Sardynia i Korsyka - dlaczego warto tam jechać?

162 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013
Sardynia i Korsyka - dlaczego warto tam jechać?

..

Cztery lata temu byliśmy na wycieczce objazdowej po Sardynii i Korsyce wraz z wypoczynkiem na tej pierwszej wyspie - zorganizowanej przez BP Rainbow Tours.

Ponieważ zaraz po powrocie miałam mocno absorbujące czas, choć sympatyczne - obowiązki babcine - nie w głowie mi było pisanie jakichkolwiek relacji w tamtym okresie.

Jako, że zbliża się okres wyjazdów uropowych – może komuś przyda się ta relacja, by podjąć decyzję odnośnie wakacyjnego kierunku. Ja sama – pisząc – z przyjemnością powspominam pobyt na tych uroczych i niezbyt odległych, a niestety mało u nas popularnych wysepkach...

Jako wstęp – chcę pokazać podobieństwa i różnice pomiędzy tymi dwoma sąsiadującymi ze sobą wyspami.

Na początek Sardynia, którą poznaliśmy znacznie lepiej niż Korsykę. Tę ostatnią – niestety!!!! - liznęliśmy tylko i opuszczając ją czuliśmy wielki niedosyt....

Sardynia jest drugą co do wielkości wyspą na Morzu Śródziemnym i jest terytorialnie trzy razy większa niż Korsyka. Należy do Włoch, podczas gdy ta druga – do Francji.

Sardynia jest nieco bardziej gorąca, sucha, a co za tym idzie spalona słońcem roślinność nie jest aż tak zielona. Z roślinności przeważa makia śródziemnomorska oraz mirty, dzikie rozmaryny, opuncje, agawy, oleandry, a także drzewa korkowe i oliwkowe oraz winorośl. W krajobrazie przeważają pagórki, łagodne wzniesienia i dolinki, tylko w centralnej części położone są góry dochodzące do 1800 metrów wysokości.

Podczas gdy na Korsyce góry są o wiele wyższe, ponad 50 z nich przekracza wysokość 2000 metrów, a najwyższa wznosi się na ponad 2800 metrów. Ma się wrażenie, jakby na niewielki skrawek lądu wtłoczono potężny masyw górski. Są tam strome turnie, głębokie wąwozy, na dnie których płyną wartkie strumienie. Jest też o wiele bardziej zielono. W wyższych górach rosną długoigłe sosny czarne, a nieco niżej na łagodniejszych stokach kasztany jadalne o intensywnie zielonych liściach.

Na Sardynii jest bardzo wiele stanowisk archeologicznych, gdzie odkrywa się liczne stare siedliska ludzkie, miejsca kultu religijnego – słunne tutejsze nuragi , fortyfikacje. Więc jeżeli ktoś się interesuje prehistorią, to będzie miał tu dużo do zwiedzania. Natomiast górskich szlaków turystycznych wytyczonych jest tam niewiele, a te które istnieją, są słabo oznakowane. Tereny – przez które biegną - są kompletnie niezamieszkałe, brak knajpek czy sklepików, gdzie można kupić jakieś napitki – oczywiście dotyczy to tylko trudno dostępnych rejonów górskich.

Natomiast szlaki turystyczne Korsyki są zadbane, dobrze oznakowane i widokowo znacznie ciekawsze. Niestety na tej ostatniej nie mieliśmy okazji ich wypróbować, ale zatrzymując się na kilku punktach widokowych – rzucało się to wyraźnie w oczy.

Na obu wyspach turystyka jest bardzo rozwinięta na wybrzeżach, i nawet trudno mi powiedzieć, która wyspa ma piękniejsze plaże, nie ma na nich na szczęście hoteli – betonowych molochów. Natomiast górskie rejony i tu i tu są znacznie bardziej dzikie i niedostępne. Widać, że zdecydowanie większa liczba turystów przyjeżdża tu by plażować niż wędrować po górach.

Jeśli chodzi o mieszkańców, to zarówno Serdowie – krócej niż Sardyńczycy i lepiej dla mnie brzmi – nie uważają się za Włochów, jak i Korsykańczycy – za Francuzów. Jedni i drudzy mają swój odrębny język/dialekt, dumni są ze swego pochodzenia, kultywują swoje tradycje i obyczaje, mają nawet nieco inną kuchnią. Jednak Serdowie są trochę sympatyczniejsi dla turystów, bardziej serdeczni, niż zamknięci w sobie Korsykańczycy.

Miasta na Korsyce bardziej mi się podobały, mają więcej francuskiego szyku i elegancji, choć i tu wiele zabytkowych kamieniczek lata świetności ma już za sobą.

Natomiast stare wioski zbudowane z lokalnego kamienia, takiego jak granit, czy piaskowiec lub wapień mają wiele uroku na obu wyspach.

Zarówno na Sardynii, jak i na Korsyce znajduje się mnóstwo cudownych ustronnych zatoczek. Plaże w nich bywają bardzo różne, zarówno piaszczyste, jak i kamieniste pokryte otoczakami, a czasami nawet z niebezpiecznymi skałami i ostrymi głazami....Za to morze wszędzie jest krystalicznie czyste i ciepłe.

Ponadto na obu wyspach jest dużo innych atrakcji, takich jak groty i jaskinie, ciekawe stare kościoły, wiele muzeów.

Jedzonko także jest smakowite, a przede wszystkim jest to raj dla wielbicieli wina.

Korsyka jest jednak znacznie droższa niż Sardynia....

A to jest taki mix sardyńsko - korsykański....

A teraz zaczynamy podróż....

lordowski (nieaktywny)
Obrazek użytkownika lordowski

Apisku... z nieba mi spadłaś z tą relacją... czekaż na każde słowo i piękne zdjęcia

momita
Obrazek użytkownika momita
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 2 godziny temu
Rejestracja: 03 wrz 2013

i znów rewelacyjna lektura !!! Zasiadam i czekam na rozwój wydarzeń..:)

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 9 godzin 42 minuty temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Apisku, ale fajna relacja sie zapowiada Smile Sardynia mi zupelnie nieznana, na Korsyce byłam ,ale nie zjechałam całej wyspy, tylko część, wiec z przyjemnością poczytam i pooglądam Man in love

No trip no life

trina
Obrazek użytkownika trina
Offline
Ostatnio: 7 godzin 43 minuty temu
Rejestracja: 30 sty 2014

Apisku, bardzo się cieszę z tej relacji, bo już od dawna biorę pod uwagę tę wycieczkę, ale jakoś się nie składało i trafiałam gdzie indziej. Napiszesz trochę o sprawach organizacyjnych i jak sprawdziło się tam RT?

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Momita, Nelcia - cieszę się, że obie wyspy was zainteresowały.

Lordziu, wiem, że w lecie się wybierasz. Początkowo nie zamierzałam pisać, bo to już tak dawno temu było ( po powrocie nie dało rady - z wyżej wymienionych powodów). Ale teraz muszę siedzieć w domu z przyczyn ode mnie niezależnych, to co się będę obijać???? Postanowiłam coś popisać....

Trina, wg mnie wycieczka była fajnie zoganizowana. Byłam juz z RT na kilku objazdówkach i nie mam zastrzeżeń. No, oprócz tego, że jest to jednak grupa losowo dobranych  ludzi - na tej akurat byli fajni - mających czasem dziwne fanaberie, poza tym wszystko jest na komendę, a ja lubię zwiedzać własnym tempem. Pewne rzeczy, które ąa w programie zupełnie mnie nie interesują,a na te, które ja bym chciała zobaczyć, nie ma czasu. Ale trzeba się dostosować, bo każdy wie, albo powinien wiedzieć, co to jest wycieczka grupowa.

Jeśli masz jakieś konkretne pytania - postaram się odpowiedzieć. A na pytanie czy warto w ogóle jechać na tę wycieczkę może ci odpowie moja relacja...

bilbao (nieaktywny)
Obrazek użytkownika lordowski

Kierunek od dawna mnie interesuje. Przeczytam z największą przyjemnością. Tam jeszcze nie byłem ale.... kto wie? 

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Bilbao, fajne wyspy i niedaleko...

W pewien sierpniowy dzionek wylatujemy skoro świt samolotem z Warszawy do Olbii, znajdującej się w północno – wschodniej części Sardynii. Po 2 godzinach i 15 minutach dolatujemy na Sardynię i lądujemy na lotnisku zlokalizowanym w pobliżu morza.

Nasza grupa liczy niespełna 30 osób plus pani przewodniczka, dobrze mówiąca po włosku i francusku jak się potem okaże. Gdy się przedstawiała, nadmieniła, że jest po historii sztuki, więc zdrętwiałam, bo już wcześniej miałam do czynienia z takimi profesjonalistami zasypującymi biednych turystów lawiną dat i faktów historycznych, których niesposób przyswoić, a tym bardziej zapamiętać. Teraz się to na szczęście nie powtórzyło, owszem było sporo informacji, ale podawanych w sposób bardzo przystępny i interesujący....

Przed lotniskiem czeka na nas autokar, którym jedziemy do oddalonego o około 50 km miasteczka Tempio Pausania, będącego głównym miastem rejonu zwanego Gallura.

Przejeżdżamy przez zatłoczone centrum Olbii i już jesteśmy na szosie. Mijamy niewielkie górki i pagórki, miejscami widać pola uprawne , ale głównie są tu pastwiska, na których pasą się owce i kozy. Rośnie też typowa makia śródziemnomorska, czyli o tej porze roku - suche kolczaste krzaczory. W dali ukazują się przysnute mgiełką wyższe góry, wjeżdżamy krętą drogą w gęste gaje dębów korkowych.

Rejon ten słynie z intensywnych upraw tego drzewa. Niezbyt wysokie drzewka mają jaskrawo rude okorowane pnie, na poboczach leżą całe chałdy zdjętej kory - żniwa korowe są co dziewięć lat. Mijamy niewielkie fabryczki, gdzie surowiec ten podlega obróbce, a następnie wyrabiane są z niego głównie korki do butelek, ale także jakieś uszczelki oraz wiele, wiele innych rzeczy, o których mi się nawet nie śniło!!!!

Wkrótce zjeżdżamy z głównej drogi do leżącego na uboczu w pięknej zielonej okolicy hotelu Tempio Pausania Inn, który będzie nas gościł przez parę nocy.

Dostajemy klucze od pokojów i mamy dwie godziny czasu wolnego na rozpakowanie i odpoczynek.

Hotelik stoi na zboczu niewielkiego wzniesienia wśród drzew i kwiatów. Pokoiki dość skromne, ale czyste i funkcjonalne. Czego nam wiecej potrzeba, przecież będziemy tu przyjeżdżać tylko na kolacje i noclegi? Z okna rozpościera się fajny widok na pofalowane pola oraz widoczne w dali dość wysokie góry.

Przy hotelu jest niewielki basen, przebieramy się i idziemy się nieco schłodzić. Zbliża się sierpniowe południe, a więc żar się leje z nieba....

Trochę się wymoczyliśmy, chwila relaksu na przybasenowych łóżkach, ale już nas nosi....

Mara
Obrazek użytkownika Mara
Offline
Ostatnio: 1 rok 8 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Apisku mam jeszcze takie pytanie - jak wyglada tam sprawa z drogami, z rejonu twojego hotelu do szamragdowego wybrzeza, czy tragiczny czas dojazu wyjdzie z uwagi na drogi, bo widzę, ze nie ma tam głownych dróg, wiec jak wyglada sprawa z tymi mniejszymi szlakami, chodzi mi po głowi pewien hotelik w tamtym rejonie, ale boje sie dróg dojazdowych z okolic Aglientu. 

www. Podróże z globusem w torebce, gdzie skrobię swe relacje od czasu do czasu  Dirol

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Mara, z Tempio Pausania do Olbii było z 50 km, w godzinę się przejedzie. Droga dość wąska, przebiega przez wioski,ale całkiem dobra. Z Olbii do Cagliari jest autostrada bezpłatna. W górach są drogi mocno zakręciaste, my jeździliśmy nawet po polnych, szutrowych. Ale Na Sardynii jeżdżą spokojniej niż we Włoszech kontynentalnych. 

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 6 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Postanawiamy przejść się do niezbyt odległego miasteczka. Przede wszystkim chcemy kupić jakieś owoce, gdyż po drodze widzieliśmy apetycznie zwisające z drzew brzoskwinie, a na polach ogromne arbuzy i złociste melony.

Szutrową drogą wędrujemy na skróty do położonego nieco wyżej miasteczka. Prawie wszystkie domy zbudowane są z granitowych kamieni, pewno gdzieś w okolicy są kamieniołomy. Domki dość skromne, ale wszystkie ukwiecone. Ludzi nie widać, chyba wszyscy mają siestę. Czuję, że nic nie będzie z zaplanowanych zakupów.

Zbliżamy się do centrum, stragany z owocami opustoszałe, na skrzynki z owocami i warzywami rzucono jedynie jakieś kawałki materiału. Turystów tu jak na lekarstwo, a mieszkańcy chyba się na takie towary nie połakomią....

Najbardziej to nam się chce już pić, choć zjadłoby się również co nieco po tym skromnym samolotowym żarełku.

W pewnym momencie widzimy niewielki supermarket, na szczęście otwarty. W środku nikogo z obsługi nie widać, ale wkładamy do koszyka jakieś napoje, butelkę lokalnego wina, chleb, owoce. Chcemy jeszcze kawałek sera – tak apetycznie wyglądają na półkach - i w tym momencie wyłania się zaspana sklepowa. Pokazujemy palcem, którego sera chcemy, a pani przykłada nóż z pytającym spojrzeniem: ile ma tego ukroić???? Okazuje się, ze wybraliśmy wspaniale – typowy tutejszy owczy ser pecorino sardo.

Zadowoleni wracamy do hotelu, a chwilę później na tarasie robimy sobie lunch z widokiem na drzewka pomarańczowe i dalekie góry.

Po południu mamy grupowe zwiedzanie miasteczka. Jedzie chyba połowa grupy, reszta zaległa przy basenie albo śpi w pokojach.

Autokar sunie przez wymarłe uliczki. Tempio Pausania bardzo mi się podoba!!

W pobliżu parku opuszczamy autokar i zagłębiamy się w ciche uliczki. Wktótce otwierają kościoły, trzeba i to zaliczyć – choć fanką nie jestem. Ale 15 – wieczną katedrę pod wezwaniem św. Piotra i Pawła z chęcią oglądam. Wolę jednak spacer tymi urokliwymi uliczkami wśród niewysokich kamiennych kamieniczek, kutych latarni, ławeczek ze sjestującymi mieszkańcami.

Dochodzimy do sporego placu z kilkoma kawiarniami. Tu już zaczyna się przedwieczorny ruch. Kobiety siedzą na progach i plotkują z sąsiadkami, a ogorzali faceci groźnie wygladający dyskutują w męskim gronie.

Wąskie uliczki biegną w kierunku głównej arterii miasta z wyższymi i bardziej okazałymi budynkami. Jest tu bank i reprezentacyjny hotel oraz jakieś urzędy.

Ale w sumie to nieduże miasteczko, którego historia sięga 12 wieku, przy czym obecny wygląd i większość zabudowy pochodzi z 18 wieku. Bardzo elegancko wyglądają te domy z szarymi granitowymi elewacjami oraz ukwieconymi balkonami.

Niektóre uliczki są tak wąskie, że samochody na ogół mają złożone boczne lusterka, bo inaczej by się nie zmieściły.

Dłużej przyglądam się wystawie jednego ze sklepów. Otóż, jak już wspomiałam te okolice to zagłębie korkowe. Na dużą skalę przemysłową uprawia się tu dęby korkowe. Ale w tym sklepie nie sprzedają podstawowego produktu, tylko nieprawdopodobne przedmioty zrobione z korka. Są tu pufy i poduszki, portfeliki i różne torby, paski, broszki, a nawet sukienki, spodnie, szale. Ceny nieziemskie, ciekawi mnie tylko jak te korkowe wyroby prać?????

Wracamy do autokaru, pora na kolację.

Wieczorem wysłuchujemy koncertu cykad na dobranoc.

Strony

Wyszukaj w trip4cheap