ALASKA - dlaczego warto tam jechać?

284 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 2 lata 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Nelcia, fajny był kolorek tej wody.

Jako, że była ona mętna, to odbicie tego zielonego lasu znad rzeczki powodowało wspaniałe szmaragdowe zabarwienie...

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 2 lata 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Dzisiaj opuszczamy Anchorage i jedziemy ponad 400 km do najsłynniejszego Parku Narodowego Alaski – Denali National Park, gdzie spędzimy 5 dni.

Po śniadaniu żegnamy się z przemiłą parą Jude i Jimem, bardzo nam było fajnie w ich pensjonaciku.

Przypominają nam by kupione tu "suweniry" – a mianowicie spraye z silnym repelem przeciwko komarom oraz z gazem pieprzowym w razie spotkania z niedźwiedziem mieć teraz zawsze pod ręką.

Ani spraye ani gaz nie były nam jednak potrzebne!!!!

Z tymi komarami to już w ogóle przesada. W jednym miejscu nad takim uroczyskiem otoczonym bagnami, owszem, bzykały nad głową całe ich chmary. Nie obeszło się też bez ukąszeń, ale o dziwo po tych ukąszeniach w ogóle nie było bąbli i nic nas nie swędziało. Jakiś dziwny gatunek tych komarów!!!! Z jakimś łagodniejszym jadem, czy co???

A ci nadwrażliwi Amerykanie nawet chodzili w takich specjalnych kapeluszach ze zwisającymi siateczkami, coś jak pszczelarze....

Na przedmieściach Anchorage jeszcze niewielka szarpanina nerwów z własnym małżonkiem, jako, że ja – jako niezwykle przezorna osoba chcę zrobić zakupy spożywcze w "wielkim mieście", a mąż wychodzi z założenia, że i w Parku nie da rady paść z głodu.

W końcu stanęło na moim ( potem przyznał mi nawet rację!!!) i zatrzymujemy się przy wielkim hipermarkecie Safeway.

Z pełnym bagażnikiem, gdzie sporo miejsca zajmuje nasze ulubione tutejsze pifffko Alaskan Amber możemy wyruszać w dzicz!!!

Park Narodowy Denali ma powierzchnię 25 tysięcy km kwadratowych i sporą część jego terenu zajmuje najwyższe pasmo Ameryki Północnej o nazwie Alaska Range. Tu właśnie znajduje się 18 najwyższych gór tego kontynentu z górującym ponad okolicą najwyższym szczytem Mc Kinley o wysokości 6194 metry.

Kiedyś park nazywał się właśnie Mc Kinley National Park, ale zdecydowano powrócić do starej tradycyjnej nazwy, bo tą najwyższą górę odwieczni mieszkańcy tutejszych ziem Indianie Atabaskowie nazywali "Denali", co w ich języku oznacza " ten wielki".

Bez żalu żegnamy Anchorage, jakoś nam nie przypadło do gustu. Ale może ja jestem zboczona, bo bardzo rzadko które miasto mi się podoba????

Za miastem wjeżdżamy w autostradę Parks Highway ( na różnych odcinkach ma różne nazwy) o długości ponad 600 km łączącą największe miasto Alaski Anchorage z drugim co do wielkości – Fairbanks na północy. 

No i oczywiście pogoda zaczyna się psuć...

Już kilkakrotnie jeździliśmy samochodem po USA, a zatem mieliśmy kontakt z highwayami, czyli autostradami. Te najszersze w Kalifornii miewały i sześć pasów w każdą stronę, najskromniejsze ze trzy, co kawałek przecinały je fantastycznie skonstruowane wielopoziomowe skrzyżowania.

A ta tutaj niby z nazwy autostrada, ale tak naprawdę wygląda jak nasza rodzima zwykła droga.

Fakt, zaczyna się bardzo obiecująco - trójpasmówką, która po jakiś 50 km zmienia się w dwupasmówkę, a następnie biegnie już po jednej nitce w każdą stronę.

Nawierzchnia jest idealna, asfaltowa i tu mi się od razu nasuwa pytanie jak oni ten asfalt utrzymują w tak dobrym stanie w takim klimacie, gdzie mroźna, śnieżna zima trwa tu 8 miesięcy?????

Wzdłuż drogi ciągnie się szerokie pobocze, ale maksymalna szybkość to 65 mil na godzinę, czyli niewiele ponad 100 km. Co ciekawe na alaskańskich drogach nie ma w ogóle bilboardów z reklamami. Nie wiem dlaczego???? Żeby nie rozpraszać kierowców na tych krętych, wąskich - jak na amerykańskie stosunki – drogach?????

Ja tam jednak wolę wierzyć, że jest zakaz stawiania tu tablic reklamowych, by nie przesłaniać tych pięknych widoków!!!!

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 2 lata 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Bardzo jestem ciekawa, czy uda nam się zobaczyć szczyt Denali. Wszędzie pisali, że im dłużej się jest na terenie parku tym większą ma się szansę ujrzenia tej najwyższej góry, gdy wychyli się zza chmur czasem tylko na momencik.

Statystycznie zaledwie co piąty turysta ma szczęście zobaczyć szczyt, pozostali mogą sobie tylko wyobrazić skryty za chmurami lub otulony mgłą.

Mam jednak nadzieję , że w czasie 5-dniowego pobytu góra nam się ukaże w całej okazałości.

Po drodze robimy kilka przystanków.

Na Alasce jest bardzo mało prawdziwych zabytków – takich uznawanych wg naszych kryteriów - choć tutaj nawet 100 letnie budynki traktowane są jako historyczne.

Mnie się udało wynaleźć prawdziwą perełkę....

Stosunkowo niedaleko Anchorage na końcu głębokiej zatoki leży malutka miejscowość Eklutna.

Skręcamy z autostrady w wąską szutrową drogę, by po paru kilometrach dotrzeć na miejsce.

Teraz w kilku skromnych domkach mieszka tu zaledwie kilkunastu mieszkańców, ale historia tego miejsca jest jak na amerykańskie stosunki bardzo długa.

Historcy dowiedli, że już 800 lat temu były tu pierwsze osady Indian Atabasków. W trakcie badań archeologicznych odnaleziono jakieś prymitywne przedmioty codziennego użytku i ozdoby z kości.

Znacznie później, bo w 1840 roku przybyli tu misjonarze rosyjskiego kościoła ortodoksyjnego i zbudowali jedną z najstarszych na Alasce cerkiewkę, która przetrwała do dziś.

Obok niej zbudowano nieco później nowszą, już bardziej przypominającą wyglądem tradycyjne rosyjskie cerkwie.

I teraz stoją sobie oba kościółki zgodnie obok siebie.

Jeszcze ciekawszy od cerkwi jest otaczający je cmentarz. W brzozowym lasku znajdują się tzw "spirit houses", chyba można to przetłumaczyć jako "duchowe domki", w których pochowani są zmarli mieszkańcy wsi. Pochówek w takiej formie to zetknięcie się starych tradycji indiańskich ze zwyczajami rosyjskiego kościoła ortodoksyjnego.

Podobno nie ma drugiego takiego cmentarza nigdzie indziej....

I faktycznie bardzo oryginalne są te groby w postaci różnorodnych drewnianych domków. Niektóre są już tak stare, że niewiele z nich zostało.

Inne wyglądają na całkiem nowe.

Domki są kolorowe, zbudowane w różnych stylach, na tle starych kościółków i brzozowego lasu wyglądają bardzo malowniczo.

Przy wejściu (opłata 2,5$ od osoby) jest niewielki zbiór starych ikon oraz pamiątek ofiarowanych przez parafian, można też kupić drobne suweniry.

Oprócz nas nikogo tu nie ma, więc pani opiekująca się obiektem – chyba z nudów – rozgadała się na dobre, wdając się w szczegóły, a nam głupio jest jej przerwać.

Ale w sumie było to niezwykle interesujące, tajemnicze miejsce.

Aż szkoda, że tylko nieliczni turyści tu dcierają....

_Huragan_
Obrazek użytkownika _Huragan_
Offline
Ostatnio: 4 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 13 cze 2015

apisek :

Nelcia, fajny był kolorek tej wody.

Jako, że była ona mętna, to odbicie tego zielonego lasu znad rzeczki powodowało wspaniałe szmaragdowe zabarwienie...

Takie seledynowo-szmaragdowe zabarwienie to chyba bardzo czesto przy rzekach czy jeziorach  znajdujacych sie przy lodowcach mozna znalezc.

To samo w Norwegii widzialem.

https://marzycielskapoczta.pl/

Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 2 lata 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

No, faktycznie też takie mleczne kolorki, tylko u ciebie takie bardziej seledynowo-błękitne.

A na Alasce mleczno-szmaragdowe....

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 2 lata 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Po drugiej stronie autostrady wąska droga wiedzie do jeziora o tej samej nazwie co wioska, czyli Eklutna.

Po kilkunastu kilometrach wita nas otoczony lasem parking, przy wjeździe puszka, a obok napis, by należność za parking w wysokości 5 $ wrzucić właśnie do niej.

Oj, ufni ci alaskańczycy....a to ten parking z samoobsługową opłatą.

Schodzimy nad jezioro, ale niestety widoczność nie jest zbyt dobra.

Otoczone z lekka ośnieżonymi górami spore jezioro spowija  mgła.

Nie przeszkadza to wcale parze wyruszającej  na wycieczkę kajakową...

A mnie ta pochmurna pogoda wkurza, bo wyobrażam sobie, jakby tu było ładnie w słoneczny dzionek.

I jeszcze rzut oka na rzekę o tej samej nazwie – Eklutna.

Jednak Amerykanie są mało pomysłowi!!!! Wioska, rzeka i jezioro o tej samej nazwie????

Stajemy na chwilkę na parkingu przy moście, a właściwie przy dwóch mostach, bo jeden jest autostradowy, a drugi – kolejowy.

Ponura pogoda, rzeka toczy brunatną wodę spływającą z topniejącego lodowca, jakieś rachityczne krzaczorki typu karłowata wierzba alaskańska porastają błotnisty brzeg...

Dobrze, że choć kwiatki ożywiają widoczek.

Oj, jakaś smętna jest tutaj Alaska!!!!

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 2 lata 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Po przejechaniu kolejnych kilometrów skręcamy z głównej szosy prowadzącej do Parku Narodowego w boczną drogę Old Glenn Highway by zobaczyć lodowiec Matanuska.

Wkrótce wjeżdżamy w jedyny chyba rejon rolniczy Alaski – okolice miejscowości Palmer.

Nieliczne płaskie tereny leżące w szerokiej dolinie otoczonej przez góry,wykorzystane są pod uprawę warzyw, które osiagają tu monstrualne rozmiary. Podobno warzywa są tu takie duże, gdyż mając wprawdzie krótki okres wegetacji, to jednak w ciągu tych 2-3 letnich miesięcy prawie przez cały czas świeci słonce, a wiec rosną jak na drożdżach....A może to wszystko "bez te nawozy sztuczne"?????

Tereny te dostarczają warzywa i owoce mieszkańcom rejonu Anchorage, a rozwojowi rolnictwa oprócz tych białych nocy sprzyja jeszcze łagodny mikroklimat i urodzajne ziemie.

Krajobraz raczej nieciekawy i zupełnie nietypowy dla Alaski. Nawet nie mamy ochoty tu się zatrzymywać...

Dalej ciągną się już dzikie tereny, prawie w ogóle niezamieszkałe, droga jest prosta, jak strzała  i kompletnie pusta....

Mijamy dość monotonne pofałdowane z lekka pagórki, mnóstwo większych i mniejszych jeziorek polodowcowych....

Cały czas droga biegnie wzdłuż rzeki. Ale jaka to dziwna rzeka!!!!! To potężne rozlewiska i właściwie nie wiadomo, gdzie jest jej główny nurt. Chwilami płynie 5-6 równoległych odnóg, tworzących zakola, rozszerzenia, prawie jak jeziora. A to płyną wody z topniejących gdzieś wysoko w górach lodowców.

Zatrzymujemy się w pobliżu kilku niewielkich jeziorek chcąc przyjrzeć się po raz pierwszy z bliska prawdziwej tundrze. Dotychas kojarzyła mi się ona z rozległą łaką porośniętą trawą, mchami z rachitycznymi drzewkami rosnącymi od czasu do czasu. Nic z tych rzeczy!!!!! Tundra kipi różnorodnością roślinności. Mamy szczęście że jesteśmy tu w okresie kwitnięcia tych kolorowych polnych, tundrowych kwiatków. A tak bogatej kolekcji mchów i porostów jeszcze nigdzie dotąd nie widziałam!!!!

Fakt, nie są to może okazy super efektowne i wpadające w oko. Ale ilość ich gatunków jest oszałamiająca, oczywiście nie znam nazw tych roślinek, ale nie to jest najważniejsze.

Wchodzę na tą łąkę i nagle zapadam się po kostki w grząskim bagienku. Było one zupełnie niewidoczne pod grubym kożuchem zielska. A w dodatku ta plątanina korzeni, mchów z błotną bryją chlupocze złowieszczo i pod każdym moim stąpnieciem ugina się, jakbym chodziła po jakimś elastycznym podłożu. Lepiej nie ryzykować, szybko się ewakuuję, jeszcze mnie to bagno wciągnie na dobre.

Ale podobno takie właśnie podmokłe tereny bardzo lubią łosie. Może uda się jakiegoś spotkać????? Bo jak na razie to spotykamy sporo.....ale komarów.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 2 lata 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Przejechanie około 80 km w tej dolince zajmuje nam dużo czasu, gdyż co chwilę zatrzymujemy się by oglądać widoki, a przede wszystkim różnorodne  roślinki.

 Choć pogoda raczej niedopisuje.

 Gdzieś daleko pewnie już leje, bo widzimy tęczę.

W końcu docieramy do Matanuska Glacier Park, jedynego miejsca skąd możliwy jest dostęp do lodowca. Tutaj też kończy się droga. Ponieważ jest to teren prywatny należy zapłacić wstęp 20$ od osoby i dalej iść ścieżką prowadzącą do doliny lodowcowej.

Matanuska Glacier ( lodowiec) ma 42 km długości i około 7 km szerokości.

Jest on największym lodowcem, w pobliże którego można dojechać autem. Do tych najpotężniejszych można dotrzeć jedynie drogą powietrzną lub statkiem od strony morza.

Spływa on z okolicznych gór w dolinę, do której właśnie dochodzimy. Ponieważ latem lodowiec dość mocno się topi, wokół niego mnóstwo jest trudnego do przebrnięcia błocka.

Żal nam trochę wydac te 40$, gdyż mamy trochę ograniczenia czasowe, a do lodowca jest jeszcze spory kawałek drogi, no i to błoto też nas skutecznie odstrasza. Tym bardziej, że mamy jeszcze w planie dotarcie na samą krawędź lodowca w zupełnie innym miejscu....

Na sam lodowiec mogą wejść tylko profesjonalni wspinacze lub osoby w zorganizowanej grupce z przewodnikiem, który dostarcza raki, kaski, czekany i liny.

Popatrzyć fajnie, pstryknąć fotkę – też, ale nie jesteśmy aż takimi fanami lodowców by się na niego wdrapywać. To chyba jednak zbyt ryzykowne!!!! A poza tym taka wyprawa z przewodnikiem to dodatkowy koszt około 80$ od osoby – więc sobie podarujemy tę atrakcję....

Płynąca nieopodal rzeka ma jakiś dziwny kolor, coś jak u nas w czasie powodzi, taki mętno - beżowy. Później dowiedzieliśmy się, że rzeki te niosą wody z topniejących latem lodowców zawierające tzw " mąkę skalną" ( rock flour) czyli drobinki roztartych skał wtopionych w lodowiec.

 

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 2 lata 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Wracamy do głównej drogi, która teraz wije się łagodnymi zakrętami przez dziewiczą puszczę. Rozpoznaję drzewa tu rosnące, są to głównie świerki alaskańskie, jodły, modrzwie, brzozy, ale są też jakieś inne, których nie znam. Za każdym zakrętem inne widoki!!!!

Od czasu do czasu ukazuje się w oddali pasmo najwyższych gór. Co chwilę przejeżdżamy przez mostki nad malutkimi strumykami, a także szeroko rozlanymi rzekami.

No i na szczęście pogoda się zdecydowanie poprawia. Tylko ciekawe na jak długo?????

Mijamy właśnie malowniczą rzekę nad którą znajduje sie pole kempingowe. Stoją tu tylko dwa kampery, a widoki przepiękne na wysoki podmyty przez wartki prąd strumienia przeciwległy brzeg.

 Jest i miejsce do grillowania.

Wokół błyszczą w zachodzącym słońcu tysiące jezior polodowcowych, a rosnąca wokół nich trawa ma różne odcienie zieleni począwszy od cytrynowo zielonego, poprzez intensywnie szmaragdowy, na ciemnobutelkowym odcieniu skończywszy.

To już taka prawdziwa Alaska!!!!

Na takich mokradłach można spotkać łosie, nam niestety szczęście pod tym względem nie dopisuje.

Prawie cały czas wzdłuż szosy biegnie linia kolejowa, którą jeździ pociąg Alaska Explorer, przeznaczony głównie dla turystów udających się do Parku Narodowego Denali. Bo chyba żaden mieszkaniec nie korzysta na codzień z takiej komunikacji, gdzie za przejazd w jedną stronę za osobę na odcinku około 400 km trzeba zapłacić 177$. Można sobie wyobrazić ile za taką wycieczkę wte i we wte musiałaby zapłacić czteroosobowa rodzinka!!!!!

A droga jest przez cały czas niemal zupełnie pusta....

difm
Obrazek użytkownika difm
Offline
Ostatnio: 1 rok 3 tygodnie temu
Rejestracja: 19 maj 2014

>>>

Strony

Wyszukaj w trip4cheap