"Drucik"rzecz jasna próbowałam! no a jakże! być na Sardynii i Filu a Ferru nie skosztować- to grzech! , aaaagh! mocne to to cholerstwo (over 40%) i takie z serii: "wykręcacz gęby" ale ja jestem mało wódeczkowa, więc wszelkie tego typu wynalazki - to noie dla mnie; ale spróbować - zawsze spróbuję! dla zdrowotności;
Asia, oj, smakołyków Ci tam popróbowałam mnóstwo różnych; co najbardziej mi przypasowało? - no ja jestem rybno-serowa, więc oczywiście pecorino i rybki, ale te ich pieczone prosiaczki- no nie powiem.... też pychota!
Wracając do Relacji, to teraz chwila o sardyńskich nożach... he he wszak Orgosolo to przecież była mekka bandytów!
więc gdzie bandzior - tam jest nóż
he he, to żarty oczywiście, bo grupy przestępcze z Orgosolo (Anonima Sarda) to już dawna, niechlubna przeszłość,; dziś jest tu zupełnie inaczej i Sardynia to jedno z najbezpieczniejszych miejsc we Włoszech; a po Orgosolo można spacerować w nocy o północy, i nic człowieka nie spotka, ( no chyba że jakie inne licho
no dobra; do rzeczy: każdy kto przybywa na Sardynię, zauważy że w różnych miasteczkach na wyspie w sklepach na głównych uliczkach często można spotkać sklepy z nożami, sztyletami i innymi takimi "przyjemnymi" ostrzami, które nie wyglądają na noże szefa kuchni ; raczej nazwałabym je "narzędziem zbrodni"
tradycja wytwarzania noży jest tu dłuuuga, wielowiekowa, w zasadzie starsza chyba jak sama wyspa he he, najpierw ostre narzedzia służyły do obrony, jak wszedzie , potem stały sie narzędziem pracy dla tutejszych pasterzy; wytwarzano wiele różnych typów: do uboju zwierząt, cięcia skór, itd.... w końcu takie zwykłe do pracy, ; dziś w wielu miejscach na wyspie wytwarza sie nozę i często są to domowe faktorie takie pokoleniowe od pradziada, i jest to ręczna robota ( te są bardzo drogie)- cena w zależności od stali i rękojeści- są z drewna, kamienia, rogów zwierząt itd....
ostrza nawet ze stali damasceńskiej (tej współczesnej rzecz jasna) ;
dziś noże te często kupowane są jako praktyczne pamiątki z Sardynii, zwłaszcza przez panów;
poza Orgosolo w sklepach na północy wyspy- ceny o niebo wyższe
dziś, ta wielowiekowa tradycja wytwarzania noży jest istotna dla mieszkańców wyspy, dla których nóż jest wciąż niezbędnym narzędziem; Wielu Sardyńczyków nosi nóż przy sobie i uważa go za niezbędne narzędzie do codziennego użytku.
Sardyńskie noże dość znacznie różnią się od siebie - w zależności od miejsca, z którego pochodzą. Głównymi ośrodkami wytwarzania noży są miasta Pattada, Arbus i Guspini, tam jest najwięcej takich rzemieślniczych zakładów rodzinnych, gdzie wciąż wytwarzają te noże tradycyjnymi metodami
a my jeszcze chwilę buszujemy wśród murali
Trzy "rubensowskie" Gracje
a nawet cztery
Gracje z gracją
i dla fanów klubu Cagliari Calcio
i żegnamy się z miasteczkiem Orgosolo
ale nie na długo... bo odjeżdżamy stąd dosłownie kilka/kilkanaście kilometrów, prosto na wieś do pasterzy na słynną biesiadę do wioski ukrytej w górach Gennargentu
Radek, ja się tam na stali nożowej nie znam ale niejeden rzemieślnik na wyspie w typie jak np. Pan Paolo Pusceddu (taki prawie guru w kwestii tych noży) - pewnie by się na Ciebie obraził za takie słowa! ... (ja się nie obrażam, bo bizness nożowy- nie mój
Achernar, no padłam z tej Czwartej Gracji! he he, ale nie mów hop! bo po takim obżarstwie jakie nam tam zaserwowano u Pasterzy na wsi- byłam całkiem blisko gabarytowo tych Pań
no to wizytujemy owych słynnych Pasterzy.. kosztując pasterskiego życia w czasie biesiady w małej wiosce "urządzonej" w takich etnicznych klimatach
tego rodzaju biesiady są bardzo popularne tu na wyspie i wiele biur podróży ma je nawet włączone już na stałe w swoich programach w ramach wycieczek zorganizowanych ale również turyści indywidualni bardzo chętnie i często dołączają do tych biesiad przysiadając razem z nami na ławach w gaju oliwnym, gdzie najczęściej takie biesiady się organizuje; Impreza taka ma wprawdzie taki nieco wydźwięk komercyjny, ale ponieważ masa turystów chce i lubi brać udział w czymś takim, więc w górach Gennargentu w wielu wioskach sporo Sardyńczyków para się obecnie organizacją takich biesiad dostosowując w pobliżu swoich domostw sporo takich biesiadnych stanowisk dla chętnych turystów (nie wykluczone, że wielu właścicieli tychże przybytków- to dawni bandyci z Orgosolo
zatem zasiadamy i czekamy na ucztę "pod chmurką" ....
każdy dostaje deseczkę.... i na tej deseczce lądują potem różne rzeczy najpierw chlebek (to taki chleb typu SCHIACCIATA w wersji sardyńskiej z Orgosolo)
potem na chlebku lądują przeróżne wyroby wery i wędliny, a wszystko swojskie własnej roboty i skolko ugodno, ilość dokładek dowolna
w międzyczasie chodzą z dzbanami i dolewają wino cannonau prosto z dzbanków do glinianych kubeczków.; żebyśmy się nie podławili tymi kiełbachami i serami:)) ; była też woda dla tych o słabszych głowach, bo kto tak z doskoku da radę wychylić 20 takich kubeczków wina? ,mniej więcej tyle razy dolewali
he he, o winie Cannonau mówi się, że to wino "wybuchowe", bo dość mocne i tylko dla odważnych.; wg miejscowych jest najstarszym szczepem w regionie śródziemnomorskim, a tutejsza ziemia i klimat zapewniają idealne warunki do uprawy; Ojczyzną cannonau jest włąsnie ta część regionu Barbagia w której jestesmy a według Sardyńczyków szklaneczka cannonau dziennie wspomaga ich długowieczność zatem chlup-salut na zdrówko!
potem wjeżdżają gorące mięsiwa; podawane na sardyńskim pysznym chlebku - panne carasau;
była kozina, jagnięcina i wieprzowina; i to wszystko nie do wyboru - tylko każde po kolei w dodatku po tej mięsnej uczcie - chodzili z tymi tacami mięcha i w kółko dokładali , żeby się nie zmarnowało trzeba było zasłaniać tą deskę, żeby już nie dokładali
( nawet mam z muchą!!! )
na deser, jeśli ktoś miał jeszcze miejsce- po ciasteczku i oczywiście ten słynny "drucik" tylko kubeczek gliniany dali ciut mniejszy niż ten do wina, ale i tak trzeba było pić to bardzo rozsądnie, żeby nie wpaść po ławkę (a drucik: filu a ferru też było no limit, ile kto dał rady!
potem chwila na "ułożenie" w żołądku; i po takim żarciu, trzeba spalić jakoś te kalorie i zatańczyć tradycyjne sardyńskie ballu tundu
przy takiej "orkiestrze" zabawa trwała w najlepsze
Pańcio przygrywał energicznie, ale minę miał ... jak ci Banditti z Orgosolo
myślicie, że to koniec obżarstwa?
- a gdzie tam! za chwilę wołają "do stołu" he he:))
w końcu trzeba spróbować słynnego sardyńskiego prosiaka!
Prosiaczek czyli porceddu/procceddu to pasterskie danie: maialetto arrosto - będące jednym z symboli Sardynii; chrupiące, pieczone na rożnie, smarowany jeszcze smalcem wieprzowym (stiddiau) (który powoli topi się na skórce) Ło jessusie! czy mi wątroba nie wybuchnie? ; to żarcie było jeszcze bardziej "ten-teges" jak golonki w Bawarii!
Wiele osób sądzi, że skoro Sardynia jest wyspą- to z pewnością jest królestwem ryb i owoców morza.... ryby są, ale to nie do końca jest prawdą z tym "królestwemk morza" owszem - ryb wszelakich Ci tu dostatek, ale ..... prawdziwa kuchnia Sardynii, jest tam, gdzie nie ma wybrzeża – czyli u pasterzy w górach z dala od morskich kurortów:); a u nich świnki, kózki, owieczki, zatem uczta wieprzowo-jagnięca z koziną, serami, szynkami , napitkami i tańcami...
no tańce tradycyjnie se daruję, ale to wszystko inne ... ślinka leci i czuję tak potężne ssanie w żołądku ... sam nie wiem co robić ... zdecydowanie nie można Cię o tej porze czytać!!
Piea,Testowałaś ten "drucik" ? czuć bimberek ?
No trip no life
Urocze zakątki i piękne murale. A ze specjałów sardyńskich co najbardziej Ci smakowało?
hahaha...no nazwa bimberku "zacna "
"Drucik"rzecz jasna próbowałam! no a jakże! być na Sardynii i Filu a Ferru nie skosztować- to grzech!
, aaaagh! mocne to to cholerstwo (over 40%) i takie z serii: "wykręcacz gęby" ale ja jestem mało wódeczkowa, więc wszelkie tego typu wynalazki - to noie dla mnie; ale spróbować - zawsze spróbuję!
dla zdrowotności;
Asia, oj, smakołyków Ci tam popróbowałam mnóstwo różnych; co najbardziej mi przypasowało? - no ja jestem rybno-serowa, więc oczywiście pecorino i rybki, ale te ich pieczone prosiaczki- no nie powiem.... też pychota!
Wracając do Relacji, to teraz chwila o sardyńskich nożach... he he wszak Orgosolo to przecież była mekka bandytów!
więc gdzie bandzior - tam jest nóż
he he, to żarty oczywiście, bo grupy przestępcze z Orgosolo (Anonima Sarda) to już dawna, niechlubna przeszłość,; dziś jest tu zupełnie inaczej i Sardynia to jedno z najbezpieczniejszych miejsc we Włoszech; a po Orgosolo można spacerować w nocy o północy, i nic człowieka nie spotka, ( no chyba że jakie inne licho
no dobra; do rzeczy: każdy kto przybywa na Sardynię, zauważy że w różnych miasteczkach na wyspie w sklepach na głównych uliczkach często można spotkać sklepy z nożami, sztyletami i innymi takimi "przyjemnymi" ostrzami, które nie wyglądają na noże szefa kuchni
; raczej nazwałabym je "narzędziem zbrodni"
tradycja wytwarzania noży jest tu dłuuuga, wielowiekowa, w zasadzie starsza chyba jak sama wyspa
he he, najpierw ostre narzedzia służyły do obrony, jak wszedzie , potem stały sie narzędziem pracy dla tutejszych pasterzy; wytwarzano wiele różnych typów: do uboju zwierząt, cięcia skór, itd.... w końcu takie zwykłe do pracy, ; dziś w wielu miejscach na wyspie wytwarza sie nozę i często są to domowe faktorie takie pokoleniowe od pradziada, i jest to ręczna robota ( te są bardzo drogie)- cena w zależności od stali i rękojeści- są z drewna, kamienia, rogów zwierząt itd....
ostrza nawet ze stali damasceńskiej (tej współczesnej rzecz jasna) ;
dziś noże te często kupowane są jako praktyczne pamiątki z Sardynii, zwłaszcza przez panów;
poza Orgosolo w sklepach na północy wyspy- ceny o niebo wyższe
dziś, ta wielowiekowa tradycja wytwarzania noży jest istotna dla mieszkańców wyspy, dla których nóż jest wciąż niezbędnym narzędziem; Wielu Sardyńczyków nosi nóż przy sobie i uważa go za niezbędne narzędzie do codziennego użytku.
Sardyńskie noże dość znacznie różnią się od siebie - w zależności od miejsca, z którego pochodzą. Głównymi ośrodkami wytwarzania noży są miasta Pattada, Arbus i Guspini, tam jest najwięcej takich rzemieślniczych zakładów rodzinnych, gdzie wciąż wytwarzają te noże tradycyjnymi metodami
a my jeszcze chwilę buszujemy wśród murali
Trzy "rubensowskie" Gracje
a nawet cztery
Gracje z gracją
i dla fanów klubu Cagliari Calcio
i żegnamy się z miasteczkiem Orgosolo
ale nie na długo... bo odjeżdżamy stąd dosłownie kilka/kilkanaście kilometrów, prosto na wieś do pasterzy na słynną biesiadę
do wioski ukrytej w górach Gennargentu
Piea
Czwarta gracja, jakby niedożywiona...
Czwarta gracja "the best"
No trip no life
..."damascus,owe" ostrza COOL !!!
choć widać podobieństwo wzorów więc produkcja komercyjna ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Zgadzam się. Pisząc "niedożywiona" miałem na uwadze to, że nie ma tak "rubensowskiej" postaci, jak trzy pozostałe.
Radek, ja się tam na stali nożowej nie znam
ale niejeden rzemieślnik na wyspie w typie jak np. Pan Paolo Pusceddu (taki prawie guru w kwestii tych noży) - pewnie by się na Ciebie obraził za takie słowa! ... (ja się nie obrażam, bo bizness nożowy- nie mój
Achernar, no padłam z tej Czwartej Gracji!
he he, ale nie mów hop! bo po takim obżarstwie jakie nam tam zaserwowano u Pasterzy na wsi- byłam całkiem blisko gabarytowo tych Pań
no to wizytujemy owych słynnych Pasterzy.. kosztując pasterskiego życia w czasie biesiady w małej wiosce "urządzonej" w takich etnicznych klimatach
tego rodzaju biesiady są bardzo popularne tu na wyspie i wiele biur podróży ma je nawet włączone już na stałe w swoich programach w ramach wycieczek zorganizowanych ale również turyści indywidualni bardzo chętnie i często dołączają do tych biesiad przysiadając razem z nami na ławach w gaju oliwnym, gdzie najczęściej takie biesiady się organizuje;
Impreza taka ma wprawdzie taki nieco wydźwięk komercyjny, ale ponieważ masa turystów chce i lubi brać udział w czymś takim, więc w górach Gennargentu w wielu wioskach sporo Sardyńczyków para się obecnie organizacją takich biesiad dostosowując w pobliżu swoich domostw sporo takich biesiadnych stanowisk dla chętnych turystów (nie wykluczone, że wielu właścicieli tychże przybytków- to dawni bandyci z Orgosolo
zatem zasiadamy i czekamy na ucztę "pod chmurką" ....
każdy dostaje deseczkę.... i na tej deseczce lądują potem różne rzeczy
najpierw chlebek (to taki chleb typu SCHIACCIATA w wersji sardyńskiej z Orgosolo)
potem na chlebku lądują przeróżne wyroby wery i wędliny, a wszystko swojskie własnej roboty i skolko ugodno, ilość dokładek dowolna
w międzyczasie chodzą z dzbanami i dolewają wino cannonau prosto z dzbanków do glinianych kubeczków.; żebyśmy się nie podławili tymi kiełbachami i serami:)) ; była też woda dla tych o słabszych głowach, bo kto tak z doskoku da radę wychylić 20 takich kubeczków wina?
,mniej więcej tyle razy dolewali 
he he, o winie Cannonau mówi się, że to wino "wybuchowe", bo dość mocne i tylko dla odważnych.; wg miejscowych jest najstarszym szczepem w regionie śródziemnomorskim, a tutejsza ziemia i klimat zapewniają idealne warunki do uprawy; Ojczyzną cannonau jest włąsnie ta część regionu Barbagia w której jestesmy a według Sardyńczyków szklaneczka cannonau dziennie wspomaga ich długowieczność
zatem chlup-salut na zdrówko! 
potem wjeżdżają gorące mięsiwa; podawane na sardyńskim pysznym chlebku - panne carasau;
była kozina, jagnięcina i wieprzowina; i to wszystko nie do wyboru - tylko każde po kolei
w dodatku po tej mięsnej uczcie - chodzili z tymi tacami mięcha i w kółko dokładali , żeby się nie zmarnowało
trzeba było zasłaniać tą deskę, żeby już nie dokładali 
( nawet mam z muchą!!! )
na deser, jeśli ktoś miał jeszcze miejsce- po ciasteczku i oczywiście ten słynny "drucik" tylko kubeczek gliniany dali ciut mniejszy niż ten do wina, ale i tak trzeba było pić to bardzo rozsądnie, żeby nie wpaść po ławkę
(a drucik: filu a ferru też było no limit, ile kto dał rady!
potem chwila na "ułożenie" w żołądku; i po takim żarciu, trzeba spalić jakoś te kalorie i zatańczyć tradycyjne sardyńskie ballu tundu
przy takiej "orkiestrze" zabawa trwała w najlepsze
Pańcio przygrywał energicznie, ale minę miał ... jak ci Banditti z Orgosolo
myślicie, że to koniec obżarstwa?
- a gdzie tam! za chwilę wołają "do stołu" he he:))
w końcu trzeba spróbować słynnego sardyńskiego prosiaka!
Prosiaczek czyli porceddu/procceddu to pasterskie danie: maialetto arrosto - będące jednym z symboli Sardynii; chrupiące, pieczone na rożnie, smarowany jeszcze smalcem wieprzowym (stiddiau) (który powoli topi się na skórce) Ło jessusie! czy mi wątroba nie wybuchnie?
; to żarcie było jeszcze bardziej "ten-teges" jak golonki w Bawarii! 
Wiele osób sądzi, że skoro Sardynia jest wyspą- to z pewnością jest królestwem ryb i owoców morza.... ryby są, ale to nie do końca jest prawdą z tym "królestwemk morza"
owszem - ryb wszelakich Ci tu dostatek, ale ..... prawdziwa kuchnia Sardynii, jest tam, gdzie nie ma wybrzeża – czyli u pasterzy w górach z dala od morskich kurortów:); a u nich świnki, kózki, owieczki, zatem uczta wieprzowo-jagnięca z koziną, serami, szynkami , napitkami i tańcami...
Piea
no tańce tradycyjnie se daruję, ale to wszystko inne ... ślinka leci i czuję tak potężne ssanie w żołądku ... sam nie wiem co robić ... zdecydowanie nie można Cię o tej porze czytać!!
papuas