Jesteś tutaj
Jesteś tutaj
Trudno, żona wybrała - kij w oko, niech będzie Maroko. Moim zdaniem, Maroko to ciekawy i różnorodny kraj; od półpustynnego rejonu z drzewami arganowymi między Agadirem, a Marrakeszem przez zielone uprawy środka po pustynne wydmy przy granicy z Algerią na południowym wschodzie. Z czym kojarzy mi się ten kraj? Wizualnie - w miastach plątanina uliczek w oddzielonych murami medinach i egzotyczne souki, poza miastami piękne, choć często surowe krajobrazy. Kulinarnie - kiszone cytryny, daktyle i oczywiście tadżiny. Inne - nigdzie nie widziałem tak wielkich i pięknych skamielin. Każdy miłośnik pamiątek znajdzie z pewnością coś dla siebie - lampy, ceramikę, skórzaną galanterię czy kosmetyki.
Wiele osób pytało mnie, która wycieczka ładniejsza i nie umiałem odpowiedzieć, bo każda de facto - inna, ale obie ciekawe. Cesarskie Miasta bardziej miejsko historyczna (z królem w tle), a Magiczne Południe obfitujące w piękne krajobrazy - przejazd przez Atlas i sztandarowy fakultet - wyjazd na wielbłądach na Saharę. Każda z nich ma w programie zwiedzanie Marrakeszu, ale co było zaskoczeniem, zwiedza się inne obiekty. Obie wycieczki ”spoko” z licznymi postojami na kawę i jedzenie.
Asia wspaniale opisała Południe, podając wiele szczegółów z codziennego życia tambylców, ale również np. cenowe realia ważne dla turysty, więc nie będę się rozpisywał. Tak, na Południu to praktycznie te same miejsca, które sfociła Asia, więc i foto maksymalnie ograniczę. Nie znalazłem jednak na portalu żadnej relacji z Cesarskich Miast, chociaż niektórzy byli, to sklecę drobną relację i pokażę parę foto.
Z tym parę to pewnie nie wyjdzie, ale obiecuję - po Marrakeszu i Fezie będę się ograniczał. Tak się złożyło, że w okresie świąt wielkanocnych w 2019r można było połączyć dwa objazdy z Rainbow - Cesarskie Miasta oraz Magiczne Południe. No to rodzinnie w 8 osób (prawie jak na sylwestra) jedziemy. Na początku nie wszyscy byli świadomi, że tegoroczne Święta będą nieco inne, choć też w rodzinnym gronie. Lecimy do Agadiru i z hotelu Senator ruszamy na Cesarskie. W samolocie, który wylatuje dość opóźniony rozdają do wypełnienia kartki konieczne do otrzymania pieczątki wjazdowej; na lotnisku urzędnik zdziwiony, że nie znamy nazwy hotelu, ale pieczątkę wbija. Tak, Agadir w trzęsieniu ziemi stracił swą historyczną tożsamość i został odbudowany jako betonowe blokowisko, chociaż jest i szeroka piaszczysta plaża i promenada przy niej. Rankiem ruszamy w stronę Marrakeszu i niebawem pierwsza z atrakcji - kozy akrobatki. Teraz pewnie celowo wsadza się je na drzewa arganowe dla zarobienia paru groszy, bo zieleni jeszcze sporo, nawet w tej okolicy; nie mają więc potrzeby szukać jej na drzewie. Ale ma być atrakcja no i jest. W Maroku widać kontrasty; są miejsca gdzie żyje się biednie i opłaty za foto są zasileniem budżetu; a może niektóre "zawody" funkcjonują wyłącznie z opłat za foto.
Po dotarciu do hotelu w Marrakeszu jemy obiad i ruszamy na zwiedzanie, zaczynając od pałacu Bahia, potem suk, grobowce Saadytów, muzeum Marrakeszu, wizyta w tzw. berberyjskiej zielarni z której wychodzimy pod wieczór na słynny plac Jama'a el-Fna. Kilka słów o aptece - zielarni berberyjskiej. Wiadomo, babol który trzeba przeżyć. Pan mówiący ładnie po polsku namawia na kupno różnych specyfików od przypraw po kosmetyki - kupisz 2 te same produkty to trzeci gratis. Hi, hi - kto w to może uwierzyć?? Ale, ale - są kosmetyki na bazie oleju arganowego i za całą reklamę wystarczy stwierdzenie - olej arganowy ODMŁADZA. Ale ile faktycznie w kosmetyku tego oleju to tylko Allah wie, bo wszyscy mieszają go z innymi olejami.
papuas
Wchodzimy do XIX-wiecznego pałacu Bahia. Oczywiście tutaj pałac wygląda nieco inaczej niż w Polsce i pomieszczenia są otwarte na jakieś patia czy też dziedzińce z zielonością.
papuas
Z pałacu wychodzimy na handlową ulicę i idziemy mijając meczet do nekropoli Saadytów; ich groby są już na dziedzińcu,ale ci najważniejsi mają swe groby w ozdobnej sali iluś tam (chyba dwunastu) kolumn. Kamienne zdobienia jak to w islamie misterne i piękne.
papuas
Fajnie,że udało się wam połączyć obie wycieczki za jednym zamachem i zobaczyć w ten sposób dużo więcej.. Ciekawa jestem czy wtedy ta druga wycieczka wychodzi troszke taniej (bo niby odpadają 2 loty ) ?
To cieplutki Sylwester mieliście.
Ostatnią relację o Maroko czytałam chyba właśnie przygotowaną przez Asię i to było już jakiś czas temu, więc fajnie że Maroko znowu " na tapecie "
No trip no life
oczywiście Rainbow skalkulowało naszą wersję wycieczki odliczając loty samolotami i doliczając jeden nocleg w hotelu - wyszło taniej niż za dwie odrębne wycieczki
Opuszczamy grobowce, przechodzimy przez XIIw bramę Bab Agnaou i idziemy przez suk do muzeum Marrakeszu.
Nie bardzo pamiętam, ale sprzedawca zachęcał do zakupu marokańskiej viagry i na foto są jakieś pały z takim napisem, ale jako kaleka językowy, sam nie byłem w stanie zaspokoić ciekawości.
I już w muzeum - broń, biżuteria, jakieś stroje, dywaniki we wnętrzach dawnego pałacu.
To berberyjska zielarnia z urządzeniami do produkcji oleju arganowego i zaraz najsłynniejszy plac Marrakeszu, a może i całego Maroka. Pisownia placu różna w zależności od przewodnika (wymowa Dżama al Fana), na którym się dzieje. Tu oprócz zaklinaczy węży, treserów małp, muzykantów, sprzedawców wszystkiego łącznie z żółwiami, jaszczurkami i ptakami znajdują się liczne stragany z żywnością i garkuchnie, w których pełno miejscowych. Do tego drobni handlarze i oferujący swe usługi (do foto jedynie) nosiwody. Biegnę na poszukiwanie węży, bo zaklinacze muszą opuścić plac wraz z zachodem słońca. Krótkie targi o cenę i focę kobry i żmije sykliwe. W barze przy placu też jemy jakąś lokalną zupę i sałatkę.









papuas
Wraz z ciemnościami narasta gwar, a nawet hałas; tłum kłębi się i gęstnieje. Trochę z ulgą udajemy się więc na miejsce zbiórki w pobliżu minaretu Kutubija.
papuas
Następnego dnia przejazd przez Atlas Średni do Fezu z postojem w Ifrane - taka Marokańska Szwajcaria. Jest to ośrodek narciarski o zupełnie odmiennej architekturze. Do Fezu jedziemy przez zielone uprawy. Mijamy zbiornik retencyjny - jest woda, są uprawy. Wcześniej jeszcze zatrzymujemy się przy plantacji pomarańczy, gdzie na straganie można tanio zrobić zakupy. Następnie popas w miejscowości przy drodze gdzie chyba wszyscy degustują tadżin; my z kozą oraz z kurczakiem. Przez miasteczko defiluje jakiś roztańczony korowód - to część weselnego ceremoniału, ale okrzyki no foto studzą nasze zapędy; jakiś czas idę za nimi przysłuchując się muzyce wygrywanej na bębnach i śpiewom.
papuas
Dalej przez zieloności do Ifrane gdzie nikt widząc tylko foto nie odgadł by kraju tej narciarskiej miejscowości po której krótki spacer . Jeszcze zza szyby wieża królewskiego pałacu, a potem architektura.
Wracamy do autokaru mijając rozłożyste cedry.
papuas
ja byłam tylko na Południowej części tej wycieczki, zatem popatrzę na "Cesarskie" z tym większą ciekawością; (choć pełną relację widziałam juz wcześniej gdzie indziej:))
Piea
Papuas nie ograniczaj się, choć byłam na obu wycieczkach (magiczne południe 2019 rok i cesarskie miasta 2019 (EXIM) chętnie popatrzę, poczytam i przypomnę sobie Maroko.
ale fajne i oryginalne "garnki "
No trip no life