...

 


 


42 kwadranse do raju, czyli Zanzibar z Siostrą

92 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 1 dzień 22 godziny temu
Rejestracja: 10 lip 2016

No dobra, zbieram dupe w troki i kończę tę relacje. Aż wstyd, że w między czasie połowa forum już była na Zanzi, druga połowa już jest na odliczance i zaraz leci na Zanci, a trzecia połowa  pewnie już myśli o wyprawie na Zanzi.

------

Sobota wciąż się nie kończy. Wieczorem naokoło hotelowego basenu rozkłada się mały "targ" lokalnych rupieci. Nie pstryknełam ani jednej fotki, bo byłam tak zajęta zakupami. Oprócz kilku woreczków przypraw siostra zakupiła sobie branzoletke z kupy słonia. Tak tak Z KUPY SŁONIA.

No dobra, może nie z kupy, ale z dużym prawdopodobieństwem z kupą słonia. Te czarne splecione "żyłki" to włosy z ogona słoniowego. Zapachu dziwnego nie stwierdziłam.

Ja za to chciałam sobie upolować nóż (wyglądający jak mały miecz), który Masajowie noszą przy pasku. Kiedyś widziałam na jakimś stoisku. Teraz jednak nigdzie nie było. Więc zagadałyśmy jednego młodego przedsiębiorcę i ten natychmiast stierdził, że załatwi. Pobiegł, za trzy minuty wrócił z kolegą i powiedział, że kolega sprzeda mi swój osobisty. Kolega nic nie mówił ale mine miał taką jakbym co najmniej chciała dwie nerki na raz. Ale sprzedał. 

Kozik wygląda tak i wciąż troszke trąci rybką. Przeleciał cztery lotniska w trzech krajach i nikt nie miał problemu, że wożę sobie broń w bagażu głównym. 

Więc robimy sobie zakupy a tu nagle połowa biznesmenów wstaje jak na rozkaz i rusza na parkiet. Zostajemy uraczeni małym show. Panowe tańczą i akompaniują sobie niezłym murmurandem. (filmik marny, bo tylko telefonem kręcony) Całe przedstawienie trwa jakieś 20 minut. Wykonują kilka kawałków: taniec słonia, polowanie na lwa, itp. Wszystko jest takie samo na pierwszy rzut oka, na drugi rzut już nie ma czasu.

Po tych atrakcjach hotel organizuje dyskotekę. Muzyka jest żywa i obfituje w międzynarodowe hity.

Kończymy dzień doskonałą lampką czerwonego wina i padamy jak malaryczne komary.

perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 1 dzień 22 godziny temu
Rejestracja: 10 lip 2016

Kolejny piękny dzień budzi się do życia. My też. Jest niedziela, więc tak tradycyjnie po polsku wybierzemy się do kościoła. No i do kilku innych miejsc w Stone Town.

Jak zwykle zaraz po śniadaniu ruszamy naszą tropikalną strzałą i jak zwykle wpadamy w dziure czasową, bo na miejsce docieramy w południe. Ja nie wiem jak ten czas działa na wyspie. Parkujemy na tym samym parkingu co wcześniej. Tym razem pani parkingowa nas nie widzi, zajęta jest.

Zaraz przy parkingu jest duży targ. Wszyscy zachęcają do swoich produktów. Przechadzamy się przyglądając się cenom. Jeden pan bardzo energicznie nas zagaduje, że ma super ceny na stoisku w środku targowiska, nie chce za żadne skarby świata podac ceny za wanilie, ale dajemy się skusić na prezentacje i ruszamy za panem. Wybrał chyba najgorszą drogę bo przez hale z mięsem. fuj fuj fuj. Smrodek i muchy. Ale faktycznie udało nam się obkupić w wanilie, pieprz, trawe cytrynową, i inne za całkiem fajną cene. Oczywiście po zaciekłych negocjacjach cenowych na sam koniec dostajemy jeszcze gratisa.

Ruszamy zwiedzać najważniejsze zabytki stolicy. 

Na pierwszy rzut idzie Slave Market i Christ Church Cathedral.

Przy wejściu pani strażniczka pilnuje odpowiednich strojów. Ma cały kosz z chustami (gratis), trzeba zakryć nogi, ale ramiona już mogą być odkryte. Po odzianiu się natychmiast przejmuje nas przewodnik, idziemy kupić bilety wstępu (nie pamiętam ceny niestety) i ruszamy zwiedzać, najpierw katedre. Akurat trwała msza, więc tylko jedno zerknięcie do środka.

   

   

Na dziedzińcu jest pomnik upamiętniający handel niewolnikami. Przewodnik kilka razy powtarza, że łańcuch jest z tamtych czasów, że był na szyi niejedneko człowieka.

Schodzimy do piwnic gdzie niewolnicy oczekiwali na sprzedanie. Piwnica jest niska, ma malutkie okienka, wilgotność powietrza, o ile to możliwe, jest tam jeszcze wyższa. Malutkie pomieszczenie było przeznaczone dla 75 osób.

Nad piwnicami jest ciekawa wystawa o historii miasta i niewolnictwa. Można czytać i czytać, ale upał jest okropny i szybko wychodzimy.

Żegnamy się z przewodnikiem i zostawiamy mały napiwek.

Ruszamy dalej w miasto. Mijamy centrum komunikacji ze wszechświatem

i truchtamy uliczkami.

   

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 7 godzin 11 minut temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Noooo Pereira brawo Yahoo

ja jestem w tej czwartej połowie, nie byłem i na razie sie nie wybieram,ale z przyjemnością poczytam

perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 1 dzień 22 godziny temu
Rejestracja: 10 lip 2016

Wiktor, dobrze, że czuwasz i przypomniałeś mi o czwartej połowie Good

---

300 metrów i dwa zakręty dalej widzimy perską łaźnię.

Płacimy 2500 tsh od łebka i przewodnik zabiera nas do środka. Opowiada dużo i ciekawie i jedyne co mu przeszkadza w pracy to nasze przystanki na fotki. W końcu mówi wprost, że oprowadzi nas do końca, a potem możemy sobie zrobić rundkę na zdjęcia. Świetny plan.

Łaźnia zbudowana pod kniec 19w dla sułtana i jego świty. Budynek parterowy, niektóre pomieszczenia miały podniesioną podlogę. Dużo pomieszczeń o konkretnych przeznaczeniach: sauna, łaźnie z ciepła i zimną wodą, oddzielne "katorki" przeznaczone do golenia się, salka koncertowa, sala do masażu. Przez cały budynek biegnie baaaardzo długa pojedyncza rynienka, która dostarczała wodę do każdego pomieszczenia po kolei, zbiornik na wodę był na dachu, zbierał deszczówke.

   

   

Na sam koniec weszliśmy na dach. Jednak budynek okazał się być mikry i widoków nie było. Za to rozpętała się straszliwa burza. Grzmiało groźnie i dość blisko, zaczęło kropić, temperatura spadła wyczuwalnie. No i niestety po 5 minutach burzach zanikła a temperatura wróciła do piekielnej.

Przyszła pora na wrzucenie czegoś na ząb. Wybrałyśmy najbardziej widoczną knajpe w mieście The Floating Restaurant.

Klientów jak na lekarstwo, ale ja szczerze polecam, jedzenie świetne, ceny bardzo fajne.

Małe pierożki z mięsem,samosa, niebo w gębię!!!! Sałatka pieruńsko ostra a kurczaczek w takich azjatyckich smakach. 

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Online
Ostatnio: 8 minut 31 sekund temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Perejra, chętnie czytam, pisz dalej.Oprócz widoków temat zakupów i jedzenia jak najbardziej ciekawy.

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 2 godziny 55 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Perejra brawo że wróciłaś do pisania  Yahoo

ja z koleii jestem w chyba już w piątej połowce he he nie byłam ,ale mam w planach , może w połaczeniu z safari ?

Ta piwnica niewolników robi wrażenie,  czy też ten makabryczny ale oryginalny łańcuch..

No trip no life

perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 1 dzień 22 godziny temu
Rejestracja: 10 lip 2016

Nelcia, już nie pamiętam ale zakładam, że autentyk, bo więcej łańcuchów nigdzie nie leżało.

Asia-A, na targu wanilia po 5 dolców za opakowanie, w opakowaniu przeważnie 5 lasek, u pana, który nas namówił na zakupy po 7 lasek za piątaka. Inne przyprawy od 3 do 5 dolarów za worek. O dziwo pieprz był tym droższym towarem. No i jeszcze dla Ciebie i dla wszystkich zainteresowanych menu z knajpy (ceny w tsh)

  

A my najedzone i napojone piwem Serengetti (w mojej opinii taki troche sikacz) idziemy dalej w miasto. W zasadzie już tuż obok jest House of Wonders, wybudowany przez/dla sułtana Zanzibaru w 1883r. Największy budynek w mieście i najbardziej nowoczesny na tamtą chwilę: pierwszy na całej wyspie z elektrycznością i windą. Wejście chyba za 4 lub 5 dolców (nie pamiętam, a notatki milczą na ten temat), zaraz przy wejściu przejmuje nas przewodnik i oprowadza i opowiada o historii, o władcach, o niewolnictwie, o wojnach. Robi to bardzo szybko i większość informacji przepada w natłoku. Cały budynek jest jednym wielkim muzeum historycznym, niezliczona ilość zdjęć i pamiątek. Ciekawe.

    

    

Budynek niestety błaga o remont. Nawet eksponaty takie wyblakłe.

Na koniec zwiedzania zaskoczyła nas przykra niespodzianka. Przewodnik oświadczył, że należy mu się tyle a tyle napiwku. Przy akompaniamencie mojego niezadowolenia dostał może jedną trzecią. Ja rozumiem, że zarobek na turystach to ich chleb powszedni, ale można uprzedzić, że jest cennik. Skołatane nerwy ukoił widok po wyjściu

Czas leci jak oszalały. Idziemy w średnio określonym kierunku. Przed nami Old Fort, ale jedyne na co mamy siły to posiedzieć w cieniu na trawce. Można tam coś zwiedzić, bilet co łaska, ale rezygnujemy. Można też zaopatrzyć się w pamiątki, ale też rezygnujemy.

Po regeneracji, która w zasadzie nic nie dała, dowlekamy się do National Museum. Przy muzeum znajduje się stary cmentarz królewsko/sułtański.

I muzeum właściwie, bilety po 3$, od razu dziękujemy za przewodnika i spacerujemy solo. Ekspozycja to w jednej części powtórzenie tego co w House of Wonders, w drugiej części wystawa meblowa z kilku stuleci.

   

  

No ładnie, ładnie, ale jakoś wszystko już się zlewa w jedną plamę. Ten upał i wilgotność daje się we znaki. 

W planach był jeszcze dom rodzinny Freddiego Mercurego, ale znowu rezygnujemy. Idziemy w strone auta. Pamiętając o uzupełnianiu płynów siadamy jeszcze w knajpce gdzie Freddie podobno bywał. Zimne piwo jest jak balsam dla ciała i duszy. Delektujemy się siedzeniem na tyłkach i zapowiadającym się zachodem słońca.

perejra
Obrazek użytkownika perejra
Offline
Ostatnio: 1 dzień 22 godziny temu
Rejestracja: 10 lip 2016

Ostatni i zarazem najpiękniejszy obiekt, który zwiedzamy to Old Dispensary. Powstał końcem XIXw jako szpital dla ubogich, ale szybko zmienił właściciela i częściowo pozostał szpitalem a częściowo apartamentowcem. Teraz znajduje się tam mini muzeum historyczne i biura. Ale za to wyremontowane krużganki robią niesamowite wrażenie.

    

   

Wykończone ale jednak pełne wrażeń docieramy o zmroku do auta. Pani parkingowa gdzieś tam przemknęła, ale nie podeszła. My nie uciekając i nie kryjąc się powoli odjechałyśmy w siną dal bez uiszczania opłaty. Nie czuję się szczególnie winna z tego powodu, bo wciąż mam uczucie, że za pierwszym razem jak tam parkowałyśmy to pani nas nieźle skroiła.

Podróż do hotelu po zmroku to nowe doznania. W mieście ruch już nie jest taki duży i na spokojnie jedziemy nie konkurując z każdym innym pojazdem o miejsce na drugiego, trzeciego i czwartego.

Za miastem robi się troche bardziej rozrywkowo, bo nie ma za kim jechać, jest ciemno jak w czterek literach i w nieoświetlonych wioseczkach ludzie lubią sobie siedzieć na skraju asfaltu.

Bez szkód dla miejscowej ludności i siebie docieramy do hotelu. I tylko papu, paciorek i spać.

_Huragan_
Obrazek użytkownika _Huragan_
Online
Ostatnio: 1 godzina 35 minut temu
Rejestracja: 13 cze 2015

duzo tam do zobaczenia tez od strony historyczno-architektonicznej , a nie tylko palmy i plaze,jak pewnie wiekszosc mysli.ciekawe co pokazujesz

https://marzycielskapoczta.pl/

Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 2 godziny 55 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Perejra powiedz czy jakieś ślady po Freddim w znalazłaś?

bo to też ciekawy temat..nie wszyscy wiedzą,że on stamtąd pochodził

No trip no life

Strony

Wyszukaj w trip4cheap