Dawno temu w Zachodniej Afryce

3 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 2 dni 2 godziny temu
Rejestracja: 01 cze 2020
Dawno temu w Zachodniej Afryce

Senegal

Była to jedna z moich pierwszych podróży, związanych z pracą zawodową i miała miejsce bardzo dawno (w 1979 roku), stąd też relacja nie będzie zbyt dokładna. Czas zrobił swoje, sporo szczegółów uleciało z pamięci. Również zdjęć nie mam za wiele. Wówczas robiłem je takim "cudem techniki", jakim była prościutka "Smiena 8" (czy ktoś jeszcze pamięta taki aparat?), który nie dawał wielu możliwości - przepraszam więc za ich nienajlepszą jakość.

Był to mój pierwszy wyjazd w tropiki i jedyny - jak dotychczas - do Senegalu. Po listopadowej mglistej i chłodnej Warszawie cieszyłem się ciepłem i słońcem. W Dakarze spędziłem jedynie 3 dni wypełnione w większości pracą, nie miałem więc okazji poznać miasta - tyle co z okien samochodu i krótkich wieczornych spacerów. Jednego dnia udało nam się wykroić kilka godzin dla siebie i popłynęliśmy na położoną kilka kilometrów od Dakaru wyspę Gorée.

Gorée jest niewielką (zaledwie 36-hektarową) wyspą pochodzenia wulkanicznego zamieszkałą przez około 1000 osób. Położony na niej Fort d' Estrees od XVI do XIX wieku był największą w Afryce bazą handlu niewolnikami. Tutaj ich więziono, sprzedawano, a następnie ładowano na statki i wysyłano przez Atlantyk do Ameryki Południowej, na Karaiby oraz do Ameryki Północnej. Obecnie wyspa jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO. W 1992 roku odwiedził ją Jan Paweł II.

-----

Pozostałości dawnego fortu na wyspie Gorée.

Na wyspie Gorée.

Widok wyspy Gorée od strony morza.

To zdjęcie znalazłem niedawno - zamieszczam je, aby pokazać, że i w Afryce są (były) czyste, niezatłoczone , piaszczyste dzikie plaże - ta na zdjęciu znajduje się pod Dakarem.

-----

Nigeria

Do Nigerii jeździłem czterokrotnie na początku lat 80-tych. Wszystkie te podróże miały charakter służbowy i ograniczały się do dwóch miast: Lagos, które było wówczas stolicą Nigerii i Kano, na północy kraju. Lagos zaskoczyło mnie pięknym, klimatyzowanym, nowoczesnym niczym w Europie portem lotniczym (Murtala Muhammad Airport). Dalej było już "normalnie", wilgotny, parny upał, hałaśliwe, zatłoczone i nieprzejezdne ulice, morze slumsów, reprezentacyjne wieżowce i luksusowe hotele, ciągle powtarzające się przerwy w dostawach prądu, wszechobecny obnośny handel i niepojęta dla przeciętnego "oyibo" (białego) korupcja. Na tym tle wyspy Victoria i Ikoyi, na których mieściły się "guest houses", należące do spółki, która była naszym partnerem handlowym, jawiły się oazami spokoju. W wolnych chwilach chodziliśmy na pobliską piaszczystą plażę i pluskaliśmy się w cieplutkich wodach Zatoki Gwinejskiej. Na plaży można było kupić właściwie wszystko, począwszy od artykułów spożywczych i zimnych napojów, poprzez ubrania, pamiątki, wyroby miejscowego rękodzieła, aż do pochodzącej z przemytu japońskiej elektroniki. Wystarczyło siedzieć na miejscu i czekać. Handlarze sami przychodzili i oferowali towar. Oczywiście, trzeba było się targować do upadłego.

Znacznie spokojniejszym miejscem było położone tuż przy granicy z Beninem Badagry, dokąd pewnego razu zabrał nas nasz partner. Tam nie było już handlarzy. Były za to palmy, szeroka piaszczysta plaża, ciepły ocean i czereda ciekawskich dzieci.

Niestety, z nigeryjskich wyjazdów mam sporo pamiątek ale nie mam wielu zdjęć. To co widzicie, to zaledwie kilka zeskanowanych slajdów.

-----

Na plaży na Victoria Island w Lagos.

Na plaży w Badagry nad Zatoką Gwinejską.


-----

Podróż do leżącego naółnocy Nigerii Kano była atrakcją samą w sobie, o ile dopisała pogoda i nie było zbyt wielu chmur. Samolot przelatywał najpierw nad dżunglą porastającą obszar między dwiema wielkimi afrykańskimi rzekami: Nigrem i Benue, potem nad płaskowyżem Jos i wreszcie rzadko porośniętą sawanną przechodzącą bliżej Kano w półpustynną równinę. W porze suchej (listopad) zarówno na sawannie jak i w okolicach Kano dominował kolor piaskowy, gdy leciało się w porze deszczowej (maj, czerwiec) było całkiem sporo zieleni.

Samo miasto jest zupełnie inne od Lagos. Charakterem przypomina nieco miasta arabskie, może dlatego że dominującym wyznaniem wśród Hausa jest islam. Miasto jest otoczone zabytkowymi murami, w starej części można zobaczyć XV-wieczny pałac emira i zabytkowy meczet. Klimat też jest znośniejszy niż w Lagos. W dzień upały sięgały wprawdzie 40 stopni, ale wieczór przynosił wyraźne ochłodzenie. Zdecydowaną uciążliwością były za to wyjątkowo krwiożercze komary, zwłaszcza w porze deszczowej. Dzięki Bogu, udało mi się nie złapać malarii, mimo że wielokrotnie bywałem pogryziony.

----

Na jedynym moim zachowanym zdjęciu z Kano widzimy mlodych przedstawicieli plemienia Hausa.

Dziękuję za uwagę.

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 5 godzin 39 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Tak, pamietam z nazwy taki aparat he he . Masz może jego zdjęcie ?

 Senegal odwiedziłam, ale do tej części co ty opisujesz nie dotarłam..Skoro tyle lat tam nie byłeś, to pora odwiedzić ponownie ten kraj . 

Teraz do Nigerii to strach jezdzić niestety, pod tym kątem to zmieniło się bardzo na niekorzyść Sad

No trip no life

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 2 dni 2 godziny temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Nel, zdjęcia "Smieny 8", niestety nie mam. A jeśli chodzi o ponowną wizytę w Afryce, to wybrałbym raczej Namibię, Madagaskar lub Kenię, których nie znam w ogóle... Pozdrawiam. Biggrin

Wyszukaj w trip4cheap