Wakacje na Phuket - czy to stracony czas?

112 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
algida (nieaktywny)
Obrazek użytkownika algida

Ja PUket zawsze odradzam bo uwazam ze to slaby region w cudowej Taj Wink 

trina
Obrazek użytkownika trina
Offline
Ostatnio: 7 godzin 54 minuty temu
Rejestracja: 30 sty 2014

A ja chętnie popatrzę i na Phuket, bo w przeciwieństwie do większości tutaj jeszcze nie byłam w Taj. Ale na pewno tam dotrę, pewnie w połączeniu z Kambodżą, nie wiem tylko czy akurat na Phuket...

Każda relacja coś wnosi, więc dobrze Zającu, że piszesz i pokazujesz.

Aga_
Obrazek użytkownika Aga_
Offline
Ostatnio: 2 lata 1 miesiąc temu
Rejestracja: 22 lis 2013

Jak dla mnie żadne wakacje nie są stratą czasu... Smile więc podpatruję z ciekawością.

asica
Obrazek użytkownika asica
Offline
Ostatnio: 4 dni 22 godziny temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Dance 4

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 3 tygodnie 11 godzin temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Po mile spędzonym dniu na plaży postanowiliśmy odwiedzić znany kabaret transwestytów Simon Cabaret. Ponieważ odległość nie wydawała się zbyt duża poszliśmy na piechotę. Okazało się, że dotarliśmy nawet wcześniej, niż planowaliśmy więc po zakupie biletów pozostało nam dość czasu na zjedzenie kolacji. Po drodze widzieliśmy kilka lokali i wybór padł na typowo lokalny przybytek o charakterze rodzinnym. Na sali jako kelnerka babcia w wieku około 70, niezbyt już sprawna, ale bardzo miła.

Zdecydowaliśmy się na ryż z warzywami...

krewetki w czosnku...

oraz kurczaka z orzechami nerkowca w ananasie...

Babcia trochę się pogubiła w zamówieniach, musieliśmy więc trochę poczekać. Ale było warto... Potrawy wspaniałe...

Na koniec przyszedł syn, albo zięć, który robił za kucharza, przeprosił nas za oczekiwanie i nakrzyczał na starszą panią. Ale uspokoiliśmy go, że nic się nie stało, że rozumiemy starszą panią, bo swoje lata już ma, że sam mam starszą dość mamę i rozumiemy problemy starości, itd. Pan się uspokoił a my pożegnaliśmy się z naszą kelnerką... i chyba wszystko zakończyło się dobrze... Jeszcze raz podkreślę, że jedzenie warte było czekania...

No i wróciliśmy do kabaretu...

Obok wejścia znajduje się niewielka świątynia Chińska o dość oryginalnym wystroju... No i oczywiście z portretem Króla...

Świątynia chyba partonuje miejscowym rozgrywkom piłkarskim - tyle tam było piłek jako dary... A może chcieli w Tajsko-Chińskim Niebie stworzyć drużynę i dostarczyli sprzęt...

Ciekawym aspektem Tajlandii jest stosunek do Króla. Król nie jest siłą polityczną, ale autorytetem. Wprawdzie władzy nie sprawuje, ale też i ma na nią znaczący wpływ, jako autorytet, z którym liczą się wszystkie strony sporów politycznych. I Król nigdy się nie starzeje. Chociaż obecnie porusza się na wózku albo z dużą pomocą na wszystkich zdjęciach, ołtarzykach, pamiątkach itd. jest zawsze sporo młodszy niż w rzeczywistości...

Ni i czas na kabaret...

Występ świetny, zabawny, wesoły miło popatrzeć - niestety w trakcie występu nie wolno robić fotek...

Za to po występiw artyści/artystki wychodzą przed teatr i pozwalają się fotografować, oczywiście za kasę...

 

Trezba przyznać, że specjalistów od "przeróbek" i chirurgii plastycznej oraz kosmetycznej to mają w tej Tajlandii super...

Żeby tak poprzerabiać facetów... 

Trzeba też przyznać, że artystki/artyści są mistrzami make upu...

Niektórych Panów w Tajlandii podziwiamy za odwagę, bo można nieźle się wkopać i niespodzianka może okazać się niemiła... Ale o tym przy Bangla Road...

Duży Zając

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 3 tygodnie 11 godzin temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Po kabarecie w dobrych humorach wracamy do hotelu... Jutro kolejny dzień plażing, spacering, podglądanie obyczajów i zachowań...

Ale po drodze jeszcze miły akcent...

Duży Zając

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 3 tygodnie 11 godzin temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Plaża Patong jak plaża... Piasek jak Piasek... Tłoczno i bez rewelacji...

Ale kilka spacerów... Łyk czegoś zimnego po drodze... Kilka wejść do wody... I kolejny dzień dobiega wieczora...

Późnym popołudniem udajemy się znowu do OTOPu... Myszkujemy trochę po straganach i docieramy do restauracji.

Oglądamy wystawki, wybrzydzamy, przeglądamy menu...

Większość knajpek oferuje produkty, które w innych miejscach w Taj skonsumować można nieco taniej

Tym razem wybór pada na restaurację hindusko-tajską. Mały ostro wertuje menu...

No i wybór dokonany...

Są krewetki z orzechami nerkowca w sosie tamaryndowym, jest ryżyk, kurczaczek z warzywkami w sosie...

No i jest papaya salad... O sałatce tej nasłuchaliśmy się wiela, trzeba więc było popróbować...

Powiem, że nie przypadła nam zbytnio do gustu... Była stanowczo zbyt ostra na nasz gust... Ale trzeba było popróbować...

Obiad był dobry, ale bez rewelacji więc kolejnego dnia będziemy szukać dalej... Przecież jutro też jest dzień...

A po drodze do hotelu stoisko z kurczaczkami...

Duży Zając

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 3 tygodnie 11 godzin temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Kolejny dzień na plaży... Kolejne drineczki, kolejne podpatrywanie świata i ludzi...

Tym razem kolacja szybsza, bo są plany na wieczór...

A więc rodzaj tajskiej sałaty z grzybami w sosie... Pyszotka...

Dalej wieprzowinka z kukurydzą, groszkiem i innymi warzywkami... paluszki lizać...

No i krewetki z chili i cebulą... coś wspaniałego...

Po świetnej kolacji znowu za nieco ponad 300 THB brykamy zobaczyć jak wygląda Bangla Road nocą... Trzeba sprawdzić, czy sprosta oczekiwaniom wynikającym z opisów...

Jest tłoczno, gra muzyka - fajna muzyka, jest wesoło. W co drugiej knajpie gra kapela na żywo, ludzie piją, bawią się cieszą życiem...

I jest mniej sprośnie, niż opowiadano...

Tiger robi lepsze wrażenie w nocy niż w dzień... Jest full

Po ulicy spaceruje paru panów najwyraźniej szukających okazji, są i panienki szukające sponsora...

Są tańce na rurze i są naganiacze zachęcający do odwiedzenia usytuowanych w bocznych uliczkach klubów oferujących specjalne atrakcje...

Bardzo dużo poszukujących wrażeń turystów i turystek... Ale w barach zbytniego tłoku nie ma...

Za odpowiednie wbicie w pieniek gwoździe można dostać darmowego drinka...

No ale Amsterdam to to nie jest... TYle, że taniej...

Można dla wybranki zakupić ładne kwiatki - ale bardzo drogo... Jednak przecież w odpowiedniej sytuacji nikt nie będzie liczył się z każdym groszem...

Bary wszelkiej maści kuszą muzyką, panienkami, nazwą, lub ukierunkowaniem narodowym...

No i są panienki "przerobione... Zawsze wzbudzają wśród turystów wielkie zainteresowanie... Ale uwaga, nie należy ich denerwować...

Za kilka THB można "panienkę potrzymać za sztucznie dodany cyycek... A ile z tego radości.... A jak kumple w pracy albo w pubie będą zazdrościć...

Z wiekiem czar pryska, ale można nadal zarabiać, bardziej jako clown niż panienka...

Starsi państwo oglądają pokaz uliczny z dużą ciekawością...

No bo czyż nie można byłoby się pomylić...

No ale co toi jest te 20 THB za fotkę... I to z "taką laską"...

Stroje fantastyczne... tylko czasem już nawet chirurg plastyczny nie jest w stanie więcej pomóc...

Zabawa trwa do świtu... Tylko czasem zostaje po niej niemiła pamiątka...

A czasem następuje nagłe wytrzeźwienie, kiedy okazuje się, że ta piękna panienka ma pewien "defekt" między nogami...

Dochodzimy do plaży i postanawiamy zakończyć wieczór puszczeniem w niebo naszych życzeń... Leć Valentine... wysoko i daleko...

Zaledwie 100 THB a jaka radość... i będzie co wspominać...

I poleciały życzenia daleko, wysoko i przez jeszcze jakieś 15 minut można było śledzić ich bieg...

W drodze powrotnej do hotelu naleśniczek...

I fascynacjapanią, która małym nożykiem i pędzelkiem z farbami tworzyła cudeńka z kostek mydła...

Duży Zając

algida (nieaktywny)
Obrazek użytkownika algida

widze kurczaka z nerkowcami ;-), tez czesto zamawiam Wink

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 3 tygodnie 11 godzin temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Dziś wybieramy się nieco pooglądać... Najpierw jedziemy do największego na Phuket sklepu z biżuterią...

Droga ładna, najpierw w góre, później w dół... Miło przyjemnie... Ładne widoczki...

Tylko czemu muszą jeździć pod prąd... A, nie... Tu przecież po angielsku - ruch lewostronny... I dobrze im tak...

Sklep z biżuterią ogromny... Parę tysięcy metrów... Podzielony na różne rodzaje towaru - perły, kamienie szlachetne i półszlachetne, wyroby...

Wybór ogromny... Niestety fotki trzeba zakończyć w hallu wejściowym...

A tu ładne okazy muszli (też takie do kupienia)...

Ołtarzyk z Królem... I pierwszy raz widziałem, żeby jako ofiarę dla Króla stawiać flaszkę Johnniego Walkera... Ale co kraj...

Są też bardzo misterne rzeźby w drewnie... Niektóre całkiem ładne. Tylko jak to targać do domu? Nie ma problemu, Mister. Prześlemy frachtem...

Dla naszego ulubionego Ganesha Zając ma ofertę specjalną...

Po całkiem udanym zwiedzaniu jedziemy do fermy motyli...

Przemiło... Można zobaczyć wszystko, co dotyczy motyli, posiedzieć w przemiłym ogrodzie i naoglądać się ładnych motylków...

Ot taki spokojny wypoczynek wśród latających i siadających na wszystkim kolorów...

Są oczywiście karmidełka dla motylków... Każdy odwiedzający dostaje też swoją miseczkę, żeby przyciągnąc je do siebie... Tłoku nie ma. Zaledwie kilku zwiedzających...

Jeden z motylków chciał koniecznie sprawdzić co Zając ma w tylnej kieszeni spodni...

Jego kolega uznał, że okulary z diamencikami są znacznie bardziej interesujące - siedział tak z 10minut...

Można byłoby tak siedzieć długo... Ale trzeba wracać, bo jedziemy do FantaSea obejrzeć turystyczne show w tajskim stylu...

Duży Zając

Strony

Wyszukaj w trip4cheap