Wenecja - dlaczego warto tam jechać?

56 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013
Wenecja - dlaczego warto tam jechać?

Chcąc zrobić radochę naszej niespełna 8-letniej wnuczce Alicji postanawiamy wziąć ją w rejs statkiem w cieplejsze rejony Europy. Choć nas o wiele bardziej ciągnie w chłodne fiordy norweskie...

No, ale tam pogoda - nawet letnią porą – niepewna, a dla dziecka najważniejszy jest bliski kontakt z wodą, czyli basenem bądź morzem, a wiadomo że w okolicach Adriatyku i Morza Sródziemnego w sierpniu pogoda jest raczej gwarantowana!!!!

Jako, że nasz statek – MSC Orchestra – rejs rozpoczyna w Wenecji decydujemy się tam jechać trzy dni przed wypłynięciem i pozostać jeszcze dwa dni po powrocie, by bez pośpiechu pokazać jej to wspaniałe miasto i okolice.

Relację napiszę w dwóch odsłonach – gdyż może się okazać, że nie każdego ciekawi Wenecja, ale jest zainteresowany samym rejsem (Wenecja – Bari – Katakolan – Santorini – Pireus - Korfu – Kotor - Wenecja) i na odwrót.

A wracając do Wenecji...

Od razu na początku uprzedzam lojalnie – żeby się ktoś nie rozczarował – że mało tu będzie typowych opisów zabytków, a to z dwóch powodów: po pierwsze - byliśmy w Wenecji już kilkakrotnie i to co nas interesuje zobaczyliśmy, a po drugie jak się jedzie z dzieckiem, to głównie pod jego kątem trzeba przygotować program zwiedzania.

My też chcemy by w łepetynie Alicji zostało trochę wrażeń z tego wspaniałego miasta, ale nie mamy zamiaru doprowadzić do przesytu, przeciągając ją po wszystkich zabytkach, kościołach czy muzeach...

Tak więc będzie to taka nieco inna wersja zwiedzania Wenecji.

Ale może właśnie taka komuś też przypadnie do gustu????

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Online
Ostatnio: 1 godzina 18 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Apisku, z przyjemnością zasiadam do czytania..

Twoja wnuczka Alicja prezentuje sie jak modelka Smile

No trip no life

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Nelcia, ona była motorem tej wycieczki. Będąc parę miesięcy temu u rodzinki w Hamburgu zobaczyła taki wielki wycieczkowiec i stale o nim marzyła...

A czego się nie robi dla jedynej ukochanej wnuczki????

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Przelot na trasie Gdańsk – Monachium – Wenecja mija bez żadnych niespodzianek. Z weneckiego lotniska Marco Polo kursuje do Mestre - gdzie mamy nasz hotel – pośpieszny autobus nr 5 , bilet kosztuje 8E od osoby, a przejazd trwa niecałe 30 minut.

Hotel Tritone położony jest o 50 metrów od przystanku autobusowego i około 100 metrów od dworca, z obu tych miejsc co kilkanaście minut jest sprawna komunikacja do Wenecji.

Hotel ma zatem bardzo dobrą lokalizację i pomimo położenia w pobliżu ruchliwej ulicy oraz dworca kolejowego w nocy jest cicho ( fakt, prosiłam pokój nie od frontu).

Pokój mamy 3-osobowy, narożny, całkiem spory, widziałam 2-osobowy, który był dość mały...

Zostawiamy bambetle w pokoju i od razu kierunek – Wenecja, bo czasu szkoda!!!!

W Wenecji byliśmy kilka razy, ale dość dawno, więc też z przyjemnością przypomnę sobie to unikalne miasto.

Knując plan zwiedzania dowiedziałam się o takim udogodnieniu dla turystów, jakim jest Tourist Pass. Jest to bilet, wyglądający jak karta kredytowa, uprawniający do korzystania wielokrotnego (bez ograniczeń) z autobusów na trasie Mestre – Wenecja oraz wszystkich linii vaporetto, czyli tranwajów wodnych, będących najpopularniejszym środkiem lokomocji w Wenecji.

Te bilety można wykupić na 1 dobę - 20E od osoby, na 2 doby – 30E, bądź na 3 doby – 40E.

Jeżeli ktoś planuje dużo zwiedzania, a szczególnie sporo poruszania się vaporetto, to taka opcja jest bardzo korzystna, bowiem jeden bilet autobusowy kosztuje 1,5E, a na vaporetto – choćby to był jeden przystanek – 7,5E. Tak więc zakup TP szybko się zwróci!!!!

Bilety takie można dostać dosłownie wszędzie, my kupujemy w hotelu, gdzie dostajemy także plan Wenecji oraz mapkę tras vaporetto.

Ponieważ przylecieliśmy koło południa, mamy jeszcze dużo czasu na zwiedzanie.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Jedziemy autobusem do Wenecji, podróż trwa około 20 minut. Przed każdorazowym przejazdem autobusem, bądź vaporetto należy walidowac bilet!!!! Kary za nieskasowanie nawet ważnego biletu są wysokie.

Autobus dowozi nas na Piazzale di Roma. Tu znajdują się także wielopoziomowe parkingi i dalej już nie ma ruchu samochodowego.

Turyści – oprócz własnych nóżek – mają do dyspozycji popularne i najtańsze (choć wcale nie takie tanie!!!) vaporetto, droższa, ale znacznie szybsza wersja to wodne taksówki, no i najbardziej ekskluzywna to przejażdżka gondolą. Koszt tej ostatniej atrakcji to 80E za pół godziny w dzień oraz 100E wieczorem i w nocy.

Szukamy przystanku vaporetto płynącego w kierunku Placu Sw Marka, bo od tego miejsca chcemy rozpocząć naszą wędrówkę.

I tu po raz pierwszy doznajemy szoku!!!!

W pobliżu przystanku kłębi się gęsty tłumek. Załapujemy się dopiero na trzeci kurs, na szczęście vaporetto pływają bardzo często.

Wpływamy w główną wodną arterię komunikacyjną miasta – Canale Grande. To właśnie od strony kanału najlepiej prezentują się fasady wspaniałych pałaców i bogatych rezydencji weneckich patrycjuszy.

Wzdłuż kanału stoją też najbardziej luksusowe hotele oraz muzea oraz kościoły.

Sam kanał dzielący miasto na pół wije się na długości blisko 4 km. Płynąc tym zapchanym vaporetto dociera do nas, że Wenecja – dzięki swej historii i zabytkom oraz szerszym i węższym kanałom przecinającym miasto zamiast ulic – jest miejscem magicznym i niezwykłym.

Jeszcze żeby można było oddychać swobodnie, o robieniu zdjęć w ogóle nie ma mowy!

Po pół godzinie dopływamy do celu...

Razem z nami wysiada 90% pasażerów.

A na Placu Sw Marka też tłoczno. Trzymam kurczowo za łapkę wnusię Alicję, bo nawet wolę sobie nie wyobrażać, że gdzieś tu mogłaby się zgubić. Fotki są pomieszane, z kilku dni, więc czasami opis odbiega od tego co widać.

Kolejka po bilety do Pałacu Dożów na przeszło godzinę stania, nieco krócej do Bazyliki Sw Marka.

Oczywiście rezygnujemy....któregoś dnia wieczorem czekamy tylko 10 minut. Przy Placu Sw Marka stoi szereg ciekawych zabytków, ale falująca we wszystkich kierunkach masa ludzka skutecznie burzy ten obraz. Najważniejsze z nich – oprócz Bazyliki Sw Marka i Pałacu Dożów – to

wysoka Campanilla, czyli dzwonnica, Prokuratura Stara i Nowa oraz Wieża Zegarowa .

O zabytkach nie będę się tu szczegółowo rozpisywała, bo nie każdego to interesuje, a jeśli już, to można sobie poczytać w necie, bądź w licznych przewodnikach.

Wokół placu rozstawione są stoliki licznych kawiarni i restauracji, jednak ceny w nich są raczej nieprzyjazne dla przeciętnego turysty....

Nigdy nie jedźcie do Wenecji w sierpniu!!!!

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

W najpopularniejszych uliczkach – nie lepiej.

Zagłębiamy się więc w te boczne, o wiele mniej zatłoczone.

Aż do połowy 19 wieku zamiast większości tych uliczek były kanały i dlatego nazywane są rio terre, czyli zasypane kanały.Tutaj dopiero można podziwiać piękne kamieniczki, wspinać się na wąskie mostki, wędrować nad malowniczymi kanałami bez ścisku i gwaru...

Tyle się w necie naczytalam o wszechobecnym smrodzie, brudzie, biegających szczurach – a tu nic z tych rzeczy...

Owszem, w bardzo wielu miejscach widać opadający tynk, pleśń atakującą niższe partie kamieniczek, spróchniałe pale do mocowania łodzi, motorówek lub gondoli.

Ale to przecież taka specyfika tego miasta na wodzie. Musimy pamiętać, że Wenecję zbudowano prawie tysiąc lat temu w błotnistej lagunie, posadawiając ją na drewnianych palach. Niestety obecnie, w wyniku ocieplania naszej planety miasto powolutku tonie. W ciągu ostatnich 100 lat pogrążyło się ono o 24 cm. Nawet niewielkie deszcze powodują zalewanie nabrzeży, a nawet Placu Sw Marka.

Trudno się więc dziwić obecności wilgoci, pleśni i widocznych konsekwencji działania tych niszczących czynników.

W tej plątaninie wąskich uliczek, kanałów i mostków bardzo łatwo się zgubic. A wbrew pozorom nie jest to małe miasteczko.

umilka
Obrazek użytkownika umilka
Offline
Ostatnio: 4 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 23 lis 2014

Jestem i ja. Ciekawa jestem wrażeń Twojej wnuczki (swoja drogą śliczna panienka), jak zniosła zwiedzanie i mimo wszystko chyba intensywną wycieczkę. Moje bliźniaki są dokładnie w jej wieku, a pod wpływem m.in.  Twojej relacji zarezerwowałam na lipiec wczasy w Cala Gonone na Sardynii. Chcemy troche pozwiedzać (w sumie z czwórką dzieci) i będę miała do Ciebie dużo pytań.

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 12 godzin 45 minut temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...superowsko,że tak..."niestampowo" opisujesz pobyt !!!

czekam niecierpliwie na CD ; )

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

ssstu-6, ja generalnie zwiedzam mniej sztampowo. Podobnie było w Toskanii i Umbrii w czasie czerwcowego pobytu.

Mniej mnie interesują muzea, wnętrza kościołów czy pałaców, bardziej lubię naturę, piękne widoki, rozsypujące się ruinki...

Uciekam od tłumów, gwaru, ruchu w spokojniejsze miejsca. Choć nie zawsze to się udaje...

A poza tym wyjazd z dzieckiem też ma pewne (a nawet spore) ograniczenia.

Umilka, Alicja bardzo dzielnie zniosła 12 dniową eskapadę. Choć bywało, że po całym dniu w biegu i w upale miewała dość, ale ja też bywałam wykończona.

Ona ma zaprawę w intensywnym podróżowaniu - ale z rodzicami. Jeździ w dość dalekie rejony gdy tylko skończyła trzy lata.

Bardziej bałam się czy nie będzie tęskniła.  Był nawet taki moment krótko po starcie samolotu, na szczęście później nie miała już czasu...

Jedynie moje nerwy wystawione były na ciężką próbę w momentach posiłków, jako że ona jest wielkim niejadkiem. No i potem na statku, gdy chodziła spać o północy, bo tyle było atrakcji, a zrywaliśmy ją przed ósmą...

Bardzo fajnie, że  wybrałaś  Sardynię!!!! i w dodatku Cala Gonone. Ja ją wybierałam prawie w ciemno, po prostu na nosa i byłam bardzo zadowolona. Sporo jeździliśmy po wyspie, ale jak bym miała drugi raz jechać, to też w te okolice. Zupełnie nie odpowiadałby mi pobyt w Costa Smeralda, choć parę godzin warto tam pobyć.

Oczywiście na twoje pytanka postaram się odpowiedzieć, o ile będę pamiętać konkrety.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

W końcu dochodzimy labiryntem uliczek do chyba najbardziej znanego mostu Ponte de Rialto, który jest najstarszym weneckim mostem. Jego początki sięgają 12 wieku, kiedy to powstał most pontonowy ( aż wierzyć mi się nie chciało????), jego następcą był drewniany, aż do połowy 19 wieku był to jedyny most w Wenecji, a następnie wybudowano wersję, która przetrwała do dziś.

Obsiadły go po obu stronach sklepiki z ciuchami i suwenirami.

 

Trudno się dopchać do barierki, by rzucić okiem na malowniczy zakręt głównej wodnej arterii miasta – Canale Grande. Sytuację pogarszają jeszcze prowadzone w tym miejscu prace remontowe.

Tylko się pocieszam, że i na wodzie ruch nie mniejszy...

Pływają tramwaje wodne, taksówki, gondole, motorówki, łodzie, krypy z zaopatrzeniem, od czasu do czasu przemyka na sygnale wodne pogotowie ratunkowe lub policja.

Bo tu wszystko odbywa się przy użyciu transportu wodnego....

Nawet większość domów ma wejścia bezpośrednio od strony kanałów.

Wśród tych małych ruchliwych jednostek pływających, z trudem torują sobie drogę stosunkowo duże vaporetta.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 1 rok 4 miesiące temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Zgłodnieliśmy, więc pora poszukać jakiejś knajpki...

W okolicach Ponte de Rialto po obu stronach Canale Grande znajduje się caly ciąg przytulnych trattorii.

Wybieramy pierwszą lepszą, byleby z ładnym widokiem.

 

No właśnie! Tutaj jest kolejna podpucha Wenecjan, by turystę potraktować jak bankomat...

Bardzo zachęcająco wyglądają reklamy gloszące, że za 15E od osoby dostanie się tu trzydaniowy posiłek z kieliszkiem wina. Brzmi zachęcająco na pierwszy rzut oka...

Rozsiadamy się w cieniu pod parasolem tuż nad kanałem Canale Grande z widokiem na most Rialto.

Ale potem jest już tylko gorzej!!!!

Okazuje się, że ta oszczędnościowa wersja za 15E od łebka ma swoje prawa. Można się na nią załapać siedząc wyłącznie wewnątrz trattorii. Dla tych, którzy chcą jeść z widokiem - stawki są podwójne...

Oczywiście chcemy jeść na zewnątrz, nie udało się przyoszczędzić, hahaha!!!!

Jedzonko nam smakuje,mąż delektuje się ośmiornicą w sepii z polentą...

Nawet Alicja – super niejadek – znajduje coś dla siebie.

To coś to nie jest żaden konkret, tylko deserek w postaci tiramisu, niestety...

Spora dawka kalorii powoduje u niej konieczność spożytkowania nadmiaru energii.

Zjeść spokojnie nie możemy patrząc na jej akrobacje na wąskim molo do cumowania łodzi.

Po posiłku ponowna przejażdżka kanałami Wenecji i powrót do hotelu.

Strony

Wyszukaj w trip4cheap