Jesteś tutaj
Jesteś tutaj
To były 2 tygodnie na przełomie maja i czerwca (12 noclegów). Zaliczyliśmy jak stwierdziła nasza szefowa z RT - 4100 km objazdu, 4 stany - Kalifornia, Arizona, Nevada i Utah.
Przelot bezpośredni dreamlinerem z Warszawy, około 11 godzin. Potem zmiana czasu o 9 godzin. Trasa lotu - nad Islandią, Wyspami Owczymi, Grenlandią, Kanadą, na zachód od Wielkich Jezior do Los Angeles.
Po wylądowaniu tradycyjnie odprawa na lotnisku. I wcale nie taka groźna jak straszą na różnych forach, szczególnie pośrednicy od ESTY. Kilkanaście stanowisk odprawy paszportowej, żadnych zamknietych pomieszczeń, gdzie trzeba wchodzić pojedynczo. Urzędnik wołał małżeństwami, my dołączyliśmy młodą dziewczynę jako niby rodzina (żeby tłumaczyła). Pobranie odcisków palców, niestety żadnej pieczątki do paszportu (a miała być pamiątka) i pytania: żywność, noclegi i ile alkoholu. Potem po bagaż i bez jakiejkolwiek kontroli wychodzimy z lotniska. Jest już ciemno, na autobus trzeba było trochę poczekać, wiadomo korki w LA i jedziemy do hotelu.
Zrobiłem zdjęcia wszystkich hoteli, ale pokażę tylko dlatego, żeby potwierdzić, że bez względu na sieć, są praktycznie identyczne. Niektóre miały tylko zlew w pokoju zamiast w łazience. A poza tym prawie wszędzie ekspres do kawy na kapsułki (herbata też w kapsułkach) i mikrofale. No i te łóżka. Oddzielne i olbrzymie, pewnie o wymiarach 2 na 2,5 m.
Jaka ta Ameryka. Dokładnie tak sobie wyobrażałem, jak śpiewał Jacek Kaczmarski w utworze "Spotkanie w porcie". Poniżej link dla przypomnienia:
Jacek Kaczmarski - "Spotkanie w porcie"
Jorguś
Jestem pierwsza? Super, wybieram najlepsze miejsce i czekam na c.d.
Ja też się melduję w kolejce. W 2003 roku miałem okazję zrobić podobną trasę (wprawdzie bez San Diego i Yumy i południowego odcinka Twojej trasy, ale za to z Parkiami Crater Lake, Yellowstone, Gór Skalistych, Bryce Canyon, Zion). Bardzo mi się podobało. Ciekaw jestem Twoich wrażeń, Pozdrawiam.
P.S. Tak się złożyło, że swoją relację z tamtego wyjazdu też opatrzyłem tytułem Wild, wild West.
Zanim zacznę następny dzień powinienem coś skrobnąć o śniadaniach.
To są zupełnie inne obyczaje. Nawet nie ma restauracji w hotelach tylko małe salki, do których nie może wejść na raz 30-osobowa grupa. Generalnie: płatki, gofry, jogurty i dżemy. Często jajecznica (ale z proszku), sporadycznie bekon lub kiełbaski. Aha, często ziemniaki. Przez pierwsze dwa dni było też mięso, jakby hamburger, ale cieniutki jak plaster kiełbasy. Jak się zjadło z 5-6 to już coś. Były dni, że nie było nic na ciepło i wtedy sami sobie robiliśmy w pokoju.
A teraz ruszamy na Los Angeles. Pierwsze wrażenia to wieżowce z okna. Potem przystanek przy Walt Disney Concert Hall i jedziemy na stację kolejową Union Station oraz na stare miasto, dawną misję z czasów meksykańskich.
Jorguś
ja też z radością dołączam do grona czytających twoją amerykańską opowieść
I od razu kilka pytań.
Czy ładne widoczki były na Grenlandię z samolotu ? Ile było stopni w LA ? czy to był dobry czas na taką trasę pod kątem pogody ?
No trip no life
skoro wyszliśmy z hotelu to i ja przycupnę gdzieś z boku i będę pilnie oglądał i czytał o specyficznych śniadaniach słyszłem i chociażby z tego wzlędu tam nie pojadę
no i do tego te wszystkie jajecznice z proszku, herbaty i kawy z kapsułki brrr oczywiste, że wszystkie zabytki sięgają co najwyżej XVII wieku, ale fajnie, że je akurat wycieczka obejmuje miło pospacerować po skansenowym dworcu kolejowym
papuas
Piszesz, że: "Zanim zacznę następny dzień powinienem coś skrobnąć o śniadaniach.
To są zupełnie inne obyczaje. Nawet nie ma restauracji w hotelach tylko małe salki, do których nie może wejść na raz 30-osobowa grupa. Generalnie: płatki, gofry, jogurty i dżemy. Często jajecznica (ale z proszku), sporadycznie bekon lub kiełbaski. Aha, często ziemniaki. Przez pierwsze dwa dni było też mięso, jakby hamburger, ale cieniutki jak plaster kiełbasy. Jak się zjadło z 5-6 to już coś. Były dni, że nie było nic na ciepło i wtedy sami sobie robiliśmy w pokoju".
To prawda, ale nie do końca. Tak jest w niektórych hotelach. W wielu (zwłaszcza motelach) nie ma w ogóle zwyczaju serwowania śniadań, natomiast w droższych hotelach śniadania są z reguły bardzo przyzwoite - tak było na przykład podczas naszej ostatniej podróży w hotelach w Salem i Bostonie (do wyboru były jajka sadzone, jajecznica lub jajka gotowane, do tego bekon lub szynka, toasty lub bułeczki, z reguły też przypiekane ziemniaczki, sok owocowy, nieraz świeże owoce i kawa lub herbata.
Tylko zazdrościć. Ja z 12 śniadań w 10 hotelach tylko raz byłem zadowolony, w Las Vegas (w niedzielę), bo w poniedziałek ten sam hotel a nic do żarcia.
Ale jest coś na rzeczy bo moja znajoma właśnie wróciła z Nowego Jorku i jest zadowolona ze śniadań.
Jorguś
Pogoda zróżnicowana, w LA super 25 stopni. W Arizonie, Las Vegas 40 stopni a San Francisco 18.
Grenlandia mi się podobała, choć jednym okiem (nie miałem miejsca przy oknie):
Jorguś
Następnie wjechaliśmy pod Griffith Observatory, skąd można zobaczyć słynne, stojące na zboczu pobliskiego wzgórza, litery "Hollywood" oraz pomnik James’a Deana. No i panoramę miasta.
Działkę z napisem chciało miasto sprzedać pod budownictwo, ale spotkało się to z oburzeniem mieszkańców oraz artystów. Założyli zbiórkę i zebrali kilkanaście milionów $, co wystarczyło na wykupienie działki. Symbol LA pozostał, ale nie można tam podjechać czy wejść pieszo, bo to teren prywatny.
Jorguś
Hejka Jorguś, będę czytać z uwagą i zaglądać tu do Ciebie z mocnym "skupieniem" bo mam na tapecie tą wycieczkę:)) może w kolejnym roku coś wykombinujemy w tym kierunku:))
Piea