Materą jestem zauroczona...zreszta ta część Italii to mój najlepszy kawałek buta.Chyba nawet kiedys zaczęłąm pisać relację z naszego pobytu tam....ale gdzieś stanęła w miejscu
po kawce i piwku mamy jeszcze chwilę czasu wolnego , więc łazimy trochę zagladajac w uliczki Matery
Nelcia, fakt, ten chlebek jest w smaku przewspaniały o czym napiszę jeszcze trochę więcej dalej...
przed opuszczeniem Matery zagladamy jeszcze do tutejszych sklepików w poszukiwaniu lokalnych łakoci ...
kupujemy do domku różne "produtto tipici"
no i sery... dla mnie to zawsze obowiązkowa "pamiątka" z podróży
Caciocavallo - mój ulubiony z tej częsci Italii....
pisałam Wam kiedys o bułgarskim serze KASZKAWAŁ (KTORE TEZ ZWIOZŁAM DO DOMU) - JAK DLA MNIE TO JEST WŁASNIE ODPOWIEDNIK WŁOSKIEGOO CACIOCAVALLO - OBA SĄ BARDZO PODOBNE W SMAKU I OBA PYSZNE!
HE HE, SEROWE PYSZNOŚCI "ROSNĄ " TU NA DRZEWACH
idziemy jeszcze do ponoć najlepszej lodziarni w Materze
potwierdzam, że były wyśmienite!
gdzieś tutaj w pobliżu przy zabytkowej Fontanny Ferdinandea mamy zbiórkę
i opuszczamy już cudowną Materę...
może jeszcze kiedyś odwiedzę to niecodzienne miejsce po raz trzeci? kto wie....?
jako że cała ta wizyta w Materze była dodatkowo płatnym fakultetem, w cenie, oprócz samego zwiedzania mieliśmy też żarełko; czyli zamówioną kolację lokalną w knajpce gdzieś tu w Materze czy jej okolicy, ale okazało się, że zarezerwowana knajpa jest nieprzygotowana ech Ci Włosi (nie pamietam już dokładnie powodu, ale coś tam niewypaliło) jednak nasz genialny pilot Paweł dokonał błyskawicznej zamiany na telefon i dzięki temu pojechaliśmy do kolejnego miasteczka , które "zwiedziliśmy" przy okazji całkiem przypadkiem
he he, no zwiedzanie to okreslenie dość na wyrost , ale na coś tam dało się rzucic okiem
zatem przed nami pełna uroku Altamura
a historia Altamury sięga aż V w p.n.e. kiedy powstała tu ufortyfikowana osada, zniszczona przez Saracenów i opuszczona do czasu, gdy w XIII w. nastali tu Grecy
spacerkiem po Altamurze powoli do celu.... czyli na jedzonko
przed wiekami Grecy wybudowali tu wysokie mury okalające miasto i to właśnie od nich pochodzi nazwa miasta Altamura
(alta - wysoki; muro - mur)
i tutaj nie brakuje przedstawicieli lokalnych kotowatych
Najznamienitszą budowlą w Altamurze jest bez wątpienia Katedra Santa Maria Assunta
a katedra jak to w takich miasteczkach góruje nad dachami Altamury...
katedra obecnie posiada bardzo wymieszany styl; melanż cech romańskich, gotyckich i baroku, ale posiada zachwycający portal wejściowy z misternymi rzeźbieniami
i dwa kamienne lwy, które które strzegą wejścia....
we wnętrzu katedry - misz masz stylów i dekoracji ...
ale my idziemy dalej na żarełko.....
typowe dla Altamury ( i w ogóle miasteczek południa Itali) są takie małe podwóreczka zwane tu claustri
i właśnie w jednym z takich Claustri przygotowano dla nas prawdziwą ucztę składającą sie głównie z różnych rodzajów focacci i bruchetty z tutejszego wyśmienitego chleba apulijskiego
a najsłynniejszym chlebem w całej Apulii jest właśnie Pane di Altamura ; to jedyny taki wypiek w Europie o statusie Chronionej Nazwy Pochodzenia (ChNP) przyznanym dla całego pieczywa; Wypiekany jest tu w mieście Altamura od czasów bardzo dawnych, a tradycja tego chleba sięga starożytnego Rzymu
chleb w Apulii to jest niemalże legenda sama w sobie, a jego odmiana z Altamury (w kształcie serca) nie ma sobie równych w całym regionie; wyborny smak tego chleba doceniono od 2005 r przyznając mu unijny certyfikat DOP
chleb ten jada się głównie z apulijską oliwą extra virgin z dodatkiem lokalnych pomidorów i bazylii
popróbowaliśmy tu również inny popularny pszenny wypiek z tego regionu - Puccia- to rodzaj małego miękkiego chlebka często serwowanego po prostu jako jako kanapka z wędlinami i serami
dodam tylko, że sercowy chlebek z Altamury wyrabiany jest z semoliny - z tutejszej odmiany pszenicy durum z dodatkiem wody i drożdży wg receptury niezmienionej nieomalże od 600 lat!!!
trzeba podkreślic, że jesteśmy w prawie najstarszej wciąż działającej piekarani na terenie całej Apulii! - piekarnia Antico Forno Santa Chiara/Clara; wypieka się tu ten słynny chleb od 1423 roku !!! normalnie szok!
(choć jest tu o 32 lata starsza piekarnia (Santa Catarina założona w roku pańskim 1391) ale ta działała w zawieruchach historii - z przerwami trwającymi po kilkadziesiąt lat.... a ta "nasza" piecze chleb nieprzerwanie od ponad 600 lat !!!
no wiadomo, niby ta foccacia i bruchetta to nic nadzwyczajnego, ale jednak w duecie z TYM chlebem to zaczarowany efekt! + do tego lokalne apulijskie wino, duuuużo wina:) i nasza mała uczta zamieniła się w prawdziwą apulijską biesiadę do wieczora:); zwłaszcza, że wesoły i sympatyczny właściciel nie szczędził ani na pieczywku, ani na dzbankach z winkiem
zapamiętam na długo smak tego wyśmienitego chleba....
a potem były toasty na zdrowie i wino, wino duuuużoooo wina ::)))
Saluti! Saluti!
( a po prawej nasza "Jerzynka" - czyli pilot Itaki - Paweł J. - fantastyczny gościu! )
he he, no trza się uwiecznić z samym Mistrzem Ceremonii !
była to bardzo fajna biesiada i myślę, że ta zamiana wypadała z korzyścią dla nas lepiej niż zwykła knajpa w Materze ; bo nie dość, że odwiedziliśmy Altamurę, której w ogóle miało nie być (była poza programem) to jeszcze wylądowaliśmy w historycznej, prawie najstarszej tu piekarni i popróbowaliśmy apulijskiego pieczywa do woli w kapitalnej, swojskiej atmosferze z dokładkami i dolewkami i nie byliśmy w stanie tego wszystkiego skonsumować
Ale super wyszło, czyli nie ma tego złego ha ha .. Almatura śliczna , pewnie też mniej ludzi ? a jedzonko wygląda mega apetycznie. Same korzyści
Fakultet więc bardzo, udany, a ciekawa jestem jaka była alternatywa ? Pewnie zresztą wszyscy pojechali ? W sumie to dziwne ,że Matera taki w sumie gwóżdż progamu jest fakultetem dodatkowo płatnym . Ale skoro tak, to też oczywiście bez mrugnięcia bym wykupiła
Nel, generalnie jak taki fakultet wpada "gdzieś po trasie...." to z reguły jadą wtedy wszyscy nie mając innej alternatywy; ale tutaj wcale nie pojechali wszyscy majac jeden ten sam hotel nad morzezm - wybrali wypoczynek; były pary, które tak jak ja były juz wczesniej w Materze i uznali że drugi raz już im nie potrzebny; każdy wybiera sobie przecież co chce i co lubi; ja od razu z góryy postanowiłam, że pojadę drugi raz ale odłączę się od grupy i połażę sobie tam sampoas, co mi sie świetnie udało
*****
a dalej w kolejne dni zwiedzaliśmy już stricte apulijskie miasteczka, głównie te słynne "Białe Miasteczka" - czyli urokliwe la Citta Bianche - szereg, klimatycznych białych miasteczek, których całą masę znajdziemy szczególnie w malowniczej dolinie Valle d'Itria; choć tak nie do końca one wszystkie są białe, ale biel jednak dominuje; przynajmniej w większości z nich
kolejny dzień rozpoczynamy od pocztówkowego Polignano a Mare - uroczego miasteczka zbudowanego na skale
mieścinka pięknie wkomponowała się w nadmorskie poszarpane skały
uliczka prowadząca wprost na stare miasto w Polignano Mare
cudne, urokliwe zakamarki...
Ciao ragazzo !
dochodzimy do znannych tu punktów widokowych
tutaj jedna ze słynnych plaż; ale wczesnym rankiem w maju nie ma tu tłumów jakie są tu latem... zwłaszcza, że trochę siąpiła mżawka, na szczęście tylko przez chwilę
z widokiem na most Ponte Borbonico
przy promenadzie stoi pomnik Domenico Modugno; ale ja go cyknęłam od "drugiej strony" ; kolejki które się tam ustawiają jakoś nie zachęcały do zdjęcia:) ; zresztą ja akurat za tym Panem nie przepadam jakoś specjalnie więc nie czekałam w kolejce do fotki
znacznie bardziej zaciekawiła mnie inna specjalnośc tego miasteczka
spacerując uliczkami Poliganano a Mare (i wszelkich innych apulijskich miasteczek, co się potem okazało) - oko spostrzegawczego turysty z pewnością dostrzeże małe ceramiczne ozdoby w narożnikach balustrad balkoników... to słynne PUMO, które Apulijczycy zwą "Piersią Matki Ziemi" ;
PUMO - "balonowa" ozdoba apulijskich balustrad :); Nazwę i powody produkcji pumo, które stało się jednym z najbardziej charakterystycznych symboli tradycji rzemieślniczej, można prześledzić do historii starożytnego Rzymu, kiedy to celebrowano kult Pomony, bogini owoców. Słowo pumo pochodzi od łacińskiego „pomum”, oznaczającego „owoc”. Jego kształt przypomina pączek otoczony czterema liśćmi akantu, symbolizującymi odnawiające się życie. Jest symbolem dobrobytu i płodności, ale także czystości, nieśmiertelności i zmartwychwstania. Ponadto ma funkcję apotropaiczną, działając jako rodzaj amuletu zdolnego do odpędzania zła i pecha. Z tych powodów artefakt ten początkowo rozpowszechnił się wśród szlacheckich rodzin Apulii, które używały go jako elementu dekoracyjnego na fasadach szlacheckich rezydencji i na kutych żelaznych balustradach, zanim stał się popularny wśród reszty populacji, w tym chłopów.
Pumo bogatszej szlachty odróżniały się od innych. W rzeczywistości władcy miasta personalizowali je symbolami heraldycznymi i różną liczbą liści wokół pąka, jako świadectwo sławy, autorytetu i bogactwa ich rodziny. ;
co ciekawe Pumo jest talizmanem przynoszącym szczęście, którego, zgodnie z tradycją, nie należy sobie kupować, ale wręczać lub otrzymywać w prezencie; zatem z pumo jest dokładnie tak samo jak w Neapolu z Rogiem Obfitości (cornicello) - kupujemy dla kogoś w prezencie; sobie samemu nie wolno! to przyniesie skutek odwrotny- pecha zamiast szczęscie
to dalej przemierzamy z lokalną przewodniczką Asią - śliczne zakamarki uroczego Polignano a Mare
zaglądamy do malutkich kosciółków w mieście .... ale tak tylko na zasadzie wejśći zobaczyć, bez wielogodzinnych tyrad i opowieści o sakralnych zabytkach we wnętrzach...
najciekawsze są tu jednak same te klimatyczne uliczki i ukwiecone zakamarki...
w czasie wolnym przysiadamy na lunczyk
to apulijska wersja polpo! ja uwielbiam ośmiorniczki i jeśli są dostepne w karcie danej knajpki w której przysiadamy - to dość często je zamawiam; jadam je z przyjemnoscią nad róznymi morzami....
w Polignano a Mare koniecznie trzeba spróbować lokalnej specjalności kawkowej
miasteczko to słynie z caffe specialite - czyli malutkie espresso z dodatkiem amaretto, śmietanki i skórki pomarańczowej ; jako "rasowa kawoszka" musiałam przecież spróbować, choć ta akurat mnie nie zachwyciła)
tak, Polignano a Mare jest urocze te uliczki, zaułki, przejścia pod ... może czasem pod turystę ukwiecone schodki czy ozdobiony balkonik ale bardzo klimatyczne i gotowy temat do foto no i balkoniki bezpośrednio nad klifem
Materą jestem zauroczona...zreszta ta część Italii to mój najlepszy kawałek buta.Chyba nawet kiedys zaczęłąm pisać relację z naszego pobytu tam....ale gdzieś stanęła w miejscu
Chlebek wygląda wspaniale, na pewno bym potestowala..
Ach, kiedy ja dotrę do tej Matery
No trip no life
po kawce i piwku mamy jeszcze chwilę czasu wolnego , więc łazimy trochę zagladajac w uliczki Matery
Nelcia, fakt, ten chlebek jest w smaku przewspaniały o czym napiszę jeszcze trochę więcej dalej...
przed opuszczeniem Matery zagladamy jeszcze do tutejszych sklepików w poszukiwaniu lokalnych łakoci ...
kupujemy do domku różne "produtto tipici"
no i sery... dla mnie to zawsze obowiązkowa "pamiątka" z podróży
Caciocavallo - mój ulubiony z tej częsci Italii....
pisałam Wam kiedys o bułgarskim serze KASZKAWAŁ (KTORE TEZ ZWIOZŁAM DO DOMU) - JAK DLA MNIE TO JEST WŁASNIE ODPOWIEDNIK WŁOSKIEGOO CACIOCAVALLO - OBA SĄ BARDZO PODOBNE W SMAKU I OBA PYSZNE!
HE HE, SEROWE PYSZNOŚCI "ROSNĄ " TU NA DRZEWACH
idziemy jeszcze do ponoć najlepszej lodziarni w Materze
potwierdzam, że były wyśmienite!
gdzieś tutaj w pobliżu przy zabytkowej Fontanny Ferdinandea mamy zbiórkę
i opuszczamy już cudowną Materę...
może jeszcze kiedyś odwiedzę to niecodzienne miejsce po raz trzeci? kto wie....?
jako że cała ta wizyta w Materze była dodatkowo płatnym fakultetem, w cenie, oprócz samego zwiedzania mieliśmy też żarełko; czyli zamówioną kolację lokalną w knajpce gdzieś tu w Materze czy jej okolicy, ale okazało się, że zarezerwowana knajpa jest nieprzygotowana ech Ci Włosi
(nie pamietam już dokładnie powodu, ale coś tam niewypaliło)
jednak nasz genialny pilot Paweł dokonał błyskawicznej zamiany na telefon i dzięki temu pojechaliśmy do kolejnego miasteczka , które "zwiedziliśmy" przy okazji całkiem przypadkiem 
he he, no zwiedzanie to okreslenie dość na wyrost , ale na coś tam dało się rzucic okiem
zatem przed nami pełna uroku Altamura
a historia Altamury sięga aż V w p.n.e. kiedy powstała tu ufortyfikowana osada, zniszczona przez Saracenów i opuszczona do czasu, gdy w XIII w. nastali tu Grecy
spacerkiem po Altamurze powoli do celu....
czyli na jedzonko 
przed wiekami Grecy wybudowali tu wysokie mury okalające miasto i to właśnie od nich pochodzi nazwa miasta Altamura
(alta - wysoki; muro - mur)
i tutaj nie brakuje przedstawicieli lokalnych kotowatych
Piazza del Duomo w Altamurze
urocze i niezwykle klimatyczne zakątki Altamury
cdn...
Piea
to dalej spacerkiem po Altamurze...
Najznamienitszą budowlą w Altamurze jest bez wątpienia Katedra Santa Maria Assunta
a katedra jak to w takich miasteczkach góruje nad dachami Altamury...
katedra obecnie posiada bardzo wymieszany styl; melanż cech romańskich, gotyckich i baroku, ale posiada zachwycający portal wejściowy z misternymi rzeźbieniami
i dwa kamienne lwy, które które strzegą wejścia....
we wnętrzu katedry - misz masz stylów i dekoracji ...
ale my idziemy dalej na żarełko.....
typowe dla Altamury ( i w ogóle miasteczek południa Itali) są takie małe podwóreczka zwane tu claustri
i właśnie w jednym z takich Claustri przygotowano dla nas prawdziwą ucztę składającą sie głównie z różnych rodzajów focacci i bruchetty z tutejszego wyśmienitego chleba apulijskiego
a najsłynniejszym chlebem w całej Apulii jest właśnie Pane di Altamura
; to jedyny taki wypiek w Europie o statusie Chronionej Nazwy Pochodzenia (ChNP) przyznanym dla całego pieczywa; Wypiekany jest tu w mieście Altamura od czasów bardzo dawnych, a tradycja tego chleba sięga starożytnego Rzymu
chleb w Apulii to jest niemalże legenda sama w sobie, a jego odmiana z Altamury (w kształcie serca) nie ma sobie równych w całym regionie; wyborny smak tego chleba doceniono od 2005 r przyznając mu unijny certyfikat DOP
chleb ten jada się głównie z apulijską oliwą extra virgin z dodatkiem lokalnych pomidorów i bazylii
popróbowaliśmy tu również inny popularny pszenny wypiek z tego regionu - Puccia- to rodzaj małego miękkiego chlebka często serwowanego po prostu jako jako kanapka z wędlinami i serami
dodam tylko, że sercowy chlebek z Altamury wyrabiany jest z semoliny - z tutejszej odmiany pszenicy durum z dodatkiem wody i drożdży wg receptury niezmienionej nieomalże od 600 lat!!!
trzeba podkreślic, że jesteśmy w prawie najstarszej wciąż działającej piekarani na terenie całej Apulii! - piekarnia Antico Forno Santa Chiara/Clara; wypieka się tu ten słynny chleb od 1423 roku !!! normalnie szok!
(choć jest tu o 32 lata starsza piekarnia (Santa Catarina założona w roku pańskim 1391) ale ta działała w zawieruchach historii - z przerwami trwającymi po kilkadziesiąt lat.... a ta "nasza" piecze chleb nieprzerwanie od ponad 600 lat !!!
no wiadomo, niby ta foccacia i bruchetta to nic nadzwyczajnego, ale jednak w duecie z TYM chlebem to zaczarowany efekt! + do tego lokalne apulijskie wino, duuuużo wina:) i nasza mała uczta zamieniła się w prawdziwą apulijską biesiadę do wieczora:); zwłaszcza, że wesoły i sympatyczny właściciel nie szczędził ani na pieczywku, ani na dzbankach z winkiem
zapamiętam na długo smak tego wyśmienitego chleba....
a potem były toasty na zdrowie i wino, wino duuuużoooo wina ::)))
Saluti! Saluti!
( a po prawej nasza "Jerzynka" - czyli pilot Itaki - Paweł J. - fantastyczny gościu!
)
he he, no trza się uwiecznić z samym Mistrzem Ceremonii !

była to bardzo fajna biesiada i myślę, że ta zamiana wypadała z korzyścią dla nas lepiej niż zwykła knajpa w Materze
; bo nie dość, że odwiedziliśmy Altamurę, której w ogóle miało nie być (była poza programem) to jeszcze wylądowaliśmy w historycznej, prawie najstarszej tu piekarni i popróbowaliśmy apulijskiego pieczywa do woli
w kapitalnej, swojskiej atmosferze z dokładkami i dolewkami
i nie byliśmy w stanie tego wszystkiego skonsumować
Piea
Ale super wyszło, czyli nie ma tego złego ha ha .. Almatura śliczna , pewnie też mniej ludzi ? a jedzonko wygląda mega apetycznie. Same korzyści
Fakultet więc bardzo, udany, a ciekawa jestem jaka była alternatywa ? Pewnie zresztą wszyscy pojechali ? W sumie to dziwne ,że Matera taki w sumie gwóżdż progamu jest fakultetem dodatkowo płatnym . Ale skoro tak, to też oczywiście bez mrugnięcia bym wykupiła
No trip no life
Nel, generalnie jak taki fakultet wpada "gdzieś po trasie...." to z reguły jadą wtedy wszyscy nie mając innej alternatywy; ale tutaj wcale nie pojechali wszyscy majac jeden ten sam hotel nad morzezm - wybrali wypoczynek; były pary, które tak jak ja były juz wczesniej w Materze i uznali że drugi raz już im nie potrzebny; każdy wybiera sobie przecież co chce i co lubi; ja od razu z góryy postanowiłam, że pojadę drugi raz ale odłączę się od grupy i połażę sobie tam sampoas, co mi sie świetnie udało
*****
a dalej w kolejne dni zwiedzaliśmy już stricte apulijskie miasteczka, głównie te słynne "Białe Miasteczka" - czyli urokliwe la Citta Bianche - szereg, klimatycznych białych miasteczek, których całą masę znajdziemy szczególnie w malowniczej dolinie Valle d'Itria; choć tak nie do końca one wszystkie są białe, ale biel jednak dominuje; przynajmniej w większości z nich
Piea
kolejny dzień rozpoczynamy od pocztówkowego Polignano a Mare - uroczego miasteczka zbudowanego na skale
mieścinka pięknie wkomponowała się w nadmorskie poszarpane skały
uliczka prowadząca wprost na stare miasto w Polignano Mare
cudne, urokliwe zakamarki...
Ciao ragazzo !
dochodzimy do znannych tu punktów widokowych
tutaj jedna ze słynnych plaż; ale wczesnym rankiem w maju nie ma tu tłumów jakie są tu latem... zwłaszcza, że trochę siąpiła mżawka, na szczęście tylko przez chwilę
z widokiem na most Ponte Borbonico
przy promenadzie stoi pomnik Domenico Modugno; ale ja go cyknęłam od "drugiej strony" ; kolejki które się tam ustawiają jakoś nie zachęcały do zdjęcia:) ; zresztą ja akurat za tym Panem nie przepadam jakoś specjalnie więc nie czekałam w kolejce do fotki

znacznie bardziej zaciekawiła mnie inna specjalnośc tego miasteczka
spacerując uliczkami Poliganano a Mare (i wszelkich innych apulijskich miasteczek, co się potem okazało) - oko spostrzegawczego turysty z pewnością dostrzeże małe ceramiczne ozdoby w narożnikach balustrad balkoników... to słynne PUMO, które Apulijczycy zwą "Piersią Matki Ziemi" ;
PUMO - "balonowa" ozdoba apulijskich balustrad :);
Nazwę i powody produkcji pumo, które stało się jednym z najbardziej charakterystycznych symboli tradycji rzemieślniczej, można prześledzić do historii starożytnego Rzymu, kiedy to celebrowano kult Pomony, bogini owoców. Słowo pumo pochodzi od łacińskiego „pomum”, oznaczającego „owoc”.
Jego kształt przypomina pączek otoczony czterema liśćmi akantu, symbolizującymi odnawiające się życie. Jest symbolem dobrobytu i płodności, ale także czystości, nieśmiertelności i zmartwychwstania. Ponadto ma funkcję apotropaiczną, działając jako rodzaj amuletu zdolnego do odpędzania zła i pecha. Z tych powodów artefakt ten początkowo rozpowszechnił się wśród szlacheckich rodzin Apulii, które używały go jako elementu dekoracyjnego na fasadach szlacheckich rezydencji i na kutych żelaznych balustradach, zanim stał się popularny wśród reszty populacji, w tym chłopów.
Pumo bogatszej szlachty odróżniały się od innych. W rzeczywistości władcy miasta personalizowali je symbolami heraldycznymi i różną liczbą liści wokół pąka, jako świadectwo sławy, autorytetu i bogactwa ich rodziny. ;
co ciekawe Pumo jest talizmanem przynoszącym szczęście, którego, zgodnie z tradycją, nie należy sobie kupować, ale wręczać lub otrzymywać w prezencie; zatem z pumo jest dokładnie tak samo jak w Neapolu z Rogiem Obfitości (cornicello) - kupujemy dla kogoś w prezencie; sobie samemu nie wolno! to przyniesie skutek odwrotny- pecha zamiast szczęscie
w sklepikach mnóstwo przeróznych Pumo
Piea
to dalej przemierzamy z lokalną przewodniczką Asią - śliczne zakamarki uroczego Polignano a Mare
zaglądamy do malutkich kosciółków w mieście .... ale tak tylko na zasadzie wejśći zobaczyć, bez wielogodzinnych tyrad i opowieści o sakralnych zabytkach we wnętrzach...
najciekawsze są tu jednak same te klimatyczne uliczki i ukwiecone zakamarki...
w czasie wolnym przysiadamy na lunczyk
to apulijska wersja polpo! ja uwielbiam ośmiorniczki i jeśli są dostepne w karcie danej knajpki w której przysiadamy - to dość często je zamawiam; jadam je z przyjemnoscią nad róznymi morzami....
w Polignano a Mare koniecznie trzeba spróbować lokalnej specjalności kawkowej
miasteczko to słynie z caffe specialite - czyli malutkie espresso z dodatkiem amaretto, śmietanki i skórki pomarańczowej ; jako "rasowa kawoszka" musiałam przecież spróbować, choć ta akurat mnie nie zachwyciła)
Piea
tak, Polignano a Mare jest urocze te uliczki, zaułki, przejścia pod ... może czasem pod turystę ukwiecone schodki czy ozdobiony balkonik ale bardzo klimatyczne i gotowy temat do foto no i balkoniki bezpośrednio nad klifem
papuas
Pierwszy raz słyszę i widzę Pumo ha ha . Bardzo fajne ozdoby tarasów i jakie urozmaicone
Miasteczko prześliczne
No trip no life