Wakacje na Phuket - czy to stracony czas?

112 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 2 tygodnie temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Podziwiamy kolejne formacje skalne Phang Nga

Zapewne ciekawe musiałyby być wyniki badań petrograficznych skał, ponieważ widać, że budowa tych wysepek nie jest jednorodna i składa się z licznych warstw poprzeplatanych minerałów różnego rodzaju

Tutaj kolejne hongi i kolejna grupa oglądających je turystów...

A za chwilę zatrzymamy się w muzułmańskiej wiosce na wodzie, której ponad 400 mieszkańców to jedna rodzina...

 

Po drodze spoglądamy jeszcze na pono prehistoryczne rysunki na ścianie czegoś, co kiedyś było jaskinią...

No i dobijamy...

Jeden z mieszkańców zajmuje się hodowlą takich oto bardzo pięknych i przyjaźnie nastawionych do odwiedzających ptaszków...

Miło potrzymać je na rękach (chociaż Mały ma na ten temat nieco inne zdanie...)

Po około godzinnym postoju na zwiedzanie wioski z możliwością zakupów płyniemy dalej. Kierunek Wyspa z filmu o Agencie 007...

No i dopływamy do plaży... Jest już późne popołudnie i na wyspie jest zaledwie kilka osób. Zamknięte są już za to stragany dla turystów... I bardzo dobrze...

Tu również widać ciekawy układ warstw mineralnych w skale...

No i jest... Słynna stercząca z wody pałka

Trzeba przyznać, że widoki są bardzo malownicze...

Zając Mniejszy zabiera się za eksplorację okolicy...

Zaczyna się robić coraz później więc odpływamy w kierunku Phuket

A po kilkunastu minutach zaczyna się piękny zachód słońca w Phang Nga...

Po tym pięknym spektaklu wracamy na Phuket w ciemności

No a po powrocie konieczne jest omówienie wrażeń przy kolacji.

Dziś to zupa z kulkami mięsnymi i makaronem ryżowym

Tajski omlet z warzywami i wieprzowinką...

No i do pełnego zestawu Morning Glory...

Jak przy każdej kolacji wybór okazuje się świetny, dania są wspaniałe w smaku a cena znowu około 350 THB. Bajka...

Duży Zając

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 2 tygodnie temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Dzisiaj bierzemy na cały dzień samochód z kierowcą i pooglądamy różne miejsca na wyspie.

Kierowcy "hotelowi" życzą sobie za dzień 3500 THB. To przesada. Na postoju utargowujemy cenę na 2500 THB. To też nie jest mało, ale szkoda czasu na targowanie. 

Jedziemy najpierw do Świata Pereł...

W firmie Perły Phuket można zapoznać się z procesem produkcji pereł, oceną ich jakości, zobaczyć wyroby i zanabyć to, co wpadnie w oko...

Przesympatyczna starsza pani opowiada o perłach - Jak wyglądają najtańsze, słodkowodne. Jak hoduje się te droższe - morskie i te najdroższe. Pokazuje przykłady wyrobów...

Wskazuje dlaczego perły, które wydają się wyglądać tak samo różnią się ceną nawet o kilkaset procent.

Tak wyglądają sznury "zapłodnionych" ziarenkiem "zarodka" pereł, które trafiają do wody do dalszej produkcji...

 

Skorupiaki tego typu, prowadzone między siatkami dają najtańsze perły, bo produkują ich najwięcej...

Te natomiast produkują po jednej tylko perle i dlatego produkty otrzymane z nich są najdroższe. Reprezentują także najwyższą jakość 

Po załatwieniu interesów "na perłowo" udajemy się do parku na wzgórzu, skąd roztaczają się widoki na nieomal całą wyspę...

 

Jest tu i pomnik jego założyciela...

Po nacieszeniu oka widoczkami udajemy się do zakładu przetwarzającego orzechy nerkowca.

Okazało się tutaj, że nasze pojęcie o tym jak powinien wyglądać orzech było całkowicie błędne...

Przed zakładem rośnie drzewo nerkowca obwieszone sztucznymi owocami... Jest też i pomnik nerkowca...

Pani pokazuje nam owoc. Wygląda jak średniej wielkości papryczka z twardym wyrostkiem na dole.

I to właśnie ten wyrostek zawiera owoc czyli orzech...

Do pozyskania orzecha nie wystarczy ani młotek, ani kombinerki, ani nawet szczypce do orzechów... Potrzebna jest specjalna piła taśmowa, żeby orzech odciąć i rozciąć...

Kupujemy kilka paczek z bieżącej produkcji jako potencjalny dodatek do gotowanych w domu dań i jedziemy dalej...

Zatrzymujemy się przy dużym sklepie z pamiątkami przed którym znajduje się kilka straganów z owocami... Chcemy zobaczyć, co podsuwa się tu turystom...

Pobyt umila pan grający na tajskim ksylofonie...

W sklepie masa typowo turystycznych "pamiątek" ale też i kilka interesujących obiektów. Skóry węży piękne. Na buciki w sam raz... Ale niestety certyfikatów brak, a to wyklucza możliwość zakupu i przywiezienia do Europy - Co innego zakup do Rosji... Nawet oferta handlowa sformułowana jest w odpowiednim języku...

Idziemy obejrzeć owoce... Nawet niezły wybór, ale ceny typowo turystyczne... Parę kroków dalej można będzie kupić to samo za połowę lub jedną trzecią tej ceny...

 

Obejrzeliśmy, popatrzyliśmy na ceny, stwierdziliśmy, że z zakupami poczekamy do targu i już mieliśmy wsiadać do samochodu, ale jest jeszcze jedna atrakcja...

Duży Zając

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 2 tygodnie temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Pod daszkiem stoi mały słonik. Ma na wygląd około 2 miesiące i czeka na chętnych do zabawy, karmienia i fotografii...

 

Opłata za zabawę ze słonikiem to cena zakupu miseczki z posiłkiem dla słonika - maluch dostaje banany i ogórka... Całe 100 THB a lie radości i to obustronnej...

Trzeba byłoby rozwiać pewne nieporozumienia dotyczące losu słoni w Tajlandii.

Bardzo wiele wyjaśnił emitowany ostatnio w polskiej TV program Wojciecha Cejrowskiego na ten temat rozwiewający wiele dotyczących słoni mitów...

Po pierwsze, słoń występuje w dwóch "formach" - dzikiej i udomowionej. Forma udomowiona ma za sobą kilkusetletnią historię. O ile słoń dziki jest zwierzęciem, które może być niebezpieczne dla człowieka (liczba ofiar ataku słoni w Indiach na przykład jest znacznie większa niż ofiar tygrysów) o tyle słoń udomowiony jest porównywalny pod pewnymi względami z koniem. Też lubi się włóczyć gdzie go oczy poniosą. A że widzi dość słabo, nie za bardzo zwraca uwagę na to gdzie idzie i często może spowodować znaczne szkody całkowicie bez złych zamiarów. Stąd konieczność "palikowania" słoni, tak jak koni czy krów. Różnica polega na tym, że o ile na konia czy krowę wystarczy grubszy sznurek, na słonia potrzebny niestety jest łańcuch... A jest jak w starym powiedzeniu: "Gdzie sypia słoń? Tam gdzie ma ochotę. I to naprawdę nie jest jego problem..."

Po drugie, słoń ma dość znaczny "Udzwig". Kiedy słonie pracowały w leśnictwie i transporcie podnosiły kilkusetkilogramowe ciężary jako standard. Niestety, pracę w zakresie dźwigania towarów przejęły maszyny i słonie zostały "przebranżowione, z leśnictwa i transportu do turystyki. I tu, dzwignięcie nawet czwórki niezbyt chudych turystów nie robi na słoniu większego wrażenia. A jednocześnie praca w turystyce pozwala zarobić na kilkaset kilo paszy potrzebnej słoniowi dziennie.

Po trzecie, słonie w Tajlandii są własnością i podlegają opiece Króla. Mahoud jest jedynie opiekunem, można powiedzieć dzierżawcą słonia, który odpowiada za jego utrzymanie

Po czwarte, słoń się uczy. Nie jest głupi, mimo, że stosunek masy ciała do masy mózgu nie jest korzystny, słoń potrafi wiele się nauczyć. Kiedyś uczył się pracy przy zrywce i zwózce drzewa, teraz uczy się sztuczek do pokazywania turystom...

Po czwarte, słoń żyje tyle co, a w azjatyckich stosunkach dłużej niż, przeciętny człowiek. Słoń osiąga często wiek przekraczający 80 lat. I tak jak człowiek, słoń ma w życiu trzy etapy. Przez pierwsze 16 lat życia uczy się, później do 60 pracuje. I zgodnie z prawem Tajlandii, w wieku 60 lat przechodzi na emeryture (ale tak jak emeryt w Polsce, ma prawo do emerytury dorobić) - patrz program Cejrowskiego.

Po piąte, słoń jest pamiętliwy, więc patrząc na skalę, to raczej człowiekowi zależy na tym, żeby mieć dobre kontakty ze słoniem, niż odwrotnie. Bo słoń potrafi "ukarać" swojego prześladowcę za wyrządzoną krzywdę nawet po wielu latach.

Po szóste, laska, którą posługuje się Mahoud zakończona kolcem i hakiem służy do sterowania słoniem i tak jak w przypadku konia szpicruta i ostrogi nie służy temu, by kaleczyć słonia, ale jest narzędziem wydawania poleceń. Długość kolca i haka nie wystarczą na to, by słoniowi przebić skórę.

Szczersze polecam program Cejrowskiego, bo pokazuje bardzo wiele i bardzo wiele pozwala zrozumieć...

Tak więc nie przesadzajmy z lamentami nad "tragicznym losem słoni w Tajlandii". Słoń z zasady jest przyjacielem zwojego opiekuna. A że wypadki się zdarzają, to trochę tak, jak z pedofilią w pewnej szacownej instytucji...

Dla nas obojga kontakt ze słoniem jest przeżyciem i ceniąc te zwierzęta staramy się zrozumieć ich funkcjonowanie. A kontakt z trąbą, która ma podobno około 3000 mięśni i ani jednej kości bywa wspaniały...

Ten kolega, mimo młodego wieku, miał już swoje preferencje. Wybierał banany. Natomiast ogórki mu nie smakowały i rozrzucał je wokoło...

I tak piękna zabawa ze słoniem dzidzią dobiegła końca... Jedziemy dalej...

Duży Zając

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 2 tygodnie temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Kolejne miejsce to Świątynia Wat Chalong. Okazuje się, że trafiamy przy Świątyni na odpustowy jarmark,więc czas potrzebny nam w tym miejscu znacznie się wydłuża.

Warto dopytać o to, kiedy wypada jarmark przy świątyni i pojechać tam właśnie w takim dniu. Znacznie wzbogaci to naszą wiedzę i odbiór Phuket...

Podjeżdżamy "od tyłu" po z przodu się nie da. Wszystko zastawione straganami... Ale najpierw Świątynia...

Dochodzi się do niej od tyłu przez park...

Architektura jest dość bogata. Jak każda Świątynia w Taj wszystkie jej elementy wręcz ociekają złotem

Zachwyca jednocześnie precyzja i staranność wykonania dekoracji architektonicznej...

Świątynia, jeśli chodzi o budynek główny ma kilka pięter i na każdym znajdziemy liczne posągi Buddy oraz malowidła przedstawiające historię Jego życia...

Wchodząc do wnętrza warto zwrócić uwagę na wspaniale dekorowane drzwi...(niestety za płytą pleksy...)

Marmurowy Budda na ołtarzu jest dość standardowy...

Oczywiście po bokach ma odpowiednią "eskortę".

Na najwyższej kondygnacji znajduje się "światło" w formie szklanej ampuły

Z górnego tarasu można spojrzeć na okolicę i sąsiednie budynki

Widać, że Świątynia żyje - Odwiedzający bazar Tajowie znajdują moment, aby przyjść i oddać cześć swojemu Bogu...

Przechodzimy do budynku obok gdzie balustrady strzegą głowy węży...

Poza posągiem Buddy znajdują się tutaj pomniki zasłużonych mnichów z tej Świątyni

Patrzę, przecieram oczy i nie wierzę temu co widzę...

Wierny modli się, wstaje, wyciąga papierosa, zapala i... wsadza papierosa w usta posągu...

Ogląd podłogi wskazuje, że podających posągowi papierosa jest wielu... wielu także składa mu papierosy w ofierze...

Skąd to się wzięło? Okazuje się, że upamiętniony był nałogowym palaczem i czerpał z tego wielką przyjemność. Teraz wspominający go jako Wielkiego Męża wierni starają mu się przypodobać obdarowując papierosami i "dając dyma"... (niestety zdjęcie nie wyszło zbyt dobrze, ale cóż... tak bywa...)

Obok Świątyni znajduje się dom Przerzełożonego - ładna, wyposażona w zdobione elementy konstrukcja z drewna tekowego...

We wnętrzu upamiętniono jego dawniejszych wielkich mieszkańców...

Na wyposażeniu znajdują się też wspaniale rzeźbione ołtarzyki drewniane zdobione na przykład masą perłową, służące jako podstawa dla posągów Buddy

Nie może też zabraknąć Króla

I kolejny budynek Świątyni...

Tu na tronie, otoczony słoniowymi kłami siedzi posąg najznamienitszego ze wszystkich mnichów w historii teg klasztoru

Tutaj też odbywa się "złocenie" figur wielkich ... Wierni kupują złoto w mikroskopijnej grubości płatkach i oklejają nim wystawione figury... Zając Mały też się dołączył...

Jednym z podstawowych elementów parku wokół Świątyni jest Słoń mający specjalną pozycję w tajskich wierzeniach...

I to by było na tyle, jeśli chodzi o Świątynny kompleks Wat Chalong...

Teraz kierujemy swe kroki na jarmark...

Duży Zając

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 2 miesiące 1 dzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Cudowne to maleństwo, piękna sesja ze słonikiem, to musiało byc piękne przeżycie  Preved

malaria (nieaktywny)
Obrazek użytkownika malaria

Doczytałam, możemy jechać dalej Biggrin

Słoniki słodziutkie Smile Piękne mi "ptaszki". Chyba bez rękawicy nie dałabym rady ich tak posadzić Biggrin

Nie powinnam w ogóle czytać relacji z Taj jak mi burczy w brzuchu Lol

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 2 tygodnie temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Witaj Bepi. Zgadzam się... Mały był wręcz wniebowzięty... Jak napisałem Słonie mają u nas swoje specjalne miejsce... Mały nie tylko ma "prawo jazdy" na słonia zdobyte na Sri Lance, ale też posiada doświadczenie jako "ręczna myjnia dla słonia"...

Witaj Anulka82503 - Dla mnie te ptasiule były wspaniałe... Mały miał problem, żeby się do nich chociaż zbliżyć...

Co do "głodu" to w Taj trzeba byłoby się bardzo starać, żeby być głodnym, bo jedzenie jest wszędzie. A dobrze pooglądać, bo może pojawi się jakaś idea na kolejny domowy obiadek...

Duży Zając

karisss
Obrazek użytkownika karisss
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 1 tydzień temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

anulka82503 :

Nie powinnam w ogóle czytać relacji z Taj jak mi burczy w brzuchu Lol

POTWIERDZAM JA TEŻ !!!!

Biggrin

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 2 tygodnie temu
Rejestracja: 21 sty 2014

W pierwszej kolejności idziemy pooglądać część jarmarku poświęconą orchideom. Po tej wizycie odpuściliśmy sobie farmę orchidei. Kilka osób stwierdziło również, że po tym, co można było zobaczyć na targu żadne gospodarstwo produkcyjne nie pokaże takiego bogactwa.

Ogromną szkodą jest to, że przepisy fitosanitarne uniemożliwiają praktycznie przywóz orchidei do Europy (legalny), bo ceny byłu wręcz śmieszne. Duża kępa kwitnących orchidei, których kwiaty kupowało się kiedyś w Polsce za duże pieniądze pojedynczo osadzone w plastikowych pojemniczkach tutaj kosztowała 150 THB czyli całe 15 zł...

Ten rodzaj orchidei jest chyba najbardziej rozpowszechniony. Można spotkać go najczęściej na bazarach, w hotelach, w sklepach, restauracjach its. jako dekorację...

Takie wspaniałości, a to przecież tylko zwykły jarmark pod Świątynią... Codziennie w jakiejś innej miejscowości na Phuket odbywa się jakiś jarmark i przy każdej okazji jest tam co pooglądać... 

No ale koniec z kwiatlkami... Przyszła pora na dalsze drażnienie Anulki - konsumpcyjna część jarmarku w kolejnej odsłonie...

Duży Zając

Duży Zając
Obrazek użytkownika Duży Zając
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 2 tygodnie temu
Rejestracja: 21 sty 2014

Ponieważ bardzo lubimy potrawy w sosie tamaryndowym postanowiliśmy najpierw odszukać "winowajcę" i oto jest stragan ze strąkami tamaryndowca...

Poza samymi strąkami można zakupić przetworzony już sos oraz pastę z tamaryndowca...

A teraz kilka przysmaków. Na pierwszy ogień "omleciki" z różnorodnym wypełnieniem - na ostro i na słodko...Do woli... i jak kto lubi...

Na kolejnym straganie odbywa się smażenie przepiórczych jajek na specjalnej patelni...

Ponieważ jajeczka są malutkie, więc kupuje się ich całą miseczkę...

Bardzo popularne są zawinięte w "naleśniczek" parówki... Oczywiście jest do tego i wybór sosów...

Na kijek do szaszłyków nadziać można praktycznie wszystko co daje się podgrzać... A z kijka je się łatwo i bez sztućców...

Ryba w Taj to jeden z głównych surowców na obiad. Można kupić przygotowaną do smażenia lub gotową w formie do natychmiastowego spożycia. Można też wybrać przygotowaną i poczekać na jej usmażenie...

To nadal rybka... 

Do potraw, jak u nas kiszona kapusta czy ogórki, w Taj dodaje się miejscowe kiszonki. Mają bardzo zróżnicowane smaki, poziom ostrości i zapachy (niektóre w naszym odczuciu podle śmierdzą...)

Pono najlepsze kasztany są na placu Pigalle ale i w Taj popularne są kasztany pieczone węglu drzewnym...

Są też oczywiście i pierożki oraz kluski przypominające nieco nasze pyzy...

Zupa to podstawa - powód jest prosty - nic nie może się zmarnować. Na targach kupuje się ją zazwyczaj w plastikowym worku lub do spożycia na miejscu w jednorazowej miseczce...

U nas luty a tutaj świeżutkie truskaweczki na deser...

Jackfruit (chlebowiec) to nie to samo co durian - nie śmierdzi i w zależności od stopnia dojrzałości ma bardzo różne smaki...

I jeszcze patyczki, ale i krewetki pod lodem i pyzy...

Tajski omlet ma różne formy. Ten omlet nieco przypominał Małemu węgierskie langosze... Ale jaki wygląd...

Oczywiście jedzenie trzeba popić, nie koniecznie Changiem... Mamy więc wybór soczków od mango, przez kokos, po pomarańcze i mandarynki...

Są też i produkty, których, jak to się często zdarza w Taj, nie udało nam się zidentyfikować... Zapewne jest to coś związanego z morzem, bo wymaga stałego chłodzenia...

Oczywiście przy Świątyni musi też być możliwość zakupu kwiatów lotosu nie w celach spożywczych, tylko na ofiarę... No a wtedy zakup taki wiąże się z zakupem pałeczek zapachowych...

Niestety czas jest nieubłagany.... Mamy jeszcze co nieco w planach, więc musimy wracać do samochodu, który zaparkowany jest przy restauracji otoczonej parkiem i kwiatami...

I tutaj też wśród kwiatów pojawiają się słonie...

Kępy stroczyków przywiązuje się do drzewa sznurkiem, żyłką lub drutem i to im wystarcza...

No ale pora jechać... Następny przystanek to Wielki Budda w budowie...

Duży Zając

Strony

Wyszukaj w trip4cheap