Indie na bogato czyli nasz sposób na Delhi, Agrę, Radżastan i Goa

224 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Makono
Obrazek użytkownika Makono
Offline
Ostatnio: 7 miesięcy 3 tygodnie temu
Rejestracja: 11 gru 2013

Mika zasiadam i ja i chętnie popatrzę. Lubię kolorowe Indie z kina Bollywood, ale jakoś boję się tam pojechać, bo wiem, że są tez te inne  - "szokujące" Indie. Może po Twojej wycieczce się przekonam Smile

Bez podróży się duszę....
http://kolekcjonujacchwile.blogspot.com/

Mika
Obrazek użytkownika Mika
Offline
Ostatnio: 4 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 19 mar 2014

Zanim przejdę do opisywania kolejnych dni, to ogólnie podsumuję te miejsca, w których bylismy, teraz, nie na końcu, choc potem może też coś dodam, ale chciałabym zacząć teraz od tego, żeby kogoś nie zniechęcić, bo naprawdę wyjazd i nasze wrażenia, doznania i emocje rozwijały się z dnia na dzień, dosłownie!

Czyli zaczęło się nieszczególnie, mam na mysli że pierwszy dzień w Delhi był NAJ najgorszy, a potem z każdym kolejnym, coraz coraz lepiej i tak pod każdym względem, to znaczy:

W Delhi bylismy najktócej, 1 popołudnie, zwiedziliśy Najmniej, bo mieliśmy zwyczajnie pecha + chore przepisy..., nie mamy niemal zdjęć z Deli, znaczy Najmniej zdjęć, ale o tym nieco później, korki były Największe, powietrze Najgorsze, spaliny najtragiczniejsze, śmieci i brud Największe... jedzenie (obiad) i piwo Najdorższe, hotel Najgorszy  ze wszystkich naszych w Indiach (mimo, że ten miał teoretycznie 5*, ale był stary i śmierdziało pleśnią... a tego nie znosimy Diablo Kolejny hotel w Agrze 4* a następny w Jaipur 3,5*, jednak tamte były coraz fajniejsze i nauczylismy się, że kategorie *-gwiazdkowe w Indiach się nijak mają... Jak na początek wyjazdu to chyba dość sporo emocji, ale dokładnie to już opisuję...

Mika
Obrazek użytkownika Mika
Offline
Ostatnio: 4 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 19 mar 2014

Hej Makono Biggrin Zapraszam do lektury

z Indiami to jest jednak wyjątkowo, trzeba przyznać, jak chyba z żadnym innym krajem, każdy po prostu sam poczuje czy i w jakim momencie jest na to gotowy, ale gwarantuję, że nasz sposób na Indie jest naprawdę mało brutalny i dla tych jeszcze nie do końca przekonanych chyba dobry, a jako że Tam ogólnie jest bardzo tanio, to te "indie na bogato" tez wychodzą naprawdę przyzwoicie. Nigdzie indziej na swiecie nie stac by nas było na takie fajne hotele, niektóre naprawdę luksusowe i wypasione (te końcowe... szok, cudo!) a nie zrujnowalismy się przy tym.   

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 9 godzin 25 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Mika, piszesz tak ciekawie Preved ze z przyjemnoscią będę ci kibicować a może się i przekonam Crazy

No trip no life

Indy
Obrazek użytkownika Indy
Offline
Ostatnio: 2 lata 8 miesięcy temu
Rejestracja: 19 maj 2015

No, no... widzę, że Indusi wzbili się już na himalaje biurokracji. Sad

Jednak dobrze, że Was to nie znięchęciło, a wspomnienia z wyjazdu są takie, że chcecie zobaczyć więcej i więcej Indii. Ja się wygodnie moszczę na kanapie i czekam z niecierpliwścią na relację! 

Tym bardziej , że sama zapadłam na podobną chorobę. Początki mojego uczucia do Indii też nie były łatwe, a potem było tak, że po zrobieniu odrobiny północy Indii i Andamanów , po niecałych 3 miesiącach byłam z powrotem w Indiach, tym razu na południu, w Kerali właśnie. Boszsz.... smaki i zapachy śnią mi się do tej pory i nie zastąpią tego nawiększe nawet torby przywiezionych przypraw. A jeszcze ajuwerdyjskie SPA... mmmm.... Smile

Mika
Obrazek użytkownika Mika
Offline
Ostatnio: 4 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 19 mar 2014

Dzień 1. Delhi

Promocyjny przelot był do Mumbaju, zwanym Bombajem, około 6.00 rano. Dla mnie miasto koszmarne, ze zdjęć zaznaczam i nie chciałam się o tym przekonywać osobiście i nie wiem czy mam rację, ale nie mieliśmy najmniejszej ochoty ani czasu spędzać tam więcej niż to konieczne na przesiadkach, czyli nie opuszczalismy lotniska, czekając na samoloty.

Przelot do Delhi i wysiedlismy na lotnisku ok. godz.12.00.

Po wylądowaniu zarezerwowany busik już na nas czekał i od razu pojechalismy na zwiedzanie pięknej świątyni hinduistycznej Akshardham. Jest to nowiutka, dopiero 10 lat temu wybudowana olbrzymia budowla, otoczona pięknymi ogrodami.

Wyszukałam ją w necie już kilka lat temu i czekała sobie na odpowiednią okazję. Była to jedyna atrakcja, na której mi zależało żeby zobaczyć w Delhi. Byłam na nią niesamowicie nakręcona…

Przez cholerne korki przebijalismy się tam chyba z 1,5 godz. z lotniska. Jak próbowałam czasem otworzyć okno i zrobic zdjęcie, to uderzało w nas makabryczne powietrze… potworna mieszanka spalin, smrodku i gorąca… Tak więc przy zamkniętych oknach z nosami przy szybach oglądaliśmy brzydkie, brudne ulice miasta, niesamowity ruch, wiecznie trąbiących kierowców i spacerujące krowy Shok

Jak dotarlismy pod świątynię Akshardham to już było po 13.00, niesamowicie gorąco, my zmęczeni po przylocie, zmiana czasu, niedospani… ale byłam pełna energii i pełna oczekiwań!

Zaniepokoiło mnie to, co powiedział nam Pradeep - kierowca, nasz Anioł Stróż, że wewnątrz nie można robic zdjęć, żeby nie zabierać nawet z auta aparatów… Nie uwierzyłam… Dash 1  stwierdzilismy wszyscy zgodnie, że bez przesady, że przecież przemycimy aparaty, mamy torby, plecaki, kieszenie, że przecież niemożliwe, żeby nie można było robic zdjęć świątyni z zewnątrz, że pewnie chodzi o zakaz w środku budynku… no to najwyżej nie wszyscy na raz wejdziemy, ktoś ze sprzętem poczeka…

Nie posłuchaliśmy kierowcy, który nam powtarzał, żeby zostawić aparaty w samochodzie…

Wacko Jak to, myslałam??? Ja bez aparatu??? To tak jak bym tam w ogóle nie była… a zdjęcia??

No i oczywiście wzięłam. Dash 1 Wyszlismy z busa, umawiając się na końcu wielkiego parkingu, gdzie był plac dla większych samochodów.

Na wejściu ostrzeżenia, że nie wolno wnosić aparatów, telefonów i żadnych niebezpiecznych przedmiotów, noży itp…   Olaliśmy tablicę. Przeszukanie toreb… Udało się, nie zauważyli aparatu, który miałam pod wielką apaszką...

Idziemy w tłumie, ludzi tysiące… Kolejna kontrola. Informują o absolutnym zakazie robienia zdjęć i radzą, że jeśli mamy aparat, to należy się cofnąć do depozytu… No i tu się poddaliśmy… Stwierdziliśmy, że faktycznie świrują, że nie będziemy mogli nic tam zrobić jak wejdziemy za bramę, nawet żadnej fotki z zewnątrz… nie wierzę… przecież tyle zdjęć w necie??? O co chodzi??? Czy to jakiś obiekt militarny???  Do licha, już nie lubię tej świątyni i całych Indii, jestem na maksa zła i rozczarowana… już mi nawet zwisa całe to zwiedzanie…

Wracamy w nieziemskim upale do samochodu, idąc przez dłuuuugi parking… szukamy naszego busa… tyle podobnych, który nasz???

Michał po drodze zrywa klapek. Wiadomo, japonki jak się zerwą, to nie da się już iść w tym ani kroku, sama podeszwa… więc z jedną nogą bosą po rozgrzanym, brudnym  asfalcie biedny kuśtyka… Bomb

Odnaleźliśmy Pradeepa, śmieje się z nas, że nie zostawilismy aparatów, że mu nie wierzylismy. Michałowi wyjmujemy zapasowe klapki Pawła, na szczęście, mimo, że trochę za małe, daje radę chodzić. Oby dziś dał radę, może coś mu tu kupimy, bo nic innego oprócz pełnych butów nie mamy dla chłopaków… tylko klapki i jedne pełne, w których przyjechali.

Drugi atak na świątynię, ale jeszcze po drodze toalety… i oczywiście długie kolejki… kolejnie minuty lecą, a my coraz bardziej spoceni i zmęczeni.

Wchodzimy już cali mokrzy.... Kolejki do wejścia ogromne. Dla kobiet i mężczyzn  oddzielne… ups… dostrzegamy bramki kontrolne jak na lotnisku… O do diabła, przeszukują ludzi jak na lotnisku, dosłownie, kto „piszczy” na wejściu, to przechodzi „macanko”… i stąd oddzielne kolejki, żeby kobitki były macane też przez kobitki Crazy

I co się okazuje??? Oczywiście komórki, które mieli ze sobą wszyscy panowie… nie przeszły kontroli… wszystkie wyłapane Crazy

Po wejściu spotykam naszych chłopaków i dowiaduję się, że Jacek wziął wszyskie telefony i cofnął się do samochodu… ok., no to czekamy znowu w piekielnym upale…

Po chwili słyszę przeraźliwy krzyk Kasi „Monika!!, nie chcą mnie przepuscić!!!! Wracam do niej i okazuje się, że przyczepili się do małej buteleczki perfum i do nitki dentystycznej, którą miała w torebce… CO???? Nie wierzę… Crazy Kasia wkurzona na maxa, rzuca przekleństwami i woła, że musi się z tym cofnąć do depozytu, żebym powiedziała chłopakom, żeby zawołali jeszcze Jacka (jej męża), bo powiedziałam jej że on wraca z telefonami, chciała, żeby poczekał na nią… Ale my już wszyscy czekamy po drugiej stronie, już przeszukani, a Jacek poszedł jakąś chwilę temu i to, jak się dowiedziałam… nie do depozytu, tylko ponoć do samochodu…. No to pięknie…

Kasi już nie widzę..., Paweł własnie wychodzi z kontroli, zakłada pasek do spodni, jaja, jak na lotnisku... i już wszyscy oprócz Jacka i Kasi czekamy w tym gorącu szukając kawałka cienia… Crazy Przewiduję problem: Kasia ma iść do depozytu z "niebezpieczną" nitką i "zabójczymi" perfumami, a Jacek przecież do samochodu… Ona ma go szukać… w tym, tłumie... Kurczę, on nie wie, że Kasia cofnięta, a Kasie nie wie że Jacek idzie na parking… Ona będzie go szukała, no bez sensu… Zastanawiam się czy biec za Kasią, ale z Pawłem stwierdzamy, że ja sama może nie będę już się nigdzie oddalać, bo potem będą wszyscy na mnie czekać… W końcu przychodzą oboje… na szczęście Kasia zobaczyła Jacka jak szedł do samochodu i go dogoniła… Ufff… w końcu wchodzimy…

Dirol Hmmm.. Zwiedzanie… Już bylismy źle nastawieni, tak umęczeni i zniechęceni tym całym zamieszaniem z wielokrotnym wchodzeniem, że brakło nam dobrej energii do zwiedzania… Weszliśmy, popatrzylismy, zajrzeliśmy do środka, wyszliśmy i nawet do ogrodów się nie zapuścilismy…  byle szybko do cienia, do auta, do klimy… Pocieszałam się, że i tak zdjęć bym nie miała fajnych, że świątynia była pod słońce, że niebo szarawe… chyba przez smog, bo słońce i tak się przebijało, ale niebo mleczno-szaro-bure...

Mimo, że naprawdę świątynia ogromna (największa hinduistyczna na świecie! Wpisana do księgi Ginesa), ale za nowa, za równiutka, za czysta, za porządna, taka pod kancik, taka bez duszy, nie ma w niej klimatu i te tłumy ludzi… Paweł nawet zauważył, że poszczególne rzeźbione marmurowe elementy są przyczepiane klejem do reszty marmurowych kolumn czy ścian...… dosłownie widać było błyszczący wyciekający klej czasami… Tak to teraz się robi świątynie… Może nawet w Chinach częściowo zrobiona... hi hi hi Mosking

 Kiedyś bez kleju z jednego kawałka musieli wyrzeźbić cuda, a teraz pełna manufaktura… Jeden siedzi w warsztacie rzeźbi figurki pewnie jakimiś elektronarzedziami, a drugi je przykleja do słupów… a my się tym mamy zachwycać?? tak samo jak 1000‑letnimi zabytkami???? Tak więc jakiś niedosyt mielismy, a może nawet niesmak pozostał…

Zdjęć zero, mozna wygooglować "akshardham" Uprzedzam, fotki w necie nieco mogą mylić...

 Głodni, więc hasło lunch! Kierowca zawozi nas do knajpy dla turystów, takiej z jasnymi obrusami i samymi białasami w środku… Ceny szok! Jak w Polsce w hinduskiej, dania w przeliczeniu po 25-30zł… No nic, zostajemy, może się przynajmniej nie strujemy pierwszego dnia… Tak miało być… mamy chuchac dmuchac na siebie i na bezpieczeństwo, jak nigdy dotąd! To nie Tajlandia, Indonezja, czy Wietnam, że zjemy na ulicy… To są Indie! Czujność włączona i trudno, najwyżej będziemy tyle płacić…

To był nasz najwyższy rachunek za jedzenie w Indiach, jak się potem okazało… po prawie 200zł za rodzinę… o cholera, jak nie w Azji… no ale... przynajmniej jedzenie pyszne i bardzo jesteśmy najedzeni.

Mając nadzieję, że w kolejnych dniach będzie taniej opuszczamy knajpkę i ruszamy do drugiej świątyni.

Znowu korki, spaliny i długa przeprawa przez miasto… Jedziemy na drugą stronę świętej rzeki Jamuny. Wszyscy zasypiamy i nieprzytomni dojeżdżamy pod świątynię Lotosu – Lotus Temple, to tez nowa, wręcz nowoczesna świątynia w kształcie kwiatu lotosu. Jest to miejsce wszystkich religii świata czyli świątynia bahaistyczna. Każdy tam może się pomodlić po swojemu. Musi być super w środku! Podobno nie ma tam żadnych symboli religijnych, żadnych posągów, żeby każdy tam się czuł dobrze. To musi być naprawdę ciekawe miejsce… niestety nie było nam dane zobaczyć… Dash 1 Pokręcilismy się trochę po parku, znaczy po wysypisku smieci, na którym wypoczywali ludzie całymi rodzinami, nie moglismy zrozumieć, jak można w takim zaśmieconym miejscu sobie polegiwać… zaczepiały nas żebrzące dzieci, potykalismy się o dziurawe chodniki, o resztki krawęzników, przeskakiwaliśmy jakieś rynsztoki płynących brudów… i zanim znaleźliśmy odpowiednie wejście, to okazało się, że już zamkniete. Zwiedzanie do 17.30 a my byliśmy już ok 18.00.

Tak więc kolejne rozczarowanie w Delhi. Fota zza płotu i do hotelu, który  był niemal obok. No może z 1 km. Ale w korkach jechalismy tam ponad 30 min!!! Pieszo byłoby szybciej, ale mieliśmy tyle bagaży!!! W dodatku musielibyśmy przedrzeć się z tymi tobołami na drugą stronę ulicy – a to już nie było łatwe…

Na miejscu zostawilismy bagaże, oblukalismy pokój… hm… niestety śmierdzi pleśnią… niby 5* a wiele pozostawia do życzenia… Kiedyś może miał swoje dni świetności ale to musiało być bardzo dawno…

Jak się potem okazało, to ten 3* w Jaipurze był super, a ten w Agrze 4* też lepszy od tego 5* w Delhi… No cóż to zawsze ruletka…

Jedno o czym marzylismy teraz, to piwo, zimne piwo. Dzieci zostały na basenie hotelowym (mały i zimny) a my postanowiliśmy się wybrać na handlową część ulicy… ale piwa nie zdobylismy! Zero alkoholu! W sobotę ponoć nie kupi się alkoholu w sklepach Bomb

Szukaliśmy też japonek dla Michała… ale szok! Klapki, owszem są, ale nie gumowe… tylko… plastikowe! Z grubego, twardego plastiku!!! Po paru minutach miałby odbite i odparzone stopy! I wszystkie buty takie były!!! Jak ci Hindusi w tym chodzą???

Kasia szukała okularów przeciwsłonecznych dla Tomka, ale taka tandeta, że szok, krzywe, wiotkie, z jakimiś zadziorami na zausznikach, nie dało się tego nawet mierzyć, a co dopiero nosić!!!???

Wróciliśmy zniesmaczeni, jedynie z kilkoma butlami wody i colą dla chłopaków.

Piwo (najdroższe jakie w życiu pilismy) kupilismy w hotelowym barze! No bo jak tu pierwszego dnia, po tak męczącym dniu, po takim upale, zimnej pianki nie wypić i toastu nie wznieść… za bardziej udane kolejne dni, niż ten mało udany początek imprezy???!!!

Ceny wstępne + pierwszy dzień, po przeliczeniu na nasze: Music 2

przelot Bombaj - Delhi 230zł/os, linie Jet Connect (kupione przez bravofly) 

wynajęcie vana z kierowcą na 5 dni, 1000 km, (na 8 osób) 2.000zł całość (na osobę ok. 250zł). Zaliczka 10% reszta trzeciego dnia - kartą, w biurze, w Jaipur Biggrin

lunch w Delhi w restauracji dla białasów, takiej z obrusami białymi... najdroższy... wrrr Bomb ok. 180zł za 4 os (45zł na os) bez piwa!

wejście do Akshardham gratis

wejście do świątyni Lotosu?? nie wiemy, nie weszliśmy Bomb za późno było

piwo w hotelu 25zł/butelka... no coment Bomb

1 nocleg hotel Eros 5* pok. 2os 400 zł

Mika
Obrazek użytkownika Mika
Offline
Ostatnio: 4 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 19 mar 2014

Nelciu... kto wie... te relacje tutaj sa zaraźliwe i nie wiadomo w dodatku na jaką promocję się potem w necie trafi... a jak się to zbiegnie w czasie to... no wiadomo, jak to się kończy Biggrin

Indy, fajnie że ktoś wie choć trochę co czułam w Indiach, bo kolejne dni naprawdę są o wieeeele przyjemniejsze. A Indie się ponoć kocha albo nienawidzi, nie ma osób obojętnych! Coś w tym jest. Dla mnie zdecydowanie całość jest na wielki +

a teraz trochę fotek, zaznaczam, że z tego dnia mało... bo kto poczytał jak się poukładało, to wie dlaczego...

zdjęcia z parku pod świątynią Lotosu:

widzimy świątynię Lotosu z jednej strony... ale nie ma tu wejścia... ogrodzenie i trzeba iść z innej...

znowu przez park wracamy...

i tu sprzed bramy fotka... świątynia zamknięta

Mika
Obrazek użytkownika Mika
Offline
Ostatnio: 4 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 19 mar 2014

Dzień 2. Agra.

Wyjazd z hotelu po śniadanku i 4 godziny jazdy do Agry. Droga super! Cały czas autostrada, więc faktycznie w południe byliśmy na miejscu. Widoki po drodze marne. Mało egzotyczna roslinnoś, jak w Polsce w najbrzydszym rejonie kraju, mało lisciastych drzew trochę w tle...

Miasteczka po drodze, tuz przez Agrą  były ciekawsze Good

dojeżdżamy... to nasz tyle wyczekiwany bohater... ósmy Cud Świata...  

Niestety w samej Agrze korki nas dopadły. Jest niedziela i chyba całe Indie przyjechały zobaczyć Tadż Mahal, bo nie da się tu jeździć… Chyba dopiero koło 13.00 dotarlismy do kas.

Bilety… szok!!! Shok Shok Shok Lokalesi płacą 20 rupii (1,2 zł), a obcokrajowcy 750 rupii (45zł). Ale róznica!!!! Pierwszy raz coś takiego spotykamy…

Z parkingu trzeba się załapać na elektryczne samochody, które wożą turystów… Stoimy, czekamy grzecznie, a tu ciągle jakieś grupki Hindusów opanowują, w różnych miejscach, zatrzymujące się te pojazdy… Jak wyczailismy o co tu chodzi, że tu nie ma kultury stania w kolejce, to też stworzylismy nasz  „gang” i sprytnie napadliśmy na kolejny mały elektryczny pojazd, który podjechał i nie dalismy się tym razem nikomu podsiąść… a nie było to łatwe, bo musieliśmy sprawnie działać, żeby cała nasza ósemka wsiadła w jednym czasie. Tak więc udało się nam w końcu sprytnie dotrzeć pod samą bramę Preved

Wchodzimy, a tam setki tysięcy ludzi….. czarno... znaczy czarne... włosy, twarze i ciemne ubrania Hindusów... i kolorowo, bo cudne, kolorowe kobiece sari przebijały się w tych tłumach.... I w końcu przez ten tłum… ukazało się nam majestatyczne Tadż Mahal…

Z daleka, owszem,  robiło wrażenie… ale te przeogromne tłumy ludzi… psuły totalnie wszystko… To nasza absolutnie subiektywna opinia, ale wszyscy zgodnie przyznalismy, że gdyby nie ci ludzie, to by było tu fajnie.

Balismy się, że się tu zaraz pogubimy, że ktoś nas okradnie, że nie damy rady zrobić tu żadnego zdjęcia… bo jak???

Ustaliliśmy plan awaryjny, czyli jak  ktoś się zgubi to wszyscy się spotykamy o pełnych godzinach i o połówkach, pod bramą wejściową. Na szczęście potem jakoś było już lepiej. Nikt się nie odłączył, a tłum kawałek dalej był mniejszy, poczekalismy prawie „w kolejce” żeby zrobić sobie pierwsze zdjęcie z Tadz Mahal w tle… Potem już było nieco lepiej, bo z innych pukntów, mniej centralnych spokojnie można było znaleźć wolne placyki, żeby pstryknąć fotkę bez setek obcych  ludzi wokół.  

Mika
Obrazek użytkownika Mika
Offline
Ostatnio: 4 lata 7 miesięcy temu
Rejestracja: 19 mar 2014

Mnie i Kasi oczy z orbit wychodziły na widok tych kolorowych sari Hindusek... byłysmy nimi zachwycone!!!

Podchodząc pod mauzoleum ujrzeliśmy ogromną kolejkę, która oplatała grubo cały budynek, wiła się dosłownie na każdej ścianie i wchodziła po schodach… No nie… to do wejścia do środka??? Shok no way... Wacko mamy tu czekać.... to ze 2-3 godziny zejdzie... Wacko

Jakby tego było mało, to zrobiło się tak pochmurno i deszczowo i nawet parę kropli spadło, ale  postraszyło nas tylko, że myslelismy że niezła ulewa albo burza się nam wyszykuje… Ktos na szczęście nam podpowiedział, że jak mamy te drogie bilety, to nie musimy czekac w kolejce, że dla nas przywilej i boczne wejście, bez kolejek!!! Yes, Yes, Yes!!! Poszlismy więc do tego bocznego wejścia i faktycznie, weszlismy jak paniska, boczkiem, bez kolejki!

a tu czekający...

rzut oka w tył, na bramę wejściową

i wchodzimy do środka...

Na wejściu mundurowi z gwizdkami i non stop gwiżdżą, krzyczą, wrzeszcza dosłownie na ludzi, ci się tłoczą i przepychają… szok, jak na jakims bazarze, gwar, te gwizdki, przepychanie  i całe zamieszanie… Do licha, to jest TO słynne Taj Mahal?? To jest TEN słynny grobowiec/mauzoleum, które powinno być otoczone czcią, świętością i wymaganą ciszą?

.... Dash 1 O ciszy tylko przypominały tabliczki w jęz. angielskim… W środku ciemno, żadnego oświetlenia… z małych okienek marne światło dociera, półmrok... Ludzie tylko komórkami podświetlali sobie detale, ozdoby z kamieni szlachetnych na ścianach… Dlaczego tu nie ma swiatła??? Dlaczego to takie malutkie pomieszczenie…??? Obejście wokół grobu i już… wychodzimy... koniec! Finito!... Jak to??? Shok

Oj, żeby środek tego „cuda swiata” nas powalił na kolana, to nie powiem… mało tego… każdy z nas miał zmieszaną minę po wyjściu i kotoś z naszych rzucił hasło „… i to wszystko???” No własnie… gdybyśmy czekali parę godzin w tej kolejce i zobaczyli tylko tyle, to byśmy byli straszliwie źli na siebie… na szczęście weszliśmy bez żadnego czekania.

 

Nie wiem skąd tyle zamieszania wokół tego miejsca… Według mnie jest mocno przereklamowane, ale dla każdego to jednak takie „must see” i „być w Indiach i nie zobaczyć Tadz Mahal”? Tak więc każdy jedzie, ogląda i myślę że większość jest rozczarowana.

jeszcze chwilę kręcimy się po terenie

jeszce rodzinna foteczka, pamiątkowa, mniejszy tłum z tej strony, jak nie skorzystać...

i odjeżdżamy w kierunku Fortu Agra, ale o tym w następnym odcinku Biggrin

marylka80
Obrazek użytkownika marylka80
Offline
Ostatnio: 2 lata 5 dni temu
Rejestracja: 22 sty 2014

O matulu, jakie przygody mieliscie....tak to czasami jest z tymi najwiekszymi atrakcjami...no ale byliscie, zoabczyliscie, macie swoje zdanie i to najwazniejsze...

A te kolory mega!

Strony

Wyszukaj w trip4cheap