"Miśki – wtedy ich jeszcze koło Pijalni i w Parku Szachowym nie było. Z informacji od ww. kolegi z Polanicy miśki zaczęto stawiać koło 2020 roku. Mają być tym, czym są krasnale dla Wrocławia."
teraz coraz więcej "takich atrakcji" w róznych miastach powstają coraz to nowe tego typu "figurki-pomniczki":)
w Gdańsku tez napowstawało takich Hewelionów (o czym kompletnie nie wiedziałam)
mała postac "Lwa Heweliona" - znalazłam ich tam kilka , takie sympatyczne mordki:) jest LewTurysta, lew Marynarz, Burmistrz, Piłkarz, itd....
Wracając do Lądka - po szybkim zakwaterowaniu idziemy na spacer. Bo przecież wiadomo, że nie będziemy siedzieć w mieszkaniu...
Okazuje się, że mieszkamy tuż przy Zdroju Wojciech, ale nie tylko
Idąc w dół do parkingu (nasza willa miała parking, ale kawałeczek od pokoi), spotykamy pierwszy i jeden z największych skutków zeszłorocznej powodzi, od której minęło 11 miesięcy.
Most łączący zdrój z Lądkiem - nie istnieje już. Jest most tymczasowy, który został zrobiony przez wojsko. Nie istnieje również Kaczy Dołek, restauracja do której chodziliśmy przy poprzednich pobytach
Choć w tym miejscu, jak i w wielu innych widać, że przez te 11 miesięcy działo się naprawdę wiele. Czy to prywatnych prac, czy tych obejmujących miejsca publiczne. Np wzmacnianie koryta Białej Lądeckiej - tu już widać te nowe
No niestety, człowiek swoje, a natura swoje. Choć oczywiście, są możliwości aby starać sie to powstrzymać - tutaj po prostu nie wytrzymała zapora - gdyby dała radę, na pewno wyglądałoby to zupełnie inaczej. w 1997 podwódź była o wiele, wiele mniejsza w Lądku.
Sam Zdrój nie ucierpiał w powodzi, ale do jej skutków będziemy jeszcze wracać.
Przez powódź i usunięcie pewnych budowli (kiosku ze zdjęć u góry) jest widok na kryty most od drugiej strony. Most jest od lat nieużywany - prowadził od między jednym a drugim budynkiem uzdrowiska. Od lat jednak jeden budynek jest mieszkalnym i (to zobaczymy jeszcze na koniec relacji) i wygląda, że wyjście byłoby niemalże z czyjegoś mieszkania. Drugi koniec jest w hotelu, więc wejścia z obu stron są zamurowane, ale most stoi dzielnie.
Jako że śniadanie mamy w cenie naszego noclegu, to dzień zaczynamy od spaceru. Idziemy zobaczyć jakie są możliwości wynajęcia roweru eleketrycznego, ale koniec końców lądujemy na kubeczku wody.
Wybieramy się do jasniki. W niedźwiedziej byliśmy przy poprzednim pobycie, w 2021 roku, tym razem jedziemy do radochowskiej. Dużo mniejszej i zupełnie innej.
Od parkingu czeka nas nie za długi, ale spacer. Na razie nie widać nawet w czym mogłaby być jaskinia
Na miejscu kupujemy bilety, a wejście ma się odbyć niedługo - wskazówka ze strony - płatność gotówką. Można blikiem, ale jest szans, że trzeba będzie biegać po łące za zasięgiem
Otrzymujemy kaski i latarki, a także słyszymy, aby sie ubrać, bo w jaskini zimno. I mokro. I ślisko.
Główne i jedyne wejście wygląda właśnie tak
Z wnętrz za dużo zdjęć nie mam, bo było ciemno, ślisko i ciasno.
Tak już wyglądało wyjście z jaskini
Na pewno jest to mniejsza, mniej komercyjna, bardziej prawdziwa i surowa jaskinia. W niedźwiedziej były całe korytarze wyłożone, aby równo i bezpiecznie się chodziło, nie trzeba było się nigdzie pochylać, ani nosić kasków. Tutaj na czworakach, w schyleniu, byle tylko się zmieścić. To wszystko z przewodnikiem, który oczywiście wiele opowiadał w trakcie.
Tuż obok parkingu jest winiarnia/bar/ miejsce gdzie można odpocząć, coś zjeść, napić się
Asia, cyt:
"Miśki – wtedy ich jeszcze koło Pijalni i w Parku Szachowym nie było. Z informacji od ww. kolegi z Polanicy miśki zaczęto stawiać koło 2020 roku. Mają być tym, czym są krasnale dla Wrocławia."
teraz coraz więcej "takich atrakcji" w róznych miastach powstają coraz to nowe tego typu "figurki-pomniczki":)
w Gdańsku tez napowstawało takich Hewelionów (o czym kompletnie nie wiedziałam)
mała postac "Lwa Heweliona" - znalazłam ich tam kilka , takie sympatyczne mordki:) jest LewTurysta, lew Marynarz, Burmistrz, Piłkarz, itd....
Piea
W Gdańsku, a chyba dokładniej w Sopocie jest też wrocławski krasnal na wywczasie ;d
Wracając do Lądka - po szybkim zakwaterowaniu idziemy na spacer. Bo przecież wiadomo, że nie będziemy siedzieć w mieszkaniu...
Okazuje się, że mieszkamy tuż przy Zdroju Wojciech, ale nie tylko
Idąc w dół do parkingu (nasza willa miała parking, ale kawałeczek od pokoi), spotykamy pierwszy i jeden z największych skutków zeszłorocznej powodzi, od której minęło 11 miesięcy.
Most łączący zdrój z Lądkiem - nie istnieje już. Jest most tymczasowy, który został zrobiony przez wojsko. Nie istnieje również Kaczy Dołek, restauracja do której chodziliśmy przy poprzednich pobytach
Choć w tym miejscu, jak i w wielu innych widać, że przez te 11 miesięcy działo się naprawdę wiele. Czy to prywatnych prac, czy tych obejmujących miejsca publiczne. Np wzmacnianie koryta Białej Lądeckiej - tu już widać te nowe
Do porównania - stare zdjęcia
Smutne widoczki ... straszny żywioł
No trip no life
Dokładnie tak, smutne i przerażające widoki po przejściu wielkiej wody.
papuas
...taaa, ciekawe ( i smutne) jest to że "te strony" regularnie są,delikatnie mówiąc,"podtapiane" i nikt nie potrafi temu zaradzić !???
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
No niestety, człowiek swoje, a natura swoje. Choć oczywiście, są możliwości aby starać sie to powstrzymać - tutaj po prostu nie wytrzymała zapora - gdyby dała radę, na pewno wyglądałoby to zupełnie inaczej. w 1997 podwódź była o wiele, wiele mniejsza w Lądku.
Sam Zdrój nie ucierpiał w powodzi, ale do jej skutków będziemy jeszcze wracać.
Przez powódź i usunięcie pewnych budowli (kiosku ze zdjęć u góry) jest widok na kryty most od drugiej strony. Most jest od lat nieużywany - prowadził od między jednym a drugim budynkiem uzdrowiska. Od lat jednak jeden budynek jest mieszkalnym i (to zobaczymy jeszcze na koniec relacji) i wygląda, że wyjście byłoby niemalże z czyjegoś mieszkania. Drugi koniec jest w hotelu, więc wejścia z obu stron są zamurowane, ale most stoi dzielnie.
Idziemy się już przejść po miasteczku
Tutaj widzimy budynek, w którym mieszkaliśmy
heee, mostek świetny !!! ma bardzo..."delikatny wyglą" a jednak dał sobie radę z "wysoka wodą" ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Jako że śniadanie mamy w cenie naszego noclegu, to dzień zaczynamy od spaceru. Idziemy zobaczyć jakie są możliwości wynajęcia roweru eleketrycznego, ale koniec końców lądujemy na kubeczku wody.
Wybieramy się do jasniki. W niedźwiedziej byliśmy przy poprzednim pobycie, w 2021 roku, tym razem jedziemy do radochowskiej. Dużo mniejszej i zupełnie innej.
Od parkingu czeka nas nie za długi, ale spacer. Na razie nie widać nawet w czym mogłaby być jaskinia
Na miejscu kupujemy bilety, a wejście ma się odbyć niedługo - wskazówka ze strony - płatność gotówką. Można blikiem, ale jest szans, że trzeba będzie biegać po łące za zasięgiem
Otrzymujemy kaski i latarki, a także słyszymy, aby sie ubrać, bo w jaskini zimno. I mokro. I ślisko.
Główne i jedyne wejście wygląda właśnie tak
Z wnętrz za dużo zdjęć nie mam, bo było ciemno, ślisko i ciasno.
Tak już wyglądało wyjście z jaskini
Na pewno jest to mniejsza, mniej komercyjna, bardziej prawdziwa i surowa jaskinia. W niedźwiedziej były całe korytarze wyłożone, aby równo i bezpiecznie się chodziło, nie trzeba było się nigdzie pochylać, ani nosić kasków. Tutaj na czworakach, w schyleniu, byle tylko się zmieścić. To wszystko z przewodnikiem, który oczywiście wiele opowiadał w trakcie.
Tuż obok parkingu jest winiarnia/bar/ miejsce gdzie można odpocząć, coś zjeść, napić się