PLL LOT- SINGAPUR od 2600 PLN

 

szczegóły na www;lot.com.pl

 


...Wadduwa-moim okiem ; )

44 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 9 godzin 3 minuty temu
Rejestracja: 31 maj 2016
...Wadduwa-moim okiem ; )

...witam, troszkę jestem juz ogarnięty popowrotnie czas więc na relację z tegorocznych wakacji na Sri Lance...

O "herbacianej wyspie" mysleliśmy z Basią...od zawsze ale przy każdym planowaniu przegrywała ona (Sri Lanka) z innymi lokacjami. Brak jej było "tego czegoś" co pokonało by Thajlandię, karaiby czy nawet poczciwe "kanary". Tym razem postanowilismy: "now or never" i zdeterminowani zaczęliśmy poszukiwania tak odpowiedniego miejsca jak i konkretnych (czyt. użytecznych) informacji o wyspie.

Tu dygresja,otóż właśnie przydatnych konkretów jest na temat Sri Lanki bardzo niewiele !!! Turystyczno-informacyjna "sieczka" mówiaca o "bajecznych plażach" czy miłych ludziach,smakowitym jedzeniu i egzotycznej przyrodzie jest w rzeczywistości kompletnie bezużyteczna. Kto zawierzy takim folderowym informacjom może przeżyć swoje...najgorsze w życiu wakacje ; ) Na szczęscie dla nas ,drążylismy wiele internetowych wątków i udało sie nam pozyskać konkrety,które przygotowały nas do pobytu na Cejlonie. 

...Pierwotnie planowaliśmy pobyt na południowym wybrzeżu,okolice miasta Galle,gdyż tamtejsze plaże uchodzą za najładniejsze na wyspie. Na szczęście,dotarlismy do info,iż przemieszczanie sie po sri Lance to prawdziwy koszmarek. Nie chodzi tu o odległości te, są niewielkie ale o czas ich (odległości) pokonywania. Drogi bowiem są extremalnie zatłoczone i mimo naprawde dobrych nawierzchni czas przejazdu jest niemiłosiernie długi. Dla przykładu: z lotniska w Colombo do naszego hotelu w Wadduwa jest (około) 65 kilometrów. Nasz kierowca,naprawdę dobry !!!, potrzebował na pokonanie tego dystansu...dwie i pól godziny !!! Z czego 1/3 na autostradzie. Gdyby wybrał "starą drogę" czas przejazdu wzrósł by do trzech godzin !!!!! Bedąc na południowym krańcu trzeba na odwiedziny turystycznych ikonek (Sigirija,"tea farm") przeznaczyć...dwa dni. Dlatego właśnie,na szczęscie, zmienilismy lokacje hotelu z południa wyspy na południowo-zachodnia część przybliżając się tak do lotniska jak i do wspomnianych miejsc turystycznych atrakcji.

...Kolejnym powodem dla którego Sri Lanka nie osiagęła pozycji w turystycznym ranku zblizonej do Thajlandii jest brak "małego zaplecza" tak popularnego i poszukiwanego przez turystów. Przeżyliśmy swego rodzaju szok gdy spacerujac po głównej ulicy Wadduwa,y nie znaleźliśmy ani jednej ulicznej knajpki !!!

Nie było również sklepików z ciuszkami,pamiatkami itp. Jedynie forma stragano-komórek z owocami,sklepiki z...częściami auto-moto i...to wszystko. Brak miejsc gdzie mozna usiąść,coś zjeść,wypic piwko i zwyczajnie odsapnąć w wszechobecnym upale...

...Na koniec "wrzucania kamyczków do ogródka",rzecz najważniejsza i zarazem najgorsza dla turysty. Otóż,pisze to z całą świadomością, NIGDZIE na świecie nie zapłacilismy tak wysokiego "podatku od koloru skóry" !!! Biały turysta jest przez lankijczyków postrzegany jako "chodzący bankomat" a ich (lankijczyków) celem jest "wyrwanie" jak najwiekszej kaski od białasa... Ponieważ proces "pozyskiwania" jest wszechobecny,poczatkowo nas to dziwiło aby później smieszyć a na końcu wq..ać. Wiadomo ,że wszedzie turysta przepłaca ale na Sri Lance dochodzi do absurdów. Przykład ? Proszę bardzo. Na lotnisku w Dubaju mamy "swoją" COSTA,ę gdzie zawsze pijemy kawę i zagryzamy "rogalikową zapiekanką". Płacimy za to 80 DAE co daje około 20 "jojo". Śmiejemy sie,że to najdrozsza "kawa z bułą" na świecie. Tak było do czasu odwiedzin lotniska w Colombo. W tamtejszej "restauracyjce",pare stolików i twardych krzeseł,za dwie "americano" i dwa czekoladowe "rogaliki babuni" zapłacilismy...22 "jojo" !!! Reasumując-"biały ma,biały da" to dewiza przyświecajaca mieszkańcom Cejlonu...

...Jesli nie zniechęciłem Was "herbacianej wyspy" to zapraszam na dalszy cią relacji jutro. Dalej bedzie już "z górki" i rzecz jasna z fotkami ; ))

Radoslav
...życie jest jak pieniądze,dobrze je wydaj...

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 10 godzin 6 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Radek, Sri Lanka jeszcze wciąż przede mną, więc chłonę aktualne rady i porady..

Na razie brzmi średnio zachecająco ,ale po minusach pewnie teraz nadejdą plusy +

No trip no life

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Mnie nie zniecheciłeś tylko zaciekawiłeś Preved

jutro jest już za mniej niż za godzinę więc poczekam

Dana_N
Obrazek użytkownika Dana_N
Offline
Ostatnio: 7 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 07 paź 2013

Jestem i czytam z ciekwością. Szukam czegoś na listopad...i póki co mętlik w głowie straszny a Sri Lanka jakoś ciągle w tych planach wychodzi.

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 9 godzin 3 minuty temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...witam cieplutko : ) Dziś obiecany CD relacji z pobytu na Sri Lance. Zaznaczę tylko,że nie bedzie to typowe "day by day" a raczej luźny zbiór informacji,spostrzeżeń i opisów...

Do stolicy Sri Lanki lecieliśmy ulubionymi Emirates z króciutkim stopem w Dubaju. Korzystaliśmy z usług tychże lini wielokrotnie i zawsze wszystko przebiegało wręcz wzorcowo. Nie przyszło więc nam do głowy,że tym razem dostaniemy dodatkową "atrakcję gratis" ; ) Samolot miał godzinne opóźnienie już przy starcie z Dublina. Heee,pomyślelismy,mamy zapas trzech godzin na przesiadkę więc nie ma problemu.Zdążymy spokojnie wypic kawkę. Przy ladowaniu,osłupieliśmy,były godziny poranne a niebo nad Dubajem spowite było w chmurach !!! Nie "piaskowym smogu" czy mgiełce ale pełnowymiarowych obłokach. Nie widzielismy tego nigdy wczesniej. Na dodatek,gdy samolot kołował po wyladowaniu,na płycie lotniska widać było...kałuże !!! Szkoda,że siedzielismy w środkowych rzędach bo widok wart był uwiecznienia na fotce...

Z terminalu do którego "przycumował" nasz aeroplan (terminal C) musielismy dostać sie do częsci A dubajskiego lotniska ,która jest oddalona na tyle daleko,że trzeba skorzystać z podwózki wewnetrznym metrem. Pociagi jeżdża czesto a info o czasie i miejscu doskonale widoczne tak więc bez przeszkód dotaliśmy do miejsca przeznaczenia. I tu,kolene rozczarowanie,nasz samolot na Sri Lankę bedzie opóźniony już o dwie godziny !!! To wprawdzie nie aż tak wiele ale znużenie zaczynało dawać o sobie znać...

Wreszcie jesteśmy na pokładzie i lecimy. Za "sasiadkę" mam turystkę z niemiec. Z początku gadka idzie "jak po grudzie" ale z czasem rozmowa rozkreca się. Małżeństwo ,rozmawiałem tylko z Panią,małżonek podsypiał obok ; ), pochodziło z południowej części Niemiec. Co ciekawe,do Dubaju przylecieli ze...Szwajcarii,ponieważ mieli lepsze (i blizsze ; ) połączenie niż z terenu RFN. Odpytujemy sie wzajemnie o plan pobytu na Cejlonie. Nasz jest całkowicie różny od "niemieckiego". My spędzimy pobyt stacjonarnie ,Oni mieli wykupiony w TUI dwutygodniowy objazd wyspy. Pamietam,że dziennie przewidziany był do pokonania dystans około 200-stu kilometrów. Gdy teraz sobie o tym pomyslę,szczerze mi Ich żal...

U jednej ze steweardes dostrzegam "polski znaczek". Powitanie w "języku Rej,a" i pytanie: "co się dzieje,że loty są opóźnione" !??? Dziewczyna odpowiada z usmiechem: "od czterech dni w Dubaju pada deszcz" !!! "opady sa na tyle intensywne,że momentami sparaliżowały lotnisko i stąd zakłócenia w lotach"... No to wiemy już wszystko. Tak sie nam przynajmniej wydawało...

Ladujemy i zaczyna się "wisovy cyrk" ; ) Należy najpierw uiścic opłatę (40 USD od osoby) a nastepnie wypełnić kartę emigracyjną. Na szczęście pytań jest niewiele (dane osobowe,nr paszportu,adres docelowy na Sri Lance itp). Teraz już tylko pieczatka i idziemy po bagaże. Przy kręcacej sie taśmie spory tłumek i...niewiele walizek. Dostrzegam dziewczynę w uniformie Emirates z papierzyskami w ręku. Zaczynam mieć "złe przeczucie"... Podchodzę i pytam:"
Any troubles with luggage?"

Dziewczyna jest zakłopotana. "Nie wszystkie walizki zostały zapakowane w Dubaju i te które zostały ,doleca jutro". Prosi o potwierdzenie nadania bagazu,sprawdza na swej liście i oświadcza:"Niestey Państwa bagaże sa na liście niedostarczonych, prosze udać sie do stanowiska gdzie przeprowadzone będą wszelkie formalności". Idziemy więc. Przy czterech biurkach czeka juz spora kolejka poddenerwowanych wczasowiczów. Stoimy,pięć,dziesięc a może i dwadziescia minut. Nareszcie nasza kolej. Wypełniamy "stos" kwestionariuszy i na koniec dostajemy info,że nasze bagaże dolecą jutro. "Czy aby napewno"-pytam !??? "Z cała pewnośćią"-pada odpowiedź...

Mówię do Basi: "teraz tylko powinno sie okazać,że hotelowy kierowca nie poczekał na nas i zostajemy "w czarnej d..ie". W hall,u tłum oczekujacych. Każdy trzyma karke z personaliami przybyłych turystów co tworzy niezła ciżbę. Łażę od prawej do lewj i na odwrót. Nie widzę naszych imion. Zaczynam mieć dość. Na szczęście,Basia nie poddaje się i w jednym z końców dostrzega personę z kartka na której widnieją "jak byk" RADOSLAW & BARBARA. Jest nasz człowiek. Prowadzi nas do wyjścia,gdzie poczekamy chwilke aby przyprowadził stojacy na parkingu samochód. Wsiadamy a kierowca jest zdziwiony,że...nie mamy bagażu !!! ; ) Odpowiadamy,że "przyleca jutro"...mamy nadzieję ; )

Wspominałem,że dystans z lotniska do Wadduwa to jedynie 65 km. Nie mogłem sobie wyobrazic dlaczego czas przejazdu jest przewidywany na dwie i pół godziny. Po pierwszym kwadransie jazdy juz wiedziałem. To nie normalna jazda w ulicznym ruchu. To rodzaj "szkoły przetrwania" ; ) Do opisu jazdy na lankijskich drogach wróce jeszcze nie raz więc dajmy sobie spokój na dzis...

Dojeżdżamy do hotelu. Obiekt jest spory i schludny aczkolwiek "bez wodotrysków"... Zameldowanie trwa szybko i sprawnie. Informujemy o naszej "bagażowej przygodzie" a personel obiecuje monitować całą sprawe aż do dostarczenia naszego dobytku.

Dostajemy pokój No.215. Jest całkiem spory, czysty i zaopatrzony we wszystkie "niezbędniki". Na meblach widac "ząb czasu". Obiekt ma 18-ście lat co powinno zaowocować wymianą lub regeneracja niektórych sprzetów,ale to już tylko nasza dygresja.

...łazienka z "prysznico-wanną" oraz,niestety,jedną umywalką. za to "papierek" po uż

yciu mozna wrzucac do sedesu ; )

...tego wieczoru nie mamy juz ochoty na nic więcej. Szybka kąpiel i "lulu". Przed snem jeszcze tylko myśl pełna nadzieii : "może naprawde jutro doleca nasze torby"...

Budzę się wcześnie rano. Za oknem wrzeszczą jakieś ptaszyska i...szumi Ocean.Wychodze na balkon. Mimo,że jest kwadrans po szóstej, gorace powietrze wrecz powala. Robię kilka fotek "na dzień dobry"...

...choc spaliśmy niewiele ponad pięc godzin jesteśmy "niezwykle wyspani". Basia także wstała tuż po mnie i zaczęła poranne przygotowania. To niezwykle trudne ,gdy kobieta pozbawiona jest swoich kosmetyków,dodatków i pozostałych atrybutów. Zostałem poinformowany,że mam Jej "nie ponaglać,nie pospieszać a co najważniejsze NIE PYTAĆ o nic",gdyz jest rozdrażniona brakiem tychże damskich atrybutów ; ))

Doczekaliśmy do czasu serwowania rannego posiłku i udalismy sie na stołówkę. Typowy bufet z typowym wyborem. Nie ma sensu drobiazgowego opisywania tak znanego Wszystki przybytku.

Po sniadaniu prawie biegniemy do recepcji. "Czy jest jakieś info o naszych bagażach" !??? Niestety, nie ma... Schodzi z nas powietrze albowiem przed oczami jawi sie perspektywa prażenia sie w "podróznych ciuchach". Podejmujemy decyzję,poczekamy do ,około,dziesiatej i wyjdziemy "na miasto" aby kupić jakies awaryjne bikini,kapielówki,klapki itp. Byliśmy pewni,że wzorem z Thajlandii nie bedzie problemu z takimi zakupami. Czekał nas srogi zawód. O 10.30 wyszlismy z hotelu. Do głównej ulicy miasteczka jest nie wiecej niż 300-sta metrów a mimo to szukaliśmy zbawienngo cienia aby "nie dotykały" nas promienie słońca. Upał jaki nas otaczał był "ciężki do przeżycia". A najgorsze było to,że na ulicy nie znaleźliśmy ŻADNEGO sklepiku z tak poszukiwaną letnia konfekcją. Mało tego,nie była ani jednej knajpki,baru czy choćby stolika z parasolem gdzie mozna przysiąśc i napic się chłodnego piwa. Wszędzie jedynie "komórko-stragany" z owocami i...sklepiki z częściami "auto-moto". Po niespełna pól godzinie "morderczego spacerku",wrócilismy do hotelu...

Kilka fotek z "main street" ; )

...nasze przygnębienie sprawia,że nie chce sie nam nawet rozglądnąc po hotelowym terenie. Myślimy tylko jak zapewnic sobie mozliwośc "zrzucenia ciuchów"... Metoda dedukcji dochodzimy do wniosku,że przecież GDZIEŚ,skoro nie w Wadduwa, MUSI byc odpowiednik "shooping centre" !!! Pytamy w recepcji. O tak,jest taki "super market" w miescinie o nazwie Panadura. Pytamy o ewentualny transfer. Nie ma problemu,hotel załatwi nam "dowóz i przywóz" za jedyne 1400 lankijskich rupi. To okło 10 "jojo",więc cana jest OK. Ustalamy godzine i po obiedzie jedziemy na zakupy. To jak wyglądał ów supermarket,co w nim kupiliśmy niech pozostanie owiane tajemnicą. Dość,że nie ma mowy aby ktokolwiek zobaczył fotki na których jestesmy w tychże "strojach".Schowani pod parasolem,w oddaleniu od "uczęszczanych szlaków" przy hotelowym basenie,doczekaliśmy do wieczora prosząc "w duchu" tak Buddę jak i pozostałych Bogów o to aby wreszcie dojechały nasze bagaże...

Czy nastepnego dnia uśmiechnęło sie do nas szczęscie !??? o tym i owym juz jutro...

Radoslav
...życie jest jak pieniądze,dobrze je wydaj...

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Radek, widzę że przygód od samego początku wam nie brakowało. Wcale się nie dziwię waszej irytacji.Tez miałem podobną sytuację ale innymi liniami, więc rozumiem twój i małżonki ból. Pewnie bardziej Basi niż twój ?

Widok z pokoju miodzio. Palemki, szum oceanu. Wspaniale. Pełen relax Beach

Spaceru jednak nie zazdroszczę.

Bardzo jestem ciekaw waszych dalszych wakacyjnych losów.Trzymasz w napieciu hee i bardzo dobrze Good

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 9 godzin 3 minuty temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...nastepnego dnia wstaliśmy równie wcześnie,gdzies około 6.30. To dziwne bo sześciogodzinna róznica czasu powinna czynić nas zaspanymi a tymczasem byliśmy totalnie rozbudzeni. Może powodem było "walizkowe rozmyslanie",może upał a może jeszcze cos innego... Dośc,że na stołówce bylismy jednymi z pierwszych. Jedząc ustalamy:" jesli bagaże nie dojadą do południa,jedziemy do kolejnego miasta zaopatrzyc sie w wakacyjne ciuchy". Skonczywszy posiłek,idziemy do recepcji aby zamówić ewentualny transport na popołudnie. I wtedy,widze jak ze stojącego na końcu długiego hall,u busika wyładowywane są NASZE BAGAŻE !!! Rozpoznaję je od razu po "fluo-strapie" która sa przepasane. Prawie biegnę do tragaży. Sprawdzam aby sie upewnić,czytam podtykane kwity przewozowe i nasza radośc jest podobna do psiej gdy zwierzak spotyka swego Pana. Od tego momentu tak naprawde zaczeły sie nasze wakacje...

...Rozpakowawszy kufry,przybralismy odpowiednie stroje i poszlismy rozgladnąc sie po hotelowej okolicy. Jak wspomniałem,teren jest spory w wiekszości trawiasty ze spora ilościa palmowych drzew. Leżaki rozlokowane są "bez składu" a ich "taczkowa konstrukcja" pozwala na łatwe przemieszczanie.

...dwa duże baseny kąpielowe dawały szansę popluskania sie w wodzie słodkiej bez narażenia na "moczenie w tłoku". Były także baseniki pełniace formę ozdobników i ..."poidełek" dla ptaszorów i zwierzaków.

...rzecz jasna co i rusz "coś" kwitnie...

...a na palemkach pełno "kokosowych kiści"...

...nie zabrakło również "roslinnych dziwadełek"

...część baseników wchodziła do hotelowych zabudowań tworząc "niby-rzeczki" lub maleńkie wodospadziki dając "orzeźwiajacy klimacik"...

...jasna sprawa,że z "tego wszystkiego" najwazniejsze były baseny kapielowe. z jaką radościa mogliśmy wreszcie oddac sie słodkowodnej kapieli ; )

...ja równiez lubiłem sie popluskac basenowo ale najchętniej..."na leniucha" ; ))

...wspominałem o "hotelowym zwierzyńcu". Otóż obfitośc wody pitnej i "turystycznego jedzonka" był powodem dla którego z dobrodziejstw hotelowego kapieliska korzystały ptaki...

...nawet przynoszone regularnie drinki były powodem aby "odwiedzić" leżakujacych w nadziei na przegryzkę ; ))

...drugimi "gośćmi " były...wiewiórki-złodziejki. Próbowały ukraść dosłownie wszystko. Od resztek jedzenia ,po biżuterię lub inne świecidełka...

...dodam tylko,że zwierzaki te równie chetnie odwiedzały leżaki jak i...balkonowe stoliki. Należało więc niczego nań nie zostawiać...

Cały teren hotelu był ogrodzony a wejścia pilnowali strażnicy. Codziennie ,tuż przy ogrodzeniu rozkładała swój kramik lokalna przedstawicielka "ZARA,y". Powiem Wam ,że obroty miała całkiem,całkiem. Rzecz jasna,że i Basia nie pozostała obojetna na uroki orientalnych kreacji ; )))

...a zaraz za płotem był cieplusieńki Ocean...

...przy furtce,dodatkowi stóże. Psiaki były "jak z matrycy". Podobnie wygłodzone i niezwykle przyjacielskie wobec ludzi. Nie nalezało jednak ich głaskać ani dokarmiac poniewaz wtedy nie odstepowały by Was na krok...

...ta częśc wybrzeża to kilometry pustych,dosłownie !!!,plaż z miękkim i baaardzo goracym piaskiem. Choć daleko im do "maledivskiej bieli" to swa miekkością nadrabiały "braki kolorytu". To najczystszy piasek a nie zmielona rafa,której kawałki potrafia skaleczyc stopy,spacer po nim był prawdziwa przyjemnością.

...tak "w prawo" jak i w przeciwnym kierunku na plazach pusto. Gdzieniegdzie nieliczni turyści których widok..."cieszył oczy" ; )

...mozna było spacerowac bez końca ale...tu uwaga...jedynie we wczesnych godzinach rannych. Południowe słońce piekło tak niemiłosiernie ,że wedrówka stawała się wrecz katorgą. A dookoła ani cienia,ani parasola czy stolika gdzie mozna by wypic złyk zbawiennego piwka... 

gdy zaczynał sie czas przypływu,Basia wracała na przybasenowy leżaczek a nadchodził "mój czas" ; )

...dla mnie im fale wieksze ,tym fajniej...

...a apogeum zabawy wygladało tak ...

...tak wygladał nasz "dzien powszedni" gdy nie wybywalismy na wycieczki. i pomysleć,ile radości moga dostarczyc człowiekowi...walizki ; )))

jutro troszke lokalnych ogólników,zapraszam !!! : )

Radoslav
...życie jest jak pieniądze,dobrze je wydaj...

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 10 godzin 6 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Radej, hotel super. Plaża też. Długa, spacerowa i piekny taki rudawy kolor piasku.Fajnie że ludzi tak mało

Wiewiórka w pasy he he

Widać,że macie już lepsze humory..rzeczywiście mała rzecz a jak cieszy  Wacko

No trip no life

Żeluś
Obrazek użytkownika Żeluś
Offline
Ostatnio: 10 godzin 23 minuty temu
Rejestracja: 25 kwi 2016

Hej...super...jestem i czytam ale chyba niedokładnie bo nigdzie nie widzę nazwy hoteu Biggrin po zdjeciach tylko coś mi świta ,że to może The Blue Water....

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 9 godzin 3 minuty temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...heee, Żeluś ty obieżyświecie,znasz wszystkie lokacje !!!! ; ) Hotel to rzeczywiście Blue Water-Wadduwa. Nawet nie zauwazyłem,że w ferworze pisaniny pominąłem jego nazwę ; ))

Dziś ,jako przerywnik,temat jedzenia...

Powiem tak,wiedzielismy przed wyjazdem,że "dobrze nie jest" ale nie mysleliśmy że jest aż tak źle : ( Marzyły nam sie posiłki na wzór thajski czyli małe knajpki z lokalnym jedzonkiem,jakieś "stragano-grille" z wyborem smakowitych przegryzek,uliczki gdzie znajdziemy restauracyjkę przy restauracyjce i bedzie dylemat którą wybrać...

Zamiast tego "dostaliśmy" jakieś lokalne wydanie 'buffeto-fastfood,u"z beznastrojowymi wnętrzami, z powtarzajacym się,ubogim menu. Jeszcze wróce do bardziej szczegółowego opisu takiego przybytku przy okazji relacji z wycieczek...

Skoro nie mozna było "jeść na ulicy" pozostały restauracje. Praktycznie stołowalismy sie we trzech. Jedna z nich to przyhotelowy Nautilus. Jedzenie smaczne,spory wybór w menu a dodatkowym plusem była mozliwość zamówienia jedzenia "na wynos".Dokładnie chodzi o to,że nieraz nie chciało sie nam schodzic z basenu w godzinach obiadowych. Wtedy "zaprzyjaźniony Ober" z baru przy basenie przynosił nam jedzonko do tegoz własnie baru. 

kilka fotek z takich posiłków...

...czasem jako "popitka" służyło lokalne piwo (Lion) ...

...a innym razem drinusie ; )

...wieczorową pora było juz bardziej "sztywno" ale...wciąż smacznie ; ))

...mieliśmy też namiar na restauracyjkę przy plaży,gdzie atmosfera nie była tak oficjalna. Grała muza a przy wejśćiu,pośród innych ,powiewała polska flaga z EURO 2006 !!!

Jedynym minusem była odległośc od hotelu. Choc to jedyne pół kilometra to marsz w palacym słońcu potrafił nas nieźle zmachać. Byliśmy tam raz "za dnia" i raz wieczorkiem. Kilka fotek z tego hipisowskiego przybytku. Znów bym zapomniał podać nazwę,to JANIREST ; )

... chłopaki,personel to bardzo młodzi ludzie,specjalizowali sie w "daniach morskich"

...jedzenie naprawde smaczne,ceny baaardzo przystepne. Np.za krewetki (porcja dla wdóch osób),wielkie rybsko a do tego kilka piw zapłacic trzeba około 5000 rupi. To równowartośc około 30 "jojo"... Pare fotek z "klimatu miejsca"...

...a gdy naszło nas na wybitnie "bontonowski" wieczór ,pojechaliśmy do najlepszej (czyt. najdrozszej ; )) knajpy w okolicy. To rekomendowana Summer Breeze. Jedzenie,cóż było nawet smaczne ale "d..y nie urwało" ; ) Za to atmosfera miejsca,naprawde godna polecenia. Kilka fotek...

Juz samo wejście na ogrodzony i strzezony teren robi wrażenie.

...idzie sie naprawde długo,mijajac co i rusz altany,lodge,mostki,baseniki a wszystko klimatycznie udekorowane i podświetlone...

...nareszcie dochodzimy do stolika...

...teraz juz tylko wybór potraw i "degustacja" w naprawde fajnym klimacie...

...naszym "celem" była ryba,specjalność szefa kuchni...

...nigdzie sie nam nie spieszyło a przy wyjściu czekał kierowca,moglismy więc spokojnie rozglądnąć sie po terenie...

...i to by było na tyle w temacie jedzeniowym. Jak juz mówiłem wróce jeszcze do "lokalnych posiłków" przy okazji relacji z wycieczek a więc ,narka : )))

Radoslav
...życie jest jak pieniądze,dobrze je wydaj...

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 10 godzin 6 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Hm, bardzo apetycznie wyglądają te dania , drineczki zresztą też.

A powiedz jakie było wasze ulubione jedzonko z kuchni lokalnej ?

No trip no life

Strony

Wyszukaj w trip4cheap