Fiordy Norweskie na statku - maj 2018

60 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 22 godziny 23 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Rankiem kolejnego dnia przybiliśmy do Haugesund. To samo nabrzeże, ten sam terminalik, ta sama platforma wiertnicza obok – tylko pogoda dużo bardziej słoneczna, wręcz upalna.

Podczas poprzedniego pobytu zaliczyłem wycieczkę po mieście i atrakcjach położonych w pobliżu skalistego wybrzeża. Tym razem wybrałem się nieco dalej (ale cały czas w granicach "walking distance"), aby popodziwiać widoczki na okolicę z jednej z tutejszych górek i zaliczyć jakiś okoliczny szlak.

W drodze z portu powitał mnie tradycyjny norweski troll. Oczywiście inny niż poprzednie:

Minąłem monumentalny ratusz (swoją drogą ciekawe po co tak wielkie gmaszysko w relatywnie niewielkim miasteczku…):

Trasę wycieczki zaplanowałem po konsultacji z pracownikiem miejscowej informacji turystycznej, który rozstawił swój stolik przed wejściem do statku, rozdawał mapki i foldery informujące co warto zobaczyć w mieście i jego okolicy.

Plan był następujący: po pokonaniu Risoy Bridge, o którym pisałem w poprzednim poście dot. Haugesund, szybkie przejście przez "prawą" część miasta – właśnie obok ratusza a następnie "ucieczka" w górę – do pierwszego punktu widokowego o nazwie "Vardafjellet". Następnie przejście do drugiego punktu – obok wieży telewizyjnej (Stainsfjellet) i dalej - szlakiem turystycznym – do parku Djupadalen. Ostatni etap do powrót z parku na statek obrzeżami Haugesund. Całość to ok. 19,5 km, zajęła mi nieco ponad 4 godziny.

Po wyjściu z miasta wszedłem do lasu, skąd kierowałem się w stronę punktu Vardafjellet. W kilku miejscach w lesie można spotkać pozostałości po jakichś bunkrach albo umocnieniach:

Punkt widokowy położony jest 121 metrów n.p.m. a wejście na niego nie wymaga jakichś specjalnych umiejętności. Na "szczycie " witają nas również pozostałości jakiegoś bunkra:

Punkt widokowy położony jest stosunkowo blisko miasta; z tego powodu bez problemu można stąd zobaczyć pełną panoramę Haugesund. Ze względu na to, że nie jest to jakaś metropolia, można także łatwo zidentyfikować miejsca które miałem okazję zobaczyć podczas poprzedniej wizyty – w tym pomnik Haraldslotta czy kościół miejski:

Droga na drugi punkt widokowy prowadzi częściowo przez las, częściowo przez osiedla mieszkaniowe a częściowo chodnikiem wzdłuż drogi obok malowniczych jeziorek. Sam punkt położony jest już znacznie dalej - łatwo go jednak z daleka zidentyfikować ze względu na betonowy maszt obwieszony antenami:

A to widok z tego miejsca:

Tuż przy parkingu obok wejścia na Stainsfjellet można zobaczyć mapkę oraz odchodzący od głównej drogi szlak okrężny:

Chociaż nie wynika to może wprost z mapy, można nim (a w zasadzie jedną z jego odnóg) dotrzeć do brzegów jeziora Eivindsvatnet, wokół którego położony jest park Djupadalen.

Sam szlak był puściuteńki – zarówno jeśli chodzi o ruch (spotkałem dwie osoby na spacerze z psami) jak również pod kątem roślinności (jedynie rachityczne drzewka, dopiero bliżej jeziora pojawia się bardziej typowy las):

Po drodze można zobaczyć kilka niewielkich jeziorek oraz przecinających szlak strumyczków – ale uczciwie trzeba powiedzieć, że w stosunku do tych na trasie Ulriken-Floyen podczas pobytu w Bergen wyglądają raczej słabo:

W Norwegii powszechne są budowanie domów z zielonymi dachami – dotyczy to zresztą nie tylko domów mieszkalnych ale również różnego rodzaju zabudowań gospodarczych czy pomocniczych a czasami nawet dużych obiektów użyteczności publicznej.

Położony już w sąsiedztwie parku Djupadalen obiekt (drewniana toaleta) miała jeden z ładniejszych zielonych dachów jakie widziałem. Profesjonalnie zarośnięty Smile

Sam park Djupadalen to zapewne miejsce wypoczynku lokalnych mieszkańców – chociaż akurat podczas mojej wizyty było ich tam stosunkowo niewiele. Składa się na niego ładne jezioro o bardzo nieregularnym kształcie z położoną na nim dziką wysepką oraz bardzo zróżnicowaną linią brzegową - od fragmentów piaszczystych bo bardzo skaliste:

Kierując się w stronę statku minąłem kolejne jeziorko – tym razem zarośnięte jakimiś szuwarami:

…i dotarłem ponownie do mostu Risoy.

Jeszcze ostatni pożegnalny rzut oka na okolice starego portu:

…i na tym moja wycieczka po okolicach Haugesund dobiegła końca.

Okolicom Haugesund trudno cokolwiek zarzucić jednak w porównaniu do wcześniejszych wrażeń z Olden, Bergen, Geiranger czy Flam wypada niestety słabiej – co nie oznacza, że w Haugesund nie ma nic wartego zobaczenia.

A tymczasem "zaliczyłem" wieczorne show w teatrze zatytułowane "Sapporo d'Italia". Tym razem z racji wieczoru włoskiego uraczono nas samymi włoskimi specjałami muzyczno-tanecznymi :

A przed nami pozostały już tylko dwa porty w Norwegii: Kristiansand i Oslo…

_Huragan_
Obrazek użytkownika _Huragan_
Offline
Ostatnio: 3 dni 8 godzin temu
Rejestracja: 13 cze 2015

Te bunkry to napewno pozostalosci po niemieckim wale atlantyckim,ktory rozciagal sie od Norwegii,az po Hiszpanie

https://marzycielskapoczta.pl/

Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci

mabro
Obrazek użytkownika mabro
Offline
Ostatnio: 9 godzin 1 min temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Greg, jak patrzę na Twoje zdjęcia to ciągle nie mogę uwierzyć, że w Bergen i Flam może być tak słonecznie Shok Bardzo mi się podoba pomysł połączenia przejazdu kolejką Flam - Myrdal

i powrót pieszo. Jeśli jeszcze kiedyś zawitam w tamte strony i trafię na odpowiednią pogodę to skorzystam z tego rozwiązania Biggrin

Kiedy ja jechałam kolejką do Myrdal to informacje były podawne również w języku polskim Biggrin

Co do Bryggen to pożar niestety nie oszczędziił tego miejsca. Na początku XVIII w. spłonęło niemal całe Bergen a w 1955 roku pożar strawił kilka budynków w Bryggen Sad W ich miejse wybudowano w 1976 Muzeum Bryggen.

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 22 godziny 23 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Kristiiansand to chyba największe miasto położone pomiędzy Stavanger i Oslo. Pomimo, że zamieszkuje je 60 tys. osób, sprawia wrażenie niezwykle kompaktowego. W Norwegii jest określane mianem " riviery" – podobno ze względu na największą w kraju średnią ilość słonecznych dni w roku. Podczas naszego pobytu było może trochę wietrznie ale faktycznie przez większość dnia również bardzo słonecznie.

Costa Favolosa dopłynęła na miejsce wcześnie rano jednak tym razem – podobnie jak w Geiranger nie wpłynęliśmy do portu. Ponieważ dostępne w nim było tylko jedne czynne nabrzeże dla statków wycieczkowych, które akurat zajmowała jednostka TUI, naszemu statkowi nie pozostało nic innego tylko rzucić kotwicę w zatoce i wozić pasażerów cały dzień w obie strony tenderami. Analogicznie jak wcześniej w Geiranger, odpowiednio wcześniej odbyła się dystrybucja biletów a cała operacja wyglądała podobnie:

W Kristiansand nasze statkowe nasze tendery cumowały obok Kilden – miejscowego teatru o dość oryginalnej elewacji:

A to Kilden w pełnej okazałości:

Patrząc na plan miasta miałem początkowo wrażenie, że jestem gdzieś w Stanach. Miasto ma praktycznie kształt regularnego kwadratu z równoległym układem ulic przecinających się prawie wyłącznie pod kątem prostym. Warto dodać, że poniższą mapkę miasta z sugerowanymi trasami zwiedzania można zresztą zobaczyć w wielu miejscach – pod tym względem nie sposób się tutaj zgubić:

Po zejściu ze statku, w okolicy Kilden i portu nie sposób nie przejść przez dzielnicę Fiskebrygga, której kształt determinuje kilka portowych kanałów z towarzyszącymi im drewnianymi domkami oraz kamieniczkami, licznymi knajpkami, zaparkowanymi łódkami i jachtami – całość połączona kilkoma mostkami dla pieszych:

Nie wymyślając Ameryki, zgodnie z sugerowaną trasą skierowałem się w pierwszej kolejności w kierunku XVII-wiecznej twierdzy Christiansholm, pośrodku której położona jest rotunda:

Historycznie twierdzę wybudowano na wyspie i połączono ze stałym lądem długim mostem. Aktualnie nie ma po nim śladu:

W środku pozostało kilka armat – w przeszłości było ich aż 62:

Pośrodku twierdzy stoi spora rotunda o średnicy ok. 35 metrów, w której znajdowała się w przeszłości między innymi kwatera komendanta:

Zainteresowani mogą wejść po krętych schodkach na jej górny poziom jednak poza tym, że uzyskamy możliwość zrobienia ładnego zdjęcia, nie zobaczymy wiele więcej. Rotunda jest aktualnie wykorzystywana jako sala na potrzeby bankietów i konferencji i poza tym stoi zamknięta.

Określenie "riviera", o którym pisałem wcześniej jednak zobowiązuje – praktycznie pierwsza i druga linia zabudowy od strony morza to bardzo współczesne apartamentowce, których ogłoszenia sprzedaży wiszą dosłownie na każdym kroku:

Dumą Kristiansand jest dzielnica Posebyen – kilka kwartałów ulic starego miasta zabudowanych tradycyjnymi drewnianymi budynkami. Od skansenu w Aarhus czy trochę teatralnego Bryggen w Bergen różni się ona zasadniczo –większość z nich do dziś pełni funkcje mieszkalne lub użytkowe:

Spacerując po Posebyen spotkałem jeszcze jedną osobliwą budowlę…pompatyczną restaurację McDonalds z pałacową fasadą, która w moim przynajmniej mniemaniu bardziej pasowałaby do jakiegoś kochającego bizantyjski rozmach miasta z b. ZSRR lub Chin niż do wydawałoby się minimalistycznej w formie Norwegii. Jak widać nie można ulegać stereotypom:-)

W centrum miasta zlokalizowana jest neogotycka katedra:

Bezpośrednio do Kristiansand (po lewej stronie patrząc na mapkę) przylega kilka parków. Pierwszy to bardzo rozległa Baneheia. Na jednej ze skał tego parku przylegających do zabudowy miejskiej zlokalizowany jest umowny punkt widokowy:

Sam park Baneheia jest naprawdę spory i bardzo zróżnicowany. Jest w nim kilka jezior o bardzo nieregularnym kształcie, sporo skał i przede wszystkim masa prowadzących gdzieś całkiem daleko szlaków a także lokalnych ścieżek:

Nieco dalej (można do niego dojść bezpośrednio z Baneheia) rozciąga się mniejszy park – Ravendalen, którego znakiem rozpoznawczym jest wysoki klif:

Wracając do portu trafiłem jeszcze na drugi punkt widokowy położony na skraju parku Baneheia:

…a już w mieście – pochodzący z XIX wieku reprezentacyjny budynek, który do niedawna był siedzibą Narodowego Banku Norwegii:

W pobliżu portu oraz Kilden warto jeszcze wspomnieć o zielonym i skalistym zarazem półwyspie Odderoya, który jeszcze niedawno był zamknięty dla mieszkańców (znajdowały się tutaj obiekty wojskowe). Aktualnie jego funkcję zmieniono na kolejny park miejski. O jego dawnym "życiu" świadczą liczne pozostałości – okopy, resztki bunkrów czy baterie dział:

Tymczasem pogoda się nieco zmieniła i trochę się nawet zachmurzyło. Z tego powodu powoli skierowałem się do tendera, który już prawie odpływał:

Wsiadłem do niego w samą porę – dosłownie tuż po tym jak odbił od brzegu lunął bardzo intensywny deszcz. Ulewa trwała max. 10 minut – gdy dopływaliśmy do statku już dobiegała końca. Piszę jednak o niej ponieważ był to jedyny deszcz z jakim (nie licząc mżawki po przylocie do Kopenhagi jeszcze przed rejsem) spotkałem się w ciągu tych dwóch tygodni – a w Norwegii pierwszym i zarazem ostatnim.

Punktualnie o 19 Costa Favolosa podniosła kotwicę i ruszyliśmy dalej. Jeszcze ostatnie wysepki z okolic Kristiansand:

…i wyszliśmy na pełne morze. Kierunek Oslo Smile

PS. Na stronie z przewodnikami portowymi, o której pisałem wcześniej można znaleźć również przewodnik dot. Kristiansand – zainteresowanych odsyłam na https://www.tomsportguides.com/port-guides.html

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 22 godziny 23 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Do portu w Oslo przybiliśmy z samego rana.

Pierwotnie w ramach konsumpcji wspomnianego już kredytu otrzymanego od Costy w prezencie, miałem w tym porcie zaplanowaną wycieczkę po mieście. Niestety dzień wcześniej otrzymałem informację, że w związku z brakiem wystarczającej liczby chętnych wycieczka została anulowana a zaproponowane mi inne jej wersje językowe niespecjalnie mi odpowiadały. W efekcie zostałem na przysłowiowym lodzie…więc postanowiłem z jakimiś modyfikacjami zrealizować plan niedoszłej wycieczki we własnym zakresie.

Poranna panorama Oslo rozciągająca się z górnych pokładów zdawała się potwierdzać opinię z relacji internetowych, że to mało ciekawe miasto – no może poza widoczną w oddali skocznią Holmenkollen, która wyraźnie wybijała się spośród mało ciekawego otoczenia:

Sam port a w Oslo jest dość nietypowy – i po norwesku – skrajnie minimalistyczny. Nie chciałem powiedzieć, że oczekiwałem tutaj jakichś wodotrysków i orkiestry na powitanie ale w końcu bycie stolicą chyba zobowiązuje. Tym razem czekał na nas kawałek nabrzeża…i kilka obskurnych kontenerów, które z potrzeby chwili stały się sklepami (bardziej straganami) z jakimiś pamiątkami:

W porównaniu z tym, mikro-terminal w Haugesund to prawdziwe mistrzostwo świata…

Pierwsze kroki skierowałem w stronę bardzo współczesnego (początek XX wieku) miejskiego ratusza, który z zewnątrz sprawia wrażenie jakiegoś betonowego monstrum:

Nie jest to jednak zwykły ratusz… To tutaj – w jego wielkim holu co roku odbywa się uroczystość wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla.

Wstęp do ratusza jest wolny i poza czujnym okiem ochroniarzy nic nie jest w stanie nas zatrzymać przed wejściem do środka. Zdecydowanie zachęcam, aby to zrobić bo moim zdaniem warto.

Sam główny hol może trochę przytłacza. Nie tyle rozmiarem co monstrualnymi i jak dla mnie trochę kiczowatymi malowidłami (a raczej muralami):

Dla zwiedzających oprócz głównego holu dostępne jest pierwsze piętro, na którym zlokalizowana jest sala obrad rady miasta wraz z towarzyszącymi mu pokojami recepcyjnymi a także sale reprezentacyjne wraz z mini-muzeum.

Jeśli chodzi o mnie to zdecydowanie największe wrażenie zrobił niepozorny pokój przylegający do sali obrad rady miasta – głównie ze względu na pokrywające 100% ścian (i prawie tyle samo sufitu) malowidła, nad którymi prawdopodobnie męczyła się armia artystów:

Sama sala obrad rady miasta jest dość typowa:

Co ciekawe, budynek nie pełni roli wyłącznie fasadowo-reprezentacyjnej. Na wyższych piętrach oraz w bocznych skrzydłach pracuje w nim kilkuset urzędników miejskich oraz toczy się tutaj normalne urzędowe życie.

Praktycznie tuż obok budynku swoją siedzibę ma Centrum Pokojowej Nagrody Nobla:

W budynku zlokalizowane jest muzeum poświęcone historii oraz laureatom Pokojowej Nagrody Nobla. Ze względu na bardzo ograniczony czas jaki mieliśmy w Oslo, musiałem je sobie odpuścić – mogę się tylko pocieszać tym, że jakiś czas temu miałem okazję odwiedzić Muzeum Alfreda Nobla w Sztokholmie, w którym spędziłem kilka godzin i które bardzo mi się podobało.

W odległości krótkiego spaceru od ratusza można zobaczyć z kolei Teatr Narodowy:

Na fasadzie budynku wśród trzech nazwisk wymieniony jest Henrik Ibsen – norweski dramatopisarz, którego pomnik stoi zresztą przed wejściem do teatru. O ile przed teatrem w Bergen, pomnikowy Ibsen sprawiał wrażenie czymś przerażonego (a może nawet zbulwersowanego), o tyle w Oslo jest to już typowy pomnik – starszy , stateczny pan nie strojący żadnych min lecz pięknie pozujący - jak do obrazka Smile

W odległości kilkuset metrów od budynku teatru można z kolei zobaczyć piękny budynek norweskiego parlamentu. I tutaj – znowu z przyczyn, o których wspomniałem wcześniej odpuściłem sobie jego zwiedzanie (jest dostępnych kilka godzin, w których po budynku oprowadza przewodnik w języku angielskim), a samo zdjęcie niestety też nie jest idealne (z pewnej odległości – niestety inne ujęcia były zbyt mocno pod światło):

Stąd wróciłem do teatru, a w zasadzie przeszedłem na jego tyły, gdzie trochę ukryta jest stacja kolejki miejskiej (słowo "metra" byłoby nadużyciem ponieważ pod ziemią porusza się tylko w ścisłym centrum), którą chciałem pojechać na wzgórze Holmenkollen, gdzie zlokalizowany jest kompleks skoczni olimpijskich. Bilet jednorazowy (32 korony) można kupić bez problemu w automacie na stacji; należy jedynie pamiętać o jego skasowaniu w kasownikach elektronicznych przed wejściem na peron.

Sama podróż do Holmenkollen jest o tyle ciekawa, że wiedzie slalomami praktycznie cały czas pod górę – miejscami aż dziwne, że tradycyjna kolejka nie ma z tym problemu (ale podobnie było we Flam).

Po wyjściu ze stacji dotarcie do skoczni jest bardzo proste – wystarczy iść z większością tych, którzy wysiedli ponieważ kompleks skoczni to główny punkt docelowy w tym miejscu Smile

Widok samej skoczni pojawia się zresztą dość szybko:

A tak wygląda ona po bliższym "zapoznaniu":

Trzeba przy tym doprecyzować, że powyżej jest mowa o znanej z transmisji telewizyjnych zawodów skoczni K120. W zasadzie jest to nowa skocznia – stara (ta "prawdziwie" olimpijska) została zburzona w 2008 roku – w jej miejscu została wybudowana ta, którą można podziwiać obecnie.

Nieco poniżej głównej (i najbardziej medialnej) skoczni zlokalizowane są skocznie treningowe – K95 oraz 4 mniejsze obiekty:

Z Holmenkollen można też zobaczyć panoramę całego miasta oraz części fiordu:

Zapewne widok byłby jeszcze lepszy z poziomu wieży startowej – niestety ze względu na ograniczenia czasowe oraz kolejkę musiałem sobie odpuścić wyjechanie na szczyt skoczni.

Skocznia Holmenkollen jest jak łatwo się domyślić sporą atrakcją turystyczną. Zainteresowani mogą sobie zrobić tutaj fotkę w tronie z nart:

…a także sprawdzić w symulatorze jakie wrażenia związane są ze skokiem z takiego obiektu:

W bezpośrednim sąsiedztwie skoczni, warto zobaczyć również kapliczkę Holmenkollen (niestety w czasie mojego pobytu była niedostępna dla zwiedzających):

Z Holmenkollen wróciłem do centrum tą samą kolejką (tzn. nr 1), z tą różnicą że nie wysiadłem na stacji położonej obok Teatru Narodowego lecz przystanek wcześniej – na stacji Froen. Wynikało to stąd, że chciałem zobaczyć opisywany w różnych przewodnikach park Vigelanda .

Jest on dziełem norweskiego rzeźbiarza Gustava Vigelanda, przy czym wszystko zaczęło się niewinnie: otrzymał on zlecenie na zaprojektowanie fontanny. Akurat aktualnie jest ona nieczynna z powodu renowacji:

Jak widać fontanna musiała się spodobać – Vigeland otrzymał kolejne a potem jeszcze kolejne zlecenia i w efekcie powstał niezwykle oryginalny park, nad którym zresztą prace trwały ok. 40 lat i zostały zakończone już po śmierci projektanta.

W ramach tych prac w parku pojawiały się kolejne rzeźby (w sumie jest ich ponad 200) z najbardziej monumentalnym Monolitem, stanowiącym kolumnę z poplątanych ponad stu ludzkich ciał, której towarzyszy kilkanaście rzeźb-bloków w większości w podobnej stylizacji:

Niestety również ta część parku jest aktualnie poddawana renowacji – stąd widoczne płoty i parawany na niektórych zdjęciach:

Do fontanny i Monolitu prowadzi szeroka aleja z kamiennym mostem, po której obu stronach umieszczono kolejne dziesiątki rzeźb ludzkich postaci:

Wiele postaci odwzorowanych w rzeźbach jest bardzo realistyczna. Pozują, patrzą w dal, śmieją się, płaczą, walczą ze sobą, przytulają się, wykonują różne czynności, myślą…

Zresztą Vigeland nie tylko zaprojektował rzeźby ale również oświetlenie parku, jego aleje a nawet bramy.

Niektóre rzeźby mogą przerażać. Zresztą przesłanie całości jest bardzo wieloznaczne i chyba nie do końca jasne (co do znaczenia Monolitu do dziś trwają dyskusje – autor nigdy nie zdradził co miał na myśli).

Jak widać zlecenie zaprojektowania zwykłej fontanny może się czasami skończyć interesująco…

Kolejnym punktem mojej wędrówki po Oslo był pałac królewski – oficjalna siedziba monarchy, który zresztą w nim mieszka:

Akurat trafiłem na zmianę wart – jak dla mnie bardzo pompatyczną z udziałem sporej orkiestry dętej, dwóch licznych oddziałów i odpowiednią do ilości uczestników celebrą:

Z pałacu królewskiego sprawnie dotarłem pod budynek teatru, spod którego wyjechałem wcześniej w kierunku Holmenkollen. W jego sąsiedztwie zlokalizowany jest uniwersytet w Oslo oraz jego najstarsze budynki – w tym Wydział Prawa:

Jedną z najbardziej charakterystycznych budowli w Oslo, jest otwarta stosunkowo niedawno (2008) opera:

Zresztą cały teren w jej pobliżu to jeden wielki plac budowy. Mrowisko dźwigów i szkieletów budynków sygnalizuje, że za kilka lat okolica będzie wyglądała zupełnie inaczej.

Jeszcze mały skandynawski klimacik – pływająca sauna fińska zacumowana naprzeciwko opery:

Ciekawy wynalazek: jest silnik i koło sterowe więc można popłynąć nią gdzieś siną w dal a po wygrzaniu się w saunie wyskoczyć prosto do morza Smile

Z okolic opery powoli zacząłem kierować się z powrotem w stronę statku, przechodząc po drodze przez teren twierdzy Akerhus:

Jest to naprawdę spory, składający się z kilku części kompleks:

Część twierdzy do dziś zajmuje wojsko ale mimo tego można po niej spacerować praktycznie bez ograniczeń.

Ostatnim punktem mojej wycieczki był spacer po kompleksie Tjuvholmen sąsiadującym z nabrzeżem, przy którym zatrzymała się Costa Favolosa. Jest to bardzo interesujący architektonicznie zespół trzech połączonych ze sobą kilkoma mostkami wysp z bardzo ciekawą zabudową. Są tutaj tylko alejki dla pieszych – bez typowych ulic oraz samochodów, których funkcję co najwyżej pełnią setki łodzi cumujących w labiryncie okolicznych kanałów. W centralnej części kompleksu można zobaczyć Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jak się przekonałem podczas spaceru, w upalne dni praktycznie tak okolice muzeum jak i wszystkie nabrzeża pełnią funkcję miejskiej plaży:

Mi bardzo spodobała się tutejsza zabudowa. Zlokalizowane są tutaj liczne apartamenty mieszkalne, trochę biur oraz masa restauracji. Aż trudno uwierzyć, że cały ten kompleks powstał w dużej części po 2005 roku i jest ciekawym przykładem przywrócenia funkcji miejskich niewykorzystywanym od dawna obszarom – w tym przypadku portu Oslo:

Jak widać poniżej chętnych do opalania w tym ciekawym otoczeniu nie brakowało:

I w ten oto sposób prawie na ostatnią chwilę dotarłem z powrotem na statek. Wielka szkoda, że nasz pobyt w Oslo był tak krótki ponieważ jedynym miejscem, które miałem okazję dokładniej zobaczyć wewnątrz był miejski ratusz. Muszę jednak powiedzieć, że z wizytą w Oslo nie wiązałem jakichś szczególnych oczekiwań – a tymczasem zostałem miło zaskoczony. Wbrew obiegowym opiniom miasto jest bardzo różnorodne i ciekawe. Nawet jeśli na mojej ocenie zaważyła w jakimś stopniu piękna pogoda, to nie zmienia faktu, że na pewno będę chciał tutaj wrócić.

Oslo było ostatnim portem na naszym szlaku. Jeszcze kilka zdjęć z fiordu, w którym leży miasto:

…i powoli trzeba się pakować Sad

Pod koniec dnia na statku zorganizowano krótkie spotkania organizacyjne (dla różnych grup językowych) poświęcone standardowym sprawom przed opuszczeniem statku – jak wygląda schodzenie ze statku, serwis bagażowy, kiedy zwolnić kabiny, jak rozliczyć rachunek na statku, do kiedy trzeba zejść ze statku, jak długo ważne są wszystkie wykupione pakiety, jak zorganizowane są transfery (o ile ktoś je wykupił), jak odebrać wygrane z kasyna (hahaha) itd.

W kolejnym poście wrzucę jeszcze krótkie podsumowanie…i czas wracać do domu.

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 11 godzin 45 minut temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Bardzo spodobało mi sie Bergen, zdecydowanie bardziej niż Oslo. Suoer świetne szlaki ,które w Bergen przemierzyłeś Preved Fajne miejsce nawet na przdłużony wypad weekendowy.

Oslo jakoś do mnie nie przemawia.

_Huragan_
Obrazek użytkownika _Huragan_
Offline
Ostatnio: 3 dni 8 godzin temu
Rejestracja: 13 cze 2015

Moj statek cumowal w Oslo wlasnie przy twierdzy Akerhus-ale to bylo juz kilka lat temu.Moze to miejsce dla duzych wycieczkowcow juz zamkneli,bo na fotkach widze,ze innego statku tam nie bylo teraz?

https://marzycielskapoczta.pl/

Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 22 godziny 23 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Wiktor - Bergen i Oslo to jednak miasta z różnych bajek. Oslo jak dla mnie jest zdecydowanie bardziej "europejskie", Bergen "klimatyczne" z dużo większą liczbą atrakcji przyrodniczych (jak wspomniane wzgórza) - chociaż być może nie doceniam podobnych atrakcji w okolicach Oslo. Byliśmy tu jednak tylko jeden dzień w odróżnieniu od długiego stopa w Bergen. Do tego ostatniego moim zdaniem można spokojnie jechać na weekend - nawet wydłużony - tym bardziej, że z Polski lata tam sporo lowcostów. Klucz do sukcesu leży w sensownie zarezerwowanych noclegach bo cen się tam można zapewne spodziewać raczej bardzo "europejskich" Smile

_Huragan_ - Zapewne cumowaliście tutaj (to zdjęcie z murów twierdzy w stronę Tjuvholmen; ponad budynki przebija się tam zresztą komin naszego statku). Widać, że część basenu portowego jest tutaj odgrodzona jakimiś separatorami - być może coś się rozlało... ? Tłumaczyłoby to dlaczego miejsce, w którym zatrzymał się statek sprawiało wrażenie takiej prowizorki.

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Offline
Ostatnio: 22 godziny 23 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Wszystko co dobre niestety kiedyś ma swój finał. Mój rejs również dobiegł końca. Z samego rana kolejnego dnia dotarliśmy do tego samego terminala w Kopenhadze, z którego zaczęła się cała wycieczka.

Kabinę na statku trzeba było opuścić do 8:30, tak aby steward miał czas na jej przygotowanie dla kolejnego gościa. Szybka kontrola rachunku (został dostarczony do skrzynki przy drzwiach kabiny w nocy), śniadanko a potem ostatnie chwile lenistwa na statku.

Standardowo pasażerowie kończący rejs schodzą ze statku do ok. 10-11. Ponieważ miałem powrotny lot dopiero wieczorem, ustaliłem w recepcji, że mogę zostać do 13 – tak, że załapałem się jeszcze na lunch w statkowym bufecie.

A potem poszło już sprawnie: zejście ze statku, spacerek na przystanek i niespełna godzinna podróż na lotnisko dokładnie w taki sam sposób jak dostałem się do portu dwa tygodnie wcześniej (autobus+pociąg). Na szczęście w Kopenhadze na loty Norwegiana bagaż można nadawać przez cały dzień bez względu na czas odlotu, więc przeszedłem kontrolę bezpieczeństwa na lotnisku a resztę dnia spędziłem w spokoju w saloniku Aspire Lounge. W kilka godzin później dotarłem do domu.

Ponieważ relację zacząłem niestandardowo od podsumowania, mogę tylko powtórzyć: była to moja pierwsza wizyta w Norwegii i jak dla mnie trasa – chociaż trochę intensywna - była idealna. Mam przy tym świadomość, że przez te 2 tygodnie tylko "liznąłem" kilka wybranych z niepoliczalnej liczby poplątanych norweskich fiordów. Ta wyprawa zachęciła mnie do poznania tego regionu na tyle, że na pewno będę polował na inne last minutowe rejsy na fiordy – ale w wersji uwzględniającej północną część Norwegii – w tym Nordkapp czy Tromso. Wcześniej czy później na pewno się uda Smile

Jeszcze ostatnie zdjęcie Costa Favolosy w porcie:

…i podsumowanie drugiej połówki trasy (tzn. z Bergen do Kopenhagi); pierwszej nie dostałem ale patrząc na mapę musiała być nieco dłuższa:

Tak się złożyło, że dzisiaj w mojej kablówce na którymś z kanałów National Geographic leciał jeden z odcinków serialu dokumentalnego dot. rejsów wycieczkowych, który kręcili wspólnie z Costą. Akurat padło na odcinek, w którym Costa Favolosa była odbierana przez armatora z portu i wybierała się w pierwszy rejs… Miło było zobaczyć ten statek ponownie Smile

Na koniec pozdrawiam wszystkich śledzących tę relację. Być może część zawartych w niej informacji okaże się przydatna w planowaniu wyprawy na fiordy przez innych (niekoniecznie zresztą statkiem).

Gdybyście mieli jakieś dodatkowe pytania, pytajcie śmiało – a gdyby ktoś dostrzegł w mojej relacji jakieś nieścisłości – również proszę o informację. Postaram się je skorygować.

Zatem do następnego razu Smile

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 11 godzin 45 minut temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Greg, fascynująca opowieść Preved bardzo ciekawie i tak wyczerpująco opisujesz życie na statku i odwiedzane miejsca,że aż chce się jechać albo płynąć Ssun-smilie water  030

Fiordy pokazane ze statku i z twojego buta bardzo przypadły mi do gustu.Norwegia wspaniała . Całkiem poważnie rozważam teraz wypad do Bergen, wpadło mi w oko to miasto.

Zdradzisz jaki obierasz kolejny kurs ? 

Strony

Wyszukaj w trip4cheap