...

 


 


THE MAGIC OF VIETNAM- Wietnam Północny-Fotorelacja- uciekając przed deszczem czyli historia pewnej Merelki :)

257 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
THE MAGIC OF VIETNAM- Wietnam Północny-Fotorelacja- uciekając przed deszczem czyli historia pewnej Merelki :)

Rlacja przeniesiona z innego forum , przz co nie zostały skopiowane komentarze uzytkowników, co może dziwnie brzmieć Lol

THE MAGIC OF VIETNAM Biggrin WIETNAM PÓŁNOCNY-FOTORELACJA-część 1 Biggrin Uciekając przed deszczem , czyli historia pewnej Merelki Biggrin 6th October 2011, 19:45:57 Skoro już wszyscy tą fotkę widzieli , to niech rozpoczyna ten wątek Zresztą moja ulubiona......

ZAMIAST GŁUPIEGO WSTĘPU :
-----------------------------------------------

Skrót wiadomości w telewizji w jakiś sierpniowy wieczór. Migawka z tegorocznego festiwalu "Przystanek Woodstock". Szybki wywiadzik z jednym z uczestników :
-- Jak się panu podobał festiwal ? ........
-- Świetny festiwal, Zajebisty !! Naprawdę fajna sprawa !! Tylko ja już chcę spaaaać ..... Kurczę , ja ja już chcę spaaaaaaać...... Ja już wczoraj chciałem iść spaaaaaaaaaać......

Przytaczam cytacik, bo dokładnie obrazuje moje (a właściwie nasze) odczucia odnośnie Wietnamu. Wietnam to PETARDA. Dosłownie. Niesamowicie ciekawy, jeszcze egzotyczny kraj. Żal nam było marnować czasu na sen, bo był zbyt cenny. Przez to chodziliśmy nieco niedospani , za to wchłonęliśmy ile tylko się dało. Dla mnie Wietnam jest po prostu magiczny. Nie każdy się ze mną zgodzi. Spotkaliśmy Polaków , którym się nie podobał. Ktoś powie , że śmierdzi , że jedzenie nie takie jak w Tajlandii, że brudno, że hałas, że pogoń za kasą , że cepelia ....... Pewnie trochę racji mają......ale myślę , że za mało wypili świeżego, jednodniowego piwa Bia Hoi, nie patrzeli tam gdzie warto , nie byli tam gdzie powinni, lub byli tam za krótko...... Albo to my wypiliśmy za dużo tego piwa z kartofli i przez niewyspanie nam pomieszało się we łbach.
Może nie ma żadnej magii , jest tylko brud , smród i bida z nyndzą.... Może, ale czy na pewno ? Czyżby ?
I dont think so

Kiedyś przeczytałem słuszną wypowiedź pewnego polskiego podróżnika: (nie pamiętam doslownego cytatu) ale szło to jakoś tak :
- "Nie jestem juz na tym etapie , żeby zachwycać się jakimś krajem tylko dlatego , że nie ma w nim żadnej cywilizacji"
Myślę , że słusznie. Brak cywilizacji wcale nie musi oznaczać , że kraj jest piękny (choć może być cicho , spokojnie, ptaszki mogą ćwierkać i może nie być spalin samochodów). Może być syfiasto i ponuro, niebezpiecznie, pretensjonalnie i do tego bez żadnych publicznych kibli
Taki kraj jacy jego mieszkańcy..... I z tego powodu Wietnam , mimo że wiele spraw w nim jeszcze szwankuje przypadł nam do gustu. To Wietnamczycy są tym krwioobiegiem , który powoduje , że ten kraj może sie podobać.
Mimo , że wszystkie miejsca , które odwiedziliśmy były ciekawe i interesujące to magię odkryliśmy w górach (na północy przy samej granicy z Chinami). Spedziliśmy najpierw w jednym rejonie 5 dni , żeby potem , uciekając przed deszczem wrócić w inne miejsce w tym regionie na tydzień. Poznaliśmy świat górskich mniejszości etnicznych troszkę lepiej niż 1-2 dniowi turyści, którzy przyjeżdżali w te miejsca na chwilkę. Bardzo barwny świat i bardzo prosty....

Przed wyjazdem przeczytałem wiele relacji i opini na temat Wietnamu i Wietnamczyków. Że niby są nieprzyjemni, złośliwi, że oszukują, że trzeba uważać na złodziei, że się nie uśmiechają itd......
Nie spotkaliśmy się z żadnym nieprzyjemnym zachowaniem. Ani razu.
Niech no chwilkę pomyślę..........jeszcze momencik.........hmmmm.......
Z żadnym .
Może ze dwa razy spotkaliśmy się z obojętnością. Ale nigdy z agresją, chamstwem , oszustwem, lub jakimkolwiek innym niewłaściwym zachowaniem,. Wręcz przeciwnie - wydawano nam za dużo reszty, pomagali o ile tylko mogli sie z nami dogadać (do tego bezinteresownie) , sami podchodzili , żeby pogadać (tak z ciekawości), zapraszali na imprezki. To bardzo wesoły i życzliwy naród. Tylko trzeba ich trochę poznać. I dać im poznać siebie.
(aha- z małym zastrzeżeniem - nigdy nic nie chciałem od taksówkarzy, motorbajkowców, koników z biletami, ani od nikogo kto sam chciał nam w czyms pomóc. Pełen ignor - nie istnieli dla mnie , więc nie miałem kontaktu z zawodowcami żyjącymi z turystów. Stąd nasze bardzo dobre odczucia co do Wietnamczyków , bo mieliśmy kontakt tylko z normalnymi ludźmi , a nie z jakąś mafią konikowo-taksówkarską)
Zresztą nie bierzcie na serio wszystkiego co piszę, Mam swoje zdanie , ale się z nim nie zgadzam

Przedstawienie tych co za udział w imprezie wzięli - czyli na początek tradycyjnie nasze mordki:
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Żona (czyli Małża)
Małża nie chce żebym zamieszczał jakiekolwiek jej zdjęcie bez dużych i ciemnych okularów Nie posiada konta na Fejsie i innym czymś takim , nie zagląda na waszą-klasę i inne portale społecznościowe. Cóż., też nie mam żadnego konta i nie bardzo wiem co to Fejs Potrzebne nam to jak pięść do oka.
Małża lubi czasem gdzieś wyjechać, tylko nie chce się jej wymyślać gdzie...... Więc spada to na mnie. To znaczy Małża pojedzie za mną gdziekolwiek w świat, ale z problemami. Ja wymyslam , a Małża mówi tylko: - tu nie........, eeeee, tam też nie....... , tu już byliśmy..........a co ja tam będę robić.?........., przestań tam jest niebezpiecznie.........., za długo..........., no nie wiem............
I tak drogą eliminacji padło na Wietnam.

Ja , czyli Tomek , czyli Morda Sukinsyna dla misiów
Nie odchudzam się przed wakacjami , mając nadzieję , że zwiększona aktywność załatwi sprawę. Nie załatwia , bo wakacje to czas wzmożonej konsumpcji piwa.

Chciałbym Wam jeszcze przedstawić Merelkę
Konkretnie Merelkę Prawą .......
Znacie Ją już wprawdzie dość dobrze z widzenia (jest na zdjęciu z każdej dotychczasowej relacji) ale myślę , że zasługuje na dogłębniejsze przedstawienie.
Z Merelką poznaliśmy się jakieś 2,5 roku temu w jakimś outlecie koło Gdańska w firmowym sklepie Merell.
Taaaaak. Merelka jest butem. Jakkolwiek brzmi to brutalnie, to jednak Merelka jest butem
Jest jeszcze Merelka Lewa, ale to debil. Nie liczy sie. Nie odzywa, lezie krok w krok za Prawą i to zawsze z tyłu. Takie popychadło. Ledwie kopia Merelki Prawej, choć powiedziałbym , że jej lustrzane odbicie
Nie od razu między nami zaiskrzyło. Przyznam, że najpierw spodobała mi sie inna para butów . Już nawet po nie sięgałem gdy słyszę:
-- Ej , a co ona ma, czego nie mam ja ?
--eeeee, no ten , w sumie trochę lepszy kolor , może ....
--kolor ? daj spokój , za pół roku będzie jeden syf. Lepiej weź mnie !!
-- a to niby dlaczego ?
-- a dlatego , że jestem TANIA .....
--o faktycznie. Ciekawe czemu ? Pewnie masz jakiś problem co ??
- a skąd. Jakiś dupek ostatnio powiedział głośno, że mam brązowo-sraczkowaty kolor. No i mnie przecenili chamy jedne.
--No dobra , zobaczymy tylko czy pasujesz ok ??
-- Jak mnie kupisz to sobie możesz sprawdzać . A tak przed........To , że niby kim ja jestem co ??
--No wiesz. Trzeba sprawdzić , trzeba porównać......
-- No tak wszyscy tacy sami !!! Dobra , rób co chcesz.......

No i tak w naszym mieszkanku pojawiła się TA TRZECIA. Merelka . A było to 2,5 roku temu.

Dzień przed wylotem Anno Domini 2011 Trzynasty Września. Pakowanie plecaków.

Otwieram szafę z butami. Sięgam po całkiem nowe buty z oddychającą siateczką. Odzywa się głos z szafki. Merelka , no bo kto inny
-- Weź mnie , weź mnie . Zostaw te debilki w spokoju !!
-- ciebie ? spójrz na siebie. Rozklejasz się . Podeszwa ci odchodzi.
-- to co ? będę lepiej wentylować . Lepiej niż te z siateczką !!
-- ale lewy wygląda jeszcze gorzej.....
-- da radę .
-- myślisz że damy radę ??
-- oczywiście !! Takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego !!!
--no nie wiem.....wiem że lubisz błoto ale to długa droga......
-- poradzę sobie, nie nawalę , obiecuję......
-- Matko , jak ja będę wyglądał z tobą na nogach
-- no dzięki :X ale dostaniesz niższe ceny za hotele
-- aaaaaa , to kuszące......
-- no weź mnie , weż mnie. Weżź mnie w te miejsca w których jeszcze nigdy nie byłam.....
-- zawsze cię w takie zabieram.
-- nie zawsze.....
-- no dobra ale obiecaj, że po tej podróży przejdziesz grzecznie na emeryturę
--obiecuję , obiecuję.
-- No dobra . Myślę że damy radę....... "Ja to kładę , bo i tak damy radę razem "- rzekłem cytując znanego polskiego rapera , którego imienia nie pamiętam.....

A teraz przeprawszam . Specjalek się skończył , a bzdury same się wymyślać nie chcą

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

1 Przygotwania
--------------------------
Przygotowania rozpoczęliśmy w marcu. W zasadzie to ja rozpocząłem . Małża po prostu zaakceptowała kierunek i poczekała do września. Zaczęło się od kupna biletów lini LOT z wylotem z Gdańska via Warszawa , do Hanoi i taki sam powrót....... Udało się je nabyć drogą zakupu stosunkowo tanio (za 2700 zł /osobę cała trasa) , choć można czasem taniej . Można też drożej. Co kto lubi

Po zakupie biletów wiedziałem już , w którą stronę patrzeć i zacząłem knuć.....
Powstało w sumie 18 (słownie osiemnaście) rozpisanych na kartce wariantów podróży. Ot tak , żeby logistycznie było bez strat czasu (jakieś zboczenie zawodowe te plany).......
Czy warto układać plany ?????
Warto ! Planowanie wymusza zainteresowanie się miejscem , w które sie jedzie . Powoduje , że musimy poszukać w necie jak największej ilości informacji , w tym o komunikacji , hotelach, cenach, atrakcjach. Nie pozwala na pozostanie ignorantem .
Czy warto trzymać się założonego planu ??
Nie warto ! - po to sie jedzie samemu, żeby robić to co się chce, dostosowując swój rozkład podróży do zmieniających się okoliczności albo chęcii, zamiast trzymania się sztywno ułożonego w domku przed komputerem wirtualnego jeszcze planu.....

Tak też było z nami . Pierwsze plany obejmowały nawet wyskok na 4 dni do Kambodży (w 21 dni jest to technicznie możliwe). Ostatni zakładał objechanie praktycznie całego Wietnamu z północy na południe.
Jednak już po tygodniu realizacji wprowadziliśmy PLAN NR 19 (czyli ten , który nigdy nie powstał). Znaczy z przyjemnością zaczęliśmy improwizować. Na południu pora deszczowa spowodowała tajfuny i ulewne, padające po kilkadziesiąt godzin deszcze, Halong odwiedziliśmy cudem przed nadchodzącym tropikalnym sztormem i z przyjemnością wróciliśmy w góry, które z chęcią wrócilibysmy jeszcze raz.
Generalnie nie dojechaliśmy niżej na południe jak do Hoi An. Wiedzieliśmy już wtedy , że na bank szybko wrócimy do Wietnamu (w porze suchej), więc południe nam nie ucieknie. Resztę czasu poświęciliśmy na jak najlepsze poznanie Wietnamu Północnego, stąd taki tytuł relacji. I dlatego - część I , bo druga będzie już za jakiś czas
Oczywiście nic nie stalo na przeszkodzie , żeby wykonać plan i "zaliczyć" cały Wietnam. Po prostu wybraliśmy przyjemniejszy wariant

Mogliśmy jechać oczywiście w objazdówkę. Jest sporo ofert polskich biur podróży. Od tych 14-dniowych , do 21-dniowych. Czyli mogliśmy zapłacić średnio dwa razy więcej za wycieczkę (przy 21 dniach). i dać sobie obwieźć dupska autokarem.
Jednak jestem absolutnie pewien , że podróżowanie indywidualne pozwala przeżyć kraj znacznie dogłębniej, zgodnie z oczekiwaniami, nie marnując czasu w autokarze. Efektem jest wywiezienie ze sobą znacznie większej ilości wrażeń i wspomnień.

Tak więc kupiliśmy bilet lotniczy. Nie dokonaliśmy żadnej innej rezerwacji. Po prostu wiedziliśmy , że o godzinie 14.25 czasu lokalnego, dnia 15 września wylądujemy w Hanoi. Reszta według uznania

2 Pakowanie
--------------------------

Jak spakować się na taki wyjazd........
W plecaki. Nigdy w walizki. Walizki ciężko za sobą targac. Są niewygodne, chodników w zasadzie nie ma.
Zresztą nie potrzeba aż 20 kilo bagażu głównego. My się spakowaliśmy w dwa plecaki po 11 kilo każdy + jeden bagaż podręczny 7 kg. To i tak za dużo.
- 4 zmiany krótkich spodenek + 5 zmian bielizny i skarpet + 1 superlkkie długie spodnie +1 lekka bluza + 1 peleryna przeciwdeszczowa + oprócz Merelki na nodze zabrałem jednak do plecaka drugą parę.
To tyle z ciuchów. Nie trzeba więcej bo absolutnie każdy nawet najtańszy hotelik oferuje usługi pralnicze (5zł /kg pranie z suszeniem - odbiór następnego dnia rano)
Jednego czego nie wziąłem , a warto, to mała suszarka do włosów. Wsadzona do środka, w 40 minut suszy idealnie buta. Bez tego nawet w 5 dni nie wyschnie
Warto też wziąć turystyczną grzałkę do wody (jeśli ktoś chce pić kawę lub herbatę w pokoju hotelowym)
Poza tym jadąc z lekkim bagażem , poniżej limitów lini lotniczych, mamy możliwość przywiezienia całej sterty tanich zakupów.

3 Koszty
---------------------------------------------
Całość wyniosła 2700 zł / osobę- bilet + 1000 USD/osobę-wszystko na miejscu + wiza 200 zł
Czyli na osobę nie więcej jak 6. 000 zł za 21 dniowy wypełniony po brzegi atrakcjami i wycieczkami pobyt.
Można taniej. I to sporo:
--Jeśli poszukacie tańszego biletu lotniczego (a podobno można niektórymi liniami nawet za 2000 ) to zaoszczędzicie 700 zł/osobę
--jeśli nie będziecie dawać napiwków to zaoszczędzicie 150 zł/osobę
--jeśli nic nie przywieziecie (zakupy) to zaoszczedzicie co najmniej 200-250zł / osobę
--jeśli zamiast lotu krajowego we Wietnamie wykupicie sobie pociąg- zaoszczedzicie 100zł/osobę
--jeśli zamiast wracał 2 razy jak my w góry inaczej sobie to rozplanujecie to nie wydacie dwa razy na kolej - czyli zaoszczędzicie po 140 zł/osobę
-- jeśli zamiast kuszetek w pociągu kupicie sobie miękkie fotele lotnicze - to zapłacicie połowe ceny biletu
czyli zaioszczedzicie po 70 zł / osobę
-- jeśli nie pojedziecie bez sensu do Cao Bang jak my , żeby tego samego dnia wrócić , to zaoszczędzicie po 70 zł/ osobę i nie zmarnujecie jednego dnia
--na hotelach wiele już nie zaoszczedzicie. Wszystkie nasze hotele mieściły się w granicach od 12 usd/pokój do 15 usd/pokój w Hanoi (ze śniadaniem)
-- na jedzeniu też nie zaoszczędzicie. Jest zbyt tanie.
-- Możecie wybrać krótszą i duzo tańszą wycieczkę na Halong Bay (nasza była 3-dniowa ) - Przy 2 dzniowej zaoszczędzicie 120 zł/osobę
--możecie troszkę ponegocjować ceny innych wycieczek (my braliśmy wycieczkę lub treking nawet jak nie było innych chętnych i była ona dla nas droższa jako tzw "private trip" - jakieś 200 zł/osobę

Zatem jeśli ktoś chce, to jak się postara i zrezygnuje z kilku wygód, to taki 21-dniowy wyjazd da radę zrobić za 4000-4500 zł/ osobę. I może to być nawet cały kraj , a nie tak jak my tylko północ. Koszty wszędzie są podobne Wycieczki objazdowe z biur podróży to od 8000 / osobę za 14 dni (za mało na Wietnam -to lizanie lizaka przez papierek) do 15.000/os za oferty 21 dniowe (tu program juz jako taki ) . Oczywiście licząc ze wszystkimi dopłatami obligatoryjnymi i koniecznymi wydatkami własnymi.

4 Fotografowanie
---------------------------------------
Dla mnie temat rzeka . No ale, kilka osób z forum się do Wietnamu wybiera (w tym Filos i Pełnoklatkowy ( 35 mm ) , więc i o tym trochę.

Wydawałoby się , że jadąc na wakacje w tak egzotyczne miejsce jak Wietnam zrobi się super fotki. Takie jak najlepsze jakie się widziało w necie. Niestety na wakacjach najlepsze fotki nieczęsto powstają. Te najlepsze są wyczekane. Na moment , na światło, Czasem wiele dni lub nawet miesięcy. jak się przyjeżdża w dane miejsce na 1/2/10 dni to ma się tylko takie momenty jakie w danej chwili są , a światło jeśli jest to super, a jeśli nie ma to d...... blada. No i się wyjeżdża..... Nie mówiąc już o zawieraniu relacji z lokalesami , koniecznymi do zrobienia np. dobrego portretu. Na to nie ma czasu.
Zatem ja też miałem sporo poecha. Trochę szczęścia i sporo pecha. Wietnam jest nieprzewidywalny pod względem pogody , zwłaszcza w porze deszczowej. Nie było ladnego światła !!!! Nie było porannego słońca, nie było późno-popołudniowego. Bo słońca prawie wcale nie było. Było duszno i gorąco, ale na niebie jedna wielka mleczno-szara plama. No i tak w zasadzie cały pobyt z maleńkimi wyjątkami. Kilka pierwszych dni było słońce ale takie od południa do 15-tej, na Halong - 1 dzień był ładny, w Hanoi 1 poranek się udał podzczas ćwiczeń Tai Chi . Poza tym światła nie było. Raczej cieszyłem się że przynajmniej nie leje. Można w takiej sytuacji nie robić zdjęć, albo je zrobić mimo warunków.
Spotkałem dwoje zawodowych fotografów w górach. Z Japonii .Byli w pracy. Ja tam byłem 12 dni , oni 3 tygodnie. Tylko tam. Trzaskali portrety. Obwieszeni trzema korpusami. Obiektywy full profi - 14-24, 24-70, 70-200. Też nie doczekali się pięknego światła. Nie było słońca tygodniami. Ale z pewnością zwojowali więcej niż ja.

Fotografowanie ludzi :
Jak zwykle najwdzięczniejszym tematem są dzieci. Ja bym dodał jeszcze poorane zmarszczkami staruszki i spalonych słońcem macho z wypisanym na czole doświadczeniem życiowym.
Nie powiem , żeby wszyscy pędzili w stronę obiektywu i ustawiali się na baczność w kolejce do zdjęcia. Raczej w drugą stronę. Nie lubią. Na pytanie o zdjęcie 80 % odmówi.
Dlatego na zdjęciach oprócz scenek podglądniętych, są tylko te osoby które nie wyraziły sprzeciwu lub chciały zostać sfotografowane. Jeśl w wizjerze widziałem , że ktoś się odwraca, lub zasłania parasolką , daje znak ręką , że nie chce fotki to jej nie pstrykałem. Czasem trzeba się było spytać, czasem gestem pokazać zamiary, generalnie się uśmiechac , pożartować. To w zasadzie działało.
Mozna też płacić za zdjęcia kupując coś. Ale z tego zawsze wychodziły "zdjęcia paszportowe". A takie nie mają sensu.
Twarze na zdjęciach - Azjaci w 90 % nie okazują emocji co trochę widac po kamiennych twarzach
Dzieci - Podzieliłbym je w stosunku 80% do 20 %. te 80 % patrzy w obiektyw jak w malowane wrota bez mrugnięcia nawet powieką. 20 % się szczerze cieszy i największa frajdą dla nich to obejrzeć się na zdjęciu. Jedne i drugie są super fotogeniczne. Zawsze wychodzą najlepiej
Najlepsze zdjęcia i tak zrobilem w końcówce podróży . Na trekingach. Kilkunastokilomerowych . Im dalej , im mniej turystów, tam gdzie byliśmy sami, tam najlepsze fotki i najfajniejsi ludzie. Polecam nie iść utarymi ścieżkami.

Jedna rzecz , której najbardziej żałuję :
----------------------------------------------------
Na 3 dni przed wyjazdem dowiedziałem się o istnieniu takiego gadżetu jak drukarka kieszonkowa firmy Polaroid. W 45 skund drukuje w super jakości zdjęcie prosto z aparatu. Kosztuje 200 zł a koszt jednej fotki to 1,5 zł. Idealna sprawa jako prezent dla tych dzieci i mieszkańców wiosek. Taki otwieracz serc. Odwiedzałem te rozsypujące się chatki i w każdej , wszystkie zdjęcia całej rodziny z całego życia mieściły się na jednej tablicy na ścianie. Do tego technicznie bardzo słabe zdjęcia. Załowałem że nie mogę dzieciakowi, czy rodzince dać fotki, tylko pokazać ją na wyświetlaczu.
Nie kupiłem tej drukarki z dwóch powodów :
1- było już za późno na sprowadzenie
2-weszła nowa wersja (jeszcze nie ma jej w Polsce) - 400 zł, koszt fotki 2zł, ale drukuje większe rozmiarowo zdjęcia (7,5 cm/10 cm) To już prawie jak pocztówka. Poprzedniczka robiła za malutkie
No nic. Wezmę ją na następny wyjazd.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak więc mając bilet w kieszeni wsiedliśmy w samolocik. Godzinka do Warszawy, godzinka na przesiadkę. Luzik. No i 11 godzinek do Hanoi . W samolocie 2/3 to Wietnamczycy. Jakaś grupka Polaków z wycieczki zorganizowanej nie daje nam spać imprezując przy swojej whisky. Cieszą się.
No niech się cieszą. Cieszę się , że się cieszą. Trochę hostessa robi się bezradna, ale po 3 godzinach i obaleniu 2 flaszek whisky poszli spać.........Nie było międzylądowania w celu eksmisji
po paru godzinkach zerkam za okno...
-- o w mordę..... to z pewnością nie będzie normany wyjazd......
Merelka śpi. Małża udaje, że spi. Pomału świta.....

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Lądujemy o godzinie 14.25 czasu lokalnego na lotnisku Noi Bai w Hanoi. Musiałem obuidzić Merelkę , bo spała twardo i nie chciała się ruszyć. To przez skarpetki . Już kilkanaście godzin się integrują
Słodki głosik z głośniczka zyczy nam miłego pobytu, ostrzegając , że na zewnątrz temperatura przekracza 30 stopni C. Uff, spodziewałem się nieco mniej. Na północy miała być "złota polska jesień ". Pochmurno.

Lotnisko puszczamy jako ostatni. Odbiór plecaków, przepakowanie, założenie naszych torebek na pas, wzmocnionych linkami stalowymi (tak na wszelki..... ). lecimy sobie od razu do stanowiska Wietnam Airlines i kupujemy bilety lotnicze do DaNang na za tydzień. Tego nie powinniśmy robić , ale myśleliśmy wtedy jeszcze , że twardo będziemy realizować plan.....
Moja komórka na abonament milczy. Nie podpisaliśmy z Wietnamem umowy roamingowej. Komórka na kartę śmiga aż miło.
Zauważylismy punkt informacji turystycznej z napisem "FREE MAP". Niestety mapy się skończyły
Zresztą we Wietnamie chyba nie ma czegoś takiego jak oficjalna informacja turystyczna . To są zwykle jakieś komercyjne agencje. Słodka pani z uśmiechem pyta się nas czy mamy już hotel.
-- mamy...... (choć nie mamy)
-- a jaki ??
--eee, zapomniałem....
-- to może chcecie taksówkę, bo tam najlepiej taksówką......
-- bardzo pani dziękujemy, do widzenia.... - odwracamy się i odchodzimy zostawiając ją z rozdziawioną ze zdziwienia miną. O co chodzi ? Co powiedziała nie tak ??
Jesteśmy nastawieni bojowo , uprzedzeni . Nie zasugerowała najtańszego połączenia tylko najdroższe A my chwilowo mamy ambitny plan dać sobie radę po swojemu , czyli najtaniej.

Wychodzimy z lotniska, Ignorujemy kilku naganiaczy taksówkowych (kurs do centrum jakieś 20 usd). Olewamy busy lotniskowe Vietnam Airlines (2 usd /osobę). Notabene to najlepsze i najwygodniejsze rozwiązanie, które polecam każdemu. Z wykształcenia jestem ekonomistą. Nie istnieje pojęcie najwyższej jakości, najniższa cena też jest na ogół kiepskim pomysłem. W przyrodzie jest tylko pojecie "jakości optymalnej". Czyli najkorzystniejszej relacji jakości do ceny. Dla każdego będzie to inna wartość. Dlatego jazda busem Vietnam Airlines jest optymalna. Ale można taniej........
Znajdujemy lokalny autobus komunikacji miejskiej nr 17. Musimy dojechać nim do stacji Long Bien, bedącym ostatnim przystankiem , a położonym na północnych krańcach starówki Hanoi.......
Tak też zrobiliśmy (cena 5000dongów za osobę czyli 0,25 USD/osobę. ) Taniej się nie da.....

Hanoi - THE KINGDOM OF CHAOS

Wysiadamy na stacji Long Bien , spławiamy taksówkarzy i motorbajkowców. Plecaki na plecy i w drogę.
Matko co za hałas !!!! Trąbią i trąbią. Mam nadzieję , że nie na nas Mam w łapie aparat ale klikam tylko ze dwa lub trzy zdjęcia. Nie ma czasu.....

Mamy plan . Mieć plan to dobra rzecz , więc my go mamy ...... Dotrzeć na spokojnie do stacji kolejowej, nabyc drogą zakupu bilety w góry i wpakować się do właściwego pociągu. Odpoczniemy w górach......
Ale mamy też mapę . Wybitnie niedokładny wydruk z jakiegoś serwisu internetowego. W zbyt małej skali, bez zaznaczenia wszystkich ulic. Wydawało się , że do stacji jest niedaleko , ale nie jest... A godzinka jest juz przed 18-tą. Czyli robi się ciemno. Jak w du.......ie....
Ciągniemy się po tych uliczkach już półtorej godziny. Kręcimy się chyba w miejscu . Merelka co chwila stęka . Mówi , że tu już była. Poznaje kałuże. Gorąco i duszno. Przestajemy już zwracać uwagę na ruch uliczny. To znaczy, na samochody jeszcze uważam , ale morze motorków mam gdzieś..... Leziemy jak święte cielaki, nie reagując na trąbienie. Chodniki niby jakieś są , ale na pewno nie dla pieszych . Zasad ruchu drogowego nie ma. Jest tu podobno nawet 7-8 milionów mieszkańców, ale motorbajków to co najmniej dziewięć milionów. Omijamy garkuchnie i latające po ulicach kury. Rozstawione na chodnikach paleniska. Mijają nas kobity zaprzęgnięte w jakieś taczki. Pełna wolnoamerykanka. ślicznie , już mi się podoba , ale nie pierwsszego dnia, nie w pełnym rynsztunku i prawie w nocy.... No i pociąg....
Pot cieknie mi z czoła jak z zepsutej spłuczki. Czas mija, a postępów nie widać. Co krok to ślepa ciemna uliczka. Dziwne. Coś popierdzielilem z mapką........
Pytamy się lokalesów o drogę, Bardzo chcą pomóc , ale nie rozumieją absolutnie nic po angielsku. Ani jednego słowa. To zresztą dość ciekawa cecha 99 % Wietnamczyków.
Godzina do odjazdu pociągu. Koszulka mokra. Dajemy w końcu za wygraną. Pierwsza porażka !!!

z ulubionych...

Bierzemy taksówkę. Nawet zrozumiał dokąd chcemy jechać. Cena 5 USD za kurs. Ok- nie mamy czasu. Wsiadamy.
Dziesięć minut później taksówkarz zawraca na trzypasmowej drodze pełnej skuterów na bezczelnego na samym środku drogi..... Bach i mają nas policjanci. No proszę... czyżby były tu jednak jakieś zasady ruchu drogowego ? Nie zauważyłem.
No to zaczyna się trzepanie kierowcy. Telefony , dokumenty. Czekamy. Czas ucieka. Pociąg nie zaczeka.
Po 10 minutach decydujemy się wysiąść. Dajemy załamanemu taksówkarzowi 3 z umówionych 5 USD i zaczajamy się na następną taksę.....
-- Jest pierwsza. Koleś nic nie rozumie. Kompletnie nic. No to spadaj......
-- Jest druga . Koleś rozumie jeszcze mniej niż tej poprzedni. Mapę czyta do góry nogami. Spadaj !!!
-- Jest trzecia . 200 tys dongów ? (10 USD) . Spaddaaaaaaj !!!
--Jest czwarta. Na taksometr. Nie chcemy na taksometr-nie mamy czasu na przejażdżki krajoznawcze.
No ale na taksometr.......
Nie........
Ale.......
Spadaj..... !!
Idziemy szukać następnej gdy ten od taksometru wyskakuje z samochodu. Ze śmiechem wyjaśnia nam że jesteśmy blisko stacji. Jeszcze w lewo, prosto i w prawo i dojdziemy pikusiowo.....
O proszę ..... Ludzkie serce. Jakiś przeszczep. Aż mi się głupio zrobiło za to "spadaj "
Dziękujemy mu bardzo i lecimy..... Naszego taksówkarza policja męczy nadal....
Oczywiście musieliśmy się spytać jeszcze trzykrotnie o drogę i było dalej niż myśleliśmy ale wkońcu zdyszani wpadamy na stację. Zalewając potem okienko kupiliśmy bilety na kuszetki (soft-sleepery za 20 USD / osobę za podróż 9-godzinną w góry). Wpadamy na torowisko, znajdujemy swój pociąg niedługo przed odjazdem..... Ufffffff.......

Cztery prycze w przedziale. Całkiem ładnie. Tylko prześcieradło i kocyk nie pierwszej świeżości.. Eeeetam . Jest nam wszystko jedno. Zresztą jesteśmy w takim stanie , że po nas to już tylko piekło i sztuczna noga. Zwalamy się w te leżanki tak jak stoimy......
-- Merelko ? Może byś chciała sobie na półeczkę ?
-- Hhehe. Nie rób im tego. (współpasażerom) Nie darują ci......
--No tak. Fakt. A ty wytrzymasz ?
-- Lepszy ciepły smrodek niż klimatyzacja. Dam radę
-- to dobranoc ......

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

No tak ..... Dworzec nam jeszcze dał lekko popalić. Potem go sobie oswoiliśmy

Jeszcze parę słów o fotkach. Jak wiadomo wywołuję je na bieżaco , po kolei z Rawów. Trochę to trwa. Mógłbym wybrać te 100-120 najładniejszych , ale ponieważ to forum turystyczne , a nie fotograficzne , a do opowiedzenia o Wietnamie potrzebuję około 1000 zdjęć, czyli większość zrobionych , to oprócz dobrych fotek będą też przeciętne.

Wracając do tematu ......

Po co my się tak pchaliśmy w te góry . Czemu w dzień przylotu. Czy nie lepiej by było sobie wziąć hotel, przepać się i pojechać na spokojnie następnego dnia ??
Dlatego , że przylecieliśmy w czwartek. Tylko pakując się tego dnia do pociągu mogliśmy dotrzeć do interesującej nas miejscowości Bac Ha w piątek. A w sobotę w oddalonej o 25 kilometrów wiosce Can Cau odbywał się bardzo śliczny i nieturystyczny targ, który chcieliśmy koniecznie zobaczyć. Wyjeżdzając dzień później nie zdążylibyśmy. Do tego potrzebne jest to wertowanie informacji w necie - żeby wiedzieć gdzie co się w danym czasie odbywa i żeby pod to sobie ustawić plan.
Absolutne 90 % turystów jadących w góry to ludzie, którzy w Hanoi za ciężką kasę wykupują 3 dniową wycieczkę.Wyjeżdżają także w czwartek tym samym pociągiem.Lądują w piątek w górskiej miejscowości Sapa, robią tam jednego krótkiego treka, następnego dnia kolejnego, a w niedzielę wpadają na chwilę na bardzo fajny zresztą targ w Bac Ha i wyjeżdżają wieczornym pociągiem.
My określilismy sobie trasę na odwrót. Od Bac Ha. Zaliczamy w sobotę targ w Can Cau, w niedzielę targ w Bac Ha, oraz jeszcze w innej wiosce oddalonej o 12 kilometrów (jesteśmy tam jedyni), w poniedziałek trekujemy po okolicy , a we wtorek jedziemy na wybitnie nieturystyczny targ w Coc Ly nad rzeką (dość daleko). Dopiero transferujemy się do wyżej położonej i oddalonej o 100 km Sapy
Dlatego trzeba się było spocić i zdążyć na pociąg......

Godzina 4.30 rano. Pociąg dobija do miejscowości Lao Cai u podnóża gór. To jeszcze nie cel naszej tułaczki. Wychodzimy na parking przed stacją. Otaczają nas naganiacze busów... :
-- do Sapy ??
--nie , do Bac Ha
-- eeeeee

-- do Sapy ? Sapa ??
-- nie . Bac Ha
-- eeeeeee

Szukam po parkingu. 25 busów do Sapy. Ani jednego do Bac Ha !!! Tak. To sobie wymyślilismy . Podróżowanie pod prąd. Nikt nie jedzie do Bac Ha ?
Znajduje się w końcu jakiś koleś, który twierdzi że za chwilę zorganizuje busa do Bac Ha . Odciąga nas na szary koniec parkingu i każe czekać . Zbiera ludzi. Nie podoba mi się to. Mam zakodowanewe łbie : "nie daj sobie pomagać pomagaczom !!! " Mówię do małży:
-- tu nas trzyma z boku żeby odjechał ostatni bus. potem krzykną cenę za taksówkę jak z kosmosu. Stój tu , a ja idę powęszyć.
Faktycznie nie ma żadnego prywatnego busa , który odjeżdża do Bac Ha. Ale gdybym dobrze poczytał angielskie Wiki-Travel, które mam w plecaku to wiedziałbym , że przyjedzie lokalny autobus. Tak czy siak spotykam parkę niemiecko-francuską. Ludzie w naszym wieku. Bardzo fajni zresztą jak się potem okazało. Pytam się dokąd się wybierają bo tak stoją sobie na odludziu
-- do Bac Ha.
Oooo to już nie jesteśmy sami. Też ich wysłali w inny zaułek (ale nie ten sam). Ustalamy że wracamy wszyscy na parking i czaimy na jakiś transport. Koniki twierdzą , że załatwia nam busa za 200 tys dongów od osoby (10 usd)
20 minut później pakujemy się do autobusu bez pomocy "pomagaczy". Negocjujemy cenę 100 tys dongów (5 usd) za 2-godzinny transfer do Bac Ha. Mistrz negocjacji , Tio z Hongkongu, którego poznaliśmy następnego dnia w miasteczku zapłacił 70.000 dongów. Oficjalna cena (35 tys ) jest fikcją. Zostawią na bruku. No trudno . 5 usd to nie tragedia.

No to zaczęła się jazda. Dopchnięto do nas ileś tam worków z kukurydzą, parę babć z lokalnych wiosek, na dach powędrowały ananasy i worki z ryżem. Na worki z kukurydzą upchnęli się mali Wietnamce o bosych stópkach i tak sobie jechaliśmy co chwilę podrzucając komuś worek z ryżem i odbierając papaje....
Na dachu coraz więcej towaru....
Widoczki szybko zaczęły się za oknem zmieniać na lepsze. Coraz wyżej...... Rodzinka ubija jakieś siano. Nagie, bose , najwyżej dziesięcioletnie dzieci pracują z zaangażowaniem. Bawoły chodzą po ilicach. Osiołki pasą się gdzie popadnie. Mała dziewczynka ujeżdża krowę. Kury prowadzą swoje kurczaczki.......
Młodzież szkolna w białych koszulach , gęsiego spokojnie pedałuje sobie rowerkami do szkoły . Pięć, dziesięć, dwadzieścia pięć, dziesiątki rowerków.... Nikomu się nie spieszy . Włosy dziewczynek są tak długie , że spadają na siodełka i leżą na bagażniku roweru ... Trąbimy sobie. Wszyscy trąbią. Od tak sobie, po prostu . Żeby zakomunikować , że się jedzie. Mijamy pierwsze kobiety z mniejszości etnicznych .
Coraz wyżej..... Pierwsze pola ryżowe. Jeszcze zielone. Pogoda całkiem ładna . Słoneczna. To będzie wyjątek , ale narazie jest ok. Zapowiada się baśniowo.

Dojeżdżamy do Bac Ha. Jest godzina około 9.00 rano. Świeci słońce. Wspólnie z nowo poznanymi znajomymi idziemu sobie szukać hotelu. po 15 minutach pakujemy się do najokazalej wyglądającego hotelu Saomai. Cena za pokój dla nas 15 usd (może to zasługa Merelki ?) Niemiecko-francuscy towarzysze biorą pokój za 20 usd "z widokiem" z okna. Nam widok z okna "wisi"......
Prysznic , przebrać się (zmienić skarpetki) i idziemy sobie sprawdzic gdzie dojechaliśmy.
Bac Ha to senne miasteczko. Ot, kilka ulic na krzyż. Mamy trochę czasu , a spać sie nie chce, więc szwędamy się bez celu. Cała zabawa ma się zacząć następnego dnia

Typowy środek transportu w górach. w tle dzieci wesoło jadą do szkoły......

podglądając życie uliczne

Kobiety we Wietnamie są twarde. Naprawdę nie do zdarcia.....

ref="https://picasaweb.google.com/lh/photo/aZ8Qk8aii22fFc7sO4D1ko9NKJrQAGPTuqCMw2XEavU?feat=e mbedwebsite">

Policjanci na motorze. Nie chcę nadinterpretować tego zdjęcia, ale spójrzcie gdzie ten z tyłu trzyma ręce i czemu ten z przodu tak się cieszy ???

Pierwsza niewiasta z mniejszości etnicznej. Należy do plemienia Flower Hmong czyli Kwietnych Hmongów...... Narazie przyglądam się lokalnym mieszkańcom z pewną taka nieśmiałością
Koszyk na plecak jest tu powszechny. To najlepszy sposób przenoszenia czegokolwiek.

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Wracając do Bac Ha. Jest tam sobie jeden niewielki zabytek z czasów świetności. jak na takie malutkie miasteczko to już coś. Poszliśmy , zobaczyliśmy:

wleźliśmy nawet na górę

A to już Flowersi...... Żadna cepelia. Tak chodzą ubrani na codzień. W miasteczku było słownie ośmiu białasów w tym my..... Wszyscy spotykaliśmy się codziennie w jednej knajpie na anglojezyczne pogaduchy.

plemienna stacja benzynowa

i sympatyczny koszyczek na kury......

Załatwilismy sobie na następny dzień transport na market we wiosce Can Cau. Pojedziemy tam motorbajkami z kierowcami. Wracając przejedziemy jeszcze 40--kilometrową trasą po wertepach przez lokalne wioski. Merelka wolałaby sobie pobiegać . Uwielbia błoto. Ale musi poczekac na swoją kolej.....
A narazie szwędamy się po Bac Ha

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Wracając do hoteli .
Hotele we Wietnamie w zasadzie mają zawsze bardzo ładne pokoje . Jak na coś za 12-15 usd za noc, to po prostu rewelacja Gorzej z łazienkami. Te bywają często słabe. Trzeba zawsze obejrzeć pokoj i zawsze zajrzeć do łazienki . Jak nie pasuje coś to obok jest pełno innych miejsc.Ja tak robiłem zawsze, ale za pierwszym razem czyli w bac Ha nie obejrzałem dokładnie łazienki.
A była dość nowocześnie urządzona. Powiedziałbym wręcz , że w technologii bezdotykowej
To znaczy lepiej bylo niczego nie dotykać , bo dotknięte odpadało. Pierwszego dnia odpadł wieszak. Wieczorem gałki od kranu. Następnego spadła rura k****izacyjna od umywalki i woda lała się na posadzkę. Próba naprawienia skutkowała odpadnięciem syfonu Zasłoniliśmy umywalkę ręcznikiem, żeby nie kusił i myliśmy zęby w wannie. Nie chciało nam się przeprowadzać. Ogólnie nie mamy wymagań
Wanna nie miała odpływu. Woda wylewala się na posadzkę i spadek podłogi kierowal ją do kratki.
Ale było fajnie. Była za to ciepła woda !!!

Ponizej nasz pokoik za 15 usd (ale praktycznie tak wyglądal każdy)

No to szwędając się po miasteczku złaziliśmy wszystkie zakamarki i boczne uliczki

Suszenie kukurydzy. Podobno dla kur.... Całe miasteczko przerabia i suszy kukurydzę. Pani z lewej tnie drewno na opał na zimę.

Resztki po ziarnie.

w Bac Ha jest nawet spore boisko dla dzieci. Zdobycze komunizmu. Szkoła w kazdej wioseczce i boisko w każdym miasteczku.

Ale Wujek Ho czuwa nad wszystkim......

Kury morduje się na ulicy..... W biały dzień.

z nudów zrobiłem portret konia .......

..... i rowera........

a po tych okolicach sobie potrekujemy kilkanaście kilometrów.........

A narazie nastał wieczór. Nasz pierwszy dzień po wyczerpujacej podróży już się kończył. Spotkaliśmy jeszcze Elenę. Czeszkę mieszkająca w Nowej Zelandii. Świetna dziewczyna. Przegadaliśmy cały wieczór i dwa kolejne. Podróżuje samotnie. Zwiedziła w zasadzie już całe Indochiny i Filipiny. Żałuję, że nie wziąłem kontaktu. Jakoś tak wypadło z głowy , a potem już było za późno........
Następnego dnia jedziemy na Can Cau market w pięć skuterków. Dołącza do nas Elena i parka niemiecko-francuska. Wolimy motorki niż autobus. Autobusem jedzie Tio z Hongkongu. Ale Tio jest mistrzem obniżania kosztów. Przewodnik Lonely Planet wiedzie go zawsze do celu . Tio wie wszystko
Bardzo sympatyczny starszy gość. Też podróżuje samotnie. Znamy się juz tam wszyscy po pierwszym wieczorze .........
To na objazdówce z biurem byłoby niemożliwe ...........

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Wracając do relacji :

No to w trzecim dniu pobytu , a w drugim dniu w Bac Ha mamy jechać motorkami po przełęczach na odległy o 25 kilometrów mały targ mniejszości etnicznych Flower Hmong , położony w maleńkiej wiosce Can Cau.
Zebraliśmy się jak zwykle w naszej ulubionej knajpce na śniadanie . Każdy dostał swojego wietnamskiego kierowcę i motorek.
Zrobiłem jeszcze zdjęcie ptaszka w klatce, który nam śpiewał nad ranem (udawał kota - miauczał) i sruuuu.......... na motorek.
Mała instrukcja obsługi - jak jedziemy pod górkę to mam się prawie kłaść na kierowcę, jak z górki, to mogę się odchylać do tyłu , żeby obciążyć tylne koło. Dobra. Spoko.

No to ruszamy zwiedzać ten nasz Hobbiton z małymi , skośnymi Hobbitami w roli głównej.......
Droga do Can Cau tylko z nazwy była drogą. Miejscami ro były błotne rozmiękłe koleiny, żwirowy dukt, zwykła ubita glina. Dupa podskakiwała na każdym kamieniu , ale właśnie tego nam było trzeba.
Widoki Hobbickie były nie do pobicia . Poczuliśmy się jak we Władcy Pierscieni.......

Co kawałek zatrzymywalismy się , żeby cyknąć fotkę. Nigdzie się nie spieszyliśmy. Kierowców i motorbajki mieliśmy aż do wieczora.

Ryż na tarasach jeszcze zieloniutki..... Pytam się kiedy będzie żółty. Kiedy będą go zbierać ?
-- za dwa tygodnie.....
--o w morde....to nas już tu nie będzie. Szkoda.
Nie wiedzialem jeszcze wtedy , że wrócimy po tych 2 tygodniach i załapiemy się na żniwa.

Nasz motorbajk i jeden z kierowców

Po około godzinie bimbania się po duktach , mijania lokalesów z koszami pełnymi kur, bawołów prowadzonych na targ i kobiet Flower Hmong drepczących wiele kilometrów pieszo z koszem owoców lub z dwiema kurami tylko, dojeżdżamy do wioski Can Cau

Wioska pieknie połozona na stoku jednej z gór. Raz w tygodniu, zawsze w soboty przyciąga całą okoliczną ludność . Jest miejscem handlu , spotkań , spędzania wolnego czasu....
A ja mogę troche poportretować.
Merelka się cieszy jak gwizdek . Widzi błoto. Duzo błota....
-- ale się fajnie upierdzielę. jak ja to lubię...
-- uważaj lepiej na bawole kupy

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Góry są rewelacyjne. Potem bylismy w jszcze innym regionie, wyżej , to było jeszcze lepiej. A jak ryż dojrzewał to juz wogóle......

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

na stoku sprzedawali sobie konie. konie we Wietnamie są jakies takie malutkie.....

Berbeć.
Tam wiele kobiet, czasem 17- letnich biega z berbeciami w nosidełku na plecach.
Zawsze mają je przy sobie . Nawt w wielogodzinnej pracy.
Kobiety we Wietnamie są twarde jak orzeszki


a to juz handel bydłem .
Dobry bawół we Wietnamie kosztuje od 700-1000 USD.
Czyli tyle co nowy skuter Hondy

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Na targu spędzilismy jakies 3 godziny, więc najblizsze zdjęcia będą nadal pochodzić z Can Cau....

Tutaj Merelka musiała szczególnie uwazać. Ja byłem zajęty zdjęciami. To na niej spoczywało zadanie jak wyniuchac i ominąć bawole odchody ......

Miotła i inne narzędzia "full natural ".

Smutna trochę, ale pewnie już dawno zamężna ..... Szkoda , że nie zrobilem jej portretu z bliska. Teraz tak sobie patrzę , że ma potencjał

No cóż. Życie.. Kiedyś się kończy. Ale dla tej świnki chyba jeszcze nie teraz. Not yet.....not yet....

Koszyczki jeszcze puste. Ale się zapełnią. A potem wiele kilometrów do wioski. Mąż pójdzie przodem niczego nie niosąc. Kobiety tam są twardsze .

Can Cau Market

Jak dla mnie istny HOBBITON. Brakuje tylko norek z okrągłymi drzwiami

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Tom-Gdynia
Obrazek użytkownika Tom-Gdynia
Offline
Ostatnio: 5 dni 9 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Kolejna fotka :

i następna

Moje zdjęcia z różnych, dziwnych miejsc http://tom-gdynia.jalbum.net/   Music 2

Strony

Wyszukaj w trip4cheap