--------------------

____________________

 

 

 



Fotorelacja Jamajka 10.2010 ( Riu Club Negril )

43 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Wracamy do hotelu , Owen załączył nam kasetę z muzyką tym razem Shaggy , też fajny klimacik, jest kilka fajnych kawałków które pierwszy raz słyszę i zaraz wpadają w ucho do teraz ich szukam na you tube , aby sobie powspominać te klimaty z tej wycieczki. Bardzo fajny facio z tego Owena , kiedy tylko chcemy to się zatrzymuje, po drodze opowiada jakieś tam ciekawostki . Ponieważ rum już został cały opróżniony w drodze na wycieczkę więc Owen ma zabronione.. załączanie turbo..oraz wyprzedzanie na trzeciego? abym nie dostała herzklekotów?
Po drodze zatrzymujemy się w kilku malowniczych miejscach. Krajobrazy różniste ..raz podziwiamy kolonialne ogromne wille położone nad samym morzem, właścicielami tych posiadłości są handlarze marihuaną a raz malutkie kolorowe drewniane chatki na palach , które przypominają raczej chlewiki niż domy..

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Wracamy do hotelu , Owen załączył nam kasetę z muzyką tym razem ShaggyMusic 2 , też fajny klimacik, jest kilka fajnych kawałków które pierwszy raz słyszę i zaraz wpadają w ucho do teraz ich szukam na you tube , aby sobie powspominać te klimaty z tej wycieczki. Bardzo fajny facio z tego Owena , kiedy tylko chcemy to się zatrzymuje, po drodze opowiada jakieś tam ciekawostki . Ponieważ rum już został cały opróżniony w drodze na wycieczkę więc Owen ma zabronione.. załączanie turbo..oraz wyprzedzanie na trzeciego? abym nie dostała herzklekotów?
Po drodze zatrzymujemy się w kilku malowniczych miejscach. Krajobrazy różniste ..raz podziwiamy kolonialne ogromne wille położone nad samym morzem, właścicielami tych posiadłości są handlarze marihuaną a raz malutkie kolorowe drewniane chatki na palach , które przypominają raczej chlewiki niż domy..W pewnym momencie Ołen zatrzymuje się i zrywa przy drodze z ogrodu jakieś liściaste gałęzie , daje nam i mówi że to jest old spice..czy jakoś tak.. kurde o co mu chodzi.. nie bardzo kumamy, taka nazwa to mi się kojarzy tylko z męskimi dezodorantami sprzed lat.. jak tylko wąchamy krzaczka to okazuje się że jest to liść laurowy, a jaki ma intensywny zapach !!! szok, kupuje też przy drodze na straganie limonki , za cały worek 1 kg , płaci 1 $ , jak one pachną takie świeże ,szkoda że u nas nie rosną w ogrodach limonki które uwielbiam , zwłaszcza w drinkach , a byłyby zawsze świeże na wyciągniecie ręki i bez konserwantów i tych chemikaliów.. którymi są opryskiwane i sprzedawane w polskich marketach . Liście laurowe zabieramy ze sobą w celu ususzenia na balkonie i planuję je przywieźć do Polski, będą idealne do bigosu .. ale jak się ususzyły i miałam je spakować to stwierdziliśmy że jednak ich nie pakujemy bo się boję że jak na lotnisku przy odprawie zobaczą jakieś liściaste krzaczory .. w bagażu, to zaczną trzepać w walizkach i zabiorą przy okazji moje zapasy rumu..
Docieramy do hotelu o godzinie 16.30 ,żegnamy się z Owenem i umawiamy na kolejną wycieczkę ale dopiero jak przyleci na Jamajkę  forumowicz Ufoludor..
Po wycieczce idziemy z Misiem prosto do baru w lobby, nadrobić zaległości %.. a wieczorem mamy zapisaną restaurację a la carte tj Grill/Steakhouse . Ta restauracja to po prostu Shadow czyli tam gdzie codziennie jadamy obiady przy plaży a wieczorem zmieniają tylko obrusy , ładniejsze naczynia i już mamy restaurację tematyczną..hehe..
I tutaj jemy zupy cebulowe z grzankami zapieczonymi z serem, zupa dobra ale trochę lurowata..osobiście robię w domu zdecydowanie smaczniejsze-) Tak czy siak..i tak zjemy wszystko co by nam podali ..bo apetyty nam dopisują tego wieczora bo sporo podrinkowaliśmy po wycieczce i to na pusty żołądek..,z reguły jak tak więcej podrinkujemy to nasze kubki smakowe są mega pobudzone..hehe..
Przekąski mamy do dyspozycji w bufecie , bardzo smaczne tam jest jedzenie, zwłaszcza duży wybór sałatek, ale takich konkretnych i sytych , bo liściastych, sałatowych... nie jadam.
Robert nakłada znowu mnóstwo łososia, serów pleśniowych, i krewetek których nauczył się jeść w Tajlandii, a wcześniej na nie kręcił nosem tak jak ja, hehe.. zamawiamy dania główne ja zamawiam grillowany kociołek.. przeróżnych mięs, Roberto  steka z grilla z wołowiny . 
Dostaję w tym kociołku grillowaną pierś z kurczaka, steka z wołowiny, kiełbasy w smaku jak nasza śląska.., grillowane kolby kukurydzy, krewetki , ziemniaki z grilla w skorupkach w sosie czosnkowym, palce lizać ! miś.. zazdrości mi mojego kociołka i stwierdza że za dwa dni znowu tu przyjdziemy i zamówi sobie to danie..hehe..na pocieszenie dostaje z mojego talerza grillowane krewetki-) Pleasantry

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Następnego dnia spędzamy czas przy basenie, a to dlatego że fajna muza regae leci przy basenach i zabawne konkursy , bardzo lubię spędzać czas, zwłaszcza pod koniec dnia na tarasie który jest wysunięty nad basenem głównym , kiedy słonko pod koniec dnia już powoli zachodzi to jest jedyne jeszcze słoneczne miejsce .. hehe ..także ja korzystam z słonka maksymalnie i do samego końca, do ostatniego promyka ! w dosłownym tego słowa znaczeniu. W barze obok tarasu są bardzo sympatyczni barmani i robią drineczki naprawdę super ! bo przy plaży nie każdy barman zna dobre proporcje.
Na plaży nie ma głośników , to też nie ma muzyki codziennie , jedynie od czasu do czasu jest jakiś aerobik na plaży to wtedy leci muza . Fajne jest to, iż około 3 razy w tygodniu są organizowane w ciągu dnia beach party. Wtedy sprzedawcy rozciągają na plaży swoje stragany z kolorowymi duperelami, jest też kapela która gra na takich stalowych bębnach , są też pokazy tańców, no i grill . Tego dnia na plaży grillują szaszłyki z kurczaka, krewetki, z pysznymi ostrymi sosami, są tez szaszłyki z owoców, kolorowe koktajle itp. Jest tez kilka konkursów, tj . łowienie na wędkę.. rumu , rzucanie krążkiem na butelki ustawione na piasku , gra w strzałki , itp. Nawet udało nam się w tym dniu wygrać 2 butelki rumu, choć nie za pierwszym razem, bo to człowiek już popołudniu ma zachwianą koncentrację hehe..
Także cały dzień spędzamy tak jak lubimy na zabawie , opalaniu, drinkowaniu ...

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Następnego dnia od samego rana opalamy się na plaży ,podchodzą do nas Kaśka i Miro uświadamiają nas że dzisiaj czwartek a w każdy czwartek o godzinie 10.00 biuro TUI organizuje za free 1 godzinną wycieczkę objazdową po całym Negril i opowiadają o najciekawszych miejscach w okolicy , Kasia i Miro już na tej wycieczce byli zaraz po przylocie, a my nigdy nie chodzimy na spotkania z rezydentami także nawet o tym nie wiedzieliśmy . Także pędzimy wszyscy z plaży szybciutko do pokoju wrzucić na siebie jakieś ubrania i bierzemy aparat i biegniemy wszyscy do lobby, na szczęście autokar jeszcze nie odjechał.
Jedziemy do centrum Negril rezydentka pokazuje po drodze knajpki i bary gdzie wieczorami są imprezy na żywo na plaży, pokazuje nam gdzie można zrobić zakupy ,to miejsce jest to dokładnie naprzeciwko hotelu Legends , jest to kilkanaście sklepików duty free ze stałymi cenami , więc nie trzeba się targować. Ustalamy z misiem że następnego dnia przyjedziemy tam na zakupy a potem cały dzień spędzimy na plaży Seven Miles, i będziemy cieszyć oczy lazurem morza karaibskiego.
Jedziemy dalej na południe Negril w stronę kawiarni Rick?s cafe., widzimy bardzo ładne widoki po drodze pojawia się wybrzeże klifowe, widzimy sporo chropowatych skał oraz dziewiczych plaż połączonych z krystalicznie czystą głęboką wodą. Po drodze mijamy
Rick's Cafe , tam można obejrzeć skałę skoczków. Bardzo popularne jest również oglądanie w niej zachodów słońca, które podobno są jednymi z najlepszych na świecie. Ale o tym napiszę później , bo tam byliśmy z Ufoludorem.. ostatniego dnia pobytu.
Jedziemy dalej w kierunku West End - po drodze mijamy mnóstwo fajnych i uroczych barów i restauracji oraz kwater prywatnych, często posiadających prywatne zejście do morza. Autokar dociera do West End, znajduje się tam latarnia morska ,my idziemy podziwiać panoramę , morze w tym miejscu jest bardzo głębokie ale zarazem bardzo klarowne i czyste, widać co najmniej na kilka metrów w dno morza, a kolorki w tym miejscu cudowne ! wogóle zabudowa w tej okolicy na tych klifach przeurocza.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Robimy kilka zdjęć panoramy i wracamy do hotelu, ale po drodze mamy jeszcze przygody..hehe? Nasz autobus po drodze rozwozi gości TUI  po różnych hotelach ,także ok. 2-3 km przed naszym Riu ,autokar skręca do hotelu Couples Negril ,jadący busik  z naprzeciwka chyba nie widzi że skręcamy w lewo i  z ogromną prędkością uderza w nasz autobus, a że ruch lewostronny to siła uderzenia jest duża  u nas słychać tylko huk uderzenia , tamten van obraca się się wokoło i ląduje przy bramie wjazdowej do hotelu, masakra , cały bok wgnieciony , ludzie nie mogą się wydostać z tego vana , bo drzwi całe wgniecione , Jamajczycy kręcący się obok wypadku  w ogóle nie reagują , nawet nie podbiegają z pomocą a to przecież ich czarni bracia? mnie momentalnie robi się niedobrze.. na ten widok, jestem tak miękka.. ze zawsze mdleję na widok krwi ,  ja też nie umiem udzielić pomocy, nawet jak mojemu misiowi w domu coś się działo i krew się lała  to zemdlałam niż opatrywałam ..jest to straszne ! ale nawet z wiekiem.. nie przechodzi !
Po czasie ochroniarze z hotelu Couples Negril i kilku niemców z naszego autokaru pobiegło udzielić pomocy, jak wyciągnęli  dziewczynkę i zobaczyłam ten zakrwawiony mundurek to już ani minuty nie chciałam tam być, mówię  Misiowi że idę w w kierunku plaży i plażą pieszo dojdę do naszego hotelu, nie mam zamiaru tam mdleć ..i czekać godzinami na policję aby spisali protokoły,  kiedy taka ładna pogoda .
Jak Niemcy z autobusu zobaczyli że my się kierujemy w głąb tego hotelu i nie czekamy na nowy autokar ruszyli za nami, mnie te dróżki hotelowe nie są obce znam drogę na plaże i wiem jak dojść, bo przecież tyle lat wertuję setki zdjęć i filmików z przeróżnych hoteli zwłaszcza z wymarzonej Jamajki , że czasami się czuję jakbym już tam była hehe?
Kiedy ochroniarz zobaczył jak wszyscy idą do środka zaraz nas zatrzymał, gdzieś tam podzwonił i poszedł z nami jako nasz przewodnik.. hotelowy , odprowadził nas na samą plażę.  Także wróciliśmy do hotelu ale brzegiem . Miro i Kaśka mówią ze już z nami nie chcą jeździć na wycieczki po przynosimy pecha.. bo opowiadałam im że w Tajlandii ostatniego dnia pobytu tez mieliśmy wypadek w drodze na lotnisko i ledwo zdążyliśmy na samolot,
tylko poważniejszy  niż teraz..

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Następnego dnia jedziemy z Kaśką i Miro  do centrum Negril na zakupy ,  taksówkarz zatrzymuje się  w okolicy hotelu( dokładnie na przeciwko ) ?Legends? gdzie jest centrum sklepów ?duty free? i tam najlepiej zrobić zakupy.  W tym centrum jest kilkanaście sklepików  z przeróżnym pamiątkami, prawie wszędzie ceny są już na towarach , ale można jeszcze co nieco potargować .. szkoda tylko że większość pamiątek  jest zrobiona w Chinach ..a nie na Jamajce..hehe..-)
Warto przejść się po wszystkich butikach bo w każdym ceny są  inne, a im dalej od wejścia tym taniej-)
Roberto kupuje 2 szt.  t-shirtów w barwach Jamajki po 10 $ za 1szt.
Kilka małych butelek rumu Appleton special cena  3,99 $ za szt, natomiast duży rum Appleton Estate 1 litr kosztuje   10 $.
Obowiązkowo kupujemy też 2 szt . kawy Blue Mountains- to bardzo  ekskluzywna jamajska  kawa,  zaczęto ją uprawiać w Górach Błękitnych a następnie eksportować.
W pierwszej połowie XIX wieku Jamajka była największym producentem kawy na świecie.
Cena najmniejszego opakowania tej kawy jamajskiej to 5 $ za malutką paczuszkę.

Kupujemy również : 2 bransoletki w barwach flagi jamajskiej,  po 2 $ za sztukę, w hotelu ta sama kosztowała 13-15 $-) z tym że nie polecam kolorowych  bransoletek drewnianych z takich kuleczek.. bo strasznie pofarbowały mi ręce..jak się potem okazało.
Kupujemy również taką zabawną figurkę jamajczyka ..z jointem ..w ustach i   bananem ..na swojego fiuciku ..za 8$.
Torby plażowe, biorę  3szt , cena  6,99 $ za szt. oraz 1 torbę plażową ale taką większą  10 $.
Przymierzam czapki, berety  jamajskie z dredami  i kupujemy 2 szt. po 12 $ za sztukę.
Kartki i znaczki pocztowe, kartki po 0,50 $ , natomiast znaczek 1$ , wysłaliśmy 15 sztuk ale do teraz.. żadna kartka jeszcze nie trafiła do odbiorców  hehe?
Magnez na lodówkę taki fajny, kolorowy  i zabawny rasta za 3 $ i maskotkę rasta  dla naszej chrześnicy za 5$


Chciałam jeszcze zakupić duże ręczniki plażowe z Bobem.. , za 25 $ .za 3 sztuki, ale przekroczyłabym limit bagażu, także odpuszczam.
Po zakupach obładowani jak wielbłądy.. idziemy na druga stronę ulicy  i wchodzimy na plażę , tam spędzamy calutki  dzień spacerując po plaży seven miles, podziwiając niesamowity lazur morza karaibskiego. Zakupy mamy ciężkie( zwłaszcza te  kilka butelek rumu) ale co tam ..dla takich widoków i atmosfery  mogę się męczyć ..i tarmosić na plecach  te ciężary.., wiem że ten rum w plecaku  jest na wagę złota.. w takie mroźne zimowe dni jak mamy  teraz..
Kolejne dni spędzamy w hotelu na totalnym nic nie robieniu..i spacerach plażą wzdłuż zatoki Bloody Bay.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Roberto w tych dniach obchodzi też swoje urodziny i tym razem impreza  trwa aż  dwa dni, bo najpierw świętujemy imprezę  czasu polskiego a potem jamajskiego hehe.. tego dnia trochę zabalowaliśmy sącząc drinki a naszym ulubionym tarasie słonecznym  nad basenem , hehe.., wracamy w doskonałych humorach , na plaży robię mojemu kochanemu misiowi kilka zdjęć przy zachodzie słońca i wracamy  do pokoju, Miś jest pod prysznicem a ja na balkonie , po chwili  pod  balkonem słyszę hotelowych muzykantów ..którzy grają i śpiewają  najsłynniejsze utwory Boba Marleya , wychodzę na balkon i mówię do nich aby zagrali Happy Birthday dla mojego Misia z okazji jego 34 urodzin , następnie zrzucam im zawartość % naszej lodówki tj. wszystkie piwa, aby im się dobrze śpiewało ,  po chwili   słyszymy    utwór ? ONE LOVE?  wtedy mój Misio wymiękł  ..i ten kawałek przetańczyliśmy na balkonie   hehe.. ależ  było wesoło , chciałabym aby ta chwila trwała wiecznie!  tańczymy kiedy po chwili słyszymy życzenia urodzinowe po polsku ale od sąsiadki z balkonu obok .. okazało się że obok nas mieszka dziewczyna która wyjechała kilkanaście lat temu polski i teraz mieszka  w Kanadzie, przyjechała tu na wakacje ze swoim chłopakiem który pochodzi właśnie z Jamajki i mamy niesamowity zbieg okoliczności , ten jej chłopak tego dnia też miał urodziny!! hehe.. ,i znowu nasza kapela  śpiewa  Happy Birthday, w tym czasie my z Misiem , zabieramy 5 $ i schodzimy do ogrodu ,przywitać się z naszą kapelą i podziękować za te kilka kawałków utworów mojego idola, chociaż  prosimy jeszcze o ?Stir it up? i Africa United? ale nie potrafią nam zaśpiewać ?ale zaśpiewali za to? Is this love? i ? No Women No Cry? . Wieczorem  na kolację tego dnia idziemy z Miro i Kaśką  do restauracji brazylijskiej,  te grilowane  mięska nam tam bardzo zasmakowały. Wieczór spędzamy przy arenie  wsłu****ąc się w muzykę regae  na ?żywo? naszego hotelowego rasta, ma on niesamowity głos, cudownie śpiewa , a utwór Boba pt? Positive? w jego wydaniu to po prostu coś niesamowitego!!! 

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Wreszcie doczekaliśmy się niedzieli 31.10. tego dnia przylatuje do raju ..? Ufoludor? czyli Jarek z Anetką.  Ustalamy z Robertem  że drinkujemy tego dnia tylko do godziny 13.00 !! aby potem wyglądać jako.. tako..kiedy  ich wieczorem poznamy. Ale oczywiście znowu drinusie.. smakują wyśmienicie na plaży , w dodatku poznajemy na plaży  jeszcze kilka osób z Polski , ale mieszkających i pracujących  w Anglii, Czechach, Chicago,  i cały dzionek imprezujemy na plaży,

popołudniu  nadchodzi ulewa i impreza przenosi się do pokoju Miro i Kaśki, bo mają pokój najbliżej plaży ?ja w tym dniu miałam na głowie tą  chustę jamajską i podczas ulewy i ucieczki z plaży do pokoju zafarbowała mi w barwach jamajskich czoło.., także kolejna tandeta.. podejrzewam że też chińska.. bransoleta odbarwiła mi ręce na zielono, chusta zafarbowała czoło, a Anetce jamajskie japonki  zafarbowały stopy na zielono? także te pamiątki co niektóre.. to niezły kicz?-)
Nadchodzi godzina 18.00 ruszamy z naszego hotelu do Riu Palace na powitanie Jarka i Anetki , akurat jak dotarliśmy do Tropicala  to spotkaliśmy ich już w lobby jeszcze z walizkami  , ale witamy się  serdecznie jakbyśmy się znali latami,  a przecież poznaliśmy się zaledwie  kilka dni wcześniej na tym forum , już po chwili okazuje się że to bardzo fajni , sympatyczni i mega weseli i optymistycznie nastawieni do życia ludzie. Jarek ciągle się śmieje, nigdy nie widziałam go smutnego, na twarzy banan jest non stop!!!! To jest szalony UFOLUDOR ! Nawet po tak męczącej podróży! ciągle się uśmiecha , ! to jest niesamowite, nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z takim.. crazy gościem ..  Idziemy szukać ich pokoju , mój Roberto przez te imprezy popołudniowe  nie jest w najlepszej formie..-) ale maszeruje z walizką Anetki  bez problemu,  a to dlatego że ma jęzor do kolan.. w głowie ma już wizję .. zimnego browara ? red stripe? z lodóweczki Ufoludora. Całą drogę kiedy szliśmy do palace opowiadał że go suszy ..i musi się poratować zimnym Red stripem .. . Bo u nas w Riu Club Negril jest  piwko-D ? Real Rock? w lodówkach, jakieś takie słabe.. a w Riu Tropical Bay  jest piwo typowo jamajskie>< w takiej śmiesznej butelce jakby po syropie na kaszel.. docieramy do pokoju jest bardzo elegancki, łóżko bardzoo szerokie,  w rogu kanapa , u nas krzesła, łazienka bardziej elegancka, na balkonie leżaczki i mają piękny widok na morze bardzo dobra lokalizacja, ale nie pamiętam ich numeru pokoju.  Potem w lobby pijemy jeszcze kilka drineczków i czekamy na spotkanie z Owenem aby omówić szczegóły wycieczki na następny dzień tj.  rafting rzeką Martha Brae i odwiedziny domu rodzinnego Boba Marley-a.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 1 rok 9 miesięcy temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Nasz kierowca Owen podjeżdża punktualnie pod lobby , to jest jednak niesamowity gość, ?Ufoludor ? do niego zadzwonił jak siedzieliśmy w lobby i spytał się czy może teraz podjechać do nas i spotkać się z nami  w lobby, aby porozmawiać  o wycieczce  i jak zwykle było NO PROBLEM !


Ustalamy z Owenem że jutro czyli 1 listopada przyjedzie po nas do lobby zaraz po śniadaniu o godzinie 7.30 i ruszamy na wycieczkę. Tego wieczoru zawozi jeszcze naszą czwórkę do naszego hotelu na kolację bo my nie możemy korzystać z restauracji Riu palace tropical bay.
Po kolacji idziemy wszyscy  na plażę bo jest beach party, pijemy jeszcze  kilka drineczków na dobranoc i szybko idziemy spać aby rano być w formie, bo ta wycieczka dla mnie jest najważniejsza z wszystkich ! Od czasu jak się nakręciłam parę lat temu na Jamajkę to już wtedy oglądałam capitana crazy w Nine Miles i koniecznie chciałam go poznać, zobaczyć okolice gdzie spędził dzieciństwo mój kochany idol Bob,   hehe.. nawet naszego  kota.. w domu  nazwaliśmy parę lat temu  Bobi.. na cześć ..Boba ..hehe..

1 listopada  - raniutko przygotowujemy w pokoju nasze mikstury..% mieszamy rum z colą , wódkę z colą i pakujemy do plecaków moją tzw ?melisę? ?.-)))na jamajskie drogi..
Idziemy na śniadanie i potem do lobby gdzie czeka już na nas Owen.

Jedziemy do palace po Anetkę i Jarka i ruszamy! Czeka nas droga w jedną stronę, około 3,5 godziny. Jedziemy w stronę Montego Bay , po drodze mijamy miejscowość Lucea gdzie jest hotel Grand Palladium Lady Hamilton Resort & Spa . Hotel jest ogromny !, ale mnie osobiście się ten rejon nie podoba, jakoś tam tak mniej wakacyjnie..Jedziemy dalej mijamy  tętniące życiem miasteczka, gdzie w lokalnych barach i restauracjach słychać dźwięki muzyki reggae, popija się rum  pali cygara oraz marihuanę... Po drodze nawet widać od czasu do czasu Jamajczyków jak sobie siedzą beztrosko przed domem czy też jadą drogą   na motorku, rowerze, , nie przejmują się życiem, tylko palą beztrosko trawkę.... hehe..którą zbierają ze swoich plantacji, które mają poukrywane w dżungli, czy też ogródkach przydomowych , Na Jamajce marihuana jest nielegalna ale dowiedzieliśmy się  że pali ją 80 % mężczyzn i połowa kobiet .
Droga na razie jest okej , w drugą stronę jak jechaliśmy w kierunku Black River była znacznie w gorszym stanie ! ale i tak Owen ma zakaz włączania turbo? więc droga się nam dłuży . Docieramy wreszcie  do Montego  stoimy pół godziny w korkach w centrum, potem mijamy mnóstwo knajpek, hoteli w samym  centrum Montego bay, ale mi się nie podoba ta zabudowa.. niektóre hotele przypominają chyba lata 70-te , dopiero im dalej od centrum miasta to pojawiają się fajniejsze resorty typu Iberostar Rose Hall Beach.  Podjeżdżamy na stację benzynową a tam obsługa jest ubrana w takie fajne kolorowe karaibskie  koszule  ,fajnie to wyglądało,  tankujemy obok hotelu Riu Montego Bay,  ustalamy z Owenem że w drodze powrotnej przyjedziemy tam na obiad i zarazem zwiedzić hotel który tez mogliśmy trafić na tej naszej ruletce riu.. Jedziemy dalej autostradą dwu pasmową   po drodze po lewej stronie ciągle  jedziemy wzdłuż morza  gdzie od czasu do czasu wypatruję lazurku ..morza karaibskiego od którego jestem chyba uzależniona -) a po prawej  stronie autostrady jest pięknie zielono i górzyście.
Po chwili robimy przerwę zatrzymujemy się w takim fajnym miejscu widokowym, ale nie mam pojęcia jakiej miejscowości to było..robimy kilka zdjęć, Anetka przy okazji robi zakupy jamajskich pamiątek przy autostradzie . Zjeżdżamy z autostrady i teraz jedziemy poprzez wzgórza pokryte bujną roślinnością,  przepiękne widoki ,   tak bardzo zielono dookoła ,  mijamy jamajskie wioski, plantacje,  co chwilę widać przy drodze  Rastafarian którzy żyją w górach, ich ideą jest właśnie  żyć jak najbliżej natury i jak najdalej od cywilizacji..,  są zwolennikami tylko  medycyny naturalnej , palą marihuanę ponieważ  myślą że to święte.. ziele jest naturalne oraz  oczyszcza ciało i umysł oraz  przybliża do Jah.. Nie strzygą włosów , nie golą się, dlatego co poniektórzy mają dredy do kolan...hehe..
Bob Marley też był zwolennikiem medycyny naturalnej  i  przekonania religijne sprawiły, że  pomimo kontuzji nogi którą odniósł podczas gry w piłkę , nie chciał zgodzić się na amputację zakażonego palca u nogi  , uważał że amputacja nogi jest grzechem i dlatego rana  ta nie została do końca wyleczona i w późniejszym czasie wykryto nowotwór skóry, potem  pojawiły się przerzuty na inne organy, i to było przyczyną śmierci Boba Marley-a, choć wiele osób myśli że przyczyną śmierci było nadmierne używanie marihuany ..

Jedziemy a droga robi się coraz  bardzo wąska , że czasem nie potrafią się minąć dwa auta  toteż co chwilkę zjeżdżamy na pobocze, a  ja  tam coraz częściej zaglądam do mojej melisy w plecaku .. i nie mogę doczekać się kiedy dojedziemy do wioski Nine Mile

Strony

Wyszukaj w trip4cheap