Zimbabwe i Botswana z plecakiem 2013

12 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
KrUlik
Obrazek użytkownika KrUlik
Offline
Ostatnio: 6 lat 11 miesięcy temu
Rejestracja: 28 gru 2013
Zimbabwe i Botswana z plecakiem 2013

Podróż w terminie: 12.10.2013-02.11.2013

 

Kosztorys podróży dla 2 osób:

Dzień 1 – przylot do Harare

  • Wizy dwukrotne 2x45$

Dzień 2 – Harare

  • Farma węży 2x5$
  • Farma lwów i innych dzikich zwierząt 2x10$

Dzień 3 – Harare, Dombushava

  • Wejście do Dombushavy 2x10$
  • Transport z/do Harare 4$/2os
  • 2 kamienne rzeźby i napoje w restauracji 7$ i 4$
  • Zakupy spożywcze 13$
  • Bus po Harare 1$/2os

Dzień 4 – przejazd do Victoria Falls

  • Autobus Pathfinder  (ok. 13h jazdy) 2x60$
  • Kawa 1$
  • Nocleg w VF – VF Restcamp&Lodges 40$/2os/challet bez łazienki

Dzień 5 – VF

  • Nocleg 40$
  • Wejście na wodospady 2x30$
  • Śniadanie w restauracji 20$/2os
  • Pamiątki 6$
  • Kolacja PizzaInn 13$/2os
  • Internet 2$/2h
  • Zakupy spożywcze 12$
  • Kartki i znaczki 20$ (7lub8)
  • Karta SIM i doładowanie 1$ i 10$
  • Stare dolary zimbabwańskie 5$/kilka banknotów

Dzień 6 – VF

  • Nocleg 40$
  • Lot helikopterem nad wodospadami 250$/2os + 24$/2os za wejście do parku
  • Boma restaurant 2x28$ + 20$ za napoje (30% zniżki)
  • Zakupy spożywcze 5$
  • Pamiątki 13$+20$+30$+2$+11$+17$ = 93$

Dzień 7 – VF, odpoczynek

  • Śniadanie 7$/1os
  • Pamiątki 3$+5$
  • Zakupy spożywcze 6$
  • Internet 2$/2h
  • Obiad PizzaInn 16$
  • Safari Lodge Restaurant napoje 7$
  • Nocleg 40$

Dzień 8 – przejazd do Kasane, Botswana <KURS: 1$=8P>

  • Przejazd busem 2x25$
  • Nocleg Safari Lodge Campsite 22$/namiot
  • Zakupy spożywcze 115P
  • Jedzenie restauracja indyjska 160P
  • Pamiątki 20P

Dzień 9 – Kasane, safari

  • Nocleg 22$
  • Safari game + boat w Flame of Fire 2x70$, za długą wycieczkę do lwów dopłaciliśmy kierowcy 100P
  • Zakupy spożywcze 80P

Dzień 10 – przejazd do Maun (Delta Okavango)

  • Nocleg Okavango River Lodge 300P/wynajem dużego namiotu dla 2os/2os
  • Trasa Kasane-Maun stopem 200P
  • Jedzenie fastfood 150P
  • Kolacja 65P
  • Klapki i naszywka 145P

Dzień 11 – Delta Okavango

  • Nocleg 300P
  • Koszulka 150P
  • Kolczyki 30P
  • Minibusy lodge-centrum 17P (3,5P/os/1 strona)
  • Internet 10P/30min
  • Obiad w restauracji noclegowej 170P
  • Zakupy spożywcze 140P

Dzień 12 – Delta Okavango

  • Nocleg 300P
  • Samolot za 1h lotu 2250P+120P(podatek)/wynajem całego samolotu 3os
  • Zakupy spożywcze 125P
  • Pamiątki 190P
  • Obiad w restauracji noclegowej 115P
  • Minibus nocleg-centrum 7P+20P(za taksówkę, gdzie jechały łącznie 4 osoby)/2os

Dzień 13 – dojazd do Francistown

  • Autobus Maun-Francistown 2x104,80P
  • Nocleg Francistown Grand Lodge 350P/pokój z łazienką
  • Taxi 50P (zamawiana z logde, maun) i Mosking (Ftown)
  • Zakupy spożywcze, w tym obiad w sparze 140P

Dzień 14 – dojazd do Bulawayo

  • Autobus FT-Bulawayo 2x70P + 20P (chyba na łapówki dla policji)
  • Nocleg Packers’ Paradise Bulawayo 50$/pokój podwójny bez łazienki)
  • Obiad restauracja obok noclegu 9$
  • Napoje w okolicznym barze 4$
  • Taksówka 50P (Bulawayo) i 20P (FT)
  • Zakupy spożywcze 20P

Dzień 15 – Bulawayo

  • Nocleg 50$
  • Pamiątki 7$
  • Zakupy spożywcze 16$
  • Kawa, herbata, frytki 7$
  • Obiad w restauracji koło noclegu 9$, piwo w barze 1,5$
  • Muzeum Natural History 2x10$

Dzień 16 – Bulawayo, Matopos NP

  • Nocleg 50$
  • Taxi Bulawayo-Matopos NP w dwie strony 2x40$
  • Wstęp do Matopos NP 2x15$ + 2x10$ (wejście na górę z kamieniami i gróbem)
  • Zakupy spożywcze 16$
  • Obiad w restauracji bardziej eksluzywnej 30$/2os (ale jeden główny posiłek)

Dzień 17 – Great Zimbabwe, Masvingo

  • Przejazd B-Masvingo 2x10$ minibus (4-5h jazdy)
  • Taxi Bulawayo na miejsce odjazdu minibusów 5$
  • Bus Masvingo-Great Zimbabwe 2x2$ (0,5h jazdy)
  • Obiad w restauracji w Great Zimbabwe 27$
  • Nocleg 10$/namiot – na miejscu jest tylko jeden nocleg „budżetowy”

Dzień 18 – Great Zimbabwe

  • Nocleg 30$/rondavel 2osobowy – to samo miejsce noclegowe co namiot
  • Zakupy spożywcze Masvigo 19$
  • Transport GZ-Masvingo tam i z powrotem 2x1,5$ + 2x2$
  • Śniadanie (bufet w lokalnej restauracji) 27$/osobę
  • Obiad (ta sama restauracja) 32$/2os

Dzień 19 – Great Zimbabwe

  • Nocleg 30$
  • Wstęp GZ 2x15$
  • Obiad 30$

Dzień 20 - Harare

  • Bus do Masvingo 5$/2os
  • Autobus Masvingo-Harare 2x15$
  • Taxi w Harare 20$
  • Zakupy spożywcze 15$

Dzień 21 – Harare, zakupy pamiątkowe

  • Obiad w eleganckiej pizzerii 24$/2os
  • Zakupy spożywcze 36$( w tym kawa i herbata z Zimbabwe do Polski)
  • Pamiątki 15$+12$+15$+20$+5$+10$+5$+5$+15$+20$+20$ = 142$

Dzień 22 – Harare, powrót do Polski

  • Zakupy spożywcze 10$
  • Taxi na lotnisko 20$
  • Pakowanie w folię plecaka na lotnisku 5$

Podsumowanie:

Loty Warszawa – Amsterdam-Harare, KLM, 2x2550 zł

Parking Okęcie 200zł

Ubezpieczenie dla 2 osób 600zł

Przewodnik 100 zł

Malarone 200 zł

Wydane na miejscu ok. 10 000 (+/-200 ) zł dla 2 osób na 3 tygodnie

Łącznie – ok. 16 500 zł

 

Do podróży proponujemy przewodniki Lonely Planet, niestety nie ma dedykowanego dla Zimbabwe, tylko w całości Southern Africa, więc temat podróży po Zimbabwe nie jest tak wyczerpująco opisany, ale i tak jest w nim dużo potrzebnych informacji.

Zimbabwe: wizy na lotnisku dla Polaków 1 lub 2krotne (odpowiednio 30$ i 45$) – należy przy stanowisku zaznaczyć, że się chce podwójną, bo nie pytają tylko z automatu wbijają pojedynczą. Jeżeli potrzebne jest więcej niż dwa przejścia, to za każdym razem na granicy można kupić kolejną wizę jednokrotnego wjazdu. Nie trzeba mieć żadnych wymaganych szczepień.

Domboshava – miejsce pod Harare (ok 40 min jazdy lokalnym autobusem), gdzie można oglądać malowidła naskalne datowane na 6000 do 10000 lat temu, sama okolica również ciekawa, z ładnymi widokami – skały granitowe porośnięte różnokolorowymi porostami.

Pomiędzy głównymi miastami Zimbabwe (Harare-Bulawayo-Victoria Falls) jeżdżą eksluzywne autobusy, jest kilku operatorów – my korzystaliśmy z Pathfinder. Jest to dość droga opcja, ale autobus porządny, dają jedzenie i picie na pokładzie – całość dość europejska. Trasa od  Harare do VF długa, jechaliśmy ok 13h, z bardzo sprawną zmianą autobusu w Bulawayo. Wyjazd autobusu z Harare ok. 7.30.

W Victoria Falls ten autobus podjeżdża do Kingdom Hotel, skąd jest dość niedaleko do centrum miasteczka i naszego noclegu (ok. 1km)

W Vf jest duży, dobrze zaopatrzony sklep.

W VF warto odwiedzić Boma Restaurant, jest to dość droga zabawa, ale dużo dobrego jedzenia i fajny klimat. Miejsca trzeba zarezerować wcześniej, bo jest duże zainteresowanie, zwłaszcza wycieczek. Ponieważ jest ona znacznie oddalona od centrum, można tam dojechać spod Kingdom Hotel darmowym busem, jeżdżącym mniej więcej co 30min (panowie strażnicy hotelu są zorientowani co do godzin odjazdu).

Zakupy pamiątek: dużo pamiątek jest w sklepikach (drogo) i na Crazy Market w VF – wybór wydawał mi się większy niż w Harare, więc jak coś szczególnie zdobyło serce to warto jednak kupić J. Natomiast my większość pamiątek kupiliśmy w Harare na Avondale Market, przy Avondale Shopping Center  – jest tu jedna uliczka z pamiątkami, ceny są niższe niż w VF, choć nie ma wszystkiego. Oczywiście wszędzie się mocno należy targować, cechy obniżaja nawet kilka razy J Kolejnym miejscem pełnym kamiennych pamiątek jest uliczny market przy Newlands Shopping Center.

Botswana: dla Polaków wiza jest bezpłatna, otrzymujemy ją na granicy, pytają tylko na ile dni wjeżdżamy i należy się tej ilości dni trzymać i nie przekraczać . Bez wymaganych szczepień.

Z VF pojechaliśmy do Kasane w Botswanie, które jest miejscem wypadowym do Chobe NP. Przejazd zorganizowaliśmy w jednym z biur turystycznych  w VF (na skrzyżowaniu ulic Park Way i Mosi-Oa-Tunya, idąc z Parkway – na tej ulicy jest Rest Camp – przejść przez drogę i skręcić w lewo w Mosi, po prawej będą sklepiki z pamiątkami i w pierwszym z nich, dużym znajduje się małe biuro podróży z bardzo miłą obsługą):  do granicy dowiózł nas jeden bus, od granicy do wybranego przez nas miejsca drugi bus; na granicy kierowcy się sami odnaleźli, przepakowali nas i jeszcze pomogli z granicznymi papierami J więc transfer na 5!

W Kasane spaliśmy daleko od centrum – ok 40 min piechotą- pod namiotem. Generalnie ciężko tutaj o tani nocleg, nawet nie pytaliśmy o ceny pokoi zważywszy na standard całego kompleksu. Natomiast zaraz obok jest jeden z dużych marketów , gdzie można wszystko kupić, więc nie trzeba w tym celu iść do centrum.

Uwaga na nietypowe kontakty elektryczne w Botswanie – my mieliśmy grzałkę elektryczną i musieliśmy przerobić wtyczkę, żeby móc z niej skorzystać; oczywiście wtyczkę kupiliśmy w pobliskim markecie. Przez przypadek znalazłam w sklepie polskim adapter. http://8a.pl/ladowarki-i-adaptery/przejsciowka-skross-single-travel-adapter-afryka-poludniowa

W Zimbabwe kontakty są jak w Anglii i nasze wtyczki na chama do nich wchodzą J

W centrum miasta załatwiliśmy safari w Flame of Africa Travel Agency, zlokalizowane w obrębie kompleksu handlowego ze Sparem. Z safari, zarówno jeepem jak i łodzią byliśmy bardzo zadowoleni, agencja godna polecenia. Sam Chobe NP również rewelacyjny i mnóstwo zwierząt, oczywiście zachód słońca niepowtarzalnyJ

W centrum jest dość cieżko z obiadem – poza KFC nie ma za dużo knajp, koło naszego noclegu również brak. Znaleźliśmy indyjską knajpę po drugiej stronie ulicy niż Spar, jedzenie w rozsądnych cenach i naprawdę pyszne!

Z Kasane do Delty Okavango pojechaliśmy stopem, z gościem którego poznaliśmy na kampingu, wiem tylko, że nie ma bezpośredniego połączenia i trzeba na to liczyć 2 dni z noclegiem w Nata. Można przejechać jeepami przez sawannę z Chobe NP do Maun, ale to zajmuje kilka dobrych dni.

W Maun wiekszość backpakerskich noclegów jest oddalona od centrum jakieś 30min samochodem. Polecamy Okavango River Logde, bo jest bezpośrednio przy drodze (w przeciwieństwie do Packers Paradise – spory kawałek od głównej drogi, dla osoby niezmotoryzowanej dodatkowe utrudnienie aby dotrzeć do centrum), a jednak nad rzeką, ciche i przyjemne, mają porządne namioty do wynajęcia za rozsądną cenę, dobrą i niedrogą jak na tamtejsze warunki restauracje. Do centrum łapaliśmy taksówkę lub busika.

Lot nad Deltą Okavango mieliśmy małą 4-osobową Cesną, bilety  kupiliśmy bezpośrednio u linii lotniczych obsługujących te loty, zaraz przy lotnisku, a nie w agencji turystycznej – pytaliśmy w kilku i wychodziło drożej .

W mieście jest dworzec autobusowy, oczywiście bez rozkładu jazdy, ale panie sprzedające przekąski podróżnym są dobrze zorientowane w godzinach odjazdu. My jechaliśmy do Francistown – autobusy odjeżdzały od wczesnych godzin porannych do wczesnego południa do godzinę, każde 30 min po pełnej godzinie (8.30, 9.30, 10,30...). Autobus był nienajgorszy i pokonał trasę w przewidzianym czasie.

Z Francistown przejechalismy do Bulawayo, tu było gorzej z informacją godzinową na dworcu – po prostu przyjechaliśmy rano na dworzec i czekając kilka godzin znaleźlismy właściwy autobus (w opłakanym stanie) i z małym poślizgiem wyruszyliśmy dalej. Trasa zajęła nam dłużej niż planowana – przez kontrole bagaży lokalnych ludzi.

Na granicy Botswana-Zimbabwe lokalnym robią dokładne kontrole i przeszukiwanie bagażu, ale nas się nie czepiali i nic nam nie kazali pokazywać.

Matopos NP – oddalony od Bulawayo o ok. 30 km, nie ma autobusów ani busów jeżdzących z centrum – pozostaje taksówka lub własny transport. W samym parku również należy posiadać własny transport, gdyż grób i słynne wzgórze z kamieniami jest oddalone od bramy wejściowej o 13km, a droga asfaltowa prowadzi przez busz. Oczywiście różne malowidła naskalne ( stanowisk z malowidłami do zwiedzania jest conajmniej kilkanaście, a łacznie w parku kilkaset) są jeszcze dalej – na drodze brama-grób są tylko jedne. My zrobiliśmy właśnie ten błąd i chcieliśmy pieszo zwiedzać park, dlatego nie zobaczylismy zbyt wiele. Z tego co wiem na terenie parku są kampingi do spania, my nie korzystalismy z tej opcji, mieliśmy jednodniową wycieczke z Bulawayo.

Jak pisałam, w Bulawayo spaliśmy w Packers’ Paradise, warunki trochę niedostosowane do ceny, ale w dużych miastach niestety tak to wygląda. Na całe szczęście zaraz obok był bar „piwny” z footballem dla lokalnych i do tego lokalna restauracja – w menu dosłownie kilka dań, ale smaczne i naprawdę tanie. Jest to ważne, bo nocleg jest troche oddalony od ścisłego centrum. Jak zapada zmrok (ok. 18) wszędzie robi się ciemno – nie funckjonuje oświetlenie uliczne, więc pomijając fakt, że po prostu nic nie widać, to jeszcze do tego nie jest zalecane chodzenie gdziekolwiek po zmroku (dotyczy chyba połowy Afryki). Dodatkowo w tym „kompleksie” barowo-restauracyjnym jest dyskoteka dla lokalnych – my trafilismy do Bulawayo na weekend i imprezy były do późnej nocy, oczywiście z głośną muzyką.

Do Masvingo nie jeżdżą autobusy eksluzywne typu Pathfinder, znaleźliśmy za to busiki, które startują z pseudodworca czyli chodników na skrzyżowaniu ulic Samuel Parirenyatwa  Rd. i Leopold Takawira Ave. I trzeba swoje odczekać aż się busik napełni (standardowy schemat, który nie dotyczy tylko linii eksluzywnych).

Do Masvingo dojechaliśmy w przewidywanym czasie, uprzejmy kierowca zawiózł nas do miejsca skąd odjeżdzają busiki jadące do hotelu Great Zimbabwe (normalnie busik zatrzymuje sie w innej części miasta na pseudoparkingu). Kolejnym busikiem w pół godziny dotarlismy do hotelu.

Całość kompleksu wygląda następująco: z głównej drogi jedzie się kawałek do hotelu, nastepnie kilkaset metrów do lodge,  rondavels i pola campingowego również o nazwie Great Zimbabwe. Z tego miejsca widać  już bramę wejsciową do ruin. Napotkaliśmy dość zaskakujący problem na miejscu – brak mniejsc noclegowych w lodges i rondavels, mielismy namiot, więc jedną noc tak przeczekaliśmy, potem przenieśliśmy się do rondavels. Natomiast jeżeli ktoś nie zabiera namiotu – radzę zarezerwować wcześniej nocleg, bo hotel jest drogi, innych noclegów w okolicy nie ma, można jeszcze wrócić znowu do Masvingo i tam szukać noclegu – ale miasto niezbyt piękne, a przewodniki piszą że i z noclegami marnie. Kolejnym małym uniedogodnieniem są posiłki – sniadania robiliśmy we własnym zakresie, bo w hotelu przeraźliwie drogie; obiady jedliśmy już w restauracji i ceny były znośne. Można jeszcze robić coś we własnym zakresie – jest elektryczność i miejsca na ognisko.

W Zimbabwe często są przerwy w dostawie prądu – jeżeli miejsca noclegowe mają generatory to pół biedy, ale jak nie – to już gorzej – właśnie w GZ mieliśmy tego typu problemu, tzn notoryczne przerwy w dostawie, nawet kilkugodzinne, o każdej porze dnia i nocy. Hotel ma generator, więc restauracja działała.

Bilet wejścia do GZ jest wielokrotny – jak ktoś chce zostać kilka dni, można codziennie zaglądać na ruiny. A faktycznie całe to miejsce, łącznie z campingiem tchnie spokojem, historią, naturą – warto!

Żeby z hotelu dostać się do Masvingo trzeba pieszo dojść do głównej drogi, następnie do skrzyżowania i tam łapać stopa lub busika.

W drodze powrotnej do Harare, po raz kolejny miły kierowca busika (poproszony o to) podwiózł nas na pseudodworzec autobusowy, akurat bylismy ostatnimi pasażerami wsiadającymi do autobusu i od razu wyruszyliśmy w drogę. W Harare autobus nie dojechał do centrum, tylko wszytskich wyrzucił na stacji benzynowej na obrzeżach miasta – żeby nie płacić łapówek w centrum. Więc musielismy wynając taksówke, która nas zabrała w miejsce docelowe – oczywiście kosztowała prawie tyle co kilkugodzinna podróż autobusem dla 2 osób...

Wracając do łapówek – na drogach zimbabwańskich stoi mnóstwo policji, która zatrzymuje wszystkie pojazdy (przynajmniej lokalne, czy samochody którymi jeżdzą turyści to nie wiem), rzadko kiedy sprawdza dokumenty, sugeruje ile należy zapłacić, kierowna płaci i jedzie się dalej.Nie chcieliśmy nawet liczyć ile oni w ten sposów zarabiają... W każdym razie wszyscy, na każdym kroku, mówią jak policja jest skorumpowana i do niczego nieprzydatna. A tego typu postojów jest nawet do kilkunastu na kilkugodzinnych trasach.

Bezpieczeństwo: przez 3 tygodnie podróży zarówno w Zimbabwe jak i Botswanie nie spotkała nas żadna nieprzyjemna sytuacja, nie wspominając o groźnej. Ludzie uśmiechnięci, życzliwi, pomocni – ale się nie narzucają i raczej nie podchodzą z pytaniem czy pomóc – trzeba samemu, a wtedy chętnie pomagają. Tak więc bezpiecznie, bezproblemowo i  w duchu przyjaźni. Dodatkowo starsi Zimbabwańczycy wręcz z szacunkiem odnosza się do każdego białego – na ulicy się kłaniają ściągając kapelusze, z pięknym uśmiechem – bardzo miłe doświadczenie J

Jedzenie: w Zimbabwe czy w Botswanie nie ma dużego wyboru lokalnych smakołyków, jedyne co jest do skosztowania to sadza, czyli taki bardzo gęsty grysik, raczej bez smaku, najczęstszy dodatek do mięsa dla lokalnych. Poza tym w samej restauracji Boma w VF można skosztować krokodyla, impalę, guźca czy robaki mopani – w ramach urozmaicenia J Poza tym żywiliśmy się dość europejsko zarówno w restauracjach jak i fastfoodach (z pizzą, hamburgerami i kurczakami). W prawie każdym dużym sieciowym sklepie jest strefa „take away”, gdzie tanio można sobie kupić coś ciepłego do jedzenia – spagetti, kurczaka, frytki, lasagne i inne jedzenie tego typu. W sumie największy problem był ze śniadami,  w restauracjach nieproporcjonalnie drogie; my zabraliśmy ze sobą z Polski konserwy w postaci pasztetów i gulaszy angielskich i degustowaliśmy codziennie z lokalnym pieczywem i ketchupem – przynajmniej było tanio i na miejscuJ

W razie pytań można pisać na @: krulik18@tlen.pl

Chętnie pomogę i odpowiem na pytania, bo wiem jak mało informacji na temat podróżowania z plecakiem w tych rejonach świata jest w internecie.

KrUlik

janjus
Obrazek użytkownika janjus
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Wyprawa Ok.

Żeglarstwo – najdroższy sposób najmniej wygodnego spędzania czasu.

damian
Obrazek użytkownika damian
Offline
Ostatnio: 4 lata 3 miesiące temu
Rejestracja: 03 wrz 2013

Witamy nowego przybysza, który od razu wyskoczył z relacją z grubej rury Drinks . Bardzo przydatne info dla podróżujących w te rejony Smile .  Jeśli jest możliwość to może jeszcze coś dla oka by się pojawiło? (foty)

KIWI
Obrazek użytkownika KIWI
Offline
Ostatnio: 5 lat 2 miesiące temu
Rejestracja: 05 wrz 2013

Śmiało do przodu Yahoo

- Kocham ptaszki i podróże, te małe i duże ...

Żelek
Obrazek użytkownika Żelek
Offline
Ostatnio: 5 lat 1 miesiąc temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Malarone 200 zl -czy to cena za cała kuracje dla dwoch osob na całą wyprawe Crazy  to ja prosze o namiar na zakup tabletek za taką cene....

lordowski (nieaktywny)
Obrazek użytkownika lordowski

moim zdaniem szkoda kasy i wątroby na Malalrone

czekkam na foty, mimo, iż mam już ustaloną trasę w te rejony w 2015 roku

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 2 miesiące 1 tydzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Lordowski Biggrin  Coś po tobie biega. takie małe, czarne.....

Malarone......sam nie wiem , ale w Zimbabwe bym je ćpał zgodnie z instrukcją Biggrin

A wyprawa bardzo się podoba !!

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Żelek
Obrazek użytkownika Żelek
Offline
Ostatnio: 5 lat 1 miesiąc temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Lordziu...chyba za dużo dziś wypłam i jakies robaki widze zeziarły Ci awatrek......Yahoo

KIWI
Obrazek użytkownika KIWI
Offline
Ostatnio: 5 lat 2 miesiące temu
Rejestracja: 05 wrz 2013

Kasia6555 :

Lordziu...chyba za dużo dziś wypłam i jakies robaki widze zeziarły Ci awatrek......Yahoo

Kasiu póki widzimy robale jest ok,gorzej jak by po awatarze śmigały myszy .... białe.Wtedy na kolejnym wypadzie koniec z all Shok .Ja w pierwszej chwili myślałam że to pająk Crazy To Lordowski namieszał Pleasantry

- Kocham ptaszki i podróże, te małe i duże ...

lordowski (nieaktywny)
Obrazek użytkownika lordowski

Tomek, byłem w Zimbabwe w 2003 roku (listopad).. i mówię kolejny raz.. szkoda wątroby i kasy na chemikalia.. bardziej nastawiałbym się na zużyte ciuchy + buty.. zawsze można wymienć na fajną pamiątkę -  maska vel rzeźba z drewna

Kasiu.. ten robal wpieprzył całą moję wątrobę.. Biggrin

KIWI
Obrazek użytkownika KIWI
Offline
Ostatnio: 5 lat 2 miesiące temu
Rejestracja: 05 wrz 2013

,,Kasiu.. ten robal wpieprzył całą moję wątrobę.. Biggrin"

Oby nie forum bo trzeba będzie odszczurzać Shok

- Kocham ptaszki i podróże, te małe i duże ...

Strony

Wyszukaj w trip4cheap