Hakuna Matata.. Kenia 2013 na własną rękę- Fotorelacja ( Baobab Beach resort+ Diani Reef Beach)

89 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Tego dnia kolację mamy na plaży. W hotelu tym codziennie są kolacje organizowane w innym miejscu, raz w ogrodzie, raz przy basenie czy plaży, raz w restauracji ( kiedy są w restauracji to wybór jest trochę większy i ciut smaczniejsze, kiedy na plazy czy basenie to smakowo dla mnie porażka..)

Po plażowaniu juz głodni jesteśmy bo obiadu na plaży nie jedliśmy, kolacja trochę późno jest jak dla mnie bo dopiero od 19.30 8-)8-)8-) przed wyjściem na kolację  smarujemy się repelem 50% deet, uff jak to śmierdzi.. repel 100% zostawiamy na safari. Na plaży już pięknie nakryli stoliki, wszystko wygląda jak na jakimś ekskluzywnym przyjęciu, stoliki na piaseczku , na nich piękne obrusy, świece , krzesła pięknie przystrojone, z tyłu na oparciach cudne kokardy w motywy zwierzęce, zebry, gepard itp.
Pięknie to wszystko wygląda, jedynie są dwie rzeczy które mi przeszkadzaja podczas kolacji .. kelnerzy którzy chyba nie widzieli na oczy środków do higieny..sa tak mega spceni i śmierdzący że czuć ich na metr..z czyms takim to ja się jeszcze nigdzie nie spotkałam ... jak podchodzą do stolika to aż mnie odzuca... i to nie był przypadek 1 kelnera, w tym hotelu każdy z  nich ma tak  mega przepocone ubrania... aż to nie pasuje w hotelu tej klasy i który zdobył tyle nagród i jest mianowany jako najlepszy hotel w Kenii...myślałam że tak jest wśród obłsugi we wszystkich hotelach bo oni nie mają zbytnio  kasy aby sobie kupic jakiś deodoranty.., ale w baobabie było zupełnie inaczej-))) tam nie spotałam się z czymś takim..

Klimacik na tej kolacji jest bardzo fajny, szum morza, wiaterek, świece , zapachy grilowanych mięs...kolację jemy na bosaka... idziemy po miękkim piaseczku  zrobić obchód bufetów,  ale wybór jedzenia nie jest zbyt duży... jest zupa, jakis rosół z barana czy kozy ..( wołowina która jest twarda że ją trzeba nożem piłować parę minut..a potem trzeba rzuć jak gumę do żucia..-)nim tą podeszwę się przełknie, są szaszłyki z kurczaka, jest kucharz który robi spagetti z mięsem mielonym lub sosem pomidorowym i on cieszy się największym powodzeniem... sa też na miejscu pieczone takie ichnie placki .. nawet to dobre było skropione oliwą , ciesza się on powodzeniem wsród gości i często jest kolejka do tego stoiska
Są jakieś kasze, ryż, gulasze z warzyw, mięsa , ale wszystko to jest tak beznadziejnie doprawione , że tego się w moim przypadku nie da jeść, wszędzie czuję ogromne ilości curry, chili i jakiejś nieszczęsnegło zioła które wygląda jak pietrucha a daje taki niedobry specyficzny i ostry smak..8-)8-)8-)chodzę i chodzę co nabiorę na talerz to twarde jak podeszwa albo dziwne w smaku8-)8-)8-) wkońcu wziełam trochę tego rosołu z kozy czy barana i do tego taką bagietkę z grila z masełkiem czosnkowym i tyle, reszty jak dla mnie nie dało się jeść..
Myślałam że takie mięso twarde maja od dostawcy, albo poprostu że nie potrafią zrobić inaczej  i podać miękkiego mięsa, ależ było moje zdziwienia kiedy zjadłam 1 kolację w Baobabie , to jak 2* dla Diani Reef i 5* dla Baobaba pod względem ilości, urozmaicenia i smaku jedzenia.
w Diani Reef od razu mi się Egipt przypomniał.. czyli pięknie postrojone, niby dużo, ale wszystko smakuje na jedno kopyto.. albo nie zjadliwe Desery to samo , masę ciast , ciasteczek, tych ichnich trójkątnych paczków.. pięknie podanych pucharów z deserami ale jakoś takie w smaku nijakie... albo krem jakis mdły i sztuczny.. albo mega słodkie,  spośród 10 rodzai ciast tylko 1 było dobre Nałozyłam sobie wszystkie na talerz ciasta  i kosztowałam sobie  jak " Magda Gesler.." w swoim programie (((( a tfuu co jedno to gorsze , tylko  polane orzeszkami i miodem, takie sezamowe tez niczego sobie i budyń był okej.. Boziu ...dobrze że jesteśmy tutaj tylko 5 dni , bo jedzenie to najgorsza strona tego hotelu, nawet na safari było o niebo lepsze dla mnie, plaża 5* a jedzenie 2*
z owoców to ananasy, arbuzy, melony, banany, czasem mango oraz  takie zółte owoce z pestkami w środku strasznie cierpkie, niedobre...

Krążę i krążę wokół bufetu, hmm co by tu zjeść,  głodna jestem jak wilk ,żeby chociaż były frytki... albo jaka pizza...jakiś chod dog czy cokolwiek normalnego.. to przynajmniej bym jakim fast foodem podjadłaale nic z tych rzeczy przez całe 5 dni ani sladu pizzy czy frytek czy normalnych ziemniaków ...no nic biore jeszcze jedną bagietę z maselkiem czosnkowym ...  Po kolacji przygotowują jakieś występy na plaży, ale my zmęczeni po podróży idziemy szybko spać, wcześniej jeszcze po 2 żuberki co by w brzuchu nie burczało

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

od 2 lat w  tym hotelu ,jest tam nowy menedżer hotelu więc z roku na roku jest coraz gorzej , opinie w necie na temat hotelu  robią się coraz słabsze ..z miesiąca na miesiąca kiedyś były wszystkie super..
Sniadanie to dopiero była porażka8-)8-)8-)
Na miejscu rozmawialismy z taką babką z Piekar Śl która w Kenii była 4-5 razy , była w Diani Reef z którego równiez wróciła niezadowolona, była w Leopardzie,  i w Kole kole i teraz w Baobabie  i tez mówi że tylko Baobab !!! nigdy juz nie zaryzykuje innego hotelu bo takiej atmosfery i wyżywienia  jak w Baobab nie miała nigdzie(((

Po kolacji przychodzimy do pokoju a tu klima na fulll na 10 st nastawiona   a nic nie chłodzi :Schyba mamy zepsutą><><>< kurna faja... jeszcze tego brakuje8-), nie chce nam się iść do recepcji, śpimy w tej duchocie , okna się boje otworzyć pomimo załozonych siatek na komary w oknach, jakoś nie mam odwagi tym bardziej że nie mamy moskitiery w pokoju budzę się ze 20 razy w nocy z tej ciepłoty i duchoty, wypiłam wszystkie żubry-D z lodówki co sobie przywiozłam8-) na " czarną godzinę" Bedzie trza rano iść do sklepu na zakupy(:P)(:P)(:P)
Wstaję przed 6.00 spać juz nie idzie:X wychodzę na balkon jest jeszcze ciemno, nasłu****ę szumu oceanu, ok 6.30 robi się juz ciut  jaśniej po czym po chwili widzę z balkonu że Helgi z niemiec już zajmują leżaki na plaży::: te w najlepszej lokalizacji B)kurna faja ... w ten ja repel w dłoń , psik psik... po nogach, ramionach, rękach co by mnie z rana jaki komar nie ugryzł   i maszeruję jeszcze w tej piżamie na plażę (((zająć leżaki8-)8-)8-)
Raniutko  buszują po hotelu małpiszony, biegają pomiędzy mostkami , basenami, od kosza do kosza wyciagaja jakies resztki jedzenia, (((

leżaki zajęłam w nagrodę za wczesną pobudkę mam piękny wchód słońca

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Leżaki zajęte pora zbierać się na śniadanie Obsługa, panowie sprzatający pokoje  w hotelu są bardzo  mili, każdy się do nas uśmiecha,   przyjaźnie wita słowami ?Jambo?, czyli ?cześć?, na każdym kroku słyszy się  Jambo.. po kilku dniach sami  tak się pozdrawialiśmy((( na śniadanie mamy dosłownie parę kroków z pokoju, jest ono w restauracji obok Zebra baru, mozna jeśc w restauracji lub na wysuniętym tarasie z widokiem na basen i morze
Kelnerzy od razu przychodzą do stolika podają przepyszną kawusię lub herbatę. Bufet śniadaniowy jest bardzo ubogi, jeden z nasłabszych z moich wszystkich wyjazdów ( oprócz  Seszeli, Tajlandii tam było w niektórych słabszych 3*  było podobnie) Do dyspozycji mamy 4 soki ,  ale nie ze świeżych owoców tylko takie "tangi" ale dość dobre smakowo i można było od czasu do czasu wyczuć.. jakieś farfocle... z owoców..więc jakąś tam domieszkę owoców musiały mieć ((( pieczywa tylko 4 rodzaje ( w Baobabie naliczyłam 10) bułki 2 rodzaje , bagietka, tostowy. Fasolka, czasem jakaś ostra czarna fasola, warzywa zapiekane na ciepło, ryż, ichnie placki pszenne., owsianka, pomidory zapiekane, naleśniki, pancake, jajecznicy nie było w pojemnikach, tylko trzeba było stac w kolejce  u kucharza czyli albo omlet, albo smażonka, albo sadzone, z tym że jakieś to niedobre robili, bo do omletu dodawali mleka nie wiem po jaka cholerę...:P:P:P a patelnia była tak usmolona resztkami przypalonej patelni że jak wziełam jajko sadzone to cały spód  z resztek teflonu tej  patelni..mialam na jajku a fujjjjj!!!! Bekon też byl smażony na bieżąco, było to żenujące:, dziewczyna miała że 8-10 plastrów na patelni i co chwilę trzeba było czekać aż nasmaży.. a jak się podeszło to wrzuciła na talerz 2 plastry, wiec musiałam u niej stać po 5 razy w kolejce8-)8-)8-) były tez jajka na twardo ale nic nie dobre, bo zółtka były w kolorze białka czyli jakieś takie bez smakupewnie kury to za duzo trawy zielonej nie maja w tym klimacie to też takie żółtka były też parówki, ale tylko raz je skosztowałam(((nawet małpy ich nie chiały jeść(((( z warzyw było trochę sałaty, pomidory i ogórki, z owoców to mango, ananasy, melony, banany, arbuzy. Z konkretów to była tylko 1 martadela z oliwką ( jak w Egipcie) raz się nawet pojawiło coś co przypominało szynkę konserwową ale szybko znikło bo nie zawsze dokladali na bieżąco i jak mój Roberto poszedł przed 9.30 to już nie było. Śniadanie to wogóle śmiechu warte..bo tylko do godz 9.30 więc jak ktos lubi pospać to w tym hotelu 8-)8-)8-) a najlepszy był ser do krajania był tylko 1 rodzaj i był on w takim dużym kawałku 8-)8-)8-) pięknie przystrojony posypany orzechami nerkowca, sałatami ale trzeba było sobie samemu ukroić każdy się denerwował bo nie było to takie proste , więc każdy tam przy tym serze walczył z tym dziwnym  nożem Były też jogurty ok 3 smaki, płatki śniadaniowe, mleko,  i kilka rodzai słodkich rogalików, babek ,ciasteczek, drożdzówek. W sumie wszystko było co człowiek z reguły zjada na śniadanie ale jakoś tak mało urozmaicone, gdyby to był hotel kat 3* to takie śniadanie byłoby okej..

<!-- REPLY --><!--/vb:if--><!-- /REPLY -->
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Śniadanie wszamane, brzuchy pełne idziemy do sklepu po napoje, bo w hotelu ceny napoi  są dość wysokie
przelicznik hotelowy mamy 10 $ = 730 szylingów ,na lotnisku lepiej bo 830 szylingów
piwo 350 szylingów,
europejskie małe 0,33 l piwka po 400 szylingów,
woda 250 szylingów,
drink 650 szylingów

Znajomi zamówili dwie kawusie i 1 drinka i zapłacili ok 30$8-)8-)8-) przy naszym apetycie alkoholowym to byśmy poszli z torbami przy tych cenach ( Zatem plecaki na bark i w drogę, daleko nie mamy , ale w tym upale i czychających na nas  beach boysachtroszkę to trwało..
Sklep jest czynny od 9.30 do 18.00 w niedziele jest nieczynny
Znajduje się on zaraz za hotelem , jak miniemy bramę wjazdową to trzeba się kierować w lewą strone ok 50 metrów , trzeba przejść przez ulicę i jest kilka sklepików, jeden spożywczy, odzieżowy, z pamiątkami, z wycieczkami biuro, i restauracje serwujące owoce morza.

My idziemy do spożywczaka w wiadomym celu właścicielem sklepu jest Hindus, bardzo sympatyczny, jak tylko zobaczył w jakim dziale... się kręcimy to spytał czy my z Polski jesteśmy><><><-D-D-D-Doooo(:P)(:P)(:P)(:P)

Jeszcze zapomniałam dopisać że nim doszlismy do tego sklepu te 50 metrów to nas dopadło 3 beach boysów... oni poprostu cały dzień stoją przed hotelem i czychają..jak tylko się pojawi jakiś " mzungu"na horyzoncie  to biegną jak szarańcza...i tak też było w naszym wypadku.
Jak tylko przekroczyliśmy bramę to się jeden taki przyczepił, najpierw prosił abyśmy z nim poszli do nam pokaże gdzie jest sklep...8-)8-)8-) potem nas zaprowadzi do restauracji8-)8-)8-)a potem juz nie wiedział co ma wymyśleć i prosi nas abyśmy kupili dla Jego 3 dzieci ryż za 5 euro w sklepieale my z racji tego  że nie jesteśmy tak łatwowierni a szczególnie mój Roberto ma zawsze głowę na karku...zadaje chłopakowi mnóstwo pytań , jak mają na imię dzieci, dlaczego nie ma obrączki, jakie są daty urodzenia dzieciaków, gość się zamotał w tym wszystkim :S:S:Si się od nas odczepił jak mu Roberto powiedział że nie wierzy w Jego historyjkę...ja mam mieszane uczucia , bo mam za miękkie serce czasami.
Ale dobrze że tak zrobiliśmy bo opowiadamy tą naszą  historię przy kolacji znajomym  z Hamburga poznanym w hotelu i oni mieli taką samą sytuację.. czyli zostali poproszeni o zakup ryżu dla dzieci za 5 euro w lokalnym sklepie, oni się na to zgodzili , poszli do sklepu a tu cwany beach boys zrobił zakupy na ponad 15 euro8-)8-)8-) dziewczynie zrobiło się żal chłopaka i jednak zapłaciła za te zakupy 15 euro Dirol  a oni ich odprowadzaja do hotelu i proszę jeszcze o 2 euro ><><><
Kurna... normalnie ręce opadają !!!! a co my jesteśmy bankomaty... do jasnej ciasnej też zapieprzam w pracy cały rok żeby miec na takie wakacje, odmawiam sobie czasem wiele w PL aby spełniać marzenia podróżnicze, a oni sobie chyba myślą że nam manna z nieba leci:X:X:X co za tupet !!!
Niech no się teraz do nas jakiś kolejny cfaniak kolejny przyczepi to mu powiem gdzie raki zimują..

Sklep jest bardzo dobrze zaopatrzony zwłaszca w alkohole , jest spory wybór alkoholi markowych, od rumu po tequile nawet mają polskiego Belvedera:P spory wybór win, ale dośc drogich:Xehh.. odbijemy sobie w Baobabie(:P)
Kupujemy trochę lokalnych browarów  5 Tuskerów i 3 White Camp, sok i pepsi do drinków

Tusker jest bardzo dobry, taki słodszy browar  przypomina mi Warkę Strong, natomiast White Cap jest  taki bardziej gorzki i sikowaty i drożdżowy..

-D-D-D

Piwo w sklepie kosztuje 100 szylingów a kaucja za butelkę dodatkowo 30 szylingów.
Pepsi, sprite, fanta 0.5 litra w plastikowej butelce kosztuje 50 szylingów, natomiast w butelce szklannej 1 litr ( jak nasza kiedyś "kaskada" )kosztuje 60 szylingów z tym że trzeba znowu kaucję zapłacić
Niestety nie ma napoi słodkich gazowanych w butelkach dużych i plastikowych.
Woda niegazowana 1,5 litra kosztuje od 40 do 60 szylingów w zalezności od firmy.
Sok 1 litr  w kartonie o smaku mango ( dobry do drineczków) kosztuje 185 szylingów.
Kawa "Out of Africa" czy jak się to zwało 250 dkg kosztuje 445 szylingów a duża 775 szyl.
Widokówka  kosztuje 50 szylingów , taka dłuższa ładniejsza, znaczek do Euro na kartkę podłóżną  90 szylingów.

Plecaki mamy ciężkie jak diabli , idziemy obładowani jak camele do hotelu , mój sklina w drodze że z powodu ładnej plaży 8-)zamówiła HB a nie all -Dw tym hotelu i teraz musi dżwigać na urlopie takie ciężary  itp ble ble.. ble ... całą drogę jak to zwykle bywa na urlopie  jak nie mamy all incl

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Lodóweczka piwkiem zaopatrzona,  bierzemy po  Tuskerze-D do torby i termosiki o
i na plażęto co tygryski lubią najbardziej , smażenie się w słoneczku, wylegiwanie  z piwkiem w ręku-Di patrzenie cały dzień na lazury, więcej mi do szczęścia nie potrzeba
Po drodze spotykamy naszego    Pana co sprząta pokój, w Keni pokoje przeważnie sprzątają faceci
prosimy aby zrobił cos z ta zepsutą klimatyzacją , bo już nie chce nam się zmieniać pokoju(:P)(:P)(:P)
Gościu (((mówi hakuna matata... pole pole...zagląda nam do termosów podpytuje z zaciekawieniem co my tam mamy((( pytamy czy chce sobie skosztować o takkkkk bardzo chętnie odpowiada Kurna faja.. ja ci dam hakuna matata.. ja chcę wreszcie spać w nocy a nie smażyc się bez tej klimatyzacji
Nalewamy mu pół  szklaneczki wisniówki z soplicy , aby skosztował coś polskiego :P:P:Pbo też Roberto zabrał do walizy 1 litr Gość jak skosztował to myślałam że mu oczy wyjdą na wierzch((( ale mówi że dobre((( wypił połowę  a resztę prosił aby mu schować do lodówki i jak będzie sprzatał pokój to sobie pociągnie((( bo jakby to na raz walnął to juz dzisiaj nic nie posprząta><
Idziemy na plażę, na szczęscie nasze leżaczki sa nadal zajęte nikt nam ręcznika nie zwędził rozsiadamy się wygodnie, pogoda piękna , ani jednej chmurki na niebie nie ma, jest cudownie !!! do pełni szczęścia brakuje tylko oceanu który rano odpłynął i dopiero wróci popołudniu. Widok mamy na brązowe błotko a nie na ocean , a w tle przy odpływie ukazała się jakaś mała wysepka
Roberto idzie na brzeg zobaczyć jak to z bliska wygląda, od razu dopadły go beach boysi tym razem oferując spacer za 10$ po tym błotku lub wycieczkę na tą wysepkę którą widzimy w oddali a która pokazuje się tylko przy odpływie oceanu.  Po chwili ja idę zobaczyć na brzeg to znowu do mnie  gadki szmatki..chwyta mnie jeden za ręce  za ręce i juz mnie chce  prowadzić w ocean i pokazywać przeróżne rozgwiazdy i sworzonka które ocean odkrył przy tym odpływie..(((
na to ja do nich pole pole kolego... że nie chcę żadnego shopingu, żadnego safari, pierdółek, spacerów tylko ŚWIĘTY SPOKÓJ !!!:X:X:X chyba mnie zrozumiał , zakładam moje croksy i śmigam sama w tym błocie, choć inni tez tam coć kiwają, machają, wogóle na nich nie patrzę(



bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

pogoda była malinowa pierwsze 5 dni to lampa od rana do wieczora:Pani jednej chmury:P
na safari chmury mieliśmy przez 3 dni tak do południa dopiero  popołudniu ... ok godz 14 .00 robiło się pięknie i słonecznie , dlatego mam takie brzydkie zdjecia z safari bo w większości nie mam słońca, :Xa na porannym polowaniu.. ok 6.00 rano  to jeszcze było ciemno to wogóle mam :?
Natomiast pogoda w drugim tygodniu urlopu  to  z rana były chmurki tak do śniadania a potem już piękne słoneczko, jeden dzień się trafił że  było 2 godziny niebo zachmurzone i ale to była niesamowita ulga, bo była taka patelnia że szok, ja większość czasu przesiedziałam w basenie:P bo wiadomo w tym Baobabie na plaży nie leżelismy bo mi się ta plaża  w Maridadi kompletnie nie podobaławięc wolałam przy basenie Baobaba-D ale w miejscu gdzie miałam widok z góry na Diani Beach a tam była jednak  patelnia ... zero wiatru od oceanu, bo hotel jest na takiej skarpie na rafie koralowej ,więc mało co się opalałam w tym 2 tygodniu, ciagle gdzieś łazikowałam , za malpiszonami chodziłam, poznawałam nowych bardzo sympatycznych ludzi  z PLbo generalnie to w Baobabie to 70% ludzi było z Polski, w Kole Kole to prawie sami włosi a Maridadi to różne nacje
Temp  była ok 32-33 st, rano jak szłam na śniadanie ok godz  8.00 to termometr w lobby pokazywał 31 st(
na pogodę nie mogę złego słowa powiedzieć, gdybym się tam opalała całe 2 tyg jak zawsze od rana do wieczora bo bym chyba wróciła

jak murzynka:Ptylko mi szkoda było skóry, bo i tak człowiek teraz chodzi poubierany jak eskimos bo u nas tak zimno w ostatnie dni. Mara  Ty Kochana bys tam była opalona na czekoladkę bo to słońce jakoś tam opalało na brązowo , po karaibach i azji mam opaleniznę złotawą..a tam jak smoła..wszystko mi się sypie teraz bo sa sucha skóra

Ps. do niedzieli nic nie napiszę nowego w relacji , bo mam bardzo ale to bardzo sympatycznych gości których poznalismy w Baobabie

Następne dni spędzamy na totalnym lenistwie, drinkowaniu  i błogim wypoczynku na plaży.  W pokoju nie doczekaliśmy się naprawy klimatyzacji, przynieśli nam wentylator..hehe.. nam się już nie chciało  tracić czasu na przeprowadzki , więc zostajemy  w tym pokoju . Kolejnego dnia trochę pospacerowaliśmy plażą w prawą i lewą stronę,  odwiedziliśmy też hotel Southern Palms Beach Resort , jest on niedaleko naszego hotelu, wystarczy iść plażą w lewą stronę około15 minut, mijając po drodze jeszcze? dzikie niezagospodarowane plaże




Hotel Southern Palms też kiedyś brałam pod uwagę na pobyt w Kenii, ale po spenetrowaniu na miejscu nie zrobił na mnie wrażenia, jakiś taki ten ogród zaniedbany?., basen ładny duży, ale ogólnie nie przypadł mi do gustu ten hotel i jego styl i zabudowa , na zdjęciach w katalogach prezentuje się o wiele lepiej niż w realu..jak dla mnie-)
Potem poszliśmy też na spacer w prawą stronę naszej plaży i po 5 minutach dotarliśmy do hoteli Leisure i Leopard.
Leopard wygląda całkiem fajnie, ładne widoczki są z basenu tego hotelu , barów, teren hotelu tez bardzo ładny ,ale plaża mnie nie powala w tych okolicach?
Chciałam iść jeszcze dalej w prawą stronę plaży, ale beach boysi mnie juz w okolicy  Leoparda wykończyli nerwowo..że odechciało się już gdziekolwiek dalej spacerować..plażą.

<!-- REPLY --><!--/vb:if--><!-- /REPLY -->

        

  • Edytuj
  • Oflaguj
  • Cytat
  • Komentarz
  • Lubię to 0
Komentarz

Wpisz swój komentarz tutaj

Anuluj Post    

<!-- /end .b-post -->

 
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Tego dnia  mamy też umówione spotkanie z Juliusem , organizatorem naszego safari , myślałam że przyjedzie do nas do lobby po zaliczkę i uzgodnić szczegóły safari , toteż tylko na bikini szybko zarzuciłam pareo i poszliśmy z plaży do lobby a on wysłał po nas swojego kierowcę i zabiera nas do swojego biura. Jedziemy ok. 6 km , po drodze mijamy inne hotele sklepy , większe supermarkety  i docieramy  w okolice hotelu Baobab Beach Resort a dokładnie ok. 2 km za tym hotelem znajduje jego biuro?. (Biuro składa się z 2 maleńkich pokoików, wchodzimy do biura a za firanką w drzwiach  w jednym pokoju siedzi jego sekretarka.. i na środku pokoju  stoi wentylator, oraz za kolejną firanką ..maleńki pokój Juliusa, ściany biura oklejone są zdjęciami zwierząt. Julius  jest bardzo bardzo miły, starszy Pan tak na oko  po 50- tce, gabarytowo połowę mniejszy i niższy od mojego Roberto (hehe.. przywitał nas bardzo serdecznie, sekretarka przyniosła nam 2 butelki wody mineralnej , ja w prezencie dla niego przywiozłam mu zestaw kosmetyków i perfum z czego bardzo się ucieszył . Natomiast Julius również mnie zaskoczył bo też nam sprawił prezent otrzymaliśmy 2 półmiski drewniane na których są wyrzeźbione zwierzęta  wielkiej piątki..Uzgodniliśmy że z hotelu wyruszymy na safari o godzinie 6.30, zapłaciliśmy zaliczkę w kwocie  400 $ w zamian dostaliśmy pokwitowanie zapłaty.  Program safari miał ?wyglądać tak jak ustaliłam meilowo czyli: 3 Days (2 Nights) Day 1: Beach hotels, Mombasa ? Tsavo East. Early morning pick up from your hotel at 06.30 hrs and drive along the Nairobi ? Mombasa Highway entering through Buchuma Gate Tsavo East National Park and start our game drive, immediately stopping briefly at Aruba Dam to see the ******s come to drink water in this water hole. Our game drive continues until 12.30hrs when we come for lunch as well as check in at the famous Voi Safari Lodge. During your lunch you will be able to relax and see ******s at the two water holes. At 16.00hrs we start our evening game drive until 18.30hrs time to come back for dinner and overnight at Voi Safari Lodge. Day 2: Tsavo East ? Taitta Hills Saltlick. After a cup of hot coffee, we start our early morning game drive at 06.30hrs until 08.30hrs when we come back for Full breakfast. At 09.30hrs we check out of Voi safari lodge , Game drive enroute until we leave Taita hills(Satlick Sarova) at around 10.30hrs. At 11.30hrs we enter Taita hills, and proceed with Game drive until 13.00hrs when we check in at the lodge in time for Lunch. At 16.00hrs you will start your faternoon game drive up to 18.30hrs for dinner and Overnight at Saltlick lodge
Day 3: Tsavo West ? Mombasa Beach hotels. After a Early morning breakfast check out of the lodge at 07.00hrs and proceed with our game drive until we exit the park at around 11. 30hrs, at 13.00hrs we will have our lunch at Lion Hill Lodge in Voi town, and then drive back to Mombasa arriving in the early evening at your hotel.
Included in this safari: ? Full Board Accommodation. ? A bottle of Mineral Water per person per day. ? Park Entrance Fees, all Game Drives. ? All government Taxes and levies (Insurance) ? Transport with a private 4x4 jeep for you only with an English, French speaking tour guide drive ? Not included are: ? Drinks, Tips and Cigarettes
Kierowca nas odwiózł spowrotem do hotelu , po drodze proponował nam iż może nas podwieźć do marketu na zakupy, ale nam się nie chciało , byliśmy przecież umorusani piaskiem , w japonkach i pareo i bikini..tak jak zeszliśmy z plaży , więc już tylko marzyłam o prysznicu.

<!-- REPLY --><!--/vb:if--><!-- /REPLY -->
  • Edytuj
  • Oflaguj
  • Cytat
  • Komentarz
  • Lubię to
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

BachulkaTy też koniecznie musisz pojechac do Kenii, napewno wrócicie zadowoleni.
Bachulka komarów nie było w czasie kiedy ja byłam, na Dominikanie jak wróciłam miałam ponad 20 ukąszeń, nogi miałam jak po ospie.. tam ciagle kąsały , Też się bałam że przy tych sadzawkach w Diani Reef bedą komary, ale nie widziałam w hotelu czy na safari ani jednego podczas całego pobytu, pierwsze komary spotkałam wcześnie rano na lotnisku w Mombasie przy odlocie, wprawdzie mam 3 ukaszenia ale to chyba pchły ..bo takie miałam zgrubienie po ukąszeniu w kolorze białym ..a nie takie typowe czerwone jak po komarze. Generalnie na miejscu nikt się nie przejmuje tam komarami, poznałam wiele wiele osób z DE i PL i tam nikt nie jadł malarona czy lariama , większość się niczym nie smarowało,::: jak się ktoś smarował to jaką lekką muggą  20% , takich środków i o takim stężeniu co myśmy mieli to nikogo nie spotkałam
Nawet rezydentka Itaki którą spotkałam na safari , bardzo miła Pani, niesamowita osoba Pani Magda też śmigała na boso w Voi lodge i niczym się nie psikała na komary(
Marcin dziękuję, zdjęcia robię najtańszą lustrzanką taką dla laików nazywa się to  Nikkon D3000, wszystko robię na automacie, bo nie wiem gdzie tam mam pokręcić aby co lepiej wyszło, zresztą nie mam czasu ooo-D-D-D-Dna urlopie aby tam cos kręcić w tym aparacie  bo albo gdzieś się szwędam albo trzymam kufel albo kubek w ręku toteż (

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Po powrocie do hotelu zamówilismy w lobby śniadanie  na wynos, bo na safari ruszamy o 6.30 i nie zdążymy zjeść w restauracji hotelowej śniadanka, w sumie nawet bym nic nie przełknęła ze stresu o tej godzinie(((.
Wieczorem pakujemy walizki , przekładamy do toreb podręcznych rzeczy potrzebne na safari
Mamy w sumie trzy możliwości pozostawienia walizek: czyli walizki zawozimy znajomym z UK których poznaliśmy w hotelu i trochę czasu ze soba spędziliśmy, wyjście nr dwa zostawiamy walizki w biurze Juliusa, bo nam zaproponował taka opcję  lub oddajemy walizki do lobby w naszym hotelu i tam za free nam przechowają do schowka na te 3 dni
Wieczorem już mam takiego stresa na myśl o tym promie, widokach tych ulic itp
Na wieczorne show jak zwykle  tego dnia nie poszliśmy , bo my to takie śpiochy jesteśmy że ledwo wytrzymujemy do godziny 22.00  ( natomiast rano już buszujemy w pokoju  o 5.00
Spać nie mogę całą noc w dodatku tam bardzo się boję jeździć samochodem kiedy kierowca nie jest mój Roberto8-)kręce się nerwowo całą noc, w dodatku ta duchota, zepsuta klima
Rano pobudka o godzinie 5.00 szybki  prysznic, domknięcie walizek , smarowanko repelem 100 ,maszerujemy do lobby zdać pokój, bo w trakcie safari nie opłacamy sobie noclegów bo i po co..
Bierzemy nasze śniadanko i czekamy na naszego kierowcęX(X(X( z którym wreszcie spełnimy nasze największe marzenie

Kierowca przyjeżdża po nas punktualnie, ruszamy we dwoje w naszą 3-dniową wyprawę na wyśnioną sawannę.  Najpierw jedziemy w stronę Mombasy , jestem w szoku że na promie w Likoni jest o tej godzinie tak  niesamowity tłok , potem  jedziemy  zatłoczonymi ulicami Mombasy  by wreszcie znaleźć się na autostradzie.. która prowadzi do Nairobi i do parku  Tsavo East ( mamy do pokonania ponad 200 km). Park ten jest  jednym z największych na świecie. Tsavo East i Tsavo West do 1948 roku tworzyły 1 Park Narodowy Tsavo, który z przyczyn administracyjnych został podzielony na dwie części o łącznej powierzchni  ponad 22 000 km2, z czego na Tsavo West przypada nieco ponad 9000 km2, a na Tsavo East 13 747 km2. Droga z Mombasy do Tsavo jest dość dobra, utwardzona, jedynym mankamentem.. są setki tirów które tą trasą się przemieszczają z Nairobi do Mombasy,  zatem u mnie całą drogę mega stres? te ciągłe wyprzedzanie tirów, w dodatku mijamy na poboczach tiry które wyleciały z drogi i miały dachowanie..Z początku naszej drogi na sawannę krajobraz jest taki raczej przemysłowy, kominy,  budynki fabryczne, cementownie. Później  widzimy zaś biedne, rozpadające się domy, ubogie wioski , obraz  biedy, śpiących  na ulicach czy pod drzewami  ludzi,  budki przypominające stragany.  Po opuszczeniu  miejskich , wiejskich  krajobrazów, widoki  z każdym kilometrem robią się piękniejsze, jest  bardziej zielono , widzimy plantacje czegoś co mi przypomina ananas ..jest coraz więcej widocznych baobabów, akacji ,  nie ma już takiego kurzu, zapylenia, smrodu wypalanych śmieci, tylko od czasu do czasu widzimy na drodze stragany  gdzie sprzedają węgiel drzewny, jakieś wiązanki drewna , kobiety noszące te gałęzie na głowach .. Po drodze mamy 1 postój niedaleko Tsavo w sklepie gdzie można zakupić pamiątki i skorzystać z WC. W sklepie jest mnóstwo różnych pamiątek ,drewnianych figurek zwierząt, drewnianych Masajów od takich 10 cm po takie 1 m , obrazy, rzeźby ,biżuteria, ubrania. Kupujemy tam 2 kapelusze które nam się przydarzą na safari, po negocjacjach zapłaciłam po 8 $ za 1 sztukę( cena wyjściowa 30$). Zakupiłam też parę Masajów w wielkości ok. 25 cm za którą wynegocjowałam cenę 14 $.Jedziemy i nagle przy  drodze do parku widzimy przy autostradzie  masaja ..który sobie tańczy wyma****e swoimi włosami.. ... Kierowca nam wskazuje że jest to właśnie wioska masajów .....w tym momencie mi się odechciało tam jechać w drodze powrotnej..Inaczej to sobie wyobrażałam.. gdzieś w środku sawanny.. ((( Dojeżdżamy wreszcie ok.  godziny 10.00 do parku Tsavo East gdzie wita nas tablica informacyjna otoczona czaszkami zwierząt,  na tablicy mamy trzy informacje dla  turysty: zostań w samochodzie, trzymaj się drogi, ogranicz prędkość do 30 km/h.
Czekamy aż kierowca zakupi bilety do parku , po chwili pracownicy parku otworzyli  nam dach w naszym vanie, dostrzegam w tym momencie sporo much..więc w ruch idzie repel, bo się naczytałam o jakiś niebezpiecznych muchach tse-tse... , spikałam się zatem od stóp do głów.. co w późniejszym czasie okazało się nierozsądne ponieważ jak słońce zaczęło mocniej przypiekać to na skórze zaczął mi się robić  taki biały nalot po tym repelu..
Polowanie ?z aparatem czas zacząć

<!-- REPLY --><!--/vb:if--><!-- /REPLY -->

        

  • Edytuj
  • Oflaguj
  • Cytat
  • Komentarz
  • Lubię to
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Park Tsavo East  cieszy się zainteresowaniem dzięki żyjącym tam czerwonym.. słoniom, kolor skóry  ten uzyskują dzięki obsypywaniu się ziemią o rudawym kolorze.  Wjeżdżamy do parku , emocje są niesamowite, tego się nie da opisać słowami  !!! Jeżeli ktoś kocha zwierzęta tak bardzo jak my , to myślę że odczucia i emocje będzie miał podobne .. Jeżeli ktoś tam jedzie aby tylko ?odfajkować ..Kenię  z listy swoich kierunków niezaliczonych?a nie rozróżnia geparda od tygrysa?.-)a takich ludzi którzy widzieli na sawannie tygrysa.. (((też tam spotkałam ? to 8-)8-)8-)
Ciągle zastanawiam się co nam się uda zobaczyć ,  najbardziej marzę o gepardzie ..  to  najszybszy ssak na świecie, a  zmysły węchu, słuchu i wzroku ma wyostrzone najbardziej ze wszystkich ssaków, gepard jest niezwykle zwinny ,smukły, ma małą głowę i krótki pysk  i małe okrągłe uszy. Zastanawiam się czy zwierzęta będą na tyle blisko abym nie musiała zakładać okularów ..hehe  Krajobraz  wokoło  jest  piękny,  tak jak sobie właśnie to wyobrażałam , ziemia tutaj ma  faktycznie kolor  rdzawy,  tyle lat oglądałam te widoki w TV.. a teraz  mogę na to patrzeć na żywo.. tak blisko , aż mi się płakać chce ze szczęścia jak tylko wjechaliśmy do parku.  Wszystko co widzimy wokół nas  jest fascynujące!!! , bujna trawiasta roślinność , kopce termitów, akacje, baobaby. 


<!-- REPLY --><!--/vb:if--><!-- /REPLY -->
  • Edytuj
  • Oflaguj
  • Cytat
  • Komentarz
  • Lubię to
Strony

Wyszukaj w trip4cheap