czyli to colosseum to trochę takie wietnamskie Las Vegas te brązowe, przymorskie kamole - super są, bardzo malownicze niestety, ten konflikt zachodzi coraz częściej między udostępnianiem turystycznym i budowaniem tam atrakcji dla odwiedzających, a zachowaniem miejscowej przyrody i niestety przyroda przegrywa zapewne zaczęło się od obcowania z dziewiczą naturą i podziwiania wszystkich tych lazurów i zieloności a jak już wszystko zostanie zabudowane to część zacznie tej natury szukać gdzie indziej
widoki z kolejki jednak superaśne i będąc tam z pewnością bym na nią się skusił tak między masztami wagoniki mocna zniżają się nad morze tak, "w architekturze" widoczne są dachy z falistej blachy, więc ten turystyczny boom niewiele pomaga miejscowym w podniesieniu standardu życia
Schodzimy z głównego placu w dół. Widoczki wciąż fajne a do tego załapujemy się na show.
Niestety zbliża się godzina naszej zbiórki. Zagaduje naszą pilotkę, czy jest szansa, aby tu zostać dłużej i pospacerować jeszcze choćby godzinkę. Pilotka jest z tym ok,ale pod warunkiem ,że zgodzą się wszyscy . Jak się spotykamy z grupą, pilotka pyta się czy chcemy zostac dłużej. Większość grupy jest zachwycpna pomysłem,ale niestety są i takie osoby, które chcą juz wracać do hotelu. Więc wracamy. No cóż, przynajmniej próbowałam ..
Widzę, że kazdy dzień jest diametralnie inny od poprzedniego. Cieszę się , ze wybrałam objazdówkę, bo zapewne sani nie ogaręlibysmy tej wyspy.
Już wiem,ze obecna grupa jest zakwaterowana w trzech hotelach : Levan, Tahiti i Bulevard, inaczej niż było. Wszystkie blisko centrum , blisko Long Beach.
Aneta tak , każdy dzień jest faktycznie inny więc duże zróżnicowanie tematyczne. To życzę ci wspaniałego pobytu, relaxu i pięknej ,słonecznej pogody. A po powrocie napisz jak było, czy ci się podobało.
DZIEŃ 5
Przed nami kolejny bardzo bogaty w program dzionek.Wszystko jest jednak blisko siebie, nie ma więc długich , nużących przejazdów.
Na pierwszy ogień oglądamy proces produkcji naturalnej takniny jedwabnej.
Mamy przydzieloną jedną przewodniczkę , która z olbrzymim zaangażowaniem opowiada nam wszystko i pokazuje poszczególne etapy produkcji. W sali prezentacyjnej demonstruje różne wyroby z jedwiabiu i bambusa. Udaje się jej skusisć nas na rózne zakupy. Ja kupuję mydełka z kokosa i czarną, wybielającą pastę do zębów z bambusa.
To nasza przemiła przewodniczka
Nasza wietnamska przewodniczka wycieczki służyła jako model ha ha
W sumie to niezła zabawa była i nawet nie załowałam ,że poszłam. No i fajne, prezenty kupiłam
Główną atrakcją tego dnia jest miasteczko Grand World .
Za najciekawsżą i najbardziej oryginalną jej częścią uchodzi miniaturka Wenecji w wydaniu wietnamskim.
Przy wejściu znajduje się jednak coś dla mnie znacznie bardziej interesującego. To jakby skansen, gdzie są tradycyjne budynki mieszkalne. W środku można zapoznać się z róznymi zwyczajami, lokalnymi tradycjami . Organizowae są mini pokazy jak tworzy się wachlarze, techniki zdobienia ceramiki etc
Bardzo fajne, klimatyczne miejsce,dla mnie dużo ciekawsze niż sztuczna Wenecja. Choć może my Europejczycy mamy do tego inne podejście niż Azjaci...
każdy dzień Twojej wycieczki - jak widać poz zdjęciach i opisach - jest bardzo urozmaicony i obfituje w róznorodne atrakcje!; aż zaczęłam się zastanawiać nad tą opcją...? chociaż mnie od zawsze Wietnam kusił bardziej swoją częścią północną, ale i tu na samym południu - jak widać ciekawych atrakcji nie brakuje... ; super!
My osobiście tą atrakcje zwaną "Wenecję w wydaniu wietnamskim" odpuściliśmy...kompletnie mi to do naszego wyjazdu i pobytu na Phu Quoc nie pasowało )))
Z kolejki linowej wychodzimy wprost do kolejnego miasteczka pełnego kolorów i bardzo oryginalnych budynków
SUNSET CITY
Architektura tego miejsca bardziej przypomina nam wybrzeże Amalfi. Piękne, kolorowe domy rodem z klimatów śródziemnomorskich.
Ale to nie wszystko. Mozna tu zozbaczyć rzeżby, fontanny a nawet słynny amfiteatr z Rzymu ha ha . Oczywiście mnóstwo sklepików, kawiarnik, knajpek etc
Podobno są tu piękne zachody słońca. Ja niestety tego nie przetestowałam, ale pewnie warto by przyjechać i sprawdzić
No trip no life
czyli to colosseum to trochę takie wietnamskie Las Vegas
te brązowe, przymorskie kamole - super są, bardzo malownicze niestety, ten konflikt zachodzi coraz częściej między udostępnianiem turystycznym i budowaniem tam atrakcji dla odwiedzających, a zachowaniem miejscowej przyrody i niestety przyroda przegrywa zapewne zaczęło się od obcowania z dziewiczą naturą i podziwiania wszystkich tych lazurów i zieloności a jak już wszystko zostanie zabudowane to część zacznie tej natury szukać gdzie indziej
widoki z kolejki jednak superaśne i będąc tam z pewnością bym na nią się skusił tak między masztami wagoniki mocna zniżają się nad morze tak, "w architekturze" widoczne są dachy z falistej blachy, więc ten turystyczny boom niewiele pomaga miejscowym w podniesieniu standardu życia
papuas
Schodzimy z głównego placu w dół. Widoczki wciąż fajne a do tego załapujemy się na show.
Niestety zbliża się godzina naszej zbiórki. Zagaduje naszą pilotkę, czy jest szansa, aby tu zostać dłużej i pospacerować jeszcze choćby godzinkę. Pilotka jest z tym ok,ale pod warunkiem ,że zgodzą się wszyscy . Jak się spotykamy z grupą, pilotka pyta się czy chcemy zostac dłużej. Większość grupy jest zachwycpna pomysłem,ale niestety są i takie osoby, które chcą juz wracać do hotelu. Więc wracamy. No cóż, przynajmniej próbowałam ..
No trip no life
Widzę, że kazdy dzień jest diametralnie inny od poprzedniego. Cieszę się , ze wybrałam objazdówkę, bo zapewne sani nie ogaręlibysmy tej wyspy.
Już wiem,ze obecna grupa jest zakwaterowana w trzech hotelach : Levan, Tahiti i Bulevard, inaczej niż było. Wszystkie blisko centrum , blisko Long Beach.
Dzięki zz wskazowki i zdjęcia . Jutro ruszamy
Aneta tak , każdy dzień jest faktycznie inny więc duże zróżnicowanie tematyczne. To życzę ci wspaniałego pobytu, relaxu i pięknej ,słonecznej pogody. A po powrocie napisz jak było, czy ci się podobało.
DZIEŃ 5
Przed nami kolejny bardzo bogaty w program dzionek.Wszystko jest jednak blisko siebie, nie ma więc długich , nużących przejazdów.
Na pierwszy ogień oglądamy proces produkcji naturalnej takniny jedwabnej.
Mamy przydzieloną jedną przewodniczkę , która z olbrzymim zaangażowaniem opowiada nam wszystko i pokazuje poszczególne etapy produkcji. W sali prezentacyjnej demonstruje różne wyroby z jedwiabiu i bambusa. Udaje się jej skusisć nas na rózne zakupy. Ja kupuję mydełka z kokosa i czarną, wybielającą pastę do zębów z bambusa.
To nasza przemiła przewodniczka
Nasza wietnamska przewodniczka wycieczki służyła jako model ha ha
W sumie to niezła zabawa była i nawet nie załowałam ,że poszłam. No i fajne, prezenty kupiłam
No trip no life
Główną atrakcją tego dnia jest miasteczko Grand World .
Za najciekawsżą i najbardziej oryginalną jej częścią uchodzi miniaturka Wenecji w wydaniu wietnamskim.
Przy wejściu znajduje się jednak coś dla mnie znacznie bardziej interesującego. To jakby skansen, gdzie są tradycyjne budynki mieszkalne. W środku można zapoznać się z róznymi zwyczajami, lokalnymi tradycjami . Organizowae są mini pokazy jak tworzy się wachlarze, techniki zdobienia ceramiki etc
Bardzo fajne, klimatyczne miejsce,dla mnie dużo ciekawsze niż sztuczna Wenecja. Choć może my Europejczycy mamy do tego inne podejście niż Azjaci...
No trip no life
każdy dzień Twojej wycieczki - jak widać poz zdjęciach i opisach - jest bardzo urozmaicony i obfituje w róznorodne atrakcje!; aż zaczęłam się zastanawiać nad tą opcją...? chociaż mnie od zawsze Wietnam kusił bardziej swoją częścią północną, ale i tu na samym południu - jak widać ciekawych atrakcji nie brakuje... ; super!
Piea
Przyszła pora na Wenecję w wydaniu wietnamskim.
Trzeba przyznać,że nieżle sobie z tym poradzili. Tłumów jednak nie ma . Jak to funkcjonuje ? nie wiem..
No trip no life
...wiem,wiem będzie że...radek znów sie czepia" ale ,jak dla mnie, Ta "Wenecja po vietnam,sku" wygląda jak...z "papier masche"...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
My osobiście tą atrakcje zwaną "Wenecję w wydaniu wietnamskim" odpuściliśmy...kompletnie mi to do naszego wyjazdu i pobytu na Phu Quoc nie pasowało )))