwóch skalistych półwyspów, porośniętych gęstymi krzewami, gdzie obecnie znajdują się tereny spacerowe, rekreacyjne, a także małe lokalne sklepiki, kramy i knajpki, zwane warungami.
Tyle teorii, a teraz wracamy do naszego spaceru...


Z naszym hotelem bezpośrednio sąsiaduje należący do tej samej sieci Starwood - hotel Laguna. Otoczony jest rozległym, pięknie utrzymanym ogrodem, z chyba największym w całej ND basenem, a właściwie całym ich kompleksem. W niektórych miejscach na brzegu basenu są piaszczyste plaże, z których schodzi się po piaseczku do wody - idealne miejsce do kąpieli dla maluszków. Takimi połączonymi ze sobą basenami można opłynąć cały kompleks budynków hotelowych, przepływając pod stylowymi mostkami, oraz wśród wspaniałej roślinności i kwiatów.
Z tarasów pokojów położonych na parterze można zejść bezpośrednio do basenu po drabinkach.
To chyba ze względu na te gigantycznych rozmiarów baseny hotel nazwano – Laguna. Ogrody tego właśnie hotelu najbardziej mi się podobają.

Następnym hotelem jest dość często opisywana na forum Melia, położona także w rozległym, ładnie zagospodarowanym ogrodzie. Natomiast plaża przy tym hotelu mnie nie zachwyca. Na wysokości tego hotelu, tuż przy plaży, mijamy małą balijską świątynkę, która musiała nieco ucierpieć w okresie ulew monsunowych, gdyż jej fundamenty są popękane w kilku miejscach.

Za Melią znajdują się pomieszczenia ochrony, goście hotelowi nie są kontrolowani, ale miejscowi mają zakaz wstępu do całego ciągu hotelowego.
Wychodzimy teraz na tereny dostępne dla mieszkańców pomiędzy dwoma półwyspami. Tutaj ruch jest znacznie większy. Balijskie dzieci bawią się na niezbyt czystej plaży, ich rodzice prowadzą w najbliższej okolicy różnego rodzaju biznesy - knajpki, stragany, masaże.
Na zapleczu tych wszystkich kramików trwa budowa kolejnego hotelu.
Kierujemy się na pierwszy półwysep, wchodzimy wąską wydeptaną ścieżką w gęste krzewy, pomiędzy którymi widać morze i skaliste klify, tu również jest mini świątynka. Plażą przechodzimy na drugi półwysep, większy, lepiej zagospodarowany. Goście hotelowi uprawiają tu jogging, jeżdżą na rowerach. Drewnianym pomostem dochodzimy do punktu widokowego, skąd roztacza się w obu kierunkach panorama wybrzeża.


Idziemy dalej bulwarkiem i znowu ochroniarze strzegący dostępu do kolejnych hoteli.
Najbardziej okazały po tej stronie półwyspów jest Grand Hyatt. Ach te ogrody, rozległe tereny, stawy, baseny. Tu jest nawet rzeka z rwącym nurtem, którą można płynąć pośród skalistych brzegów porośniętych bugenwillami.
Szczególnie zachwyca nas otwarta recepcja, super nowoczesna, na różnych poziomach, położona jakby na wyspach poprzecinanych sadzawkami z wodną roślinnością. Dominują naturalne barwy i surowce: kamień, drewno, rattan i szkło. Rattanowe sofy z miękkimi poduchami, niskie stoliki, rzeźbione misy, stylowe lampy.
Usytuowana jest na wzgórzu, skąd roztacza się bajeczny widok poprzez ogrody, baseny, balijskie restauracje aż do położonej w dole plaży i skrzącego się w słońcu morza....


Idąc dalej bulwarkiem mijamy skromniejsze hotele i dość zaniedbane wille, chyba do wynajęcia.


Dopiero kolejny Hotel Ayodya wzbudza nasze zainteresowanie. Ktoś na forum już ten hotel opisywał. Jest to kolejny bardzo duży kompleks hotelowy, położony w rozległym ogrodzie, z basenami, stawami, rzeźbami i amfiteatrem, gdzie odbywają się animacje. W sadzawce żyją nawet warany....Naprawdę prezentuje się bardzo okazale.
Za tym hotelem robi się nieco puściej, jakaś stara zabudowa - niezbyt ciekawie, choć plaża ładna i szeroka.


I w tym dość dziwnym miejscu stoi sobie hotel St. Regis - najdroższy i najbardziej ekskluzywny w ND. Tuż przy plaży znajdują się piękne balijskie wille, otoczone ogrodem, każda z oddzielnym wyjściem na plażę i własnym basenikiem. Nieco głębiej znajduje się główny budynek hotelowy, ale w odróżnieniu od wszystkich innych hoteli - gdzie praktycznie każdy turysta może wejść na ich teren - tutaj jakoś głupio nam pchać się do środka. Ochroniarze na pewno znają wszystkich gości, bo to niewielki, kameralny hotel. Trudno więc, nie zobaczymy go z bliska. W każdym razie wygląda z zewnątrz dostojnie i stylowo, słynie też z doskonałych restauracji, choć i ceny w nich ponoć porażające. Ale okolica zupełnie mi się nie podoba.


Jesteśmy już na Geger Beach, podobno jednej z ładniejszych plaż Bali. Jak dla mnie - porażka!!! Owszem jest szeroka, piaszczysta, ale nic poza tym. Powyżej plaży stoi jakaś drewniana, dość obskurna knajpka, taki ichni warung, a w nim sporo miejscowych. Na brzegu wyciągnięte kolorowe łódki rybackie, albo może oferujące wycieczki po morzu gościom z okolicznych hoteli. W morzu trochę zielska i jakieś skrzynki zanurzone w wodzie. Albo przetrzymują w nich jakieś wcześniej złowione stworzonka morskie, albo coś hodują?????
Do plaży prowadzi rozjeżdżona, polna droga, zastawiona motorkami miejscowych i znowu jakaś budowa z dźwigami i konstrukcjami stalowymi. Okazuje się, że w międzyczasie powstał tu duży hotel. Jakbym miała mieć z plaży taki widok, to chyba bym się załamała, nawet żadnych drzew dających cień tam nie ma.


W dali na wysokim klifie stoi nowoczesna bryła hotelu Nikko Bali. Z daleka prezentuje się bardzo ładnie. Do hotelu już nie dochodzimy, bo zaczyna się ściemniać, a do Bali Collection, gdzie zamierzamy zjeść kolację, mamy stąd dość daleko.


Wracamy tą samą drogą, przechodzimy przez teren hotelu Hyatt, skracając sobie drogę do BC. O zmroku teren hotelu wygląda jeszcze bardziej bajkowo i tajemniczo. Na szerokich schodach prowadzących do położonej na wzgórzu recepcji stoją ogromne szklane misy z płonącym ogniem..

 

 

E w e l i n a EM
Obrazek użytkownika E w e l i n a EM
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 08 paź 2013

Ojej, ale super! Wszystko tak dokładnie - jak zwykle..można normalnie się przenieść tam myślami!

Ale jaki resort z tymi łóżkami, roślinnością...pachnie elegancją...super!

Jak będziesz Apisku po drodze pisać o masażach to powiedz proszę czy też takie boskie jak w Taju...

Jakie tam głównie rękodzieło sprzedają? Co się stamtąd przywozi?A jak jedzenie na zewnątrz, powala smakowo? Doprawione?

Pozdrawiam wakacyjnie,
Ewelina z EM

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Ewelina, dzięki.

Jeśli chodzi o masaże, to mieliśmy trzy w pakiecie. Były OK, ale poza hotelem nie masowaliśmy się, więc nie mam skali porównawczej.

Suweniry to głównie maski, rzeźby drewniane, wyroby z masy perłowej, obrazy, trochę ładnych ciuchów z jedwabiu ( ale drogich!!!) bawełna, przyprawy, jakieś tacki rzeźbione, koszyki, maty....

Jedzonko w niektórych miejscach bardzo dobre (Bambu Bali), w Bali Collection - średnio mi smakowało, na objazdach - w niektórych miejscach - poniżej średniej. Generalnie jakoś mnie nie zachwyciło.....Najbardziej jednak podobało mi się w knajpkach na plaży w Jimbaranie - niesamowita atmosfera!!!!!!

algida (nieaktywny)
Obrazek użytkownika algida

Hej Apisku fajnie ,ze piszesz bo my wybieramy się w marcu wiec chetnie poczytam Wink My tez kupiliśmy kilka rzeczy u Any Wink 

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Kolację jemy w jednej z restauracji na terenie BC. Poruszamy się już po niej całkiem swobodnie. Właściwie większość knajpek ma podobny wystrój i oferuje zbliżone jedzonko w balijskim stylu.


Nieco inny charakter ma japońska restauracja Matsuri, która znajduje się jakby trochę na uboczu, choć wejście do niej jest też z BC. Zlokalizowana jest ona w sporym ogrodzie, wśród zieleni i stawków. Składa się z dwóch drewnianych stylowych budynków z eleganckim wystrojem wnętrz, odbiegającym zdecydowanie od reszty tutejszych knajpek. Nie oznacza to bynajmniej, że te inne knajpki są gorsze, ale ta japońska jest jednak z wyższej półki, podobnie to wygląda cenowo.

Wyróżnia się także restauracja Prada swą nowoczesną architekturą oraz minimalistycznym wystrojem. Mnie nie zachwycają takie klimaty, ale trzeba przyznać, że ma wzięcie. Reklamuje się kuchnią fusion i szczególnie przyciąga do siebie bogatą rosyjską klientelę. Grający w tej restauracji zespół muzyczny ma w swoim repertuarze nawet zestaw rosyjskich piosenek - śpiewanych w tymże języku!!!!!. Zresztą całkiem fajnych, melodyjnych, wpadających w ucho, więc chętnych do posłuchania nie brakuje. W okolicznym parku wszystkie ławki są w czasie „rosyjskiego bloku muzycznego” zajęte, a jeszcze więcej osób podryguje w takt rytmicznych piosenek.

A teraz będzie podrozdział pt: ROSJANIE NA BALI.

Może teraz napiszę trochę o naszych sąsiadach. Otóż Rosjan w ND jest bardzo wielu. Zarówno w hotelu (przynajmniej naszym ) , jak i na plaży czy w restauracjach zachowują się bardzo kulturalnie. Nie można im nic zarzucić.


Młode dziewczyny są atrakcyjne, zgrabne, ubrane w super markowe ciuchy. I to je może trochę wyróżnia spośród tłumu turystów płynących alejkami BC. Rosjanki są zbyt "wyelegantowane", w pracochłonnym makijażu, obwieszone drogą biżuterią, na super wysokich obcasach super modnych butów. No i zawsze z torebkami....Turystki innych nacji ubrane są raczej na sportowo: w szortach, T - shirtach, lub w bawełnianych spódnicach do ziemi i klapeczkach. Zamiast eleganckich torebek, mają raczej plecaczki. Nie mówię już o skośnookich Azjatkach - których tu mnóstwo - one to w ogóle nie przejmują się swym wyglądem i chodzą najczęściej w wytartych dżinsach i przydeptanych adidasach.

Wracając do Rosjan, to widać, że są tu licznymi i szanowanymi gośćmi. W większości restauracji menu jest dostępne również w języku rosyjskim. Na naszej plaży, to właśnie głównie oni korzystają z różnego rodzaju kosztownych "sportów i rekreacji". Nierzadko słychać nawoływania miejscowych organizatorów wycieczek stateczkami w stylu: "progułka po morie".

Spotkaliśmy również w trakcie zwiedzania wyspy zorganizowane grupki Rosjan z indonezyjskimi przewodnikami mówiącymi po rosyjsku.

W wielu sklepach i biurach podróży obok języka angielskiego widnieją napisy w "krzaczkach" (japońskie? chińskie?, koreańskie? ), ale także ruską cyrylicą.

Generalnie w wielu miejscach słyszy się język rosyjski, a polski rzadko. Może dlatego, że Polacy wolą wybierać wersję z ALL?

Tego wieczoru jemy balijską potrawę satey. Są to szaszłyczki z wieprzowiny, wołowiny i kurczaka. Kawałki mięsa nadziewane są na patyczki , a w naszym przypadku na grube źdźbła trawy cytrynowej, a następnie grillowane. Podawane są na stół w specjalnych glinianych naczyniach - na górze leżą szaszłyki, a pod nimi pali się ogień. Do tego ryż, słodko - ostry sos sambal i warzywa. No i Bintang, oczywiście, zamiast wina niestety.

Po powrocie do hotelu mamy spotkanie z naszym kierowcą, ma na imię Bagi. Polecili go nam znajomi internetowi z Australii i umówiliśmy się z nim mailowo jeszcze z Polski.
Czekamy na niego w lobby hotelowym i ślemy maile do rodziny w kraju. W lobby jest internet za free, a w pokojach płatny.


Przyjeżdża punktualnie, miły, ładny ( oni w większości mają taką chłopięcą urodę, że trudno o nich mówić że przystojni), uśmiechnięty, mówi całkiem dobrze po angielsku.
Pokazuję mu opracowany przez siebie projekt wycieczek, jesteśmy oczywiście otwarci na jego propozycje. Przecież miejscowy najlepiej wie, co jest warte zwiedzenia, a co ewentualnie można sobie odpuścić.
Trochę dyskutujemy, robimy drobne korekty i umawiamy się na następny dzień na pierwsza wycieczkę.
W sumie planujemy cztery wycieczki całodniowe i trzy parogodzinne ( ile wyjdzie ) - w trakcie zwiedzania nie lubimy się śpieszyć i dlatego wkurzają nas te zorganizowane wycieczki, gdzie np dają pół godziny wolnego czasu gdzieś, gdzie bym chciała pobyć dłużej.

Hurrrra! Od jutra będzie się coś działo..... A na razie jeszcze trochę fotek z okolicy naszego hotelu

 

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Hej, Algida. Ty to już przecież nie potrzebujesz doradców, będziesz się tam czuła, jak u siebie w domu.

algida (nieaktywny)
Obrazek użytkownika algida

Apisku mało widziałam byłam tylko 7dni , teraz bede 9dni i mam pobyt w Nusa Dua i Ubud a  lecimy ze znajomymi więć chcemy trochę więcej zobaczyć niz poporzednim razem  więć Twoje rady bezcenne Air kiss

Strony

Wyszukaj w trip4cheap