Po doznaniach kulturalnych pora na małe co nieco. W knajpach, jak i na Krupówkach, tłok więc na wolny stolik, czy jak w naszym przypadku stół, chwilę trza poczekać; po 12 min siedzimy. Duża knajpa to rotacja też duża - no chciałbym mieć w swojej kieszeni jednodniowy tylko utarg; grube tysiące. Posileni kupujemy na ulicy słone serki i obok ogrodu światła wracamy do samochodów, a potem chociaż czasem w korku i do Bazy w Łopusznej.
nie przeoczyłeś, bo w muzeum nie ma kolekcji "niespodziewanych krzyżyków" bardziej powszechnym motywem w zdobieniu jest parzenica czy też szarotka na tym foto nie bardzo widać, ale niektóre np. z łyżników miały w zdobieniu i krzyżyk.
Następnego dnia wyjazd po trasie: skansen kolejowy w Chabówce, park zdrojowy w Rabce, a na koniec kąpiel termalna w Bani. Dla mnie skansen kolejowy bardzo sympatyczny - do wielu eksponatów możesz wejść, do niektórych tylko zajrzeć, a hitem jest wagon zapamiętany z dzieciństwa, w którym osobne wejścia do każdego przedziału wprost z peronu. Są opisy, jest budynek dawnego dworca, jakieś specjalistyczne urządzenia typu pługi śnieżne ... jednym słowem sympatycznie i ciekawie, mimo iż niektóre eksponaty domagają się remontu. Ale wiadomo, na to potrzeba kasy, której z wpływu za bilety nie uzyskasz. Jedziemy zatem do Chabówki spoglądając na ośnieżoną, rozpartą gaździnę Podhala czyli drugi co do wysokości, poza Tatrami, szczyt Polski - Babią Górę.
To jeszcze trochę ponudzę pociągowymi fotami. Są różne parowozy, także te przeznaczone na wąskie tory, są specjalistyczne wagony, jest moja cysterna, a nawet możliwość, o czym nie wiedziałem, przewozu małych zwierząt.
Zajrzyjmy jeszcze do dawnego Warsu i do budynku dworca.
Z Chabówki do Rabki rzut beretem i za chwilę parkujemy w uzdrowisku obok pijalni wody i restauracji Zdrojowej. Wchodzimy popić leczniczej wody; ze względu na przygotowania sali do Sylwestra dostęp ograniczony do godzin popołudniowych, ale jeszcze się załapaliśmy. Woda smaczna, lekko gazowana, w typie muszynianki. Zupełnie nie pamiętam dlaczego w Rabce praktycznie nie robiłem foto. Z pijalni idziemy na krótki spacerek po parku zdrojowym, w którym stare drzewa, ławeczki, plac zabaw dla dzieci, niedaleko porozstawiane urządzenia do ćwiczeń rekreacyjno - siłowych, jest tężnia. Nie dochodzimy do drewnianego kościółka, w którym muzeum im. W.Orkana, bo wszyscy zgłodnieli. Wracamy do Zdrojowej, przed którą słoniowa fontanna - zimą oczywiście nieczynna. Posileni jedziemy na termalne kąpiele do Białki Tatrzańskiej. Więc jedyne 3 foto z parku zdrojowego jakiś bajkowych rzeźb - prawdopodobnie księżniczka na grochu, ptaszek-kosmetyk wykonujący pedicure i jakiś smok.
I znów jazda w stronę Zakopca, więc wolno, z korkami - droga przez mękę i męka po drodze, ale docieramy na ogromny parking pod termami Bania w Białce Tatrzańskiej. Nie wszyscy przyjechali tu na kąpiele, bo obok stok narciarski z jeżdżącymi. Jak kiedyś pisałem kąpiele termalne mają dla mnie sens w okresie jesienno-zimowym, gdzie z ciepłej wody spoglądasz na śnieg, lub poubieranych w ciepłe czapki i kurtki ludzi, a tutaj i na narciarzy. Moja ocena - minusem zbyt mała głębokość zewnętrznych basenów bo coś 1,2m więc żeby nie zmarznąć trza się poruszać na ugiętych nogach, a plusem bary także w basenie zewnętrznym, gdzie za piwo lub drinka zapłacisz otrzymanym przy wejściu plastikowym zegarkiem. Ten zegarek odmierzający czas korzystania z termy jest w miarę wszechstronny - otwiera bramki wejściowe na obiekt i na basen, zamyka i otwiera szafki w szatni, no i płaci w barze, a uregulujesz przy wyjściu; moim zdaniem dość sprytne. Ceny w barach nie są szokujące - drinki nie wiem, ale piwo lane w szkle to 15 PLN - taniej niż w zakopiańskiej knajpie. To kilka foto spod termalnej Bani, bo wewnątrz zdjęć już nie robiłem.
I ostatnie już piętro, na którym wystawa obrazów "niezależnych kobiet"; najwięcej chyba prac Meli Muter. ALe i na obrazy mniej znanych miło popatrzeć.
papuas
Po doznaniach kulturalnych pora na małe co nieco. W knajpach, jak i na Krupówkach, tłok więc na wolny stolik, czy jak w naszym przypadku stół, chwilę trza poczekać; po 12 min siedzimy. Duża knajpa to rotacja też duża - no chciałbym mieć w swojej kieszeni jednodniowy tylko utarg; grube tysiące. Posileni kupujemy na ulicy słone serki i obok ogrodu światła wracamy do samochodów, a potem chociaż czasem w korku i do Bazy w Łopusznej.
papuas
...jeszcze na chwilkę "o muzeum". przeoczyłem czy nie sa eksponowane tak lubiane przez górali..."ksyzyki niespodziane" !??? ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
papuas
Następnego dnia wyjazd po trasie: skansen kolejowy w Chabówce, park zdrojowy w Rabce, a na koniec kąpiel termalna w Bani. Dla mnie skansen kolejowy bardzo sympatyczny - do wielu eksponatów możesz wejść, do niektórych tylko zajrzeć, a hitem jest wagon zapamiętany z dzieciństwa, w którym osobne wejścia do każdego przedziału wprost z peronu. Są opisy, jest budynek dawnego dworca, jakieś specjalistyczne urządzenia typu pługi śnieżne ... jednym słowem sympatycznie i ciekawie, mimo iż niektóre eksponaty domagają się remontu. Ale wiadomo, na to potrzeba kasy, której z wpływu za bilety nie uzyskasz. Jedziemy zatem do Chabówki spoglądając na ośnieżoną, rozpartą gaździnę Podhala czyli drugi co do wysokości, poza Tatrami, szczyt Polski - Babią Górę.
papuas
To jeszcze trochę ponudzę pociągowymi fotami. Są różne parowozy, także te przeznaczone na wąskie tory, są specjalistyczne wagony, jest moja cysterna, a nawet możliwość, o czym nie wiedziałem, przewozu małych zwierząt.
Zajrzyjmy jeszcze do dawnego Warsu i do budynku dworca.
papuas
Z Chabówki do Rabki rzut beretem i za chwilę parkujemy w uzdrowisku obok pijalni wody i restauracji Zdrojowej. Wchodzimy popić leczniczej wody; ze względu na przygotowania sali do Sylwestra dostęp ograniczony do godzin popołudniowych, ale jeszcze się załapaliśmy. Woda smaczna, lekko gazowana, w typie muszynianki. Zupełnie nie pamiętam dlaczego w Rabce praktycznie nie robiłem foto. Z pijalni idziemy na krótki spacerek po parku zdrojowym, w którym stare drzewa, ławeczki, plac zabaw dla dzieci, niedaleko porozstawiane urządzenia do ćwiczeń rekreacyjno - siłowych, jest tężnia. Nie dochodzimy do drewnianego kościółka, w którym muzeum im. W.Orkana, bo wszyscy zgłodnieli. Wracamy do Zdrojowej, przed którą słoniowa fontanna - zimą oczywiście nieczynna. Posileni jedziemy na termalne kąpiele do Białki Tatrzańskiej. Więc jedyne 3 foto z parku zdrojowego jakiś bajkowych rzeźb - prawdopodobnie księżniczka na grochu, ptaszek-kosmetyk wykonujący pedicure i jakiś smok.
papuas
I znów jazda w stronę Zakopca, więc wolno, z korkami - droga przez mękę i męka po drodze, ale docieramy na ogromny parking pod termami Bania w Białce Tatrzańskiej. Nie wszyscy przyjechali tu na kąpiele, bo obok stok narciarski z jeżdżącymi. Jak kiedyś pisałem kąpiele termalne mają dla mnie sens w okresie jesienno-zimowym, gdzie z ciepłej wody spoglądasz na śnieg, lub poubieranych w ciepłe czapki i kurtki ludzi, a tutaj i na narciarzy. Moja ocena - minusem zbyt mała głębokość zewnętrznych basenów bo coś 1,2m więc żeby nie zmarznąć trza się poruszać na ugiętych nogach, a plusem bary także w basenie zewnętrznym, gdzie za piwo lub drinka zapłacisz otrzymanym przy wejściu plastikowym zegarkiem. Ten zegarek odmierzający czas korzystania z termy jest w miarę wszechstronny - otwiera bramki wejściowe na obiekt i na basen, zamyka i otwiera szafki w szatni, no i płaci w barze, a uregulujesz przy wyjściu; moim zdaniem dość sprytne. Ceny w barach nie są szokujące - drinki nie wiem, ale piwo lane w szkle to 15 PLN - taniej niż w zakopiańskiej knajpie. To kilka foto spod termalnej Bani, bo wewnątrz zdjęć już nie robiłem.
papuas
Ja też pamiętam te wagony, jechałam na trasie Chełmek - Trzebinia (w Trzebini byla przesiadka do Wrocławia).
papuas