--------------------

____________________

 

 

 



Wycieczka do Parków Prowincjonalnych oraz Pobyt na Tajemniczym jeziorze Matinenda Lake i na wyspie Manitoulin Island. 2013 rok

21 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
Jacek_1000
Obrazek użytkownika Jacek_1000
Offline
Ostatnio: 2 dni 7 godzin temu
Rejestracja: 24 paź 2022
Wycieczka do Parków Prowincjonalnych oraz Pobyt na Tajemniczym jeziorze Matinenda Lake i na wyspie Manitoulin Island. 2013 rok

Wyjazd z Toronto i biwakowanie w parku Chutes Provincial Park

*

 

 

Nasza trasa z Toronto do parków Chutes i Matinenda, do Elliot Lake i parku Missisagi, na wyspę Manitoulin Island, do parku Oastler Lake i z powrotem do Toronto

*

Podczas naszych wycieczek w ostatnich pięciu latach praktycznie odwiedziliśmy prawie każdy park prowincjonalny w okolicach znajdujących się stosunkowo blisko Toronto (5 godzin jazdy samochodem) nadający się do biwakowania i pływania na kanu, jak też niejednokrotnie powracaliśmy do tych samych miejsc. Oczywiście, nie znaczy to, że zaczyna nam brakować miejsc do wyjazdów: Ontario posiada tysiące jezior i rzek, aczkolwiek wiele z nich znajduje się daleko od Toronto, są jedynie dostępne mocnymi samochodami terenowymi lub samolotami, są bardzo odizolowane i często pływanie po nich na kanu wymaga dużo długich i żmudnych portaży. Po dokładnym przejrzeniu mapy Ontario, zauważyłem dość nowy park o nazwie Matinenda Provincial Park, położony 15 km na północ od miasta Blind River. Park ten, o powierzchni 29,417 hektarów, założony w 2003 r., oferuje wiele możliwości wypoczynku: wędkowanie, polowanie, biwakowanie, pływanie na łódkach i kanu, piesze wędrówki, pływanie, a zimą również jazdę na skuterach śnieżnych. Ponieważ w obecnej chwili park nie posiada żadnej infrastruktury (jedynie dzikie miejsca biwakowe), nie są wymagane żadne opłaty. Jezioro Matinenda jest największym jeziorem w parku. W celu uzyskania dodatkowych informacji skontaktowałem się z Ontario Parks i otrzymałem kilka wiadomości email od Tamary Flannigan, kierowniczki parków Missisagi & Spanish River. Park wydawał się zachęcający oraz dość odizolowany; ponieważ Catherine nigdy przedtem nie odwiedzała tej okolicy, postanowiliśmy się tak wybrać.

*

 

W parku Chutes Provincial Park, koło wodospadów

*

Z Toronto wyjechaliśmy rankiem 15 lipca 2013 r. autostradą nr. 400. Było niezmiernie gorąco i parno, kilka razy zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek, zrobiliśmy też zakupy w mieście Parry Sound, wpadliśmy na kawę na obrzeżach miasta Sudbury i dotarliśmy do małego miasteczka Massey, koło którego znajdował się park Chutes Provincial Park. W nim zamierzaliśmy spędzić pierwszą noc, jako że jechanie non-stop do parku Matinenda i następnie kilkugodzinne wiosłowanie do miejsca biwakowego byłoby zbyt wyczerpujące.

*

 

Nasze pierwsze miejsce biwakowe nr 95 w parku Chutes Provincial Park. Biwakowałem na nim ponownie w sierpniu 2022 roku i zabrałem to zdjęcie, aby porównać obecny stan. Byłem trochę zaszokowany, bo wiele z widocznych na nim drzew zostało wyciętych (?) i ledwie można było go poznać.

*

Park Chutes bierze swoją nazwę z ‘log chutes’, ślizgów/zjeżdżalni, które swego czasu służyły do transportu kłód drzewnych dookoła wodospadów czy bystrzy w czasach, gdy rzekami spławiano kłody drzewne. Otrzymaliśmy miejsce nr. 95, polecone przez pracowników parku, vis-a-vis malowniczych wodospadów i bystrzyn i byliśmy z niego zadowoleni. Niedaleko przebiegał szlak pieszy, ale mieliśmy jedynie czas na zejście do wodospadów. Potem rozpaliłem ognisko i wrzuciliśmy na grilla steki; w tym samym momencie pojawiły się roje komarów, atakując nas niemiłosiernie. Ledwie udało się nam zjeść kolację i wypić zimne piwo i szybko udaliśmy się do namiotu, zasypiając przy kojącym szumie wodospadów.

*

Chociaż to była nasza pierwsze wizyta w tym parku, to jednak nie ostatnia—wielokrotnie się w nim w późniejszych latach zatrzymywaliśmy i mamy z niego wspaniałe wspomnienia! Zazwyczaj jadąc samochodem do Minneapolis (ok. 1700 km), trzy noce spędzam na biwakowanie—i to jest mój pierwszy i jedyny biwak w Kanadzie.

*

Lokacja parku Chutes Provincial Park:

46°13'29.2"N 82°04'27.9"W

46.224777, -82.074425

*

 

Koniec części pierwszej. Ciąg dalszy nastąpi...

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 2 godziny 20 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Zaypiać przy szumie wodospadu to musi byc wspaniałe przeżycie .

Ciekawa jestem porównawczej fotki z wyciętymi drzewami, to pewnie był dla ciebie trochę smutny widok ?

No trip no life

Jacek_1000
Obrazek użytkownika Jacek_1000
Offline
Ostatnio: 2 dni 7 godzin temu
Rejestracja: 24 paź 2022

Nel: to jest najlepsze miejsce w tym parku, jeżeli chcesz posłuchać szumu wodospadu. Zresztą po przyjeździe i rozbiciu namiotu zawsze szybciutku schodzę do wodospadów, gdzie "odkryłem" naturalny, wydrążony w skale "fotel", siadam w nim i zaczynam czytać książkę--a po kilkunastu minutach zazwyczaj zasypiam!

*

Sporo tych mniejszych drzew zniknęło, nie mam pojęcia dlaczego-faktycznie, trochę smutno. W niektórych parkach wycięto ogromną ilość drzew z powodu chorób i pojawiających się inwazyjnych owadów--dla wielu stałych turystów było to szokujące, parki były nie do poznania.

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 9 godzin 35 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Nazwę parku można też powiązać z francuskim słowem "chutes" oznaczającym "wodospady"...

Jacek_1000
Obrazek użytkownika Jacek_1000
Offline
Ostatnio: 2 dni 7 godzin temu
Rejestracja: 24 paź 2022

achernar51swiat: To prawda, tym bardziej, że poza tym "głównym" wodospadem, na rzece są różne bystrza i kaskady (Seven Sisters Rapids). W 2022 i w 2018 roku dwie osoby się tam utopiły, zapewne niespodziewanie wciągnięte przez wartką wodę. Dopiero za wodospadami znajduje się piaszczysta plaża i bezpieczne miejsce do pływania.

Samo słowo "chutes" czy "chute" ma sporo znaczeń. "Log chutes", czy też "Timber slides", były często stosowane w Kanadzie do spławiania kłód poprzez wodospady i bystrza, bo inaczej zostałyby połamane i stworzyłyby się zatory. Dlatego często budowano tamy, aby podwyższyć poziom wody i ułatwić transport kłód. Obecnie w Ontario można zobaczyć tylko jedną działającą "log chute" w muzeum, bo już nie są używane od ponad 100 lat. 

 
achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 9 godzin 35 minut temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Jacek_1000 :

achernar51swiat: To prawda, tym bardziej, że poza tym "głównym" wodospadem, na rzece są różne bystrza i kaskady (Seven Sisters Rapids). W 2022 i w 2018 roku dwie osoby się tam utopiły, zapewne niespodziewanie wciągnięte przez wartką wodę. Dopiero za wodospadami znajduje się piaszczysta plaża i bezpieczne miejsce do pływania.

Samo słowo "chutes" czy "chute" ma sporo znaczeń. "Log chutes", czy też "Timber slides", były często stosowane w Kanadzie do spławiania kłód poprzez wodospady i bystrza, bo inaczej zostałyby połamane i stworzyłyby się zatory. Dlatego często budowano tamy, aby podwyższyć poziom wody i ułatwić transport kłód. Obecnie w Ontario można zobaczyć tylko jedną działającą "log chute" w muzeum, bo już nie są używane od ponad 100 lat. 

Oczywiście, w języku francuskim "chute" też ma kilka znaczeń - oprócz wodospadu może oznaczać ogólnie spadek, upadek, spadanie, pochyłość, zsypnię, ześlizg itp.

 

Jacek_1000
Obrazek użytkownika Jacek_1000
Offline
Ostatnio: 2 dni 7 godzin temu
Rejestracja: 24 paź 2022

Oczywiście, w języku francuskim "chute" też ma kilka znaczeń - oprócz wodospadu może oznaczać ogólnie spadek, upadek, spadanie, pochyłość, zsypnię, ześlizg itp.

To tak, jak w języku angielskim!

Dla ciekawości sprawdziłem pochodzenie tego wyrazu:

Chute

1725, American English, "fall of water" (earlier shoot, 1610s), from French chute "fall," from Old French cheoite "a fall," fem. past participle of cheoir "to fall," from Latin cadere"to fall," from PIE root *kad- "to fall." Meaning "inclined tube, trough" is from 1804; that of "narrow passage for cattle, etc." first recorded 1871. In North America, absorbing some senses of similar-sounding shoot.

Jacek_1000
Obrazek użytkownika Jacek_1000
Offline
Ostatnio: 2 dni 7 godzin temu
Rejestracja: 24 paź 2022

Część II: Biwakowanie na tajemniczej wyspie Monument Island na jeziorze Matinenda Lake, pływanie na kanu i kilka niewyjaśnionych (nadprzyrodzonych?) przypadków.

 

*

Obładowani, wypływamy z parkingu na jeziorze Matinenda Lake. Na szczęście w kanu jest jeszcze trochę miejsca dla nas i mam nadzieję, że nie zatonie pod tym całym ciężarem.

*

Rankiem spakowaliśmy się i pojechaliśmy do miasta do sklepu LCBO (sieć rządowych sklepów w Ontario, sprzedających piwo, wino oraz inne napoje alkoholowe—jedynie w tych sklepach można nabyć wódki, rum, brandy i podobne wysokoprocentowe alkohole) kupić zimne piwo, przejechaliśmy się trochę po miasteczku i drogą nr. 17 dotarliśmy do miasta Blind River, gdzie zatrzymaliśmy się w restauracji Kentucky Fried Chicken na szybki posiłek. Od miasta do parku Matinenda prowadzi droga, ale zapytany przez nas miejscowy powiedział, że nigdy o takim parku nie słyszał; na szczęście inny mężczyzna potrafił wskazać, jak dojechać do drogi — i po 30 minutach jazdy dotarliśmy do jej końca, gdzie znajdował się ogromny i bezpłatny parking. Panował tam dość duży ruch — przyjeżdżało sporo samochodów, wodowano łodzie, jak też co jakiś czas motorówki przypływały do brzegu i cumowały przy doku. Na jeziorze Matinenda znajdowało się ponad 100 prywatnych domków letniskowych (cottages) i udało mi się pogadać z kilkoma ich posiadaczami. Co ciekawe, dopiero ode mnie dowiedzieli się, że tutaj był park prowincjonalny!

*

Odpłynęliśmy o godzinie 15: 30, jak zwykle przyciągając uwagę wielu osób z powodu ogromnej ilości ułożonych jeden na drugim bagaży w kanu (mówiliśmy, że wybieramy się na kilka miesięcy).

*

W drodze do miejsca biwakowego—jak zwykle obładowani do maksimum!

*

Nie miałem pojęcia, gdzie będziemy biwakować, ale według mapy okolice wyspy Graveyard Island (wyspa cmentarna) na jeziorze Matinenda wyglądały zachęcająco. Skierowaliśmy się na północ, leniwie wiosłując w gorącej i parnej pogodzie. Trzymaliśmy się blisko brzegu i po godzinie po lewej stronie ukazała się spora zatoczka. Byliśmy dość zmęczeni tą pogodą i zamiast kontynuować na północ, ku wyspie Graveyard Island, postanowiliśmy spenetrować zatoczkę i być może na niej znaleźć odpowiednie miejsce do biwakowania. Już po kilku minutach Catherine dostrzegała na lewym brzegu zatoczki miejsce na biwak, ale mi się ono nie podobało i płynąłem dalej do zatoczki, gdzie wyłoniły się przed nami dwie wyspy. Ta po prawej stronie zdawała się być prywatna (dostrzegliśmy zabudowania), ale druga była dzika.

*

 Obraz wyspy "Monument Island", na której biwakowaliśmy przez kilka dni autorstwa Dave Moir. Reprodukowany za pozwoleniem autora.

*

Gdy dopłynęliśmy do niej, byliśmy nią zachwyceni: była to skalna, o mniej-więcej okrągłym kształcie wysepka, ok 100 na 60 metrów, rosło na niej kilka wysokich sosen i ogrom krzewów jagodowych z dojrzałymi jagodami (których codziennie spożywaliśmy ogromne ilości). Środek wyspy stanowiła głównie płaska, odkryta skała, na której znajdowało się otoczone kamieniami miejsce na ognisko. Jednak najbardziej niezwykłym i charakterystycznym obiektem wyspy była masywna, kilkumetrowej wysokości formacja skalna, przypominająca Monolit z filmu „2001: Odyseja Kosmiczna” (gdyby jeszcze było na niej plemię skaczących i krzyczących człekopodobnych, mógłbym zrobić alternatywny początek tego słynnego filmu!). Gdy spojrzałem na mapę topograficzną na ekranie mojego GPS, stwierdziłem, że wyspa posiada bardzo trafną nazwę: „Monument Island”

* 

Wreszcie przybyliśmy na wyspę Monument Island!

 *

Wypakowaliśmy nasze rzeczy z kanu, pozostawiając sprzęt kuchenny na skalnym brzegu, kilka metrów od tego pomnika przyrody, a namiot rozbiliśmy pomiędzy ‘kuchnią’ a miejscem na ognisko, które postanowiliśmy nadal używać. Kilka razy koło wyspy przepływały motorówki i łodzie z wędkarzami, ale poza tym nikt nie zakłócał naszego spokoju.

*

Miejsce na ognisko i nasz namiot w centrum wyspy Monument Island

*

Pierwszej nocy wydarzył się dość osobliwy fenomen. Wieczorem leżałem w namiocie i ponieważ nie było wiatru i dookoła panowała kompletna cisza, powoli zasypiałem. Nagle usłyszałem szum fal rozbijających się o brzegi wyspy; zazwyczaj jest to powodowane przez przepływające niedaleko łodzie motorowe — lecz byłem przekonany, że nie słyszałem żadnej łodzi (a są one dość głośne i nie sposób byłoby nie usłyszeć pracującego silnika, tym bardziej w tak cichą noc)! Pogłosy rozbijających się fal można było wyraźnie słyszeć przez minutę, a potem ponownie nastąpiła niezmącona cisza.

*

Wyspa Monument Island w całej okazałości, wraz z jej jedynymi mieszkańcami!

*

Siedemnastego lipca 2013 r. popłynęliśmy na kanu w kierunku południowo-zachodnim, gdzie zatoczka zwężała się, aż stała się ujściem rzeki Blind River. Planowaliśmy dotrzeć rzeką do następnego dużego jeziora, Chiblow Lake; bez pośpiechu wiosłowaliśmy aż dotarliśmy do małej tamy. Byliśmy zbyt leniuchowaci, aby przenieść kanu i nawróciliśmy. Trochę się rozpadało, ale ponieważ cały czas było gorąco, deszcz nam specjalnie nie przeszkadzał. Opuściwszy rzekę, powtórnie znaleźliśmy się na jeziorze Matinenda. Było południe, gorąco, bezwietrznie i nawet ptaki zamilkły, ukryte w lesie od intensywnego słońca. Parę metrów od nas z wody wystawała kłoda drzewa, do której podpłynęliśmy. Okazało się, że był to koniec dość długiego zatopionego drzewa, znajdującego się prawie całkiem pod wodą. Lekko go pchnąłem i udało mi się go ruszyć… i potem wydarzyło się coś niezwykłego: nieoczekiwanie usłyszeliśmy niezmiernie wyraźne brzmienie wartko płynącej wody, jak gdyby wypływającej z akurat otwartej tamy!

*

Wyspa Monument Island—i ów skalny „monument”, od którego bierze nazwę—w nocy.

*

Ponieważ ów dźwięk rozpoczął się w tym samym momencie, gdy pchnąłem kłodę, miałem odczucie, że nieumyślnie odemknąłem jakąś niewidzialną zatyczkę, tym samym uwalniając wodę z jeziora. Catherine i ja doskonale słyszeliśmy ten niezwykły szum wody i intensywnie rozglądaliśmy się dookoła, starając się znaleźć jego źródło, ale niczego nie zauważyliśmy i nie mogliśmy ustalić jego źródła. Niebawem wszystko ucichło i na nowo zapanowała kompletna cisza. Skierowaliśmy się na północ, ominęliśmy naszą wyspę, potem przepłynęliśmy koło skalnej wysepki pełnej mew i kormoranów. Niektóre z mew były bardzo poruszone naszą obecnością i nurkowały nad nami, próbując nas odstraszyć!

*

Koło skalnej wysepki na jeziorze Lake Matinenda, pełnej ptaków, które starały się nas atakować

*

Przepłynęliśmy przez cieśninę Butterfield Narrows — znajdowało się tam kilka prywatnych domków, tworząc małą osadę letniskową — i z oddali zobaczyliśmy wyspę Graveyard Island, jak też wiele innych imponujących skalnych wzgórz i poszarpanych, kamienistych brzegów. Z dala ujrzeliśmy też Winter Portage.

*

Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te rzeczy? Księga Izajasza 40:26”.

*

Po kilkunastu minutach zawróciliśmy i płynąc przez przesmyk, trzymaliśmy się blisko prawego brzegu, przepływając koło Paradise Point (Przylądek Rajski), oznaczony białym krzyżem z następującym, jakże trafnym napisem: „Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te rzeczy? Księga Izajasza 40:26”. W drodze powrotnej powtórnie zostaliśmy ‘zaatakowani’ przez szalejące ptaki, ale gdy zrozumiały, że nie zamierzamy do ich wyspy dopłynąć, dały nam spokój.

*

Nasze „mieszkanko” na malowniczej i tajemniczej wyspie Monument Island. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę z namiotu i nazbierać jagód.

*

Osiemnastego lipca 2013 r. wieczorem siedzieliśmy przy ognisku i spożywaliśmy kolację. Pogoda nie wyglądała zbyt zachęcająco — na niebie kłębiły się ciemne, masywne chmury, ale nie padało i nawet kilku wędkarzy w małej motorowej łódce krążyło dookoła wyspy, próbując coś złapać. Nastawiłem radio/krótkofalówkę (marine radio) na kanał pogodowy i od razu usłyszałem ostry, przenikliwy dźwięk: był to alarm pogodowy. Okazało się, że bardzo silna burza miała lada chwile pojawić się w naszej okolicy, z powiewami wiatru dochodzącymi do 100 km/h. Pośpiesznie dokończyliśmy kolację, zabezpieczyliśmy kanu i rzeczy pozostawione na brzegu. Niecałe 15 minut później spadły pierwsze krople deszczu… i rozpętało się istne PIEKŁO!

*

Pamiątkowe zdjęcie koło Monumentu na wyspie Monument Island

*

Chociaż siedzieliśmy bezpiecznie w namiocie, słyszeliśmy padające strugi deszczu na tropik namiotu i niebawem poczuliśmy bardzo mocne powiewy wiatru, które dosłownie wgniotły jedną ściankę namiotu prawie do połowy namiotu! Nie mieliśmy pojęcia, czy namiot wytrzyma takie naprężenia. Po następnych kilku minutach usłyszeliśmy grzmoty i pojawiły się tak intensywne i jasne błyskawice, że mnie oślepiały i nie byłem na nie w stanie patrzeć, chociaż obserwowałem je przez ściankę namiotu i tropik! W pewnym momencie przenikliwa błyskawica oświetliła wnętrze namiotu i w tej samej chwili usłyszeliśmy potężny grzmot — nie byłbym zdziwiony, gdyby piorun uderzył w skalny monolit, znajdujący się 10 metrów od namiotu. Pomimo deszczu, wiatru i błyskawic, nałożyłem na siebie ubranie nieprzemakalne i wyszedłem na zewnątrz, aby upewnić się, że nasze rzeczy były bezpieczne.

*

 Nasza „kuchnia” oraz kanu, jak też szefowa kuchni

*

Kanu było OK, chociaż częściowo zanurzone w wodzie (oczywiście, było przywiązane liną do drzewa, bo 2 lata temu w parku Massasauga po prostu w nocy odpłynęło…) i wszystkie pozostałe rzeczy też. Natomiast jezioro przypominało miniaturowy ocean: jego powierzchnia niemalże gotowała się, kipiało ono wzburzonymi falami, tworzącymi na nim białą pianę, a potężne fale bezlitośnie chłostały kamienne brzegi wyspy, przelewając się po skałach. Aż wzdrygnąłem się na myśl, że moglibyśmy byli złapani na kanu przez taką burzę! Wszystko to trwało około godziny i muszę uczciwie powiedzieć, że NIGDY PRZEDTEM (ANI POTEM) nie doświadczyłem tak gwałtownej burzy podczas biwakowania! Namiot (Eureka, El Capitan 3) okazał się mocny i nie tylko nie doznał żadnych uszkodzeń, ale również nie przepuścił wody.

*

Imponująca skała na wyspie Monument Island w czasie zachodu słońca

*

W sobotę wstaliśmy rano i zaczęliśmy się pakować. W czasie naszego pobytu na wyspie zauważyliśmy bardzo dużo różnej wielkości karaluchów, większość z nich gromadziła się w dwóch miejscach: przy ognisku oraz na brzegu, gdzie trzymaliśmy sprzęt kuchenny.

*

Catherine na tle wyspy Monument Island

*

Podczas pakowania nagle usłyszałem krzyk Catherine — gdy wyjęła nóż z plastikowej pochwy, wyleciały z niej cztery karaluchy! Postanowiliśmy bardzo dokładnie sprawdzić wszystkie nasze rzeczy i upewnić się, że nie przyniesiemy żadnego wstrętnego robala do domu. Znaleźliśmy kilka karakonów w podstawie kuchenki, ale na szczęście żaden z nich nie dostał się do naszych wodoodpornych bagaży i beczułek. Ta cała ‘kontrola karaluchowa’ opóźniła nasz wyjazd o 2 godziny i w rezultacie Catherine zamierzała przechrzcić wyspę na „Wyspę Karaluchów”. W każdym razie dla mnie ta wyspa zawsze pozostanie tajemnicza i nigdy nie zapomnę owych dwóch niewyjaśnionych zjawisk.

*

Lokacja Wyspy Monument Island:

*

46°21'33.6"N 82°57'37.6"W

*

46.359323, -82.960434

 

*

Koniec części drugiej. Ciąg dalszy nastąpi...

 

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Online
Ostatnio: 1 godzina 40 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Wycieczka pełna niesamowitych wrażeń. Takie wydarzenia długo się pamięta.

Bye Zobacz mnie na Facebooku Relaks na drutach! Yes 3

_Huragan_
Obrazek użytkownika _Huragan_
Offline
Ostatnio: 5 dni 13 godzin temu
Rejestracja: 13 cze 2015

Super sprawa,ze tak niedaleko macie tak duzo pieknej natury.To chyba glowna zaleta tego kraju jak dla mnie

https://marzycielskapoczta.pl/

Napisz pocztowke ze swoich podrozy do chorych dzieci

papuas
Obrazek użytkownika papuas
Online
Ostatnio: 1 godzina 18 minut temu
Rejestracja: 22 maj 2021

SUPER  BIWAK   już sam brzeg i monument zachęca  

może te szumy i odgłosy to było jedynie ostrzeżenie przed burzą ??  Ja wierzę, że z zaświatów dostajemy jakieś ostrzeżenia i tylko czasem nie umiemy ich właściwie odczytać, a przy "dobrej" burzy to i źle zakotwiczony namiot może odlecieć   no a nazwa wyspy niech już pozostanie po staremu   Biggrin  bo kto chciałby płynąć na Wyspę Karaluchów?

papuas

Strony

Wyszukaj w trip4cheap