Krewetki czy Pancake - czyli Tajskie dylematy Pumy - 2013

9 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
Krewetki czy Pancake - czyli Tajskie dylematy Pumy - 2013

Drogie forumowe ludki .....mam wrażenie że o Taj napisano juz prawie wszystko......ale
wiem ze osoby które do Tajlandii dopiero się wybierają.....chłoną każdą nową relację i nowe informacje...więc będzie trochę fotek, przynudzania ......czyli zaczynamy

Była to moja siódma już wyprawa do Tajlandii.......do której zapałałam wielką miłością......ale jak wiadomo w każdym zwiazku siódmy rok bywa tym rokiem w którym pojawiają się kryzysy.....na razie nie zdradzę czy się odkochałam.......czy uczucie nadal kwitnie (:P).
W tym roku okres oczekiwania na Tajlandię był wyjatkowo krótki..i inny niż zazwyczaj......bilety kupiłam dopiero na poczatku maja.....bo czekałam na wyznaczenie terminu egzaminów, no i zajęta byłam okrutnie, więc i moje knucie było krótkie i mało efektywne w związku z tym popełniłam parę błędów.....ale tak to czasem bywa.
Do Tajlandii lecieliśmy liniami Aeroflot i dolot na Koh Samui liniami Bangkok Airways zreszta jedynymi które tam lataja.......bilet był jeden i niestety nie wchodził w grę pobyt w Bangkoku....czego jednak podczas pobytu w Tajlandii bardzo żałowałam......nie wiem ale bardzo dobrze się tam czuję....pomimo smrodu, smogu i mnóstwa ludzi8-). Wylot z Warszawy ...planowany wyjazd z Cz..... o godzinie 6 rano.....niestety jakaś taka niezdarna byłam że się nie wyrobiłam ....wyjechaliśmy pół godziny później........droga pusta więc myślę sobie damy radę><........dawaliśmy radę do Janek.......bo gdy dojechaliśmy zobaczyliśmy gigantyczny korek.....zaczynał sie przed tym białym kościołem po lewej stronie........odbiliśmy w lewo ...... ale wiadomo ze takich mądrych było więcej.......nawet bardzo dużo więcej...........:X:X:X:X zaczęły się nerwy bo to wszystko tam stało......nie było wyjścia zaczeliśmy wszystkie auta wymijać jadąc pasem dla ruchu w przeciwna strone....ufff mieliśmy szczeście że nikt nie jechał.......bo raczej sytuacja byłaby patowa ale nie było innego wyjścia.....................nerwy miałam ogromne, paznokcie prawie obgryzione......no juz normalnie widziałam odlatujacy bez nas samolot........:X ale udało sie na lotnisko zdążylismy na czas.X(X(X(
Przy stanowisku odprawy byliśmy pierwsi i jedyni >< odprawa bezpieczeństwa tez poszła szybko ....czyli juz samolot bez nas nie odleci. A zapomniałam odprawę w Aeroflocie można zrobić na 24 godziny przed wylotem i tak też zrobiliśmy.......miejsca wybraliśmy w tyle samolotu.......to ważne o tyle że jeśli samolot nie ma pełnego obłożenia to własnie w tyle zostają wolne miejsca i można się przesiadać .........jak się poźniej okazało to była bardzo słuszna decyzja

Hej .......jesteście jak miło.....stała ekipa -D-D-D

Lecimy.....wylot z Warszawy o czasie. stewki usmiechnięte, ładne .......jedzonko ......nie pamiętam, ale było dobre, do Moskwy lot dwie godzinki ....więc zleciało jak z bicza strzelił i już jesteśmy na lotnisku.......kurcze i tu mi szczęka opadła......ostatnio na Sheremietiewie byłam chyba 3 lata temu jak leciałam do Szanghaju....to pisałam że przy kontroli bezpieczeństwa trzeba było zdjąć buty i przejść po śmierdzącym dywaniku na bosaka brrrrrrr więc tym razem miałam na nogach skarpetki......a tu szok wysiadamy na terminalu D a odlot mamy z F.........czas dojścia 20 minut ruchomych dywaników nie ma.......ale terminal nowy, odwalony, no no nieźle to wyglądało ....niestety zdjęć nie mam bo jeszcze mi się w głowie nie uruchomiła klapka ...że jestem już jakby na wakacjach........czas do wylotu 4 godziny.......trochę długo ale to był jedyny podczas tej podrózy taki czas oczekiwania........spacerkiem dotarliśmy na terminal F......no i co tu robić:S:S:S wiem napijemy się -D-D-D usiedliśmy w takim mini barku, żadna tam restauracja, czy pub jeden stolik , lada , Waldi poszedł kupić dwa piwa lane.........-D i pani mówi że należy się 35$.::::X:X:X:S:S:S:S o mało na zawał nie zszedł
a piwo już nalane........no nie przyszło nam do głowy żeby pytać o cene........a piwo już nalane -D kurcze jeszcze żadnego piwa nie piłam z takim niesmakiem i ściśniętym gardłem........no paranoja jakaś....trudno przezyliśmy :X. W końcu rozpoczęli boarding.......i okazało się że wybór miejsca 32 był bardzo dobrym wyborem.....tył był prawie pusty...samolot nóweczka....Airbus A330 .....więc Waldi od razu szuuu na środeczek na 4 miejsca......a ja głupia nie chciałam ....no to się potem gniotłam na dwójce.......no to lecimyX(

Moskwa zegna nas piękną słoneczną pogodą i widziana z lotu ptaka jest bardzo zielona

w końcu sobie o aparacie przypomniałam

Matko jak ja lubię ten ryk silników samolotu i jak odrywa się od płyty lotniska .......ladowanie tez lubię......chociaż zawsze w myslach mówie........no hamuj....hamuj już><><>< czasem nawet pomagam pilotowi. Po starcie wiadomo soczki, woda, jedzonko, herbata, słuchawki, chusteczki....no moze nie dokładnie w tej kolejności.......ale wiadomo.......w siedzeniu przed jak widać na pierwszym zdjęciu telewizorki......i naprawdę duuuzo nowości filnowych....a w dziale muzyka nawet ostatnią płytę Nightwisha znalazłam ...............super X(X(X(

Jedzonko.....z reguły go nigdy nie fotografuję tu zrobiłam jeden jedyny wyjatek......a i było pyszniutkie

Po jedzonku Waldi na czwóreczce w kimkę......ja gniotłam się dwójeczce....ale i tak nie było źle....super było to ze lecieliśmy o takiej godzinie że lecąc na wschód szybko zapadła noc.....więc i ja poszłam spać..........
obudziłam się i myślę sobie ło matko .......pewnie dopiero połowa drogi......a tu Zonk.......do ladowania tylko 1,5 godz......no tyle to ja nigdy w samolocie nie spałam......zaraz było śniadanko.........i lądujemy X(X(X(X(

Po wylądowaniu....zreszta wszystko planowo jak w szwajcarskim zegarku.....było tak jak Bepi pisała.....czekał na nas miły pan z kartką z naszymi nazwiskami.....i juz lecimy po walizki......w sumie nie wiem czemu biegiem...(:P).....i teraz przyleciały.....czy nie przyleciały :S:S:S SA.......limonkowa i fioletowa juz sobie jadą na taśmie.......odprawa......bilety .....do widzenia......kontrola bezpieczeństwa...... i okazało się że jeszcze boarding nawet się nie rozpoczął byliśmy pół godziny przed czasem.......ale fakt ktoś kto jest na lotnisku pierwszy raz mógłby mieć problem żeby w 1,5 godziny do odlotu zdążyć......my nie mielibyśmy problemu......ale rozwiązanie fajne . Bangkok powitał nas niestety ołowianym niebem .......w końcu tu to pora deszczowa na Koh Samui...lecimy takim małym samolocikiem ATR......

Wylądowaliśmy.......samolocik mały, ale bardzo dzielnie sobie radził><
a po wylądowaniu od razu wpadłam na reklamę hotelu............kto zgadnie jakiego

Tam za godzin parę będziemy X(X(X(
udajemy się w poszukiwaniu środka transportu i tu pierwszy stres.....ja tłumaczę że chcę się dostać do piera na Meanam na prom Seatran Discovery......a pan mi ze to nie na Meanam.......no jak to nie na Meanam......to gdzie.......no zgłupiałam......ale dobra w końcu chyba wiedzą lepiej niż ja.......cena 400 bathów .....dużo:X
ale jakie jest wyjście przeciez nie pójdę na nogach......a i busika Lomphrayi mimo że wyladowaliśmy o czasie juz nie było :S. Jedziemy...............i za chwilę podjeżdżamy do portu..................jak to juuuuuż to nawet 1km tam nie było......i 400 bathów ździercy jedni:X.......dobra przezyjemy tak jak te 35 $:?
W porcie pusto, bilety kupiłam przez net więc tylko odebrałam, Waldi idzie do Family po -D-D-D
do wypłynięcia mamy 1,5 godziny.........

Mój pierwszy Chang X(X(X(

Siadamy i podziwiamy portowe widoczki

Na Koh Tao płyniemy około 2 godzin......siadamy na górnym pokładzie.....niech wiatr rozwiewa nam grzywy(:P)
najpierw po pół godzinie dobijamy na Koh Phangan gdzie wysiada większość pasażerów.....za 2 dni Full Moon Party ...takze ka Tao płynie nas dosłownie parę osób

To już Koh Tao X(X(X(

hotelik Bepi i chyba Zuzy Churm Churee prawie widziałam tam Bepi jak je śniadanie -D

Dopłynęliśmy i tu miła niespodzianka nasz prom dobija do bardzo porządnego pomostu......te spróchniałe deski i rozwalający się pomost był na samym początku. Na pomoście juz stoi uśmiechnięty pan z Haadtiena łapie nasze bagaże i jedziemy do hotelu. Sade tak jak juz pisałam transport z hotelu jest bezpłatny musisz tylko wysłać do nich maila z godziną przypłyniecia i nazwą przewoźnika

puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
Tak wyglada hotelowy środek transportu ><><><

a Wy się teraz popluskajcie w basenie.......cd jutro

Wy sie potem wyśpijcie....tylko nogi umyjcie a ja Wam jutro wszystko opowiem

dla kogo braknie miejsca może spać tu

a nogi umyć tu proszę ><

Kolacja mówicie głodni....jesteście proszę

No dobra żartowałam pad thai z owocami morza

Wracamy do wczoraj ..... do hotelu dotarliśmy cos koło 16 ......bardzo szybki ekspresowy meldunek
informacja z godzinami przewozów hotelowych do centrum, kody do WIFI
droga do recepcji.....już jest pięknie X(

i juz z bagażami idziemy do naszego domku .......jest slicznie wszędzie mnóstwo zieleni, ale nie takiej chaszczorowej....takiej nie lubię (:P) wysokie palmy, trawka no i te wszystkie domki tak rozmieszczone żeby jeden drugiemu nie zagladał w okno. Mielismy rezerwacje na Getaway Ville i dostaliśmy taką która wg nas miała najlepsze połozenie widać z naszego tarasu i basen i morze X(X(X(

Nasz domek

Nasz widoczek

Nasz pokój

Szare reczniki to kąpielowe, a moskitiera bardzo potrzebna bo klima umiejscowiona jest na wprost łóżka i troche dmuchało. 2 butelki wody dziennie, lodówka z mini barkiem klapki.szlafroki. kosmetyki i inne duperelstwa .

Jeszcze pokój

Dzień pierwszy w zasadzie nie bardzo było co opisywać.....kolacja w hotelu w barze przy plazy
oczywiscie Chang -D i w zasadzie nadawałam się tylko do pozycji horyzontalnej, walizki tylko poprzesuwałam nogą, zeby sie o nie nie zabic i ani mi w głowie robić coś więcej.Uwaliłam się na naszym tarasie i przyznam ze lepszej lezanki nigdzie nie miałam ..REWELACJA ..wygodny materac , wielkie poduchy , palmy nad głową, spiewajace ptaki, drink z Finlandii przytachanej w walizce i już nikt mnie dziś z tego nie ruszy ><><>< leżę leżę i czuję że zasnę......kurcze może to by i fajne było, ale jak jakaś gadzina bedzie się ze mną chciała zaprzyjaźnić.......no nie rejteruję ....ale kurcze dopiero 9 wieczorem ...z drugiej strony za nami 30 godzin w podróży8-)8-)8-) trudno zarzadzam udanie sie na spoczynek. Otulamy łózeczko moskitiera
niestety tu zonk w łóżku czytać książek się nie da zbyt nastrojowe światło ((( trudno trzeba iść spac bez czytania. Padamy i za chwile smacznie śpimy........spimy ....śpimy........oooo ja juz się wyspałam (:P) wygladam przez okno kurcze jeszcze jakieś ludki siedza na tarasach no nocne marki myślę sobie, trzeba zobaczyc która to godzina.........komórka wyłaczona, szukam Waldiego zegarka jest....gapię sie i zastanawiam czy to za za pietnascie jedenasta, czy trzecia piętnascie.......jak nie obrócę inna godzina.....ale już wiem no tak 22.45 no to pospałam 1,5 godziny :X:X:X:X i co tu robic no nic rozpakowałam po cichutku co nieco , zrobiłam sobie drinkas , przycupnełam przy łóżku i dopiero o 3 nad ranem poszłam spać.
No to idziemy na ten spacer, chociaż ja ledwo powłóczę nogami, i buuuuu jest pochurno gdzie moje słoneczko z wczoraj

Hotelik po prawej stronie zatoki

Domki przy plazy..to te najdroższe......wg mnie wcale nie lepsze

Oki to kilka danych bo zdjęc dalej nie mam
Sade ..........mhm jakby Ci to powiedzieć.....nie zrobiłam zdjęcia cen w menu:S:S:S
ale to wszystko wina mojego chłopa.....bo w pierwszym dniu byłam zbyt zmęczona....
a jak on szedł potem do baru jeść to dałam mu aparat i kazałam zrobić fotkę..........
to on sfotografował.........................jedzenie (((
ale mam invoica i tu pisze że 21.06 o godz 18.38 zapłacilismy 470.8 bacików
czyli zupa Tom Yum około 180 bacików , pad thai podobnie ....bo chyba jeszcze woda była
generalnie obiad z piwami około 500 - 600 bathów.....bo wszystkie potrawy miały prawie jednakowe ceny
w granicach 180 - 220 bathów, oczywiscie nie mówie tu o grilowanych krewetkach,ale ceny do przełknięcia.
Do miasta jeżdżą bezpłatne busy (takie jak na zdjęciu) dwa razy dziennie rano chyba 8.30 to gdybyście wybierali się na Nangyuan.......bo wtedy bedziecie 1 X(X(X( a do miasta najlepszy jest 0 17.30 powrót coś koło 22...........ale jak znajdę ta karteczkę z hotelu to napiszę dokładnie........bo aktualnie mi się notesik zapodział. Zdjęcia Twoich domków oczywiście zrobiłam i napiszę tylko że są tak samo fajnie połozone jak nasze i na żywo o wiele lepiej wyglądają........nawet na moich zdjęciach.......i sa chyba powierzchniowo większe od naszej villi.......ale to potem....potem

Aaa i odnośnie tej knajpki która miała tam byc......no jest cosik takiego po lewej stronie plazy i Valdi się tam wybrał ......no i niestety knajpki kuz tam nie , chociaż stoliki siedzą ....teraz jest tam taka mini baza nurkowa...na dowód załaczam zdjęcie że byłam i sprawdziłam

a tu to samo miejsce po przypływie.........więc gdyby nawet była nie dałoby się do niej dojść
obok ta nieszczęsna budowa......zupełnie niesłyszalna w domkach....ale na plazy i basenie momentami a i owszem. Miałam jeszcze napisać ze inna alternatywą może być spacer ....do cywilizacji czyli pierwszych sklepów i knajpek będzie coś około 2 km >< ja nie próbowałam

Wracajac do Haadtiena udajemy ze budowy nie widzimy i idziemy pozwiedzać hotel na początek domki Saderana, które jak pisałam na żywo prezentują się bardzo fajnie i są tuż obok tych w których ja byłam więc i widoczki są podobne

akurat robili porządki w palmach to troche nabałaganili (:P)

Pan jak nas zobaczył to koniecznie chciał dla nas otworzyc kokosa, niestety wybrany przez niego okazał sie pusty8-)

A to kwiatostan (tak go nazwałam) palmy (:P)

Na terenie hotelu jest mnóstwo drzewek Faringipani

Na uboczu hotelu ....jak dla mnie najgorzej położone są Haadtien pool Ville poza tym nic specjalnego

i tym sposobem doszliśmy znów do plaży , lazurków nie ma bo było pochmurno, chociaz to własnie w tym dniu usmazyłam sobie co nieco

W.....poszedł szukać nie wiadomo czego

a wrócił z tyczką

jesteśmy z prawej strony plazy

 basen ma niestety tylko 1,30 metra

o i tu dobrze widać jak połozone sa te domki

bar przy plazy

Jeszcze raz nasza chatka

hotelowa alejka

i stali mieszkańcy (:P)(:P)(:P) niegrożni

jednak wole faringipani

 Całe morze tylko dla jednej osoby................cudnie

puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
Więc po dniu plażowania i kąpieli wybieramy sie na plaże Sairee jedziemy dość wcześnie bo chcemy zobaczyć wszystko jak jest widno, a hotelowy pojazd jeździ bezpłatnie do portu w takich godzinach
8.30; 14.00, 18.45 powrót 19.15, 22.00 ....jeśli chcemy się wybrać w innych godzinach to na Mae Haad koszt 150 bathów od osoby, na Sairee 200 bathów w jedna stronę oczywiście , aaa i happy hour w bech barze jest od 16-18 -D-D-D
Ledwo wsiedliśmy do autka zaczeło lać ale zanim dojechalismy przestało .....

w porcie żeby dojść do plaży Sairee trzeba kierować się prawo stojac twarza do portu, potem przejść przez któryś z hoteli i droga dochodzimy do sairee niestety jest mocno pochmurno

na plaży spotykamy Taja .....i waldi sfotografował jego niecodzienny tatuaż

Jako że Tao znaczy żółw, więc spotkałam jednego

taką oto droga przemieszczamy się w kierunku Sairee

to juz przejście do plazy, niestety jest buro, mokro więc z powrotem wracamy na dróżkę,

zreszta bardzo fajnie się tam spacerowało

koci rezydent

po drodze jest bardzo dużo klimatycznych, dżunglowatych hoteli, naprawdę super to wyglada, zdjęcia nie bardzo to oddają

i tak dochodzimy do obiektu Bansdiving po jednej stronie jest hotel(tu)(tu)(tu)
po drugiej restauracja i baza nurkowa, zresztą w knajpce siedzi wielu instruktorów którzy na tablicach rozrysowuja plany nurkowań......ja jadłam kuraka w sosie słodko kwaśnym i to podczas tego pobytu
był zdecydowanie najlepszy.......także Saderan polecam to miejsce,

to plaża przy tym miejscu

mini Seszelki

Po pysznym obiadku popitym Changiem oczywiście.....wracamy ta samą droga, kilka widoczków różnych

Bardzo oryginalne kwiaty....ale nie wiem co to jest

kocia rodzina, ale młode baaardzo ruchliwe były


i duuużo różnych kwitnących drzewek

Faringipani czerwone

reklama spa

To coś dla Hapolka,......ale nie zajrzał tu jeszcze

no i jesteśmy w porcie

i taxi boat takim jutro mamy płynąć na Nang Yuan

no i uliczka w centrum

Następny dzień obowiązkowo Nangyuan.....bo to nasz ostatni dzień na Koh Tao
więc modlę się żeby było słonecznie....bo jak bedzie padać, to z wycieczki nici
Rano wygladam....nie jest źle ale lampy nie ma B)B)B) no trudno płyniemy
ja zakładam na rączki opaski uciskowe co by jakichs dodatkowych atrakcji nie było do portu jedziemy pierwszym busem juz o 8.30 bo chciałam zobaczyc to miejsce jak jeszcze się zwali się tal ludzka stonka
Targujemy z panem cenę za taxi na 300 bathów (płatne po powrocie) od osoby ......i już z uśmiechem wsiadam na łódkę i wypływamy i juz wiem ze chyba rozum postradałam zeby ta łupina płynać, bo morze wcale takie spokojne nie było

Tu jeszcze uśmiechnieta, w białej tuniczce, nie wiem głupia co mnie czeka (:P)
No to jedziemy

To nasza łódka

No i wypływamy...............no i zaczęła się niezła jazda......tak chlapało że byłam cała mokra
dodatkowo nawet okulary nie pomogły, sól w oczach, mokre włosy.......no to ja chyba tam zostanę
bo nie wiem jak wrócę tym bardziej że z powrotem będzie bardziej majgać8-)8-)8-)
no ale dopłyneliśmy i faktycznie na wyspie jestyśmy w zasadzie sami.......

niestety wiem również że jednak lepsza byłaby godzina popołudniowa bo jest bardzo duży odpływ
ale za to nie będę w kolejce do punktu widokowego stać w kolejce, zostawiamy więc torbę na leżaku
i ja obowiązkowo z Changiem idziemy na punkt widokowy, tym bardziej ze juz dopływa Lomphraya więc zaraz i ludzi bedzie więcej

Jak widać ludków przybywa

Ufff tragedii nie było ale w tych krzaczorach kurde duszno było i JEEEESTEMX(X(X(

niestety lazury jak u Bepi nie wyszły......za mało słonka było Dirol

Chang smakował wybornie, chociaż lekko się zagrzał

Forever Young (tu)(tu)(tu)(tu)

Wyszło słoneczko i od razu pojawiły się lazurki

Niestety pojawiło się również dużo ludzkiej stonki

Ale podrugiej stronie wody nadal mało

W tym domku mogłabym tu zamieszkać


Taki też mógłby być

z panem "kierowcą" umówilismy się na godz.14 więc pora wracać.....szkoda , ale ja mam dość słońca na dziś

i tak jak podejrzewałam powrót był okropny, tak wygladałam

No dobra dobiliśmy do brzegu , przebrałam sie,ło matko jak dobrze że wzięłam
coś na przebranie >< i do babuszek na obiad

jest Chang jest dobrze

Na pierwszy ogień poszła jakaś zupka, potem sajgonki, ale byłam taka głodna
że zapomniałam zrobić fotki, mam tylko rybę W.......pyszna była

Wspomnian rybka

i mój pusty talerz po spring rollach (tu)(tu)(tu)

i juz z powrotem w hotelu.......kurcze jutro wyjazd....stanowczo za krótko:X:X:X
baaardzo żałowałam że tylko 4 dni zaplanowałam na Koh Tao......min 6 byłoby OK

na punkcie palemek mam lekkiego świra

No i nadszedł dzień czwarty ostatni........smutno wyjeżdżać, zabrakło nam czasu na odwiedzenie kliniki dla żółwi....no trudno ........teraz fotki z hotelowej restauracji gdzie podawane są śniadania, wybór dość skromny ale jak dla mnie wystarczający z dań tajskich była jakaś zupka i makarony, oprócz tego 1 gat.sera żółtego, jeden rodzaj wedliny, pomodorki, sałata, stanowisko "jajeczne" tam był bekon (niedobry) i parówki, oprócz tego owoce, jakieś rogaliki......głodna nie chodziłam , a tak to wygladało

można jesc na leżąco

na siedząco

pięknym widoczkiem :::

To ściągawka dla Saderana .......cenki dojrzysz:

Jeszcze rzut oka na plaże
dzisiaj pogoda jak kryształ

na teren hotelu

basen

Restauracja w pełnej okazałości

i już nas nie ma

Jesteśmy w porcie ......płyniemy na Phangan

Zegnamy Charm Churee

POżegnaliśmy Koh Tao

obieramy kurs na Koh Phangan

Pierwsza z lewej to knajpka Babuszek

czas przeprawy z Koh Samui na Koh Tao to 2 godziny,z Koh Tao na Koh Phangan 1,5 godz i z Phangan na Samui 0,5 godziny rok temu płyneliśmy Lomphraya w tym roku Seatran Discovery (tu)(tu)(tu)
Karisssko taksówki faktycznie drogie, ale ty młode dziewczę częśc mozesz załatwić z buta i zazwyczaj te
hotele położone bardziej na uboczu, chociaż w jedną stronę oferuja bezpłatny transport X(
Kosmos....gdzieś tam w dalszej części relacji zamieszcze zdjęcie opakowania po pysznych bułkach drożdżowych z rodzynkami, a w 7/11 albo w Family Market kupisz wszystko mleko, płatki, ser w plasterkach ,chleba raczej innego niż tostowy nie uświadczysz...do tego kupione na straganie owoce i sniadanie gotowe . A łupinke załatwiałam idąc na ten kawałek plaży przy którym są "zaparkowane" łódki chcociaż nasz chłopak z hotelu zapytał gdzie się wybieramy i jak dojechaliśmy do portu to sam nam drivera przyprowadził, chciał oczywiście 400 batkhów, ale ja wiedziałam ze nie wiecej niż 300 i tak tez płaciliśmy Dirol

(czasem jak w tym przypadku, jeśli trescią komentarza sa jakieś informacje to tez je powklejam)

Z Koh Tao płyniemy na Koh Phangan również promem Seatran wszystko punktualnie, kolejek brak
odpływamy z portu i dopływamy naszym promem do innej wiekszej jednostki Seatrana i na morzu przesiadamy się na nia......mozemy się tylko domyślać że skoro odpływ jest do południa to dla większej jednostki stan wody był za niski. Dopływamy o czasie, statkiem wogóle nie buja, fajnie się płynęło czas to 1,5 godziny. W porcie bierzemy busika.....ceny niestety u wszystkich takie same 300 bathów /osobę.Jedziemy na południowy kraniec wyspy ponieważ nasz hotel położony jest przy plaży Haad Rin Nai.......po przeciwnej stronie jest Haad rin Nok i to tu odbywaja sie imprezy Full Moon Party. Przypływamy na Phangan 2 dni po Full Moon ...na wyspie wysiadły może 4 osoby, a kolejka do wejścia na pokład ogroooomna :X
uff dobrze ze mijamy się z tym towarzystwem. Jedziemy do hotelu.......podjeżdżamy, obsługa od razu wychodzi po nasze bagaże, wchodzimy do recepcji i widzimy blondynkę i od razu wiemy że to "nasza" Kamila .....kocioł mieli niezły równocześnie zwalniało im sie na wszystkich 70.....60 pokoi......Kami mówi ze jak poczekamy 2 godziny to da nam pokój przy samym basenie ><><>< pewnie........tym razem jesteśmy wypoczęci...zostawiamy tylko walizki i idziemy na plażę w poszukiwaniu wodopoju -D

Plaża wygląda całkiem fajnie.....chociaż niestety kapieli w morzu nie bedzie

Idziemy, idziemy a tu wszystkie knajpki pozamykane....no tak Full Moon się skończyło, ludzi mało to i nie ma po co otwierać do południa......ale w końcu wodopój został znaleziony, pani co prawda nam uświadomiła że no Food, ale lodówkę z -D miała to i piwko moglismy wypić

Obiekt nazywał się Bird Bungalow i miał swojego patrona w postaci gadajacego ptaka
niestety zdjęcie średnie.....bo wiadomo ptaszek był w klatce......mój W ..uczył go mówić i po trzech próbach
ptak się rozgadał Waldek......Waldek....WaldekX( niestety Beata nie chciał powtórzyć

Wie ktoś jak się taki ptak nazywa......bo to chyba nie gwarek:S

Spacerujemy trochę po okolicy .....i równo o 14 dostajemy klucz do pokoju. hotel zbudowany w bardzo nowoczesnym stylu.......jak dla mnie aż za bardzo.....ale wybrałam go głównie ze względu na basen....i tu się pomyliłam .....ale najpierw nasze "apartamenta"

Widok na recepcję

Recepcja

Przed hotelem

puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
W dniu naszego przyjazdu w hotelu było jeszcze około 20 osób.....na nastepny dzień zostaliśmy w zasadzie sami X(X(X(X( i przyznam ze bardzo mi się to podobało.....><><><
średnia wieku ...osób w tym hotelu to 20+ ( nie licząc nas (:P)oczywiście) zresztą nie był to dobry wybóe, fakt wszędzie było blisko.....a takie było założenie po Koh Tao.......ale myślę że Burirasa byłaby lepszym wyborem.....żałuję.......no ale wtedy nie poznalibyśmy Kamili.......więc nie ma tego złego ale zdecydowanie wolałabym być 6 nocy na Koh Tao .....no nic czasem popełnia się błędy :S

Weczorkiem Kamila konczy pracę i przychodzi zintegrować się z nami.......bardzo fajna dziewczyna i to z pobliskiego BB....prawdziwa globtroterka......wypiła to chyba z mlekiem matki.....po Kambodży podróżowała autostopem....a na Koh phangan na samym początku mieszkała w namiocie ><
zdjęć nie będzie......bo sami wiecie......-D

Następny dzień znów pochmurny......i spedzony na basenie -D tu się do południa jeszcze jakieś niedobitki wałęsały ale w tym dniu powyjeżdżały

Napiszę jeszcze dlaczego kąpiel w tym miejscu nie wchodzi w grę.......bo nawet nie to ze płytko jest tu problemem bo po przypływie robi sie OK, ale gdy wybierali miejsce pod budowe hotelu....w morzu był czysty piasek, w ciągu roku praktycznie powyrastały w morzu jakieś wstrętne glony.......po prostu urosła trawa:X:X:X kawałek dalej w prawo .......trawy nie ma....albo jeszcze nie ma Dirol

tu była meta ><><><

Tu jeszcze nasz taras jak widać nawet nie umywa się do Haadtien i wogóle na tych twardych krzesełkach nie chciało się siedzieć.......porażka :X

Trzeba było ukoić nerwy truskawkową margaritą o MNIAM

Fascynował mnie ten ogromny kroton.....piękne drzewo

  Po południu idziemy na Haad Rin.....z Haad Rin tzn idziemy do "centrum"

Oczywiście wszystkie psy i koty nasze SĄ

Jeśli ktoś trafi do knajpy z liczydłem na scianie......niech szybko wychodzi......najgorsze jedzenie jakie jadłam w całej Tajlandii

Jeszcze uśmiechnięta, bo przed jedzeniem

To kelner z tej knajpy..........uciekać ..............

Haad Rin Nok

A tu już widoczki po drodze

Klimaty dla Bepi

Jeszcze wszędzie pusto......bo za wcześnie

   
puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Następny dzień powitał nas pieknym słońcem hurrraaaaX(X(X(

Na śniadanie wybór niezbyt wielki, ale wystarczający.....bo jako ze jesteśmy sami w hotelu, trudno dla nas robić szwedzki stół, więc kelner przynosi nam kartę śniadaniową i mozemy z niej wybrać praktycznie wszystko
jajka na wszystkie sposoby, zupke tajską, parówki, tosty z szynką i serem (bardzo dobre) dżem, naleśniki itd więc nie można było narzekać, śniadanie oczywiście na plazy czyli z pięknym widoczkiem

To idziemy jeszcze w prawą stronę hotelu.......poźniej okaże sie jakie to fajne miejsce

niestety trzeba patrzeć pod nogi

i wracamy popływać do basenu, bo w morzu się nie da

Caluteńki basen nasz....i bar otwarty też tylko dla nas

i to chyba dzisiaj na tyle c.d.

Jutro Was tam zabiorę

No to wracamy na hamaczki. Dzisiaj zawitamy do miejsca które prowadzi Magda - Polka zawiozła mnie tam Kamila, kiedy W...zażywał leczniczego masażu u Mr Lek - a .........ośrodek Magdy nazywa sie

Jest położony w przepieknym miejscu.....i to jest właśnie alternatywa dla osób, które chcą mało wydać w Tajlandii na nocleg.......mój W...w takim miejscu czułby sie doskonale, niestety ja juz niekoniecznie Dirol
i to nie dlatego ze domki mi nie odpowiadały, tylko z powodu braku basenu :S, lub morza w którym można się schłodzić.....bo o ile tu nic w wodzie nie rosło....to było poprostu za płytko....ale ogólnie miejsce urocze.....puste....plaża z miękkim piaseczkiem i dwa kroki do takiego mini centrum przy drodze......gdzie jadłam najlepszą "czystą" zupkę podczas swojego pobytu...

a to juz wspomniana zupka moja

i W....oczywiście Tom Yum

wracamy do hotelu....w sam raz żeby jeszcze chlupnąć do basenu

Bar jak widać nadal otwarty ><><><

Wieczorem nie chce nam sie po naszych zupkach nic jeść, więc udajemy sie do wodopoju,
czyli knajpki zawieszonej na drzewie....zdjęcia kiepskie, ale choć trochę oddaja atmosferę tego miejsca
w tle oczywiście "tajskie reggae" bardzo fajny klimat -D-D-D

Następny dzień znów powitał nas prawie bezchmurnym niebem.......B)B)B)
to był widok który najcześciej kontemplowałam, i który bardzo mnie uspokajał

I znów jesteśmy sami X(X(X(

Z naszego hotelu do centrum można dojść również plażą.....oczywiście jak nie ma przypływu(
choć tu dziwnie przypływ był w nocy :S:S:S
Po drodze wiele punktów przystankowych liny do huśtania sie, ławeczki w dziwnych miejscach (:P)
i oczywiście huśtawki X(

Za mna z tyłu oczywiście , knajpka która ożywała wieczorem -D

Po drodze rośnie sobie takie drzewo, widziałam identycznie na fotkach Kasi : wie ktoś co to takiego

Można wynająć taką wille z widokiem na morze.....widzicie tą łazienkę z panoramicznym oknem X(

na przyszłość postanowiliśmy że robimy wcześniej rezerwację hotelu na max 2 dni, a reszte załatwiamy na miejscu, gdzie nam się bardziej spodoba

Tak nazywała się knajpka, jak ktoś tam trafi gorąco polecam (tu)(tu)(tu)
wszystko szykowane na naszych oczach

czyli nic do ukrycia, zreszta domownicy, czyli dzieci jadły z tych samych garnków

to była największa (zjadłam 1/3) porcja i najlepszy pad thai -D-D-D i najniższa cena

i jeszcze można było polezeć

a taki była rachunek ...gdyby nie piwa , całe 7 zł za porcję ><

Na innym stole.....leżał sobie inny obiad

dalej spotkaliśmy kota, który tak darł......mordkę>< zreszta sami zobaczcie
można mu migdałki policzyć

zresztą kot wlazł mi między nogi, i ani myślał sie ruszyć
czy on Wam nie przypomina jakiegoś kota (:P)

I inne obrazki rośnie tajska ślicznotka ......

i znów zachód słońca na Haad Rin

Trochę dźiegciu do miodu

to też Tajlandia

o żeby już Was nie męczyć Koh Phangan jeszcze tylko kolka fotek "tajskich Seszelków"
miejsce okazało sie przesliczne, puste, woda bez roślin, głębokość odpowiednia, aż żal że nie powstał tu zaden hotel, a raczej ze nie został ukończony ten który stoi tam od 3 lat......piękny byłby Dirol

Tu widać zewnętrzną fasade tego hotelu, od strony drogi robi imponujace wrazenie

Plaża niczyja , więc nie uprzątnięta, ale miejsce super Dirol

Jasie wedrowniczki

A takie rzeczy wyrabiały się za naszymi plecami, w tym miejscu przed chwila byliśmy i świeciło słońce
ech jaka ta pogoda w Taj do mnie podobna (:P)(:P)(:P)

I tak nasz pobyt na drugiej wyspie dobiegł końca......jako ze jeszcze mi mało płyne lezeć do góry brzuchem na Koh samui- (zasłuzyłam a co (:P) ) Koh Phangan zegna nas piękną pogodą i niebieskim morzem

Następny etap Koh Samui......B)

Na poczatek hotel Bandara Resort, co prawda był on juz na forum przedstawiany w relacji Bigelvisa, ale przypomniec nie zaszkodzi, pokój dostaliśmy chyba najlepiej połozony, jaki był 2 piętro (ufff czasem ze wchodzeniem było kiepsko" za to nikt mi nie zagladał do pokoju, tak jak to miało miejsce na parterze, natomiast pokoje na 1 piętrze miały ogtraniczony widok na basen przez drzewa, altanki i inne przeszkody........pokój już był lekko nadgryziony zebem czasu, za to był w prawdziwie tajskim klimacie.

W skrzyneczce z wizerunkiem słonia kryje się toaletka

i jakiś dziwny instrument, bardzo dobrze przymocowany do ściany(:P)

olbrzymi taras z leżanką, lrzesłami i stołem

piękny wysoki sufit

pokojowe SPA

Hotel Bandara połozony jest przy plazy Bophut, napewno nie jest to najładniejsza plaża na Koh Samui
piasek jest dość gruby, ale fajny o tyle ze bardzo łatwo się go strzepuje, zreszta będąc na Samui 3 raz , nie chciałam dublować tych samych plaż i rejonów, na razie jeszcze teren hotelu, czyli największy "słonikowy" basen
Oj tu Momi już bys dobrze popływała i wymoczyła do pomarszczenia co nieco

"Żabi basen" przy plazy

U góry za tym kamiennym murkiem...trzeci basen, chyba najgłębszy, ale jakoś raz w nim byłam i fotek nie zrobiłam

leżaki plażowe....godz.11, jeszcze wszystkie wolne ><
w tle Koh Phangan

Żabie bicze.....nie szkockie

Jeden błękit......niestety turkusy to nie tu.......w Taj w poszukiwaniu turkusu trzeba się udać na fakultet(:P)

puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
No dobrze wyjdziemy na zewnątrz, do hotelu jeszcze wrócimy

Wygląd hotelu z zewnątrz.....słaby8-)

ulica przed hotelem

generalnie , wszystko co potrzeba pod ręką, naprzeciw hotelu Family Market, knajpki, apteka, drogeria , pancaki i co tam sobie wymyślicie

łącznie z tajskim fast foodem, gdzie również jedliśmy

moja zupka(tu)(tu)(tu) generalnie to wychodzi na to że ja tam nie pojechałam, ani na krewetki, ani na panceka ....tylko na zupki i changa -D

ale pancake tez się znajdzie

tu tez często jedliśmy, ta knajpka była położona tuż za naszym hotelem, bardzo dobre zupki były ><><><

a to taka samochodowa dyskoteka, przy ulicy, muza rżnęła niemiłosiernie, a chłopcy siedzieli, pili i grali w karty......im juz zdjęć nie zrobiłam

    Sniadania w hotelu, niewątpliwie najlepsze podczas całego pobytu, praktycznie było wszystko
część z daniami tajskimi, gdzie były zupki.....oczywiście ><><>< ale do wybory było nawet 5 gatunków makaronów do tej zupki, albo pierożki wonton pychotka ....i oczywiście dania europejskie
5 rodzajów serów.... pleśniowe, żółte, twarde, miękkie, parówki drobiowe i wieprzowe, wędlina naprawde dobra, kaczuszka na zimno, kurak na zimno , warzywa, oliwki, kapary, jogurty, musli, płatki, jaja na wszystkie sposoby, owoce, ciastka , kilka gatunków pieczywa............oj aż za dużo, za dużo......no i bekon oczywiście....ponoć bardzo dobry....zdjęć jedzenia nie robiłam, a sala śniadaniowa wyglądała tak.....i jedyną jej wadą było że nie miała widoku na morze (((

ogólnie teren hotelu, bardzo zadbany, są fajne miejsca do odpoczynku w trakcie opalania

w hotelu często odbywaja się śluby, a nowożeńcy sadzą drzewka przy których sa tabliczki upamiętaniające to zdarzenie

hotelowa restauracja przy plazy, ceny nie straszą, ale wolę zupkę na ulicy ><

Bardzo fajne są na głównym basenie takie altanki z materacami do leżenia, całkowicie chronią przed słońcem i parę razy się tam schowałam B)B)B)

     
puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

zupka .......z Mitras Samui -D

Momiś......kostium weżowa skórka......tiaaaaaaa to chyba by było w ramach psychoterapiiii 8-)8-)8-)
nie to normalny materiał,

Kasia.....biały kapelusz został na Koh samui....podarowałam go siostrze Kamilii więc gdzieś tam sobie podróżuje, tak jak moje wszystkie książki nadal sa na Koh Phanhgan, albo Samui, albo jeszcze gdzie indziej, ale różowy już drugi rok ze mną jeździ i do P...ze mną wrócił , także jakby co pozyczę

Karisska no własnie nie próbowałam z bananem, bo butter tak......niedobre sa tylko te wytrawne...z szynką bleeee
Kosmos smacznego ,zebys się tak całkiem nie zapchał owocek...nazywa się nie pamiętam
jabłko różane ...całkiem smaczne

Bigelvis hotel ma się całkiem dobrze, starają się i dbają, czy na dużym basenie były takie szare lezaki.....
bo chyba były nówki

Jestem.......czyli zdążyłam ufff
to jeszcze wracając do hotelu muszę opisac sytuację jaką mieliśmy po przyjeździe ><
kiedy juz dostaliśmy klucze, zaczęłam więc rozpakowaywać nasz majdan....a tu dzwonią z recepcji
wrrrrrr ciekawe co wymyślili :S ,wejście zrobiłam juz na samym początku jak dałam recepcjoniscie voucher z hotelu
Haadtien na pobyt od 21 czerwca (:P) a był 1.lipca i hotel nie ten........recepcjonista chyba z 20 minut go studiował
i nieśmiało pyta czy to napewno ten/..........ło matko pewnie ze nie :Xna usprawiedliwienie powiem tylko ze zewnętrznie one sie wogóle nie różniły ...oba były z Meiersa , ale wracając do recepcji
pan wręcza nam kartkę . gdzie pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to przy pobycie od 4-7 nocy.....kwota 5.000 bathów i każą nam to podpisać, pierwsze co przyszło mi do głowy że to kaucja { w poprzednim hotelu płaciliśmy} ale kurcze 5.000 bathów ::::: no nie co ja z nimi potem zrobię, kiedy wydam......ale spokojnie zaczynam wczytywać się w tekst i jestem w szoku, bo okazuje się że z powodu budowy obok (ani raz jej nie słyszałam) dostajemy do wykorzystania na terenie hotelu 5.000 bathów... mozna je przeznaczyć na mini bar, beach bar, restaurację, spa ........no takie podejście super mi się podoba w końcu to 1/4 kwoty jaką płacimy za pobyt w tym hotelu X(X(X(X( w Haadtien tez był remont, budowa i napewno bardziej dokuczliwa. ale tam zadnej rekompensaty nie było :X pierwszy raz ktoś mi coś podarował -D-D-D napewno się nie zmarnuje
wracając do hotelu to oprócz zab, słoni w hotelu królowały również małpy.........niestety nie prawdziwe

tak oznaczano męską toaletę

a tak damska

drogowskazy to często róznież wizerunki małp

a tak wygladało oznaczenie pokoju

i znaczek nie przeszkadzać

         
puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

W zasadzie tuz obok naszego hotelu wzdłuż plazy mieści się tzw.Fisherman Village.......to taka spokojna uliczka, przy której jest mnóstwo klimatycznych knajpek, ale takich już z pretensjami, mieliśmy szczery zamiar wybrać sie do jeddnej z nich, ale na zamiarach się skończyło.(:P) Od strony Bandary można dojść tam plażą dosłownie 5 min, ale wieczorem plaża jest tu całkowicie nie oświetlona i kiepsko sie idzie Dirol
więc można przejść wzdłuż hotelu tuz obok Anantary i dojść od strony ulicy. My natomiast często szliśmy od strony ulicy idac całkowicie od końca i to tu właśnie natknęłam sie na ten sklep z pumpami, więc czasem warto nadłożyć drogi.

Puste uliczki ><

Tu przymierzałam się do zakupu takiej większej tajki, ale nie chciałam sobie robić konkurencji (:P)

Nadal pusta

Oczywiście wcinam pancake ><><

Ceny na tej ulicy.......w sumie większość knajpek oferowała owoce morza

Ta kicia chyba się reklamowała (:P)(:P)(:P)

Jeszcze na Fisherman Village wrócimy

następny dzień to znów tradycyjnie plażowanie -D wieczorkiem udajemy sią na Chaweng
najlepszy środek lokomocji to czywiście te z ławeczkami z tyłu
ale poki co maszerujemy.....taxi trafi się po drodze

po drodze zatrzymujemy sie przy grillu, ale niestety mimo że wszystko to był chicken
wybrałam coś co pięknie wyglądało, a to były jakieś same tłuste skóry, tylko artystycznie ponabijane
na patyczek, jak na złość nnawet psa głodnego przy drodze nie było, trochę zjadł W...><


ale pan grillowy była całkiem sympatyczny

Jak zwykle wizyte na Chaweng rozpoczynamy od odwiedzenia starych kątów, czyli hotel Muang Samui (tu)(tu)(tu) nadal jest bardzo zarośnięty i dzunglowaty....a jednak nie aż tak jak podczas naszego w nim pobytu ile tu gadzin musi się w tych krzaczorach kryć Dirol

basen

Plażowy prysznic, kiedyś większa była difenbachia, która go skrywała, dzisiaj zrobili prawie kabinę prysznicową (:P)

Po prawej stronie po wyjściu na plażę....nasza ulubiona knajpka (tu) niestety i tu zmiany, zmiany...nie wiem czy tak całkiem na dobre :S:S:S obrusy Dirol zupka Tom Yum z owocami morza nadal duża i pełna dobrodziejstw ( takiej wkładki nie było nigdzie indziej) ....ale straciła całkowicie swoja ostrość, widać robia bardziej pod turystów..i to nie jest całkiem fajne, bardzo dużo ludzi...pełno
Tu spotykamy dwie polki-siostry , dla nich Koh Samui było 2 etapem podrózy, po BKK, Kanchanaburi, Farmie tygrysów :X:X:X:X:X:X:X nic się nie zmieniło - niestety) a następny etap to Koh Tao I Koh Phangan
jako że jechały w ciemno, to starałam im się trochę podpowiedzieć aaa potem poleciłam im jedzenie na Nocnym markecie......i jak juz wspominałam wczesniej, jak tam poszłam o mało się nie popłakałam ale o tym bedzie już wieczorem

to miejsce na plaży to knajpka ...kiedyś nazywała się Relax i jest tuż przy hotelu Muang Samui na samym poczatku plaży Chaweng......Kasia, Ania tą bluzkę kupiłam i nie wiedziałam po co .....bo do niczego mi nie pasowała..........................noooo ale potem się okazało po co i do czego ja kupiłam (tu)(tu)(tu) to się nazywa mieć ......nosa
Ewelinko ja już tesknię...................ale uparcie na przyszły rok wybieram Bali, chyba że trafię do Kamodży

wracamy jeszcze na chwile na plażę, podczas rozmowy z dziewczynami, bardzo je zachęcałam do odwiedzenia miejsca które my nazywamy "nocnym marketem" nie wiem dlaczego bo oni , czyli tajowie "nocnym marketem " nazywają ulicę Chaweng, pytaliśmy o niego bo pamiętaliśmy ze jest tam dojście na skróty, nie mogliśmy jednak sobie przypomnieć , którym dokłądnie wejsciem czy wyjsciem z bazaru się tam idzie, dodatkowo mieli jakis problem w tym dniu z prądem i część ulicy była oswietlona, a część całkiem ciemna, w końcu wydawało nam się że to jest to miejsce, no oki wychodzimy....a tam ciemności egipskie:::idziemy trochę po omacku, i w zasadzie jesteśmy pewni ze dobrze idziemy, ale nic nie widać::w końcu prawie weszliśmy komuś do domu i..................nagle jasność, jasność widzę X(X(X(zapalili światło, a my stoimy w czyimś ogródku, okrzyk radości na włączenie światła wydaliśmy taki jak i oni X(X(X(X( i mieliśmy rację ......prawie byliśmy na "nocnym markecie" natomiast to co zobaczyliśmy wielce nas zasmuciło............:S nie ma dawnego targu z owocami i tajskim żarełkiem takich widoków juz nie zobaczymy ......to zdjęcia z ubiegłego roku

teraz wygląda to tak........:S:S:S ech nawet zdjęć mi się nie chciało robić

Tu rok temu była knajpka, teraz pewnie też będzie, ale gdzie jej klimatem będzie do tamtej

Na nocnym markecie, tylko jedna knajpka ostała się w takim kształcie jak wcześniej MITRAS SAMUI
ale mamy świadomość, że za chwilę i ona będzie wyglądać "światowo" póki co obsługa jak zawsze Uśmiechnięta, i mogliśmy obejrzeć trochę meczu A.Radwańskiej na Wimbledonie...............to był akurat mecz z Lisiecki niestety przegrany dla naszej Agi :X szkoda

Atmosfera jak zawsze super ><

No nic wszystko idzie do przodu Dirol więc się nie smucimy X(
co prawda siedzę w pracy ....................ale jak patrzę na taka wannę pełną wody ><
to od razu włącza mi się program " Knucie" X(X(X(

bo o taką wannę wody.......napewno łatwiej

niestety wszysytko co dobre kiedys się kończy to już nasz przedostatni dzień pobytu Dirol to i mina nietęga

Pisałam wczesniej jaka to spokojna jest ta uliczka knajpkowo-sklepowa zwana Fisherman's Village
tzn. ona okazała się spokojna we wszystkie dni, oprócz piątku >< czyli jak u mnie w Cz.....piątek dzień targowy, o matko co tam się działo kramy z ciuchami, mydełkami, jedzeniem, biustonoszami, drinkami ze wszystkim co Wam się zamarzy...............kocioł jakich mało, większy niż na Chawengu, tyle że wąsko i nic tam wtedy nie jeździ.......zdjęć mam mało , bo wzięło mnie na kręcenie krótkich filmików, bo lepiej oddawały atmosferę tego miejsca, zresztą spotkaliśmy tam polaków , którzy od ponad 20 lat mieszkają w Australii i usłyszeli język polski, ich syn niestety po polsku już nie mówił, a pierwsze ich pytanie brzmiało....czy jesteśmy z Polski czy z innego miejsca ...... a jakże polacy z Polski X(

Najpierw jednak poszliśmy na kolacyjkę

najpierw była przekąska na patyczku

a potem poszliśmy na rybkę, ale te z akwarium przeżyły, chociaż glonojady miały tam co robić (:P)

to ryba po tajsku Waldiego

a to moja z grilla

To ta uliczka w dzień targowy......udało mi się zrobić zdjęcie ....akurat jak zrobił W.....zator ><

występy uliczne

wystrój jednej z knajpek -D

Jeszcze piesek ><

kotek

mama kotka

i kocia mama

Nio i nastał ostatni dzień pobytu, wcześniej przez ostatnie dwa dni zmęczona słońcem Dirol
siedziałam pod daszkiem, a jakie plany miałam na ostatni dzień X(X(X( doopalać lewy boczek, plaża, basen, hamak i znów basen....................i co :S:S:S:S dupa blada bo........................pada Dirol
a zawsze wiedziałam,żeby niczego nie odkładać na ostatni dzień .....więc jeszcze ostatnie fotki z terenu hotelu ....................mina już nie wesoła a i trzeba sukienkę przewietrzyć,,,,,,,,bo tylko sie przejechała biedna

hotelowe SPA

dziobak

widok na duży basen

no i niestety nie ma to tamto.....że pada...trudno....idziemy na plażę i poudajemy że jest B)B)B)
jakiś dziwaczny odcień tego piachu wyszedł Blum 3

chciałam na palmę jak Holi (tu) ale ta była pod napięciem, a znając ich zamiłowanie do iskrzących kabelków, nie ryzykowałam (:P)

no to jeszcze popatrzymy na morze

wykąpiemy się (:P)

powygłupiamy X(X(X(

to zdjęcie na pamiątkę.....bo mój kapelusz z siostrą Kamili powędrował w świat

wypijemy Changa ( i to nie ostatniego)

poprawimy margaritą o

zakąsimy kurakiem z plażowego grilla ><

tu miałam szczery zamiar wejść na te kamolki, ale były za śliskie i też wolałam w ostatnim dniu nie ryzykować

i ostatni plażowy dzień dobiegł końca .....

w głównym basenie sa jeszcze takie półeczki do leżenia...też super sprawa ><

a tak mniej więcej był położony nasz pokój,

są mostki

hamaczki

piękne drzewa

i naprawde duuuużo zieleni

puma
Obrazek użytkownika puma
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Ok kończymy Dirol i wracamy na ziemię
Wypada roztrzygnąć mój tajski dylemat
czy wygrały krewetki (tu)

czy pancake :S(tu)

wiecie jaki jest werdykt Dirol
oczywiście wygrały ZUPKI X( I CHANG -DX(X(X(

ta była najpyszniejsza><

a za reklamę tego piwa to powinni mi chyba zapłacić-D

oczywiście to zdjęcie

Jeszcze jeden temat "czy nadal zakochana" i musze się przyznać że do naszego związku wkradła się rutyna8-)tak często bywa po 7 latach związku Blum 3
nie zebym się całkiem odkochała (:P) co to to nie,
ale napewno musimy od siebie odpoczać
Tajlandia... stała się dla mnie zbyt oczywista, za mało jest WOW,
niespodzianek, czy szybszego bicia serca Dirol wiem,
ze napewno tam wrócę, ale na razie pora skosztować innych przyjemności X(X(X(
jeszcze wielu miejsc nie widziałam Koh lipe, Similiany, Koh Chang,Chiang Mai, powrót do Kanchanaburi
lista jest długa, ale to za jakis czas., na razie zobaczymy co wyjdzie z innych planów, trzymajcie kciuki (tu)

Hej ludki ......no wiem forum w tej formie juz nie lubię, ale obiecałam to dokończę.....lekcja za długa nie będzie bo raptem znam kilka słówek i z tego co się okazało nie wszystkie wymawiałam jak potrzeba, ale ogólnie ja ten ich sposób mówienia, a generalnie "miauczenia" uwielbiam, także wkółko mówiłam Dzień dobry i Dziękuję...trudno będzie tu teraz dobrze to wytłumaczyc Tym którzy jeszcze tego jęzka nie słyszeli, ale na miejscu na bank złapiecie to ich przydługie "aaaa" i ważna rzecz kobiety na końcu wymawiają końcówkę kaaaa....... a mężczyźni krap.....brzmi to róznie jesli chodzi o mężczyzn czasem dokładnie i krótko słychać krap.....czasem kaap.......a czasem nawet żeńskie kaaa ( acha i przy tej końcówce tylko żeńska jest długa i miaucząca, meska krótka i zdecydowana.....................wiem trochę to namotane, ale inaczej nie umiem tego wytłumaczyć czyli

Dzień dobry - to oczywiście Sawadee ......kobieta dopowiada coś pomiędzy kaaaa , a głebokim haaaa czyli brzmi Saładi haaaa
mężczyzna Sawadee .....krap

Dziekuję (moje ulubione uśmiech drugiej strony szczery i bezcenny) Kob Kun ..... i znów kaaaa, męzczyzna krap
nie bedę juz dopisywać tych końcówek zeńskich i meskich, ale pojawiają się one w każdym sformułowaniu oznaczam je ........

Przepraszam Ko-toot- ..........

Tak - Czaj ka .........

Nie - Maj Czaj ...........

Nic się nie stało - Maj pen raj...........

Za drogo - Peng paj .........ale tu wymowa nie jest jednoznaczna, mnie wogóle nie rozumieli, albo nie chcieli tak myślałam, Kamila wyprowadziła mnie z błędu "paj" nie brzmi jak Paj więc tego zwrotu unikałam

Prosze o rachunek - czek bin .........zazwyczaj krap

Pikantne - pet krab

i to na tyle .................może komuś się to przyda

acha i nie wiem jak Wy ale nie wiedzieć czemu wypowiadałam nazwę wyspy Koh Phangan jako "Ko Fangan" a powinno sie mówić Ko...Pangan

Bangkok pożegnał nas deszczem

a Moskwa znów przywitała nas słońcem, jeszcze kilka obrazków

a to taka ciekawostka , nie ma na mapce Polski ani Krakowa, ani Katowic .......czyzby dwa najważniejsze polskie miasta

Moskwa pożegnała nas znowu deszczem

i tak skończyła się nasza 7 przygoda z Tajlandią .....jeszcze raz podpisik

i to juz naprawde KONIEC dziękuję wszystkim, którzy wirtualnie chcieli ta podróż odbyc razem ze mną

Baj amigos do następnego razu ..............miejmy nadzieję że spotkamy się w Chinach

Wyszukaj w trip4cheap