Baśniowa Tajlandia - relacja z podróży

61 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 3 tygodnie temu
Rejestracja: 06 mar 2014
Baśniowa Tajlandia - relacja z podróży

W styczniu tego roku po ponad dwuletniej przerwie w odpoczywaniu w końcu udało mi znaleźć chwilę czasu na dłuższe wolne od pracy i wybrać się na zasłużony urlop do Tajlandii. To co widziałem postaram opisać poniżej.
Moje relacje z poprzednich wyjazdów możecie przeczytać o tutaj:

Sri Lanka

Kenia

Egipt

Wyjazd do Tajlandii planowałem praktycznie zaraz po powrocie z Egiptu. Niestety perturbacje na tle zawodowym spowodowały, że nie mogłem sobie pozwolić na dłuższy urlop. W końcu przyszedł czas, że pojawiła się okazja. Szybciutko wskoczyłem na net i zacząłem przeglądać oferty biur podróży na stronie wakacje.pl. Znalazłem interesującą mnie ofertę i wysłałem zapytanie e-mailem do wakacje.pl oraz Rainbow Tours. Z Rainbow Tours odpowiedź pojawiła się błyskawicznie więc wycieczkę zarezerwowałem bezpośrednio w biurze podróży. Dopiero po kilku dniach jakaś Pani zadzwoniła do mnie z wakacje.pl i zaczęła przedstawiać swoje oferty. Grzecznie podziękowałem Pani za „błyskawiczną” odpowiedź i powiedziałem, że wycieczkę zarezerwowałem bezpośrednio w biurze podróży. No cóż. Kto ma refleks szachisty ten traci w tym biznesie.
Szóstego stycznia 2013r zima była w miarę łagodna. Temperatury były na lekkim plusie i nic nie zapowiadało, żeby to wkrótce miało się zmienić. Do Warszawy dotarliśmy wcześnie rano. Samochód jak zwykle zostawiliśmy na naszym ulubionym parkingu przy ulicy Szyszkowej 48. Korzystanie z tego parkingu jest bardzo wygodne, ponieważ obsługa zawozi na lotnisko wraz z bagażami a potem po przylocie zabiera z lotniska i przywozi na parking. Ponadto dla stałych klientów mają zniżki. Po przybyciu na lotnisko okazało się, że obecnie odprawy wyglądają już inaczej niż w ubiegłych latach. Już nie idzie się do stoiska biura podróży tylko bezpośrednio do odprawy bagażowej. Tam dostaje się bilety i wszystkie niezbędne wskazówki. Po odprawie bagażowej, paszportowej i niezbędnych zakupach w strefie wolnocłowej, (Trzeba było kupić prowiant na drogę. Obecnie LOT nie daje nic do jedzenia ani do picia w klasie ekonomicznej podczas lotu. Za wszystko trzeba zapłacić.) siedzieliśmy i słuchaliśmy opowieści naszych współpodróżnych o wrażeniach z poprzednich podróży. Jedni Państwo opowiadali wrażenia z pobytu w kraju w Ameryce Południowej w którym wszelkie narkotyki są legalne i można nimi legalnie handlować. Z opowieści tych Państwa wywnioskowałem, że obywatelom tego kraju nie żyje się najlepiej. W końcu przyszedł czas na przejście do samolotu. Przy rękawie czekał na nas Dreamliner. Szczerze powiedziawszy, to po nagonce jaką media urządziły na te samoloty, wchodząc na pokład tego giganta w którym miałem spędzić najbliższe 10h swego życia, (miałem nadzieję że nie ostatnie) czułem się trochę nieswojo. Okazało się, że Dreamliner jest dość wygodnym samolotem. Pomimo, że jestem sporawym facetem, to miałem gdzie podziać nogi, a pokładowy system rozrywki wyposażony w kilka filmów, seriali, trochę muzyki i gierek ratował pasażerów od zanudzenia się na śmierć podczas lotu. Niestety tym razem przypadły nam miejsca pośrodku samolotu i nie mogłem zarejestrować śladu z trasy lotu za pomocą GPS tak jak to robiłem w latach poprzednich. Po środku samolotu nie ma niestety zasięgu. Choć samolot jest w miarę wygodny to tyle godzin podróży jednak robi swoje. Gdy samolot wylądował i w końcu stanąłem na twardej posadce lotniska w Bangkoku to byłem uradowany, że lot w końcu dobiegł końca. Po wylądowaniu odprawa paszportowa, która wcale nie przebiegła zbyt szybko, odbiór bagażu i szukanie na lotnisku swego rezydenta. W końcu siedzieliśmy w autokarze a nasz rezydent przedstawiał nam wszystkie podstawowe informacje o Tajlandii. Dowiedzieliśmy się też, że doba hotelowa zaczyna się od godziny 14:00 i prawdopodobnie nie uda się od razu dostać pokoi. Dodam tylko że do Tajlandii przylecieliśmy około godziny 4 nad ranem.
Na śniadanie dotarliśmy niedługo przed godziną 6:00. Trasę którą jechaliśmy z lotniska do restauracji w której zjedliśmy śniadanie można zobaczyć na mapce pod poniższym linkiem

mapa – droga z lotniska w Bangkoku do restauracji w której zjedliśmy śniadanie

Po śniadaniu ruszyliśmy w drogę do hotelu. Trasę możemy zobaczyć pod poniższym linikem

mapa – droga z restauracji do hotelu Grand China

Oczywiście zgodnie z tym co powiedział nam rezydent, gdy dotarliśmy do hotelu Grand China, wolnych pokoi nie było. Co prawda były szanse na to, że dostaniemy pokoje trochę wcześniej niż o 14, ale na ile wcześniej to nie było wiadomo. Po prawie dziesięciu godzinach lotu, wszyscy byli skonani i w głębi ducha „klęli” na złą organizację wycieczki przez Rainbow Tours. Tutaj muszę napisać, że Rainbow Tours z synchronizacją przylotu i noclegu dało ciała na całego. Ludzie zmęczeni, przepoceni po całonocnym locie najchętniej wzięliby prysznic i poszli spać a tu zonk. Postanowiliśmy nie narzekać i wyjść na miasto zobaczyć jak wygląda dzielnica chińska Bangkoku bo właśnie tam zatrzymaliśmy się. Gdy wyszliśmy z hotelu uderzyło w nas gorąco i wilgoć. Z wszystkich stron dobiegał charakterystyczny zapach przepalonego oleju. Miasto spowijane było przez jakby taką lekką mgiełkę. Od razu czuło się, że to miasto jest inne od tego z czym spotykamy się na co dzień w Europie. Zmęczenie ustąpiło pod naporem ciekawości. Ruszyliśmy na pierwsze indywidualne zwiedzanie. To co zobaczyliśmy przedstawiam na zdjęciach poniżej.

Czas tak szybko mijał, że okazało się, że była już prawie 8:00 a o tej właśnie godzinie, nasz rezydent Pan Darek zorganizował nam, abyśmy się nie nudzili w oczekiwaniu na pokoje, pozaplanowe zwiedzanie świątyni Złotego Buddy. Po przejściu kilku przecznic musieliśmy wracać do hotelu
CDN...

Podróżnik

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 3 tygodnie temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Po przyjściu do hotelu i spotkaniu z naszą grupą, ruszyliśmy do świątyni Złotego Buddy. Świątynia ta po Tajlandzku nazywana Wat Traimit. Nazwę swoją zawdzięcza posągowi Buddy wykonanemu ze szczerego złota. Posąg ma ponad 3m wysokości i waży 5,5 tony co przy kursie złota za 1g 47.10zł daje nam wartość 259 050 000 PLN. U nas ten posąg to pewnie już dawno ukradliby .
Nasi przewodnicy czyli Pan Darek i miejscowy przewodnik na którego mówiliśmy Joe ustawili się po obu krańcach grupy i ruszyliśmy piechotą w drogę. Idąc patrzyliśmy już na obudzony Bangkok. Moją uwagę przykuły plątaniny kabli porozwieszane na słupach. Zastanawiałem się jak tamtejsi elektrycy mogą się połapać w tym bałaganie.

Wszędzie w około ktoś coś sprzedawał. W odróżnieniu od krajów arabskich, w Tajlandii sprzedawcy nie są nachalni. Może spokojnie podejść, pooglądać i zdecydować czy się kupi daną rzecz, czy nie. Nad ulicami w wielkich ilościach wisiały kolorowe kule. Wyglądało to baśniowo.

Bardzo szybko zorientowałem się, że w Tajlandii zapalenie się zielonego światła nie oznacza, że możemy wejść na przejście dla pieszych a samochody zatrzymają się i nas przepuszczą. Jakże było wielkie moje zdziwienie, gdy pomimo zielonego światła dla pieszych a czerwonego dla samochodów, w czasie gdy byłem już na przejściu dla pieszych zauważyłem jak samochód pędzi prosto na mnie i przeraźliwie trąbi. Pewnie kierowca tego samochodu chciał powiedzieć: „Zjeżdżaj z drogi przybłędo europejska. Myślisz, że jak masz zielone światło to możesz bezkarnie wejść na drogę a ja ciebie przepuszczę? Tutaj takich jak ty przejeżdżamy na pasach dla pieszych ” Na szczęście obeszło się bez wypadku

Drogę z hotelu do świątyni Złotego Buddy można zobaczyć na poniższej mapce

mapa – droga pomiędzy świątynią Złotego Buddy a hotelem

Świątynia Wat Traimit to wyglądająca nowocześnie budowla

Przed wejściem do świątyni oczywiście nie mogło zabraknąć zdjęcia panującego w Tajlandii króla

Tajlandzki król to ponoć bardzo lubiana postać przez Tajów i ciesząca się wielką popularnością. Pomimo tak wielkiej miłości narodu Tajskiego do swego władcy, krytykowanie go jest surowo zakazane i karane bardzo surowo. No cóż. Podobno prawdziwa cnota krytyki się nie boi.
W necie można znaleźć news

Quote:
Oliver Rudolf Jufer, 57-letni Szwajcar, został skazany na dziesięć lat więzienia za obrazę tajskiego króla Bhumibola Adulyadeja. Farbą w sprayu pomalował w dzień urodzin króla pięć plakatów z jego podobizną. Za każdy plakat dostał cztery lata więzienia. Sąd zredukował mu karę o połowę, ponieważ Jufer przyznał się do winy.

Podobno potem tajlandzki monarcha darował winy i ułaskawił szwajcara.

Wewnątrz świątyni możemy oczywiście zobaczyć wspaniały złoty posąg

Po powrocie ze zwiedzania, okazało się, że pokoje w hotelu nadal nie są gotowe. Ludzie koczowali gdzie się da. My poszliśmy do sali w której obsługa hotelowa pozwoliła dla naszej grupy poczekać na wolne pokoje. Położyłem się na podłodze i usnąłem. Ze snu wyrwał mnie czyjś głos: „są już wolne pokoje”. Zeszliśmy do recepcji a tam już nasz rezydent rozdawał klucze. Pokoje były przestronne i porządnie urządzone.

Poleciałem szybciutko pod prysznic a potem usnąłem jak kamień. Ze snu wyrwał mnie dzwonek budzika. Wieczorem byliśmy umówieni z naszym rezydentem na kupowanie wycieczek fakultatywnych.

Po zebraniu pojechaliśmy windą na 23 piętro gdzie był taras widokowy i basen. Z tarasu widokowego rozpościerał się cudowny widok na nocny Bangkok.

Późnym wieczorem poszliśmy spać. Następnego dnia czekał na nas dzień pełen zwiedzania.
CDN...

Podróżnik

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 3 tygodnie temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Z powodu zmiany czasu, w Tajlandii jest przesunięty o sześć godzin, pomimo potwornego zmęczenia, obudziłem się o drugiej w nocy i już nie mogłem zasnąć. Przeleżałem w łóżku do rana. Z rana szybkie śniadanko w hotelu a potem wyruszyliśmy na zwiedzanie. Na pierwszy ogień poszedł Bazar Kwiatowy. To taka wielka tajlandzka kwiaciarnia

Potem z bazaru kwiatowego przeszliśmy na uliczny warzywniak. Wszędzie było pełno znanych i nieznanych u nas warzyw, pomiędzy nami przeciskali się miejscowi handlarze z wózkami. Wszystko wyglądało tak inaczej jak u nas, tak egzotycznie.

Oczywiście nawet na bazarze nie mogło zabraknąć najpopularniejszych środków lokomocji w tym kraju, czyli skuterów.

Po wyjściu z bazaru udaliśmy się w kierunku Wat Pho, czyli Buddyjskiej świątyni w której znajduje się ogromny, liczący 46m posąg przedstawiający wizerunek Buddy w pozie leżącej. Z tego powodu świątynia Wat Pho nazywana jest również świątynią leżącego lub odpoczywającego Buddy. W tej świątyni najbardziej malowniczymi i przykuwającymi wzrok obiektami są stupy, czyli obiekty sakralne w kształcie ostrosłupa służące jako relikwiarz, czyli pojemnik na prochy spoczywającej tam osoby.

Stupy są bardzo różnych rozmiarów. Od bardzo małych do takich które są wyższe od kilkupiętrowych budynków

Prawie każdej bramy pilnują zbrojne posągi przywiezione z Chin które mają odpędzać złe duchy

W Wat Pho znajduje sponad tysiąc wizerunków Buddy a największy z nich jest naprawdę ogromny.

Budynki sakralne są bardzo kolorowe i egzotyczne

Na terenie świątyni jest też symbol płodności. Podobno mężczyznom dodaje on „wigoru” a kobietom które mają problemy z zajściem w ciążę, pomaga doczekać się upragnionego potomstwa.

Pałętaliśmy się po różnych zakamarkach świątyni podziwiając sakralne budowle

Następnym punktem programu był kompleks pałacowy. Tam to było dopiero eldorado dla miłośników architektury Buddyjskiej.

Po zwiedzaniu kompleksu pałacowego byliśmy kompletnie padnięci, szczególnie, że temperatura wahała się w okolicach 30st C i była duża wilgotność powietrza. Na szczęście następnym punktem programu był rejs po rzece Chao Phraya, a to wiązało się ze zwiedzaniem na siedząco.
Tym razem podziwialiśmy Bangkok od strony rzeki.

Podczas rejsu zatrzymaliśmy się na karmienie rybek. Setki sumowatych ze smakiem wcinało słodką bułkę którą wrzucaliśmy im po kawałku.

Na koniec rejsu przepłynęliśmy obok kościoła Katolickiego Santa Cruz

oraz meczetu Somdet Chao Phraya

Łódź wysadziła na przystani nieopodal hotelu. Resztę drogi przeszliśmy pieszo.

Trasę zwiedzania jaką przebyliśmy podczas drugiego dnia zwiedzania można zobaczyć na poniższej mapce

[Mapa – drugi dzień zwiedzania bangkoku

Koniec dnia spędziliśmy na basenie na 23 piętrze hotelu Grand China, oraz na podziwianiu widoków z tarasu widokowego. W dzień ten dziesięciomilionowy kolos spowija smog.

CDN...

Podróżnik

malaria (nieaktywny)
Obrazek użytkownika malaria

Yahoo

basia35
Obrazek użytkownika basia35
Offline
Ostatnio: 3 godziny 6 minut temu
Rejestracja: 24 gru 2013

Też byłam  na tej wycieczce kilka lat temu chętnie powspominam.

basia35

KIWI
Obrazek użytkownika KIWI
Offline
Ostatnio: 2 lata 11 miesięcy temu
Rejestracja: 05 wrz 2013

Fajnie się czyta i ogląda ,chętnie się również przyłączę Clapping

- Kocham ptaszki i podróże, te małe i duże ...

Peg
Obrazek użytkownika Peg
Offline
Ostatnio: 2 tygodnie 1 dzień temu
Rejestracja: 06 wrz 2013

Yahoo

karisss
Obrazek użytkownika karisss
Offline
Ostatnio: 1 miesiąc 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

jeste,przeczytałam i na maxa przez te wasze relacje tęsknię za Bkk Cray 2

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 3 tygodnie temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Na koniec dnia wybraliśmy się na kolację do jednej z wielu restauracji w Bangkoku. Kolacja była połączona z przedstawieniem. Sztuka którą zademonstrowano nam podczas kolacji w formie skróconej jest bardzo znana w Tajlandii i jest nawet szkolną lekturą. Fabuły nie będę opisywał ponieważ, gdyby nie streszczenie przed sztuką przez naszego rezydenta, to pewnie nikt nie domyśliłby się o co w tym wszystkim chodziło. W każdym bądź razie, moim skromnym zdaniem, ta sztuka była zbyt egzotyczna dla przeciętnego polskiego widza. Fragment możecie Państwo zobaczyć na filmiku poniżej

To był już ostatni dzień naszego pobytu w Bangkoku. Wieczorem spakowaliśmy walizki i poszliśmy spać. Następnego dnia tuż po śniadaniu ruszyliśmy na północ. Drogę którą przebyliśmy możemy zobaczyć na poniższym linku

Droga na północ – etap I

Pierwszy postój to był zajazd przydrożny w miejscowości Bang Chang

Z tego co zauważyłem to w Tajlandii bardzo popularnym kwiatkiem jest storczyk. Można go spotkać praktycznie wszędzie. Również w przydrożnych zajazdach

Po krótkim „rozprostowaniu kości” ruszyliśmy dalej. Kolejny punkt wycieczki to pływający targ w Damnoen Saduak. Drogę którą przebyliśmy w kolejnym etapie podróży zobaczymy pod poniższym linkiem

Droga na północ – etap II

Gdy dotarliśmy do Damnoen Saduak to od razu poszliśmy na przystań, tam wsiedliśmy do czekających już na nas łodzi i ruszyliśmy na przejażdżkę po kanałach.

Rejs po kanałach

Płynąc podziwialiśmy otaczające nas widoki. Na mnie, ten punkt imprezy przygotowanej przez Rainbow Tours, zrobił bardzo dobre wrażenie

Płynąc, w pewnym momencie, moją uwagę przykuł domek z kwiatami. Pewnie fajnie jest mieszkać w gorącym klimacie tuż nad wodą

Po przejażdżce łodzią przyszedł czas na zakupy na pływającym targu. Oczywiście ten targ nie pływa

poza małymi jego fragmentami znajdującymi się na łodziach

Po zakupach, wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy dalej.

Droga na pólnoc – etap III

Odcinki które pokonywaliśmy autokarem były dość spore, więc po przejechaniu każdych kilkuset kilometrów byliśmy szczęśliwi, że możemy wysiąść i „rozprostować kości” Tym razem wysiedliśmy dopiero w miejscowości Kanchanaburi i zaczęliśmy od zwiedzania muzeum budowy kolei birmańskiej.

Kolej birmańska została wybudowana przez japońskiego okupanta, siłami niewolniczej pracy alianckich jeńców wojennych, podczas II wojny światowej w latach 1942 – 1943. Podczas budowy kolei w wyniku okrutnego traktowania i przez choroby tropikalne, życie straciło wiele tysięcy ludzi. W muzeum na wielu wystawach można zobaczyć w jaki sposób byli żołnierze alianccy pracowali budując kolej dla japońskiego oprawcy. Możemy tam też zobaczyć na jednej z wystaw napis który w moim wolnym tłumaczeniu z angielskiego brzmi:

Quote:
Jeszcze nigdy życie tak wielu nie znaczyło tak niewiele

Obok muzeum jest cmentarz jeńców którzy stracili życie z rąk japończyków.

Za cmentarzem alianckim znajduje się cmentarz chiński

Potem zostaliśmy przewiezieni nad rzekę Kwai a tam wsiedliśmy na tratwę na której mieliśmy już przygotowany pyszny obiad i tą tratwą ruszyliśmy w kolejny rejs. Jedząc obiad mogliśmy podziwiać otaczające nas widoki.

Nasz rejs zakończył się przy moście kolejowym na rzece Kwai.

Pamiętacie taki stary film pod tytułem Most na rzece Kwai . W tym filmie jest pokazane jak budowano most, oczywiście nie ten ze zdjęcia powyżej ale podobny który został zniszczony w wyniku bombardowania.

Wysiedliśmy z tratwy, a że mieliśmy chwilę przerwy to postanowiliśmy pozwiedzać indywidualnie miejscowość Tha Ma Kham.

Na moście spotkaliśmy wycieczkę z jednej ze szkół tajlandzkich. Aby rozpoznać jaki uczeń jest z jakiej klasy to wymyślono tam, że każda z klas ma inny kolor koszulek

Następnie załadowaliśmy się w autobus i ruszyliśmy dalej. Po drodze zatrzymaliśmy się gdzieś w dżungli na spotkanie z małpkami.

Jedna Pani z naszej wycieczki zachowywała się dość powściągliwie z oddawanie małpkom wszelkiego jedzenia które posiadała, więc małpka ją zaatakowała, odebrała jedzonko i przy okazji trochę podrapała. Na szczęście nie stało się tej Pani nic poważnego. Spotkanie z małpkami miało miejsce o w tym miejscu .

Po niefortunnym spotkaniu z małpkami dotarliśmy naszym autokarem na dworzec kolejowy a tam po dłuższym oczekiwaniu na pociąg i załadowaniu się do niego ruszyliśmy na przejażdżkę koleją śmierci.

Pociąg jak i tory wyglądały tak jakby nie były remontowane od czasów II wojny światowej

Gdy wysiedliśmy z pociągu na jednej ze stacji kolei śmierci to ruszyliśmy autokarem w drogę powrotną do Kanchanaburi

Tam nocleg mieliśmy w hotelu RS. W tym hotelu tak jak i wcałej Tajlandii nie mogło zabraknąć orchidei.

Niestety ten hotel był chyba najgorszym hotelem podczas człej wycieczki i firma Rainbow Tours powinna się zastanowić czy nie zapewnić noclegów kolejnym turystom w innym hotelu. Następnego dnia ruszyliśmy w dalszą podróż

CDN...

Podróżnik

Gienek
Obrazek użytkownika Gienek
Offline
Ostatnio: 4 miesiące 3 tygodnie temu
Rejestracja: 06 mar 2014

Następny dzień rozpoczął się jak zwykle śniadaniem. Śniadanie zaserwowano nam w restauracji na świeżym powietrzu. W porannym chłodku pyszne jedzonko smakowało jeszcze lepiej. Tuż obok stolików rozpościerał się fajny ogród. Jedyny minus takiego rozwiązania to komary które dawały o sobie znać gryząc gdzie się da. Niby nic wielkiego ale nie zapominajmy, że Tajlandia leży w obszarze tropikalnym gdzie występuje malaria. Co prawda malarii na południu kraju nie ma, ale my już nie znajdowaliśmy się tak bardzo na południu. Co prawda zagrożenie załapania tego złośliwego pierwotniaka było znikome ale nie zerowe.
Po śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę na północ. Niestety podczas drogi jeden z naszych współtowarzyszy podróży poczuł się źle i musieliśmy zajechać do szpitala. Poczekalnie w tajlandzkich izbach przyjęć są podobnie zatłoczone jak i u nas.





Naszemu choremu turyście udzielono fachowej pomocy i już po godzinie ruszyliśmy dalej. Z tego co później opowiadał nasz współtowarzysz podróży to udzielający mu pomocy lekarz nie zechciał pieniędzy za swoją pomoc.
Po ponad godzinie drogi zatrzymaliśmy się na pierwszy postój na stacji paliw Shell. Jak widać paliwa w Tajlandii są tańsze niż u nas. Widoczną na zdjęciu poniżej cenie należy podzielić przez około 10.





Po półgodzinnej przerwie ruszyliśmy dalej. Nie przejechaliśmy zbyt dużego odcinka drogi gdyż czekała na nas pierwsza smakowita atrakcja turystyczna tego dnia. Każdy mógł kupić i skosztować pysznego chrupiącego szczurka prosto z grilla.







Pomimo szczerych zachęt ze strony naszego rezydenta pana Darka i naszego miejscowego przewodnika Joe, nie zauważyłem aby ktokolwiek skusił się i spróbował pysznego szczurka. Nie zauważyłem też aby oni sami też zajadali się szczurkami. Ze względu, że nie było chętnych na degustację to ruszyliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się dopiero w miejscowości Ayutthaya w świątyni Wat Mongkol Bophit.

Drogę którą przebyliśmy można zobaczyć pod linkiem poniżej



Droga na północ - etap IV



Pierwsze co przykuło naszą uwagę to olbrzymia głowa Buddy. Wierni przyklejali do niej złote papierki.





Obok głowy Buddy była świątynia w której był Budda z maszynką do przepowiadania przyszłości. Jestem prawosławnym chrześcijaninem więc nie skorzystałem z wróżby, natomiast moja żona traktując to jedynie jako dobrą zabawę skorzystała. Wróżba była napisana w taki sposób, że można było ją dopasować prawie do każdej sytuacji.





Obok świątyni z wróżbą były ruiny świątyni Wat Pra Si Sanphet. Można było tam podziwiać wiele starożytnych budowli.







Wejście do zabytkowych ruin było tak zorganizowane, że aby tam się dostać to koniecznie trzeba było przejść przez bazar





Następnym punktem zwiedzania w miejscowości Ayutthaya była zabytkowa świątynia Wat Mahathat.





Kto tam był to widział na własne oczy jak mocno jest tam zakorzeniony Buddyzm 





Niestety pozostałości świątyni są w dość marnym stanie.







Obok ruin rosło pięknie kwitnące drzewo





Po zwiedzeniu Wat Mahathat idąc do autokaru i przechodząc przez ulicę Chikun moją uwagę przykuły ładne latarnie.





Po załadowaniu się do autobusu ruszyliśmy w dalszą drogę. Noc spędziliśmy w hotelu La Paloma w miejscowości Phitsanulok lecz przed pójściem spać wybraliśmy się na mały spacerek po tej miejscowości

             



W tym hotelu spędziliśmy tylko jedną noc i z samego rana zaraz po śniadaniu ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie.

Jako pierwsza atrakcja tego dnia przewidziana była świątynia Wat Phra Si Rattana w miejscowości w której nocowaliśmy. Znajduje się tam drugi co do świętości w Tajlandii posag Buddy. Gdy wejdzie się do tej świątyni i chce się zrobić zdjęcie Buddzie to należy klęknąć o czym skwapliwie przypomina obsługa świątyni. W świetle jupiterów, Budda mienił się wszystkimi odcieniami złota.






Tuż obok buddy medytował mnich.







Podobnie jak w większości buddyjskich świątyń wszędzie można było zobaczyć mnóstwo rożnego rodzaju Buddów.








Oczywiście nie mogło zabraknąć wszechobecnego monarchy







Szczerze powiedziawszy miałem już trochę dosyć oglądania budynków sakralnych. Tutaj mała sugestia dla organizatorów tej wycieczki. Wplećcie w plan wycieczki trochę więcej podziwiania przyrody ponieważ baśniowość Tajlandii nie polega jedynie na świątyniach buddyjskich. W tym kraju jest również piękna przyroda która też zapewne spodobałaby się dla wielu gdyby Rainbow Tours zechciało ją pokazać.

Ruszyliśmy ku następnemu punktowi wycieczki a były nim ruiny świątyni Wat Mahathat w miejscowości Sukhothai oddalonej o jakieś 80km. Jest to najważniejszy zespół świątynny parku historycznego i jednocześnie starówki miejscowości Sukhothai.

Drogę którą przebyliśmy z miejscowości Phitsanulok do Sukhothai można zobaczyć na poniższej mapce.



Droga na pólnoc - etap V



Dziś z niegdyś wspaniałej świątyni pozostały jedynie ruiny








lecz siedzący pośród pozostałości kolumn Budda, zdaje się być niewzruszony biegiem czasu i burzliwymi dziejami królestwa.






Obserwując starożytne ruiny możemy jedynie domyślać się jak wspaniale niegdyś wyglądały te budowle











W tym samym parku historycznym znajduje się również Wat Si Sawai. Przechodząc przez mostek możemy zobaczyć kwitnące lotosy czy jakieś tam lilie. Nie znam się na nazwach ale kwiatki wyglądają bardzo ładnie.







W końcu nasze intensywne zwiedzanie dobiegło końca. Czekaliśmy jedynie na maruderów którzy nie zdążyli zobaczyć wszystkiego. Oczekiwanie umilała zimna fanta no i widok pięknych palm





W końcu załadowaliśmy się do autokaru i ruszyliśmy dalej. Po męczącym zwiedzaniu organizator imprezy przygotował dla nas pyszny lunch w prawdziwie tropikalnej scenerii.






Pyszny obiadek jedliśmy na świeżym powietrzu wśród tropikalnej roślinności. Od słońca chronił nas zbudowany z liści palm dach który opierał się na palach. Ścian nie było wcale. Wtedy przypomniała mi się moja wyprawa do Sri Lanki (Perły Cejlonu). Była to jak dla mnie najciekawsza i najlepiej zorganizowana wycieczka jak dotąd. Tajlandii (przynajmniej tam gdzie byłem) brakowało tej soczystości, egzotyki i wszechobecnej przyrody. W Sri Lance wystarczyło zejść tylko trochę z drogi aby spotkać dwumetrowego warana a spotkanie ze słoniem spacerującym ze swym panem na ulicach nie należało do rzadkości. Sri Lankę będę zawsze miło wspominał jako kraj który bardzo wysoko postawił poprzeczkę (zachęcam do przeczytania mojej relacji z pobytu w tym kraju). Tutaj właśnie jedliśmy obiadek w knajpce bardzo podobnie zbudowanej jak większość knajpek na Cejlonie. Było czuć zapach przyrody i wiatr we włosach. Zewsząd dobiegał śpiew ptaków. Nieopodal stolików było stoisko z lokalnym alkoholem a dla chętnych pani nalewała tajski bimberek pędzony z ryżu. Po wypiciu kieliszka takiego trunku było czuć jak przyjemne ciepełko rozchodzi się po jelitach. Szkoda, że do Polski można spoza UE wwozić jedynie 1L mocnego alkoholu na osobę. Ograniczeni idiotycznymi przepisami dokonaliśmy skromnych zakupów i znów ruszyliśmy w dalszą drogę.

Za oknem autokaru było coraz bardziej zielono choć nie tak soczyście jak na Cejlonie.





Po kilku godzinach jazdy zatrzymaliśmy się na rozprostowanie kości w malowniczym miejscu nad jeziorem Phayao. Gdy tam przybyliśmy słońce właśnie miało schować się za górami na horyzoncie po drugiej stronie jeziora. Wszystko to wyglądało bardzo baśniowo i malowniczo.





Tuż obok jeziora była kawiarnia która serwowała kawę równie baśniową i malowniczą co widok zachodzącego słońca nad tropikalnym jeziorem.









Aż szkoda było pić taką kawę, lecz niestety takie dzieło sztuki można było utrwalić jedynie na zdjęciu lub filmie. Dodam tylko, że kawa smakowała równie dobrze co wyglądała. Polecam wszystkim będącym w okolicy wstąpienie na kawkę do tej kawiarenki serwującej napoje na świeżym powietrzu.

Ta kawiarenka znajduje się w miejscy które możemy zobaczyć pod linkiem poniżej




Mapa - połażenie kawiarenki




Po rozprostowaniu kości i wypiciu kawki ruszyliśmy w dalszą drogę. Późnym wieczorem dotarliśmy do hotelu Golden Pine w miejscowości Chain Rai.

Drogę jaką przebyliśmy z miejscowości Sukhothai do Chain Rai można zobaczyć na poniższej mapce



Droga na północ - etap VI




Jak zapewne zauważyliście był to ładny kawałek liczący 426km. Organizator trochę przesadził. Niektórym od długotrwałej jazdy autokarem popuchły nogi. Jedna z dziewczyn która siedziała u nas z tyłu następnego dnia powiedziała „Nigdy nie sądziłam, że kostka może być wklęsła” Na szczęście najdłuższy odcinek drogi mieliśmy już za sobą. Przed snem chcieliśmy pooddychać trochę świeżym powietrzem więc trochę czasu spędziliśmy nad hotelowym basenem




Dodam tylko, że Golden Pine to był chyba najlepszy hotel podczas całego objazdu. Spać poszliśmy późnym wieczorem



CDN...

Podróżnik

Kolka
Obrazek użytkownika Kolka
Offline
Ostatnio: 2 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 09 wrz 2013

na codzien nie piję kawy, ale na taką to bym się skusiła Smile

Każdy ma swój kawałek świata, który go woła...

Strony

Wyszukaj w trip4cheap