Przyjechałem ze Sri Lanki

15 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 5 miesięcy 2 dni temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Hotel Riverina to jak na mój gust luksusowy hotel. Pokoje czyste i pozbawione jaszczurek, robactwa i innych żyjątek. Sprzątane były codziennie. W pokojach lodówka z napojami, sejf zamykany na kod gratis i telewizor. Hotel znajduje się przy samiutkiej plaży. Obsługa bardzo miła i lubiąca kasę. Na Sri Lance nawet "małpy i słonie" za dolary będą miłe i poklepywać po ramieniu. Gdy nie dostają kasy to już nie są tacy mili. W Riverinie nie występują małpy i bez obawy można zostawić coś na balkonie. W hotelu jest kawiarenka internetowa w której są dwa komputery z bardzo wolnym internetem. Niestety nie ma w hotelu sieci WiFi. Roślinność wokół hotelu bardzo bujna. Przed oknami jest bardzo zielono. Widać dorodne, piękne kokosy królewskie. Przy wejściu zarówno od strony plaży jak i miasta stoją ochroniarze i pilnują bezpieczeństwa wypoczywających. Nie zauważyłem miejscowych którzy przez płot zaglądają do ogrodu hotelowego o czym pisali będący wcześniej w Beruveli wczasowicze. W ogrodzie hotelowym basen w którym można kąpać się do godziny 20 bo potem wpuszczają do wody jakieś chemikalia które oczyszczają wodę i robi się ona mętna. Obok basenu jest bar. Dla gości hotelowych wypoczywających w ogrodzie leżaki gratis. Oczywiście tych leżaków było wiecznie za mało. Hotelowa stołówka obszerna. Jedzenie jak na całej Sri Lance bardzo ostre i palące. Były też dania grillowane. Na deser zawsze masa owoców i słodyczy. O ile na śniadania była dowolność stroju o tyle na kolacje panów obowiązywały długie spodnie i zakryte buty. Plaża przy hotelu piaszczysta czysta i szeroka. Ocean prawie że gorący. Dno opada bardzo wolno. Można iść i iść a woda podnosi się bardzo wolno. Od czasu do czasu we dnie pojawiają się małe wyrwy ale dla mnie nie wyglądały one na groźne. Fale są średnie. Zabawa z nimi jest świetna. Uwaga potrafią ściągać majtki i biustonosze :-). Na plaży jest sporo miejscowych którzy oferują różne rzeczy i usługi do sprzedania. Na szczęście nie są oni nawet w połowie tak natrętni jak sprzedawcy w Tunezji i zazwyczaj rozumieją słowo NIE. U jednego z takich sprzedawców kupiliśmy wyprawę łodzią po rzece i lagunie. Jakość usługi naprawdę bardzo wysoka. O wiele wyższa niż ta oferowana przez biuro Ecco Holiday. Od razu po wyjściu na ulicę atakują nas kierowcy TUK TUKÓW. Za 2$ obwiozą oni nas po okolicy i zaprowadzą do sklepów i doradzą co gdzie kupić. Jakość usługi naprawdę wysoka.

Pewnego dnia po wypoczynku na plaży poczułem się źle. Było mi zimno pomimo wyłączonej klimatyzacji w pokoju. Przykryłem się kocem. Wyraźnie czułem, że mam temperaturę. Poszedłem do hotelowego lekarza. Zbadał mnie dokładnie. Niestety nie miał termometru bo ktoś pożyczył i nie odniósł. Bez termometru widział że mam temperaturę. Dał mi leki z dokładną instrukcją używania. Koszt wizyty 20 $ + koszt leków niecały 1$. Za wizytę płaci się tylko raz. WSZYSTKIE KOLEJNE WIZYTY SĄ DARMOWE. Po lekach poczułem się lepiej. Poszedłem na kolację i coś udało mi się zjeść. Niestety po kolacji zaczęło mi się znów pogarszać. Około godziny 22 czułem się bardzo źle. Żona zadzwoniła do lekarza bo jest on dostępny pod telefonem przez całą dobę. Za kilkanaście minut był w pokoju już z termometrem. Zmierzył mi temperaturę. Byłem w szoku. 40st. C. Dał mi silniejszy lek przeciwgorączkowy i powiedział że jeśli do pierwszej w nocy temperatura nie spadnie do 38st. C to koniecznie zadzwonić do niego. Powiedział też żeby systematycznie mierzyć temperaturę i w razie jak zauważę że rośnie to nie czekać do pierwszej w nocy tylko dzwonić od razu. Mierzyłem temperaturę co 30 minut. O godzinie 1:30 miałem już 38,5st. C i nie dzwoniłem do lekarza. Z rana o godzinie ósmej miałem już 36,6st. C tylko że byłem strasznie osłabiony. Zjadłem śniadanie i wróciłem do pokoju. Pospałem do południa i siły powróciły. Wieczorem miałem jeszcze 37 st. C ale następnego dnia temperatura była już w normie i dobrze się czułem. Chciałbym dodać że ten lekarz to prawdziwy profesjonalista. Zna poza angielskim język rosyjski. Nie liczy na napiwki tak jak obsługa. Gdy po wizycie w pokoju żona chciała dać mu napiwek to odmówił. Dopiero gdy żona poważnie nalegała to zgodził się przyjąć. Potem za każdym razem gdy mnie widział w hotelu to podchodził i dopytywał się jak się czuję. Nasza służba zdrowia powinna uczyć się jakości usług od tego lekarza. Po odzyskaniu sił po chorobie postanowiłem skorzystać z usług lokalnych przewodników i wybrać się łodzią na rzekę i lagunę

CDN ...

Podróżnik

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 5 miesięcy 2 dni temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Po wylegiwaniu się na plaży wybraliśmy się patrząc od strony hotelu na lewo aż do samego końca plaży. Tam zawsze stoi kilka łódek z chętnymi do zarobku przewoźnikami. Dopadł nas pierwszy przewoźnik z ofertą popływania po rzece jak i lagunie. Cenę walnął zwalającą z nóg 60USD za cztery osoby. My powiedzieliśmy że max to 20 USD. Stanęło na 30 USD. Wsiedliśmy i ruszyliśmy w nieznane. Nie zdążyliśmy dopłynąć do rzeki a tu już nasi przewoźnicy krzyczą i pokazują coś palcami. Wytężyliśmy wzrok a tu w kierunku brzegu płynął wielki jaszczur. To był ponad metrowej długości waran. Wpłynęliśmy do rzeki. Po przepłynięciu pod mostem zaczyna się prawdziwa dżungla. Coś niesamowitego. Wszędzie jest zielono, drzewa rosną na nitkowatych korzeniach. Nie wiem co to za gatunek roślin http://images6.fotosik.pl/143/6829668b1b115394.jpg ale te brązowe korzenie robią niesamowite wrażenie gdy przepływa się pod nimi. Co jakiś czas mijaliśmy jakiegoś warana. Jest tam całe mnóstwo tych jaszczurów. Niektóre są bardzo pokaźnych rozmiarów. W pewnym momencie nasi przewoźnicy zatrzymali się i zaczęli pokazywać coś w tej plątaninie korzeni w wodzie mówiąc krokodyl. Pomimo iż mocno wpatrywałem się to nic nie mogłem zobaczyć aż w końcu rozpoznałem prehistorycznego gada. Był to młody krokodylek. Gdy nie ruszał się to był prawie nie do odróżnienia od otoczenia. W końcu zostawiliśmy go w spokoju i popłynęliśmy dalej. Na rzece podpłynęliśmy do pana w bardzo wąskiej łódce. To taka dziwna łódka z płozą z boku. Coś w stylu katamaranu. Pan Lankijczyk coś wyraźnie ganiał i starał się pochwycić po dnie łódki. W końcu złapał i wyciągnął dorodnego kraba z wielkimi szczypcami. Po złapaniu nie okazywał żadnych oznak życia. Podwinął nogi i był całkowicie nieruchomy. W pewnym momencie pan Lankijczyk włożył dla tego żyjątka skorupę po orzechu kokosowym w szczypce które natychmiast się zacisnęły. W skorupie leżało 100 RS. Wszystko było jasne. Dorzuciliśmy kolejne 100 RS i popłynęliśmy dalej. Łódź zatrzymała się nagle. Operatorzy łódki zaczęli pokazywać coś w górze mówiąc latające psy. Myślę boże o co im chodzi. Jakie psy. Potem jak zobaczyłem to wszystko było jasne. Nietoperze ale wielkości niewielkiego psa. Megachiroptera, bo to chyba taki podgatunek, zwisały sobie głowami w dół. Jeden z naszych przewoźników wziął kij i zaczął nim walić po wodzie robiąc potężny hałas. Wielkie nietoperze zerwały się do lotu. Stado przesłoniło prawie całe niebo. Rozpiętość ich skrzydeł nie raz dochodziła do metra a może i przekraczała tę długość. Widok jak z horroru. Dobrze że to odmiana owocożerna pomyślałem. Gdy wpłynęliśmy do laguny spotkaliśmy kolejnego pana który pływał w takiej samej śmiesznej łódeczce jak poprzedni. Gdy podpłynęliśmy do niego to też zaczął grzebać w łódce i wyciągnął z niej małego krokodylka i podał mi go. Na początku byłem w szoku a wszyscy moi współtowarzysze podróży pouciekali na przeciwległą stronę łódki. Potem gdy wziąłem go do ręki to moje obawy minęły. Mały gadzik był mięciutki i delikatny. Kiedyś myślałem że krokodyle są oślizgłe ja żaby. Ten akurat nie był. Jego delikatny brzuszek przypominał w dotyku bardziej kobiece piersi niż krwiożerczego gada. Oczywiście krokodylek został obgłaskany i wyprzytulany przez wszystkich, oddaliśmy go właścicielowi wraz ze 100RS i popłynęliśmy dalej. Opłynęliśmy jeszcze półwysep widoczny z plaży i lunął wielki deszcz. Nie wiem czemu ale pod koniec naszego pobytu każdego wieczoru padało. Dziwne. Na monsun przecież jeszcze stanowczo za wcześnie. Po pływaniu rozliczyliśmy się z Lankijczykami którzy nas oprowadzali po rzece i lagunie i pobiegliśmy w strugach deszczu do pokoju. Nie opisywałem tutaj różnych sklepików do których zapływaliśmy od czasu do czasu bo one mnie wcale nie ciekawiły Była to już końcówka naszego pobytu na Sri Lance. Gdy za dwa dni wylatywaliśmy do domu pomyślałem taki raj na ziemi a tu trwa wojna. Ludzie zamiast budować to rujnują. Może żeby Sri Lanka była nadal kolonią angielską to mogłaby być to kraina mlekiem i miodem płynąca i nie byłoby pana z pourywanymi obiema nogami na plaży kolejnej ofiary trwającego tam konfliktu.

Właśnie mijają dwa tygodnie od mojej podróży po tej egzotycznej wyspie. Teraz siedzę i zastanawiam się jaki znowu odwiedzić kraj. Niestety moje finanse są mocno ograniczone. Ale to pewnie za rok.

THE END

Podróżnik

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 3 godziny 47 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Gienek, super że przenosisz relacje Good

A powiedz, co ci konkretnie było? czy lekarz nazwał jakos tą chorobę? czy ten lek to był jakis antybiotyk ?

całe szczęście ,że taki profesjonalista był w hotelu i cię wyleczył

No trip no life

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 5 miesięcy 2 dni temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Nel :

Gienek, super że przenosisz relacje Good

A powiedz, co ci konkretnie było? czy lekarz nazwał jakos tą chorobę? czy ten lek to był jakis antybiotyk ?

całe szczęście ,że taki profesjonalista był w hotelu i cię wyleczył

Nikt tego nie wie jaka choróbsko mnie złapało. Sądząc po wysokiej temperaturze to musiał mnie dopaść jakiś wirus a na wirusy antybiotyki nie pomagają. To było dość dawno ale z tego co pamiętam to lekarz starał mi się pomóc objawowo i skupił się na obniżaniu temperatury.

Podróżnik

Strony

Wyszukaj w trip4cheap