--------------------

____________________

 

 

 



KOSTARYKA - dlaczego warto tam jechać?

296 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
basia35
Obrazek użytkownika basia35
Offline
Ostatnio: 1 rok 3 miesiące temu
Rejestracja: 24 gru 2013

PięknieBiggrin

basia35

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 5 lat 11 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Basia, cieszę się, że ci się podoba!

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 5 lat 11 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Obie plaże - Playa Blanca, gdzie spędzamy cały dzień i Playa Manta, ta w pobliżu recepcji – oddziela od siebie skalisty półwysep. W czasie przypływu raczej nie odważylibyśmy się przejść tą drogą, gdyż wokół jest dużo skał i raf koralowych. Teraz jednak, gdy poziom oceanu znacznie się obniżył nie ma problemu, by omijając półwysep znacznie skrócić sobie drogę w porównaniu do tej, którą jeździ busik.

Przez dłuższy czas idziemy piaszczystym brzegiem, potem zaczynają się skałki.

Mijamy stojące w cieniu stoły z ławami oraz murowane grille, na których można sobie coś upichcić z fajnym widoczkiem.

Skalisty półwysep coraz bliżej.

Rzecz zaskakująca - rosną na nim bezlistne drzewa, no bo teraz jest tu pora sucha, czyli ichnia zima i te właśnie drzewa – jako nieliczne – gubią w tym okresie liście.

Bardzo to dziwnie wygląda, wokół taka bujna cudowna roślinność, a w tym miejscu niemal wszystkie drzewa bezlistne!!!! Jakbym zobaczyła taką fotkę, to w życiu bym nie uwierzyła, że to też jest Kostaryka....

I choć przyznam, że malowniczo to wygląda – to jednak wolę zdecydowanie tutejszą kipiącą zielenią roślinność...

I już jesteśmy na Playa Manta.

 Te drzewa nie mają tu lekkiego życia.

W międzyczasie słońce zawisło nisko na zachodzie. Dochodzimy do hotelowej plaży i kładziemy się koło wielkiego pnia wyrzuconego na brzeg.

Teraz będziemy obserwować zachód słońca nad Pacyfikiem...

Po powrocie do domku zjadamy jeszcze na tarasie kupione koło krokodylków mango.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 5 lat 11 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Dzisiaj dzień zaczynamy skoro świt!!!!

O godzinie szóstej mamy zbiórkę pod recepcją, a następnie idziemy do dżungli wypatrywać ptaszki z tutejszym przewodnikiem.

Chętnych jest ażżżżż 5 osób razem z nami.

Wchodzimy na jeden ze szlaków na terenie hotelu, nasz przewodnik ma statyw z lunetą Swarowskiego – nawet nie wiedziałam, że ten od ozdobnych kryształków specjalizuje się także w sprzęcie optycznym??????

 Przez tę lunetę widać bylo fantastycznie, próbowałam też robić przez nią foty, no, ale aparat nie teeeen...

I teraz przydałby się jakiś lepszy aparat. Wierzcie mi, że miałam zamiar wymienić mój stary gooowniany, na lepszy model, ale nie wyszło.

Nie miał to być żaden full wypas za kilkanaście tysięcy, jako że mój mąż nie interesuje się kompletnie fotografiką, a ja nie umiem robić profesjonalnych zdjęć, i nie mam siły do dźwigania takiegoż sprzętu. Poza tym zostawiam aparat, gdzie stoję i potem po niego wracam i o dziwo, czeka na mnie. Albo mi gdzieś spadnie, albo zamoknie od mgiełki wodospadowej. Wiec nie warto dawać w moje ręce czegoś dobrego....

Ale znalazłam polecany przez znajomych, lepszy niż nasz dotychczasowy, w sklepie internetowym o 400 złotych tańszy niż w Media Markt. I się połakomiłam!

Ten sklep inrnetowy to ORATY z Warszawy – serdecznie odradzam korzystanie z jego usług!!!! Zażyczyli sobie gotówkę z góry, trzymali przeszło miesiąc pieniądze ponad 2.500 PLN, a aparatu nie przysłali aż do naszygo wyjazdu.

No więc foty tym naszym robione dają tylko względne pojęcie o cudach ptasiej populacji Kostaryki.

Sorry.....przykro mi niezmiernie.

Więc na pierwszy rzut poszły papugi - czerwone ary (scarlet macaw). Papugi żyją w tym samym związku przez całe życie. Widzieliśmy je już w ostatnich dniach latające parami, ale wysoko i szybko, mogą lecieć nawet z prędkością 55 km/godz.

Teraz mają okres lęgowy i oboje rodzice siedzą na jajkach, zazwyczaj mają od jednego do czterech.

Są to jedne z najinteligentniejszych i najbardziej wrzaskliwych ptaków. Ze względu na ich piękne, kolorowe upierzenie oraz fakt, że mogą się nauczyć wypowiadać parę słów, są poszukiwane jako zwierzęta domowe. Bardzo wiele jest łapanych i sprzedawanych za duże pieniądze. Z tego względu od paru lat objęte są szczególną ochroną, jako że coraz mniej żyje ich na wolności.

Następnie oglądamy tukana, żyje ich na Kostaryce 7 gatunków i nie pamiętam, który z nich to był.

Jest też cała masa innych ptaków. Przewodnik wyświstuje jakąś melodyjkę, a za chwilę odpowiada mu ptasi głos, gdzieś wysoko na drzewie. Wówczas nastawia w tym kierunku swą lunetę i po kolei oglądamy ptaszka, mówi co to za ptak i opowiada o nim ciekawostki.

Całe szczęście, że jest nas tylko 5 osób, więc nie ma kolejki do oglądania...

Faktem jest, że bez przewodnika w Kostaryce niewiele zobaczy się zwierząt czy ptaków. Żyją one na ogół wysoko w koronach drzew, wśród gęstego listowia. Taki przewodnik wie, gdzie zwierzęta lubią przebywać, na jakich drzewach siedzą, bo lubią ich owoce, potrafi je też zwabić swym głosem.

Ptaki tutejsze mają wspaniałe i różnorodne kolory, kształty, wielkości, no i jest ich mnóstwo. Jak ktoś ma dobry aparat to porobi fantastyczne foty....

I dlatego Kostaryka to raj dla ptasich miłośników. Są tu organizowane specjalne wycieczki, w czasie których odwiedza się miejsca, gdzie ptaków jest szczególnie dużo.

Ptasia wyprawa trwa około półtorej godziny.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 5 lat 11 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

I kolejny dzionek...

Śniadanko i od razu wyjazd na Playa Blanca. Znowu spotykamy Oscara, tym razem jest sam, jego towarzystwo woli spędzać czas tete a tete.

Oscar nie jest gościem hotelowym, ma na terenie od wielu lat dom, zna okolicę bardzo dobrze.

Gdy po południu zaczyna nam się nudzić na plaży i postanawiamy gdzieś pochodzić poza terenem hotelowym – proponuje obwiezienie nas po sąsiednich kurorcikach.

My oczywiście na to, jak na lato!!!!

Tym razem nie wjeżdżamy na główną drogę, Oscar jedzie wąską drogą wiodącą wzdłuż morza.

Wszędzie można znaleźć skupiska willi lub hoteli. Widać, że baza turystyczna jest tu dobrze rozwinięta.

Jest wiele miejsc rzeczywiście ładnych, jednak nie wszędzie są plaże. Jeżeli ma się wynajęty samochód – nie stanowi to problemu, bo plaże , najczęściej zlokalizowane w małych zatoczkach, są co kawałek.

W wielu miejscach są wysokie klify porośnięte bujną roślinnością stromo opadające do oceanu.

Na szczytach klifów stoją eleganckie wille w ogrodach, z basenami – wiekszość z nich można sobie wynająć pod nieobecność prawowitych właścicieli, którzy spędzają tu tylko wakacje.

Bardzo jesteśmy wdzięczni Oscarowi za tą przejażdżkę, bo mamy przynajmniej pojęcie jak wygląda ten kawałek pacyficznego wybrzeża.

Antenka
Obrazek użytkownika Antenka
Offline
Ostatnio: 3 lata 10 miesięcy temu
Rejestracja: 23 paź 2013

Apisku- cudnie Smile Dla mnie roślino i zwierzolubnej- raj dla oczu Smile Szkoda tylko,że ary miały okres lęgowy, bo pamiętam z relacji Filosa jak ich wszędzie było dużo.

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Online
Ostatnio: 1 godzina 18 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

O rany jakie piekne te papużki !!!

A ta ptasia wyprawa to bylby po prostu raj dla mojego mężą ..

Przyroda powala ..Apisku przepiekna ta twoja Kostaryka Yahoo

No trip no life

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 5 lat 11 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Nelcia, Antenka, dzięki.

No właśnie brak tych cudnych kolorowych papug bardzo mnie zmartwił...

Małpy mogę sobie odpuścić, bo mam niemiłe wspomnienia z nimi związane. Kiedyś taka jedna wredota użarła męża w Tajlandii w czasie objazdówki i potem w kilku miejscach priorytetem było znalezienie kliniki, żeby wziął  serię zastrzyków przeciwko wściekliźnie - a nie zwiedzanie.

Wprawdzie tam były makaki, a w Kostaryce są kapucynki.

Z drugiej strony mogłaby to być fajna zabawa w czasie śniadania, widząc jak podkradają z talerzy jedzonko!!!!

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 5 lat 11 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Dziś jest nasz przedostatni dzień pobytu nad Pacyfikiem.

Śpimy dłużej, już jakoś mija nam jet lag. Powolne śniadanko, próbujemy tutejsze słodycze, ale zdecydowanie wygrywają owoce!!!!

Póki jeszcze nie jest zbyt upalnie postanawiamy się wybrać na szlak w lesie deszczowym. Wspinamy się wąską wyrąbaną w buszu przecinką na wzgórze, ale i tak widoków żadnych nie ma, bo wszędzie rosną wysokie drzewa.

Oprócz ptaków, znajdujemy tylko gniazdo termitów.

 I trochę motyli...

W drodze powrotnej robiąc petlę napotykamy nieczynny już niestety Conopy Walk, czyli trasę spacerową wysoko zawieszonymi wśród koron drzew wiszącymi mostkami. Jest ich kilka zwisających pomiędzy wysokimi drzewami. Ciekawe, czemu nie są czynne, byłaby to niewątpliwie fajna atrakcja!!!!

Jednak sam las w tym miejscu nieco nas rozczarowuje. Jest zbyt gęsty, ciemny, trudno się przedrzeć zarośniętymi szlakami. Nic dziwnego, że przez dwie godziny nikogo nie spotykamy. Pewnie większość gości hotelowych – Ticos – wcale nie jest zainteresowana chodzeniem po lesie czy wiszących mostach?????? Mają to na codzień...

Najfajniej jest na obrzeżach dżungli, gdzie dociera choć trochę słońca.

Tam właśnie zauważamy parę gniazdek ptasich zawieszonych wysoko na gałęzi, pewnie żeby jakiś wąż nie zjadł im potomstwa?????

Spoceni, zgrzani z przyjemnością spędzamy resztę dnia na Playa Blanca, gdzie znów spotykamy Oscara, tym razem w towarzystwie młodych Holendrów. Trochę się rozkręcili, i nawet stali się rozmowni.

Zgadujemy się, że będziemy w tym samym czasie w Parku Narodowym Tortuguero. Jacyś tacy beztroscy, nie mają ani zamówionego noclegu, ani wycieczek po parku, a przecież jest pełnia sezonu...

Ale pewnie młodość tak ma...

Ja mam zamówionego fajnego przewodnika – sądząc po opiniach na TripAdvisorze – więc proponujemy im wspólną wycieczkę łodzią po rozlewiskach.

Chętnie się godzą.

Ostatni zachód słońca i nocleg.

apisek
Obrazek użytkownika apisek
Offline
Ostatnio: 5 lat 11 miesięcy temu
Rejestracja: 08 wrz 2013

Dzisiaj Ines przyjedzie po nas o godzinie 11. Bagaże zostawiamy po śniadaniu w recepcji i mamy jeszcze trochę czasu na pożegnanie z tym fajnym miejscem. Najprzyjemniejszy jest spacer wśród zieleni, śledzenie zwierzaków, może się jakieś napatoczą????

Po niebie krążą złowrogie chmury, oby nam nie popsuły dnia. Ines obiecała nam wycieczkę wzdłuż wybrzeża w kierunku południowym.

Na koniec spotykamy rzadkie stworzonko - bazyliszka zwanego Jesus Christ Lizard, jako że potrafi biegać po powierzchni wody nawet do 10 metrów, tak jak ponoć Chrystus.

Ten nasz jest szary, więc niezbyt atrakcyjny kolorystycznie. Potem widywaliśmy śliczne zielone, ale zbyt daleko, by można je było sfotografować.

Bazyliszek jest jaszczurką o długości do 80 cm o silnych nogach i szerokich stopach z szeroko rozstawionymi palcami umożliwiajacymi jej bieganie po wodzie, może również doskonale pływać. W czasie szybkiego biegu po wodzie wytwarza się napięcie powierzchniowe, przez co nie tonie.

Ten bazyliszek to z pewnością był wzorem dla twórców wizerunku smoka wawelskiego!!!!

Strony

Wyszukaj w trip4cheap