,


 

 

 



Grecja 2021 - Peloponez

18 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 18 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020
Grecja 2021 - Peloponez

Kilka dni temu wróciliśmy z trzytygodniowej podróży po Grecji. Pierwsze trzy dni spędziliśmy na południowo-wschodnim Peloponezie, gdzie naszą bazą była niewielka miejscowość Elaia w pobliżu Monemvasii. Stad odbyliśmy trzy wycieczki - do Monemvasii, na wyspę Elafónisos i do jaskini Kastania. Na następny tydzień przenieśliśmy się na półwysem Mani do Agios Nikolaos, gdzie dołączyli do nas nasi synowie z rodzinami. Będąc w Agios Nikolaos też robiliśmy wypady do okolicznych miejscowości - Stoupy, Kardamyli, Kalamaty. Kolejny rodzinny tydzień spędziliśmy również na wschodnim Peloponezie w okolicach Tyros, leniuchując i pluskając się w krystalicznie czystych i cieplutkich wodach Morza Myrtejskiego, które jest częścią Morza Egejskiego. Potem synowie z rodzinami wrócili do Polski, zaś my polecieliśmy jeszcze na pięć dni na wyspę Santorini.

Zapraszam na pierwszą część relacji...

-----

Elaia (Ελαια)

 

Elaia (Elia) to idylliczna nadmorska wioska z pięknymi plażami i piaszczystymi zatoczkami. Liczy ok. 350 mieszkańców i leży nad Zatoką Lakońską. Przyciąga głównie rodziny i amatorów spokojnych wakacji. Mały port, latarnia morska, łodzie rybackie, drzewa oliwne i pomarańczowe sprawiają, że ta piękna sceneria jest idealna do robienia niezapomnianych zdjęć. Podczas pobytu w tym miejscu warto odwiedzić kościół p.w. św. Mikołaja i podziwiać piękny zachód słońca. Elaia to świetna baza wypadowa do zwiedzania niektórych z najpiękniejszych miejsc na Peloponezie. Można odwiedzić stąd Molaoi, Monemvasię, Gytheio, Neapoli i wyspę Elafonisos.

Ostatnie odkrycia narzędzi obsydianowych w Elai dowodzą, że obszar ten był zamieszkany już w epoce środkowego paleolitu. W czasach starożytnych Elaia nosiła nazwę Vianthini, a historia tej starożytnej miejscowości sięga czasów mykeńskich, co potwierdzają inskrypcje znalezione w okolicy. W najwyższej części miejscowości można zobaczyć średniowieczną wieżę, która służyła do komunikowania się z mieszkańcami sąsiedniego półwyspu Mani w nagłych wypadkach. Mówi się, że obecna nazwa wioski pochodzi od dużego drzewa oliwnego, które znajdowało się w pobliżu portu i stało się miejscem spotkań rybaków, handlarzy i mieszkańców ("elia" oznacza po grecku drzewo oliwne). W 1880 roku przybył w te okolice Panagiotis Morantzis i zaczął sprzedawać kawę pod tym drzewem oliwnym. Ludzie zaczęli mówić "chodźmy na kawę do Elii" i nazwa utrwaliła się na dobre. Panagiotis Morantzis kontynuował pracę w okolicy i wspomagał budowę kościoła. Od tego czasu liczba ludności stopniowo rosła, ponieważ coraz więcej rodzin z obszaru Mani przybywało w to miejsce, szczególnie po wyzwoleniu narodu greckiego spod władzy Turków. W 1900 roku Elia była już lokalnym centrum handlowym ze względu na port, który uzyskał ostateczny kształt w 1937 roku. Po zakończeniu II wojny światowej wielu mieszkańców wyemigrowało do Kanady, Australii i Ameryki. Część z nich powróciła później i zajęła się biznesem w branży turystycznej. Elaia rozwinęła się w nowoczesny ośrodek turystyczny, który łączy w sobie wszystkie niezbędne udogodnienia, nie tracąc przy tym swojego tradycyjnego stylu.

-----

W Elai mieszkaliśmy w hotelu "Elea Mare" położonym na samym brzegu morza. Wygodne pokoje, duży pokój z balkonem (a właściwie małym tarasem), obfite i zróżnicowane śniadania oraz miła obsługa sprawia, że mogę go polecić wszystkim, którzy będą mieli chęć przyjechać w te okolice. Hotel prowadzony jest przez Greka ożenionego z Polką, która pracuje w Elai jako lekarka. 

Takie widoki mogliśmy oglądać z pokoju hotelowego.

-----

Monemvasia (Μονεμβασία)

Monemvasia to miejscowość w regionie Lakonia, w południowej części wschodniego Peloponezu. Liczy ok. 19 tys. mieszkańców i pełni funkcję ważnego ośrodka turystycznego. Znajdują się tutaj potężne fortyfikacje oraz kościoły bizantyjskie. Ze względu na położenie u podnóża wielkiej skały wyrastającej z morza, miejscowość nazywana jest Gibraltarem Wschodu. Monemvasię łączy ze stałym lądem jedynie wąska grobla. Nazwa miasta pochodzi od określenia moni emvasis (jedno wejście), bowiem ze stałego lądu do miejscowości można dostać się wyłącznie przez jedną bramę.

Starożytna nazwa Monemvasii, Minoa, wskazuje, że niegdyś było to osiedle założone przez Minojczyków. Obecna Monemvasia została założona na szczycie potężnej skały w 583 roku przez mieszkańców północnej Grecji, szukających schronienia przed ludami słowiańskimi i Awarami, które masowo napływały z północy. Począwszy od X wieku miasto zaczęło pełnić rolę ważnego portu morskiego. Dzięki strategicznemu położeniu na trasie szlaków morskich łączących Włochy z Morzem Czarnym oraz własnej flocie handlowej, port ten bardzo szybko rozwinął się i wzbogacił czerpiąc dochody głównie z handlu. Forteca odparła ataki Arabów oraz najazd Normanów w 1147 roku. W czasie oblężeń, wewnątrz murów miejskich uprawiano zboże, którym mogli wyżywić się obrońcy. Miasto pozostawało blisko 700 lat, pod władzą Cesarstwa Bizantyjskiego. W szczytowym okresie rozwoju znajdowało się tu ponad 800 domów i 40 kościołów. Miasto zamieszkiwało wtedy 50 tys. mieszkańców. W 1249 roku, po trzyletnim oblężeniu, przejściowo zajęli je Frankowie. Zostali jednak zmuszeni do zwrócenia bizantyjskiego portu. W średniowieczu miasto rozkwitło dzięki eksportowi miejscowego wina zwanego małmazją, które było poszukiwane na europejskich dworach. Monemvasia znajdowała się w rękach Bizancjum do 1460 roku, kiedy Tomasz Paleolog (1409-1465), despota Morei, sprzedał ją papieżowi. Po krótkim okresie przynależności do Państwa Kościelnego władzę nad portem objęła Wenecja. Od tej pory miasto kilkakrotnie odbierali sobie Wenecjanie i Turcy. Republika Wenecka sprawowała władzę nad Monemvasią w latach 1471-1540 i ponownie, po okresie panowania tureckiego, w latach 1690-1715. Po 1715 roku miasto znalazło się ponownie pod władzą Imperium Osmańskiego. 28 marca 1821 roku, w czasie wojny o niepodległość, powstańcy greccy rozpoczęli oblężenie Monemvasii. 1 sierpnia tegoż roku Turcy poddali miasto, które weszło w skład powstającego państwa greckiego. Po otwarciu Kanału Korynckiego w 1893 roku zmienił się układ szlaków handlowych, a Monemvasia utraciła znaczenie handlowe i strategiczne. Miasto zaczęło bardzo szybko wyludniać się. Okazałe gmachy popadły w ruinę. W czasie II wojny światowej, kilkanaście dni po wkroczeniu Niemców do Grecji, ewakuowano z Monemvasii 4 tys. żołnierzy nowozelandzkich. W 1971 roku wybudowano most, łączący Monemvasię ze stałym lądem. W ostatnich latach gwałtownie rośnie liczba turystów odwiedzających miasto. Rozpoczęto również prace konserwatorskie mające na celu odnowienie najważniejszych zabytków.

Otoczone murami miasteczko to prawdziwy klejnot Peloponezu.

Miasto składa się z dwóch części - położonego nad brzegiem morza Dolnego Miasta oraz wznoszącego się na 300-metrowej skale Górnego Miasta. Potężna skała zasłania dolną część Monemvasii tak, że nie jest ona widoczna od strony stałego lądu.Skała nie zawsze jednak była wyspą. Stała się nią dopiero w 375 roku, gdy potężne trzęsienie ziemi obniżyło ląd w tej części wybrzeża. Dolne Miasto od północy przylega do wysokiej i stromej ściany skalnej. Z pozostałych trzech stron otaczają je XVI-wieczne weneckie mury obronne, o łącznej długości 900 metrów. Funkcję jedynego wejścia od strony lądu pełni wąska brama zachodnia. Oprócz niej, w murach znajdują się jeszcze dwie bramy. Umieszczona w południowym murze brama morska, zwana Portello, zapewniała dostęp do morza bezpośrednio z centrum miasta. Brama wschodnia prowadzi na dawny cmentarz, zwany Lipsoma. W obrębie murów nigdy nie było portu. W czasach pokoju funkcję tę pełniła mała przystań leżąca przy grobli. Na Dolne Miasto składa się labirynt wąskich uliczek oraz kryte dachówką domy i kościoły bizantyjskie. Większość domów w tej części miasta przekształcono w hotele, tawerny, restauracje i sklepy z pamiątkami. Ze względu na rzesze turystów nie można tu liczyć na idylliczny spokój. Mimo wszystko warto tu jednak przyjechać. Przekroczenie miejskiej bramy to jak podróż w czasie do XV wieku. Oczom turysty ukazują się kamienne domy, bizantyjskie kościoły i wąziutkie uliczki. W ich labiryncie dość łatwo się zgubić,ale w tak uroczym i romantycznym miejscu nie ma to znaczenia.



Tuż za XVI-wieczną bramą stoi dom, w którym urodził się grecki poeta Giannis Ritsos (1909-1990). Obok domu stoi jego pomnik.



Po kilku minutach spaceru główną ulicą dociera się do placu, przy którym stoi katedralny kościół p.w. Chrystusa w Okowach (Mitrópolis Elkómenos Christós). Jest on największą świątynią w mieście. Został ufundowany w 1293 roku przez cesarza Andronika II Paleologa (1259-1332) w miejscu wcześniejszej światyni. Jego nazwa nawiązuje do słynącej z łask ikony, na której widnieje spętany Chrystus przywiązany do krzyża. Katedra ta została odbudowana przez Wenecjan w 1697 roku. Kolejną świątynią w tej części Monemvasii jest kościół p.w. Matki Bożej Myrtidiótissa (Panagía Mirtidiótissa) widoczny na zdjęciach powyżej kościoła p.w. Chrystusa w Okowach. Jest to jednonawowa, niewielka XVIII-wieczna świątynia zwieńczona kopułą. W jej wnętrzu znajduje się bogato rzeźbiony XVIII-wieczny ikonostas. Kościół zyskał także swą nazwę od cudownej ikony, przedstawiającej Matkę Bożą przyozdobioną gałązkami mirtu. Na fasadzie kościoła umieszczono bizantyjską inskrypcję z dwugłowym orłem, pochodzącą z wcześniejszej świątyni.





Naprzeciwko kościoła p.w. Chrystusa w Okowach stoi kościół p.w. św. Piotra (Ágios Pétros). Zbudowany w XVI wieku przez Turków jako meczet, przez pewien czas pełnił jednocześnie funkcję świątyni islamskiej i chrześcijańskiej. Obecnie we wnętrzu świątyni mieści się Muzeum Archeologiczne, poświęcone dziejom miasta. Na placu przed nim możemy oglądać dawne działa.



Kościół p.w. św. Mikołaja (Agios Nikolaos). Zbudowana na planie krzyża w 1703 roku i zwieńczona kopułą świątynia została wzniesiona na ruinach dwóch wcześniejszych kościołów bizantyjskich. Inskrypcja na frontonie przy wejściu głosi, że kościół wzniósł miejscowy lekarz i filozof, Wenecjanin Andrea Licinius. Lokalna tradycja mówi, że budynek w istocie nigdy nie pełnił funkcji sakralnych. W czasach drugiego panowania tureckiego pełnił funkcję zbrojowni, później mieściła się w nim szkoła, a dziś jest miejscem wystaw artystycznych i konferencji.

Kościół p.w. Matki Bożej Chrysáfitissa (Panagía Chrisáfítissa) to świątynia wybudowana przez Wenecjan w XVII wieku, po odbiciu miasta z rąk Turków. Jego dzwon wisi na akacji rosnącej na dziedzińcu. Nazwa kościoła nawiązuje do słynącej łaskami ikony Matki Bożej ze wsi Chrysáfa koło Sparty. Tradycja mówi, że ikona trafiła do Monemvasii w cudowny sposób. W pobliżu źródła znalazła ją miejscowa kobieta. Także woda ze źródełka ma cudowne właściwości - ponoć pomaga kobietom pragnącym urodzić dziecko. Jest to jedyne źródło w miasteczku, które zaspokajało potrzeby niegdysiejszych mieszkańców.

Spacer po uliczkach Monemvasii to prawdziwa przyjemność i uczta dla oka...




Opuszczamy otoczone murami Dolne Miasto i idziemy nad morze. Na szczycie skały, na północ od Dolnego Miasta, znajduje się też Górne Miasto. Z dolną częścią Monemvasii połączone jest schodami. Choć niegdyś to właśnie ono było główną częścią Monemvasii, do dziś z miejskiej zabudowy pozostały jedynie ruiny, pochodzące głównie z XIII wieku. Zachowały się nieliczne zabytki. Warto zobaczyć tu bizantyjski kościół p.w. Mądrości Bożej (Agía Sofía), znajdujący się w najwyższym punkcie skały. Ciekawym zabytkiem jest także cysterna na wodę - potężny zbiornik, w którym magazynowano wodę na wypadek oblężenia. Jego objętość umożliwiała zebranie wody deszczowej wystarczającej ludności miasta na wiele miesięcy. Na terenie Górnego Miasta zachowały się też pozostałości XIII-wiecznego fortu oraz ruiny koszar, strażnic i prochowni z czasów panowania weneckiego. Główną atrakcją tej części Monemvasii są jednak roztaczające się stąd i zapierające dech w piersiach widoki. W panującym upale darowaliśmy sobie jednak mozolne pokonywanie schodów i zwiedzanie tej części miasta.

 



W drodze powrotnej do Elai zatrzymaliśmy się na chwilę, aby z daleka spojrzeć na skałę, dzięki której Monemvasia zyskała miano Gibraltaru Wschodu.



A to nasz wynajęty wehikuł, którym podróżowaliśmy po Peloponezie.

-----

Elafónisos (
Ελαφόνησος)

Niewielka wysepka Elafónisos o powierzchni 19 km², położona przy południowym krańcu Peloponezu, to prawdziwy raj ze wspaniałymi, piaszczystymi plażami i turkusowym morzem. Najbardziej znaną z nich jest plaża Símos w południowej części wyspy. Jest to niewątpliwie najładniejsza plaża Peloponezu i jedna z lepszych, które można znaleźć w Grecji. Elafónisos była częścią stałego lądu do 375 roku, gdy trzęsienie ziemi spowodowało - podobnie jak w przypadku Monemvasii - jego obniżenie się. Małe promy pokonują wąską cieśninę w ciągu kilkunastu minut, a przeprawa kosztuje 1€ od osoby i 11€ za samochód osobowy.

-----

Jesteśmy na Elafónisos. Przed udaniem się na plażę Símos posilamy się w nadbrzeżnej tawernie. Towarzyszą nam widoki na Peloponez i mewy cierpliwie czekające na jakiś kąsek.



Na plaży Símos.



-----

c.d.n.

 

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 2 godziny 30 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Hej Achernar,

miło cię słyszeć po powrocie Preved

Czy zadowolony jesteś z wakacji? wszystko wypaliło ? odpoczeliscie  ?

zabieram się za twoją relacje  

No trip no life

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 4 godziny 8 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Super! Takie ciepło bije ze zdjęć, że nie mogę się napatrzeć. A u mnie dzisiaj deszczowo Sad

Bye Zobacz mnie na Facebooku Relaks na drutach! Yes 3

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 2 godziny 30 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Kurcze, ale lokum mieliście pierwsza klasa, skoro takie widoki ze śniadanka za milion . To aż nie chce sie wstawać od jedzonka he he 

Troche Polaków było ? skoro mieszane małżeństwo  prowadzi hotelik.

a te wydmy to takie jak u nas nad Batykiem ? tak mi się skojarzyło

No trip no life

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 18 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Nel :

Hej Achernar,

miło cię słyszeć po powrocie Preved

Czy zadowolony jesteś z wakacji? wszystko wypaliło ? odpoczeliscie  ?

zabieram się za twoją relacje  

Owszem, wakacje były całkiem fajne. Choć było dość ciepło (ok. 30-34 stopni) to jednak nie było tak upalnie jak podczas poprzedniego naszego pobytu w Grecji w 2017 roku, kiedy temperatury przekraczały 40 stopni. Ten pobyt był też mniej intensywny, bo większość czasu spędziliśmy na odpoczynku i nie odbywaliśmy tak dalekich wycieczek jak poprzednio. A relacja z tego pobytu zajmie pewnie kilka postów. Zapraszam do ich oglądania. Serdecznie pozdrawiam. Biggrin

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 18 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Asia-A :

Super! Takie ciepło bije ze zdjęć, że nie mogę się napatrzeć. A u mnie dzisiaj deszczowo Sad

Asiu, u mnie dzisiaj też deszczowo. A w Grecji pogoda była bardzo przewidywalna - codziennie słonecznie i ciepło (30-34 stopni). Pozdrawiam. Biggrin

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 18 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Nel :

Kurcze, ale lokum mieliście pierwsza klasa, skoro takie widoki ze śniadanka za milion . To aż nie chce sie wstawać od jedzonka he he 

Troche Polaków było ? skoro mieszane małżeństwo  prowadzi hotelik.

a te wydmy to takie jak u nas nad Batykiem ? tak mi się skojarzyło

Nel, hotel był rzeczywiście bardzo sympatyczny, a wśród gości chyba połowę stanowili Polacy. A te wydmy na Elafonisos i sama plaża są rzeczywiście podobne do naszych nadbałtyckich. Tyle, że woda w morzu ma tu temperaturę 26-27 stopni... Pozdrawiam. Biggrin

papuas
Obrazek użytkownika papuas
Online
Ostatnio: 2 minuty 55 sekund temu
Rejestracja: 22 maj 2021

oczywiście, zaglądam i ja

chociaż zabytki Grecji sięgają czasów sprzed naszej ery to śliczne i urokliwe są wąskie, pełne kwiatów śródziemnomorskie uliczki

ja za plażą i piaskiem nie przepadam, ale foto gdzie czerwona dachówka kontrastuje z turkusowym morzem są super, i piękny ten bizantyjski kościółek

papuas

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 18 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Jaskinia Kastania (Σπήλαιο Καστανιάς)

Na początku ubiegłego stulecia Kostas Stivaktas będąc w pobliżu kościoła p.w. św. Andrzeja, zaobserwował jak pszczoły wlatują do szczeliny w skałach. Zauważył że opuszczając ją są jakby wypoczęte. To nasunęło przypuszczenie, że za szczeliną musi kryć się większa, chłodna jaskinia zapewne z dostępem do wody. Odkryta jaskinia Kastania (lub Jaskinia św. Andrzeja, nazwana tak od pobliskiego wspomnianego małego kościoła) powstała w wyniku erozji wapiennych skał w okresie jurajskim (195-145 milionów lat temu). Kamienny wystrój zawdzięcza swoją siedmiokolorową paletę skrystalizowanemu węglanowi wapnia wzbogaconemu o kilka tlenków metali.Wejście do jaskini znajduje się we wschodnim zboczu góry Parnon. Jaskinię cechuje wielka różnorodność form skalnych i kolorów. Jest to jedna z największych jaskiń w Europie i jedna z najpiękniejszych jaskiń w Grecji. Uważana jest za drugą co do bogactwa wystroju. Zajmuje powierzchnię 1.500 m². Na dwóch poziomach udostępniono do zwiedzania podziemną trasę o długości 500 m. Wystrój jaskini kształtował się w ciągu ostatnich 3 milionów lat. Powstawały wtedy unikalne formacje, przypominające kształtem postaci i formy kamienne o wyjątkowej różnorodności. Wśród olbrzymich kaskad kamiennych w kolorze czerwonym i białym, znajdują się gigantyczne wielobarwne kolumny, kurtyny i płyty skalne zwisające ze sklepienia. Zwiedzający dopatrują się podobieństwa do rozmaitych postaci i zwierząt (ośmiornic, koralowców, meduz, małych słoni i ptaków, wodospadów, kolumn, zasłon, gniazd, czy grzybów). Trudno wyliczyć efekty wszystkich skojarzeń. Wśród licznych atrakcji jaskini wyróżnia się geologiczne rzadkości, takie jak dyski i płaskie stalagmity. Odwiedzający mogą spotkać mieszkającego tu owada - głuchego i ślepego dolichopoda, przypominającego wyglądem pająka (mieliśmy okazję go zobaczyć). Jaskinię zwiedza się w niewielkich grupach z przewodnikiem. Trasa jest przygotowana i oświetlona. Wewnątrz nie można, niestety, robić zdjęć, aczkolwiek przewodnik przed wyjściem pozwala zazwyczaj zrobić jedną fotkę bez użycia flesza. Przy jaskini działa kawiarnia. Do jaskini można się dostać najlepiej trasą łączącą Neapoli z Lachi, Paradeisi i Kato Kastania, lub trasą łączącą Neapoli z górskimi wioskami Mesochori, Faraklo i Ano Kastania.

-----

Przy wejściu do jaskini, czekając na swoją kolej, można wypić kawę lub piwko w kawiarni.



Wejście do jaskini.

Jedyne zdjęcie z wnętrza jaskini, które zrobił nam przewodnik.

-----

Półwysep Mani (Χερσόνησος της Μάνης)

Po trzech dniach pobytu na południowo-wschodnim Peloponezie kolejny tydzień spędziliśmy na półwyspie Mani. Jest to środkowy półwysep Peloponezu, administracyjna i historyczna część Lakonii o powierzchni 1.800 km², długości 75 km, szerokości do 28 km, oparty o góry Tajget i sięgający najbardziej wysuniętego na południe greckiego przylądka Matapan (Tenaro). Mani to miejsce trudno dostępne, o wspaniałym krajobrazie, z licznymi bizantyjskimi kościółkami, kapliczkami i wioskami ozdobionymi wieżami obronnymi, z których sąsiedzi zaciekle walczyli ze sobą, wybijając całe rodziny. Przez duże oddalenie od Aten i wąskie, lokalne drogi do Mani rzadko docierają autokary turystyczne. Wielu jest za to zmotoryzowanych turystów indywidualnych. Lokalna baza hotelowa sięga do zespołów budownictwa kamiennego, często historycznego, adaptowanego do współczesnych standardów. Mani znane jest przede wszystkim z kamiennych budowli mieszkalno-obronnych, o wyglądzie wież zamkowych.

W starożytności, już w okresie mykeńskim, półwysep stanowił część Sparty. Od XII wieku n.e. osiedlali się tu liczni rycerze normańscy, od których mieszkańcy przejęli obronną, romańską architekturę mieszkalną. Zdaniem badaczy, to tutaj najchętniej mieli się osiedlać także piraci morscy. W efekcie, mieszkańcy Mani, zamiast zwykłych domostw, zaczęli wznosić wysokie, kamienne wieże obronne. Napaści pirackie i rodowe waśnie skutkowały powstawaniem kolejnych tysięcy wież. W wieży sypiali mężczyźni, stanowiący zarazem jej załogę. Kobiety i dzieci, choć równie wprawnie władające bronią osobistą, zamieszkiwały pozostałe, przylegające do wieży pomieszczenia obronne. W przypadku rodowych waśni pomieszczenia kobiet i dzieci zazwyczaj nie stanowiły celu pierwszego ataku. W wieżach budowano machikuły, zawsze nad drzwiami wejściowymi, a zwykle także na każdej ze ścian, często również rogach najwyższej kondygnacji wieży. Część wież wyposażano w armatki. Parametry wieży musiały odpowiadać pozycji społecznej jej mieszkańców. Wieże bywały połączone z jaskiniami czy ukrytymi (podziemnymi) przejściami, prowadzącymi w pobliże brzegu morskiego. Z prawa wznoszenia wież wykluczano osoby przypadkowe lub obywateli nieznanych z niekwestionowanej odwagi. Walki manijczyków były honorowe i prowadzone według ściśle określonych zasad. Rozpoczynały się biciem kościelnych dzwonów. Celem było zniszczenie wieży przeciwnika, zabicie wszystkich męskich członków jego rodu lub całkowita kapitulacja i poddanie się zwycięzcom. Wojny były zazwyczaj długie. Z tego powodu, na czas zbiorów ogłaszano rozejm, który wszyscy honorowali. W walkach nie uczestniczyły kobiety, które mogły się spokojnie przemieszczać i dostarczać swoim mężom i synom pożywienie i amunicję. Osmanowie okupujący Grecję nie zapuszczali się zbyt często na półwysep Mani. Wykorzystywali jednak lub wręcz podsycali rodowe waśnie, by miejscowa ludność nie występowała przeciwko nim. Taki sposób rządów przynosił efekty do czasu, gdy bejem został Petros Mavromichális (1765-1848). Zamiast walczyć z innymi klanami, zjednoczył on wszystkich i w 1821 roku rozpoczął antytureckie powstanie. Po odzyskaniu niepodległości poróżnił się jednak z pierwszym prezydentem Grecji Ioannisem Kapodistriasem (1776-1831) i został uwięziony w Nauplionie. Urażeni członkowie jego klanu tradycyjnie wzięli sprawy w swoje ręce i zabili prezydenta. Zwyczaj budowy obronnych wież mieszkalnych zanikł na Mani w I połowie XIX wieku, tj. po odzyskaniu niepodległości. Jednym z jej owoców okazało się ograniczenie bezprawia, innym - szybki wzrost stopy życiowej ludności i powrót zwyczaju zamieszkiwania w wygodnych, rozległych domostwach, z dużymi, jasnymi oknami, w gościnnie otwartych osadach. Do dziś zachowało się kilkaset wież, a także całe złożone z nich osady obronne. Często, po adaptacji do współczesnych wygód, weszły one w skład bazy hotelowej. Niektóre miejscowości także dziś, z daleka, przypominają wciąż warowne, kamienne zamki. Najchętniej fotografowane wioski to Vathia i Kotronas.

-----

Gytheio (Γύθειο)

Pierwszą miejscowością na półwyspie Mani, przez którą jednak tylko przejechaliśmy, było Gytheio, znane w starożytności jako Gythium  lub  Gytheion (Γύθειον). Jest to miasto na wschodnim wybrzeżu półwyspu, położone nad Zatoką Lakońską. Leży u stóp pasma górskiego Tajget (Ταΰγετος) i jego najwyższego szczytu Profitis Ilias (Προφήτης Ηλίας), wznoszącego się na wysokość 2.404 m n.p.m. Liczy nieco ponad 7 tys. mieszkańców. W starożytności było morskim portem Sparty, położonej ok. 40 km na północ. Było ono ważnym portem, dopóki nie zostało zniszczone w IV wieku naszej ery, prawdopodobnie przez trzęsienie ziemi. W pobliżu Gytheio leży maleńka wyspa zwana w starożytności Cranae, na której według legendy, Parys z Troi i Helena ze Sparty spędzili razem pierwszą noc przed wyjazdem do Troi, co wywołało wojnę trojańską. Dziś Gytheio jest największym i najważniejszym miastem na Półwyspie Mani. Miasto zostało zbudowane na wzgórzu zwanym Koumaros lub Laryssio, w jednym z najbardziej żyznych rejonów Mani, w pobliżu rzeki Gythium, która jest zwykle sucha i była nazywana Xerias (Suchą rzeką). Jego legendarnymi założycielami mieli być Herakles i Apollo, bądź - według innej legendy - Kastor i Polluks. W 455 roku p.n.e, podczas I wojny peloponeskiej, miasto zostało spalone przez ateńskiego admirała Tolmidesa. Zostało odbudowane i najprawdopodobniej było miejscem budowy floty spartańskiej podczas wojny II peloponeskiej. W 370 roku p.n.e. Tebańczycy pod dowództwem Epaminondasa (418-362 p.n.e.) oblegali miasto po spustoszeniu Lakonii. Zostali jednak odparci przez Spartan. W 219 roku p.n.e. Filip V Macedoński (238-179 p.n.e.) próbował zdobyć miasto, ale bez powodzenia. Pod rządami władcy Sparty Nabisa, Gythium stało się głównym arsenałem floty wojennej i portem. Podczas wojny rzymsko-spartańskiej Gythium zostało zdobyte po długim oblężeniu, a po wojnie zostało włączone do Związku Wolnych Lakonów pod protekcją Achajów. Nabis odbił Gythium trzy lata później, a flota spartańska pokonała flotę Achajów w pobliżu Gythium. Gythium zostało odbite później przez flotę rzymską pod dowództwem Aulusa Atiliusa Serranusa. W czasach rzymskich Gythium pozostawało ważnym portem i prosperowało jako eksporter purpurowego barwnika, porfiru i różowego marmuru. Dowodem na starożytny dobrobyt Gythium może być fakt, że Rzymianie zbudowali tu teatr, który jest dobrze zachowany do dziś i nadal jest używany okazjonalnie. Starożytny teatr, a także miejski Akropol odkrył archeolog Dimitris Skias w 1891 roku. W IV wieku n.e. Gythium zostało zniszczone. Uważa się, że zostało ono splądrowane przez Alaryka I (~370-410) i Wizygotów, przez Słowian lub zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi, które nawiedziło ten obszar w 375 roku. Po tym trzęsieniu ziemi Gythium zostało opuszczone. Pozostało małą wioską w czasach bizantyjskich i osmańskich. Jego znaczenie wzrosło, gdy podczas greckiej wojny o niepodległość uchodźcy napłynęli do Mani i uczynili Gytheio jego głównym miastem. Współczesne Gytheio uruchomiło port w latach 60. XX wieku. Promy pływają stąd na Kythirę i Kretę. Miasto jest stolicą diecezji, na czele której stoi metropolita Greckiego Kościoła Prawosławnego. Większość ruin starożytnego Gythium jest obecnie zanurzona w wodach Zatoki Lakońskiej.

Między Gytheio i Agios Nikolaos w okolicach Limeni (Λιμένι)

.

 Przystanek na obiadek gdzieś pomiędzy Limeni i Agios Nikolaos.

Tzokeika (Τζοκέικα) - niewielka tradycyjna wioska manijska położona ok. 10 km na południe od Agios Nikolaos.


-----

Agios Nikolaos (Άγιος Νικόλαος)

Niewielkie rybackie miasteczko Agios Nikolaos położone jest w północno-zachodniej części Półwyspu Mani. Jest ono znane także pod swą słowiańską nazwą Selinica (oznaczającą "Mały Księżyc"). W ciągu ostatnich dziesięcioleci miasteczko rozwinęło się także jako ośrodek turystyczny. Powstało wiele hotelików, pensjonatów, barów, restauracji i innych udogodnień do przyjmowania turystów i oferowania im pięknych i komfortowych wakacji. Agios Nikolaos jest niezłą bazą do wycieczek w majestatyczne góry Tajget, w głąb półwyspu Mani, do wspaniałej Jaskini Dirós (niestety, była zamknięta podczas naszego pobytu), czy wąwozów Virou i Rintomou. 

-----

Podczas pierwszego tygodnia pobytu na Peloponezie mieszkaliśmy w widocznym na zdjęciach kompleksie "Poliana Estate" na obrzeżach Agios Nikolaos. W "naszym" domu, w którym mieszkaliśmy wraz z rodziną starszego syna (łącznie 6 osób + pies) był obszerny salon, taras, trzy sypialnie i łazienki oraz aneks kuchenny. Do dyspozycji była lodówka, komplet naczyń, garnków, szklanek, kieliszków i sztućców, odbiornik TV, radio i sejf. Młodszy syn z rodziną (łącznie 4 osoby) zajmował nieco mniejszy dom, ale z takimi samymi wygodami. Na terenie kompleksu, który znajdował się ok. 1 km. od plaży do dyspozycji były też dwa baseny.


Czasami odwiedzaliśmy też centrum miasteczka.


-----

Stoupa (Στούπα)

Leżąca kilka kilometrów na północ od Agios Nikolaos Stoupa, niegdyś również senne rybackie miasteczko, dziś jest popularną miejscowością turystyczną. Wzdłuż drogi wzdłuż plaży znajduje się około 20 restauracji, kilka małych hoteli i wiele domów do wynajęcia. W okolicy znajduje się wiele plaż i zatoczek, w tym piaszczysta plaża miejska Stoupa (Παραλία Στούπα). Za wzgórzem znajduje się plaża Kalogria (Παραλία Καλογριά), z turkusowymi wodami i bogatym życiem morskim. Pierwotna nazwa osady brzmiała Potamos (Ποταμός), co oznacza rzekę. Później nazwę zmieniono na Stoupa. Istnieją dwie teorie dotyczące pochodzenia nowej nazwy. Według pierwszej, nazwa pochodzi od albańskiego słowa, oznaczającego plażaę. Według drugiej, nazwa pochodzi od włókien lnianych (stoupia) zbieranych przez mieszkańców i uzdatnianych wodą morską w celu zmiękczenia i łatwiejszej obróbki. Na wschód od Stoupy wznosi się zamek, który był niegdyś akropolem starożytnego miasta Lefktro. Zamek ten był wielokrotnie podbijany przez Franków i Wenecjan,a w latach 1204-1259 przebudowano go i nadano mu nazwę Beaufort. 

 W Stoupie przez pewien czas od 1917 roku mieszkał grecki pisarz Nikos Kazantzakis (1883-1957). Przybył tu z Georgiosem Zorbasem (1865-1941), którego zatrudniał jako brygadzistę w swojej kopalni węgla brunatnego, do której wejście do dziś widać na pobliskim zboczu wzgórza. Ten ich wspólny pobyt w Stoupie zaowocował powieścią "Grek Zorba", napisaną przez Kazantzakisa po śmierci Zorbasa. Na podstawie tej powieści powstał słynny film Michalisa Kakoiannisa (1922-2011) z niezapomnianą rolą tytułowego bohatera, którego zagrał Anthony Quinn (1915-2011).

-----

Kościół w Stoupie.



Na piaszczystej plaży w Stoupie. Wieczorem można podziwiać stąd efektowne zachody słońca.


 W jednej z nadmorskich tawern w Stoupie.

-----

Kardamyli (Καρδαμύλη)

Leżące kilka kilometrów na północ od Stoupy Kardamyli to sympatyczne niewielkie nadmorskie miasteczko. Jest ono jedną z najstarszych osad na Peloponezie. W "Iliadzie" Homer wymienia Kardamyli jako jedno z siedmiu miast oferowanych przez Agamemnona Achillesowi w zamian za powrót do walki podczas wojny trojańskiej. W okolicy znajduje się kilka plaż: Ritsa, Belogianni, Salio, Tikla, Amoni, Santava. W samym miasteczku warto zobaczyć średniowieczny zamek oraz kościół p.w. św. Spiridona. Wiele budynków starej części Kardamyli zostało zbudowanych przez Wenecjan i prezentuje mieszankę tradycyjnego greckiego i weneckiego stylu. Kardamyli jest punktem wyjściowym wielu górskich szlaków, z których część prowadzi na Profitis Ilias (Προφήτης Ηλίας), najwyższy szczyt gór Tajget (2404 m n.p.m.). W pobliżu znajduje się też wąwóz Viros (Φαράγγι του Βυρού), o łącznej długości 20 km. Wąwóz pozostaje suchy jak kość latem, jednak wiadomo, że w zimie i wczesną wiosną nie brakuje w nim wody, gdy padają deszcze i topnieje śnieg w górach.

-----

Na ulicach Kardamyli.

 Po spacerze uliczkami miasteczka poszliśmy zrelaksować się nad morze, a wizytę w Kardamyli zakończyliśmy obiadem w nadmorskiej tawernie. Jak widać po naszej najmłodszej wnuczce, zarówno spacer brzegiem morza, jak i serwowane smaczne dania sprawiły, że humory dopisywały.

 W okolicach Kardamyli.

-----

Kalamata (Καλαμάτα)

Kalamata jest stolicą regionu Mesenia i największym miastem na południu Peloponezu. Liczy ok. 55 tys. mieszkańców i jest nowoczesnym, tętniącym życiem miastem. Choć nigdy nie była znaczącym ośrodkiem, słynie wśród smakoszy na całym świecie z doskonałej oliwy, fig i przede wszystkim dużych wybornych oliwek. Leży na styku morza, urodzajnej równiny i stromych gór Tajget. W starożytności w okresie mykeńskim znajdowało się tu miasto Fares (Φαρές). Nie miało ono jednak nigdy szczególnego znaczenia. Po IV wyprawie krzyżowej, w 1205 roku, Kalamatę podbili francuscy rycerze - Guillaume de Champlitte (~1160-1209) i Geoffroi I de Villehardouin (~1169~1229), a w kolejnych latach stała się ona własnością rodu Villehardouin. To właśnie tutaj urodził się i zmarł książę Guillaume II de Villehardouin (~1211-1278), założyciel Mistry. W kolejnych stuleciach Kalamata była pod panowaniem bizantyjskim, tureckim, weneckim i ponownie tureckim. Jako pierwsze miasto została wyzwolona w czasie greckiego powstania w 1821 roku, ale już cztery lata później doszczętnie zniszczyli ją Turcy. Odbudowane miasto zostało ponownie zniszczone, tym razem przez trzęsienie ziemi w 1986 roku. Zginęło wówczas 20 osób, a w gruzach legło ponad 10 tys. budynków. Z tego powodu w Kalamacie przeważa współczesna, niezbyt ciekawa architektura, która ma być jednak odporna na kolejne wstrząsy. W mieście zachowało się niewiele zabytków. Wśród nich wyróżnia się średniowieczny zamek, choć na jego terenie niewiele jest do zobaczenia. Z jego murów roztacza się jednak przyjemny widok na miasto. W północnej części cytadeli wznosi się bizantyjski kościół p.w. Matki Bożej Kalomáta (Παναγία Καλομάτα). Kalomáta dosłownie znaczy "dobre oczy" i być może właśnie ta świątynia dała nazwę współczesnemu miastu. Latem w niewielkim amfiteatrze na terenie zamku odbywa się międzynarodowy festiwal tańca, jeden z bardziej znanych w Europie. Innymi godnymi uwagi zabytkami Kamalaty są XIX-wieczna katedra p.w. Ofiarowania Pańskiego (Καθεδρικός ναός Υπαπαντή) i znacznie starsza świątynia p.w. św. Apostołów (Άγιοι Απόστολοι), której najstarsza część pochodzi z X-XI wieku. Niestety, na zamek nie dotarliśmy, jako że nasz pobyt w Kalamacie przypadł na najbardziej upalny dzień, jaki trafił nam się w Grecji i to skutecznie zniechęciło nas do wspinania się na górę. Pospacerowaliśmy za to po centrum miasta i w okolicach portu.

-----

Na ulicach Kalamaty.


Popiersia Stavrosa Sotiriosa i Nikolaosa Katountasa - greckich dowódców, zasłużonych w walce przeciw oddziałom tureckim podczas tureckiej inwazji na Cypr w 1974 roku.

Miłośnicy kolei powinni zajrzeć do Muzeum Kolejnictwa. W parku w pobliżu morza, gdzie znajdowała się niegdyś stara stacja kolejowa, eksponowane są stare parowozy i wagony oraz sprzęt niezbędny do ich obsługi, Najstarsze eksponaty pochodzą z końca XIX wieku.


Na nabrzeżu portowym w Kalamacie.


-----

c.d.n.

 

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 18 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020

papuas :

oczywiście, zaglądam i ja

chociaż zabytki Grecji sięgają czasów sprzed naszej ery to śliczne i urokliwe są wąskie, pełne kwiatów śródziemnomorskie uliczki

ja za plażą i piaskiem nie przepadam, ale foto gdzie czerwona dachówka kontrastuje z turkusowym morzem są super, i piękny ten bizantyjski kościółek

Te starsze zabytki Grecji (ateński Akropol, Delfy, Mykeny, Epidauros i Korynt) oglądaliśmy podczas naszych poprzednich wakacji w tym kraju w 2017 roku (jeśli nie widziałeś relacji, to zapraszam). Tym razem tych starszych zabytków na naszej trasie nie było wiele - w zasadzie tylko dwa: antyczna Thira i ruiny Akrotiri na Santorini, które pokażę w kolejnych postach. Ale w pełni zgadzam się z Toba - te śródziemnomorskie klimaty, waskie uliczki i zaułki i bizantyjskie kościółki mają nieodparty urok. Pozdrawiam, )

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 18 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Romek Oldi :

Te mury na zboczu góry

ten "listewkowy chodniczek" na plaży (coś dla mojego "ciężarnego" jestestwa) Wink

w końcu nie zapadałbym się w piasku!

Piękny klimat, piękne widoki, piękne wakacje I-m so happy 

I dla mnie ten chodniczek był miłą niespodzianką, zwłaszcza, że piasek był mocno nagrzany... Pozdrawiam. }

Strony

Wyszukaj w trip4cheap