Spacer z Lwami - Wycieczka od Rainbow - Relacja

47 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 22 godziny 26 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Wow !! drzewo przepiekne Yahoo

No trip no life

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 12 godzin 5 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Skąd wiedziałeś, że krokodyl nie zaatakuje. To bardzo szybki zwierz!

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 5 miesięcy 3 tygodnie temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Jest ryzyko jest zabawa. Na początku zapytałem naszego przewodnika czy tym krokodylom nie zaszkodzi białe mięso z Polski. A tak całkiem na serio to każdego dnia mnóstwo turystów dotyka te zwierzęta i podobno nie zdarzyło się aby któryś z krokodyli skosztował człowieka. Obsługa parku twierdzi, że te krokodyle od najmłodszych lat są karmione tylko i wyłącznie rybami aby nie interesowały się innymi rodzajami mięsa.

Podróżnik

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 1 dzień 11 godzin temu
Rejestracja: 03 mar 2016

krokodyle super świetne Biggrin ale chyba bym nie ryzykował kontaktu fizycznego

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 5 miesięcy 3 tygodnie temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Nie wiem dlaczego niektórych nie przeraża kontakt fizyczny z lwem a z krokodylem już tak.

Ostatnie dni pobytu spędzaliśmy na kąpielach w basenie, oceanie i zakupach na Albert Markecie. Pomimo iż z nieba lał się żar a temperatura poniżej 30º C spadała chyba tylko pomiędzy 19:00 a 9:00 to woda w Oceanie Atlantyckim jak i w basenie hotelowym była dość mocno chłodna. Niestety wybierając ten kierunek należy zapomnieć o gorącym oceanie tak jak to miało miejsce w Kenii, gdzie jak twierdzili miejscowi, przy brzegu, temperatura Oceanu Indyjskiego potrafiła przekroczyć 30º C. Jednakże chłodnawa woda miała też swoje zalety. Po odświeżeniu się w chłodnym oceanie lub basenie, leżąc w cieniu palmy odczuwało się przez dość spory czas ulgę od panującej w około spiekoty. Na plaży przy hotelu Laico Atlantic, praktycznie wcale nie występują naciągacze tak jak to miało miejsce w Kenii w Mombasie. W Gambii możemy spokojnie zostawić na plaży klapki i z bardzo dużym prawdopodobieństwem, że po powrocie znajdziemy je w miejscu w którym zostawiliśmy, oddać się kąpielom w chłodnym, niosącym ulgę od lejącego się z nieba żaru, oceanie. Naciągaczy za to nie brakuje na ulicach. Gdy wychodzi się z hotelu, to sami mamy szansę przejść góra 200 – 300m. Wychodząc na ulicę, błyskawicznie zostajemy zagadnięci przez miejscowego, który niestety będzie towarzyszyć nam podczas całego naszego spaceru. Po spacerze, miejscowy z dużym prawdopodobieństwem, zażąda od nas za swoje towarzystwo pieniędzy. Na początku opędzaliśmy się od miejscowych „przewodników”. Przypominało to walkę z wiatrakami. Odpędziliśmy jednego, to za 100 metrów szedł przy nas drugi. Odpędziliśmy drugiego to za chwilę mogliśmy się „cieszyć” towarzystwem trzeciego itd… Potem daliśmy już spokój. Zauważyliśmy prawidłowość, że w Gambii obok białych, zawsze idzie tylko i wyłącznie jeden miejscowy. Przestaliśmy odganiać miejscowych przewodników i zazwyczaj jak na koniec spaceru dało się takiemu „przewodnikowi” równowartość 2 EURO to był bardzo zadowolony.

Nieopodal hotelu Laico Atlantic znajdował się dość spory bazar nazywany Albert Marketem. Mogliśmy dojść do niego ulicą, ciesząc się towarzystwem miejscowych „przewodników”, lub pójść plażą mając o 90% większe szanse, że uda nam się dotrzeć do bazaru bez towarzystwa. My zazwyczaj wyruszaliśmy na bazar około 8:00, gdy żar nie był jeszcze tak mocno dokuczliwy. Co prawda o tej godzinie jeszcze nie wszystkie stragany na bazarze były otwarte, lecz i tak było mnóstwo rzeczy do kupienia. Zazwyczaj gdy z samego rana wychodziliśmy na plaże aby pójść na bazar to dołączał do nas jeden z psów (samica) które lubiły korzystać z dobrodziejstwa cienia hotelowych parasoli. Gdy pies towarzyszył na bazarze nam po raz pierwszy, to myślałem, że za chwilę wybuchnie wielka awantura. Pies szedł za nami krok w krok. Wielokrotnie po obu stronach bazarowych alejek na wysokości psiego pyska powykładane były świeże ryby, drób, oraz inne smakołyki które mogłyby skusić psa. Zdziwiło mnie to bardzo, lecz towarzyszący nam pies nigdy nie skusił się i nie „poczęstował się” otaczającymi jego nos smakołykami. Jak mniej więcej wygląda Albert Market i plażowa droga do niego można zobaczyć na poniższym filmie.

.

.

Kolejne dni pobytu stacjonarnego mijały wolno i leniwie, lecz praktycznie nigdy nie nudziliśmy się. Wreszcie nadszedł ostatni dzień pobytu w hotelu. Firma Rainbow niestety nie chciała dokupić swoim klientom ostatniego dnia pobytu w hotelu. Musieliśmy około południa opuścić pokój pomimo iż wylot do Polski był w późnych godzinach wieczorny. Kto chciał mógł oczywiście dokupić sobie pobyt w pokoju.

I tak zakończyła się moja kolejna urlopowa podróż. Trzeba było znów wrócić do szarej rzeczywistości i pracy.

Mam nadzieję, że kolejną relację uda mi się napisać na początku przyszłego roku.

THE END.

Podróżnik

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 22 godziny 26 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Droga na market bardzo urokliwa , piesek się z wami wyrażnie zaprzyjażnił he he

Gienek, dzieki za relację          Podobny obraz  miło mi było z toba powspominać, bo niektóre miejsca udało mi się zobaczyć ...

Dlaczego do nastepnej relacji każesz nam czekać tak długo ? na pewno masz coś w swojej "bibliotece" do pokazania..

No trip no life

Strony

Wyszukaj w trip4cheap