Dołączam i ja do zwiedzających z Tobą Szkocję W Szkocji nie byłam ale mam ją na swojej liście do odwiedzenia więc tym bardziej będę pilnie czytać tę relację i oglądać zdjęcia.
Zaskoczyły mnie bardzo jasne wnętrza katedry - myślałam, że te kamienne budowle są mroczne, z małą ilością światła dziennego.
Tak, katedra mroczna nie jest; sporo światła wpada przez duże witrażowe okna w kaplicach, a i do nawy głównej wpada dzienne światło poprzez jakieś umieszczone w wieży okna. Przy katedrze czas wolny, więc po jej zwiedzeniu idziemy z żoną na spacer w kierunku zamku. Niedaleko pomnik Davida Hume o wyświechtanym od dotykania palcu, dalej kopuła szkockiego Banku. Potem zagrodzona jezdnia i jakieś występy żonglerów. Na ulicy się dzieje, są kościoły, w których market lub jakieś festiwalowe atrakcje. Dochodzimy pod zamek - faktycznie nieczynny; wracamy w kierunku katedry. Po drodze zaglądamy w zaułki i podwórka, bo wszędzie tu historia - Old Town. Wcześniej już wchodziliśmy grupowo na obudowane zabytkowymi budynkami podwórze (Bakehouse Close), teraz też wchodzimy przez jakąś bramę i XVIIw budynek Writes Muzeum, w którym pamiątki po pisarzach, a obok para wybierająca się na ślub. Warto zaglądać w dziury.
To właśnie The Writers Muzeum. Do środka nie wchodziliśmy, ale budynek z XVII wieku zawsze ciekawy.
Po czasie wolnym idzemy grupowo popatrzeć na zamek. Przechodzimy obok kościoła Greyfrias, przy którym na cmentarzu ciekawostka - pomnik psa. To najwierniejszy pies Szkocji Bobby, który przez ileś tam lat stróżował przy grobie właściciela i został pochowany w jego pobliżu. Następnie Grassmarket z licznymi pubami i restauracjami. Na chodniku cień szubienicy i miejsce, gdzie powieszono Maggie Dickens, która nie tylko przeżyła egzekucję (szczęśliwie zorientowano się, że z trumny dobiegaja odglosy stukania), ale dożyła sędziwego wieku. Następnie spojrzenie na zamek i przejście Victoria Street - bardzo urokliwa i niejako dwupoziomowa.
Cień szubienicy uwieczniony brukiem i miejsce gdzie stała.
Schodzimy na Nowe Miasto - z odległości oglądamy dworzec kolejowy i monumentalny pomnik Waltera Scotta, mijamy Galerię Narodową i wychodzimy na Princes Street. Wzdłuż tej ulicy ciągną się ogrody Princes Street Garden, które rozdzielają Stare i Nowe Miasto. Do ogrodów ze względu na wiejący wiatr również dziś nie wejdziemy, ale idąc chodnikiem ulicy można zobaczyć niejeden pomnik tam znajdujący się; focimy oczywiście odsłonięty w 2015r. pomnik kaprala Wojtka - niedźwiedzia, który z armią Andersa przeszedł szlak bojowy od iranu po Monte Casino i po wojnie osiadł w Edynburgu.
Ostatni rzut oka na zamek i pod Caledonian kończymy zwiedzanie Edynburga; teraz do hotelu, a jutro ruszamy w trasę po Szkocji.
W programie było, ale w realu nie; przeoczyłaś, bo o tym wspominałem - ze względu na wiejący wicher część atrakcji była zamknięta - m in, Princes Street Garden, zamek właśnie ... ba zawiesili nawet kursowanie jakichś pociągów.
Tak, te kamienne domy sięgające XVIIw robią duże wrażenie, a przecież są jeszcze wnętrza warte obejrzenia zarówno edynburgskiego zamku jak i pałacu Holyrood, nie mówiąc o muzeach. W Edynburgu można spokojnie i dwa dni wypełnić. My mieliśmy tylko jeden, a jeszcze wiatr zrobił psikusa w zwiedzaniu.
Następnego dnia ruszamy rankiem w stronę Stirling, a po drodze trzy przystanki. Najpierw zatrzymujemy się przy wiktoriańskim moście z 1890r Fort Bridge; no dziś obok jest nowy most, ale stary trzyma się dobrze. Następny przystanek przy nowoczesnej rzeźbie The Kelpies. Ta oddana w 2013r 30m metalowa rzeźba przedstawia dwie końskie głowy - to kelpie czyli mityczne celtyckie konie wodne mogące zmieniać swój kształt; w legendach nawiedzały one szkockie jeziora i rzeki. Ostatni postój przy Falkirk Wheel - to obrotowa winda dla barek oddana w 2002r. Obserwujemy jej działanie i trzeba powiedzieć, że robi wrażenie. Winda stylizowana na szkockie dwuostrzowe topory w krótkim czasie podnosi barkę na znaczną wysokość. Popatrzcie sami. A na pierwszym foto nasz autokar z maskotkami szkockich krówek.
Przed sklepem z pamiątkami stoją miniaturowe kopie koni.
Dołączam i ja do zwiedzających z Tobą Szkocję
W Szkocji nie byłam ale mam ją na swojej liście do odwiedzenia więc tym bardziej będę pilnie czytać tę relację i oglądać zdjęcia.
Zaskoczyły mnie bardzo jasne wnętrza katedry - myślałam, że te kamienne budowle są mroczne, z małą ilością światła dziennego.
Tak, katedra mroczna nie jest; sporo światła wpada przez duże witrażowe okna w kaplicach, a i do nawy głównej wpada dzienne światło poprzez jakieś umieszczone w wieży okna. Przy katedrze czas wolny, więc po jej zwiedzeniu idziemy z żoną na spacer w kierunku zamku. Niedaleko pomnik Davida Hume o wyświechtanym od dotykania palcu, dalej kopuła szkockiego Banku. Potem zagrodzona jezdnia i jakieś występy żonglerów. Na ulicy się dzieje, są kościoły, w których market lub jakieś festiwalowe atrakcje. Dochodzimy pod zamek - faktycznie nieczynny; wracamy w kierunku katedry. Po drodze zaglądamy w zaułki i podwórka, bo wszędzie tu historia - Old Town. Wcześniej już wchodziliśmy grupowo na obudowane zabytkowymi budynkami podwórze (Bakehouse Close), teraz też wchodzimy przez jakąś bramę i XVIIw budynek Writes Muzeum, w którym pamiątki po pisarzach, a obok para wybierająca się na ślub. Warto zaglądać w dziury.
To właśnie The Writers Muzeum. Do środka nie wchodziliśmy, ale budynek z XVII wieku zawsze ciekawy.
papuas
Po czasie wolnym idzemy grupowo popatrzeć na zamek. Przechodzimy obok kościoła Greyfrias, przy którym na cmentarzu ciekawostka - pomnik psa. To najwierniejszy pies Szkocji Bobby, który przez ileś tam lat stróżował przy grobie właściciela i został pochowany w jego pobliżu. Następnie Grassmarket z licznymi pubami i restauracjami. Na chodniku cień szubienicy i miejsce, gdzie powieszono Maggie Dickens, która nie tylko przeżyła egzekucję (szczęśliwie zorientowano się, że z trumny dobiegaja odglosy stukania), ale dożyła sędziwego wieku. Następnie spojrzenie na zamek i przejście Victoria Street - bardzo urokliwa i niejako dwupoziomowa.






Cień szubienicy uwieczniony brukiem i miejsce gdzie stała.
papuas
Schodzimy na Nowe Miasto - z odległości oglądamy dworzec kolejowy i monumentalny pomnik Waltera Scotta, mijamy Galerię Narodową i wychodzimy na Princes Street. Wzdłuż tej ulicy ciągną się ogrody Princes Street Garden, które rozdzielają Stare i Nowe Miasto.
Do ogrodów ze względu na wiejący wiatr również dziś nie wejdziemy, ale idąc chodnikiem ulicy można zobaczyć niejeden pomnik tam znajdujący się; focimy oczywiście odsłonięty w 2015r. pomnik kaprala Wojtka - niedźwiedzia, który z armią Andersa przeszedł szlak bojowy od iranu po Monte Casino i po wojnie osiadł w Edynburgu.
Ostatni rzut oka na zamek i pod Caledonian kończymy zwiedzanie Edynburga; teraz do hotelu, a jutro ruszamy w trasę po Szkocji.
papuas
Miasto zawsze piękne, przesiąknięte historią. Nie było w programie zwiedzania zamku ?
No trip no life
W programie było, ale w realu nie; przeoczyłaś, bo o tym wspominałem - ze względu na wiejący wicher część atrakcji była zamknięta - m in, Princes Street Garden, zamek właśnie ... ba zawiesili nawet kursowanie jakichś pociągów.
papuas
Bardzo ładny ten Edynburg.
Tak, te kamienne domy sięgające XVIIw robią duże wrażenie, a przecież są jeszcze wnętrza warte obejrzenia zarówno edynburgskiego zamku jak i pałacu Holyrood, nie mówiąc o muzeach. W Edynburgu można spokojnie i dwa dni wypełnić. My mieliśmy tylko jeden, a jeszcze wiatr zrobił psikusa w zwiedzaniu.
Następnego dnia ruszamy rankiem w stronę Stirling, a po drodze trzy przystanki. Najpierw zatrzymujemy się przy wiktoriańskim moście z 1890r Fort Bridge; no dziś obok jest nowy most, ale stary trzyma się dobrze. Następny przystanek przy nowoczesnej rzeźbie The Kelpies. Ta oddana w 2013r 30m metalowa rzeźba przedstawia dwie końskie głowy - to kelpie czyli mityczne celtyckie konie wodne mogące zmieniać swój kształt; w legendach nawiedzały one szkockie jeziora i rzeki. Ostatni postój przy Falkirk Wheel - to obrotowa winda dla barek oddana w 2002r. Obserwujemy jej działanie i trzeba powiedzieć, że robi wrażenie. Winda stylizowana na szkockie dwuostrzowe topory w krótkim czasie podnosi barkę na znaczną wysokość. Popatrzcie sami. A na pierwszym foto nasz autokar z maskotkami szkockich krówek.
Przed sklepem z pamiątkami stoją miniaturowe kopie koni.
I pooszłaa ... To jeszcze info.
papuas
Ciekawie wygląda ten Edynburg, pewnie można by kilka dni zwierzać wszystko i wszystkiego nie zobaczyć, nei tylko ze względu na niesprzyjającą pogodę
łał... będzie tu niezła "uczta" z tą Twoją Szkocją; Edynburg już mi się podoba...;
a ta winda obrotowa - no doprawdy niecodzienna atrakcja! super:)
Piea