PLL LOT- SINGAPUR od 2600 PLN

 

szczegóły na www;lot.com.pl

 


rejs 01'2017 Norwegian Jewel - przez Kanał Panamski

35 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Online
Ostatnio: 1 godzina 32 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017
rejs 01'2017 Norwegian Jewel - przez Kanał Panamski

W ostatnim czasie umieściłem na forum w sąsiednim wątku relację z rejsu po Karaibach statkiem Costa Deliziosa. Zainteresowanych zachęcam do lektury na wątku pod linkiem http://www.trip4cheap.pl/forum/relacje-z-podrozy-statkiem/rejs-012017-costa-deliziosa-karaiby

Powyższy rejs zakończył się w Fort Lauderdale a sama relacja w Miami, dokąd dotarłem tego samego dnia. Tam spędziłem kolejnych kilka dni, gdzie  skorzystałem z okazji zobaczenia tego miasta oraz pobliskiego Miami Beach.

Tutaj chciałbym zamieścić relację z kolejnego rejsu, w który wyruszyłem po kilku dniach. Rejs rozpoczynał się w Miami a jego portem docelowym było San Pedro w okolicy Los Angeles. W ciągu 16 dni „zaliczyliśmy” po stronie atlantyckiej Cartagenę w Kolumbii, później przejście przez Kanał Panamski a następnie (już po stronie Pacyfiku) odwiedziliśmy porty w Kostaryce, Nikaragui, Gwatemali i Meksyku.

Szczegółowy plan rejsu wyglądał następująco:

A tak wyglądało to na mapce (nie uwzględnia ona stopu w Corinto w Nikaragui):

Rejs odbywał się na statku Norwegian Jewel należącego do amerykańskiego operatora Norwegian Cruise Line (NCL). Chociaż wydawałoby się, że nie jest to zbyt popularna w Polsce linia, ku mojemu zaskoczeniu na statku okazało się, że jest na nim całkiem spora grupa Polaków (chociaż w dużej części zamieszkałych na stałe za granicą).

Sam statek wielkością jest zbliżony do prezentowanej wcześniej Costa Deliziosy. Jest to typowy Panamax czyli statek o rozmiarach zbliżonych do maksymalnych, które pozwalają na przejście przez stare śluzy na Kanale Panamskim (nowe otwarte kilka lat temu umożliwiają już żeglugę większym jednostkom). Statek wszedł do służby w 2005 roku a ostatnią dużą modernizację przeszedł w 2014 roku. Posiada on 12 pokładów dostępnych dla pasażerów i wszystkie typowe dla statków tej wielkości atrakcje. Uczciwie muszę przyznać, że był utrzymany w bardzo dobrym stanie i do standardu trudno było się przyczepić. Więcej informacji na temat statku można znaleźć tutaj: http://www.vacationstogo.com/cruise_ship/Norwegian_Jewel.cfm

Zamieszczam jeszcze dwie fotki statku na początek (Norwegian Jewel to ten „uśmiechnięty” statek – uśmiech na dziobie jest charakterystycznym znakiem rozpoznawczym linii NCL – podobnie jak żółty komin na statkach Costy):

W Miami zlokalizowany jest największy port obsługujący statki wycieczkowe na Florydzie. W dniu, w którym wypływaliśmy w porcie cumowało 8 statków i trzeba przyznać, że ruch był w nim olbrzymi. Sam port położony jest stosunkowo blisko centrum miasta a dotarcie do niego nie stanowi  dużego problemu – większość hoteli zapewnia płatne lub bezpłatne shuttle-busy obsługujące port . Jak w całych Stanach do dyspozycji jest również masa alternatywnych przewoźników: od taksówek zaczynając poprzez Ubera, Lyfta i niezliczoną liczbę firm obsługujących transfery.

C.D.N.

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Piękna podróż ,plynę z tobą przez wszystkie porty Preved

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 10 godzin 5 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Nie plynęłam NCL , trasa mi też nieznana , zapowiada się arcyciekawa lektura Smilie girl  012

No trip no life

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Online
Ostatnio: 1 godzina 32 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Udało mi się wrócić z rozjazdów i korzystając z normalnego (tzn. nadającego się do korzystania) neta wrzucam ciąg dalszy relacji.

Początek rejsu zasadniczo nie wyróżniał się niczym szczególnym. Jak wspominałem wcześniej do samego portu w Miami z miasta nie kursują środki komunikacji publicznej (wyłączając piętrowe autobusy turystyczne) ale z dostaniem się tam nie powinno być najmniejszego problemu. Akurat hotel, w którym mieszkałem zapewniał możliwość zarezerwowania za 5 dolarów shuttle busa do portu. Biorąc jednak pod uwagę jaka jest skala działalności tego portu oraz ilość pasażerów codziennie rozpoczynających/kończących tam rejsy, domyślam się, że podobną usługę zapewnia większość hoteli w centrum Miami.

Sam port położony jest na wyspie „Dodge Island” połączonej z lądem mostem. Jest ona położona równolegle do grobli, po której biegnie droga łącząca Miami z Miami Beach. Tu widać Miami:

…a tutaj już Miami Beach:

Tradycyjnie przed portem czekała armia bagażowych, która odbierała od pasażerów bagaże i dostarczała je bezpośrednio na statek:

Na pozór sprawiało to wrażenie chaosu ale w każdym chaosie zazwyczaj jest jakiś ukryty porządek – tak było też tutaj:-)

Kolejnym etapem była kontrola dokumentów i kontrola bezpieczeństwa przed wejściem do terminalu. Następnie trzeba było odstać swoje w jednej z trzech kolejek (pasażerowie z apartamentów oraz z najwyższymi statusami, pozostali statusowi i wszyscy pozostali). Przebiegało to bardzo sprawnie i po max. 15 minutach i ponownej kontroli bagażu podręcznego (tym razem nakierowanej praktycznie wyłącznie na wyszukiwanie napoi – na NCL nie można na pokład wnieść dosłownie nic w płynie i przez cały rejs było to bardzo rygorystycznie przestrzegane) trafiłem do dużej poczekalni, z której w grupach odbywało się wejście na pokład statku. W sumie od przyjazdu do portu do wejścia na statek minęła nieco ponad godzina.

Przed wypłynięciem zaliczyliśmy jeszcze obowiązkowe szkolenie na wypadek alarmu szalupowego. W odróżnieniu od Costy, gdzie od czasu katastrofy Costa Concordii traktuje się ten temat śmiertelnie poważnie tutaj odbyło się to z amerykańskim luzem i bez kamizelek ratunkowych. Każdy musiał się udać do miejsca określonego na karcie do kabiny (w moim przypadku była to jedna z restauracji), gdzie w sposób zbliżony do tego co każdy zapewne zaliczył przed lotem zaprezentowano jak się zakłada kamizelki ratunkowe oraz odczytano instrukcje awaryjne. Całość zajęła nie więcej niż 15-20 minut.

Jako ciekawostkę mogę dodać, że sam rejs rozpoczął się z prawie dwugodzinnym opóźnieniem z bardzo banalnego jak się później okazało powodu: jeden z pasażerów w bagażu, który oddał przed wejściem do terminala miał paszport a kiedy się o tym zorientował (przy którejś kontroli) bagaż już był „w drodze” na statek. Jego odszukanie i zwrot przed terminal, żeby można było wyjąć paszport zajęły w sumie parę godzin – w efekcie czego wypływaliśmy z Miami już prawie w ciemnościach.

Dzięki temu można było zobaczyć groblę do Miami Beach w nocnej scenerii:

Płynąc przez kanał minęliśmy niezliczone większe i mniejsze jednostki:

…i tuż przed wyjściem na pełne morze mogliśmy rzucić jeszcze okiem na ciągnącą się w dal plażę Miami Beach…

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Online
Ostatnio: 1 godzina 32 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Jeszcze kilka słów na temat samego statku.

Większość statków we flocie NCL jest wielkością zbliżona do Norwegian Jewel, na którym płynąłem i oferuje podobne atrakcje (a czasem nawet układ – są to klony wykonane wg tego samego projektu różniące się szczegółami i designem). NCL ma też w swojej flocie kilka dużo (około 2x) większych jednostek (w Europie spośród nich najczęściej można spotkać Norwegian Epica), na których oprócz znacznie większej liczby pasażerów ulokowano też dodatkowe atrakcje (np. bar lodowy, kręgielnie, ściankę wspinaczkową a nawet coś na kształt namiotu cyrkowego z pokazami akrobatów).

Pierwsze kroki po wejściu na statek tak jak większość pasażerów skierowałem do bufetu. Jest on z krótkimi przerwami czynny praktycznie od 6 rano do 23 i oferuje bardzo duży wybór różnorodnych dań, którym naprawdę trudno coś było zarzucić. W stosunku do Costy, której rejs wcześniej opisywałem jest to zdecydowanie wyższa liga.

Część bufetu (wraz ze stolikami oraz barem) zlokalizowana jest na otwartej przestrzeni na rufie statku:

Tradycyjnie dostępna była sporych rozmiarów i nieźle wyposażona siłownia (czynna od 6 do 23) oraz otwarte boisko posiadające niewielką widownię:

Na statku było też sporych rozmiarów SPA (chociaż dla porównania tutaj z kolei Costa prezentuje znacznie wyższy poziom) udostępniająca oprócz całej masy nieziemsko drogich masaży,  z których nie korzystałem również dostęp do strefy wellness. W strefie tej do dyspozycji pasażerów była część wspólna (damsko-męska), w skład której wchodziła wypoczywalnia z podgrzewanymi fotelami, otwartym tarasem i dużym wewnętrznym jakuzzi. Dodatkowo dostępne były - osobno dla mężczyzn i kobiet - strefa z saunami (sucha i mokra), jakuzzi, wypoczywalnią oraz toaletami i prysznicami. Dostęp do całej strefy wellnes był płatny (na tym rejsie 179 USD) i limitowany (praktycznie pod koniec pierwszego dnia rejsu nie było już dostępnych karnetów).  Nie korzystałem z niej ze względu na rejon, w którym odbywał się rejs oraz spodziewaną pogodę ale doświadczenia z przeszłości co do takich miejsc mam bardzo dobre.

Kilka zdjęć ze strefy wellness:

W ramach wycieczki po statku, można było również odwiedzić sąsiadujące z mostkiem kapitańskim pomieszczenie będące rodzajem „izby pamięci”. Były tam umieszczone informacje o odwiedzonych w przeszłości portach i pamiątkach z tych portów a także informacje o oficerach pracujących na mostku. Można było tam również pooglądać ekrany z aktualnymi mapami a także podejrzeć co się dzieje na samym mostku kapitańskim:

Skrzyżowaniem wszystkich dróg na statku były okolice recepcji, wokół której było zlokalizowane atrium z dwoma barami. Jeden z nich umieszczony na pokładzie nad recepcją pełnił również funkcję czynnej całą dobę restauracji serwującej proste pozycje z krótkiego menu (sałatki, hamburgery, fish&chips itp.) - tak na wszelki wypadek, jakby ktoś w środku nocy poczuł się głodny:-) Ze względu na świetnie zaopatrzony bar (m.in. kilkanaście rodzajów lanego piwa) cieszył się on zresztą cały czas bardzo dużym powodzeniem:-)

W ciekawy sposób rozwiązana była sprawa zdjęć wykonywanych praktycznie na każdym kroku przez statkowych fotografów. Nie wiem jakie są doświadczenia innych ale ja mam często wrażenie, że są oni obecni wszędzie i chcą uwiecznić dosłownie każdego w każdych możliwych okolicznościach. Na większości statków, na których byłem wykonane zdjęcia są później dostępne w gablotach w określonym miejscu (zwykle takim, obok którego się często przechodzi) i kto chce może sobie je obejrzeć i kupić.

Na statkach NCL po modernizacji (w tym na NCL Jewel) jest to rozwiązane zupełnie inaczej. W momencie kiedy fotograf wykonuje komuś zdjęcie, prosi o podanie kodu z karty do kabiny. Później, gdy chcemy zdjęcie zobaczyć wybieramy się do punktu fotograficznego z szeregiem komputerów, gdzie wprowadzamy swój kod i możemy na ekranie zobaczyć „swoje” zdjęcia. Dzięki temu nie trzeba nic szukać a dodatkowo nikt inny nie ogląda naszych zdjęć w gablotach. Oczywiście jeśli komuś zdjęcie się spodoba dostaje je w tradycyjnej papierowej wersji z możliwością przesłania mailem wersji elektronicznej (nie muszę wspominać, że odpłatnie…). Ot taka ciekawostka…

Z innych miejsc warto wspomnieć na statku o obowiązkowym (a jakże) kasynie, w którym zresztą w godzinach nocnych był zlokalizowany mini-bufet. Jakby jakiś gracz poczuł się głodny to nawet nie musiał opuszczać kasyna:-) 

Ważnym uzupełnieniem całości są połączone z barami loże (na Jewelu były trzy), w których koncentrowało się życie wieczorno-nocne, grała muzyka na żywo oraz organizowano dyskoteki i różnego rodzaje animacje a także teatr:

Jeśli chodzi o atrakcje wodne to położone były na najwyższym pokładzie w środkowej części statku i obejmowały dwa nieduże baseny, zjeżdżalnię oraz cztery jakuzzi. 

Dla zainteresowanych były dostępne również biblioteka oraz pokój przeznaczony do gier planszowych i gier w karty.

Ciekawostką na statkach NCL (spotkałem się z tym również na statku Holland America) była galeria obrazów. Co kilka dni zresztą odbywała się licytacja, która muszę przyznać, że cieszyła się całkiem sporym powodzeniem. Jak ktoś coś wylicytował to nie musiał tego pakować do bagażu – statek dostarczał obraz do domu:-)

Co prawda na początku wspominałem o bufecie ale na koniec warto wspomnieć o pozostałych opcjach związanych z jedzeniem, które na statku było w mojej ocenie rewelacyjne. Oprócz wspomnianych alternatyw dla bufetu (mini-bufet w kasynie w nocy oraz całodobowy bar-restauracja z krótkim menu) dostępnych było kilka restauracji przy czym dwie z nich pełniły funkcje tzw. restauracji głównych i serwowały posiłki z menu (codziennie zmienianego) w czasie śniadań, lunchu i kolacji. Oprócz nich możliwe było również skorzystanie z osobnej restauracji specjalizującej się w kuchni azjatyckiej (z menu), która dostępna była zawsze w czasie kolacji a w czasie dni na morzu również w porze lunchu. Dla miłośników kuchni azjatyckiej dostępna codziennie była również spora sekcja bufetu z daniami tego typu. Wszystkie wspomniane dotychczas opcje wyżywienia zawarte były w cenie rejsu. 

Dodatkowo na statku zlokalizowanych było kilka restauracji tematycznych, do których wstęp był dodatkowo płatny: bardzo wytworna restauracja specjalizująca się w kuchni francuskiej, restauracja włoska, tradycyjny stekhouse, restauracja brazylijska, restauracja sushi oraz restauracja japońska. W części z nich obowiązywała opłata cover chargé (ryczałtowa opłata za wejście bez względu na to co zamawiamy) w części zaś opłata była uzależniona od tego co wybraliśmy z menu.

W odróżnieniu od niektórych linii, na statkach NCL kolacja nie jest podzielona na tury ani nie ma czegoś takiego jak przypisanie pasażera do stolika/godziny kolacji. Idziemy do restauracji wtedy kiedy jesteśmy głodni lub mamy ochotę i tam gdzie chcemy przy czym w restauracjach płatnych wskazana jest wcześniejsza rezerwacja (można ją załatwić przez aplikację dostępną w „statkowym” intranecie, telefon lub przed samą restauracją). Ponieważ na statkach NCL nie ma również czegoś takiego jak wieczory kapitańskie, galowe itp. to dress code jest również mało wymagający:

Na Jewelu jedynie w restauracji francuskiej oraz jednej z dwóch restauracji głównych (Tsar – nazwa pochodziła od olbrzymich portretów carów i caryc rosyjskich oraz wszechobecnych zdobień utrzymanych w stylu rosyjskim) określono minimalne wymogi na czas kolacji (np. koszulka z kołnierzykiem czy pełne buty).

Ponieważ sam koncept NCL jest zbliżony na wszystkich statkach mam nadzieję, że powyższe informacji okażą się przydatne jeśli ktoś miałby okazję w przyszłości popłynąć tą linią.

C.D.N.

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Piękny statek i tyle atrakcji. Kapitalna sprawa  z boiskiem . Siłownia tez super świetna, duża i fajnie wyposażona Preved

Nelcia
Obrazek użytkownika Nelcia
Offline
Ostatnio: 10 godzin 5 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Płynęłam w zeszłym roku Celebrity i tam też była galeria obrazów i elektroniczny wybór fotek. Rzeczywiście jednak  nie jest to jeszcze powszechne .

Fajne wieczorne fotki ze statku Yahoo

No trip no life

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Online
Ostatnio: 1 godzina 32 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Kolejny dzień spędziliśmy na morzu w drodze do kolumbijskiej Cartageny. Morze było spokojne, pogoda cieplutka przy czym cały czas wiał przyjemny wiaterek. Dzień można było spędzić jak kto lubi - na lenistwie, korzystaniu z jakichś statkowych atrakcji oraz na integracji z innymi pasażerami poznanymi na statku.

Rano w teatrze miała miejsce prezentacja mająca przybliżyć to co przed nami – krótka informacja o portach i związanych z nimi informacjach praktycznych, wybranych wycieczkach oferowanych przez statek oraz organizacji samego przejścia przez Kanał Panamski (o tym napiszę bardziej szczegółowo w dniu, kiedy będzie to miało miejsce). 

Dla zainteresowanych w atrium zorganizowano pokaz przyrządzania sushi, który prowadzili kucharze z restauracji japońskiej (Teppanyaki).  Podobne pokazy zresztą z różnych odcinków kuchennych prowadzone były co kilka dni (nie tylko podczas żeglugi na morzu) – dotyczyły zazwyczaj jakichś przystawek oraz deserów (np. świetnego Tiramisu).

Po południu dla pasażerów-uczestników programu lojalnościowego NCL w jednej z loż zorganizowane zostało również spotkanie z kapitanem, który przedstawił najważniejszych oficerów oraz osoby odpowiedzialne za zarządzanie statkowym hotelem i rozrywkę na statku. 

Spotkanie zakończyło się miłym akcentem – losowaniem wśród uczestników (losami były imienne zaproszenia, które dostał każdy z uczestników a które były odbierane przy wejściu na spotkanie) różnych giftów i usług oferowanych na statku – np. karnetu na korzystanie ze strefy wellnes, pakietów napojów, pamiątkowych koszulek, kubków itp. O dziwo szczęście uśmiechnęło się również do mnie – przypadła mi możliwość bezpłatnego skorzystania  ze statkowej pralni (max. 20 sztuk odzieży) , z którego oczywiście nie omieszkałem skorzystać:-)

Korzystając z ładnej pogody można było w końcu zażywać kąpieli słonecznej lub wodnej:-)

Oczywiście dostępnych atrakcji i możliwości było dużo więcej.

Ja nie ukrywam, że sporą część dnia spędziłem z poznaną na statku ekipą Polaków, z którą bardzo szybko się zintegrowaliśmy. Dla zainteresowanych dostępnymi możliwościami dołączam skan gazetki pokładowej z tego dnia. Da ona ogólny pogląd jakie są dostępne możliwości wykorzystania czasu i co oferował statek w trakcie dnia na morzu.

wiktor
Obrazek użytkownika wiktor
Offline
Ostatnio: 1 dzień 1 godzina temu
Rejestracja: 03 mar 2016

Bardzo ciekawy program, tyle się dzieje . Chyba ciężko się zdecydowac co wybrać ? 

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Online
Ostatnio: 1 godzina 32 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Z reguły niestety tak ale z drugiej strony to mają być wakacje więc jak się na coś nie pójdzie albo nie zdąży to nic się nie stanie:-)

Jeśli chodzi o niektóre pozycje z programu (np. przedstawienia w teatrze czy prezentacje dot. portów, wycieczek itp.) to są one z reguły powtarzane - np. przedstawienia teatralne zazwyczaj mają miejsce 2x każdego dnia więc w zależności od tego, o której godzinie ktoś się wybiera na kolację ma szanse również zaliczyć teatr.

Kilka razy zdarzyło się również, że niektóre prezentacje (np. kulinarne) zostały nagrane i były odtwarzane na jednym z kanałów telewizyjnych w jakimś bloku - to też dawało szansę na ich obejrzenie komuś, kto je pominął.

Ale przede wszystkim z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że zazwyczaj i tak z każdym programem wygrywa błogie lenistwo i chęć popluskania się w basenie czy jakuzzi:-)

greg2014
Obrazek użytkownika greg2014
Online
Ostatnio: 1 godzina 32 minuty temu
Rejestracja: 29 lip 2017

Kolejnego dnia rano dotarliśmy do Cartageny w Kolumbii.

Na początek ciekawostka: czy poza kwestiami turystycznymi jest jakiś powód dla których na drodze naszego rejsu pojawiła się Cartagena.

Otóż jak się okazuje jest chociaż trudno w niego uwierzyć...

W 1886 roku w USA przyjęto akt prawny obowiązujący do dziś pod nazwą "Passenger Vehicle Services Act", zgodnie z którym, aby jakiś statek pasażerski pod obcą banderą (a takim był Norwegian Jewel - ze względów podatkowych jest zarejestrowany na Bahamach) mógł podróżować pomiędzy dwoma różnymi portami amerykańskimi ,  musi on mieć po drodze postój co najmniej w jednym porcie uważanym jako "odległy" (rozumiany jako leżący poza Ameryką Północną, w tym zdecydowaną większością wysp na Karaibach, Bahamami czy Bermudami) i nie leżący na bezpośredniej trasie pomiędzy portem początku i końca rejsu. Ponieważ w naszym przypadku żaden z portów w Meksyku/Panamie oraz w krajach na wybrzeżu Pacyfiku nie spełniał tego warunku - podobnie jak postój w portach karaibskich, stąd w naszym planie podróży pojawiła się Cartagena, która faktycznie jest trochę "nie po drodze". Co ciekawe akt ten obowiązuje do dziś i faktycznie jeśli ktoś chciałby się nieco potrudzić i sprawdzić trasy rejsów pasażerskich z USA do USA biegnących przez Kanał Panamski to prawie zawsze znajdzie na nich właśnie Cartagenę lub będące wyjątkami w w/w ustawie porty w Arubie, Curacao lub Bonaire.

Jeśli jakiś statek o tym zapomni, jego armator musi zapłacić karę - aktualnie 300 USD za każdego pasażera. Jeśli kogoś zainteresuje ten dziwny akt prawny polecam lekturę choćby w Wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Passenger_Vessel_Services_Act_of_1886

Od tego dziwnego przepisu jest parę wyjątków ale żaden z nich nas nie dotyczył...tak więc odwiedziliśmy jak się okazało absolutnie tego wartą Cartagenę.

W zasadzie pełna nazwa tego miasta brzmi Cartagena de Indias chociaż mało kto używa nazwy innej niż po prostu Cartagena.  Miasto ma ciekawą historię – zostało założone przez hiszpańskich konkwistadorów i służyło głównie jako port, z którego do Europy wyprawiano zrabowane w Ameryce Środkowe j i Południowej złoto, srebro i inne dobra. W tamtym czasie był to najważniejszy i największy ośrodek założony w Nowym Świecie.

Dziś jest to bardzo duży ośrodek miejski (ponad 1,2 mln mieszkańców), w którym w świetnej kondycji zachowała się zabudowa z czasów konkwisty. Poza starym miastem dominuje nowoczesna zabudowa typowa dla wielu dużych ośrodków miejskich.

Port, w którym zatrzymał się statek jest położony ok. 4km od starego miasta i w zasadzie jest to typowy port kontenerowy:

Ze statku widać było praktycznie tylko kontenery, dźwigi i inny sprzęt portowy…a w oddali nową zabudowę miejską:

Po zejściu ze statku czekała na nas pierwsza niespodzianka. Okazało się, że okolice terminala pasażerskiego (chociaż to nazwa mocno na wyrost – budynek miał nie więcej niż 300m2 i mieścił głównie wielki sklep wolnocłowy) to całkiem spore mini-zoo, z biegającymi i latającymi w zdecydowanej większości całkiem wolno wszelkiej maści tamtejszymi zwierzakami:

Z portu do miasta można dostać się na wiele sposobów – od taksówek zaczynając poprzez lokalne autobusy na tradycyjnej piechocie kończąc. My zdecydowaliśmy się na tę ostatnią opcję ze względu na niedużą odległość oraz możliwość przyjrzenia się bliżej tutejszym klimatom.

W drodze powrotnej korzystaliśmy już z autobusu chociaż – muszę przyznać, że to ciekawe doświadczenie biorąc pod uwagę jego totalne przepełnienie, nieprzestrzeganie elementarnych zasad bezpieczeństwa oraz brak jakichkolwiek zdefiniowanych przystanków:

Nie mieliśmy tutejszej waluty ale jednodolarowy banknot załatwił sprawę:-)

Po około 15 minutach spaceru przed nami ukazała się jedna z głównych atrakcji Cartageny – twierdza San Felipe de Barajas. Już same jej rozmiary porażają. Warto wiedzieć, że jest to największa wybudowana twierdza obronna w całej Ameryce Południowej . Powstała na początku XVII wieku, była później jednak wielokrotnie rozbudowywana tworząc ostatecznie wielopoziomowy labirynt fortyfikacji.  

Warto dodać, że twierdza powstała w celu obrony przed Anglikami, których flota regularnie atakowała miasto (zdobył je zresztą w którymś momencie sam Francis Drake, którego ponoć ostatecznie przekupiono, aby nie zrównywał go z ziemią). Chyba spełniła swoją rolę bo nie została nigdy zdobyta przez żadnego agresora (a oprócz Anglików aspirowali do tego również Francuzi).

Z fortecy San Felipe jest stosunkowo blisko do starego miasta. Jest ono do dziś ufortyfikowane – praktycznie w całości otacza jest całkiem dobrze zachowany mur:

Głównego wejścia na Stare Miasto strzeże monumentalna Wieża Zegarowa…

…za którą można zobaczyć najstarszą część miasta – Plaza de La Paz z pobliskim ratuszem oraz pomnikiem założyciela miasta – Pedro de Heredia.

Całe stare miasto jest bardzo kompaktowe i łatwe do pieszej eksploracji.

Wśród miejsc wartych zobaczenia są w szczególności konwent św. Piotra Claver – pierwszego świętego w Ameryce

Warto w ogóle poświęcić trochę czasu na spacer między wąskimi uliczkami oraz placami starej Cartageny – są niezwykle urokliwe i w wielu miejscach przypominają stare miasta Hiszpanii czy Włoch:

Można również obejść miasto ścieżką na starych murach miejskich:

Na miejskich placach można zobaczyć również różne dziwne pamiątki po przeszłości, np. fotel dentystyczny. Nie wiem z jakich czasów pochodzi ale nie chciałbym chyba być wtedy pacjentem ówczesnego „dentysty” Smile

Na koniec polski akcent:

Jak się później okazało, Papież-Polak jest do dziś niezwykle popularny w całej Ameryce Środkowej i mieliśmy okazję zobaczyć jeszcze wiele jego pomników oraz usłyszeć różne wspomnienia z jego wizyt.

Oczywiście stare miasto w Cartagenie stanowi jedynie niewielką część obecnej aglomeracji – aby się o tym przekonać warto rzucić okiem choćby na Google Maps.

Po kilku godzinach zwiedzania miasta silny upał dał nam mocno w kość. Wróciliśmy na statek w samą porę – na niespełna godzinę przed wypłynięciem w kierunku Kanału Panamskiego:

C.D.N.

Strony

Wyszukaj w trip4cheap