Jesteś tutaj
Jesteś tutaj
Objazdówka po największej wyspie Phu Quoc było moją pierwszą przygodą z Wietnamem i chyba nie był to ostatni raz w tym kraju.
Dawno nie byłam w Azji, więc to powrót na ten kontynent po ładnych kilku latach.Podobało mi się, choć ciężko byłoby mi porównać Wietnam do innych miejsc , które już widziałam w Azji.
Co mi najbardziej przypadło do gustu ? Chyba najbardziej kuchnia i ludzie .Jedzenie jest przepyszne i bardzo tanie, można poszaleć po knajpkach. Ludzie szalenie mili, życzliwi, chętni do pomocy i to pomimo braku znajomości języków. Do tego bardzo ciężko pracujący ,żeby przeżyć i utrzymać na ogół liczne rodziny.
To co mi najbardziej przeszkadzało to wszechobecne śmieci i ruch uliczny. Strach w oczach przy każdorazowym przejściu przez ulicę.
Kilka foto smaczków na początek
No trip no life
a kiedyś Ty była w Wietnamie ??? zupełnie tego z odliczanki nie pamiętam ale już siedzę i czekam na piękne foty
papuas
a ja doskonale pamiętam, że Nel wybrała sie z biurem na tropikalną, wietnamską wyspe Phu Quoc:) (pisała, że wyczaiła fajnego lasta) ; to było przed Fuertaventurą Nel:) ; jakoś tak chyba na poczatku roku (w tym samym czasie chyba jak ja byłam na Maderze
Nelcia, to zasiadam zaraz obok papuasa i czekam na ten Żar Tropików!
Piea
...fajnie że poruszasz "vietnamski temat". Mamy ten kierunek "na celowniku" ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Ja też chętnie pooglądam. Wietnam mam tylko "liśnięty" w okolicach Sajgonu. Chętnie będę z Tobą podróżowac.
Witam was kochani w nowej relacji .
Postanowiłam trochę zmienić klimaty i pokazać coś cieplejszego niż ostatnie , zimne wiatry he he . Idzie zimno więc trzeba się będzie ogrzewać na różne sposoby. Pomyślałam sobie,że wietnamskie sloneczko będzie jak znalazł.
Piea brawa za świetną pamięć. Wyjazd był w drugiej dekadzie stycznia , czyli właśnie przed Fuertą. Kupiony faktycznie jako last na tydzień przed wyjazdem. Dlatego też Papuas możesz nie kojarzyć, bo byłeś jeszcze na sylwestrowym wyjeżdzie.
Jutro 'jedziemy" dalej
No trip no life
DZIEŃ 1
Wylot przewidziany jest na godzinę 13 ,więc teoretycznie mamy spokojny poranek na śniadanko i dopakowanie się.
Niestety okazuje się to tylko teorią. W mediach huczą ,że na lotnisku jest awaria od bladego świtu, wysiadło zasilanie. Ogarnia mnie lekki stres, umawiam się więc z koleżanką na lotnisku wcześniej niż planowałyśmy , bo już oczami wyobrażni widzę te dzikie tłumy czekające na odprawy.
Na miejscu widać, że temat już jest w miarę ogarnięty. Jedyne co nie działa to tablice elektroniczne, nic się nie wyświetla. Nie ma to jednak wpywu na godziny boardingu czy odlotu.
Przed wylotem idziemy na kawkę Latte do Costy, to juz taka moja świecka tradycja.
Wchodzimy do samolotu, ma pełne obłożenie. Pomimo ,że to charter to lecimy LOTem co ma ten plus ,że posiłki i napoje są w cenie .
Lecimy pok 10 godzin, udaje mi sie nawet na chwile zdrzemnąć.
Do celu docieramy przed północą naszego czasu a przed 6 rano czasu lokalnego.
Jak widać na ekranie wyspa leży bliżej kontynentalnej Kambodży niz Wietnamu
Hotel jest stosunkowo blisko lotniska, bo wyspa nie jest duża. Na pokój trzeba czekac do g. 13 , ale można zostawić bagaże w holu. Przebieramy się więc w letnie ciuchy i idziemy na spacer nad morze . Plaża jest piaszczysta , ale w poblizu są też fajne formacje skalne
Wracamy na część plaży przy hotelu.
Kupujemy sobie w barze lokalne piwko, obserwujemy masaże i gadamy z ziomkami . Niektórzy są tu już jakiś czas, inni przylecieli razem z nami.
Zamawiamy sobie owoce, które kobitka na plazy przy nas obiera i serwuje. Pychotka
No trip no life
Z ochotą wrócę wspomnieniami na Phu Quoc ))
Pokój w hotelu jest całkiem ok. Bardzo przestronny, z widokiem na morze, jest czajnik ,więc można sobie robić herbatki, łazienka też duża i nowoczesna. Co ważne, klima działa bez zarzutu.
Rozpakowujemy się i idziemy z ekipą na miasto na obiadoko kolację. Po drodze z zaciekawieniem oglądamy okolicę.
Same lokalne biznesy.. sklepiki, knajpki, kramy. Mnóstwo tego..
a to już nasza restauracja
Kolacja obfita i smaczna a przy okazji poznajemy innych wycieczkowiczów.
Po jedzonku wracamy na naszą plażę a tam dopiero zapachy. ...już wiemy,że można się nie ruszać z plaży i też pysznie zjeść
Na koniec dnia fundujemy sobie masaż na plaży przy szumie fal .
Rewelacja i to za jakieś grosze
No trip no life
...heh,aż musiałem zerknąc na mapę który to "kawałek Vietnam,u" ; ))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
to pewnie krzesło policjanta i piesek go po prostu pilnuje
czekam na dalsze ciekawostki
papuas