Papuas, he he, tego czasu na to lotnisko to było jeszcze ponad 8 godzin więc lepszy takie "ogródek" niż jałowe czekanie....
Asia, hotel był prawie pusty! może ze 20 % pokoi było zajete, więc negocjacje przy tak PUSTYM hotelu nie należały do trudnych przekonała ich pierwsza opłacona doba nie wykporzystana w połowie:))
*****
to ja dalej buszuję sobie po "ogródku" jak fajnie określił Papuas - maderski Ogród Botaniczny:)))
w końcu zjeżdżam na dół , ale nie wiem czy z tego nieba za chwilę coś mnie nie podleje?
Nel, właśnie NIE! też byłam zdziwiona, bo spodziewałam sie, że za chwile nieźle lunie, ale jakoś się te chmury rozwiały...
wróciłam do hotelu; bagaze zostawilismy w przechowalni i poszliśmy jeszcze na jakieś jedzonko i na ostatni wieczorny spacer....
ja krewety, małż jakieś bardziej konkretne mięsiwo + bolo de caco na spółkę
wieczorami knajpy "pękają" może jeszcze nie w szwach, ale ludzi jest znacznie więcej niż w ciągu dnia
jakoś mi te krewetki strasznie "szybko przeleciały" więc 2 godziny później jeszcze skusiłam się na portugalską wersje paelli; zwłaszcza, że cała długa noc rozbita przed nami, bo do domu dotrzemy około 9 rano...
i ok. 23 wracamy do hotelu po walizki...;
podjeżdża po nas mały busik i jedziemy na lotnisko...
jadąc już ciemną nocą w drodze na lotnisko.... zobaczylismy na szybie busa pierwsze kropelki deszczu w tym tygodniu ! leciutko kapało, ale to była dopiero zapowiedź zmiany pogody... Ci co tego dnia przylecieli na Maderę, mogą mówić o osporym pechu , bo pogoda zmieniła się diametralnie przynosząc tu zapowiadany tydzień deszczu !:( to się nazywa mieć pecha! ; a my ten deszcz zabraliśmy do Polski....
i tak pożegnalismy naszą MADERĘ nr 4
Do zobaczenia kiedyś.... być może jeszcze po raz Piąty!
Piea, to była piękna podróż i cudowny prezent od rodzinki. Wiedzą , jak mężowi dogodzić . Ciekawe czy powielą ten koncept na twoje urodziny ? chyba byłoby miło co ?
Fajnie, bo ten kolejny raz na wyspie pozwolił wam delektować się Maderą w inny sposób. Raz,że mega wypasiony hotel a po drugie odkrywaliście perełki i w interiorze i w stolicy. Te okolice Ponta Delgady rewelacja..
hej Nel, może/ może? ... któż to wie? ale ja mam nieco inny pomysł na własne urodzinki...; coś niecoś zasugeruję rodzince a jak nie wyjdzie? - to zawsze mozna wrócic na Maderę
hej Nel, może/ może? ... któż to wie? ale ja mam nieco inny pomysł na własne urodzinki...; coś niecoś zasugeruję rodzince a jak nie wyjdzie? - to zawsze mozna wrócic na Maderę
Papuas, he he, tego czasu na to lotnisko to było jeszcze ponad 8 godzin
więc lepszy takie "ogródek" niż jałowe czekanie....
Asia, hotel był prawie pusty!
może ze 20 % pokoi było zajete, więc negocjacje przy tak PUSTYM hotelu nie należały do trudnych
przekonała ich pierwsza opłacona doba nie wykporzystana w połowie:))
*****
to ja dalej buszuję sobie po "ogródku" jak fajnie określił Papuas - maderski Ogród Botaniczny:)))
w końcu zjeżdżam na dół , ale nie wiem czy z tego nieba za chwilę coś mnie nie podleje?
Piea
oj chyba złapała cie jakaś burza ?
No trip no life
Nel, właśnie NIE!
też byłam zdziwiona, bo spodziewałam sie, że za chwile nieźle lunie, ale jakoś się te chmury rozwiały...
wróciłam do hotelu; bagaze zostawilismy w przechowalni i poszliśmy jeszcze na jakieś jedzonko i na ostatni wieczorny spacer....
ja krewety, małż jakieś bardziej konkretne mięsiwo + bolo de caco na spółkę
wieczorami knajpy "pękają" może jeszcze nie w szwach, ale ludzi jest znacznie więcej niż w ciągu dnia
jakoś mi te krewetki strasznie "szybko przeleciały"
więc 2 godziny później jeszcze skusiłam się na portugalską wersje paelli; zwłaszcza, że cała długa noc rozbita przed nami, bo do domu dotrzemy około 9 rano...
i ok. 23 wracamy do hotelu po walizki...;
podjeżdża po nas mały busik i jedziemy na lotnisko...
jadąc już ciemną nocą w drodze na lotnisko.... zobaczylismy na szybie busa pierwsze kropelki deszczu w tym tygodniu ! leciutko kapało, ale to była dopiero zapowiedź zmiany pogody... Ci co tego dnia przylecieli na Maderę, mogą mówić o osporym pechu , bo pogoda zmieniła się diametralnie przynosząc tu zapowiadany tydzień deszczu !:( to się nazywa mieć pecha! ; a my ten deszcz zabraliśmy do Polski....
i tak pożegnalismy naszą MADERĘ nr 4
Do zobaczenia kiedyś.... być może jeszcze po raz Piąty!

KONIEC ; THE END; FINITO
Piea
Piea, to była piękna podróż i cudowny prezent od rodzinki. Wiedzą , jak mężowi dogodzić . Ciekawe czy powielą ten koncept na twoje urodziny ? chyba byłoby miło co ?
Fajnie, bo ten kolejny raz na wyspie pozwolił wam delektować się Maderą w inny sposób. Raz,że mega wypasiony hotel a po drugie odkrywaliście perełki i w interiorze i w stolicy. Te okolice Ponta Delgady rewelacja..
Ślicznie ci dziękuję za kolejną odsłonę Madery.
No trip no life
hej Nel, może/ może? ... któż to wie? ale ja mam nieco inny pomysł na własne urodzinki...
; coś niecoś zasugeruję rodzince
a jak nie wyjdzie? - to zawsze mozna wrócic na Maderę 
Piea
serdeczne dzięki za dogłębną penetrację i pokazanie uroków tej pięknej wyspy
papuas
Piea, miałam na mysli inną jakąś inną podróż
No trip no life
Dzięki, piękna ta Madera.